20 kwietnia 2009

SasuNaru - mimo wszystko 1. Powrót

-->
Ostrzeżenie: FF bardzo stary, totalny fluff. Czytacie na własną odpowiedzialność.



Nigdy nie cofnę swoich słów. To jest moja droga ninja – Naruto napisał swoje motto flamastrem na lustrze. Patrzył na nie ponurym wzrokiem. Chyba jednak nie udało mu się wypełnić danej obietnicy. Nie sprowadził Sasuke z powrotem do wioski. Sasuke wraca sam.
Kiedy dwa dni temu Tsunade wezwała go do siebie, by przekazać tę wiadomość, miał wrażenie, że padnie trupem w jej gabinecie. To on ścigał drania po całym świecie, nie spał po nocach, bo się martwił, a ten zadufany w sobie geniusz, ni z tego, ni z owego, postanowił tak po prostu wrócić. Co więcej, okazało się, że ta jego wyprawa do Orochimaru już od początku była zaplanowana. Hokage wiedziała, że sanin pragnie sharingana, iż chce Uchihy dla swoich celów. Ustalili więc wspólnie, że można to wykorzystać. Sasuke opuścił wioskę, nie wyjawiając nikomu szczegółów planu, a po trzech latach treningu u „nowego mistrza” bezceremonialnie go zabił i wracał sobie w blasku chwały i sławy. Nie, nie, nie. Naruto takie coś wybitnie nie pasowało. To on miał wpaść do kryjówki węża, wyrwać stamtąd przyjaciela za pomocą swych wspaniałych zdolności, a potem… Tak, a potem jeszcze rzucić mu się w ramiona w świetle zachodzącego słońca – pomyślał ironicznie. Tak czy inaczej wizja, jaka miała miejsce w rzeczywistości, mu nie odpowiadała. Znów ten drań błyszczał, a Uzumaki pozostawał w cieniu. Po tym wszystkim, co musiał znieść!
- Może jeszcze mam go czcić jako bohatera – uśmiechnął się krzywo.
- Coś nie tak, Naruto? Przecież chciałeś, żeby wrócił – stwierdziła Hokage z szelmowskim uśmieszkiem, popijając sake.
Naruto obrzucił ją ponurym spojrzeniem.
- Chciałbym tylko wiedzieć, po co był ten cały pościg, skoro i tak wiedziałaś, że wróci – naburmuszył się blondwłosy ninja.
- No cóż, ta misja była owiana tajemnicą, nie mogliśmy pozwolić na jakikolwiek przeciek informacji. Wysłaliśmy was, aby wyglądało, że chcemy odbić Sasuke. Tak czy inaczej, Naruto, teraz, gdy jest już po wszystkim, mam zamiar ogłosić to w wiosce. Trzeba powitać go jak należy. Pokazać, że jesteśmy z niego dumni.
- Jasne, żeby mu się w głowie nie poprzewracało z tego wszystkiego. Gorzej jak ten jego wielki, napuszony tyłek nie zmieści się w bramie Konohy – wymamrotał Uzumaki.
- Coś mówiłeś?
- Nie, nic. Pójdę już. Pa, babciu Tsunade – zawołał Uzumaki trzymając rękę na klamce.
- Naruto, czekaj!
- Co znowu?
- Rozumiem jak się czujesz, ale to twój przyjaciel. Chciałabym, żebyś powitał go jako pierwszy. To będzie twoje zadanie.
Uzumaki zdębiał. Po tym kłamstwach, po tym wszystkim, co przeszedł ma go witać, jak gdyby nic się nie stało? Ale zacisnął tylko usta w grymasie.
- Dobra – westchnął – może przytargam czerwony dywan i jakieś kwiaty – dodał kąśliwie i już go nie było.
W ciągu dwóch dni niebieskooki przekonał się jednak, że ta ironiczna gadka o czerwonym dywanie, wcale nie była przesadą. Ludzie w wiosce naprawdę zaczynali uważać Sasuke za bohatera. Gdziekolwiek się nie pojawił, słyszał jak szeptali: „Podobno ostatni członek klanu Uchiha wraca, zabił tego, który chciał zniszczyć Konohę”, „Narażał własne życie dla wioski”, „Podobno był na bardzo niebezpiecznej misji„ czy „Zawsze wiedziałam, że ten chłopak jest porządny”. Tak, pomyślał, tylko dlaczego trzy lata temu, gdy Sasuke zniknął, to on był jedyną osobą w niego wierzącą. Innych to albo nie interesowało, albo uznali go za zdrajcę. Drażniło go to. Drażniło go wszystko, a najbardziej irytujące dawne fanki Uchihy. Całkowicie powariowały. Zaczęły już nawet kłócić się o to, z którą z nich zacznie odbudowywać klan. Bo nikt nie miał co do tego wątpliwości, że gdy już okazało się, jaki to z geniusza dobry chłopak, to odbudowa klanu będzie pierwszą rzeczą, za którą się weźmie.
- Może jeszcze wybudujmy mu pomnik, postawmy ołtarzyk i zacznijmy się do niego modlić – wściekał się Uzumaki. Sam nie wiedział, co ma myśleć. Z jednej strony, cholernie cieszył się, że Sasuke wraca, był jego przyjacielem. Z drugiej jednak, czuł się jakoś tak… zdradzony? Te trzy lata narażania życia, by odnaleźć i sprowadzić drania z powrotem do osady, to wszystko było kłamstwem? Niby misja jest misją, ale… No właśnie, to „ale” nie dawało mu spokoju.
Naruto spojrzał jeszcze raz w lustro i zmazał napis. Nic nie poradzi, trzeba się „ubrać” w swój najlepszy uśmiech i iść. To było jego zadanie i musiał je wykonać.
Po drodze mijał procesje ludzi, zmierzające w stronę bramy wioski. Wszędzie słyszał podniecone głosy, piski dziewczyn. Jemu jakoś nie udzielał się nastrój. Nawet nie zjadł śniadania, co było dla niego rzeczą wręcz niespotykaną. Nie mógł nic przełknąć, czuł ucisk w żołądku. Denerwował się, nie wiedział, co ma powiedzieć przyjacielowi.
Usadowił się na dachu i czekał, obserwując tłum. Kto by pomyślał, że Sasuke wróci do Konohy w takich okolicznościach. Widział z góry Sakurę. Nie piszczała i nie skakała jak reszta dziewczyn, ale jej twarz promieniała szczęściem. Wiązała pewnie duże nadzieje z powrotem ukochanego, wierzyła, że w końcu jej marzenie się spełni. Widział swojego sensei, z nieodłączną książką w ręku, który na pewno lepiej niż Naruto rozumiał, że to była misja. Widział Hokage, niezwykle zadowoloną ze swojego udanego planu. Wszyscy oni wypatrywali Sasuke.
To czekanie było dla Naruto najgorsze. Jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany. Nawet wtedy, gdy chciał pocałować Sakurę, przed wyprawą z Jiraiyą. Roześmiał się na to wspomnienie, jednak chwilowe rozluźnienie prysło, gdy tylko zauważył poruszenie, jakie nagle zapanowało przy bramie. Dziewczyny podskakiwały, żeby lepiej widzieć. Uzumakiemu żołądek podjechał do gardła. Nie mylił się. W chwilę później zobaczył czarnowłosego ninja, jak w otoczeniu ANBU wkracza do wioski. Co mam mu powiedzieć, do cholery – dziesiątki myśli kłębiły się w jego głowie, żadna nie dawała odpowiedzi. Sasuke był już oblegany przez wianuszek fanek, ale rozglądał się niecierpliwie. Naruto wbrew sobie zeskoczył z dachu. Wolałby uciec, ale wiedział, że nie może. Zrobił kilka kroków i jego oczy napotkały spojrzenie przyjaciela.
- Naruto – Uchiha zdołał wyswobodzić się z oplatających go rąk mieszkanek Konohy.
- Sasuke… - blondyn spuścił wzrok.
Brunet pochylił się nad nim jak wtedy, gdy spotkali się w „kryjówce węża”. Był chyba bardziej zdenerwowany niż Uzumaki, też bał się tego spotkania.
- Naruto, przepraszam – szepnął mu do ucha. Jego głos drżał.
Blondyn podniósł głowę i spojrzał tymi swoimi błękitnymi oczami w czarne tęczówki Uchihy. Zobaczył w nich coś, co rozwiało jego wątpliwości, co pozwoliło wybaczyć te trzy okropne lata.
- Sasuke, draniu…. – uśmiechnął się. – Dobrze, że wróciłeś.

2 komentarze:

  1. Komentarze przeniesione z http://sasunaru-drogapowrotu.blog.onet.pl

    Ale to było boskie...aż się ślinie ^_^ Czekam na niusa xDDD
    ~Neko, 2009-03-19 16:08


    No cóż... poczatek niezły :D Zobaczymy co dalej :)
    ~Marronek, 2009-03-19 16:21


    Ładne, ciekawa jestem jak to sie potoczy dalej..
    ~Karori - Kimi, 2009-03-19 16:25


    boskie boskie Kawaii... bark mi słów
    to jest piękne czekam na nexta:)
    ~Klaudynka, 2009-03-19 17:06


    Przeczytałam obydwa i pierwszy tez był nie zły, ale wiadomo krótki hihi, zaś tutaj zapowiada się obiecująco:) Mam nadzieję, że szybko będą kolejne, ale nie naciskam po sobie wiem, jak trudno szybko wstawiać nowe rozdziały;) Powodzenia i czekam na cd:D
    ~Elbereht, 2009-03-19 17:17


    ym... ślicznie ^^ Powiadom, mnie o newsie x3 Czy się naru odfocha na sasa x333 naruto-yaoi
    ~Susek_U, 2009-03-19 17:42


    Ten pierwszy krótki nie bardzo mi się podobał. Ale to jest świetne *q* no nic dodać nic ująć. Będziesz powiadamiać mnie na gadu o nowych notkach? 8645517 proszę ;) Green.
    ~greenhell@poczta.onet.pl, 2009-03-19 17:45

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, powrócił drań marnotrawny xD

    OdpowiedzUsuń