4 maja 2009

Rywale - rozdział 7



Itachi stał przed drzwiami pokoju Sasuke, zastanawiając się, czy wejść, czy poczekać, aż brat sam się obudzi. Po chwili zdecydował się na to pierwsze i nacisnął klamkę. Już od progu uderzył go pedantyczny porządek panujący w pomieszczeniu. Nawet bluza na krześle wisiała tak jakoś wytwornie, jakby była tam dla ozdoby. Jedyne, co wprowadzało tu trochę chaosu i przez to wyróżniało się z ogółu, to sam właściciel i jego pościel. Sasuke spał zawinięty w pół kołdry, drugie pół leżało na podłodze. Jedną poduszkę ściskał w rękach, druga była rzucona gdzieś ponad jego głową. Itachi uznał, że Sasuke podczas snu wygląda zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Nie ma skwaszonej miny, wiecznie obrażonego spojrzenia. Zastanawiał się nawet, czy nie pobiec po aparat i nie zrobić mu zdjęcia, ale w tym momencie obiekt obserwacji przewrócił się na drugi bok, otwierając jedno oko.
– Itachi? Czego chcesz? – burknął i popatrzył na intruza podejrzliwie.
– Chciałem pogadać. – Itachi omal nie roześmiał się na myśl, że oto bańka prysła i stary, dobry Sasuke powitał świat na jawie. Jak zwykle – „radośnie”. Swoją drogą, kobieta z którą się kiedyś ożeni, będzie miała z niego pożytek chyba tylko wtedy, gdy będzie spał. Jak się obudzi, to pogoni ją gdzie pieprz rośnie, obwiniając choćby za to, że słońce świeci.
– O czym? – Chłopak wstał i zaczął składać kołdrę w kostkę.
O tym, że współczuję twojej przyszłej żonie – pomyślał Itachi. – O tym, o co mnie poprosiłeś wczoraj – odpowiedział głośno.
– Coś nie tak? – Sasuke, który przed chwilą podniósł się z łóżka,  nie odwrócił nawet głowy, zajęty układaniem obu poduszek, a następnie przykrywaniem ich granatową kapą.
– Nie, ale mam pewne wątpliwości. Słuchaj, nie lepiej by było, gdybyś sam mu powiedział? No, temu chłopakowi? – Itachi najwyraźniej miał ochotę porozmawiać o pomyśle brata.
– Wycofujesz się? – Sasuke w końcu dał sobie spokój z porządkowaniem posłania i zainteresował się rozmową.
– Nie, tylko to takie dziwne. A jak się nie uda? – Ton Itachiego był pełen wątpliwości.
– Co ma się nie udać? – Sasuke uniósł brwi w zdziwieniu.
– No wiesz, na przykład, co jeżeli ona nie będzie chciała ze mną gadać? Skąd wiesz, jak się zachowa – Itachi próbował przekonać brata do zmiany planu. Był naprawdę pełen złych przeczuć. I w ogóle uważał ten cały plan za idiotyczny.
– Myślę, że będzie chciała. Wie, że ze mną nie ma najmniejszych szans, a ty i ja jesteśmy do siebie podobni. – Sasuke podszedł do szafki, szukając ulubionej granatowej koszulki. Znalazł ją bardzo szybko, w końcu zawsze dbał, żeby wszystko było na swoim miejscu.
– Ale ty jesteś powierzchowny. Może dla niej liczy się wnętrze? – zaoponował Itachi, marszcząc brwi. Naprawdę nie podobał mu się ten pomysł.
– Pffff… – Sasuke omal nie zadławił się własną śliną. – Nie rozśmieszaj mnie, proszę.
Odłożył znalezioną koszulkę na brzeg łóżka i wyszedł z pokoju. Ruszył schodami w dół, do kuchni, a Itachi podreptał za nim. Usiadł na krześle i patrzył, jak Sasuke robi sobie kawę. Zawsze pił sypaną, bez mleka. Korzystał ze zwykłych, granatowych filiżanek, nie miał ulubionego naczynia. W przeciwieństwie do niego. On mógł się obejść bez swojego kubka w muchomorki. Dostał go na urodziny, gdy miał dwanaście lat. Kiedyś robił w nim kakao, teraz kawę. Można powiedzieć, że dorastali razem. Itachi uśmiechnął się sam do siebie. Może i był trochę dziecinny, ale czy to źle? Sasuke mówił, że takie zachowanie jest irytujące, ale jego to wszystko denerwuje. Tak w ogóle, ciekawe, co to za chłopak, dla którego ma być ta cała szopka – zastanowił się i postanowił trochę popytać.
– Ten Naruto, kim on dla ciebie jest? – zagadnął, jak gdyby nigdy nic. Starał się okazywać zbytniego zainteresowania, bo wiedział, że wtedy brat szybko uciąłby temat.
Sasuke spojrzał na niego znad parującego napoju.
– Wrzodem na tyłku – odpowiedział po chwili zastanowienia.
– Lubisz go? – Itachi podparł głowę na ręce. No dobra. Ciekawość zwyciężyła nad rozsądkiem.
– Co to za pytania? Znowu bawisz się w psychologa? – Sasuke zaczynał się irytować.
– Nie. Tylko jestem ciekaw. To lubisz go czy nie?
– To idiota! – Nie odpowiedział wprost. Sam nie wiedział, dlaczego.
– Skoro tak, to dlaczego tak bardzo chcesz wyjaśnienia sprawy? – Itachi nie rozumiał takiego podejścia. Po tworzyć jakieś głupie intrygi i wyjaśniać coś komuś, kogo się nawet nie lubi. Chyba że…
– Mam swoje powody. – Sasuke uciął dyskusję. – Idę wziąć prysznic – zakomunikował i odstawiając niedopitą kawę, wyszedł z pomieszczenia. Wścibski brat zaczynał zadawać niewygodne pytania, więc wolał się ewakuować. Jeszcze zdradzi go jakiś rumieniec czy coś. Na to nie mógł sobie pozwolić.
Itachiego nosiło po całym domu. On musiał, po prostu musiał się dowiedzieć, dlaczego Sasuke prosi go odegranie tego przedstawienia. Czyżby ten „lodowy książę” w końcu się do kogoś przekonał? Ale numer – w myślach aż zacierał ręce z zadowolenia. Po raz któryś już przechodził pod drzwiami łazienki. Nie słyszał szumu wody. Przyłożył ucho, ale nie dobiegały go żadne odgłosy.
Sasuke wyszedł po jakiejś półgodzinie. Otwierające drzwi, uderzył w pośpiesznie odskakującego brata, który teraz stał z głupią miną.
– Co ty robisz – spytał, jeszcze spokojnym głosem, wycierając włosy ręcznikiem.
– Ja… przechodziłem właśnie… – Itachi wykonał jakiś nieokreślony gest.
– Właśnie przechodziłeś? Cóż za zbieg okoliczności – zakpił Sasuke, Był pewien, że brat czatował na korytarzu, żeby pozadawać jeszcze kilka idiotycznych i niewygodnych pytań. To w końcu cały on.
– No tak, ale jak już wyszedłeś… Zależy ci na nim, prawda? – spytał,  jakby od niechcenia, ale w środku aż kipiał z ciekawości.
– Na jakim „nim”? – Sasuke dobrze wiedział, o kim mowa, ale nie dał tego po sobie poznać.
– No, na tym chłopaku. Inaczej olałbyś sprawę. Myślę…
– Wyjaśnijmy sobie jedno – przerwał ostro. – Ty nie jesteś tu od myślenia, tylko zobowiązałeś się coś dla mnie zrobić – W tym momencie sam zaczynał się zastanawiać, czy wplątanie w to wszystko brata, było dobrym pomysłem. To znaczy, pomysł sam w sobie był świetny, ale Itachi zadawał zdecydowanie za dużo pytań. Co go to wszystko obchodziło? Miał tylko odegrać swoją małą rolę.
– A gdybym się nie zgodził? – spytał nagle Itachi. – Ja tak czysto hipotetycznie pytam – dodał, widząc minę Sasuke.
– Nie masz wyboru, powiedziałeś, że za ten idiotyczny test zrobisz wszystko, co będę chciał. A ja chce właśnie tego.
– No dobra, dobra. Chociaż uważam…
– Itachi – syknął.
– Tak, wiem, wiem – rzucił zrezygnowany i poszedł do swojego pokoju. – A masz jego zdjęcie? – Wychylił jeszcze na chwilę głowę.
– Itachi! – krzyknął już naprawdę zły Sasuke i rzucił w brata ręcznikiem, jednak ten zahaczył tylko o klamkę zamykanych drzwi.

Naruto stanął przed otwartą szafą. Tym razem przekręcił klucz w drzwiach, żeby nie powtórzyła się krępująca sytuacja. Dopiero co wyszedł spod prysznica, jasne kosmyki ociekały jeszcze wodą. Kąpanie się z ręką w gipsie było dość kłopotliwe, ale miał na to swój sposób: po prostu owijał gips folią i dzięki temu nie musiał martwić się o jego zamoczenie. Teraz szukał swojej czarnej koszulki z nadrukiem „Młodzież w stanie nietrzeźwym może spowodować potomstwo”.
– No gdzie jesteś, mendo – mamrotał sam do siebie, wyciągając wszystko po kolei i rzucając na podłogę.
T–shirt, jak to bywa w takich przypadkach, ukrywał się na samym dole. Naruto ogarnął wzrokiem powstała stertę ciuchów obok szafy, ale uznał, że posprząta jutro. Nie miał za dużo czasu. Impreza co prawda była dopiero na dziewiętnastą, ale obiecał Kibie, że wpadnie wcześniej. Trzeba było zrobić jakieś zapasy alkoholu. Wiadomo, akademik rządzi się własnymi prawami, tam każdy przynosi wszystko we własnym zakresie.
Ubrał się i zerknął za okno. Zaczynało padać. Znowu będzie musiał tłuc się autobusem. Gdyby miał samochód… Pomyślał, nie wiadomo dlaczego, o czarnej Hondzie Sasuke. Przydało mu by się takie autko. W ogóle, przydałoby mu się jakiekolwiek. Prawo jazdy miał, postarał się o nie, kiedy tylko skończył osiemnaście lat. Ale co mu po kawałku plastiku, skoro nie miał czym jeździć. Westchnął i pokręcił głową. No nic – pomyślał i  wyszczerzył zęby, podchodząc do lustra i doprowadzając włosy do względnego porządku. Lubił się bawić, a imprezy w akademiku należały do najlepszych. Pamiętał, jak kiedyś wozili się po korytarzach w wózku z supermarketu. Skąd on się tam wziął – nie miał pojęcia – ale chyba wciągnęli go przez okno na parterze, bo drzwiami portier by nie pozwolił. Tak czy inaczej, zabawa była przednia, dopóki ktoś nie wpadł na pomysł zjeżdżania po schodach i nie rozbił sobie głowy. Rana tak naprawdę nie była poważna, dużo krzyku o nic, ale zawieźli chłopaka na pogotowie. Gdy wrócił, impreza rozpoczęła się na nowo. Trzeba było opić dobre zakończenie całej sytuacji.
Roześmiał się i jeszcze raz zerknął w lustro, a chwilę później biorąc plecak i wpychając sobie do ust kawałek ciasta sąsiadki, wyszedł z mieszkania.

Shikamaru nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, co było do niego niepodobne. Zwykle był zbyt leniwy, żeby w ogóle stać, a co dopiero chodzić z kąta w kąt.
– Co ty masz owsiki w dupie? – Kibę zaczynało już irytować zachowanie współlokatora.
– To wszystko takie kłopotliwe. – Shikamaru oparł się o ścianę. – W ogóle mógłbyś sprzątnąć ten syf, gdzie Naruto będzie spał? – Ogarnął spojrzeniem pokój, gdzie ciągle leżały porozwalane książki i ubrania. Nie żeby sam był jakoś wybitnie pedantyczny, no ale Kiba to już lekko przeginał.
– Kto gdzie będzie spał? – Chłopak, o którym była mowa, właśnie otworzył drzwi do pokoju.
– Ty. – Shikamaru usiadł na krześle, ale zaraz znowu wstał i przespacerował się wzdłuż ściany.
– Ja mogę spać gdziekolwiek, podłoga duża. – Naruto wyszczerzył zęby. Już nie raz i nie dwa nocował w ten sposób, zawijając się po prostu w śpiwór i zabierając któremuś z przyjaciół dodatkową poduszkę.
– Uważaj tylko, żeby ci się lokator nie zalągł w majtkach – Shikamaru parsknął śmiechem, widząc minę kolegi. – Kiba ma nowego chomika – dodał, w kwestii wyjaśnienia.
– Wara od Tequili! – Kiba pogroził im palcem.
– Tequila? Nazwałeś chomika Tequila? Serio? – Naruto ze śmiechu aż usiadł na stercie jakichś książek.
– Może mu się wydaje, że jest Bonetti? – Shikamaru dołączył do tej wesołości.
– Odwalcie się! – Obrażony Kiba wziął plecak i otworzył drzwi. – Idziemy do tego sklepu? – wyszedł na korytarz.
Pozostali, cały czas chichocząc, dołączyli do niego.

– Piwo? – Naruto podszedł do półki z alkoholami.
– Ja tak. Mam dość mocniejszych rzeczy. – Kiba stanął obok niego. – A ty, Shikamaru? – spytał.
Ten nie odpowiadał, wpatrzony w drugi koniec sklepu.
– Shikamaru – powtórzył Kiba, podchodząc do przyjaciela. – Co ty pij… Aaa! – zrozumiał, dlaczego nie reaguje. Na wprost nich stała Temari w towarzystwie jakiegoś rudego chłopaka.
– Co z wami? – zainteresował się Naruto. – Aaa! – jego reakcja był identyczna.
– Ciekawe, kto to? – Kiba uśmiechnął się szelmowsko do Shikamaru, który nadal tylko stał i nic nie mówił.
– Nie wiem, ale możemy sprawdzić. – Naruto mrugnął do przyjaciół i ruszył przed siebie.
– Czekaj! – Obaj pobiegli za nim. Pierwszy – bo nie chciał stracić dobrej zabawy, drugi – bo bał się, że go skompromitują.
– Cześć – przywitał się Naruto, podchodząc do koleżanki. To samo zrobił Kiba i patrzący na swoje buty Shikamaru.
– O, dobrze was widzieć – Temari uśmiechnęła się. – To są moi znajomi ze studiów – zwróciła się do towarzyszącego jej chłopaka. – Naruto, Kiba i Shikamaru. – Przy tym ostatnim mrugnęła wesoło. – Chłopaki, to jest mój brat, Gaara.
Rudzielec skinął głową i obrzucił całą trójkę uważnym spojrzeniem. Wydawał się dość sympatyczny.
– Nie wiedziałem, że masz brata. Już myślałem, że to… Ała! – wrzasnął Kiba, gdy  Shikamaru kopnął go w kostkę. – No co? Dla twojego dobra chciałem się dowiedzieć!  Przyjaciel spojrzał na niego z chęcią mordu w oczach. Och, dlaczego on musiał go tak kompromitować przed przyszłą, na co miał nadzieję, dziewczyną. Czy choć ten jeden raz nie mógł się po prostu zamknąć?
– Mam, nawet dwóch. – Temari westchnęła z udawaną rozpaczą, ale jednocześnie mrugnęła do Shikamaru. – Gaara studiuje archeologię.
– O! Dinozaury? – Naruto zaświeciły się oczy.
– No nie do końca. Póki co grzebię w piasku, szukając jakichś skorup – odpowiedział rozbawiony chłopak. Znajomi siostry zrobili na nim pozytywne wrażeni, tylko ten wysoki w kitce zachowywał się trochę dziwnie. I z niewiadomego powodu się czerwienił.
– Słuchajcie, my już mamy wszystko. – Temari wskazała na pełny koszyk. – To zobaczymy się w akademiku, tak?
– Jasne. – Shikamaru skinął głową i odciągnął przyjaciół, którzy koniecznie chcieli się dowiedzieć, kiedy Gaara będzie wykopywał dinozaury. Musieli sobie chyba bardzo poważnie porozmawiać na temat zachowania w takich sytuacjach. Zwłaszcza w takich sytuacjach!