25 października 2011

Rywale - rozdział 36



Sasuke czuł się na zapowiedzianej kolacji zaręczynowej jak piąte koło u wozu. Zastanawiał się, co on tu właściwie robi. Uszczęśliwieni rodzice Sakury, jego matka, która z trudem powstrzymywała łzy i dumny ojciec. Tak, właśnie tak. Mimo że Fugaku Uchiha hołdował tradycjom i wolałby, żeby wszystko odbyło się w trochę innej kolejności – czyli zaręczyny, ślub, a dopiero na końcu dziecko, to tak naprawdę cieszył się, że jego pierworodny syn w końcu dorósł. Wiązał z nim naprawdę wielkie plany, a fakt, że się ustatkował, dobrze rokował na przyszłość. Fugaku miał nadzieję, że Itachi skończy z zabawą, a weźmie się poważnie za rozwój firmy. Nie to, żeby do tej pory nic nie robił, ale póki co nie stawiał pracy na pierwszym planie.
Sasuke poruszył się niespokojnie na krześle i machinalnie poluzował sobie granatowy krawat, do którego założenia zmusiła go matka. Miał ochotę podeprzeć się łokciem na stole, przy którym siedzieli i ziewnąć, jednak był na to zbyt dobrze wychowany. Żałował, że nie ma tu Naruto. Przynajmniej miałby do kogo się odezwać, a tak utknął pomiędzy swoim ojcem a matką Sakury, naprzeciwko Itachiego. Do tego brat co jakiś czas rzucał mu pełne obaw spojrzenia, czy aby czegoś nie wywinie, ale Sasuke przecież nie był chamem. Co innego ich prywatne kłótnie, a co innego sytuacja w towarzystwie rodziców.
- To prawda, Sasuke, że byłeś na jednym roku z Sakurą? – Zagadnęła go ni stąd, ni zowąd pani Haruno.
- Tak – odparł lakonicznie i upił łyk wina.
- Przyjaźnicie się? – kontynuowała, nie zniechęcona niezbyt wylewną odpowiedzią.
Sasuke zakrztusił się i chwycił za serwetkę. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, żeby nie urazić gościa, na szczęście z kłopotliwej sytuacji wybawił go Itachi, który w tym momencie wstał i poprosił o uwagę.
- Chciałbym wznieść toast za moją narzeczoną, Sakurę Haruno. Napisałem też kilka słów, ale zgubiłem kartkę, więc jeśli pozwolicie będę improwizował…
Sasuke przewrócił oczami i chwilę później odpłynął we własne rozmyślania. Nie chciał słuchać, co Itachi miał do powiedzenia na temat Sakury. On miał swoje zdanie i po prostu jej nie ufał. Skoro zachowała się w tak bezwzględny sposób w stosunku do Naruto, to kto wie, do czego jest zdolna. Kilka dni temu po raz ostatni rozmawiał z Itachim na ten temat, ale on powiedział tylko, że ludzie się zmieniają i jak nie wierzy, to niech spojrzy w lustro. Jego początkową reakcją był śmiech, ale później zastanowił się nad słowami brata. Naprawdę aż tak widać, że się zmienił? Wydawało mu się, że nie, że zachowuje się tak, jak zawsze. Jednak Itachi był dobrym obserwatorem i zauważał dużo więcej niż inni. Może nawet więcej niż on sam. Jakim cudem tak dobrze mnie znasz? – pomyślał i uniósł głowę. Nie rozumiał tego. On o Itachim wiedział naprawdę niewiele. Nigdy nie rozmawiali ze sobą o rzeczach ważnych. Owszem, był czas, że Itachi próbował do niego dotrzeć, ale mu na to nie pozwolił. Zawsze traktował go jak natręta, wtrącającego się w nie swoje sprawy. Jedyną osobą, przed którą choć trochę się otworzył, był Naruto…
Jakiś żart Itachiego spowodował wybuch śmiechu i wyrwał go tym samym z zamyślenia. Po chwili, chcąc nie chcąc, musiał wstać i wznieść z resztą towarzystwa toast. Miał nadzieję, że reszta kolacji upłynie szybko.
Chwilę później poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Dyskretnie wyciągnął go pod stołem i odczytał sms-a: I jak, zintegrowałeś się już z przyszłą bratową?
Westchnął tylko i odpisał szybko: Wyciągnij mnie stąd.
Czekał kilka minut na odpowiedź, ale Naruto nie odpisał. Za to Fugaku uznał, że czas zainteresować się również młodszym synem.
- To teraz tylko czekać, aż Sasuke przedstawi nam swoją narzeczoną – wygłosił, bardzo zadowolony z siebie.
Sasuke zamarł, a Itachi, który właśnie jadł kurczaka, zakrztusił się. Chwycił szybko szklankę wody i popił jedzenie, rzucając w międzyczasie sugestywne spojrzenie bratu.
- Ma jeszcze czas – odparła z uśmiechem Mikoto. Nikt nie zauważył ich dziwnego  zachowania, więc kontynuowali dyskusję.
Sasuke miał ochotę wyjść Chciał w jakiś sposób rozładować napięcie, męczyła go już ta rola nienagannego syna i udawanie idealnej rodziny. I to zainteresowanie jego osobą, jakby rodzice nagle uświadomili sobie, że maja drugiego syna. Gdzie byli, kiedy najbardziej ich potrzebował? Cały czas poświęcali swojemu innemu dziecku – firmie. A od niego tylko wymagali, nic nie dając w zamian. Teraz, gdy miał już dwadzieścia lat, owszem, szanował ich i liczył się z ich zdaniem, ale już nie potrzebował ich miłości. I byłoby mu bardzo na rękę, gdyby nie wtrącali się w jego życie.
Dziesięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę – zaoferował się Sasuke i wstał od stołu. Wyszedł szybkim krokiem z salonu i otworzył drzwi. – Jesteś – odetchnął z ulgą, widząc Naruto. Chłopak obrzucił go uważnym spojrzeniem i zagwizdał z wrażenia.
- Ładny krawat – stwierdził, gdy już obejrzał swojego chłopaka od stóp do głów. Drogi markowy garnitur, eleganckie buty, koszula. – Ej, a może to twoje zaręczyny, a mi kit wciskasz? – zmrużył oczy.
- Tak, odbiłem ci dziewczynę – odgryzł się Sasuke, nawiązując do sytuacji sprzed dzisiejszego wykładu. – Hyuuga uznała, że jednak kiepska z ciebie partia, a ona potrzebuje prawdziwego ogiera.
- Aha, i że niby ty jesteś tym ogierem? – roześmiał się Naruto. – Wpuścisz mnie w końcu, czy mam tu korzenie zapuścić – chwycił Sasuke z krawat i przyciągnął do siebie. – Mógłbyś się tak częściej ubierać.
- Zapomnij – Sasuke odsunął się od drzwi, a gdy Naruto wszedł, zamknął je.

- Kto to? – zainteresowała się Mikoto, gdy jej młodszy syn nie wracał już od dłuższego czasu.
Itachi wstał i wyjrzał do przedpokoju.
- To do Sasuke – poinformował gości i rodziców.
- Dziewczyna? – Mrugnał znacząco Fugaku.
- Chłopak – odpowiedział spokojnie Itachi i usiadł z powrotem przy stole. Zapanowała niezręczna cisza. – To znaczy, kolega ze studiów – dodał, widząc zdumienie na twarzach obecnych.
- To może ja podam deser – wyrwała się Mikoto i wyszła. – Była ciekawa, kim jest znajomy syna. Tak długi czas nie było jej przy nim, miała wyrzuty sumienia, że nic nie wie o jego życiu.
- Dzień dobry – przywitał się Naruto, gdy zobaczył kobietę wchodzącą do kuchni. Od razu ją poznał, Sasuke był do niej niesamowicie podobny. Te same czarne włosy i oczy, ta sama blada cera.
- Dzień dobry – odpowiedziała. – Sasuke, dlaczego każesz gościowi stać w korytarzu – podeszła i zaprosiła Naruto do środka. – Jestem matką Sasuke – przedstawiła się.
- Naruto Uzumaki – odwzajemnił się tym samym.
- Może zostaniesz na deser? – zaproponowała. - Mamy tu taką mała uroczystość rodzinną, zaręczyny starszego syna. Miła ta jego narzeczona, choć chyba strasznie nieśmiała, prawie nic nie mówi – stwierdziła z zastanowieniem.
Sakura nieśmiała? Naruto spojrzał ze zdziwieniem na Sasuke, ale ten tylko wzruszył ramionami. Domyślał się, że to jego obecność wpływała na zachowanie dziewczyny. Pewnie miała takie same obawy jak Itachi.
- Chętnie bym został, ale musimy jechać na uczelnię. Trener dzwonił, mamy zebranie w sprawie zawodów – skłamał.
- No właśnie, to ponoć coś pilnego – poparł go Sasuke. – Przebiorę się tylko i wychodzimy. Mamo, przeproś wszystkich w moim imieniu – rzucił i pobiegł na górę.
Mikoto uśmiechnęła się tylko i wyciągnęła dodatkowy talerzyk. Nałożyła kawałek czekoladowego ciasta z najlepszej cukierni w mieście, zmuszając Naruto do zjedzenia.

- Jesteś umazany kremem – stwierdził Sasuke, gdy wsiadali do samochodu.
- Zostawiłem trochę dla ciebie, myślałem, że będziesz chciał spróbować. – Naruto uśmiechnął się niewinnie, ale jedyne, co tym osiągnął, to paczka chusteczek higienicznych rzuconych mu na kolana. Sasuke najwyraźniej nie chciał ryzykować całowania go na podjeździe własnego domu kiedy jest w nim całą rodzina.
- To gdzie jedziemy? – spytał, gdy już starł resztki ciasta z twarzy. – Bo za jakieś dwie godziny muszę być w domu.
- Po co? – Sasuke wyjechał za bramę i skręcił w stronę centrum.
- Akamaru nie mógł zostać w akademiku, musiałem go wziąć do siebie na kilka dni. A właśnie, może pogadamy jutro z Itachim – zaproponował.
- Zapytam go później, czy nie podjechałby jutro na uczelnię. Powiem, że masz sprawę – stwierdził Sasuke i wjechał na parking galerii handlowej. – Muszę kupić nową antenę GPS – wyjaśnił, widząc zdziwienie w oczach Naruto. – Wtedy, gdy auto stało pod akademikiem, ktoś ją ukradł. I zostawił kartkę, że była potrzebna do walki z ciemną stroną mocy.
Naruto parsknął śmiechem. Wiedział, do jakich rzeczy byli zdolni studenci, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. Sam nie raz i nie dwa brał udział w różnych akcjach, więc chyba nic by go już nie zdziwiło.
- Ej, właśnie – przypomniał sobie. – Jak już tu jesteśmy to rozejrzę się za prezentem dla Hinaty.

Galeria jak zwykle była zatłoczona i Sasuke z nową anteną w ręku miał ochotę się z niej ewakuować, jednak obiecał Naruto, że pomoże z wyborem prezentu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby kupił jej na przykład komplet bielizny. Właśnie weszli do sklepu ze śmiesznymi upominkami. Naruto od razu rzucił się w oczy wielki litrowy kufel z napisem: Pij piwo, będziesz łatwiejszy i stojące obok pudełko z Grą w butelkę.
- Myślisz, że Hinacie spodobałaby się gra? – spytał i wziął z półki pudełko.
- O, na pewno – skrzywił się Sasuke. – Ale odłóż to i mnie nie prowokuj.
- Bo co? – Naruto najwyraźniej jednak bardzo odpowiadało prowokowanie.
- Bo kupię to – Sasuke wskazał na stojący na najwyższej półce Zestaw małego sadysty – i użyję do własnych celów – zagroził.
Naruto tylko prychnął, ale odłożył Grę w butelkę na miejsce.
Przez następne dwadzieścia minut przejrzeli chyba wszystkie gadżety w sklepie. Sasuke miał ochotę trzepnąć Naruto w głowę, gdy ten pokazał mu skarbonkę – figurkę diabła z napisem: Rogaty, ale bogaty. Jednak w końcu chłopak chyba wypatrzył coś, co mogło nadawać się na prezent dla Hinaty.
- Co o tym sądzisz? – spytał, wyjmując z pudełka z biżuterią bransoletkę. Srebrna z czarnymi kwadratowymi koralikami i wyrytymi literkami: fajna kumpela.
- Jest ok. – Sasuke pokiwał głową z aprobatą. No, może to jej da do myślenia, że będzie tylko koleżanką – pomyślał i popchnął Naruto w stronę kasy. – Kupuj i idziemy coś zjeść.
- Przecież właśnie wyciągnąłem cię z kolacji. – Naruto zapłacił i schował torebkę z prezentem do kieszeni.
- Daj spokój, prawie nic nie jadłem – westchnął i skierował się na piętro galerii, tam, gdzie były restauracje. – To na co masz ochotę? – spytał.
- Na pizzę – Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Tak dla odmiany? – zakpił Sasuke, jednak skręcił w stronę pizzerii.
- Wiesz, chyba zaczynam cię lubić. – Naruto szturchnął go w ramię i pobiegł przodem, szukać wolnego stolika.

21 października 2011

Rywale - rozdział 35

Hinata, której zwykle na sam widok Naruto robiło się gorąco i dostawała rumieńców, teraz wyglądała jak dojrzały pomidor. Albo jak Ino, która ostatnio przesadziła z solarium i straszyła przez dobre dwa dni czerwoną twarzą. Hinacie do osiągnięcia takiego efektu wystarczył jeden dotyk obiektu jej marzeń. To, co dla niego było tylko przyjacielskim gestem, który swoją drogą i tak wykonał, chcąc utrzeć nosa Sasuke, dla niej stanowiło niemalże erotyczne doznanie.
- No więc? – Naruto zdjął rękę z ramienia dziewczyny i spojrzał na nią pytająco.
Hinata odetchnęła, próbując się uspokoić, ale było to prawie niewykonalne, zwłaszcza pod spojrzeniem niebieskich oczu.
- Chciałam ci to dać. – W końcu opanowała się i wyciągnęła coś ze swojej torby. - To zaproszenie na moją imprezę urodzinową – wyjaśniła.
Naruto spojrzał na białą kopertę. W środku znajdował się ozdobny, złożony na pół niebieski kartonik, na którym widniały niezbędne informacje. Impreza miała odbyć się w najbliższą sobotę w domu państwa Hyuuga.
- I jak, przyjdziesz? - spytała, gdy od dłuższej chwili się nie odzywał.
- Jasne – uśmiechnął się. - Tylko tak się zastanawiam... mogę przyjść z kimś? - zapytał.
W jednej chwili Hinata poczuła nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Te kilka słów było dla niej jak kamień... nie, nawet nie kamień, tylko głaz, chcący ją zmiażdżyć, odebrać zdolność oddychania. Oparła się plecami o ścianę i wbiła wzrok w podłogę.
- Jasne – ledwo przeszło jej to przez gardło. - Nie ma żadnego problemu – dodała zdecydowanie za cicho i zdecydowanie wbrew sobie. A była pewna, że Naruto nie ma jednak dziewczyny...
- To dobrze, powiem mu – Naruto schował zaproszenie.
- Jemu? - Hinata spojrzała zaskoczona.
- No, chciałem zabrać eee… – zająknął się - ... kolegę – wyjaśnił. - Sasuke zwykle unika imprez i...
Nie dokończył, zastanawiając się, co może w ogóle jeszcze powiedzieć, żeby nie wyszło dziwnie, ale Hinata, w nagłym przypływie ulgi, uśmiechnęła się, wcale nie oczekując dalszych wyjaśnień.
- Neji zaniósł wczoraj zaproszenie dla Sasuke, ale chyba go nie było. Wiesz, oni się dobrze znają -  poinformowała, dziewczyna, a ton jej głosu był diametralnie różny od tego sprzed chwili. -  Mam też – sięgnęła ponownie do torby – dla Kiby i Shikamaru – pokazała dwie kolejne koperty – ale jeszcze ich dzisiaj nie spotkałam – dodała.
- Jak chcesz, to mogę im oddać – zaoferował pomoc Naruto. - No chyba, że chcesz wręczyć to, na przykład Kibie, osobiście – zażartował, uznając, że przyjaciel nie miałaby nic przeciwko.
- Nie, nie – dziewczyna zaprotestowała gwałtownie, jakby tłumacząc się, że przecież nie interesuje ją Kiba. - Weź je. – Wcisnęła mu do rąk zaproszenia dla kolegów.
- Ok, ok! – Naruto roześmiał się. - Chodźmy, zaraz zacznie się wykład.

Sasuke siedział w auli, w jednym z ostatnich rzędów i wlepiał wzrok w drzwi wejściowe. Chwilę temu dosiadł się do niego Shikamaru, który jednak w tym momencie oparty rękami i głową na pulpicie po postu spał.
Naruto wszedł do sali razem z zadowoloną Hinatą. Sasuke prychnął i obiecał sobie w myślach, że jeżeli chłopak jeszcze raz będzie chciał mu w taki sposób przedstawiać definicję zazdrości, to on w odwecie przedstawi mu definicję swojego gniewu.
- Hej! – Naruto zdążył już pożegnać Hinatę, obiecując swoją obecność na imprezie, a teraz, jak gdyby nigdy nic, usiadł na miejscu obok Sasuke. - No co? - spytał, kiedy ten uraczył go ponurym spojrzeniem.
- Dobrze się bawiłeś? - warknął w odpowiedzi.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi – uśmiechnął się wrednie, wyjmując z torby trzy koperty. - Jesteśmy zaproszeni na urodziny Hinaty – zakomunikował i wychylił się, szturchając Shikamaru.
Ten poderwał głowę i zerknął na zegarek. Było trzynaście po jedenastej, czyli mógłby spać jeszcze całe dwie minuty, gdyby go nie obudzili.
- Gdzie jest Kiba – usłyszał pytanie Naruto.
- Jego zwłoki wiszą nad kiblem w akademiku. Musiałem myć zęby w kuchni, żeby po nim nie deptać, jakie to upierdliwe – westchnął.
- Aha – Naruto parsknął śmiechem. Był ciekaw, czy Kibie też wczoraj urwał się film. Sądząc po dzisiejszej niedyspozycji - najprawdopodobniej tak. Jednak nie miał czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo do auli właśnie weszła Tsunade i zaczęły się zajęcia. 
Shikamaru usilnie starał się nie spać, ale wykład był tak strasznie nudny, że co chwilę głowa opadała mu na rękę.
- Shikamaru – syknął już po raz trzeci Naruto, chcąc go obudzić, ale to nic nie dało. Chwilę później rozległ się głośny, apodyktyczny ton z przodu auli: - Panie Nara!
Shikamaru poderwał gwałtownie głowę.
- Znowu chce pan czyścić basen? Sądziłam, że tamta nauczka wystarczyła, ale najwyraźniej nie!
Naruto parsknął cicho, za co został uraczony morderczym spojrzeniem Shikamaru.
- Nie, przepraszam, to się nie powtórzy – odpowiedział głośno i wyprostował się na krześle.
- No ja myślę! – Tsunade rzuciła kredę na biurko i rozejrzała się uważnie po sali, w poszukiwaniu innych ofiar swojego – nie najlepszego najwyraźniej – humoru.
- Okres ma czy co? – mruknął Sasuke, ale tym razem Naruto powstrzymał się od chichotu. Jakoś kariera czyściciela basenu nie była spełnieniem jego marzeń.

Wychodząc z auli po wykładzie, natknęli się na ledwo żywego Kibę. Chłopak wyraźnie miał problemy z koncentracją i nie do końca kontaktował z rzeczywistością. W ręku trzymał kawę z automatu z podwójnym cukrem i wyglądał jak siódme nieszczęście.
- Hej – wymamrotał, upijając łyk.
- A jednak żyjesz – nie omieszkał skomentować Naruto, który jednocześnie rozglądał się za Sasuke. Wcześniej chłopak szepnął mu do ucha, że musi odebrać  telefon i gdzieś zniknął.
- Portier był u nas. – Kiba powlókł się kilka kroków dalej i usiadł na jedynej wolnej ławce w budynku. – Chcą mi odebrać Akamaru – wyżalił się do kubka.
- A mówiłem ci, że tak będzie. – Shikamaru pokręcił głową.
- Ale jak to?  – Naruto nie rozumiał.
- Normalnie. W akademiku nie wolno trzymać zwierząt – wtrącił się Shikamaru.
- Powiedzieli, że albo wyprowadza się Akamaru, albo ja razem z nim… - Kiba zgniótł pusty kubek w ręku. – Co ja mam teraz zrobić?
- No nie wiem, trzeba pomyśleć – Shikamaru usiadł obok i złożył ręce w piramidkę. – Może oddaj go…
- Na pewno nie oddam go do schroniska – wszedł mu w słowo oburzony Kiba.
- … oddaj go komuś na jakiś czas, no, bo ja wiem, aż nie skończysz studiów? – Shikamaru spokojnie dokończył wypowiedź.
Naruto zastanawiał się, czy nie mógłby w tej sytuacji pomóc, ale nie do końca sobie wyobrażał jak. Owszem, miał przecież mieszkanie, ale psem trzeba się zajmować, wyprowadzać go, a on przecież więcej czasu spędzał poza domem. W końcu w jego głowie zaczął kiełkować jednak pewien pomysł…
- Może zapytam Sasuke… - zaczął niepewnie.
- Uchihę? – Kiba aż zamrugał ze zdumienia. W głowie mu się nie mieściło, że Naruto mógł zaproponować coś tak absurdalnego.
- On ma dom z ogrodem, więc może by się zgodził.
- Akamaru miałby mieszkać na dworze? Ani mi się śni! – Kiba skrzyżował ręce z oburzeniem.
- A masz lepszy pomysł? – mruknął Shikamaru.
- No, nie… - speszył się chłopak. – Zresztą, Uchiha i tak się nie zgodzi.
- Zobaczymy – uśmiechnął się Naruto, który właśnie dostrzegł Sasuke po drugiej stronie holu. – Idę z nim pogadać.

- Psa? Ty chyba kpisz! – Sasuke patrzył na Naruto, jakby był wyjątkowo szokującym okazem botanicznym.
- Akamaru cię polubił, przecież nie skażesz go na schronisko.
- Taaa… - Sasuke zmarszczył brwi. Naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego psy go lubią. Nie głaskał ich, nie rzucał smacznych kąsków, odpędzał od siebie, a one i tak przychodziły się łasić. Pamiętał, że kiedyś Itachi bardzo chciał mieć psa. Rodzice w końcu się zgodzili, chcieli kupić mu szczeniaka z hodowli rasowej, ale on uparł się na takiego ze schroniska. Pojechali tam wtedy całą rodziną i Itachi wybrał sobie brązowego kundelka. Rodzice trochę krzywo na niego patrzyli, no, ale skoro już obiecali… Pakkun, bo tak Itach nazwał psa, bardzo lubił swojego nowego właściciela, ale jeszcze bardziej darzył sympatią jego brata. Mimo że Sasuke był dla niego wredny, nie chciał się z nim bawić i wyrzucał go z pokoju – miłość kundla była niezmienna. Może dlatego, że byli do siebie tak podobni i zawsze chodzili własnymi ścieżkami. To właśnie zgubiło Pakkuna. Któregoś dnia, jak często zresztą, przekopał się pod ogrodzeniem i wyszedł poza teren rezydencji. Tym razem nie miał szczęścia, wpadł pod samochód. Itachi przezywał jego stratę bardzo długo i nawet Sasuke było smutno z tego powodu. Jakby nie było, pies stał się częścią ich rodziny…
- Więc jak, zgodzisz się? – jego rozmyślania przerwał Naruto, który usilnie starał się wpłynąć swoim urokiem osobistym na decyzję chłopaka.
- Nie. Ale jak chcesz, pogadaj z Itachim. On ma skłonności do przygarniania ofiar losu. – Sasuke wzruszył ramionami.
- O, fajnie, możemy po treningu pojechać do niego?
- Nie bardzo. Dzwonił ojciec. Czeka mnie dzisiaj kolacja zaręczynowa – Sasuke skrzywił się. – Poza tym na weekend mam z nimi jechać na promocję nowej gry. Idealnie… - westchnął.
- O…  - Naruto wydawał się nie rozumieć o co chodzi. – Zaraz, zaraz, chcesz powiedzieć, że twój brat i Sakura…
- Najwyraźniej.
- I że nie będzie cię w tą sobotę w mieście?
- Niestety, a co? – Sasuke spojrzał pytającym wzrokiem.
- No nic, tylko w sobotę jest impreza urodzinowa Hinaty. Chyba będę musiał bawić się bez ciebie. – Naruto zmrużył oczy i uśmiechnął się. Poprawił torbę na ramieniu i ruszył w stronę pływalni, udając, że nie widzi wściekłego wzroku Sasuke.



1 października 2011

Drop your pants - 3


— To już wszystkie! — Zdyszana Shizune rzuciła na biurko Hokage kilka staników, powiększając tym samym pokaźną już stertę. Cały ranek na żądanie skacowanej Tsunade biegała po głównym placu i zbierała biustonosze porozrzucane wśród torebek po chipsach i kubków po napojach.
Oparty pod ścianą Sasuke obserwował obie kobiety i stojącego obok Shikamaru, i zastanawiał się, po jaką cholerę Hokage ich wezwała. Shikamaru, łypiąc co jakiś czas na różnokolorowe staniki, dyskretnie ziewał.
— To będzie wasze zadanie. — Tsunade wstała zza biurka i splatając ręce za plecami, podeszła do okna. — Macie znaleźć właścicielki — zakomunikowała.
— Dlaczego akurat my? — spytał Shikamaru, który wolałby raczej zająć się tym, co jego dziewczyna chowa pod stanikiem.
— Ty — Hokage odwróciła się od okna i wskazała na niego — jesteś najbystrzejszym ze znanych mi ninja. Ty zaś — zwróciła wzrok na Sasuke — jesteś najwyraźniej aseksualny, więc idealnie nadajesz się do tej roboty, nic nie będzie cię rozpraszać.

Sasuke wzruszył ramionami. Słyszał krążącą na jego temat legendę, ale nie miał ochoty jej komentować. Swoją drogą, zamiast tych biustonoszy, wolałby mieć do czynienia z czymś, co należy do Naruto…
Shikamaru westchnął. Nie rozumiał, dlaczego jego geniusz wykorzystywano do tak prozaicznych spraw. Jedno było pewne. Nie zamierzał zajmować się tym sam…
— Wow! — Kiba rzucił się na stertę staników i zaczął w nich przebierać. Reszta członków Klubu Prawiczków, zachęcona reakcją Kiby, poszła w jego ślady. Wszyscy zebrali się na polanie, by przedyskutować problem.
— Ten jest Sakury. — Ledwo przytomny ze szczęścia Lee wyciągnął czarny biustonosz o dużych miseczkach.
— Chyba kpisz — Sasuke parsknął śmiechem. — Najwyżej ten. — Chwycił inny, w biało czerwoną kratkę, który mógłby pasować może na trzynastolatkę.
Lee, który od dawna kochał się w Sakurze, potraktował to jako osobistą obelgę i stanął w obronie rozmiaru biustu dziewczyny. Naruto zamierzał go poprzeć, ale jego uwagę odwrócił Kiba, który obecnie wylosował chyba największy stanik i włożył sobie jedną z miseczek na głowę, robiąc przy tym głupie miny. Chwilę później, wraz z Kakashim i Saiem, paradowali w biustonoszach założonych na koszulki.
— Dobra, przestańcie już — zirytowany Shikamaru próbował przywrócić wszystkich do porządku. — Musimy się zastanowić, co napisać w raporcie dla Hokage.
— To znaczy? — spytał Chouji, gryząc chipsa.
— To znaczy, że nie możemy wydać dziewczyn, bo wtedy kaplica — wyjaśnił Shikamaru. Towarzystwo w stanikach, które tańczyło w tym momencie wężyka, zatrzymało się.
— O żesz, ty to masz łeb! — Kiba wytrzeszczył oczy. No tak, o tym nie pomyślał nikt.
— Co proponujesz? — spytał Iruka.
— Zostawcie to mi — zaoferował się niespodziewanie Sasuke, wzbudzając ogólne zaskoczenie.
— Sasuke, draniu! — Naruto rzucił mu się na szyję. — Wiedziałem, że na ciebie można liczyć — roześmiał się na głos. — A tak w ogóle to co chcesz zrobić?
— Szkoda, są takie piękne. — Kiba pochylił się nad stertą staników, żegnając się z nimi łzawo. Lee cały czas tulił czarny biustonosz, który, w co wierzył niezłomnie, miał należeć do Sakury.
— Jak Tsunade dowiedziałaby się, do kogo należą, wprowadziłaby tu stan wojenny — stwierdził znudzonym głosem Shikamaru. — Swoją drogą, nie mam pojęcia, jak się z tego wytłumaczymy.
— Nie wiem, zasnąłeś z fajką w zębach? — zaproponował Sasuke.
— Zaraz, dlaczego to ja mam być kozłem ofiarnym? — zaprotestował Shikamaru. — Poza tym ja nie palę.
— Twój sensei pali, mogłeś mieć to po nim — wtrącił Naruto.
— No widzisz — uśmiechnął się cynicznie Sakuke. — Poza tym ja tu wykonuję brudną robotę, więc ty weź chociaż na siebie odpowiedzialność.
Shikamaru miał coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążył, bo po jego prawej stronie rozległo się potężne:
— Katon no jutsu.
Tsunade była wściekła. W żaden sposób nie uwierzyła w opowieść Shikamaru, który zarzekał się, że to był wypadek. Akurat! Dobrze przynajmniej, że w jakiś sposób historia staników dotarła do mieszkanek Konohy. Może i na koncercie Akatsuki zachowały się nieodpowiedzialnie, jednak w tym momencie boysbandu już nie było w mieście, a Hokage — tak. I jej gniewu bały się chyba najbardziej.
Klub Prawiczków zaczynał tracić rezon. Chouji jadł coraz więcej, Kiba częściej przytulał swojego psa, a Sai, nucąc pod nosem Tobi jest pedałem, chwycił w rękę nożyczki i obciął wszystkie swoje podkoszulki tak, by odsłaniały mu brzuch.
— Od dzisiaj zostaję gejem — oznajmił zdumionemu towarzystwu, które, tradycyjnie już, zebrało się na polanie.
Kilka osób spuściło smętnie ramiona. Czy taki los ich właśnie czekał?
— Nie, nie, nie możemy się poddawać! — Shikamaru machnął rękoma. — Dajcie pomyśleć…
— Skoro nawet Akatsuki nic nie dało — wyraził zwątpienie Iruka.
— Akatsuki może nie, ale… — Shikamaru nagle się rozpogodził. — Wyślemy Sasuke!
Sasuke zapierał się nogami i rękami przed pomysłem Shikamaru, ale w końcu przekonał go Naruto. Ostatecznie, klnąc na siebie w myślach za brak asertywności, szedł ulicą na spotkanie z Sakurą. Prawie czuł oddech innych członków Klubu Prawiczków za sobą. Schowani w krzakach, chcieli w końcu zobaczyć to, na co od tak dawna czekali. Zwłaszcza Naruto…
Dziewczyna czekała na niego na mostku. Wyłamany szczebelek jeszcze do tej pory nie został naprawiony.
— Cześć, Sakura — wymamrotał Sasuke. Naprawdę nie miał ochoty na to spotkanie, jednak nic, naprawdę nic, nie przygotowało go na to, co stało się chwilę później.
— Naruuuto! — Rozeźlona dziewczyna rzuciła się na niego. — Znowu udajesz Sasuke? — Jej lewa pięść wylądował na jego prawym policzku.
— Ale, zaraz… — Sasuke próbował coś powiedzieć, jednak nawet jego, uznanego geniusza, przeraziła furia w oczach koleżanki z drużyny. Ledwo zdołał zareagować na czas, gdy druga z pięści frunęła w jego stronę.
— Ty… — Sakura, chwycona za nadgarstek, straciła równowagę i upadła na deski mostku. Pech, a może szczęście chciało, że jej spódniczka zadarła się do góry.
— O żesz ty… — Iruka wybałuszył oczy.
— Sakura—chan — w oczach Lee pojawiły się łzy.
— Ona jest tam płaska — zawołał Kiba.
Wszyscy członkowie Klubu Prawiczka podeszli bliżej.
— O… — Naruto wydawał się zszokowany — … o…ona nie ma wacka! — zawołał. — Sasuke, a ty masz? — spytał zupełnie machinalnie
— Ja mam — zaoferował się Sai. — Chcesz zobaczyć?
— Nie, nie chce. — Sasuke zdecydował się bronić tego, co do niego należało. A przynajmniej tego, co mu się powinno należeć. — Idziemy stąd! — Chwycił Naruto za rękaw i pociągnął w stronę swojej rezydencji, ignorując przeróbkę Saia: Sasuke jest pedałem, właśnie się dowiedziałem…
Tego, co działo się w rezydencji tej nocy nie sposób opisać. W końcu obaj niewyżyci i niedoświadczeni chłopcy zasługują na chwilę prywatności… Nie? No dobra. Kiedy Naruto w końcu odkrył to, czego nie ma Sakura, a co ma Sasuke, był wniebowzięty. W końcu genialny spadkobierca klanu Uchiha nie chwalił się byle czym. Co reszta wioski zauważyła prędzej niż później…
— Siadać — Tsunade wrzasnęła tak, że Shizune w przyległym pomieszczeniu poderwała się z krzesła.
Wszyscy, z wyjątkiem Naruto, zajęli miejsca.
— A ty czemu stoisz? — spytała o pól tonu ciszej.
— Raczej chyba dlaczego jemu stoi — wyszeptał obrażony Sai.
— Nic, nic — wymamrotał głośno Naruto, próbując jednak usiąść. Sasuke spojrzał na niego z uśmiechem, a Naruto przysiągł, że w zemście napisze kiedyś o ich związku piosenkę.
Kilka miesięcy później:
— Akatsuuuki, nowe wzory i kolory. Znów w Konohaaaaaa… — krzyknął prowadzący do rzeszy zgromadzonych fanów.
— To nasz najnowsza piosenka — ukłonił się Itachi.— Słowa napisał Naruto Uzumaki.
Kto za tobą w wiosce ganiał, za koszulkę żaby wkładał, kto, no powiedz kto?
Kto na drzewie wyciął „UKE” i podpisał „DLA SASUKE”, kto, no powiedz, kto…