9 września 2016

Rywale - rozdział 38

Sasuke nie pożyczył Naruto samochodu. Nie pomogły żadne negocjacje, prośby ani nawet groźby. Uparł się jak osioł, że na weekendową premierę nowej gry wybierze się akurat Hondą. Również zapewnienia brata, że przecież może jechać razem z nim, nic nie dały.
– Nie będę puszczał Britney Spears – spróbował jeszcze raz go przekonać  Itachi, przytrzymując kolanem wielką, wyładowaną po brzegi, papierową torbę z zakupami i otwierając wygrzebanym chwilę wcześniej z kieszeni kluczem drzwi wejściowe. Sasuke tylko wzruszył ramionami i pchnąwszy drzwi ramieniem, wszedł do domu. On również niósł zakupy, dwie duże torby, zza których ledwo co widział. Łup! Akamaru skoczył w ich stronę jak śnieżny pocisk armatni, omal nie zwalając z nóg. Kilka pomidorów wypadło z torby Itachiego i potoczyło się po podłodze przedpokoju. Akamaru, próbując złapać wszystkie naraz, połowę porozgniatał łapami.
– Po co mamie tyle tego? – Sasuke odstawił zakupy na stół. Zdjął kurtkę i ubłocone buty. – Przecież ona nawet nie potrafi gotować.
– Potrafi, potrafi. Kiedyś robiła świetne naleśniki z serem, mówię ci. A, właśnie, zapomniałam ci powiedzieć, że to nie dla mamy, bo zdecydowali się pojechać dzień wcześniej,  tylko dla mnie. Chłopaki wpadają dzisiaj na becikowe.
– Beci… Zaraz, zaraz, co? Jak to dla ciebie? Spędziłem w sklepie trzy godziny i tachałem te torby, żebyś zrobił imprezę? I w ogóle jakie becikowe?! – Sasuke sam nie wiedział, co zbulwersowało go bardziej. Fakt wykorzystania jego osoby czy jakieś idiotyczne wymysły. Becikowe… Co to w ogóle jest?
– No wiesz … – Itachi najwyraźniej nie przejął się emanowaną w jego kierunku złością. – Każda okazja jest dobra, żeby świętować, nie uważasz?
Sasuke wcale tak nie uważał. Patrzył, jak brat po kolei wyciąga wszystkie produkty, w tym również świeży szpinak, którego szukali chyba we wszystkich marketach, i czuł, że zaraz szlag go trafi. Nie dość, że musi jutro jechać na tę głupią premierę nowej gry i znosić dzisiejszą imprezę Itachiego, to jeszcze Naruto… Sasuke zadzwonił rano do niego i oznajmił, że nie pożyczy samochodu. Próbował potem dzwonić jeszcze ze dwa razy i umówić się na wieczór, ale Naruto zwyczajnie kazał mu się wypchać. Twierdził, że nie ma czasu. Ciekawe, czym był taki zajęty, pewnie wybieraniem krawatu na imprezę u Hinaty! Sasuke prychnął pod nosem i uznał, że pójdzie do siebie, poczytać jakąś książkę. Zaklął, kiedy, nie patrząc pod nogi, wdepnął w pomidora, którego Akamaru musiał przykulać z przedpokoju.

Sasuke ze trzy razy już ubierał kurtkę, postanawiając, że jednak sam się wprosi do Naruto, a potem za każdym razem ją ściągał, prychając pod nosem „nie, to nie”. Czytanie też mu za bardzo nie szło, co chwilę zatrzymywał się na jednym zdaniu i wracał na jego początek, bo nie mógł się skupić. Na dole zaczynało być głośno. Bardzo głośno. Sasuke, mimo że miał w uszach zatyczki, słyszał dudnienie. Co rusz zaglądał mu też ktoś do pokoju, coraz to bardziej wylewnie zapraszając, żeby do nich dołączył. W końcu nie wytrzymał, rzucił książkę na biurko i zszedł na dół. Była dopiero dwudziesta pierwsza, więc uznał, że wypije ze dwa drinki. Może wtedy uda mu się zasnąć.
– No proszę, kto do nas zawitał! – Deidara, który właśnie potrząsał niemowlęcą butelką z czymś czerwonym w środku, wyciągnął ręce w geście powitania, ale Sasuke zdążył zrobić unik. Deidara zachwiał się lekko, ale pociągnął przez smoczek zdrowego łyka i wskazał na niego palcem. Najwyraźniej chciał coś powiedzieć, tylko chyba zapomniał co.
Sasuke rozejrzał się dookoła. Było tu z dziesięć osób, kilku nie znał. Poza Deidarą kojarzył tylko Sasoriego, Tobiego, który miał aktualnie na głowie krzywo założony dziecięcy czepek i Kisame, pochylonego, nie wiadomo dlaczego, nad nocnikiem. Reszta była zupełnie obca: rudy, obkolczykowany punk, koleś wyglądający jak praktykujący satanista i jeszcze dwóch innych: jeden strasznie rozczochrany, a drugi, z fioletowymi soczewkami w oczach. Itachi, który właśnie wyszedł z kuchni z nową porcją lodu do drinków, miał zawiązany na szyi różowy śliniaczek.
– Sasuke… – Postawił przed nim jedną z niemowlęcych butelek, których, jak się okazało, było tu więcej –  Pijemy za zdrowie młodego płoda. Nalej sobie, co tam chcesz.
– Mogę zrobić ci drinka. Mówię ci, eksplodujesz po nim – zaofiarował się Deidara.
Sasuke nie skorzystał. Wziął zwykłą szklankę i nalał sobie trochę whisky. Już zaczynał żałować, że jednak opuścił swój pokój. Punk właśnie demonstrował, że potrafi utrzymać łyżeczkę na czubku  nosa, a Kisame włożył rękę do nocnika i merdał nią zawartość.
– Złota rybka – wyjaśnił Itachi, widząc minę brata. – Dostałem razem z akwarium, ale Akamaru za bardzo się zainteresował i strącił nosem ze stołu. Przełożyliśmy ją do nocnika. Mam nadzieję, że przeżyje do rana – zadumał się na chwilę i pociągnął przez smoczek jakiś zielony napój. Sasuke miał tylko nadzieję, że nie przeholuje. W końcu jutro musieli jechać na tę premierę.
Z godziny na godzinę towarzystwo rozkręcało się coraz bardziej.
– A teraz gra w butelkę – zawołał Deidara. – Na kogo wypadnie, pije mojego eksplodującego drinka! – zarządził.
Sasuke, chcąc nie chcąc, poznał już całą resztę kumpli Itachiego. Rudy punk, Pain, był specem od efektów specjalnych, rozczochrany koleś, Kakuzu, zajmował się, jak to sam określił – kablami, a ten z fioletowymi soczewkami, Hidan, reżyserował krwawe sceny w grach. Wszyscy trzej pracowali w firmie ojca i już nie raz pili z Itachim. Wyjątkiem był ten, którego Sasuke wziął za satanistę, Orochimaru. On był po prostu basistą kapeli, w której Itachi próbował swoich sił na perkusji. Jako że nie miał do tego za dużego talentu, bardzo szybko podziękowano mu za współpracę, ale znajomość pozostała.
– No jak to, nie ma chętnych?! – Deidara nie rezygnował, ale nikt nie zwracał na jego wrzaski większej uwagi. Wszyscy zdawali się być pochłonięci testowaniem przydatności przyniesionych prezentów. Całe szczęście, że nocnik z rybką w środku znalazł się w bezpiecznym miejscu, bo Sasuke pół godziny wcześniej zaniósł go do swojego pokoju.
– Mówię ci, że to łączy się tak! – Hidan, za pomocą fragmentu toru, starał się wyperswadować Sasoriemu jego własną wizję składania kolejki. W tym samym czasie Itachi razem z Kisame robili wyścigi chodzików.
Sasuke nie miał pojęcia, po co koledzy Itachiego kupili aż tyle zabawek, ale co do jednego miał pewność: stare konie zachowywały się jak dzieci. On, mimo że zamiast zaplanowanych dwóch drinków wypił już sześć, jakoś nie miał ochoty na przykład ujeżdżać konika na biegunach, próbować wcisnąć się do domku dla lalek czy też  grać „Wlazł kotek na płotek” na mini pianinku. Ale tak zupełnie nagle naszła go ochota na coś innego. Wstał i ruszył w kierunku swojego pokoju. Znalezienie aparatu trwało może dwie minuty, za to robienie zdjęć przynajmniej ze trzy kolejne drinki. I nieważne, że Akamaru, zafascynowany błyskami, ciągle wchodził w obiektyw. Kiedy Sasuke kładł się spać, miał już niezłą kolekcję całkiem interesujących zdjęć.

Następnego dnia obaj zaspali. Sasuke wstał około południa, jednak Itachiego za Chiny Ludowe nie dało się obudzić. A trzeba było wyjść z Akamaru, zrobić jako taki porządek i zająć się tą nieszczęsną złotą rybką. Sasuke zlitował się i pojechał do najbliższego zoologicznego po nowe akwarium. Teraz rybka pływała już w sporej przezroczystej bańce, ustawionej przezornie w miejscu, do którego Akamaru nie sięgał. Itachi nadal nie kwapił się, żeby wstać, więc Sasuke nie dość, że musiał siłą zwlec go z kanapy w salonie, na której leżał w dziwnej pozycji, to jeszcze później zapakować w garnitur i zawiązać krawat. Wszystko było na jego głowie, łącznie z dostarczeniem ich teraz na miejsce.
Miasto, do którego jechali, było oddalone o jakieś sto kilometrów, a zegarek pokazywał dwadzieścia pięć po szóstej. Za niecałe dwie godziny zaczynała się premiera. Już dawno zrobiło się ciemno, na szczęście droga była dobrze oświetlona, więc Sasuke cisnął gaz do dechy, co jakiś czas tylko rzucając zirytowane spojrzenie bratu, który spał na siedzeniu pasażera. A jeszcze wczoraj przekonywał, że mogą pojechać jego autem. Niestety, w tym momencie nie nadawał się kompletnie do niczego, zwłaszcza do prowadzenia.
– Łeb mi pęka – jęknął Itachi, otwierając oczy. Przyłożył trzymaną przez cały czas w rękach butelkę z wodą mineralna do czoła, jakby to miało przynieść mu ulgę. Nie przyniosło, za to on sam coś sobie przypomniał i zerwał się gwałtownie z pozycji półleżącej. – Gdzie moje notatki?
– Jakie notatki?
– Leżały na biurku w takiej czerwonej teczce.  Tam było moje przemówienie!
– No to chyba zostały w domu. – Sasuke wzruszył ramionami, wpatrzony w drogę przez sobą.
Itachi spanikował. Spojrzał na wyświetlacz radia: za dziesięć siódma. Za godzinę z kawałkiem miał wygłosić mowę powitalną, a mało co z niej pamiętał. Że też ojciec się uparł, że akurat on ma to zrobić. Nienawidził takich oficjalnych wystąpień.
– No to po mnie – stwierdził.
– Jest na tylnym siedzeniu, pod moja marynarką – Sasuke westchnął i ruchem głowy wskazał tył samochodu. Zastanawiał się, kiedy jego brat w końcu dorośnie.
– Sasuke, ubóstwiam cię, wiesz? – Itachi  odetchnął z ulgą i sięgnął po aktówkę. Otworzył ją i zaczął czytać swoje własne wypociny. Podczas wystąpienia musiał chociaż sprawiać wrażenie, że mówi z pamięci.

– Co masz dla Hinaty? – Kiba tarmosił w rękach kupiony w promocji papier w półksiężyce, próbując owinąć nim pudełko, ale nie do końca mu się to udawało. Zawsze jakaś część kartonu wystawała. W końcu, mocno zirytowany, wepchnął pudełko w mikołajkową torbę, a z papieru zaczął robić kokardę. Naruto, który swój prezent miał już dawno zapakowany, spojrzał z uśmiechem na niedokończone dzieło przyjaciela.
– Tak awangardowo – ocenił. – Ja kupiłem bransoletkę.
– No, no… – Shikamaru, który właśnie zabierał się za pisanie życzeń na kartce, przerwał i spojrzał z wiele mówiącym uśmieszkiem na twarzy. Studenci, większość z mocno ograniczonym budżetem, zwykle zrzucali się na jakieś niezbyt drogie prezenty. Tak już się przyjęło i nikt nie narzekał. W końcu nie o prezenty chodziło, a o dobrą zabawę.
– No przecież nie kupiłem diamentów, znalazłem coś fajnego w galerii. – Naruto przewrócił oczami i poklepał się po kieszeni kurtki, w której trzymał bransoletkę. Poza tym zaczynało mu już być naprawdę gorąco, czekał na przyjaciół w ich pokoju  dobre dwadzieścia minut. – A wy co macie?
– Jumanji w wersji erotycznej – wyszczerzył się Kiba, kończąc swoją kokardę z promocyjnego papieru. Efekt końcowy w żadnym wypadku nie przypominał kokardy, ale nikt tego nie skomentował.
– Serio?
– No coś ty. Mamy dla niej album z naszymi podobiznami. Twoja też jest, zdjęcie zrobione pod prysznicem… – Kiba poruszył znacząco brwiami i roześmiał się z własnego żartu. Najwyraźniej nie miał zamiaru zdradzać zawartości pudełka z pseudo kokardką.
Naruto wzruszył ramionami i zdjął jednak kurtkę. Usiadł na łóżku, zerkając na akwarium chomika Kiby.
– On się nie rusza? – stwierdził po kilkuminutowej obserwacji.
– Śpi.
– Albo nie żyje. Ty go w ogóle karmisz? – Podszedł do akwarium i pogłaskał Tequillę palcem. Chomik otworzył oczy, ale najwyraźniej nie miał ochoty na zabawę. – Jakiś taki nieżyciowy,  nie chce współpracować.
– Bardzo śmieszne – burknął Kiba. Podpisał się na kartce z życzeniami i wrzucił ją razem z prezentem do plecaka. – To co, zbieramy się?
Zbieranie się trwało kolejne piętnaście minut, bo Shikamaru zapodział gdzieś bilet miesięczny, a nie miał zamiaru dodatkowo płacić za przejazd. W końcu jednak wyszli z akademika i nawet zdążyli na następny autobus, choć tylko dlatego, że ten spóźnił się pięć minut.

Naruto wiedział, gdzie mieszka Hinata, w końcu  było to rzut beretem od domu Sasuke. Dwupiętrowa ceglana rezydencja, inaczej nazwać się tego nie dało, była okazała, choć nie w jego stylu. Rzeźbione kolumienki czy fontanna z marmurowym Posejdonem nie bardzo mu się podobały.
– Patrzcie. – Kiba zwrócił uwagę na tę rzeźbę. – Chyba czegoś mu brakuje – zarechotał i wskazał miejsce, gdzie powinny być genitalia, ale fragment najwyraźniej się odłamał.
– A ty coś się tak zainteresował. Nie pamiętasz, Sasuke mówił ci, że od takich rzeczy można zostać gejem.
– Eee, mi to nie grozi. Za bardzo lubię kobiety i ich piersi! Zwłaszcza takie. – Kiba wykonał gest jakby trzymał dwie duże kule – To mój ideał.
– Temari zaczęła mi kiedyś robić wykład o przedmiotowym traktowaniu kobiet, ale kiedy zobaczyła, że przy tym zasypiam, kupiła koszulkę z napisem: Oczy mam wyżej. I nie dała się pocałować przez jakiś tydzień – przypomniał sobie Shikamaru.
– Oj tam, oczy. Oczy ma każda. Tak jak ręce i nogi. Ale takie balony to prawdziwy cud natury. Hinata ma całkiem niezłe! – Kiba znów zaczął rechotać, ale zamilkł w chwili, kiedy w drzwiach wejściowych pojawił się Neji. Na szczęście nie sprawiał wrażenia, jakby usłyszał rozmowę.

To, jak w tym momencie wyglądał salon w domu Hyuuga, robiło wrażenie. Co prawda nikt się oczywiście nie spodziewał  długiego, przykrytego białym, wykrochmalonym obrusem stołu, gości siedzących na rzeźbionych krzesłach i ojca Hinaty, nadzorującego, czy aby nie wypiją za dużo wina, ale pomieszczenie, w którym wszystkie sofy zostały zepchnięte pod ścianę, tak, żeby zostawić środek na zabawę, dj, prowizoryczny bar, za którym jakiś chłopak wyprawiał sztuczki z butelkami i ze trzydzieści rozbawionych osób zaskoczyły chyba każdego. W końcu Hinata wydawała się zawsze strasznie nieśmiała, nikt sądził, że zrobi taką imprezę. Hiashi Hyuuga, jak poinformowała Temari, wieszając się Shikamaru na szyję, życzył wszystkim dobrej zabawy i zapowiedział, że wróci jutro po południu. Poprosił jedynie, żeby nie wchodzić na piętra i nie zwiedzać domu. Nie było nawet najmniejszego kazania na temat szkodliwości alkoholu.
– Tak więc, pijemy! – Temari uniosła kieliszek z margaritą. Z całą pewnością nie był to jej pierwszy drink, bo na trzeźwo nie zachowywała się w taki sposób.
Obie z Tenten przyszły wcześniej, chciały zrobić Hinatę na bóstwo. W końcu solenizantka wkraczała do szacownego grona  gorących dwudziestek – jak to nazwały.  Swoją krucjatę zaczęły  już dwa tygodnie wcześniej, gdy wyciągnęły ją na zakupy. Było ciężko, ale opłaciło się, po kilku godzinach przekonywania, namawiania z anielską wręcz cierpliwością, skłoniły Hinatę do kupienia dość odważnie wydekoltowanej grafitowej sukienki. Dziewczyny zdawały sobie sprawę, że w dniu urodzin ich koleżanka wymyśli sto powodów, żeby jednak sukienki nie zakładać, ale w końcu osiągnęły cel. Panna Hyuuga wyglądała prawdziwie kobieco.

Hinata, z początku nieśmiała, teraz już swobodnie rozmawiała z ludźmi. Kilka osób znała tylko z widzenia, Neji ich zaprosił, ale wszyscy wydawali się dobrze bawić. Było dużo życzeń, kilka dość nietypowych, bo życzono na przykład udanego seksu w buszu czy też złotego medalu w rzucie młotem. Ten busz można by jeszcze zrozumieć, ale rzut młotem? Hinata trenowała przecież pływanie. Również prezenty świadczyły o niebywałej wyobraźni gości. Czepek z napisem „I’m sexy and i know it”, dużych rozmiarów budzik, na którym zamiast cyfr widniały pola oznaczone napisami: jedzenie, spanie, nauka, seks, imprezy (ze czego dwa ostatnie zajmowały ponad trzy czwarte tarczy), bikini w ślimaki, uszy króliczka Playboya w komplecie z ogonkiem, kalafior czy różowe wycieraczki do samochodu wzbudziły duże zainteresowanie.
– Ten budzik to od nas – oznajmił Kiba, kiedy nagle włączył się głośny alarm, sygnalizujący czas na seks. – Sam wybierałem – pochwalił się.
Naruto, który był przedostatni w kolejce, wręczył Hinacie małą torebkę.
– Wszystkiego najlepszego, bardzo ładnie wyglądasz – uśmiechnął się, ściskając ją.
– Dziękuję, Naruto.
Odsunął się, robiąc miejsce dla kolegi, który stał za nim.
– Naruto… – Hinata najwyraźniej chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie wylewnymi życzeniami i uściskami zaatakował ją Lee.

Impreza trwała w najlepsze. Alkohol lał się strumieniami a Naruto czuł, już dłużej nie wytrzyma. Nie miał pojęcia, kto i dlaczego okupuje tyle czasu łazienkę na parterze, bo w odpowiedzi na kilkukrotne pukanie usłyszał tylko tłumiony chichot, postanowił więc poszukać toalety na piętrze. Co prawda ojciec Hinaty z jakiegoś powodu prosił, żeby nie wchodzić na górę, ale nie miał za dużego wyboru.
Na piętrze panował półmrok, jedynie źródło światła pochodziło z małej lampki przy schodach. Naruto rozejrzał się, ale wszystkie drzwi wydawały się identyczne. Wszedł jeszcze wyżej. Znów to samo. Zrobił kilka kroków w głąb korytarza na drugim piętrze, szukając jakiegoś oznakowania, ale jak na złość, nic takiego nie zauważył. Ciśnienie na pęcherz dawało już o sobie znać tak bardzo, że w desperacji chwycił za jedną z klamek. Pokój, toaleta, schowek na miotły czy cokolwiek tam było, okazało się być zamknięte. Naruto odwrócił się, w desperacji zamierzając jednak iść i błagać parę z łazienki na dole, by poszli robić, cokolwiek tam robili, gdzie indziej, gdy dostrzegł, że jedne z drzwi są teraz uchylone, a czyjeś jasne oczy wpatrują się  w niego z nieukrywanym zaciekawieniem. Instynktownie chciał uciec, ale wtedy drzwi otworzyły się szerzej, a światło z pokoju oświetliło dużą część korytarza.
– Cześć.
Ciemnowłosa, na oko kilkunastoletnia dziewczyna w puchatym fioletowym szlafroku opierała się o framugę.
– Eee… Cześć, przepraszam, jeżeli cię obudziłem –  zmieszał się Naruto.
– Nie spałam jeszcze, nie jestem dzieckiem – oburzyła się nieznajoma, przestępując z nogi na nogę, zwracając tym samych uwagę na swoje pluszowe, królicze kapcie. Mordki królików miały fantazyjne uszy i plastikowe, wyłupiaste oczy. Naruto uśmiechnął się na ich widok, przypominały mu ulubioną internetową kreskówkę, jednak dziewczyna najwyraźniej źle odczytała jego reakcję, bo zaczerwieniła się, szybkim ruchem zdjęła kapcie z nóg i rzuciła je gdzieś w głąb pokoju.
– To strój domowy, na imprezy tak nie chodzę – stwierdziła zadziornie i zlustrowała Naruto wzrokiem. – Wiesz, miałam nadzieję, że spotkam tego przystojniaka, Sasuke, ale ty też jesteś niczego sobie – uśmiechnęła się i zmrużyła zaczepnie jasne oczy. Była niezwykle podobna do Hinaty, ale jednocześnie wydawała się bardzo pewna siebie. – Jestem Hanabi – przedstawiła się i wyciągnęła rękę. – A ty?
– Naruto. – Uścisnął podaną dłoń.
– Aaa, Naruto! – Prawie podskoczyła w miejscu, wydawała się zaskoczona, a jednocześnie podekscytowana. – To tak wygląda idol mojej siostry! – W jednej chwili zapomniała o udawaniu dorosłej, obeszła go dookoła, przyglądając się uważnie. Naruto poczuł się jak jakiś eksponat muzealny, nie bardzo wiedział, jak ma się zachować. Zapewne, gdyby nie to, że bardzo chciało mu się sikać, szczerość i bezpośredniość Hanabi wprawiłyby go w zakłopotanie, a on rzadko kiedy bywał zakłopotany.
– Hinata jest twoją siostrą? – zapytał, byle tylko coś powiedzieć, bo przecież odpowiedź na to pytanie była oczywista. – Jesteście całkiem… całkiem… – szukał odpowiedniego słowa.
– Różne? – dokończyła Hanabi i wzruszyła ramionami. – Niestety,  moja siostra czasem zachowuje się jak autystyczna. Chyba jest z innego świata. Ale wiesz co, ostatnio znalazłam u niej w szufladzie tusz do rzęs i szminkę. Wcześniej miała tylko błyszczyk… – przerwała słowotok, zastanawiając się nad czymś. – A wy jesteście w końcu parą?
– Co? Eee… Nie…
– No racja, przecież napisałaby o tym w pamiętniku. – Hanabi poprawiła szlafrok. –  W ogóle, wiesz, co ona tam wypisuje? Czasami, jak czytam te bazgroły, to płaczę ze śmiechu. Właśnie, chcesz zobaczyć? Dużo tam jest o tobie! – Nie czekając na odpowiedź, chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła do pokoju obok. Zapaliła światło i rzuciła się w stronę łóżka. – Trzyma ten swój dzienniczek pod poduszką, głupio, bo łatwo znaleźć. Zresztą, kto teraz pisze coś w zeszytach, od tego są blogi – mamrotała sama do siebie, przerzucając białe poduszki na łóżku siostry. – Nie ma… – stwierdziła zawiedziona. – Musiała schować gdzie indziej.
– Czekaj… – Naruto zatrzymał ją w momencie, gdy zamierzała przeszukać biurko. Sposób zachowania Hanabi zaczynał go powoli bawić, była trochę jak Kiba, ale nie miał zamiaru czytać pamiętnika Hinaty. – Właściwie, to ja tylko szukam łazienki.
– Naprzeciwko. – Hanabi wskazała drzwi po drugiej stronie korytarza. – A ta na dole nie działa?
– Zajęta. Chyba jakaś para… – zdążył ugryźć się w język, w końcu siostra Hinaty mogła mieć co najwyżej piętnaście lat.
– Nie przejmuj się – Hanabi machnęła ręką – wiem, co do czego służy – roześmiała się, ale po chwili mina jej zrzedła. – Mam nadzieję, że to nie Sasuke? – zapytała podejrzliwie.
– Nie, jego tu nie ma.
– No właśnie, zerkałam kilka razy na dół, ale go nie widziałam. Tylko nie mów nikomu, zostałam tu pod warunkiem, że pójdę spać. Ojciec chciał mnie wysłać do babci, ale ona jest okropna, każe mi szydełkować. No pomyśl, kto dzisiaj szydełkuje?! Ale ponoć Sasuke na szczęście jest wolny, słyszałam, jak Neji mówił Hinacie. A wiesz, że ona była z nim kiedyś na randce? Potem napisała w pamiętniku, że nie jest w jej typie. Ja na jej miejscu nigdy w życiu nie zmarnowałabym takiej okazji.
– Na randce?! – Naruto, który był już na korytarzu, cofnął się.  Ku własnemu zaskoczeniu, zareagował dość nerwowo. Przecież doskonale wiedział, że Sasuke swego czasu umawiał się z wieloma dziewczynami, jednak… Może to wpływ procentów, może co innego, ale nagle poczuł się zazdrosny. Jednak zreflektował się i informując, że naprawdę musi, poszedł do łazienki i zamknął się w niej.  Usłyszał tylko jeszcze stłumiony głos, żeby się nie martwił, bo Hinata go przecież uwielbia. Hanabi najwyraźniej źle zinterpretowała jego reakcję.
To była prawdziwa ulga. Naruto, nie zwracając uwagi na piękną aranżację kafelków w kolorze kości słoniowej i finezyjnych luster, spuścił wodę i spojrzał na zegarek – dwudziesta druga. W tym momencie Sasuke był pewnie na bankiecie. A na bankietach zwykle jest dużo ładnych kobiet. I roznegliżowane hostessy… Wyciągnął telefon, ale na wyświetlaczu nie dostrzegł żadnego nieodebranego połączenia. Ani nawet sms-a. Kompletnie nic.  Niby pozbył się zalegającego w pęcherzu piwa, ale nadal czuł jakiś ucisk w brzuchu. A co, jeżeli Sasuke się z kimś zabawia? Przecież inaczej by się odezwał. Chyba... Jedną ręką zapiął rozporek, drugą wybrał chłopaka z listy kontaktów. Od razu włączyła się poczta głosowa. Brak zasięgu, czy Sasuke specjalnie wyłączył komórkę? Naruto spróbował jeszcze dwa razy, ale jedyne co usłyszał, to: Tu Sasuke Uchiha. Nie mogę w tej chwili odebrać telefonu. Schował komórkę do kieszeni i wyszedł z łazienki. Pomachał Hanabi, nadal będącej w pokoju Hinaty i odkładającej wszystko na miejsce dla niepoznaki, i zszedł na dół. Uznał, że musi się napić.

            – Stary, ale jazda! – Kiba zatoczył się i przytrzymał jego ramienia, gdy był już na dole schodów.  – Piłem tequile z jej cycków! – wrzasnął.
– Z jakich cycków? – Naruto zabrał mu z ręki jakiegoś zielonego drinka i wypił na kilka łyków.
– Ej, to moje! – zaprotestował Kiba, jednak chwilę później zaczął opowiadać o jakiejś blondynce. Blondynka miała długie włosy i  długie nogi – tyle Naruto zdołał wywnioskować z bełkotu przyjaciela. Poszedł do baru po setkę wściekłego psa. I kolejnego. A potem… Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.
– Wystarczy już – ktoś próbował zabrać mu z ręki piwo z wkładką, jedynie równie nietrzeźwy  Kiba dzielnie go wspierał. W końcu ten ktoś, w osobie jak się okazało Shikamaru, zrezygnował, a Naruto zabrał jeszcze ze stojącej obok szafki różowo-seledynowego drinka.
– Nie odbiera – mruknął, biorąc łyka, dość niefortunnie, bo oblał przy tym własną bluzę i kawałek sofy w salonie.
– To go olej. Patrz ile tu dziewczyn. A Hinata ciągle się na ciebie gapi. Zatańczyłbyś z solenizantką, a nie.
Naruto miotał się, usiłując ściągnąć przez głowę mokrą bluzę, bo nie mógł rozsunąć zamka. Zawsze, nie wiedzieć czemu, miał z tym jakiś problem. Zdarzyło się to nawet, kiedy chciał ostatnio rozebrać Sasuke, czego ten oczywiście nie omieszkał skomentować. Sasuke… W pewnym momencie poczuł na niego złość.
– Dobra, draniu… – mruknął i zaczął pisać sms-a: Zamierzam się wyjątkowo dobrze bawić. Pa! Zerknął jeszcze raz na wyświetlacz, po czy wcisnął „wyślij”. A potem w ogóle wyłączył telefon.
– Dobra, Kiba. Idziemy się bawić!

Obudził się z głową zagrzebaną w pościel, dlatego nawet po otworzeniu oczu widział jedynie ciemność. Powoli i leniwie odsunął kołdrę, ale światło było tak ostre, że zaraz przykrył się z powrotem. Głowa bolała go strasznie, już nie pamiętał, kiedy ostatnio miał takiego kaca. Chyba wtedy, gdy razem z Sasuke pojechali do akademika, żeby uświadomić Kibę. Po chwili jęczenia i marudzenia, postanowił jednak jeszcze raz spróbować, ale tym razem już z rozmachem usiadł na łóżku, zrzucając całą pościel na podłogę. Odwrócił głowę od okna i otworzył jedno oko. Powoli przyzwyczajał się do światła dziennego, cały czas patrząc w dół na fioletowy włochaty dywanik. Zaraz… Od kiedy miał na podłodze fioletowy dywanik? Naruto zamrugał i z przerażeniem rozejrzał się po pomieszczeniu. Gdzie on do cholery był? W dodatku, dlaczego na szafce nocnej leżały jego ubrania, a jedyne, co on sam miał na sobie, to czarne bokserki z motywem pomarańczowego lisa? Spanikowany skoczył na równe nogi, przez co trochę zakręciło mu się w głowie. Zaczął w pośpiechu zakładać na siebie ubrania i cały czas gorączkowo myślał, jak się znalazł w tym pokoju i dlaczego znalazł się w nim prawie nagi. Poczuł, że robi mu się niedobrze, naprawdę wczorajszego wieczora za dużo wypił, ale nie miał pojęcia, gdzie jest łazienka. Chwila… Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. No jasne, był tu wczoraj, przecież to pokój Hinaty! Z wrażenia znów usiadł na łóżku. Skoro on był w pokoju Hinaty, to gdzie była właścicielka. I czy on spał tu sam czy może… Zaczeło go ogarniać uczucie przerażenia, zrobiło mu się niesamowicie gorąco. Nic nie pamiętał. Naprawdę nic. Jego ostatnie wspomnienie było dość niejasne, chyba siedział na kanapie z Kibą i pisał smsa. Tak, tak, na pewno pisał smsa do Sasuke i był na niego wściekły, bo ten mu nie odpisywał. W końcu wyłączył telefon i chyba gdzieś go zostawił. Rozejrzał się po pokoju, ale nigdzie nie widział swojej komórki. Dobra, telefon na pewno się znajdzie, ważniejsze jest pytanie, co było potem? Na pewno coś jeszcze pił. Ale co robił? Jak się tu znalazł? I kto go rozebrał?!
Znowu zrobiło mu się niedobrze, musiał natychmiast poszukać łazienki. Miał dziwne opory przed wyjściem z obcego pokoju na korytarz obcego domu i chodzenia po nim jak intruz, ale nie miał w tym momencie wyboru. Otworzył drzwi najciszej jak umiał i wyszedł. Teraz przypomniało mu się, że toaleta jest jakoś na przeciwko. Przemknął tam i zamknął się od środka. Przemył twarz zimną wodą i oparł głowę o chłodne kafelki. Trochę lepiej. Nie miał pojęcia, co teraz zrobić. Wyjść niezauważony, czy może… No właśnie, może co? Najchętniej zadzwoniłby do któregoś ze swoich przyjaciół, żeby wyjaśnili mu co się właściwie stało i co on właściwie robił, ale nadal nie miał telefonu. W końcu doszedł do wniosku, że takie stanie i rozmyślanie nic nie pomoże. Wyszedł z łazienki i zszedł schodami na dół.
– O, cześć, Naruto – roześmiany głos siedzącej w salonie na kanapie dziewczyny  powitał go entuzjastycznie. Tak, pamiętał, to był siostra Hinaty i miała na imię… Wyleciało mu z głowy
– Cześć… – Naruto zrobiło się głupio, że nawet takiej rzeczy nie zapamiętał z wczoraj.
 – Hanabi – przedstawiła się raz jeszcze i machnęła ręką. – Nie przejmuj się, ludzie po imprezach nie pamiętają dużo ważniejszych rzeczy – roześmiała się i ugryzła kawałek wczorajszego tortu z bitą śmietaną.
– A ty skąd to niby wiesz? – męski głos rozległ się od strony kuchni i oboje odwrócili głowy. To był Neji. Miał podkrążone oczy i wyglądał na niewyspanego. – Naruto, ty nadal tutaj? – zdziwił się, ale był chyba zbyt zmęczony, żeby zadawać pytania.  – Jak chcesz, to idź do kuchni, Hinata zrobi ci śniadanie.
Sam, chcąc usiąść na fotelu, zrzucił z niego kilka kubków, pozostałości z imprezy, po czym się rozmyślił i stwierdził, że jednak jeszcze pójdzie się położyć. Mruknął coś na odchodne i powlókł do swojego pokoju.
– Chcesz kawałek? – Hanabi zaproponowała Naruto tort, ale na samą myśl o bitej śmietanie znów ogarnęły go mdłości. Pokręcił przecząco głową. – To chodź do kuchni. –  Dziewczyna wstała i pociągnęła go do pomieszczenia tuż za salonem.
Hinata najwyraźniej była już po śniadaniu, bo zmywała naczynia i porządkowała kuchnię.
– Naruto… – Myjka wypadła jej z rak w momencie, gdy zobaczyła chłopaka. Hanabi zachichotała, dźgnęła go palcem w bok i wrzuciła brudny talerzyk do zlewu. Zazwyczaj coś takiego nie uszłoby jej bezkarnie, ale w tym momencie Hinata nie była chyba zdolna do jakiegokolwiek komentarza. Naruto zauważył, że lekko się zaczerwieniła. To nie był dobry znak. Czyżby jednak zrobił wczoraj coś, co wprawiało ją w taki stan? Co prawda, z tego co zauważył, ona często się rumieniła, no ale sam fakt, że obudził się w samych bokserkach w jej pokoju, w jej łóżku! – Naruto, zjesz coś? – zapytała, odrywając go od tych niezbyt optymistycznych mysli.
– Nie, dziękuję. – Jakakolwiek myśl o jedzeniu sprawiała, że mdłości się nasilały. – Ale chętnie napiłbym się kawy.
Zastanawiał się, jakby tu zacząć rozmowę na temat tego, co wczoraj mogło mieć miejsce. A jeżeli po pijaku zrobił coś, czego teraz będzie żałował? Może chciał odegrać się na Sasuke za brak kontaktu i… Nie, nie, nie… Na pewno nie. Na pewno przyjaciele by go powstrzymali. No, przynajmniej Shikamaru, bo na Kibę w takich sytuacjach raczej nie bardzo mógł liczyć. Ten to by go raczej jeszcze podjudzał.
Hinata postawiła przed nim kubek z kawą i mleko.
– Skąd wiesz, że lubię z mlekiem – zapytał zupełnie machinalnie.
– Na uczelni ciągle z taką chodzisz – dziewczyna uśmiechnęła się.
– Słuchaj, bo ja…
Rozległ się głośny dzwonek do drzwi.
– Poczekaj, otworzę.
Hinata przeszła przez salon do holu i nacisnęła klamkę. Po drugiej stronie stał Sasuke Uchiha i wyglądał jak chmura gradowa.
– Cześć. – Skinął głową. – Przyszedłem po Naruto. – Ostatnie słowo zaakcentował tak, jakby zamierzał odebrać jakąś swoją własność.
– Oczywiście, wejdź. Jest w kuchni.
Sasuke dał prezent i złożył życzenia Hinacie już w piątek. Zrobił to specjalnie po zajęciach, żeby na uczelni Naruto mu się w tym czasie nie plątał gdzieś obok. Wolał nie dawać mu za wielu okazji do spotkań z nią. Co prawda nie sądził, żeby Hinata wykonała jakikolwiek ruch, ale po ostatnim występie swojego chłopaka i tej jego „definicji zazdrości”, nie miał ochoty na powtórkę.

Naruto jednocześnie pił kawę, usiłował przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniego wieczora, a w zasadzie to już nocy i odpowiadał na pytania Hanabi.
– No witam!
W tym momencie oboje podskoczyli na swoich krzesłach i oboje prawie krzyknęli „Sasuke”. Z tym, że „Sasuke” Hanabi było radosne i entuzjastyczne, a „Sasuke” Naruto jakieś takie niewyraźne i jakby podszyte zdenerwowaniem? No cóż, co jak co, ale to była ostatnia osoba, której by się w tym momencie spodziewał w kuchni rezydencji Hyuuga.
Hanabi, jeszcze przed chwilą zasypująca Naruto masą pytań, siedziała teraz wyprostowana i tylko zerkała na Sasuke, kiedy była pewna, że on tego nie widzi. Tyle tylko, że nawet gdyby gapiła się na niego wprost, w tym momencie on raczej by tego nie zauważył. Zbyt był pochłonięty Naruto, który uparcie unikał jego wzroku i zachowywał się, jakby coś przeskrobał. 

– Dzień dobry. – W kuchni pojawiła się kobieta w średnim wieku, która miała na sobie fartuch do sprzątania. – Hinato, znalazłam to na podłodze w twojej sypialni, leżało zawinięte w kołdrę. Nie wiedziałam, co z tym zrobić, więc przyniosłam. – Wyciągnęła rękę, w której trzymała telefon. Telefon Naruto!
Sasuke też to zobaczył. Spiorunował wzrokiem jego, potem Hinatę, potem jeszcze raz jego. Wściekłe spojrzenie wyrażało nieme pytanie: co to do cholery ma znaczyć?!
– To moje, dziękuję. – Naruto odebrał komórkę i schował ją do kieszeni. Wiedział, że jak najszybciej musi zabrać stąd Sasuke, bo ten gotów zrobić mu jakąś awanturę. – Hinata, dziękuję za kawę, postawiła mnie na nogi – uśmiechnął się do dziewczyny. – Ja musze już iść, porozmawiamy na uczelni, dobrze?
Hinata pokiwała głową i odwzajemniła uśmiech.
– Fajnie było cię w końcu poznać. – Hanabi uściskała Naruto. – Jakbyś kiedyś chciał, to ci jeszcze mogę co nieco poopowiadać – dodała ciszej i mrugnęła konspiracyjnie.
– Wszystko chyba mam, to idziemy. – Naruto jeszcze raz obmacał kieszenie. – Dzięki za fajną imprezę. Do  zobaczenia.
Hanabi zeskoczyła z krzesła i cała w skowronkach zaoferowała, że odprowadzi ich do drzwi.

–  I o co się tak wściekasz – mruknął Naruto, wsiadając do samochodu Sasuke.
 –  O co się wściekam? – Sasuke położył ręce na kierownicy i wbił wzrok w drzewo, które widział  przez przednią szybę. – Dostaje od ciebie jakiegoś dziwnego sms-a, a kiedy chcę zadzwonić, to masz wyłączony telefon. Próbowałem też dzwonić do Nary, i nic. Jedyna osoba, która w końcu odebrała telefon, to był Inuzuka. I na pytanie, gdzie jesteś, stwierdził, że w łóżku Hinaty! Naruto, zaraz szlag mnie trafi!
Coś na tylnym siedzeniu poruszyło się. Obaj odwrócili się jak na komendę.
 –  Itachi, co ty tu jeszcze robisz?!
 – Możesz tak nie krzyczeć? – Chłopak zagrzebany w marynarkę swoją i Sasuke podniósł się i ziewnął. – Głowa mnie boli.
 –  Miałeś iść do domu! – Sasuke nie miał pojęcia, co powiedzieć. Nie było mowy, żeby brat nie słyszał jego wydzierania się na Naruto.
 –  Myślałem, że też zaraz będziesz odstawiał auto do garażu, zimno jest, nie chciało mi się wychodzić. – Itachi potarł oczy i ponownie ziewnął. – Teraz przynajmniej wiem, po co zwlekałeś mnie z łóżka o tak wczesnej porze i dlaczego chciałeś od razu wracać – stwierdził, po czym uśmiechnął się do Naruto i mrugnął. – Ach, ta zazdrość – dodał już sam do siebie i otworzył tylne drzwi. Uznał, że jednak zrobi te parę kroków, w końcu ich dom stał niecałe dwadzieścia metrów dalej.
Sasuke miał ochotę rzucić czymś w brata, ale jego już nie było w aucie.
W tym momencie obaj z Naruto siedzieli i milczeli.
 –  No…  –  Naruto odezwał się pierwszy. – Było jasne, że się domyśla, ale teraz wie już na sto procent.
Sasuke tylko pokręcił głową.
 –  Itachi stanowi w tym momencie najmniejszy problem. Problemem jest raczej to, co robiłeś w łóżku Hyuugi, nie uważasz? – Sasuke spojrzał Naruto prosto w oczy. Jego wzrok wyrażał wściekłość, ale też coś jakby zawód?
 –  Nie wiem… –  Może przez to spojrzenie Naruto uznał, że nie warto kłamać. – Obudziłem się tam rano i… i nic nie pamiętałem. Ale byłem ubrany! No, przynajmniej częściowo…
 –  Przynajmniej częściowo? Czyli co,  miałeś na sobie na przykład same skarpetki? – Sasuke prychnął z wściekłości.
 –  No nie, raczej bokserki…
Sasuke uderzył głową w kierownicę. Chwilę mu zajęło dojście do równowagi. W tym momencie miał ochotę wyrzucić swojego chłopaka z samochodu i skopać mu tyłek. W końcu ochłonął na tyle, żeby rzucić tylko coś w rodzaju „odwiozę cię” i ruszyć sprzed rezydencji Hyuuga, pod którą nadal przecież stali.
Przez całą drogę nie odzywali się do siebie. Naruto wolał nic nie mówić, żeby nie drażnić jeszcze bardziej Sasuke. Poza tym cały czas myślał o tym, co się właściwie mogło wydarzyć. Myśli tak go pochłonęły, że nawet nie zauważył, kiedy wjechali na parking przed jego blokiem.
Sasuke nadal się do niego nie odzywał. W końcu, kiedy cicho mruknął, że będzie wysiadał, spojrzał na niego.
 –  Naruto, jeżeli dowiem się, że spałeś z Hyuugą…  –  westchnął i pokręcił głową w niedowierzaniu. – Istnieje naprawdę wiele rzeczy, które mógłbym ci wybaczyć, ale nigdy nie wybaczę zdrady.