23 października 2016

Rywale - rozdział 46

Naruto, chociaż umawiał się z Sasuke, że zadzwoni do niego, gdy będzie już w mieszkaniu, teraz uznał ten pomysł za kompletnie bezsensowny. W końcu po odprowadzeniu Hinaty miał tylko kilka kroków do jego domu. Co też oczywiście wykorzystał.
– A, to ty. – Itachi, wpuszczając go do środka, machnął tylko ręka, jakby sugerując, że nie musiał nawet pukać. Przecież był chłopakiem Sasuke. „Chłopak Sasuke” – jak to fajnie brzmiało. Uśmiechnął się sam do siebie. Kto wie, może zostaną kiedyś rodziną? To by była naprawdę ciekawa opcja. Może w końcu jego brat ogarnąłby te swoje humory i byłby milszy nawet dla niego?
– Kurwa! Zajebię cię, Itachi!
A może i nie…
– Co tam się dzieje? – Naruto właśnie postawił stopę na stopniu schodów prowadzących na piętro, ale słysząc kolejną serię przekleństw, które dochodziły z pokoju na górze, odwrócił się i uniósł pytająco brwi.
– Ach, nic takiego. Sasuke tylko próbuje posprzątać to pobojowisko, które zostało po waszym godzeniu się i… poskręcać nową szafkę, którą przywiozłem dzisiaj ze sklepu. – Itachi wzruszył ramionami, sugerując, że nie ma pojęcia, o co jego braciszek się tak wścieka, ale po chwili łobuzerski uśmiech wypłynął mu na twarz i popsuł tym samym całą koncepcję udawania niewinnego. No dobra, niech będzie, zasłużył na tych kilka niewyszukanych epitetów z ust swojej młodszej wersji. Bo tak naprawdę specjalnie kupił mebel, który miał w sobie tyle małych elementów do złożenia, że nawet najbardziej spokojnego człowieka skręcanie tego ustrojstwa wyprowadziłoby z równowagi. No nie mógł, po prostu nie mógł się powstrzymać! To było silniejsze od niego. Widząc zdziwioną minę Naruto, mruknął tylko coś w stylu „nie będę wam przeszkadzał” i poszedł do kuchni, gdzie czekał na niego laptop i nieskończony projekt.
Naruto wszedł po schodach najciszej jak się dało i stanął w otwartych drzwiach, opierając się ręką o framugę. Sasuke go nie zauważył. Siedział na podłodze i przygryzając wargę, wpatrywał się morderczym wzrokiem w jakiś drewniany element trzymany w ręce. Ubrany był tylko w jasne szorty, a wilgotne włosy wskazywały, że niedawno brał prysznic. Naruto uśmiechnął się do siebie. Dlaczego jego chłopak, nawet siedzący pośrodku największego bajzlu, zawsze musiał wyglądać tak seksownie? Mógłby tak stać i się gapić, jednak Sasuke w pewnym momencie chyba wyczuł czyjąś obecność, bo podniósł wzrok.
– A ty co tutaj robisz? – spytał zaskoczony. Czarne oczy, w których przed chwilą była widoczna wściekłość pomieszana za zrezygnowaniem, teraz wydawały się trochę złagodnieć. Niestety, zaledwie na kilka sekund, bo ich właściciel zaraz sobie o czymś przypomniał. – Dużo czasu zajęła ci ta randka – prychnął niezadowolony i z powrotem skupił wzrok na swoim nowym meblu. A właściwie to jego częściach, bo nijak to szafki jeszcze nie przypominało.
– Dobrze wiesz, że to nie była randka. – Naruto podszedł i usiadł obok, biorąc do ręki jakąś książeczkę. – Co to po chińsku jest? – spytał zdziwiony, tym bardziej, że na okładce widniało logo znanej marki.
– Sam jesteś po chińsku. – Sasuke chwycił instrukcję i otworzył na odpowiedniej stronie. –  Masz, czytaj, całe dwadzieścia stron o tym, jak zbudować mebel z klocków lego – westchnął i ogarnął wzrokiem całą masę drobnych elementów, które trzeba było odpowiednio dopasować od siebie. Cóż, poniekąd, sam był sobie winien. Przecież Itachi dzwonił i wyraźnie zapytał, czy zamówić składanie na miejscu, czy poradzi sobie sam. Wredny idiota. Doskonale wiedział, jak skonstruować pytanie, by odpowiedź brzmiała: „Oczywiście, że poradzę sobie sam!”. Gdyby tylko wiedział, co to za cholerstwo. No wybitnie nie miał dzisiaj do tego głowy. Tym bardziej, że cały czas zastanawiał się, co robi jego chłopak. Jego Naruto… Z którego przecież miał zedrzeć tę niebieska koszulę i wytłumaczyć raz na zawsze, do kogo on należy. Tak, żeby nie pozostawiało to już ani cienia wątpliwości.
– Chodź tutaj. – Rzucił gdzieś na bok trzymaną część i przyciągnął Naruto do siebie. Po chwili przewrócił go na podłogę, zupełnie ignorując narzekanie, że elementy szafki wgniatają mu się w plecy. – Zaraz wybiję ci z głowy wszystkie inne osoby, z którymi miałeś dzisiaj styczność! – Wbił się brutalnie w jego usta i przycisnął jeszcze bardziej do dywanu.
– Cholera, przestań, to boli. – Naruto udało się lekko podnieść i wyciągnąć spod pleców jakiś drewniany kątnik. – Nawet drzwi nie zamknąłeś! Jakiś niewyżyty jesteś.
– Jestem – zgodził się z nim Sasuke, chwytając rękami za pasek spodni chłopaka. Jednocześnie nogą popchnął drzwi tak, że zatrzasnęły się z hukiem.
– Nie, Sasuke, nie tutaj. Twój brat jest na dole, a po jego ostatnim komentarzu… sam rozumiesz… – Naruto lekko zarumienił się na wspomnienie tego, jak wyglądała tamta sytuacja. I jeszcze dzisiejsza aluzja Itachiego co do tej rozwalonej szafki. Zrzucił z siebie chłopaka i wstał. – Naprawdę, czasem zamiast dobierać się do mnie, mógłbyś na przykład powiedzieć mi coś miłego. No wiesz, co mam na myśli… – Spojrzał na Sasuke z lekką pretensją w oczach. Chciał to w końcu usłyszeć. Chciał usłyszeć, że go kocha. No, okej, słyszał już raz, ale w czasie przeszłym, gdy chłopak z nim zerwał.
– Wiem, nie jestem tak niedomyślny jak ty. – Sasuke też się podniósł i podszedł bliżej. – Po chwili Naruto poczuł jego ręce na swoim tyłku.
– Eh, no i właśnie o tym mówię… – westchnął zrezygnowany, ale Sasuke nic sobie z tego nie robił. Obmacał tylko jego tylne kieszenie, jakby czegoś szukał, ale najwyraźniej nie znalazł, bo przeniósł dłonie na przód. Po chwili, ku zdziwieniu chłopaka, wyjął jego telefon z prawej kieszeni. Po czym bezczelnie wszedł w menu wiadomości.
– Co ty robisz? – Chciał zabrać swoją własność, ale Sasuke odsunął się. Po chwili nikły uśmiech pojawił się na jego twarzy.
– Więc nadal go masz… – mruknął i oddał komórkę z wyświetloną treścią sms-a. Sms-a sprzed kilku miesięcy, konkretnie z dziewiątego października tego roku. Z imprezy w akademiku… Naruto poczuł, że zrobiło mu się gorąco. Bardzo gorąco. Machinalnie rozpiął jeden z guzików koszuli. A więc jednak… Tylko… Przecież sprawdzał wielokrotnie, to nie był numer telefonu Sasuke. Ani nawet Itachiego. – Zwykła karta prepaid. – Chłopak najwyraźniej domyślił się, nad czym tak się zastanawia.
– Ty… ty to wtedy zaplanowałeś? – Opuścił rękę z komórką. – Ale po co?
– Musiałem w końcu coś zrobić, inaczej ktoś by mi ciebie sprzątnął. Wcześniej byłeś tak niedomyślny, że chwilami zaczynałem tracić nadzieję, że cokolwiek do ciebie dotrze. Bywało, że zastanawiałem się, jak ja w ogóle mogłem się zakochać w takim matole. – Sasuke odwrócił głowę, udając, że zainteresował go widok za oknem. To nic, że było już kompletnie ciemno.
Naruto zmarszczył brwi na takie określenie, ale nie był zły. Nie mógłby. Bo właśnie sobie coś uświadomił. I to z całą mocą.
 – Od jak dawna? – zapytał i objął chłopaka ramionami, chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Wiedział, że Sasuke nie było łatwo powiedzieć te wszystkie słowa, dlatego musiał je ubrać w trochę sarkazmu, ale przecież one znaczyły nic innego, jak to, że zależało mu na nim już wcześniej. – Od jak dawna? – powtórzył, gdy cisza się przedłużała.
– Od początku pierwszego roku – w końcu padła odpowiedź. Naruto poczuł, że jego serce dosłownie zamiera, a po chwili zaczyna bić jak oszalałe. To było chyba najpiękniejsze wyznanie, jakie mógłby sobie wyobrazić. Sasuke właśnie przyznał, że czuł coś do niego od prawie półtorej roku! Nie potrzebował już nic więcej. Żadnych słów. Nawet tych bezpośrednich. Pocałował go po prostu, dając tym samym wyraz nagromadzonym w ciągu tych kilku chwil emocjom.

Minęło już chyba dobre dwie godziny, odkąd Naruto zjawił się w rezydencji. Teraz siedział na podłodze, trzymając instrukcję na kolanach. Mimo całej sytuacji nie dał się namówić na seks, kiedy w domu był ktoś jeszcze, ale zaproponował, że pomoże Sasuke z szafką. I tak wspólnymi siłami w końcu poskładali jakoś wszystko do kupy. I wyglądało to całkiem nieźle.
– No, nawet podobne od oryginału.  – Itachi, który przed chwilą zapukał i poczekał grzecznie na odpowiedź, wsadził głowę do pokoju. – Nie ma to jak praca zespołowa – mrugnął wesoło i zaproponował kawę.
Sasuke już nawet nie chciało się podnieść i rzucić w niego czymś. Najlepiej czymś ciężkim. Przysiągł za to w duchu, że jeszcze się odegra.
– Ja bym się chętnie na… – zaczął Naruto, zbierając się z podłogi, ale Sasuke wszedł mu w słowo.
– Zaraz wychodzimy – powiedział.
– Wychodzimy? – Naruto spojrzał na niego zdziwiony. Przecież wcześniej dogadali się, że jednak zostaną i pouczą się na kolokwium. – Gdzie?
– Do ciebie – poinformował Sasuke, gdy Itachi wyszedł i wstał, rozcierając zdrętwiałe od siedzenia w niewygodnej pozycji nogi. Po chwili spojrzał na Naruto, który oparł się o nową szafkę i chyba czekał na jakieś dalsze wyjaśnienie z jego strony. Podszedł i nachylił się nad nim. – Chcę cię dzisiaj mieć – wyszeptał mu wprost do ucha. – Muszę cię dzisiaj mieć.
Naruto przeszły dreszcze. Ten niski, drażniący zmysły głos, gorący oddech na szyi. I przede wszystkim wspomnienie tego, co Sasuke dzisiaj powiedział. Westchnął zrezygnowany, ale kiwnął głową, zgadzając się. Co prawda jeszcze odczuwał skutki po tamtym razie i najprawdopodobniej będzie jutro żałował, no ale… Jak miałby mu w takim momencie odmówić?

Faktycznie, skutki na następny dzień były opłakane. Siedzenie na wykładach było nie do zniesienia. Dobrze, że w ten piątek nie mieli treningu, bo Naruto marzył tylko o tym, żeby się położyć do łóżka i iść spać. Ostatecznie jednak zgodził się pojechać z Sasuke po jego rzeczy, tym bardziej, że lało jak z cebra, a on nie miał ochoty iść w deszczu.
 Sasuke nawet nie wjeżdżał przez bramę, zaparkował przy chodniku tuż pod domem. Zresztą na podjeździe stały już dwa samochody – czerwona Toyota Itachiego i czarny Mercedes. A to znaczyło, że rodzice są w domu. Poinformował o tym Naruto, gdy przebiegli w deszczu kilkanaście metrów i otwierając uprzednio drzwi, weszli do przedpokoju.
– To ja lepiej poczekam tutaj – Naruto ściągnął kurtkę żeby się nie zgrzać i przewiesił ją sobie przez rękę. – Tylko się pospiesz. 
Sasuke spojrzał na niego zdziwiony, ale tylko wzruszył ramionami w geście „jak chcesz” i poszedł w stronę swojego pokoju. Musiał zabrać kilka niezbędnych rzeczy, również tych na zmianę, żeby potem nie słuchać marudzenia o porozciąganych bokserkach. Dobrze wiedział, że chłopak w tej kwestii tylko się z nim droczył, ale wolał mieć święty spokój. Zresztą, jego przynajmniej miały jakieś normalne kolory, jak granat i czerń, a nie ten wściekły pomarańcz.
Naruto oparł się o ścianę naprzeciwko lustrzanych drzwi ogromnej szafy. Mógł co prawda usiąść na niskim krzesełku obok szafki z butami, ale nasiedział się już w samochodzie, kiedy jadąc tu, utknęli w dość sporym korku. Przez to jeszcze bardziej bolał go tyłek. Po dziesięciu minutach zaczął się niecierpliwić, a po piętnastu wyjął z kieszeni komórkę, żeby przypomnieć Sasuke o swojej skromnej osobie. Nie miał zamiaru teraz iść do jego pokoju, czułby się niezręcznie, gdyby wpadł na jego rodziców. Co by nie mówić, obcy, szwędający się po domu, nie jest normalnym widokiem.
– Cholera – powiedział chyba trochę za głośno, gdy chłopak nie odbierał. Po chwili, jakby zaalarmowana jego głosem, do przedpokoju weszła matka Sasuke. Ukłonił się dość niepewnie. Kobieta odpowiedział tym samym i uśmiechnęła się.
– Ty jesteś Naruto, prawda? Przyjaciel Sasuke. – Mikoto poznała go, w końcu już raz się spotkali przy okazji kolacji zaręczynowej Itachiego i Sakury.
– Tak. Czekam na niego – odpowiedział, chowając komórkę z powrotem do kieszeni. To byłoby niegrzeczne tak stać i gapić się na wyświetlacz.
– Nie wiem, skąd się wzięły te jego maniery, żeby kazać gościowi stać w przedpokoju. Chodź, kochanie, masz ochotę na coś do picia? – Objęła go ramieniem i zaprowadziła do kuchni, w której siedział Itachi, oglądający z miną męczennika jakiś magazyn ślubny, do czego zmusiła go zapewne Sakura, i ojciec Sasuke, czytający gazetę. Naruto przywitał się, czym zwrócił na siebie uwagę Fugaku.
– Przepraszam, nie przedstawiłem się, Naruto Uzumaki – dodał, gdy na chwilę nastała krepująca cisza. – Ja tylko czekam na Sasuke.
– Dzień dobry. – Mężczyzna odłożył gazetę i spojrzał na niego uważnie. – A już się zastanawiałem, gdzie mój syn zniknął na całą noc.
Naruto, zupełnie nie wiedząc dlaczego, przełknął nerwowo ślinę i poczuł się, jakby był prześwietlany rentgenem. A to przecież było tylko zwykłe stwierdzenie, nikt mu nic nie sugerował. No chyba, że ojciec Sasuke się dowiedział! Zerknął lekko spanikowany na Itachiego, jakby to on miał go wybawić z tej dość dziwnej sytuacji, ale ten wzrokiem i lekkim ruchem głowy dał mu do zrozumienia, żeby powiedział cokolwiek.
– Musieliśmy zrobić projekt – skłamał. Nie miał pojęcia, czy Sasuke wcześniej nie podał jakiegoś innego wytłumaczenia, bo takim wypadku pogrążyłby ich obu.
– Projekt? To tyle wam zadają, że musicie pracować po nocach? – Spojrzenie Fugaku przewiercało go na wskroś.
– Trochę tego było. Nie wyrobiliśmy się na czas i… tak wyszło. – Naruto zaczynał obawiać się dalszego ciągu rozmowy. Miał głupie wrażenie, że Fugaku naprawdę wie i teraz próbuje wydobyć z niego informacje, co dokładnie robił z Sasuke tej nocy. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że kolejne pytanie, które padło, było zupełnie sensowne i że chyba popada w lekką paranoję.
– Więc jesteś jego kolegą z drużyny?
– Ja… jestem… – Cholera niepotrzebnie się zawahał, mógł przytaknąć i już. Na dodatek czuł, że zaczynają go palić policzki. – Jestem…
Schodzący właśnie po schodach Sasuke słuchał z rosnącym rozbawieniem, jak jego ojciec przesłuchuje chłopaka. Wiedział, że Naruto chce go chronić, myśląc, że potrzebuje akceptacji ze strony Fugaku i w tej chwili kochał tego narwanego idiotę bardziej niż kiedykolwiek. Jeśli wcześniej chciał pokazać, że warto było mu wybaczyć ten pijacki wygłup z udziałem Hyuugi, to teraz udowodnił, jak bardzo zależy mu na ich związku. Uśmiechnął się pod nosem. Naruto... Jego idiota znowu to zrobił, jak za każdym razem, zupełnie nieświadomie. Po raz kolejny pokazał mu, choć w tym wypadku raczej przypomniał, to, co oczywiste. A oczywiste było, że ojciec nigdy się nim specjalnie nie interesował. Zawsze bardziej obchodził go Itachi, który obecnie pracował w jego firmie i kiedyś miał ją przejąć, a teraz, gdy Sakura zaszła w ciążę, było wysoce prawdopodobne, że to nienarodzone dziecko stanie się następne w kolejce do schedy po wielkim Fugaku. Sasuke był po prostu młodszym synem, który miał odnosić sukcesy, bo tylko tak mógł zadowolić ojca. I fakt, odnosił je, ale w pewnym momencie doszedł do wniosku, że robi to już tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji. Choć nie… Dla jeszcze jednej rzeczy. Musiał też przecież udowodnić Naruto to, co oczywiste, czyli że jest od niego lepszy. A nie znaczyło nic innego jak to, że miał go za godnego siebie przeciwnika. Rywalizowali kiedyś, rywalizują teraz. I nie miał nic przeciwko temu, by spędzić w ten sposób resztę życia.
– Moim partnerem – dopowiedział resztę. Jego ton był chłodny i spokojny.
– Partnerem? – Fugaku wydawał się być zaskoczony tego typu określeniem. Przecież coś takiego można było źle zinterpretować. – To znaczy w drużynie, tak? Ścigacie się ze sobą?
– Też. Ale nie tylko. – Sasuke podszedł do Naruto, którego Mikoto wciąż obejmowała ramieniem. – On i ja jesteśmy razem – poinformował spokojnie i odsunął chłopaka od matki, jakby nie był pewny jej reakcji. Naruto gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czy on właśnie powiedział… Tak, on właśnie to powiedział!
Twarz Fugaku stężała. Że niby jego syn był… Nawet mu to przez myśl nie chciało przejść. Miał wrażenie, że to jakiś okrutny żart. Rozejrzał się. Kompletnie zszokowana Mikoto miała szeroko otwarte oczy, ten blondyn – jak mu tam było – po prostu stał jak wryty, a Itachi patrzył na brata z lekkim uśmiechem i jakby z… dumą?
– Wiedziałeś o tym? – spytał starszego syna oskarżycielskim tonem. – I nie zareagowałeś?
– Wiedziałem i zareagowałem, i cieszę się, że w końcu Sasuke kogoś ma – stwierdził spokojnie Itachi.
– Przecież to jest nienormalne! – Fugaku wstał gwałtownie. – Sasuke! – Wlepił wzrok w zimne teraz spojrzenie swojego młodszego syna. – Chodź ze mną do gabinetu! Porozmawiamy na osobności! – rzucił gniewnym tonem i ruszył w stronę drzwi.
Sasuke rozważał przez chwilę możliwość odmówienia ojcu, ale uznał, że w końcu i tak nie uniknęliby tej konfrontacji. Skoro już miało do tego dojść wcześniej czy później, to dlaczego nie wcześniej? Konkretnie tu i teraz. Domyślał się, nie, był pewny reakcji Fugaku, ale nie zamierzał mu ulec. To już nie był ten czas, kiedy robił coś dla jego chłodnej pochwały. Nie, ten czas już dawno minął. Teraz był dorosły, żył swoim życiem i przede wszystkim żył po swojemu. Oczywiście, szanował ojca, ale nie miał zamiaru pozwolić mu ingerować w to, co stworzył przez te ostatnie miesiące razem z Naruto.
– Nie martw się. – Spojrzał mu w oczy i z krzepiącym uśmiechem ścisnął lekko nadgarstek. – Tak myślę, że nie ma sensu, żebyś tu czekał, dałbym ci nawet kluczyki, ale coś czuję, że po tym wszystkim samochód będzie mi potrzebny. Itachi? – Spojrzał pytająco na brata, a ten tylko kiwnął głową. – Później się zobaczymy, Naruto. –  Sasuke odwrócił się i poszedł do gabinetu ojca.
Naruto starał się nie patrzeć w stronę, gdzie stała matka Sasuke, obawiał się jej spojrzenia. Miał wrażenie, że będzie go obwiniać za to, jaki stał się jej młodszy syn. W sensie orientacji. Na pewno miała świadomość, że wcześniej umawiał się z dziewczynami, może więc mieć mu za złe, że namieszał Sasuke w głowie.
– Itachi, ja chyba jednak pójdę pieszo – zaczął, ale ten tylko popukał się w czoło.
– W taką pogodę? – Wstał zza stołu i wziął z blatu swoje kluczyki do samochodu. Mikoto w ogóle się nie odezwała. – Mamo, no błagam cię, ty też? – Rzucił spojrzenie kobiecie, która jakby dopiero na te słowa otrząsnęła się. – Nie psuj mi tego idealnego wizerunku samej siebie. Może to Sasuke ma po tobie ładną buzię, ale charakter w całości odziedziczyłem ja. – Objął ramionami rodzicielkę, która uśmiechnęła się na te słowa. To była prawda. Młodszy syn dostał w udziale jej rysy twarzy, starszy – cechy osobowości. Itachi był tak samo łagodny, pełen werwy i optymistycznie nastawiony do życia, choć kiedy trzeba było, potrafił postawić na swoim. Sasuke z kolei zawsze wydawał się być takim samotnikiem, perfekcjonistą, który nie żywił żadnych cieplejszych uczuć do nikogo, za to zawsze zwracał uwagę swoim wyglądem. Już od najmłodszych lat miał swoje wielbicielki, których zachowaniem jednak głównie się irytował. A teraz wreszcie ktoś go zainteresował. I to na tyle, żeby się otwarcie przyznać, nawet, jeżeli wiązało się to z konsekwencjami.
– Eh, Naruto. – Mikoto westchnęła i podeszła do niego. – Skoro mój syn jest z tobą szczęśliwy, to ja nie będę tego utrudniać. A z moim mężem czeka mnie chyba bardzo długa rozmowa.

Naruto z ulgą wypuścił powietrze dopiero wtedy, gdy wyszli z rezydencji i wsiedli do samochodu. To wszystko stało się tak szybko. To wyznanie Sasuke, szok jego matki, wściekłość ojca. Nie odzywał się, bo czuł, że to jeszcze bardziej zaogni całą sytuację. Kiedy Sasuke tak stał i ściskał jego nadgarstek, miał ochotę go objąć i powiedzieć parę słów, ale nie chciał jeszcze bardziej narażać się jego matce. Obawy co prawda okazały się niepotrzebne, ale tego nie mógł przewidzieć. Zresztą, to póki co tylko jedno z rodziców. Z drugim będzie znacznie gorzej.
– Sasuke ci powiedział, że masz się nie martwić. Jest duży, poradzi sobie. – Itachi wyrwał go z zamyślenia.
– No nie wiem – rzucił powątpiewająco. – Wasz ojciec miał minę, jakby chciał go siłą wysłać na terapię szokową. – Naruto osunął się lekko na fotelu i oparł się o niego głową Deszcz padał coraz mocniej, wycieraczki, nawet pracując na pełnych obrotach, ledwo dawały sobie radę z taką ilością wody.
– Tak, prawdopodobnie tak właśnie pomyślał. Ale Sasuke umie postawić na swoim, o czym zdążyłeś się przekonać. W tym wypadku jego upór okaże się zapewne bardzo przydatny. – Itachi wyjechał przez bramę, a potem nakierował ręką pilota, żeby ją zamknąć. – To co, do domu czy w jakieś inne miejsce?
Naruto przez chwilę zastanawiał się, czy nie poprosić o podrzucenie do akademika, bo miał ochotę z kimś porozmawiać i choć na chwilę się oderwać od całej sytuacji, ale ostatecznie uznał, że lepiej poczeka we własnym mieszkaniu na Sasuke. Miał złe przeczucia.
– Do domu.

*Sms, o którym mowa, był częścią planu Sasuke w rozdziale ósmym.