22 lutego 2011

Rywale - rozdział 30


Tak właśnie myślałam, że wszyscy pokochacie Sakurę i będziecie życzyć jej szczęścia:D
A  serio, to zapraszam na rozdział 30. Betowała Alien.
I jeszcze jedno. Nie powiadamiam już na gg. Jak ktoś chce, niech doda mój numer do kontaktów, informacja o nowej notce pojawi się w opisie:)
______________________________________

Skąd pół godziny później pół uczelni wiedziało o ciąży Sakury, pozostawało słodką tajemnicą. Przeciek z dziekanatu, gdzie taką informację Haruno zapewne zgłosiła, czy może ktoś podsłuchał rozmowę Naruto z Sasuke? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że kiedy tylko Uchiha przekroczył próg auli, na której miały odbyć się zajęcia z Asumą, został zewsząd zaatakowany rozczarowanymi   spojrzeniami dziewczyn z roku.
- Co jest, do cholery? – Zerknął zdezorientowany na Naruto, ale ten wzruszył ramionami i pokręcił głową w odpowiedzi.
Przeciskali się do jednego z tylnych rzędów, starając się ignorować fakt, że wszyscy nadal patrzyli w ich stronę, jednak w pewnym momencie blondyn zagapił się i wpadł na jakąś koleżankę z roku. Kojarzył ją tylko po kolorze włosów, były prawie czerwone. Czerwone...  Uzumakiego coś  tknęło. Taki kolor miała też kelnerka z „Wyjścia Ewakuacyjnego”. Widziała jak się całowali, a Sasuke nie najlepiej ją potraktował. W jednej chwili blondynowi zrobiło się niesamowicie gorąco, a serce zaczęło bić tak szybko, jakby miało wyskoczyć z piersi. Pociągnął Uchihę za rękaw i spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Czy oni dowiedzieli się też o nas? – wyszeptał, prawie że niedosłyszalnie. Skoro informacja o Sakurze rozeszła się w tak szybkim tempie, to co, jeżeli tamta dziewczyna zna kogoś z ich roku? Rozejrzał się dookoła, szukając Kiby i Shikamaru. Jeżeli będą wiedzieć o co chodzi, wyjaśnią, zamiast bezczelnie się gapić. Jednak przyjaciół jeszcze nie było.
Sasuke przełknął nerwowo ślinę, też skojarzył sytuację z klubu. Naruto mógł mieć rację. Tylko, że  nie byli jeszcze gotowi, aby ujawnić się znajomym, a co dopiero wszystkim tym, bądź co bądź, obcym ludziom. Poza tym, jego rodzice akurat byli w mieście. Kiedyś by się dowiedzieli, ale nie teraz..., nie teraz, kiedy nie był jeszcze pewien... Zaraz... Nie dokończył zdania nawet w myślach. Czego on właściwie nie był pewien? Siebie? Naruto? W tym momencie chwycił blondyna za rękaw i wyciągnął z powrotem z sali.
- Zaraz zajęcia. - Zdezorientowany Uzumaki szedł za brunetem, który po wyjściu z auli skręcił w korytarz prowadzący do szatni. Same szatnie znajdowały się obok holu na parterze, ale praktycznie nikt z nich nie korzystał. Nic dziwnego, skoro większość studentów przemieszczała się w ciągu dnia między budynkiem głównym, a pływalnią, czy halą sportową.
- Naruto – Sasuke znalazł kąt w głębi pomieszczenia i zatrzymał się pod jednym z okien między wieszakami. W pomieszczeniu było pusto, groźba podsłuchania rozmowy praktycznie nie istniała. - A co, jeżeli wiedzą? - spytał, twardo akcentując pierwszą cześć wypowiedzi. Przyglądał się blondynowi uważnie.
Naruto oparł się o ścianę i zdjął z jednego z wieszaków metalowy, okrągły krążek z numerem. Zaczął przekręcać go w palcach, intensywnie nad czymś się zastanawiając.
- Co masz na myśli? – odezwał się w końcu.
Uchiha podszedł bliżej i wyjął mu z rąk zabawkę, rzucając ją na parapet obok.
- Będziesz chciał zaprzeczyć? - spytał tym razem wprost. Sam nie wiedział, co robić, ale wolał znać zdanie Uzumakiego.
Chłopak spojrzał na niego dopiero po chwili, jednak, ku zdziwieniu bruneta, tym razem w niebieskich oczach była pewność i stanowczość.
- Nie. - Właśnie przed chwilą podjął taką, a nie inną decyzję. Jeżeli o niego chodzi, nie będzie wypierał się tego, co sprawia, że wreszcie czuje się szczęśliwy. - A ty? - Uniósł brwi pytająco. Jego własna decyzja  niczego przecież jeszcze nie zmieniała, sprawa dotyczyła ich obu.
Uchiha nie odpowiedział, zamiast tego przyciągnął chłopaka do siebie i pocałował. Naturo nie zastanawiając się zbytnio, oddał pocałunek, wplatając ręce w czarne włosy. Wyczuł, że kąciki ust Sasuke lekko się uniosły.
- Z czego się śmiejesz? - Przejechał nosem po bladym policzku, zostawiając chwilowo usta w spokoju.
- To miejsce publiczne, a ty nie protestujesz – stwierdził brunet, nadal jednak nie puszczając blondyna.
- Skoro i tak chyba już wiedzą... – Naruto uśmiechnął się rozbrajająco. – Zresztą przypominam, że ostatnio w klubie też wykazałem inicjatywę.
Obaj parsknęli śmiechem, na wspomnienie miny kelnerki, choć tak naprawdę właśnie tamta piątkowa „inicjatywa” postawiła ich dzisiaj przed dosyć trudnym wyborem. Wyborem, którego jednak obaj już dokonali, a teraz będą musieli zmierzyć się z konsekwencjami.
- Chodźmy, i tak jesteśmy spóźnieni – Uchiha niechętnie puścił chłopaka, a Naruto sięgnął po leżące na parapecie metalowe kółko.
- Jaka jest twoja szczęśliwa liczba? – spytał bruneta.
- Nie wierze w takie bzdury. – Sasuke wzruszył ramionami.
- Ja też nie, ale wiesz, tak na wszelki wypadek, niech to może dzisiaj będzie trzydzieści siedem. – Pokazał czarnowłosemu numer wyryty w metalu i odwiesił krążek na wieszak. Odetchnął głęboko. Teraz czekała ich konfrontacja z resztą szkoły.

Spóźnili się na wykład, więc po wejściu do auli zajęli pierwsze lepsze miejsca, nie chcąc się niepotrzebnie rzucać w oczy. Choć, zdaniem Sasuke, to i tak było bez znaczenia, bo jeśli ich domysły były słuszne, stanowili teraz naczelną atrakcję bez względu na to, gdzie usiedli. Brunet chciał rozejrzeć się dyskretnie, ale Neji, który siedział rząd niżej, właśnie odwrócił głowę i popatrzył na niego w dziwny sposób.
- No co? – Uchiha niemal warknął na kolegę.
- Nic. – Długowłosy wzruszył ramionami. - Tylko nie wiem czy mam gratulować, czy raczej... - zastanowił się chwilę – składać kondolencje – dokończył.
Naruto ogarnęło znajome uczucie kulki w żołądku. A więc zaczyna się – pomyślał. Ciekawe tylko, czy po tak dosadnym stwierdzeniu Hyuugi, inne okażą się tak zwana pestką, czy wprost przeciwnie – będzie jeszcze gorzej.
Uchiha spiorunował Nejiego wzrokiem. Sugerowanie, że fakt bycia gejem jest jak kopanie grobu dla siebie samego, to była przesada. Mimo wszystko nie spodziewał się takich słów od Hyuugi.
- Możesz mi pogratulować – odparł z wyższością.
- No to gratuluję... tatusiu. - Długowłosy skrzywił się i odwrócił do chłopców plecami.
- Tatusiu? - Naruto z wrażenia upuścił długopis.


- Niech to szlag! - Sasuke z całej siły kopnął w oponę swojego samochodu. W uszach wciąż dźwięczały mu słowa: ojcem dziecka Sakury jest Uchiha.
Mało kto wiedział, że Haruno spotykała się z Itachim, za to chyba każdy na uczelni pamiętał, jak biegała za Sasuke. Więc jakby nie patrzeć, kojarząc nazwisko, dopowiedzieli sobie całą historyjkę.
Naruto stał obok, jednak wolał teraz nic nie mówić. Dziwnie się czuł. Z jednej strony trochę mu ulżyło na myśl, że jeszcze przez jakiś czas będą mogli cieszyć się prywatnością, bo to nie ich sekret wyszedł na jaw. Z drugiej strony jednak rozumiał Uchihę. Miał prawo być wściekły. Kiedy wyszli z auli, jakiś chłopak zawołał za brunetem: „Hej, tatuśku”. Sasuke odwrócił się i gdyby nie interwencja Uzumakiego, rozwaliłby temu studentowi nos. Mało kto kojarzył fakty tak jak Shikamaru, który od razu sprowadził na ziemię Kibę, kiedy tamten zaczął snuć domysły, na temat rzekomego ukrywanego związku Sasuke i Sakury. Neji poczuł się naprawdę głupio, że uwierzył w rewelacje Tenten, przecież znał Uchihę tyle czasu. Uświadomił błąd zarówno swojej dziewczynie jak i kilku innym studentom, jednak ciężko będzie teraz wytłumaczyć wszystkim, że mylą osoby.
- Skąd oni do cholery wiedzą? - Sasuke chwycił komórkę, wybierając z listy numer Itachiego. Kiedy po sześciu sygnałach brat nadal nie odbierał, rozłączył się.
- Chcesz jechać ze mną? - zwrócił się do Naruto, chowając telefon, a wyjmując kluczyki od samochodu.
- Gdzie?
- Do Sakury! - Brunet otworzył drzwi auta i usiadł za kierownicą.

Przez całą drogę Naruto próbował wyperswadować Sasuke ten pomysł, zwłaszcza, że brunet nadal był wściekły. Bez skutku. Uchiha nie dał sobie nic powiedzieć, uparł się, więc ostatecznie Uzumaki mógł tylko czekać na rozwój wydarzeń.
- Skąd wiesz, gdzie ona mieszka? – zdziwił się tylko, gdy Uchiha zaparkował  tuż przed domem Haruno.
- Kiedyś byłem zmuszony ją odprowadzić – zaakcentował słowo „kiedyś” i spojrzał wymownie na blondyna. Naruto zrozumiał, że chodziło o sytuację, w której rzekomo odbił mu dziewczynę. – Poczekaj tu na mnie, ok? - bardziej poinformował, niż spytał.
- Lepiej pójdę z tobą – Uzumaki chciał odpiąć pas bezpieczeństwa, ale ręka bruneta go powstrzymała. - Nie, chcę załatwić to sam. - Tym razem głos zabrzmiał stanowczo.
Blondyn tylko wzruszył ramionami. Patrzył jak Sasuke otwiera furtkę i podchodzi do drzwi małego domku w kolorze piasku.
- To po co chciałeś, żebym z tobą jechał? – westchnął i oparł się wygodniej na fotelu. Zanosiło się na to, że trochę tu poczeka.

Wysoka, zielonooka blondynka, najwyraźniej matka Sakury, zaprosiła Uchihę do środka. Przyglądała mu się chwilę.
-         Jesteś bratem Itachiego? – zapytała w końcu, wyraźnie zaskoczona jego obecnością.
Sasuke skinął głową i wyjawił cel wizyty. Przeszła mu przez głowę ironiczna myśl, że Itachi musiał często tutaj bywać, skoro pani Haruno  tak dobrze go kojarzy.
- Sakura jest na górze. – Wskazała schody i pokój na końcu korytarza. - Napijesz się czegoś? - Odmówił grzecznie i nie zwlekając, wszedł na piętro.  Drzwi do pokoju Sakury były zamknięte, zapukał więc, a po krótkim „proszę”, wszedł. Dziewczyna siedziała na łóżku z podkulonymi nogami. Na widok młodszego Uchihy drgnęła.
- Co tu robisz? - zapytała szorstko.
- W co ty pogrywasz? - Sasuke nie zamierzał odpowiadać na pytanie, tylko od razu przeszedł do rzeczy. Odpowiedziało mu zdziwione spojrzenie. - Rozpaplałaś, że jesteś w ciąży z Uchihą, a cała akademia myśli, że to moja sprawka – uniósł ton.
- Bzdura! – Spojrzała na niego z pogardą. – O tym wiedzą tylko w dziekanacie i wierz mi, nie prosili o podanie nazwiska ojca. – Wstała i podeszła do niego. - A ty nie masz prawa przychodzić do mojego domu i mnie obrażać. Wyjdź!
- Wyjdę, ale najpierw powiesz mi, dlaczego tak potraktowałaś mojego brata? – Sasuke nie cofnął się nawet o milimetr. Skoro to nie ona rozpowiedziała, to kto - pomyślał.
- Ja? Ja go potraktowałam? Dał do zrozumienia, że nie chce tego dziecka, więc nie waż się mówić, że to moja wina. – Zacisnęła ręce z bezsilnej złości. – Myślałam, że jest zupełnie inny niż ty. Tak, ty – powtórzyła, widząc zaskoczone spojrzenie Sasuke. - Byłam w tobie tak ślepo zakochana, że nie docierało do mnie, kim jesteś. Teraz widzę, jak traktujesz ludzi. Umawiasz się z dziewczynami, spędzasz z nimi noc i znikasz bez słowa, nie zaszczycając ich na korytarzu nawet zwykłym „cześć”. Wiesz, że jedna twoich ofiar omal nie wpadła przez ciebie w depresję?  - wyrzuciła oskarżycielsko.- Nie, pewnie, że nie wiesz, bo co cię to obchodzi – nie czekała nawet na odpowiedź chłopaka. Wiem, co o mnie sądzisz, ale ty sam nie jesteś lepszy – stwierdziła dobitnie.
- To nie ma teraz nic do rzeczy – odparł, chociaż poczuł się naprawdę głupio, gdy wypomniała jego dawne przygody. Tylko, że to było zanim między nim i Naruto...
- Wam, facetom, wydaje się, że w momencie, gdy wy robicie takie rzeczy, jest ok, ale kiedy dziewczyna popełni błąd, to jest dziwką, tak? - No cóż, niestety trafiła w sedno. Większość tak właśnie uważała, choć Sasuke ani myślał przyznawać jej racji. Chciał coś powiedzieć, ale nie dala mu dość do słowa.
- Widziałam, jak starałeś się zniszczyć mój związek z Itachim. – Wskazała go palcem. - I wiesz co? Udało ci się. Więc zostaw mnie w spokoju.