1 października 2016

Rywale - rozdział 43


Rozdział taki trochę z przymrużeniem oka

__________________________________________________

Sasuke i Naruto pojawili się na uczelni dość wcześnie rano. Pierwsze mieli zajęcia na basenie i woleli się na spokojnie przebrać i uniknąć ataku wścibskich spojrzeń, które na pewno pojawiłyby się, gdyby ludzie widzieli, że przyjechali razem. Sasuke miał świadomość, że w końcu wszyscy i tak się zorientują w sytuacji, ale chciał mieć dla siebie i Naruto chociaż spokojny poranek.
Oczywiście po tym wszystkim, co wydarzyło się wczoraj, nie wypuścił chłopaka z domu. I choć spanie w dwie osoby na jednoosobowym łóżku nie było jakoś szczególnie wygodne, to żaden z nich nie narzekał. Sasuke westchnął i rozejrzał się po praktycznie pustym jeszcze parkingu. Miał ochotę pocałować Naruto, ale komórka w kieszeni  jego spodni zaczęła dzwonić. Wyjął ją i spojrzał na wyświetlacz.
– Inuzuka? – spytał sam siebie. – A ten czego może ode mnie chcieć? – Naprawdę się zdziwił, ale odebrał.
– Uchiha? – Kiba darł się do słuchawki. – Posłuchaj, Naruto miał wypadek! Musisz natychmiast się z nim zobaczyć!
– Jaki wypadek? – Sasuke uniósł brwi. Albo Kiba coś pomieszał, albo on sam źle zrozumiał. Przecież Naruto stał obok niego i miał się całkiem nieźle, a nawet, sądząc po rozleniwionym uśmiechu na twarzy, lepiej niż nieźle.
– Jaki? Eee… – Kiba zawahał się. – Straszny. Tak, straszny!
– Straszny? A to ciekawe…
– Czy ty już jesteś tak nieczułym draniem, że nie obchodzi cię, że on może umrzeć? – Kiba tak się wydarł do słuchawki, że Sasuke musiał odsunąć telefon od ucha. – Zniknie i już go więcej nie zobaczysz. On by cię na pewno nie zostawił. Jesteś zimnym dupkiem, którego  nie obchodzi, że on…
– Ależ skąd, obchodzi mnie to i to bardzo. – Przerwał ten potok słów na pozór bardzo spokojnym głosem. – Dodatkowo mogę zagwarantować, że ten straszny wypadek może kogoś zaraz naprawdę spotkać, a wtedy ten ktoś umrze na pewno, bo sam go zabiję!  – warknął do słuchawki i rozłączył się.
– O co chodzi? – Naruto patrzył na niego z niezrozumieniem. – Ktoś miał jakiś wypadek? Kiba, Shikamaru?
– Nie. Ani Kiba, ani Shikamaru, tylko ty. Inuzuka za dużo pije czy przestawił się na dragi? – Sasuke uniósł pytająco brwi. – Hmm, a może to wasz wspólny pomysł? – Zmrużył zaczepnie oczy i spojrzał na swojego chłopaka, jakby to od niego oczekiwał wyjaśnień.
– Nie mam z tym nic wspólnego –  stwierdził Naruto i faktycznie wyglądał, jakby nie miał pojęcia, co jest grane. Ale Sasuke znał go już na tyle dobrze, iż wiedział, że ten jak chce, to potrafił zgrywać niewiniątko. Zdążył już się o tym przekonać kilka razy.
– Taak? – Zbliżył się i oparł ręką o murek tuż nad jego głową. –  I chcesz mi powiedzieć, że to wcale nie był twój plan awaryjny, na wypadek, gdyby ci się wczoraj ze mną nie udało? Wcale, ale to wcale nie chciałeś mnie w ten sposób podejść, mając nadzieje, że ruszą mnie wyrzuty sumienia i zmartwię się twoim losem? – Sasuke pochylił się nad nim, a czarne oczy świdrowały go na wskroś. Naruto stał pod tym spojrzeniem jak zahipnotyzowany i nie był w stanie odwrócić głowy. Zresztą, wcale nie chciał. Sasuke mógł sobie udawać, że się złości, ale wiedział, że wcale tak nie było. Za to on sam miał ochotę rzucić się na swojego chłopaka i wytłumaczyć mu co nieco niewerbalnie. Aż w końcu zamiast na zajęcia, trafili by do jego mieszkania i nie wyszli z niego do jutra. Sasuke chyba wyczuł, o czym myśli, bo odsunął się lekko. To było bardzo kuszące, ale… lepiej nie dawać Kakashiemu kolejnego powodu do furii i wyżywania się na nich.
– Draniu, przecież ty nawet nie wiesz, co to są wyrzuty sumienia – mruknął Naruto, niezadowolony, że przerwano mu taką przyjemną wizję. – Poza tym ja na pewno nie wpadłbym na tak głupi pomysł.
– Co do tego mamy akurat odmienne zdanie. Ty, Inuzuka i mój brat stanowilibyście idealne trio, mogące swoimi wymysłami doprowadzić świat do samounicestwienia. A, nie, czekaj. Jest jeszcze taki jeden, przyjaciel Itachiego, Sasori, raczej go nie znasz. Ten to przebija was wszystkich razem wziętych.
– Bardzo śmieszne. A co do tego wypadku, to naprawdę nie mam z tym nic wspólnego. – Naruto poprawił torbę na ramieniu i ruszył powolnym krokiem w stronę pływalni. Chwilę później Sasuke go dogonił. Uznał, że jeżeli to faktycznie nie sprawka jego chłopaka, a Kiby, to z nim policzy się później.
Szli chodnikiem wzdłuż murku, nie musieli się spieszyć, do treningu zostało jeszcze trochę czasu.
– Sasuke… – Naruto spojrzał na niego. – A czy gdyby faktycznie coś mi się stało, zmartwiłbyś się?
– Naprawdę musisz zadawać mi teraz takie głupie pytania?
– Chcę wiedzieć!
– Ehh, stój. – Sasuke zatrzymał się, bo coś go tknęło. Zerknął do swojej torby sportowej, najwyraźniej czegoś szukając. – Zaczekaj na mnie, zapomniałem notatek z samochodu, a potem nie będzie mi się chciało po nie wracać. – Zostawił chłopakowi torbę i pobiegł na parking.
Naruto zastanawiał się, czy faktycznie czegoś zapomniał, czy po prostu chciał uniknąć tematu. I tak nie zamierzał odpuścić, musiał poznać odpowiedź. Musiał wiedzieć, czy Sasuke, gdyby wczoraj się nie pogodzili, w ogóle jakoś by zareagował.
– Naruto, jak dobrze że już jesteś! – Zdyszana Ino prawie wpadła na niego, zatrzymując się może centymetr przed jego twarzą. – Widziałeś gdzieś Uchihę?
– Przy samochodzie. – Wskazał kierunek ręką i odsunął się odrobinę. – Coś się stało? – spytał. Ino raczej nie miała w zwyczaju biegania po uczelni i wpadania na ludzi.
– Chodź. – Chwyciła go za rękę i zmusiła, żeby szybkim krokiem poszedł za nią w stronę parkingu. Sasuke nadal tam był i jeszcze czegoś szukał w bagażniku.
– A wy co… – Odwrócił się, trzymając w dłoniach jakiś notatnik, a jego wzrok powędrował do ręki Naruto, która nadal była trzymana przez Ino. Ta, widząc to, szybko ją puściła.
– Słuchajcie. Kakashi was szuka i jest niesamowicie wściekły. Mamrotał coś w stylu ”jak nie zaczną współpracować, to im nogi z dupy powyrywam”. Więc wpadłam na fantastyczny pomysł, jak was pogodzić! – Ino uśmiechnęła się przebiegle. Zanim którykolwiek z nich zdążył coś powiedzieć, chwyciła obiema rękami kołnierz granatowej kurtki Sasuke i pocałowała go z premedytacją. – No, to teraz jesteście kwita! – Oderwała się, zanim chłopak zdążył ją odepchnąć i znów się uśmiechnęła, oczekując ich reakcji.
Zszokowany Naruto stał z otwartymi ustami, a mina Sasuke zaczynała wyrażać chęć mordu. Jednak to nie groźba w czarnych oczach sprawiła, że chwilę później aż się cofnęła, ale szczegół, na który dopiero teraz zwróciła uwagę. Wcześniej po prostu była chyba zbyt podekscytowana swoim pomysłem, który wydawał się jej genialny, by to zauważyć. A ten szczegół był naprawdę istotny! Przecież Naruto przez cały czas miał na ramieniu dwie torby sportowe! A jedna z nich, poznała, była własnością Sasuke!
– O o… – Przełknęła nerwowo ślinę. – Więc wy… To może ja jednak już pójdę – mruknęła i wycofała się ostrożnie, a potem biegiem ruszyła z powrotem w stronę budynku pływalni. Wolała nie przekonywać się na własnej skórze, co Uchiha byłby w stanie jej w tym momencie zrobić za tak brutalne wtargnięcie w jego strefę intymną. I to jeszcze na oczach Naruto!

Sasuke zatrzasnął bagażnik, w myślach cały czas wygrażając Ino. To już dzisiaj druga osoba, którą miał ochotę zamordować.
– Podobało ci się? – usłyszał niepewny głos. Spojrzał na Naruto, który nadal stał osłupiały. W rękach ściskał paski obu toreb. Sasuke rozluźnił mu delikatnie dłoń i zabrał swoją.
– Nie. I jak sam widziałeś, chciałem ją odepchnąć. Chodź, bo jak tak dalej pójdzie, to jeszcze się spóźnimy.
– Wiem, ale…  – Sasuke, który już zrobił kilka kroków w stronę chodnika odwrócił się.
Naruto nawet się nie ruszył. Wiedział, że jego chłopak nic nie zrobił, ale przez sam fakt, że zobaczył na własne oczy, jak inna osoba go całuje, coś ścisnęło go w żołądku. Skoro tak zareagował na zwykłą prowokację, to jak musiał czuć się Sasuke, kiedy dowiedział się o jego – jakby nie było – zdradzie.
– Naruto… chodź. – Sasuke podszedł do niego i ścisnął dyskretnie za nadgarstek. – I nie myśl za dużo, bo ci to nie wychodzi – dodał.
– Czy ty zawsze musisz być wrednym dupkiem? – odgryzł się Naruto, ale na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Chyba faktycznie za dużo myślał. W końcu, jakby nie było, Sasuke, ten zadufany w sobie drań, znów należał do niego. I to było teraz najważniejsze.

Plany spokojnego, bezstresowego poranka okazały się kompletną klapą. Kiedy dotarli w końcu do szatni, większość kolegów z roku już tam była. Kiba, który zobaczył wzrok Sasuke, miał ochotę uciec, ale ten mu nie pozwolił i łapiąc za koszulkę, dość brutalnie zmusił, żeby usiadł z powrotem na ławce.
– Wiesz, Inuzuka, ty mnie tak prowokujesz i prowokujesz. Mam nieodparte wrażenie, że chcesz, żeby to ciebie spotkał ten wypadek.
– Jaki wypadek? – Kiba rozglądał się w poszukiwaniu ratunku w postaci na przykład Shikamaru, ale nie było go już w pomieszczeniu.
– Straszny. – Sasuke pochylił się nad nim groźnie, jakby zaraz miał zamiar skręcić mu kark.
– Eh, zostaw go. – Naruto stanął między nimi. – Nie ty przypadkiem mówiłeś, że zaraz się spóźnimy?
Sasuke jeszcze raz rzucił ostrzeżenie Kibie, po czym ściągnął kurtkę i zaczął rozpinać koszulę.
– A ty na co czekasz? Mam ci pomóc? – mruknął do Naruto tak cicho, że tylko on i Kiba mogli to usłyszeć. Kiba wybałuszył oczy, ale w końcu uznał, że na chwilę obecną da sobie spokój z pytaniami. Właśnie szukał swojej rzuconej gdzieś między ciuchy komórki, gdy drzwi wejściowe z hukiem się otworzyły i do pomieszczenia wtargnął Kakashi.
– Tu was mam, gołąbeczki! – Chwycił Sasuke i Naruto za kołnierze i mimo protestów, że przecież nie skończyli się przebierać, dosłownie wywlókł ich z szatni. – Chodźcie, porozmawiamy sobie. Tak po męsku. – Pociągnął ich w stronę kantorka po śliskiej mokrej podłodze tuż przy basenie, przez co Naruto omal się nie wywrócił, ledwo jakimś cudem zachowując równowagę. Studenci, którzy siedzieli w pobliżu, patrzyli na tę całą scenę z rozbawieniem. Nie obyło się też oczywiście bez szeptów i chichotów, tak znienawidzonych w ostatnim czasie przez nich obu.
Chwilę później zostali wepchnięci do gabinetu.
– A teraz, żeby było jasne – warknął Kakashi, zamykając drzwi i ruchem głowy każąc im siadać. – Nie obchodzi mnie, co ze sobą robicie w czasie wolnym, czy się kochacie, czy nienawidzicie. Mnie obchodzą wasze wyniki! I ja wam wcale nie grożę, o nie. Ja was tylko informuję, że jeżeli nie załatwicie wszystkiego między sobą tu i teraz, to urządzimy sobie wycieczkę do Tsunade. I to w tych strojach – uśmiechnął się ironicznie, świadomy, że nie mają na sobie spodni, a jedynie kapielówki.
– Tylko że… – odezwał się Naruto, ale Kakashi uciszył go gestem i chwycił klucz.
– Wasze treningi to ostatnio i tak jakaś kpina. Macie godzinę, zróbcie coś z tym, byle obyło się bez rękoczynów. Jeżeli się w jakikolwiek sposób pouszkadzacie, to ja was w odwecie własnoręcznie pozabijam. – Kakashi otworzył drzwi i wyszedł. Usłyszeli dźwięk przekręcanego zamka.
– Zaraz, chwila! – Sasuke poderwał się z kanapy i chwycił za klamkę. Drzwi ani drgnęły. Obaj próbowali zawołać trenera, ale albo nie słyszał, albo udawał, że nie słyszy. – Nie no, to się robi coraz bardziej absurdalne.
– Zapomniał swojej podkładki – Naruto podszedł do jednego z krzeseł i wziął do ręki nieodzowny atrybut trenera. – Wiesz, Sasuke, zawsze zastanawiało mnie, po co mu w ogóle ta podkładka, skoro i tak nigdy na niej nie pisze. Głównie na nią patrzy. – Z ciekawości przerzucił pierwszą czystą kartkę, potem drugą, trzecią… Był ciekaw, czy pod spodem znajdzie jakieś notatki. I owszem, znalazł. Tylko że nie żadne notatki, a coś, co wyglądało jak wydruk strony książki. Przeczytał kilka pierwszych zdań i szczęka dosłownie mu opadła. A zaraz potem zaczął się histerycznie śmiać.
– Co ty tam takiego znalazłeś? – Sasuke zajrzał mu przez ramię. – Jej wnętrze było ciasne i gorące, czuł że zaraz eksploduje, jeżeli… – przeczytał na głos. – Dobra, nieważne. Chyba nie chcę wiedzieć, co jest po „jeżeli”. – Odsunął się, a jego mina wyrażała totalne zdegustowanie. – To tym właśnie zajmuje się Kakashi na naszych treningach?
Naruto dalej śmiał się jak oszalały, aż w pewnym momencie dostał czkawki.
– Nie mogę, po prostu nie mogę! – Starał się uspokoić, ale przypominanie sobie treści mu to uniemożliwiało, bo powodowało nowe wybuchy wesołości. W końcu coś sobie uzmysłowił i udało mu jako tako się opanować. –  Wiesz co, Sasuke, jak już jesteśmy w klimacie, to… – Podszedł bliżej i pocałował chłopaka, odrzucając na stolik pornograficzną powieść ich trenera.
– Czy mi się tylko zdaje, czy stałeś się bardziej chętny do pocałunków w miejscach publicznych? – Sasuke odsunął go od siebie na długość ramion i przyjrzał się uważnie jego twarzy.
– Tu jesteśmy sami. Poza tym przez prawie dwa tygodnie musiałem się bez nich obejść, więc przestań być wrednym egoistą i daj mi się teraz tym nacieszyć.
Sasuke uśmiechnął się lekko i z powrotem przyciągnął do siebie chłopaka. Jemu też go brakowało, choć oczywiście nie zamierzał się do tego nikomu przyznawać. Uwielbiał całować Naruto, to było nieporównywalnie lepsze od jego wszystkich dotychczasowych doświadczeń, a miał ich sporo. Chociaż nie. Była jedna rzecz lepsza od całowania Naruto – seks z Naruto.
Nagły szczęk zamka i odgłos otwieranych drzwi sprawił, że oderwali się od siebie i odskoczyli tak gwałtownie, że Naruto dość niefortunnie wpadł na stolik, który złożył się pod jego ciężarem. Dwa kubki z kawą i reszta rzeczy, w tym jakieś papiery, wylądowały po części na nim, po części na podłodze.
– Zapomniałem dodać, żebyście nie demolowali mi kanciapy. – Kakashi stał w drzwiach i patrzył na nich zdumiony. Wrócił tylko po swoją podkładkę, a zastał coś, czego na pewno się nie spodziewał. Zdążył zobaczyć, co robili, zanim zorientowali się w sytuacji. – Już się pogodziliście? Tak szybko? – Zamrugał i zerknął na zegarek. Nie było go co najwyżej dziesięć minut.
– Można tak powiedzieć – potwierdził Sasuke, zbierając z podłogi Naruto, którego koszulka była obecnie cała w fusach. – Czy w takim razie możemy już stąd wyjść? – spytał.
– Eee… Tak, chyba tak – mruknął Kakashi, patrząc zdezorientowany na rozwalony stolik. –  I to już? – spytał sam siebie, gdy opuścili pomieszczenie. – Wystarczyło ich razem zamknąć na kilka minut? Albo mnie wkręcają… – Zastanowił się chwilę, ale pokręcił głową. Przecież widział ich na własne oczy. Nie mogli udawać, nie wiedzieli, że wróci i byli tak samo zaskoczeni jak on. W takim razie… Tak! Pogratulował sobie w duchu sukcesu i uśmiechnął się rozpromieniony. – Jestem cudotwórcą!
Chwilę później jego wzrok padł na nieodłączną podkładkę do notowania, której pierwsze białe kartki zostały założone do tyłu, za to widać było jedną ze stron jego ulubionej książki. I już nawet mniejsza o fakt, że była teraz cała ubrudzona fusami. Po prostu był pewien, że on sam nigdy w życiu tak by jej nie zostawił. Wychodziło więc na to, że… oni musieli to czytać!
 – Cholerne szczeniaki! – jęknął, bo jego mały sekret właśnie został odkryty. – Już ja im odpłacę pięknym za nadobne!