27 lutego 2011

Rywale - rozdział 31



Lady Butterfly – co ty się tak na tą Sakurę uparłaś:) Nikt nie jest tylko zły albo dobry.

Aris013 – masz rację co do Itachiego, jeżeli chodzi o drugą część wypowiedzi.
Kauru – rasowy facet:) No dużo osób tak właśnie to postrzega.
Bumbum – ciekawi mnie, kim jesteś, ze względu na nick.
Kuroneko – wena jest.
Ikuko – za co? :P
Daimon – jako jedna z niewielu osób zwróciłaś uwagę na scenę szatni. Cieszy mnie to.
Alien – niedoszły macoch? Powaliłaś mnie ty stwierdzeniem :)
Dżem – pewnie jakby Sakura została świętą i tak byś jej nie lubiła :P
Argentine – no taki kolor wymyślił jej twórca mangi :)
Revira – musze sprawdzić, jak uśmiecha się mysz do sera :)
Pazurek – chyba się jednak rozczarujesz.
Koko – też lubię niepewnego Uzumakiego. Ale to nie była Karin, tylko ktoś o podobnym kolorze włosów.

Co do rozdziału napiszę tylko, że miał wyglądać zupełnie inaczej. Ale wyszło jak wyszło.
Betowała Kuroneko

______________________________________


Uchiha Itachi prowadził samochód spokojnie, trzymając obie ręce na kierownicy. Nie włączył radia i nie nucił pod nosem, jak to miał w zwyczaju. Tym razem wolał skupić się na drodze oraz na tym, co powiedzieć Sakurze. Nie było to łatwe zadanie, tym bardziej, że nie wiedział, czy dziewczyna nie wyrzuci go z domu, zanim w ogóle zdąży otworzyć usta.  Haruno była porywcza, z czego Itachi doskonale zdawał sobie sprawę, ale między innymi za to ją właśnie lubił. Choć „lubił” to chyba zbyt mało powiedziane. Uchiha zredukował bieg, bo właśnie wjeżdżał na rondo. Zachował się jak bałwan, to nie podlegało dyskusji. Choć Sasori był zdania, że taka jest normalna reakcja każdego faceta na wieść o nieplanowanej ciąży,  dla Itachiego nie stanowiło to żadnego usprawiedliwienia. On, zawsze odpowiedzialny za innych, tym razem zwyczajnie „dał plamę”. Zatrzymał się na czerwonym świetle i przymknął oczy. Wczorajszy wieczór spędził w towarzystwie znajomych i poinformował ich o tym, że zostanie ojcem. Początkowe reakcje były różne, ale po którymś z kolei drinku wszyscy zgodnie przyznali, że nie będzie tak źle. W końcu każdy mężczyzna musi kiedyś, jak stwierdził nie najtrzeźwiejszy już Deidara, „zasadzić dom, spłodzić drzewo  i wybudować syna”. Uchiha mimo wszystko uśmiechnął się na wspomnienie tamtych słów i skręcił w uliczkę domków jednorodzinnych. Parkując przed domem Sakury, z wrażenia omal nie uderzył w żywopłot, widząc na miejscu obok hondę Sasuke. Zgasił silnik i chwytając z siedzenia pasażera kurtkę, wysiadł z samochodu. Rzucił okiem na tablicę rejestracyjną, nie mogło być mowy o pomyłce. To na pewno było auto jego brata, tylko co on tu robił?

Znudzony Naruto zmienił stację radiową, jak na złość nic ciekawego nigdzie nie mógł znaleźć. Westchnął i obrócił głowę w lewo, chcąc po raz któryś z kolei sprawdzić, czy Sasuke przypadkiem nie wraca. Jednak tym razem, zamiast drzwi domu państwa Hauno, zobaczył głowę drugiego z Uchihów. Itachi, także zdziwiony widokiem blondyna w samochodzie, otworzył drzwi i zajrzał do środka.
- Cześć, gdzie Sasuke – spytał.
- Cześć. - Naruto, którego okrycie wierzchnie leżało z tylu, zadrżał lekko przez powiew zimnego powietrza. Brunet, widząc to, usiadł na miejscu kierowcy i zatrzasnął drzwi.
- No więc? – ponaglił.
- U Sakury. – Uzumaki wzruszył ramionami, nie było sensu kłamać.
Itachi zmarszczył brwi.
- Po co tam poszedł? – Nie rozumiał, dlaczego jego brat miałby rozmawiać z  Haruno.
- Mieliśmy pewien problem – odparł blondyn, chwilę później dopiero zdając sobie sprawę z tego, że w tym wypadku dziwnie zabrzmiało użycie liczby mnogiej. Mając nadzieję, że Itachi nie zwróci na to uwagi, streścił w kilku słowach dzisiejszą sytuację.
- Żartujesz, prawda? – Długowłosy chłopak oparł łokcie na kierownicy, przypatrując się Naruto uważnie. – Nie żartujesz – odpowiedział po chwili sam sobie, widząc, jak blondyn przecząco kręci głową. – Sasuke musi być wściekły – mruknął. Tym razem niebieskooki kiwnął potakująco.
Itachi westchnął i utkwił wzrok w desce rozdzielczej. Ktoś z jego znajomych musiał wypaplać.
- Może lepiej zobacz, co się tam dzieje – zaproponował niepewnie Uzumaki, widząc, że Itachi się zamyślił.
- Racja. – Uchiha otworzył drzwi, ale zanim wysiadł, coś mu się przypomniało.
- Naruto – zwrócił się do blondyna – dlaczego powiedziałeś, że wy mieliście problem? – Czarne oczy spojrzały przenikliwie.
Uzumaki czuł, że tym razem, mimo otwartych drzwi, zaczyna robić mu się gorąco.
- Tak jakoś. – Wzruszył ramionami, chcąc dać do zrozumienia, że to błahostka, ale nie do końca wyszło tak, jak chciał.
- Aha… – Itachi mimowolnie uniósł kąciki ust i wysiadł. – Do zobaczenia – krzyknął jeszcze, machając mu przez szybę, po czym  ruszył w stronę furtki.

Sasuke i Itachi minęli się prawie że w wejściu. Młodszy Uchiha ledwo zdążył zamknąć drzwi, gdy dostrzegł przed sobą brata.
- Mamy do pogadania – rzucił na dzień dobry.
- Wiem, Naruto mi powiedział o co chodzi. – Długowłosy zastanowił się chwilę.  – Obiecuję, że jakoś to odkręcę, tylko daj mi dzień lub dwa – zapewnił.
Sasuke tylko skinął głową na znak, że zrozumiał, i wyminął Itachiego. Dzisiaj  miał już dość całej  sytuacji z nim związanej. Wieczór zamierzał spędzić tylko i wyłącznie z Uzumakim.

- Przepraszam, że czekałeś. – Zapiął pas i wrzucił bieg, by po chwili wycofać samochód z parkingu. Powoli zaczynało się już ściemniać, grudniowe dni były zdecydowanie za krótkie.
- Nie szkodzi. – Naruto uśmiechnął się ciepło. – Pojedziemy gdzieś? – spytał, jak zwykle chcąc wyciągnąć Uchihę na pizzę.
- Do ciebie. Marzę o łóżku i o kimś do towarzystwa – odpowiedział brunet, nie do końca umiejętnie dobierając w tym momencie słowa.
- A czy ja wyglądam na osobę do towarzystwa do łóżka? - Uzumaki uniósł brwi, ale wydawał się być rozbawiony niefortunnym stwierdzeniem.
- Nawet jeśli tak, to obiecuję, że powiem ci jutro cześć – Uchiha żartobliwie odniósł się do słów Haruno na swój temat. Sakura może sobie mówić co chce, ale i tak nie ma pojęcia, kim jest dla niego Naruto.
- Że co?  - blondyn nie do końca rozumiał oświadczenie chłopaka.
- Nic, nic – Sasuke wyłapał wzrok Naruto w lusterku.
- Bredzisz – Uzumaki  wzruszył ramionami. – Tylko nie licz na cokolwiek, nie zamierzam codziennie chodzić z poobijanym tyłkiem. Tym bardziej, że trzeba się przyłożyć do treningów – stwierdził.
- Dzisiaj będę grzeczny – obiecał Sasuke. – Zamówimy pizzę, obejrzymy film i pójdziemy spać – dodał, zauważając jak słowo „pizza” wywołuje uśmiech na twarzy Naruto.


Sasuke obudził się, czując dreszcze zimna przenikające jego ciało. No tak, nic dziwnego. Nie dość, że spał jedynie w bokserkach, to jeszcze nie był niczym przykryty. Przewrócił się na lewy bok, twarzą do śpiącego, całkowicie zawiniętego w kołdrę blondyna. Chciał wysupłać chociaż trochę nakrycia dla siebie, ale Uzumaki mruknął coś niewyraźnie przez sen i odwrócił się do niego plecami.
- Naruto – szepnął, poruszając lekko chłopakiem. Ten w odpowiedzi przesunął się odrobinę, co brunet wykorzystał i wślizgnął się pod pościel, dotykając zmarzniętą stopą rozgrzanego ciała blondyna.
- Zimny jesteś. – Niebieskooki wzdrygnął się, nieco już rozbudzony i obrócił głowę, patrząc z wyrzutem.
- To mnie rozgrzej. – Brunet przylgnął do chłopaka całym ciałem, muskając lodowatym nosem jego szyję.
Naruto podniósł się i zerknął na stojący na nocnej szafce budzik. Podświetlone na czerwono cyfry wskazywały drugą jedenaście.
- Draniu, jest środek nocy, a ty chcesz mnie molestować? – jęknął, opadając z powrotem na poduszkę. – Dzisiaj mieliśmy nie…
- Nic nie poradzę, że tak na mnie działasz. – Sasuke przerwał i  przesunął dłonią wzdłuż kręgosłupa chłopaka, po chwili przewracając go na plecy. – Poza tym to było wczoraj. Teraz mamy już wtorek. -  Uniósł się na rękach, pochylił nad Uzumakim i musnął jego usta. Jeżeli Naruto miał jeszcze jakiekolwiek złudzenia, że spokojnie wyśpi się tej nocy, to odebrał mu je chwilę później język bruneta, który zaczął obrysowywać jego wargi, przyprawiając tą pieszczotą o przyjemne dreszcze. Blondyn nie miał wyjścia. Rozchylił wargi, pozwalając by język Uchihy wkradł się głębiej, a sam wplótł palce w czarne włosy. Sasuke mruknął, lubił kiedy Naruto to robił. Pogłębił pocałunek, gryząc lekko język chłopaka, by tym samym zmusić go do aktywności.
- Jesteś strasznie niecierpliwy. – Naruto odsunął się trochę, patrząc w czarne oczy, które już powoli zasnuwała mgiełka pożądania. – Co ciekawe, zawsze mi to zarzucałeś. – Uśmiechnął się łobuzersko. Uwielbiał droczyć się z Sasuke bez względu na porę dnia czy nocy i czynności akurat wykonywane. – Zresztą, miałem cię tylko trochę rozgrzać, a ty już prawie płoniesz. – Przesunął ręką w okolicach dolnych części ciała Uchihy, wyłapując ledwo słyszalne westchnienie.
- Ciężko mieć pretensję, że coś płonie, kiedy samemu się to podpaliło. – Sasuke na powrót pochylił się nad Naruto. Pocałował go tak mocno i zachłannie, jakby chciał uniemożliwić chłopakowi oddychanie. Ulokował się wygodniej, tak, że teraz prawa noga leżała między udami blondyna, a ręka przytrzymywała jego dłoń na poduszce. Chwilę później Naruto poczuł, że bokserki stają się odrobinę za ciasne, kiedy Uchiha  wbijał się w jego usta, gryząc od czasu do czasu wargi i język. Nie pozostawał mu już dłużny, nie miałby siły się opierać, nawet gdyby chciał. Ale nie chciał. Rozgorączkowany wzrok bruneta, palące pożądanie w jego oczach, sprawiało, że Naruto zapragnął więcej.
- Kakashi nas jutro zabije – na pół jęknął, na pół krzyknął prosto w usta Sasuke, gdy tamten poruszył się, drażniąc jego erekcję.
- Kakashi jest w tym momencie twoim najmniejszym problemem. – Uchiha przesunął z premedytacją palcami wzdłuż przyrodzenia blondyna. Czuł, że jego oddech staje się coraz szybszy. Zsunął się ustami niżej, pieszcząc każdy centymetr ciała swojego kochanka. Nie spieszył się, wodząc językiem wzdłuż jego obojczyka i klatki piersiowej, przez co Uzumaki aż drżał z podniecenia. Kiedy dotarł do linii bokserek, chwycił ją zębami, unosząc głowę i patrząc na Naruto.
- Sasuke, proszę… - wymamrotał tylko blondyn, który miał wrażenie, że jeżeli Uchiha w końcu nie zacznie działać na serio, to eksploduje.
Czarnowłosy, pomagając sobie rękami, pozbawił Naruto „piżamy”, na którą składały się tylko i wyłącznie jasnoniebieskie bokserki. Teraz, gdy już nie było żadnej przeszkody, całe ciało kochanka zdawało się wręcz domagać większej uwagi. Sasuke przesunął językiem po przyrodzeniu chłopaka, na co ten wygiął się w lekki łuk.
- Nie baw się ze mną, draniu. – Dla Naruto w tym momencie delikatna pieszczota to było zdecydowanie za mało. Chciał poczuć Sasuke w sobie.
Uchiha, jakby odczytując jego myśli, podniósł się i wstał z łóżka.
- Co ty wyprawiasz? – blondyn oparł się na łokciach, niezadowolony z takiego obrotu sprawy. – Wracaj i dokończ, co zacząłeś.
Sasuke uśmiechnął się tylko i po omacku, uważając żeby nie potknąć się o rzeczy Uzumakiego zostawione na dywanie, podszedł do krzesła przy blacie kuchennym. Zostawił tam plecak, w którym był żel. Kupił go wczoraj, tak na wszelki wypadek. Prychnął  na wspomnienie młodej sprzedawczyni z marketu, która na początku obdarzyła go uwodzicielskim uśmiechem, ale kiedy tylko zorientowała się, co kasuje, spochmurniała.
- Jest. – Wyjął z bocznej kieszeni plastikową buteleczkę. Jeszcze tylko jedna rzecz. Podszedł do laptopa Uzumakiego, włączył go i ustawił jakąś pierwszą z brzegu playlistę. Parsknął śmiechem, gdy okazało się, że trafił na balladę.
- No nie mów, że potrzebujesz muzyki. – Blondyn już wyciągał rękę w kierunku chłopaka.
- Ja nie, ale twoi sąsiedzi zapewne to docenią. – Stwierdził brunet, pochylając się nad niebieskookim i pozbywając się własnych bokserek. W niebieskawym świetle padającym z komputera, widział wyraźnie pragnienie w oczach Naruto. Chwycił jego rękę  i nalał na nią sporą ilość żelu.
- Nie jesteśmy już w wodzie, bez tego byłoby nam trudno – wyjaśnił.
Uzumaki roztarł specyfik w dłoniach, a potem nałożył go na męskość Sasuke, nie spuszczając z niego wzroku. Brunet przymknął oczy, dotyk był niesamowicie przyjemny. Jednak nie tego obaj chcieli.
- Zrób to. Teraz.
 Sasuke już nawet nie wiedział, czy to zabrzmiało jak prośba, czy jak rozkaz. Nie miał ochoty zastanawiać się nad takimi drobiazgami, nie w tym momencie.
Uzumaki prawie krzyknął, gdy poczuł bruneta w sobie, nie mieli zbyt dużo czasu, na odpowiednie przygotowanie. Uchiha przylgnął do chłopaka, starając się przez chwilę nie ruszać, co było niesamowicie trudne. Pragnął Naruto tak bardzo, że gdy tamten w końcu skinął głową, zaczął poruszać się w nim niezbyt delikatnie. Zwyczajnie nie potrafił. Jednocześnie pieścił erekcję blondyna, starając się dać mu jak najwięcej przyjemności. W tle rozbrzmiewała muzyka, najpierw łagodna, potem nieco bardziej dynamiczna,  tłumiąc niektóre głośniejsze jęki. W takim stanie, w jakim obaj obecnie się znajdowali, nie myśli się logicznie. Nie myśli się o tym, że jutro jakaś sąsiadka może patrzeć krzywo, o tym, że…
- Ahh – krzyknął Naruto, czując, że osiąga spełnienie. Sasuke zaczął poruszać się jeszcze szybciej. Jego urywany oddech, wilgotne włosy i rozgorączkowane spojrzenie świadczyły o tym, że jemu też niewiele już potrzeba. W końcu opadł na Naruto i schował twarz w jego szyi. W tym momencie nie był w stanie się ruszyć.  Czuł tylko szybko bijące serce Uzumakiego.


22 lutego 2011

Rywale - rozdział 30


Tak właśnie myślałam, że wszyscy pokochacie Sakurę i będziecie życzyć jej szczęścia:D
A  serio, to zapraszam na rozdział 30. Betowała Alien.
I jeszcze jedno. Nie powiadamiam już na gg. Jak ktoś chce, niech doda mój numer do kontaktów, informacja o nowej notce pojawi się w opisie:)
______________________________________

Skąd pół godziny później pół uczelni wiedziało o ciąży Sakury, pozostawało słodką tajemnicą. Przeciek z dziekanatu, gdzie taką informację Haruno zapewne zgłosiła, czy może ktoś podsłuchał rozmowę Naruto z Sasuke? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że kiedy tylko Uchiha przekroczył próg auli, na której miały odbyć się zajęcia z Asumą, został zewsząd zaatakowany rozczarowanymi   spojrzeniami dziewczyn z roku.
- Co jest, do cholery? – Zerknął zdezorientowany na Naruto, ale ten wzruszył ramionami i pokręcił głową w odpowiedzi.
Przeciskali się do jednego z tylnych rzędów, starając się ignorować fakt, że wszyscy nadal patrzyli w ich stronę, jednak w pewnym momencie blondyn zagapił się i wpadł na jakąś koleżankę z roku. Kojarzył ją tylko po kolorze włosów, były prawie czerwone. Czerwone...  Uzumakiego coś  tknęło. Taki kolor miała też kelnerka z „Wyjścia Ewakuacyjnego”. Widziała jak się całowali, a Sasuke nie najlepiej ją potraktował. W jednej chwili blondynowi zrobiło się niesamowicie gorąco, a serce zaczęło bić tak szybko, jakby miało wyskoczyć z piersi. Pociągnął Uchihę za rękaw i spojrzał na niego przerażonym wzrokiem.
- Czy oni dowiedzieli się też o nas? – wyszeptał, prawie że niedosłyszalnie. Skoro informacja o Sakurze rozeszła się w tak szybkim tempie, to co, jeżeli tamta dziewczyna zna kogoś z ich roku? Rozejrzał się dookoła, szukając Kiby i Shikamaru. Jeżeli będą wiedzieć o co chodzi, wyjaśnią, zamiast bezczelnie się gapić. Jednak przyjaciół jeszcze nie było.
Sasuke przełknął nerwowo ślinę, też skojarzył sytuację z klubu. Naruto mógł mieć rację. Tylko, że  nie byli jeszcze gotowi, aby ujawnić się znajomym, a co dopiero wszystkim tym, bądź co bądź, obcym ludziom. Poza tym, jego rodzice akurat byli w mieście. Kiedyś by się dowiedzieli, ale nie teraz..., nie teraz, kiedy nie był jeszcze pewien... Zaraz... Nie dokończył zdania nawet w myślach. Czego on właściwie nie był pewien? Siebie? Naruto? W tym momencie chwycił blondyna za rękaw i wyciągnął z powrotem z sali.
- Zaraz zajęcia. - Zdezorientowany Uzumaki szedł za brunetem, który po wyjściu z auli skręcił w korytarz prowadzący do szatni. Same szatnie znajdowały się obok holu na parterze, ale praktycznie nikt z nich nie korzystał. Nic dziwnego, skoro większość studentów przemieszczała się w ciągu dnia między budynkiem głównym, a pływalnią, czy halą sportową.
- Naruto – Sasuke znalazł kąt w głębi pomieszczenia i zatrzymał się pod jednym z okien między wieszakami. W pomieszczeniu było pusto, groźba podsłuchania rozmowy praktycznie nie istniała. - A co, jeżeli wiedzą? - spytał, twardo akcentując pierwszą cześć wypowiedzi. Przyglądał się blondynowi uważnie.
Naruto oparł się o ścianę i zdjął z jednego z wieszaków metalowy, okrągły krążek z numerem. Zaczął przekręcać go w palcach, intensywnie nad czymś się zastanawiając.
- Co masz na myśli? – odezwał się w końcu.
Uchiha podszedł bliżej i wyjął mu z rąk zabawkę, rzucając ją na parapet obok.
- Będziesz chciał zaprzeczyć? - spytał tym razem wprost. Sam nie wiedział, co robić, ale wolał znać zdanie Uzumakiego.
Chłopak spojrzał na niego dopiero po chwili, jednak, ku zdziwieniu bruneta, tym razem w niebieskich oczach była pewność i stanowczość.
- Nie. - Właśnie przed chwilą podjął taką, a nie inną decyzję. Jeżeli o niego chodzi, nie będzie wypierał się tego, co sprawia, że wreszcie czuje się szczęśliwy. - A ty? - Uniósł brwi pytająco. Jego własna decyzja  niczego przecież jeszcze nie zmieniała, sprawa dotyczyła ich obu.
Uchiha nie odpowiedział, zamiast tego przyciągnął chłopaka do siebie i pocałował. Naturo nie zastanawiając się zbytnio, oddał pocałunek, wplatając ręce w czarne włosy. Wyczuł, że kąciki ust Sasuke lekko się uniosły.
- Z czego się śmiejesz? - Przejechał nosem po bladym policzku, zostawiając chwilowo usta w spokoju.
- To miejsce publiczne, a ty nie protestujesz – stwierdził brunet, nadal jednak nie puszczając blondyna.
- Skoro i tak chyba już wiedzą... – Naruto uśmiechnął się rozbrajająco. – Zresztą przypominam, że ostatnio w klubie też wykazałem inicjatywę.
Obaj parsknęli śmiechem, na wspomnienie miny kelnerki, choć tak naprawdę właśnie tamta piątkowa „inicjatywa” postawiła ich dzisiaj przed dosyć trudnym wyborem. Wyborem, którego jednak obaj już dokonali, a teraz będą musieli zmierzyć się z konsekwencjami.
- Chodźmy, i tak jesteśmy spóźnieni – Uchiha niechętnie puścił chłopaka, a Naruto sięgnął po leżące na parapecie metalowe kółko.
- Jaka jest twoja szczęśliwa liczba? – spytał bruneta.
- Nie wierze w takie bzdury. – Sasuke wzruszył ramionami.
- Ja też nie, ale wiesz, tak na wszelki wypadek, niech to może dzisiaj będzie trzydzieści siedem. – Pokazał czarnowłosemu numer wyryty w metalu i odwiesił krążek na wieszak. Odetchnął głęboko. Teraz czekała ich konfrontacja z resztą szkoły.

Spóźnili się na wykład, więc po wejściu do auli zajęli pierwsze lepsze miejsca, nie chcąc się niepotrzebnie rzucać w oczy. Choć, zdaniem Sasuke, to i tak było bez znaczenia, bo jeśli ich domysły były słuszne, stanowili teraz naczelną atrakcję bez względu na to, gdzie usiedli. Brunet chciał rozejrzeć się dyskretnie, ale Neji, który siedział rząd niżej, właśnie odwrócił głowę i popatrzył na niego w dziwny sposób.
- No co? – Uchiha niemal warknął na kolegę.
- Nic. – Długowłosy wzruszył ramionami. - Tylko nie wiem czy mam gratulować, czy raczej... - zastanowił się chwilę – składać kondolencje – dokończył.
Naruto ogarnęło znajome uczucie kulki w żołądku. A więc zaczyna się – pomyślał. Ciekawe tylko, czy po tak dosadnym stwierdzeniu Hyuugi, inne okażą się tak zwana pestką, czy wprost przeciwnie – będzie jeszcze gorzej.
Uchiha spiorunował Nejiego wzrokiem. Sugerowanie, że fakt bycia gejem jest jak kopanie grobu dla siebie samego, to była przesada. Mimo wszystko nie spodziewał się takich słów od Hyuugi.
- Możesz mi pogratulować – odparł z wyższością.
- No to gratuluję... tatusiu. - Długowłosy skrzywił się i odwrócił do chłopców plecami.
- Tatusiu? - Naruto z wrażenia upuścił długopis.


- Niech to szlag! - Sasuke z całej siły kopnął w oponę swojego samochodu. W uszach wciąż dźwięczały mu słowa: ojcem dziecka Sakury jest Uchiha.
Mało kto wiedział, że Haruno spotykała się z Itachim, za to chyba każdy na uczelni pamiętał, jak biegała za Sasuke. Więc jakby nie patrzeć, kojarząc nazwisko, dopowiedzieli sobie całą historyjkę.
Naruto stał obok, jednak wolał teraz nic nie mówić. Dziwnie się czuł. Z jednej strony trochę mu ulżyło na myśl, że jeszcze przez jakiś czas będą mogli cieszyć się prywatnością, bo to nie ich sekret wyszedł na jaw. Z drugiej strony jednak rozumiał Uchihę. Miał prawo być wściekły. Kiedy wyszli z auli, jakiś chłopak zawołał za brunetem: „Hej, tatuśku”. Sasuke odwrócił się i gdyby nie interwencja Uzumakiego, rozwaliłby temu studentowi nos. Mało kto kojarzył fakty tak jak Shikamaru, który od razu sprowadził na ziemię Kibę, kiedy tamten zaczął snuć domysły, na temat rzekomego ukrywanego związku Sasuke i Sakury. Neji poczuł się naprawdę głupio, że uwierzył w rewelacje Tenten, przecież znał Uchihę tyle czasu. Uświadomił błąd zarówno swojej dziewczynie jak i kilku innym studentom, jednak ciężko będzie teraz wytłumaczyć wszystkim, że mylą osoby.
- Skąd oni do cholery wiedzą? - Sasuke chwycił komórkę, wybierając z listy numer Itachiego. Kiedy po sześciu sygnałach brat nadal nie odbierał, rozłączył się.
- Chcesz jechać ze mną? - zwrócił się do Naruto, chowając telefon, a wyjmując kluczyki od samochodu.
- Gdzie?
- Do Sakury! - Brunet otworzył drzwi auta i usiadł za kierownicą.

Przez całą drogę Naruto próbował wyperswadować Sasuke ten pomysł, zwłaszcza, że brunet nadal był wściekły. Bez skutku. Uchiha nie dał sobie nic powiedzieć, uparł się, więc ostatecznie Uzumaki mógł tylko czekać na rozwój wydarzeń.
- Skąd wiesz, gdzie ona mieszka? – zdziwił się tylko, gdy Uchiha zaparkował  tuż przed domem Haruno.
- Kiedyś byłem zmuszony ją odprowadzić – zaakcentował słowo „kiedyś” i spojrzał wymownie na blondyna. Naruto zrozumiał, że chodziło o sytuację, w której rzekomo odbił mu dziewczynę. – Poczekaj tu na mnie, ok? - bardziej poinformował, niż spytał.
- Lepiej pójdę z tobą – Uzumaki chciał odpiąć pas bezpieczeństwa, ale ręka bruneta go powstrzymała. - Nie, chcę załatwić to sam. - Tym razem głos zabrzmiał stanowczo.
Blondyn tylko wzruszył ramionami. Patrzył jak Sasuke otwiera furtkę i podchodzi do drzwi małego domku w kolorze piasku.
- To po co chciałeś, żebym z tobą jechał? – westchnął i oparł się wygodniej na fotelu. Zanosiło się na to, że trochę tu poczeka.

Wysoka, zielonooka blondynka, najwyraźniej matka Sakury, zaprosiła Uchihę do środka. Przyglądała mu się chwilę.
-         Jesteś bratem Itachiego? – zapytała w końcu, wyraźnie zaskoczona jego obecnością.
Sasuke skinął głową i wyjawił cel wizyty. Przeszła mu przez głowę ironiczna myśl, że Itachi musiał często tutaj bywać, skoro pani Haruno  tak dobrze go kojarzy.
- Sakura jest na górze. – Wskazała schody i pokój na końcu korytarza. - Napijesz się czegoś? - Odmówił grzecznie i nie zwlekając, wszedł na piętro.  Drzwi do pokoju Sakury były zamknięte, zapukał więc, a po krótkim „proszę”, wszedł. Dziewczyna siedziała na łóżku z podkulonymi nogami. Na widok młodszego Uchihy drgnęła.
- Co tu robisz? - zapytała szorstko.
- W co ty pogrywasz? - Sasuke nie zamierzał odpowiadać na pytanie, tylko od razu przeszedł do rzeczy. Odpowiedziało mu zdziwione spojrzenie. - Rozpaplałaś, że jesteś w ciąży z Uchihą, a cała akademia myśli, że to moja sprawka – uniósł ton.
- Bzdura! – Spojrzała na niego z pogardą. – O tym wiedzą tylko w dziekanacie i wierz mi, nie prosili o podanie nazwiska ojca. – Wstała i podeszła do niego. - A ty nie masz prawa przychodzić do mojego domu i mnie obrażać. Wyjdź!
- Wyjdę, ale najpierw powiesz mi, dlaczego tak potraktowałaś mojego brata? – Sasuke nie cofnął się nawet o milimetr. Skoro to nie ona rozpowiedziała, to kto - pomyślał.
- Ja? Ja go potraktowałam? Dał do zrozumienia, że nie chce tego dziecka, więc nie waż się mówić, że to moja wina. – Zacisnęła ręce z bezsilnej złości. – Myślałam, że jest zupełnie inny niż ty. Tak, ty – powtórzyła, widząc zaskoczone spojrzenie Sasuke. - Byłam w tobie tak ślepo zakochana, że nie docierało do mnie, kim jesteś. Teraz widzę, jak traktujesz ludzi. Umawiasz się z dziewczynami, spędzasz z nimi noc i znikasz bez słowa, nie zaszczycając ich na korytarzu nawet zwykłym „cześć”. Wiesz, że jedna twoich ofiar omal nie wpadła przez ciebie w depresję?  - wyrzuciła oskarżycielsko.- Nie, pewnie, że nie wiesz, bo co cię to obchodzi – nie czekała nawet na odpowiedź chłopaka. Wiem, co o mnie sądzisz, ale ty sam nie jesteś lepszy – stwierdziła dobitnie.
- To nie ma teraz nic do rzeczy – odparł, chociaż poczuł się naprawdę głupio, gdy wypomniała jego dawne przygody. Tylko, że to było zanim między nim i Naruto...
- Wam, facetom, wydaje się, że w momencie, gdy wy robicie takie rzeczy, jest ok, ale kiedy dziewczyna popełni błąd, to jest dziwką, tak? - No cóż, niestety trafiła w sedno. Większość tak właśnie uważała, choć Sasuke ani myślał przyznawać jej racji. Chciał coś powiedzieć, ale nie dala mu dość do słowa.
- Widziałam, jak starałeś się zniszczyć mój związek z Itachim. – Wskazała go palcem. - I wiesz co? Udało ci się. Więc zostaw mnie w spokoju.

18 lutego 2011

Rywale - rozdział 29

Naruto chyba jeszcze nigdy nie przyszedł tak wcześnie na zajęcia. Zwykle zjawiał się w auli lub na pływalni pięć minut przez rozpoczęciem zajęć, ale nie dziś. Dzisiaj nie dość, że obudził się około szóstej rano, to jeszcze zamiast z kubkiem kawy w ręku, zagrzebany w kołdrę i dwa koce leżeć i oglądać telewizję, ubrał się i wyszedł z domu. Teraz, przebrany w kąpielówki, stał w szatni, trzymając w ręku komórkę. Sasuke się nie odzywał.
– Głupek – zaklął cicho i wrzucił telefon do plecaka, a plecak upchnął byle jak w szafce.
Od czasu, kiedy w sobotni ranek pojechał do domu, nie widział się z nim. Około dwunastej odebrał sms'a, że Sasuke na weekend będzie zajęty. I tyle. Żadnego więcej kontaktu, a Naruto poczuł się zbyt urażony, żeby zadzwonić. W niedzielę jego złość powoli zaczęło zastępować uczucie niepokoju, choć sam nie wiedział, dlaczego tak się czuł. Czyżby kolejna, niezbyt logiczna obawa, że może Sasuke dostał to, czego chciał i zwyczajnie się nim znudził? Niepewny niczego, nieco mocniej niż zwykle zatrzasnął drzwi szafki i wyszedł z szatni.
Na pływalni nie było jeszcze nikogo poza sprzątaczką. Naruto stanął nad brzegiem basenu w miejscu, gdzie w pamiętną noc znaleźli w końcu jego bokserki. Obrazek we wspomnieniach był mimo wszystko tak komiczny, że parsknął śmiechem. Razem z Sasuke z dobre piętnaście minut szukali tej nieszczęsnej części garderoby, a ten drań nawet, z właściwą dla jego osoby złośliwością, zaproponował, żeby je tu zostawić, bo przecież na pewno nie zginą. Ktoś w końcu na pewno je znajdzie i odda. Miał szczęście, że Naruto był od niego zbyt oddalony, by zastosować w odwecie jakąś niehumanitarną metodę. Tak czy inaczej, bokserki w końcu się znalazły. A właściwie znalazł je Sasuke, okręcone wokół jednej z drabinek, więc choć trochę się zrehabilitował.