25 października 2011

Rywale - rozdział 36



Sasuke czuł się na zapowiedzianej kolacji zaręczynowej jak piąte koło u wozu. Zastanawiał się, co on tu właściwie robi. Uszczęśliwieni rodzice Sakury, jego matka, która z trudem powstrzymywała łzy i dumny ojciec. Tak, właśnie tak. Mimo że Fugaku Uchiha hołdował tradycjom i wolałby, żeby wszystko odbyło się w trochę innej kolejności – czyli zaręczyny, ślub, a dopiero na końcu dziecko, to tak naprawdę cieszył się, że jego pierworodny syn w końcu dorósł. Wiązał z nim naprawdę wielkie plany, a fakt, że się ustatkował, dobrze rokował na przyszłość. Fugaku miał nadzieję, że Itachi skończy z zabawą, a weźmie się poważnie za rozwój firmy. Nie to, żeby do tej pory nic nie robił, ale póki co nie stawiał pracy na pierwszym planie.
Sasuke poruszył się niespokojnie na krześle i machinalnie poluzował sobie granatowy krawat, do którego założenia zmusiła go matka. Miał ochotę podeprzeć się łokciem na stole, przy którym siedzieli i ziewnąć, jednak był na to zbyt dobrze wychowany. Żałował, że nie ma tu Naruto. Przynajmniej miałby do kogo się odezwać, a tak utknął pomiędzy swoim ojcem a matką Sakury, naprzeciwko Itachiego. Do tego brat co jakiś czas rzucał mu pełne obaw spojrzenia, czy aby czegoś nie wywinie, ale Sasuke przecież nie był chamem. Co innego ich prywatne kłótnie, a co innego sytuacja w towarzystwie rodziców.
- To prawda, Sasuke, że byłeś na jednym roku z Sakurą? – Zagadnęła go ni stąd, ni zowąd pani Haruno.
- Tak – odparł lakonicznie i upił łyk wina.
- Przyjaźnicie się? – kontynuowała, nie zniechęcona niezbyt wylewną odpowiedzią.
Sasuke zakrztusił się i chwycił za serwetkę. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, żeby nie urazić gościa, na szczęście z kłopotliwej sytuacji wybawił go Itachi, który w tym momencie wstał i poprosił o uwagę.
- Chciałbym wznieść toast za moją narzeczoną, Sakurę Haruno. Napisałem też kilka słów, ale zgubiłem kartkę, więc jeśli pozwolicie będę improwizował…
Sasuke przewrócił oczami i chwilę później odpłynął we własne rozmyślania. Nie chciał słuchać, co Itachi miał do powiedzenia na temat Sakury. On miał swoje zdanie i po prostu jej nie ufał. Skoro zachowała się w tak bezwzględny sposób w stosunku do Naruto, to kto wie, do czego jest zdolna. Kilka dni temu po raz ostatni rozmawiał z Itachim na ten temat, ale on powiedział tylko, że ludzie się zmieniają i jak nie wierzy, to niech spojrzy w lustro. Jego początkową reakcją był śmiech, ale później zastanowił się nad słowami brata. Naprawdę aż tak widać, że się zmienił? Wydawało mu się, że nie, że zachowuje się tak, jak zawsze. Jednak Itachi był dobrym obserwatorem i zauważał dużo więcej niż inni. Może nawet więcej niż on sam. Jakim cudem tak dobrze mnie znasz? – pomyślał i uniósł głowę. Nie rozumiał tego. On o Itachim wiedział naprawdę niewiele. Nigdy nie rozmawiali ze sobą o rzeczach ważnych. Owszem, był czas, że Itachi próbował do niego dotrzeć, ale mu na to nie pozwolił. Zawsze traktował go jak natręta, wtrącającego się w nie swoje sprawy. Jedyną osobą, przed którą choć trochę się otworzył, był Naruto…
Jakiś żart Itachiego spowodował wybuch śmiechu i wyrwał go tym samym z zamyślenia. Po chwili, chcąc nie chcąc, musiał wstać i wznieść z resztą towarzystwa toast. Miał nadzieję, że reszta kolacji upłynie szybko.
Chwilę później poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Dyskretnie wyciągnął go pod stołem i odczytał sms-a: I jak, zintegrowałeś się już z przyszłą bratową?
Westchnął tylko i odpisał szybko: Wyciągnij mnie stąd.
Czekał kilka minut na odpowiedź, ale Naruto nie odpisał. Za to Fugaku uznał, że czas zainteresować się również młodszym synem.
- To teraz tylko czekać, aż Sasuke przedstawi nam swoją narzeczoną – wygłosił, bardzo zadowolony z siebie.
Sasuke zamarł, a Itachi, który właśnie jadł kurczaka, zakrztusił się. Chwycił szybko szklankę wody i popił jedzenie, rzucając w międzyczasie sugestywne spojrzenie bratu.
- Ma jeszcze czas – odparła z uśmiechem Mikoto. Nikt nie zauważył ich dziwnego  zachowania, więc kontynuowali dyskusję.
Sasuke miał ochotę wyjść Chciał w jakiś sposób rozładować napięcie, męczyła go już ta rola nienagannego syna i udawanie idealnej rodziny. I to zainteresowanie jego osobą, jakby rodzice nagle uświadomili sobie, że maja drugiego syna. Gdzie byli, kiedy najbardziej ich potrzebował? Cały czas poświęcali swojemu innemu dziecku – firmie. A od niego tylko wymagali, nic nie dając w zamian. Teraz, gdy miał już dwadzieścia lat, owszem, szanował ich i liczył się z ich zdaniem, ale już nie potrzebował ich miłości. I byłoby mu bardzo na rękę, gdyby nie wtrącali się w jego życie.
Dziesięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę – zaoferował się Sasuke i wstał od stołu. Wyszedł szybkim krokiem z salonu i otworzył drzwi. – Jesteś – odetchnął z ulgą, widząc Naruto. Chłopak obrzucił go uważnym spojrzeniem i zagwizdał z wrażenia.
- Ładny krawat – stwierdził, gdy już obejrzał swojego chłopaka od stóp do głów. Drogi markowy garnitur, eleganckie buty, koszula. – Ej, a może to twoje zaręczyny, a mi kit wciskasz? – zmrużył oczy.
- Tak, odbiłem ci dziewczynę – odgryzł się Sasuke, nawiązując do sytuacji sprzed dzisiejszego wykładu. – Hyuuga uznała, że jednak kiepska z ciebie partia, a ona potrzebuje prawdziwego ogiera.
- Aha, i że niby ty jesteś tym ogierem? – roześmiał się Naruto. – Wpuścisz mnie w końcu, czy mam tu korzenie zapuścić – chwycił Sasuke z krawat i przyciągnął do siebie. – Mógłbyś się tak częściej ubierać.
- Zapomnij – Sasuke odsunął się od drzwi, a gdy Naruto wszedł, zamknął je.

- Kto to? – zainteresowała się Mikoto, gdy jej młodszy syn nie wracał już od dłuższego czasu.
Itachi wstał i wyjrzał do przedpokoju.
- To do Sasuke – poinformował gości i rodziców.
- Dziewczyna? – Mrugnał znacząco Fugaku.
- Chłopak – odpowiedział spokojnie Itachi i usiadł z powrotem przy stole. Zapanowała niezręczna cisza. – To znaczy, kolega ze studiów – dodał, widząc zdumienie na twarzach obecnych.
- To może ja podam deser – wyrwała się Mikoto i wyszła. – Była ciekawa, kim jest znajomy syna. Tak długi czas nie było jej przy nim, miała wyrzuty sumienia, że nic nie wie o jego życiu.
- Dzień dobry – przywitał się Naruto, gdy zobaczył kobietę wchodzącą do kuchni. Od razu ją poznał, Sasuke był do niej niesamowicie podobny. Te same czarne włosy i oczy, ta sama blada cera.
- Dzień dobry – odpowiedziała. – Sasuke, dlaczego każesz gościowi stać w korytarzu – podeszła i zaprosiła Naruto do środka. – Jestem matką Sasuke – przedstawiła się.
- Naruto Uzumaki – odwzajemnił się tym samym.
- Może zostaniesz na deser? – zaproponowała. - Mamy tu taką mała uroczystość rodzinną, zaręczyny starszego syna. Miła ta jego narzeczona, choć chyba strasznie nieśmiała, prawie nic nie mówi – stwierdziła z zastanowieniem.
Sakura nieśmiała? Naruto spojrzał ze zdziwieniem na Sasuke, ale ten tylko wzruszył ramionami. Domyślał się, że to jego obecność wpływała na zachowanie dziewczyny. Pewnie miała takie same obawy jak Itachi.
- Chętnie bym został, ale musimy jechać na uczelnię. Trener dzwonił, mamy zebranie w sprawie zawodów – skłamał.
- No właśnie, to ponoć coś pilnego – poparł go Sasuke. – Przebiorę się tylko i wychodzimy. Mamo, przeproś wszystkich w moim imieniu – rzucił i pobiegł na górę.
Mikoto uśmiechnęła się tylko i wyciągnęła dodatkowy talerzyk. Nałożyła kawałek czekoladowego ciasta z najlepszej cukierni w mieście, zmuszając Naruto do zjedzenia.

- Jesteś umazany kremem – stwierdził Sasuke, gdy wsiadali do samochodu.
- Zostawiłem trochę dla ciebie, myślałem, że będziesz chciał spróbować. – Naruto uśmiechnął się niewinnie, ale jedyne, co tym osiągnął, to paczka chusteczek higienicznych rzuconych mu na kolana. Sasuke najwyraźniej nie chciał ryzykować całowania go na podjeździe własnego domu kiedy jest w nim całą rodzina.
- To gdzie jedziemy? – spytał, gdy już starł resztki ciasta z twarzy. – Bo za jakieś dwie godziny muszę być w domu.
- Po co? – Sasuke wyjechał za bramę i skręcił w stronę centrum.
- Akamaru nie mógł zostać w akademiku, musiałem go wziąć do siebie na kilka dni. A właśnie, może pogadamy jutro z Itachim – zaproponował.
- Zapytam go później, czy nie podjechałby jutro na uczelnię. Powiem, że masz sprawę – stwierdził Sasuke i wjechał na parking galerii handlowej. – Muszę kupić nową antenę GPS – wyjaśnił, widząc zdziwienie w oczach Naruto. – Wtedy, gdy auto stało pod akademikiem, ktoś ją ukradł. I zostawił kartkę, że była potrzebna do walki z ciemną stroną mocy.
Naruto parsknął śmiechem. Wiedział, do jakich rzeczy byli zdolni studenci, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. Sam nie raz i nie dwa brał udział w różnych akcjach, więc chyba nic by go już nie zdziwiło.
- Ej, właśnie – przypomniał sobie. – Jak już tu jesteśmy to rozejrzę się za prezentem dla Hinaty.

Galeria jak zwykle była zatłoczona i Sasuke z nową anteną w ręku miał ochotę się z niej ewakuować, jednak obiecał Naruto, że pomoże z wyborem prezentu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby kupił jej na przykład komplet bielizny. Właśnie weszli do sklepu ze śmiesznymi upominkami. Naruto od razu rzucił się w oczy wielki litrowy kufel z napisem: Pij piwo, będziesz łatwiejszy i stojące obok pudełko z Grą w butelkę.
- Myślisz, że Hinacie spodobałaby się gra? – spytał i wziął z półki pudełko.
- O, na pewno – skrzywił się Sasuke. – Ale odłóż to i mnie nie prowokuj.
- Bo co? – Naruto najwyraźniej jednak bardzo odpowiadało prowokowanie.
- Bo kupię to – Sasuke wskazał na stojący na najwyższej półce Zestaw małego sadysty – i użyję do własnych celów – zagroził.
Naruto tylko prychnął, ale odłożył Grę w butelkę na miejsce.
Przez następne dwadzieścia minut przejrzeli chyba wszystkie gadżety w sklepie. Sasuke miał ochotę trzepnąć Naruto w głowę, gdy ten pokazał mu skarbonkę – figurkę diabła z napisem: Rogaty, ale bogaty. Jednak w końcu chłopak chyba wypatrzył coś, co mogło nadawać się na prezent dla Hinaty.
- Co o tym sądzisz? – spytał, wyjmując z pudełka z biżuterią bransoletkę. Srebrna z czarnymi kwadratowymi koralikami i wyrytymi literkami: fajna kumpela.
- Jest ok. – Sasuke pokiwał głową z aprobatą. No, może to jej da do myślenia, że będzie tylko koleżanką – pomyślał i popchnął Naruto w stronę kasy. – Kupuj i idziemy coś zjeść.
- Przecież właśnie wyciągnąłem cię z kolacji. – Naruto zapłacił i schował torebkę z prezentem do kieszeni.
- Daj spokój, prawie nic nie jadłem – westchnął i skierował się na piętro galerii, tam, gdzie były restauracje. – To na co masz ochotę? – spytał.
- Na pizzę – Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Tak dla odmiany? – zakpił Sasuke, jednak skręcił w stronę pizzerii.
- Wiesz, chyba zaczynam cię lubić. – Naruto szturchnął go w ramię i pobiegł przodem, szukać wolnego stolika.

21 października 2011

Rywale - rozdział 35

Hinata, której zwykle na sam widok Naruto robiło się gorąco i dostawała rumieńców, teraz wyglądała jak dojrzały pomidor. Albo jak Ino, która ostatnio przesadziła z solarium i straszyła przez dobre dwa dni czerwoną twarzą. Hinacie do osiągnięcia takiego efektu wystarczył jeden dotyk obiektu jej marzeń. To, co dla niego było tylko przyjacielskim gestem, który swoją drogą i tak wykonał, chcąc utrzeć nosa Sasuke, dla niej stanowiło niemalże erotyczne doznanie.
- No więc? – Naruto zdjął rękę z ramienia dziewczyny i spojrzał na nią pytająco.
Hinata odetchnęła, próbując się uspokoić, ale było to prawie niewykonalne, zwłaszcza pod spojrzeniem niebieskich oczu.
- Chciałam ci to dać. – W końcu opanowała się i wyciągnęła coś ze swojej torby. - To zaproszenie na moją imprezę urodzinową – wyjaśniła.
Naruto spojrzał na białą kopertę. W środku znajdował się ozdobny, złożony na pół niebieski kartonik, na którym widniały niezbędne informacje. Impreza miała odbyć się w najbliższą sobotę w domu państwa Hyuuga.
- I jak, przyjdziesz? - spytała, gdy od dłuższej chwili się nie odzywał.
- Jasne – uśmiechnął się. - Tylko tak się zastanawiam... mogę przyjść z kimś? - zapytał.
W jednej chwili Hinata poczuła nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Te kilka słów było dla niej jak kamień... nie, nawet nie kamień, tylko głaz, chcący ją zmiażdżyć, odebrać zdolność oddychania. Oparła się plecami o ścianę i wbiła wzrok w podłogę.
- Jasne – ledwo przeszło jej to przez gardło. - Nie ma żadnego problemu – dodała zdecydowanie za cicho i zdecydowanie wbrew sobie. A była pewna, że Naruto nie ma jednak dziewczyny...
- To dobrze, powiem mu – Naruto schował zaproszenie.
- Jemu? - Hinata spojrzała zaskoczona.
- No, chciałem zabrać eee… – zająknął się - ... kolegę – wyjaśnił. - Sasuke zwykle unika imprez i...
Nie dokończył, zastanawiając się, co może w ogóle jeszcze powiedzieć, żeby nie wyszło dziwnie, ale Hinata, w nagłym przypływie ulgi, uśmiechnęła się, wcale nie oczekując dalszych wyjaśnień.
- Neji zaniósł wczoraj zaproszenie dla Sasuke, ale chyba go nie było. Wiesz, oni się dobrze znają -  poinformowała, dziewczyna, a ton jej głosu był diametralnie różny od tego sprzed chwili. -  Mam też – sięgnęła ponownie do torby – dla Kiby i Shikamaru – pokazała dwie kolejne koperty – ale jeszcze ich dzisiaj nie spotkałam – dodała.
- Jak chcesz, to mogę im oddać – zaoferował pomoc Naruto. - No chyba, że chcesz wręczyć to, na przykład Kibie, osobiście – zażartował, uznając, że przyjaciel nie miałaby nic przeciwko.
- Nie, nie – dziewczyna zaprotestowała gwałtownie, jakby tłumacząc się, że przecież nie interesuje ją Kiba. - Weź je. – Wcisnęła mu do rąk zaproszenia dla kolegów.
- Ok, ok! – Naruto roześmiał się. - Chodźmy, zaraz zacznie się wykład.

Sasuke siedział w auli, w jednym z ostatnich rzędów i wlepiał wzrok w drzwi wejściowe. Chwilę temu dosiadł się do niego Shikamaru, który jednak w tym momencie oparty rękami i głową na pulpicie po postu spał.
Naruto wszedł do sali razem z zadowoloną Hinatą. Sasuke prychnął i obiecał sobie w myślach, że jeżeli chłopak jeszcze raz będzie chciał mu w taki sposób przedstawiać definicję zazdrości, to on w odwecie przedstawi mu definicję swojego gniewu.
- Hej! – Naruto zdążył już pożegnać Hinatę, obiecując swoją obecność na imprezie, a teraz, jak gdyby nigdy nic, usiadł na miejscu obok Sasuke. - No co? - spytał, kiedy ten uraczył go ponurym spojrzeniem.
- Dobrze się bawiłeś? - warknął w odpowiedzi.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi – uśmiechnął się wrednie, wyjmując z torby trzy koperty. - Jesteśmy zaproszeni na urodziny Hinaty – zakomunikował i wychylił się, szturchając Shikamaru.
Ten poderwał głowę i zerknął na zegarek. Było trzynaście po jedenastej, czyli mógłby spać jeszcze całe dwie minuty, gdyby go nie obudzili.
- Gdzie jest Kiba – usłyszał pytanie Naruto.
- Jego zwłoki wiszą nad kiblem w akademiku. Musiałem myć zęby w kuchni, żeby po nim nie deptać, jakie to upierdliwe – westchnął.
- Aha – Naruto parsknął śmiechem. Był ciekaw, czy Kibie też wczoraj urwał się film. Sądząc po dzisiejszej niedyspozycji - najprawdopodobniej tak. Jednak nie miał czasu się nad tym dłużej zastanawiać, bo do auli właśnie weszła Tsunade i zaczęły się zajęcia. 
Shikamaru usilnie starał się nie spać, ale wykład był tak strasznie nudny, że co chwilę głowa opadała mu na rękę.
- Shikamaru – syknął już po raz trzeci Naruto, chcąc go obudzić, ale to nic nie dało. Chwilę później rozległ się głośny, apodyktyczny ton z przodu auli: - Panie Nara!
Shikamaru poderwał gwałtownie głowę.
- Znowu chce pan czyścić basen? Sądziłam, że tamta nauczka wystarczyła, ale najwyraźniej nie!
Naruto parsknął cicho, za co został uraczony morderczym spojrzeniem Shikamaru.
- Nie, przepraszam, to się nie powtórzy – odpowiedział głośno i wyprostował się na krześle.
- No ja myślę! – Tsunade rzuciła kredę na biurko i rozejrzała się uważnie po sali, w poszukiwaniu innych ofiar swojego – nie najlepszego najwyraźniej – humoru.
- Okres ma czy co? – mruknął Sasuke, ale tym razem Naruto powstrzymał się od chichotu. Jakoś kariera czyściciela basenu nie była spełnieniem jego marzeń.

Wychodząc z auli po wykładzie, natknęli się na ledwo żywego Kibę. Chłopak wyraźnie miał problemy z koncentracją i nie do końca kontaktował z rzeczywistością. W ręku trzymał kawę z automatu z podwójnym cukrem i wyglądał jak siódme nieszczęście.
- Hej – wymamrotał, upijając łyk.
- A jednak żyjesz – nie omieszkał skomentować Naruto, który jednocześnie rozglądał się za Sasuke. Wcześniej chłopak szepnął mu do ucha, że musi odebrać  telefon i gdzieś zniknął.
- Portier był u nas. – Kiba powlókł się kilka kroków dalej i usiadł na jedynej wolnej ławce w budynku. – Chcą mi odebrać Akamaru – wyżalił się do kubka.
- A mówiłem ci, że tak będzie. – Shikamaru pokręcił głową.
- Ale jak to?  – Naruto nie rozumiał.
- Normalnie. W akademiku nie wolno trzymać zwierząt – wtrącił się Shikamaru.
- Powiedzieli, że albo wyprowadza się Akamaru, albo ja razem z nim… - Kiba zgniótł pusty kubek w ręku. – Co ja mam teraz zrobić?
- No nie wiem, trzeba pomyśleć – Shikamaru usiadł obok i złożył ręce w piramidkę. – Może oddaj go…
- Na pewno nie oddam go do schroniska – wszedł mu w słowo oburzony Kiba.
- … oddaj go komuś na jakiś czas, no, bo ja wiem, aż nie skończysz studiów? – Shikamaru spokojnie dokończył wypowiedź.
Naruto zastanawiał się, czy nie mógłby w tej sytuacji pomóc, ale nie do końca sobie wyobrażał jak. Owszem, miał przecież mieszkanie, ale psem trzeba się zajmować, wyprowadzać go, a on przecież więcej czasu spędzał poza domem. W końcu w jego głowie zaczął kiełkować jednak pewien pomysł…
- Może zapytam Sasuke… - zaczął niepewnie.
- Uchihę? – Kiba aż zamrugał ze zdumienia. W głowie mu się nie mieściło, że Naruto mógł zaproponować coś tak absurdalnego.
- On ma dom z ogrodem, więc może by się zgodził.
- Akamaru miałby mieszkać na dworze? Ani mi się śni! – Kiba skrzyżował ręce z oburzeniem.
- A masz lepszy pomysł? – mruknął Shikamaru.
- No, nie… - speszył się chłopak. – Zresztą, Uchiha i tak się nie zgodzi.
- Zobaczymy – uśmiechnął się Naruto, który właśnie dostrzegł Sasuke po drugiej stronie holu. – Idę z nim pogadać.

- Psa? Ty chyba kpisz! – Sasuke patrzył na Naruto, jakby był wyjątkowo szokującym okazem botanicznym.
- Akamaru cię polubił, przecież nie skażesz go na schronisko.
- Taaa… - Sasuke zmarszczył brwi. Naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego psy go lubią. Nie głaskał ich, nie rzucał smacznych kąsków, odpędzał od siebie, a one i tak przychodziły się łasić. Pamiętał, że kiedyś Itachi bardzo chciał mieć psa. Rodzice w końcu się zgodzili, chcieli kupić mu szczeniaka z hodowli rasowej, ale on uparł się na takiego ze schroniska. Pojechali tam wtedy całą rodziną i Itachi wybrał sobie brązowego kundelka. Rodzice trochę krzywo na niego patrzyli, no, ale skoro już obiecali… Pakkun, bo tak Itach nazwał psa, bardzo lubił swojego nowego właściciela, ale jeszcze bardziej darzył sympatią jego brata. Mimo że Sasuke był dla niego wredny, nie chciał się z nim bawić i wyrzucał go z pokoju – miłość kundla była niezmienna. Może dlatego, że byli do siebie tak podobni i zawsze chodzili własnymi ścieżkami. To właśnie zgubiło Pakkuna. Któregoś dnia, jak często zresztą, przekopał się pod ogrodzeniem i wyszedł poza teren rezydencji. Tym razem nie miał szczęścia, wpadł pod samochód. Itachi przezywał jego stratę bardzo długo i nawet Sasuke było smutno z tego powodu. Jakby nie było, pies stał się częścią ich rodziny…
- Więc jak, zgodzisz się? – jego rozmyślania przerwał Naruto, który usilnie starał się wpłynąć swoim urokiem osobistym na decyzję chłopaka.
- Nie. Ale jak chcesz, pogadaj z Itachim. On ma skłonności do przygarniania ofiar losu. – Sasuke wzruszył ramionami.
- O, fajnie, możemy po treningu pojechać do niego?
- Nie bardzo. Dzwonił ojciec. Czeka mnie dzisiaj kolacja zaręczynowa – Sasuke skrzywił się. – Poza tym na weekend mam z nimi jechać na promocję nowej gry. Idealnie… - westchnął.
- O…  - Naruto wydawał się nie rozumieć o co chodzi. – Zaraz, zaraz, chcesz powiedzieć, że twój brat i Sakura…
- Najwyraźniej.
- I że nie będzie cię w tą sobotę w mieście?
- Niestety, a co? – Sasuke spojrzał pytającym wzrokiem.
- No nic, tylko w sobotę jest impreza urodzinowa Hinaty. Chyba będę musiał bawić się bez ciebie. – Naruto zmrużył oczy i uśmiechnął się. Poprawił torbę na ramieniu i ruszył w stronę pływalni, udając, że nie widzi wściekłego wzroku Sasuke.



1 października 2011

Drop your pants - 3


— To już wszystkie! — Zdyszana Shizune rzuciła na biurko Hokage kilka staników, powiększając tym samym pokaźną już stertę. Cały ranek na żądanie skacowanej Tsunade biegała po głównym placu i zbierała biustonosze porozrzucane wśród torebek po chipsach i kubków po napojach.
Oparty pod ścianą Sasuke obserwował obie kobiety i stojącego obok Shikamaru, i zastanawiał się, po jaką cholerę Hokage ich wezwała. Shikamaru, łypiąc co jakiś czas na różnokolorowe staniki, dyskretnie ziewał.
— To będzie wasze zadanie. — Tsunade wstała zza biurka i splatając ręce za plecami, podeszła do okna. — Macie znaleźć właścicielki — zakomunikowała.
— Dlaczego akurat my? — spytał Shikamaru, który wolałby raczej zająć się tym, co jego dziewczyna chowa pod stanikiem.
— Ty — Hokage odwróciła się od okna i wskazała na niego — jesteś najbystrzejszym ze znanych mi ninja. Ty zaś — zwróciła wzrok na Sasuke — jesteś najwyraźniej aseksualny, więc idealnie nadajesz się do tej roboty, nic nie będzie cię rozpraszać.

Sasuke wzruszył ramionami. Słyszał krążącą na jego temat legendę, ale nie miał ochoty jej komentować. Swoją drogą, zamiast tych biustonoszy, wolałby mieć do czynienia z czymś, co należy do Naruto…
Shikamaru westchnął. Nie rozumiał, dlaczego jego geniusz wykorzystywano do tak prozaicznych spraw. Jedno było pewne. Nie zamierzał zajmować się tym sam…
— Wow! — Kiba rzucił się na stertę staników i zaczął w nich przebierać. Reszta członków Klubu Prawiczków, zachęcona reakcją Kiby, poszła w jego ślady. Wszyscy zebrali się na polanie, by przedyskutować problem.
— Ten jest Sakury. — Ledwo przytomny ze szczęścia Lee wyciągnął czarny biustonosz o dużych miseczkach.
— Chyba kpisz — Sasuke parsknął śmiechem. — Najwyżej ten. — Chwycił inny, w biało czerwoną kratkę, który mógłby pasować może na trzynastolatkę.
Lee, który od dawna kochał się w Sakurze, potraktował to jako osobistą obelgę i stanął w obronie rozmiaru biustu dziewczyny. Naruto zamierzał go poprzeć, ale jego uwagę odwrócił Kiba, który obecnie wylosował chyba największy stanik i włożył sobie jedną z miseczek na głowę, robiąc przy tym głupie miny. Chwilę później, wraz z Kakashim i Saiem, paradowali w biustonoszach założonych na koszulki.
— Dobra, przestańcie już — zirytowany Shikamaru próbował przywrócić wszystkich do porządku. — Musimy się zastanowić, co napisać w raporcie dla Hokage.
— To znaczy? — spytał Chouji, gryząc chipsa.
— To znaczy, że nie możemy wydać dziewczyn, bo wtedy kaplica — wyjaśnił Shikamaru. Towarzystwo w stanikach, które tańczyło w tym momencie wężyka, zatrzymało się.
— O żesz, ty to masz łeb! — Kiba wytrzeszczył oczy. No tak, o tym nie pomyślał nikt.
— Co proponujesz? — spytał Iruka.
— Zostawcie to mi — zaoferował się niespodziewanie Sasuke, wzbudzając ogólne zaskoczenie.
— Sasuke, draniu! — Naruto rzucił mu się na szyję. — Wiedziałem, że na ciebie można liczyć — roześmiał się na głos. — A tak w ogóle to co chcesz zrobić?
— Szkoda, są takie piękne. — Kiba pochylił się nad stertą staników, żegnając się z nimi łzawo. Lee cały czas tulił czarny biustonosz, który, w co wierzył niezłomnie, miał należeć do Sakury.
— Jak Tsunade dowiedziałaby się, do kogo należą, wprowadziłaby tu stan wojenny — stwierdził znudzonym głosem Shikamaru. — Swoją drogą, nie mam pojęcia, jak się z tego wytłumaczymy.
— Nie wiem, zasnąłeś z fajką w zębach? — zaproponował Sasuke.
— Zaraz, dlaczego to ja mam być kozłem ofiarnym? — zaprotestował Shikamaru. — Poza tym ja nie palę.
— Twój sensei pali, mogłeś mieć to po nim — wtrącił Naruto.
— No widzisz — uśmiechnął się cynicznie Sakuke. — Poza tym ja tu wykonuję brudną robotę, więc ty weź chociaż na siebie odpowiedzialność.
Shikamaru miał coś jeszcze powiedzieć, ale nie zdążył, bo po jego prawej stronie rozległo się potężne:
— Katon no jutsu.
Tsunade była wściekła. W żaden sposób nie uwierzyła w opowieść Shikamaru, który zarzekał się, że to był wypadek. Akurat! Dobrze przynajmniej, że w jakiś sposób historia staników dotarła do mieszkanek Konohy. Może i na koncercie Akatsuki zachowały się nieodpowiedzialnie, jednak w tym momencie boysbandu już nie było w mieście, a Hokage — tak. I jej gniewu bały się chyba najbardziej.
Klub Prawiczków zaczynał tracić rezon. Chouji jadł coraz więcej, Kiba częściej przytulał swojego psa, a Sai, nucąc pod nosem Tobi jest pedałem, chwycił w rękę nożyczki i obciął wszystkie swoje podkoszulki tak, by odsłaniały mu brzuch.
— Od dzisiaj zostaję gejem — oznajmił zdumionemu towarzystwu, które, tradycyjnie już, zebrało się na polanie.
Kilka osób spuściło smętnie ramiona. Czy taki los ich właśnie czekał?
— Nie, nie, nie możemy się poddawać! — Shikamaru machnął rękoma. — Dajcie pomyśleć…
— Skoro nawet Akatsuki nic nie dało — wyraził zwątpienie Iruka.
— Akatsuki może nie, ale… — Shikamaru nagle się rozpogodził. — Wyślemy Sasuke!
Sasuke zapierał się nogami i rękami przed pomysłem Shikamaru, ale w końcu przekonał go Naruto. Ostatecznie, klnąc na siebie w myślach za brak asertywności, szedł ulicą na spotkanie z Sakurą. Prawie czuł oddech innych członków Klubu Prawiczków za sobą. Schowani w krzakach, chcieli w końcu zobaczyć to, na co od tak dawna czekali. Zwłaszcza Naruto…
Dziewczyna czekała na niego na mostku. Wyłamany szczebelek jeszcze do tej pory nie został naprawiony.
— Cześć, Sakura — wymamrotał Sasuke. Naprawdę nie miał ochoty na to spotkanie, jednak nic, naprawdę nic, nie przygotowało go na to, co stało się chwilę później.
— Naruuuto! — Rozeźlona dziewczyna rzuciła się na niego. — Znowu udajesz Sasuke? — Jej lewa pięść wylądował na jego prawym policzku.
— Ale, zaraz… — Sasuke próbował coś powiedzieć, jednak nawet jego, uznanego geniusza, przeraziła furia w oczach koleżanki z drużyny. Ledwo zdołał zareagować na czas, gdy druga z pięści frunęła w jego stronę.
— Ty… — Sakura, chwycona za nadgarstek, straciła równowagę i upadła na deski mostku. Pech, a może szczęście chciało, że jej spódniczka zadarła się do góry.
— O żesz ty… — Iruka wybałuszył oczy.
— Sakura—chan — w oczach Lee pojawiły się łzy.
— Ona jest tam płaska — zawołał Kiba.
Wszyscy członkowie Klubu Prawiczka podeszli bliżej.
— O… — Naruto wydawał się zszokowany — … o…ona nie ma wacka! — zawołał. — Sasuke, a ty masz? — spytał zupełnie machinalnie
— Ja mam — zaoferował się Sai. — Chcesz zobaczyć?
— Nie, nie chce. — Sasuke zdecydował się bronić tego, co do niego należało. A przynajmniej tego, co mu się powinno należeć. — Idziemy stąd! — Chwycił Naruto za rękaw i pociągnął w stronę swojej rezydencji, ignorując przeróbkę Saia: Sasuke jest pedałem, właśnie się dowiedziałem…
Tego, co działo się w rezydencji tej nocy nie sposób opisać. W końcu obaj niewyżyci i niedoświadczeni chłopcy zasługują na chwilę prywatności… Nie? No dobra. Kiedy Naruto w końcu odkrył to, czego nie ma Sakura, a co ma Sasuke, był wniebowzięty. W końcu genialny spadkobierca klanu Uchiha nie chwalił się byle czym. Co reszta wioski zauważyła prędzej niż później…
— Siadać — Tsunade wrzasnęła tak, że Shizune w przyległym pomieszczeniu poderwała się z krzesła.
Wszyscy, z wyjątkiem Naruto, zajęli miejsca.
— A ty czemu stoisz? — spytała o pól tonu ciszej.
— Raczej chyba dlaczego jemu stoi — wyszeptał obrażony Sai.
— Nic, nic — wymamrotał głośno Naruto, próbując jednak usiąść. Sasuke spojrzał na niego z uśmiechem, a Naruto przysiągł, że w zemście napisze kiedyś o ich związku piosenkę.
Kilka miesięcy później:
— Akatsuuuki, nowe wzory i kolory. Znów w Konohaaaaaa… — krzyknął prowadzący do rzeszy zgromadzonych fanów.
— To nasz najnowsza piosenka — ukłonił się Itachi.— Słowa napisał Naruto Uzumaki.
Kto za tobą w wiosce ganiał, za koszulkę żaby wkładał, kto, no powiedz kto?
Kto na drzewie wyciął „UKE” i podpisał „DLA SASUKE”, kto, no powiedz, kto…

18 kwietnia 2011

Drop your pants! - part 2


Informuję tylko, że ten tekst nie opóźnia Rywali. Na Rywali muszę mieć wenę, póki co jej brak, więc to taki filler.
A, i mam nadzieję, że moi antyfani wypowiedzą się w kiedyś w temacie, naprawdę chętnie przeczytam zarzuty:)
            ______________________________________

- Jeżeli oni nie sprowokują tych konohańskich dewotek do zdjęcia majtek, to marny nasz los – mruknął Kakashi, zerkając na wielki kolorowy plakat Akatsuki.
- Racja – zgodził się Iruka. – Nasza prokreacja jest zagrożona, musimy zacząć dzia…
- Ty mi tu nie chrzań o prokreacji – przerwał mu Kakashi, podnosząc dłoń na wysokość twarzy i rozpościerając palce. – Jeszcze kilka miesięcy, a moja prawica będzie tak nadwyrężona, że nie trafię kunaiem w drzewo – westchnął.
Obaj od zawsze mieli problem z kobietami. Iruka był zbyt nieśmiały, żeby do którejś zagadać, Kakashi z kolei zbyt zboczony, żeby jakakolwiek przychylnie zareagowała na jego zaczepki, nierzadko wzbogacone o jakiś sprośny żart. Jednak o ile do niedawna łudzili się nadzieją na zmiany, to w momencie, gdy stanowisko Hokage objęła feministka o zapędach dyktatorskich, ze złudzeń pozostałą kupka gruzu. Tsunade wprowadziła do szkół obowiązkowe zajęcia na temat uprzedmiotawiania dziewcząt, przez co mieszkanki Konohy zaczęły bronić swojej cnoty jak niepodległości. Chyba tylko jeden przedstawiciel rodu męskiego był chłodniejszy w relacjach międzyludzkich i bardziej niedostępny niż one.
- Słyszałem legendę,  że w momencie, gdy Sasuke Uchiha przestanie być prawiczkiem z własnej woli, czar pryśnie i wszystko wróci do normalności – przypomniał sobie Iruka.
- To może ja zacznę jednak trenować lewa rękę – jęknął dobity Kakashi. Chwilę później zaczął gwizdać i zanucił w desperacji jedną ze znanych gejowskich piosenek.
Gdy ci smutno, gdy cię źle, zdejmij spodnie, odwróć się…

W Konoha panowało istne szaleństwo. Każdemu zostało przydzielone jakieś zadanie, byle tylko zdążyć z przygotowaniami. Sai malował roll-up’y i banery, Chouji z Kibą rozstawiali barierki, Neji montował oświetlenie, a Shikamaru nadzorował – czyli leżał na jednej z ławek i obserwował chmury.  Sasuke, chcąc nie chcąc, musiał pomagać przy budowie sceny. Obok niego pełen zapału Naruto zbijał deski, niestety, już po raz drugi zamiast w gwóźdź uderzył w swój palec.
- Dać młotkowi młotek, to się pokaleczy – westchnął Sasuke i zabrał mu narzędzie pracy.
Grupa nastolatek, wszystkie mimo trzydziestostopniowego upału ubrane w czarne płaszcze z czerwonymi chmurami, przebiegła obok z głośnym piskiem. Sasuke podniósł głowę i spojrzał machinalnie na stojący naprzeciwko budynek – siedzibę Hokage. A ty widzisz i nie grzmisz – pomyślał, zerkając na okno gabinetu Tsunage wychodzące wprost na plac budowy.   Pokręcił głową i wbił szybkim, sprawnym ruchem gwóźdź.
Naruto, który słusznie uznał, że należy brać przykład z osoby nadzorującej,  ułożył się wygodnie w cieniu drzewa i wziął do ręki najświeższe wydanie „Shinobi na gorąco”, prawie w całości poświęcone wizycie Akatsuki. Członkowie słynnego boysbandu, twórcy takich kawałków jak „Widziałem shirukena cień”, „Niech żyje szmal”, „Nie płacz Brewka” czy „Shinobi to świnia”, wystąpią w Konoha już w tą sobotę – przeczytał. – Szykuje się naprawdę gorący show, członkowie już zapowiedzieli, że rozpalą publiczność do czerwoności. – Oby – mruknął Naruto. – My już postaramy się ugasić ten ogień – uśmiechnął się z rozmarzeniem, oczami wyobraźni widząc odrzucaną w kąt czerwoną spódniczkę, a wraz za nią…
- Młotku! – stanowczy głos Sasuke nie pozwolił mu dokończyć fantazji erotycznej. – Rusz tyłek i podaj mi deskę!

Sasuke wracał do domu nie tyle zmęczony, co zirytowany. Nie mógł już patrzeć na uśmiechającą się z plakatów twarz Itachiego. I pomyśleć, że kiedyś był z niego taki dumny…
Swego czasu klan Uchiha był naprawdę potężny, dopóki wszyscy członkowie rodziny nie otruli się zupą grzybową przygotowaną przez ślepą babcię na prywatny vipowski festyn. Ostał się jedynie on i Itachi – obaj nie lubili grzybów. Dwa lata później Itachi opuścił wioskę i dołączył do dziesięcioosobowego zespołu, który dopiero co zaczynał karierę. Sasuke pisał do niego listy, wklejał do albumu wycinki z gazet, kibicował mu dopóki… dopóki nie usłyszał w radiu słów jednej z jego piosenek: Miałem dziesięć lat, gdy mój brat do kibla wpadł, w domestosie zmoczył łeb… To była hańba i potwarz. Sasuke śmiertelnie się wówczas obraził na Itachiego i nie wybaczył mu do dziś. Niech sobie śpiewa w tym beznadziejnym boysbandzie, w otoczeniu dziwaków i jednego pedofila, ale on będzie z nim rozmawiał. Ignorując leżącą pod drzwiami gazetę, przeszedł po niej zostawiając odcisk swojego sandała i otworzył drzwi do domu.

W sobotni wieczór na placu pod głównym budynkiem zgromadzili się chyba wszyscy mieszkańcy wioski mający powyżej piętnastu lat. Taka była przynajmniej oficjalna wersja wydarzeń, bo Naruto widział tu i ówdzie trzyosobowe grupki młodych geninów, którzy dopiero co opuścili akademię. Kiedy tylko zapadł zmrok, ze sceny rozległy się pierwsze dźwięki. Chwilę później na scenę dosłownie wskoczyło dziesięciu mężczyzn w czarnych płaszczach w czerwone chmurki i rozpoczął się show.
Pozwól się dotknąć, kiedy prądu brak,
nie chcę więcej macać się sam!
Oooooo! – zaśpiewali chórem członkowie zespołu, a tłum oszalał. No, poza kilkoma wyjątkami.
- O ho, trzeba się ulotnić – mruknął Kakashi do Iruki, kiedy dostrzegł wściekłą Tsunade, szukającą go wzrokiem. Nic dziwnego, że Hokage nie miała humoru, w końcu Kakashi zapewniał ją, że Akatsuki to pro-feminstyczna kapela i na dowód puścił „Shinobi to świnia”.
Kolorowe sny, kiedy ja dotykam siebie,
 Zwariowany świat, gdy pod kołdrą jest jak w niebie…
Członkowie zespołu przedstawiali właśnie jakiś skomplikowany układ choreograficzny.
Hej, ho – dotykam siebie
Hej, ho – wiruje cały świat
He,j ho – wolałbym ciebie
Hej, ho…
Czarne płaszcze w czerwone chmurki zostały zrzucone jednym ruchem. Akatsuki zostali jedynie w skórzanych spodenkach.
Pokaż mi biust swój, a wtedy ja, będę w niebie, gdy otworzę swe oczy… - zaśpiewał Itachi. Pierwszy stanik z publiczności poleciał w stronę sceny. Klub prawiczków wydawał się zachwycony efektem.
- Cool! – Kiba z radości wspiął się na latarnię, a podekscytowany Naruto zapomniał na chwilę, jakim to draniem jest Sasuke i próbował wdrapać się mu na plecy, by lepiej widzieć tłum rozhisteryzowanych koleżanek. Może Sakura rzuci swoimi majtkami…
- Złaź, młotku – Sasuke usiłował go zrzucić, a gdy jego starania nie przyniosły rezultatów, chwycił go za tyłek.
- Draniu, przestań mnie macać – mruknął Naruto, ale nie zszedł. Tych widoków nie mógł przegapić.
- Też chcę coś z tego mieć – mruknął niedosłyszalnie Sasuke.

Akatsuki zakończyli pierwszy utwór widowiskowym piruetem i rozległa się burza braw. Na scenę wyszła menedżerka zespołu - Konan i przedstawiła wszystkich członków po kolei. Najgłośniejszą owację dostał oczywiście były mieszkaniec wioski, który - bądź co bądź - był gwiazdą światowego formatu.
- A teraz… – do mikrofonu podszedł do Deidara. -  …dla wszystkich samotnych w Konoha…
Wszystko wokół się zmienia, gdy wezmę łyk
Nasze wspólne marzenia, to piiiić…
Małe i duże problemy, zalejemy, jak nic
Razem przetrwamy, nawet uuuuurwany film…
Tłum kołysał się z zapalniczkami w górze, a zdenerwowana Tsunade wzięła łyk sake, z którą nigdy się nie rozstawała.
Chcę tu zostać i zawsze z tobą pić, nawet kiedy zamkną sklep
Chce tu zostać, bo bez ciebie to nie mam siły, by nawet wstać…
- Zaraz się wzruszę – mruknął z przekąsem Sasuke.
- Coś mówiłeś, draniu? – Naruto, który nadal siedział mu na ramionach, schylił głowę.
- Że już mnie plecy bolą. – Sasuke zupełnie niespodziewanie zrzucił go na ziemię. – I co, znalazłeś coś ciekawego?
- Nie. – Naruto wstał, rozcierając sobie tyłek. – Za dużo ludzi – stwierdził.
Tobi jest pedałem. Właśnie się dowiedziałem. Że duuuszą i ciaaałem… Tobi jest pedałem – rozległo się ze sceny. Akatsuki najwyraźniej zaczęli kolejny nowy utwór.
- Ej, to nawet dobre – stwierdził Sai, nucąc wraz z zespołem.

- A-ka-tsu-ki, A-ka-tsu-ki, A-ka-tsuki – skandowała publiczność wywołując zespół na bis. Koncert był zdecydowanie za krótki.
- Dobra, dobra – uciszył tłum Sasori.  – Ostatnie dwa utwory. Bawcie się dobrze i dobranoc!
Zawsze z tobą chciałbym pić, przez całe lato
Zawsze z tobą chciałbym pić, postaw mi za to…
Pijana Tsunade wysączyła ostatnie kropelki sake.
- Dobre to Akatsuki – wybełkotała.
Słowa końcowej piosenki…
Jesteś z pornola, mówię ci, zawsze tak było nie mydl oczu mi
Choć piłem jabola, mówię ci, jesteś z pornola…
…śpiewała już razem z innymi
______________________________________

Dyskografia (starałam się wybierać znane kiczowate piosenki, ale różnica wieku mogła zrobić swoje):
Kolorowe sny – Just5 (pierwszy i chyba ostatni „polish boysband”:)
Chcę tu zostać – Farba (kojarzę to z wakacji, ponoć popularne było)
Ona jest pedałem – Elektryczne Gitary
Zawsze z tobą chciałbym być – Ich Troje
Jesteś szalona  - Boys



16 kwietnia 2011

Drop your pants! - part 1


Tym razem coś zupełnie innego. Pisane podczas tak zwanej głupawki może razić niektórych czytelników. Ostrzegam, zero kanonu, zero czegokolwiek :)
_________________________________________

Naruto Uzumaki miał w swoim życiu dwa cele. Pierwszym i zupełnie oczywistym było wysłanie na emeryturę Tsunadę i zajęcie jej miejsca jako Hokage. Drugim, może nieco mniej spektakularnym, ale równie istotnym – zajrzeć Sakurze pod spódnicę. O tak! To było coś, co starał się osiągnąć odkąd skończył sześć lat. Różowowłosa koleżanka zawsze nosiła krótkie mini, a on, śliniąc się niemiłosiernie, wyobrażał sobie, co jest pod spodem. Próbował różnych metod. Czatował przyklejony do ściany łaźni, wyglądał zza krzaków obok gorących źródeł, był miły, służył pomocą w każdej sytuacji, posunął się nawet do wyznania miłości – byle tylko zawędrować wzrokiem pod materiał spódniczki. Nic nie zadziałało, a jego sytuacja pogarszała się z roku na rok, zwłaszcza że pięść Sakury stawała się coraz bardziej niebezpieczna, a on - coraz bardziej zdeterminowany... Na tyle zdeterminowany, żeby w końcu, pod groźbą własnego kalectwa, chwycić się ostatniej deski ratunku…
- Sasuke-kun – usłyszał z daleka pełen entuzjazmu głos.
„Naruto, to jest twoja chwila prawdy” – pomyślał, wygładzając granatowy materiał koszulki i  czując, że drewniany mostek, słynne miejsce spotkań drużyny siódmej, będzie świadkiem epokowego wydarzenia w jego życiu.

Sasuke Uchiha siedział przy stole z kubkiem czarnej kawy w ręku i czytał poranne wydanie „Shinobi na gorąco”. Akatsuki znów uderza, są ofiary! – głosiły wielkie, czerwone litery  na okładce tabloidu. Sasuke leniwie przerzucił kartki i z wrażenia opluł papier kawą. Na rozkładówce magazynu pod napisem: Kultowa grupa uderza nowym stylem! widniało zdjęcie Itachiego, prezentującego czarny płaszcz w czerwone chmurki. Nowe wzory i kolory. Fani na całym świecie chcą to mieć. Wybuchła panika w jednym z największych centrów handlowych w Suna Gakure. Powodem była opóźniona dostawa replik ubrań. Jak podał rzecznik Suna Gakure  - Kankuro, w zamieszkach ucierpiało dwadzieścia siedem osób. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo... Sasuke przewrócił oczami i złożył gazetę na pół, robiąc z niej podkładkę pod kubek. Kawa była jeszcze ciepła, więc denko odcisnęło się na papierze. Idealnie na twarzy Itachiego - zauważył z satysfakcją Sasuke. Irytowała go już ta popularność Akatsuki. Żeby jeszcze istniał jakikolwiek powód tego uwielbienia. Ale nic z tych rzeczy. Zebrało się paru frajerów, jeden nie lepszy od drugiego, i  mącili umysły biednych ludzi jakimś „public relations”. To było podobno cholernie silne genjutsu, robiące sieczkę z mózgu.  Sasuke wolał trzymać się od tego z daleka. Dwa lata temu jeden z członków Akatsuki, niejaki Orochimaru - facet wybitnie drażniący zmysł estetyczny Sasuke  swoimi tłustymi włosami, zaproponował mu korespondencyjnie współpracę. Sasuke pokazał list Kakashiemu, pamiętał, że było tam coś  o boskim ciele i pracy w grupie, ale naprawdę wówczas nie rozumiał, dlaczego sensei dziwnie chichotał i radził pilnować swojego tyłka. A właśnie, skoro już o tym mowa, Sasuke uznał, że  dawno nie skopał tyłka swojemu największemu rywalowi. Czas to nadrobić!

Naruto, niepewny stanu swojego uzębienia i tego, czy w ogóle da radę ustać na własnych nogach, oparł się o barierkę mostka, na którym przed kilkoma minutami doszło do iście dantejskich scen.  O pierwsze miejsce rywalizowały ze sobą cios w szczękę, kopniak poniżej pasa i wyrwanie z furią szczebelka barierki – wszystko oczywiście w wykonaniu rozwścieczonej Sakury. Naruto sam nie wiedział, co zrobił źle. Tygodniami przyglądał się Sasuke, ćwiczył jego ruchy, gesty i wyniosłe miny przed lustrem, zdzierał sobie gardło, chcąc uzyskać niższy głos, a technikę transformacji opanował do perfekcji  – wszystko na nic. Sakura i tak się domyśliła, że to on. Może trochę przesadził z prychnięciami, może za mocno odrzucił grzywę z czoła, może wyczuła od niego zapach ramenu…  Westchnął i spojrzał w dół. Na dość szerokiej drewnianej poręczy wyryta była chyba cała miłosna historia Konohy. Tsunade ma fajne cycki obok przekreślonego Tsunade to deska czy Orochimaru lubi chłopców były już dość zatarte, ale obok widniały całkiem nowe S.H + S.U = W.N.M,  I.Y. + S.U. = W.N.M, plus jeszcze kilka innych inicjałów dodawanych do imienia i nazwiska czarnowłosego geniusza, wszystkie obrysowanie serduszkami i wszystkie zapewniające o wielkiej, nieskończonej miłości. Jedyny, niezbyt pasujący tam obrazek, stanowiła trochę koślawa czaszka z napisem: Sasuke to drań. Autorem był oczywiście nie kto inny tylko Naruto, który swego czasu wyskrobał to wyznanie, czekając na tradycyjnie spóźniającego się Kakashiego.  
- Właśnie, Kakashi! – zawołał, jakby dopiero co do głowy przyszedł mu tak prosty, ale genialny plan.

- Zebranie klubu prawiczków uważam za otwarte! – Naruto stanął na środku znanej mu bardzo dobrze polany w lesie  i  uderzył kunaiem w jeden z trzech kamieni. Około dziesięciu osób pokiwało głową z aprobatą.
Sam nie wiedział, jakim cudem udało mu się zebrać tylu zainteresowanych. Pomijając Sasuke, którego zwabił tu podstępem, obiecując mu gwiazdkę z nieba, a konkretniej porządny sparing, reszta zjawiła się dobrowolnie. Chouji z wypiekami na twarzy objadał się chipsami, kontemplując ich kształty, Shikamaru spoglądał w niebo, nijak nie mogąc odczytać z chmur interesujących go odpowiedzi, Sai malował sylwetki koleżanek, którym jednak zawsze pomiędzy nogami dorysowywał coś, co przypominało penisa. Wstyd przyznać, ale męska część populacji Konohy była do bólu nieuświadomiona. I chyba jedynie Sasuke miał to w głębokim poważaniu. Inni wydawali się tym faktem rozgoryczeni. Również siwowłosy mężczyzna, wychynąwszy zza swojej nieodłącznej lektury, pokiwał głową.
- Sensei, masz największe, przynajmniej teoretyczne doświadczenie w tych sprawach. Dlatego chcemy się od ciebie czegoś dowiedzieć – wygłosił Naruto, wskazując na Kakashiego. Ten spojrzał zdezorientowany zza swojej maski. Sam pojawił się tu po informacje.
- Ale ja nic nie wiem. – Rozłożył bezradnie ręce. – Tu – uniósł do góry tomik – nie ma nic od pasa w dół – oświadczył.
Naruto jęknął. Wychodził o na, że Jirayia, mimo wieloletnich starań, także nic nie odkrył. Ta myśl autentycznie go przeraziła.
- Naprawdę,  żaden z was nic nie widział? – spytał zrezygnowany.
- Tenten powiedziała, że dowiem się po ślubie – oświadczył Neji, który nie spieszył się do kupowania, a już na pewno poślubiania, kota w worku.
- Temari mówi, że za krótko się znamy – westchnął Shikamaru. Cóż, jego dziewczyna gościła w Konoha raz na pół roku, nic więc dziwnego, że glosiła takie teorie.
- Hinata mdleje nawet wtedy, kiedy chcę ją złapać za rękę – przyznał zdegustowany Kiba.
Reszta obecnych, czyli Sai, Lee, Chouji, Kakashi i Iruka pokiwali tylko głowami. Sasuke wzruszył ramionami.
 - Musimy coś zrobić, inaczej Konoha umrze śmiercią naturalną – zawyrokował Iruka. - Musimy wezwać Akatsuki!

Najnowsze trendy. Nowe wzory i kolory… - Sasuke westchnął i odwrócił wzrok od wystawy Konohańskiego Centrum Handlowego. – Akatsuki w wiosce. Przygotuj się na gooooorący występ! – zaatakował go barwny plakat z drugiej strony. Zdruzgotany, z trzema paczkami kawy w ręce, ruszył w stronę domu. Miał dość tej całej szopki. Poza tym Naruto, jak obiecał mu sparing, tak zniknął i go nie było.
- Wielki organizator się znalazł – Sasuke prychnął i przyśpieszył kroku. On już dawno wiedział, że babskie sprawy go nie interesują. Nigdy nikomu nie mówił, ale wtedy do listu Orochimaru dołączona była gazetka. Nie oddał jej wówczas Kakashiemu, bo miała kolorowe obrazki. Obrazki, które jak odkrył niedługo potem, przedstawiały tylko panów. I to, mimowolnie, kojarzyło się Sasuke tylko i wyłącznie z jedną osobą. I tyłkiem, który poza skopaniem go, mógł posłużyć jeszcze do innego celu.