6 października 2016

Rywale - rozdział 45


Kiedy Sasuke zamknął drzwi za niespodziewanymi gośćmi i wrócił do kuchni, Naruto leżał z głową na blacie i trząsł się ze śmiechu. „Jogurt” nadal nie został starty z podłogi, więc Sasuke, czując, że w tej kwestii nie ma co liczyć na swojego chłopaka, wziął mop i posprzątał pozostałości po ich zabawie. To, co się wydarzyło przed chwilą, było po prostu żenujące, zupełnie nie rozumiał, co tak bawi Naruto.
– Inuzuka to największy kretyn, jakiego znam – mruknął pod nosem, wyciskając mop i jeszcze raz przecierając podłogę. – Jak on w ogóle zdał w zeszłym roku egzaminy?
– Oj, nie obrażaj go, to mój przyjaciel. Poza tym Kiba nie jest głupi, on jest po prostu trochę… naiwny. I niedomyślny. – Naruto podniósł głowę i oparł ją na rękach. Patrzył, jak Sasuke zaciera ślady, to nic, że trochę po fakcie. Widział, że jest zły.
– Jest tak samo niedomyślny jak ty? – mruknął Sasuke, kiedy odstawił już wiadro do łazienki. Miał zamiar dokończyć pracę na metodykę, wziął więc z biurka swój laptop i usadowił się wygodnie na łóżku, kładąc go na kolanach. Chciał zapomnieć o tej niezbyt przyjemnej sytuacji, która powodowała u niego poczucie dyskomfortu Co jak co, ale nie miał ochoty nikogo wtajemniczać w intymne szczegóły ich związku. Ten kretyn, Inuzuka, może faktycznie był tak naiwny, że w swojej ignorancji pomylił spermę z jogurtem, ale Shikamaru już o to nie podejrzewał. Cholera, że to musiało stać się w właśnie dzisiaj. Kliknął folder z zapisanym wcześniej plikiem i przejrzał pobieżnie wyniki swojej pracy. Jeszcze sporo zostało do napisania.

– Dlaczego uważasz, że jestem niedomyślny? – Naruto, który do tej pory cały czas obserwował go zza kuchennego blatu, podszedł teraz i ułożył się obok. Po chwili coś go podkusiło, żeby podsunąć się i połaskotać Sasuke, na co ten spiął się i gwałtownie obrócił tak, że uderzył Naruto łokciem w nos.
– No i gdzie żeś się tu wepchał? – Westchnął i odłożył laptopa. Chwycił głowę Naruto, odchylając ją nieco do tyłu. – Pokaż to. Krew ci leci.
Naruto przytrzymał nos i poszedł do łazienki. Stanął nad umywalką, odkręcił zimną wodę i przemył twarz. W tym czasie Sasuke namoczył ręcznik i położył mu na karku.
– Zaraz powinno przestać. Przepraszam, nie chciałem. – Spojrzał w lustro na odbicie Naruto. Jego niebieskie oczy wydawały się być mimo tego małego wypadku pełne blasku. Zupełnie, jakby się z tego cieszył.
– Dzisiaj jest jakiś międzynarodowy dzień rozwalania nosów? – parsknął, przez co kropelki krwi rozbryzgały się na całą umywalkę. Sytuacja przypominała mu tę z rana, tyle tylko, że  tamtemu chłopakowi Sasuke przywalił w twarz bez mrugnięcia okiem i kompletnie go nie interesowało, co się z nim stanie. I, prawdę mówiąc, w tamtym momencie Naruto, którego średnio ruszyło to wyzwisko, był absolutnie zachwycony taką postawą. No dobra, racjonalna część jego mózgu podpowiadała, że to było głupie i że Sasuke mógł mieć kłopoty, ale ta druga… Cholera, on naprawdę pokazał, że mu na nim zależy i jeszcze do tego wszystkiego nazwał go publicznie swoim chłopakiem. Uśmiechnął się szerzej.
– Naruto, ty się naprawdę dobrze czujesz? Bo twoje zachowanie jest co najmniej dziwne. –  Sasuke odwrócił go do siebie i podetknął pod nos drugi, zmoczony w lodowatej wodzie ręcznik.
– Tak, po prostu cię kocham, ty cholerny draniu. – Naruto razem z tym zimnym okładem przykleił mu się do barku, wywołując dreszcz.
Sasuke spojrzał w lustro na swoją twarz, która wyrażała autentyczne zaskoczenie. Dobra, zdawał sobie sprawę z uczuć Naruto, ale tak wprost powiedział mu to pierwszy raz i chyba kompletnie nie miał pojęcia, że to zrobił. Tym bardziej, że te słowa padły po tym, jak go, niechcący co prawda, ale jednak uderzył. Ciekawy kontratak. Odsunął go od siebie i przyjrzał mu się uważnie. Krew chyba przestała już lecieć, ale uśmiech nie zniknął. Przetarł mu twarz czystą stroną ręcznika i pocałował – wolno, jakby leniwie, rozkoszując się dotykiem warg. Objął Naruto w pasie i nie odrywając się od jego ust, zaczął cofać się w stronę pokoju, po omacku, mając świadomość, że zaraz może potknąć się o jakąś pozostawioną jeszcze rzecz, której nie chciało mu się wcześniej się sprzątnąć. Jak na ironię, kiedy przewrócił ich obu na łóżko, uderzył się w kant swojego własnego, zostawionego byle jak laptopa. Zepchnął go gdzieś w róg i wrócił do przerwanych czynności. Naruto miał półprzymknięte oczy i patrzył na niego w taki sposób, że czuł przyjemny ucisk w dole brzucha. Już dawno temu zakochał się w tym spojrzeniu, choć wtedy nie potrafił tego nazwać po imieniu. Walczył sam ze sobą długo, bardzo długo, wmawiając sobie, że to jakaś chwilowa fascynacja, ale to uczucie zamiast gasnąc, rozpalało się coraz bardziej. Próbował wyrzucić Naruto z głowy, zaczął częściej umawiać się na niezobowiązujące randki ze niezobowiązującym seksem, ale to nie przynosiło pożądanych efektów. W końcu tego dnia, gdy Naruto pocałował go w auli, coś w nim pękło. Owszem, początkowo był wściekły, że zrobił to w taki sposób, chcąc z niego zakpić na oczach innych ludzi, ale wreszcie dotarło do niego, że nie jest i nie będzie w stanie opanować swoich uczuć bez względu na to, jak bardzo będzie się starał. Wtedy właśnie zamiast walczyć z nimi, postanowił powalczyć o ich odwzajemnienie.
Teraz, patrząc na Naruto, wiedział, że w tamtym momencie podjął najlepszą decyzję w swoim życiu. Jedyne, czego żałował, to to, że zrobił to tak późno.
Odsunął się lekko od chłopaka, który mruknął coś niezadowolony, ale Sasuke widział, że powieki mu opadają.
– Śpij. –  Wyciągnął spod pomarańczowej narzuty kołdrę i przykrył nią Naruto.
Sam zabrał laptopa i siadając przy biurku, wrócił do pisania tej nieszczęsnej pracy.

Następnego dnia, ku zaskoczeniu Sasuke, obudził go dopiero dźwięk budzika. Miał obawy, że Naruto, który zasnął dość wcześnie, wstanie w środku nocy i zacznie go męczyć dziwnymi pytaniami, jak to miał w zwyczaju, gdy nie mógł spać. Jednak nic takiego nie miało miejsca, więc nawet się wyspał, mimo że przez tę cholerną – jak ją nazywał w myślach – pracę, położył się bardzo późno. Jeszcze musiał stoczyć walkę ze śpiącym Naruto o kawałek kołdry, bo tak się w nią zawinął, że wystawał tylko czubek głowy. Teraz oczywiście też nie był w ogóle przykryty, choć pościel leżała obok, a Naruto, sądząc po szumie wody z łazienki, właśnie brał prysznic.
Sasuke powlókł się do kuchni i wstawił wodę na kawę. Kiedy się zagotowała, zalał dwa kubki i odstawił na blat. Po jakichś dziesięciu minutach z łazienki wyszedł Naruto, ubrany w same bokserki i podszedł do szafy w przedpokoju. Kiedy dość długo nie wracał, Sasuke wychylił się przez blat, żeby zobaczyć, co on tam robi i omal nie opluł się kawą. Naruto stał i trzymał w ręku dwie koszule, nie wiedząc, na którą się zdecydować. Jedna była czarna z pomarańczowymi wstawkami, druga błękitna. Już abstrahując od tego, że zwykle ubierał pierwszy lepszy t-shitr, to Sasuke nie pamiętał, kiedy w ogóle ostatnio widział go w koszuli.
– A ty co, na randkę się wybierasz, że się tak stroisz? – Podszedł i uśmiechając się złośliwie, oparł rękę o ścianę naprzeciwko szafy.
– Nie, do kawiarni. Wypada jakoś wyglądać. – Naruto podsunął mu obie koszule pod nos, jakby to Sasuke miał za niego zdecydować.
Oczywiście dla niego wybór był prosty – niebieska. Nie dość, że Naruto świetnie w niej wyglądał, to jeszcze nie miała w sobie nic pomarańczowego. Już miał mu to powiedzieć, gdy coś go tknęło.
– Zaraz, a ty się przypadkiem nie umówiłeś dzisiaj z Hinatą? – Zbliżył swoją twarz tak, że teraz prawie stykali się nosami. – Jak mi powiesz, że to dla niej, to cię strzelę przez łeb.
– Nie dla niej, ale ze względu na miejsce i sytuację. Ty na zaręczynach Itachiego byłeś w garniturze i czy ja ci coś mówiłem? – Naruto zastanowił się. Tak po prawdzie, to mówił. Że Sasuke powinien się częściej tak ubierać, bo wygląda zabójczo. – Kiedy zobaczę cię znowu w marynarce i krawacie? – zmienił temat i rozmarzył się, a koszule wylądowały na stercie ciuchów w szafie. Złapał Sasuke za włosy, pchnął go lekko na ścianę i pocałował.
– Hmm, aż tak cię to kręci? Nie miałem pojęcia – mruknął Sasuke i oddał pocałunek. Nigdy nie przepadał za garniturami, ale jeżeli to miałby być wabik na Naruto, to czemu nie. – Pewnie na ślubie Itachiego.
– Mam czekać tak długo? – Naruto jednocześnie skrzywił się i jęknął, bo Sasuke zjechał ustami na jego szyję. Odchylił lekko głowę, dając mu większe pole manewru, ale ten odsunął się.
– Muszę iść pod prysznic – powiedział i wziął do ręki błękitną koszulę. – Załóż tę. – Uśmiechnął się pod nosem. No co, w końcu spędzą razem pół dnia na uczelni, on tez chciał mieć ładny widok.

Tego dnia zajęcia minęły w miarę spokojnie. Spokojnie, czyli obyło się bez incydentów, po których Sasuke musiałby znowu komuś przywalić pięścią w twarz. Oczywiście byli teraz naczelną atrakcją całego rocznika i nie tylko, ale starali się nie zwracać na to uwagi. Okazało się, że przy wsparciu przyjaciół, nie jest to wcale takie trudne.
– Weźmiesz moje rzeczy? – Naruto zabrał swój portfel i schował go do kieszeni ciemnych dżinsów. Nie miał zamiaru tachać ze sobą książek z biblioteki, które przed chwilą udało mu się w końcu wypożyczyć.
Sasuke zabrał mu plecak z rąk i rzucił na tylne siedzenie. Spojrzał na zegarek. Było wpół do czwartej.
– Ile ci to zajmie? – zapytał, bawiąc się kluczykami do auta.
– Tyle, ile będzie trzeba. To trochę głupia sytuacja, nie uważasz? Wolę wyjaśnić wszystko raz a porządnie. – Naruto zapiął kurtkę i schował ręce do kieszeni. – Zadzwonię, jak już będę w domu, okej?
Sasuke pokręcił głowa i westchnął. Nie, żeby mu się to wszystko podobało, ale nie miał zamiaru się teraz kłócić. Miał tylko nadzieję, że pójdzie w miarę szybko, bo miał ochotę zedrzeć z Naruto tę błękitną koszulę i naprowadzić jego myśli na zupełnie inny tor, nie uwzględniający Hinaty. Usiadł za kierownicę, a kiedy Naruto, nadal oczekujący odpowiedzi, pochylił się w jego stronę, szybko i dyskretnie go pocałował, po czym gestem dał mu do zrozumienia, żeby już szedł, skoro musi. Patrzył, jak podchodzi do czekającej już na niego Hinaty.
– No, no, Uchiha, teraz to mnie zaskoczyłeś. Wysyłasz swojego chłopaka na randkę z moją kuzynką? – Neji oparł się o drzwi swojego samochodu zaparkowanego tuż obok i spojrzał zdziwiony na Sasuke. – Na twoim miejscu zacząłbym się martwić, Hinata jest beznadziejnie zakochana w Naruto – stwierdził fakt.
– O co ci chodzi? – Sasuke, mimo że tego nie okazał, zirytował się lekko.
– O to, że zdesperowane kobiety są zdolne do wszystkiego. Nie wiesz, co mojej nieśmiałej na pozór kuzyneczce może strzelić do łba. – Neji zaczął się śmiać. – Wiesz, cicha woda i te sprawy…
Sasuke tylko pokręcił głowa i spojrzał na niego jak na kretyna.
– Jakoś nie widzę jej w roli wariatki, która przywiąże go do krzesła i wykorzysta – zakpił. Znał Hinatę od lat, jako małe dzieci bawili się razem w piaskownicy. Zawsze była chorobliwie nieśmiała, choć pamiętał, że kiedyś tak mu przywaliła grabkami w głowę, że aż go zamroczyło. Tolerował ją, bo nie przystawiała się do niego, co było miłą odmianą wśród dziewczyn, które znał. I ten stan rzeczy trwałby zapewne do dziś, gdyby nie odkrył, że ona kocha się w jego Naruto – który oczywiście wtedy jeszcze nie był jego.
– Kto wie, kto wie… Może takie jest przeznaczenie. – Neji nadal snuł swoje teorie, co już zaczynało naprawdę drażnić Sasuke.
– A ty co, kurwa, wróżbitą zostałeś? – spytał i zapiął pas. – I odsuń się, bo blokujesz mi drzwi – mruknął, uruchamiając silnik.
– Dobra, dobra. – Neji podniósł ręce w geście poddania się. – Ale wiesz co, Sasuke? Wyluzuj trochę – poradził i przesunął się tak, żeby mógł zamknąć drzwi i wyjechać.

Usytuowana obok parku przy Akademii kawiarnia była mała, ale elegancka. Naruto pomógł Hinacie z jej płaszczem, a potem zdjął swoją kurtkę i powiesił oba nakrycia na wieszaku. Rozejrzał się i wybrał mały, dwuosobowy stolik pod jednym z okien wychodzących na kilka dębów.
Hinata wydawała się być bardzo zdenerwowana, więc uśmiechnął się do niej i po dżentelmeńsku odsunął krzesło. Sam zajął miejsce po drugiej stronie. Przestawił na bok wazonik z jakimś kwiatem i spojrzał na dziewczynę. Ta zwyczajnie zagapiła się w jego oczy. Naruto nawet nie miał pojęcia o tym, jak bardzo teraz marzy, żeby znów go pocałować. Nie miał też pojęcia o wielu innych rzeczach.
Prawda była taka, że Hinata już pierwszego dnia na uczelni, kiedy go tylko zobaczyła, zakochała się w nim na zabój. Pamiętała dobrze tę chwilę. Była trochę zdenerwowana tłumem ludzi na inauguracyjnym wykładzie z Tsunade. Zajęcia ogólne zawsze mieli ze studentami innych dyscyplin sportowych, więc aula pękała w szwach. Zgubiła gdzieś swojego kuzyna, Nejiego, i rozglądając się niepewnie, zrobiła krok w tył. Wpadła wtedy na kogoś i wypuściła z rąk notatnik. Kiedy się odwróciła, jasnowłosy chłopak, z którym się zderzyła, podnosił jej zeszyt z podłogi. Wyprostował się i spojrzał na nią swoimi niesamowicie niebieskimi oczami. Te oczy były tak piękne, że Hinata nie mogła z wrażenia wydusić ani słowa.
– Proszę. – Blondyn uśmiechnął się rozbrajająco i wyciągnął rękę, chcąc oddać jej własność, a ona pomyślała, że to najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała. Zabrała z jego rąk swój notatnik, przypadkiem dotykając jego dłoni. Tego było już za wiele. Poczuła uderzenie gorąca, a jej serce zaczęło bić jak oszalałe. Zakochała się. Tak od pierwszego wejrzenia. Tak po prostu.
Chłopak jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł zająć miejsce, a ona usiadła dwa rzędy wyżej. Nie miała pojęcia, o czym jest wykład, przez całe półtorej godziny siedziała i wpatrywała się w blond czuprynę nieznajomego. Cały czas zastanawiała się, jaką dyscyplinę sportu uprawia. Marzyła, żeby okazało się, że jest w drużynie pływackiej, tak jak ona. Po zajęciach chciała podejść i chociaż poznać jego imię, ale wrodzona nieśmiałość jej to uniemożliwiała. Jednocześnie bała się, że on zaraz zniknie i już go nie zobaczy, co było dość absurdalne, bo z jakiejkolwiek sekcji by nie był, to i tak mieliby razem niektóre zajęcia. Pamiętała, że znalazł ją później Neji i o coś pytał, ale nawet nie wiedziała o co. Patrzyła tylko na tego blondyna, który rozmawiał teraz w holu z jakimś chłopakiem w kitce i śmiał się, pocierając dłonią włosy z tyłu głowy. Potem dołączył do nich jeszcze jakiś szatyn, podając mu rękę i chyba się przedstawiając. Zastanawiała się, dlaczego ona nie wpadła na tak banalny pomysł, żeby mu się przedstawić, kiedy oddawał jej zeszyt? Przecież to było takie proste. Tylko że wtedy była zbyt zapatrzona w jego oczy, żeby w ogóle o czymś takim pomyśleć.
Studenci powoli zaczęli się rozchodzić w kierunku różnych sal, Neji, widząc, że go nie słucha, też sobie poszedł, a ona nadal stała i się gapiła.
– Coś się stało? – Podeszły do niej dwie dziewczyny. Jedna miała średniej długości różowe włosy, druga długi blond kucyk. Obie w rękach trzymały rozpiski zajęć, dokładnie takie same jak ona. – Uuu, to który ci się podoba? – Blondynka, jak się później okazało miała na imię Ino, zorientowała się w sytuacji i wskazała ruchem głowy teraz już większą grupkę chłopaków, w których Hinata wlepiała wzrok. – Fajnych mamy facetów na roku, nie? Ten w długich włosach, to nie wiem kto to, ale ten przystojniak obok, to Sasuke Uchiha – rozmarzyła się Ino.
Hinata pokiwała głową, znała Sasuke, był jej sąsiadem, ale jakoś nigdy się nim nie interesowała.
– Tych dwóch – mówiła dalej Ino, wskazując na szatyna i chłopaka w kitce – to Kiba i Shikamaru, a ten blondyn to… Sakura, kto to jest?
– Naruto Uzumaki. – Sakura, jako starosta na swoim roku, już mniej więcej orientowała się, kto jest kim. – Ty jesteś Hinata, prawda? A ten w długich włosach, Neji, to jakaś twoja rodzina? Bo macie to samo nazwisko.
– To… to mój kuzyn – wyjąkała Hinata, ale w głowie wciąż krążyła jej jedna myśl: on ma na imię Naruto, on ma na imię Naruto, on ma na imię Naruto…

– Hej, Hinata.. – Naruto pomachał jej ręką przed oczami. – Nie odpływaj.
– Przepraszam, zamyśliłam się. – Spojrzała na chłopaka, który siedział naprzeciwko niej i teraz jakby na coś czekał. – Pytałeś o coś?
– Tak, czego się napijesz. – Naruto nadal wpatrywał się w nią swoimi niebieskimi oczami, czekając na decyzję.
– Emm… – Zerknęła w kartę i wybrała pierwsze, co jej się rzuciło w oczy. – Niech będzie  Caffe Late.
Naruto złożył zamówienie i zastanawiał się, czy zacząć jakiś neutralny temat, ale uznał, że to nie ma najmniejszego sensu. W końcu nie zaprosił tutaj Hinaty, żeby rozmawiać o pogodzie. Widział, że jest zdenerwowana, sam tez nie czuł się komfortowo, więc uznał, że najwyższy czas w końcu wszystko wytłumaczyć.
Podziękował kelnerce, która przyniosła dwie kawy i znów spojrzał na Hinatę.
– No więc… – Potarł nerwowo włosy z tyłu głowy, co po raz kolejny przywołało jej wspomnienia z tamtego dnia. – Tak jak mówiłem, jestem ci winien wyjaśnienia i… I no, cholera, po prostu chciałem cię przeprosić – wyrzucił to w końcu z siebie. – Widzisz, na tamtej imprezie po prostu za dużo wypiłem, wiem, wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale ja naprawdę wtedy chyba nie myślałem. Wybacz, jeżeli dałem ci jakikolwiek powód do… do…
– Powiedziałeś wtedy, że mnie lubisz… – przerwała mu niepewnym głosem i wlepiła wzrok w serwetkę.
Naruto przyjrzał się jej uważnie. Wyglądała teraz na bardzo nieszczęśliwą. Miał do siebie naprawdę duże pretensje, że doprowadził do takiego stanu. Wcześniej nie miał pojęcia, że aż tak jej na nim zależy. Gdyby to wiedział, trzymałby się na dystans, żeby swoim zachowaniem nawet przypadkiem nie dać jakichś fałszywych nadziei.
– Bo to prawda – powiedział po chwili zastanowienia. – Lubię cię i to nawet bardzo, ale jako koleżankę. Hinata, spójrz na mnie. – Poczekał aż dziewczyna podniesie wzrok. – Uważam, że jesteś bardzo ładna i inteligentna, ale to nie zmienia faktu, że kocham kogoś innego.
– Sasuke? – spytała, choć przecież doskonale znała odpowiedź.
– Tak, Sasuke – potwierdził.
Uwadze Hinaty nie umknęło, że niebieskie oczy zabłysły, kiedy wypowiedział imię swojego chłopaka. Musiał być w nam naprawdę bardzo zakochany. Ile ona by dała, żeby to na nią tak reagował. Niestety, zdawała sobie sprawę już od jakiegoś czasu, że to niemożliwe. Wiedziała, że to, czego pragnie najbardziej na świecie, nigdy nie będzie jej.
– Czy przez to się właśnie pokłóciliście? Przeze mnie? – spytał cicho.
– Nie, nie przez ciebie. To była moja wina i tylko ja ponoszę odpowiedzialność. Ty nie miałaś pojęcia, że jesteśmy razem. – Naruto przypomniał sobie minę Sasuke, kiedy ten, wtedy w auli, zapytał wprost o to, co się stało. Takiego rozczarowania w jego oczach nie widział jeszcze nigdy. I miał nadzieję, że już nigdy nie zobaczy. Aż go ścisnęło w żołądku na tamto wspomnienie.
– Czy gdyby nie on, gdyby nie Sasuke, to… – zawahała się. Chciała zadać to pytanie, ale nie była pewna, jak Naruto zareaguje.
– Nie wiem – powiedział szczerze i pokręcił głową. Domyślił się, o co zamierzała zapytać. – Nigdy nie zastanawiałem się, co by było, gdyby Sasuke nadal był dla mnie tylko rywalem. I teraz po prostu nie potrafię sobie już tego wyobrazić.
Hinata milczała dłuższą chwilę, wpatrując się w widok za oknem. Naruto zdążył prawie dopić swoją kawę, gdy się w końcu odezwała.
– Rozumiem – powiedziała i kiwnęła głową. Wydawała się być o wiele spokojniejsza niż na początku rozmowy.
– Czy w takim razie możemy zostać przyjaciółmi? – spytał z nadzieją w głosie. Nie chciał, żeby Hinata miała do niego żal, naprawdę ją lubił i miał nadzieję, że ich relacje jakoś się ułożą.
– A mam jakieś inne wyjście? – zapytała i po raz pierwszy od dwóch tygodni uśmiechnęła się. Naruto odetchnął z ulgą. Miał też nadzieję, że przejdzie jej złość na Sasuke, w końcu znali się od dziecka i szkoda by było, gdyby się przez to wszystko znienawidzili.
Kiedy wychodzili i pomagał założyć jej płaszcz, o czymś sobie przypomniał.
– Mam tylko jeszcze małą prośbę. Nie mów o niczym twojej siostrze. Nie chciałbym, żeby miała złamane serce, kiedy dowie się, że Sasuke jest ze mną – wyjaśnił i spojrzał na nią tak rozbrajająco, że nie mogła się znowu nie uśmiechnąć.
– O to się nie martw. Co prawda Hanabi ciągle chyba żyje złudzeniem, że wyjdzie kiedyś za Sasuke, jednak ostatnio przyprowadziła do domu kolegę z klasy, więc może w końcu z tego wyrośnie.


11 komentarzy:

  1. Wiem, że pewnie uznasz mnie za wariatkę. Ale ja się poryczałam, jak Sasuke myślał, że zakochał się dawno temu. Co najlepsze, nie płaczę na smutnych zakończeniach. Mój chłopak się mnie pytał o co chodzi, a ja ryczałam. Wiem, jestem dziwna.
    I okropnie mi smutno , że to koniec rywali.

    Kioshi

    OdpowiedzUsuń
  2. Bejbe, przeglądaj czasem skrzynkę mailową, co? :) Mam do ciebie mały romans, wszystko ci tam napisałam. Ale to oczywiście po Rywalach.
    Rozdział jak zawsze mi się podobał. Ta intymna chwila, gdzie tak lezeli i Sasuke myślał, że się już dawno zakochał. Mam nadzieję, że dodasz jakiś smaczek z jego przeszłości, jak jeszcze Naruto „nie był jego”.
    Jak Neji zaczął z tym, że Hinata cicha woda itp. to bałam się, że coś wywiniesz. Ze Hinata zrobi coś, za co Sasuke znowu będzie miał pretensje. Ja ci tam nie wierzę, już raz wkopałaś Naruto w ślub z nią:) Żartuję, oczywiście.
    No, ale na szczęście Naruto wyjaśnił co i jak. Podobało mi się to wspomnienie Hinaty, lubię takie wstawki, bo widac, jak to się wszystko rozwijało. Nic się nie wzięło znikąd, wszystko jest powoli wyjaśniane. To jest logiczne, w przeciwieństwie do tego, co się wyprawia w oryginale.
    Tak na koniec, kocham Sasuke. Ale nie oryginalnego, tylko tego twojego Sasuke. Tak ogólnie :D
    Czekam na odpowiedź, mam nadzieję, że się zgodzisz.
    Dei

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam dzisiaj 8 nowych rozdziałów i normalnie zakochałam się w Tobie!

    To SasuNaru czytałam jako gówniara, ja dorastałam na tym opowiadaniu!!!!

    Miałam 15 lat jak zaczęłam czytać Rywali i byłam z nimi przez kilka lat. Kiedyś nawet wydrukowałam to sobie. Nie masz pojęcia jak się ciesze, to powrót do dawnych lat ale z nowymi rozdziałami:) Naprawdę się wzruszyłam.

    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby powinnam współczuć tego fatalnego zauroczenia Hinacie, ale jakoś nie potrafię :P nie jej wina, a jednak miałam nadzieję, że ta rozmowa szybko się skończy i Hyuuga się w końcu odwali, a idź, idź i nie wracaj :D
    Wyjątkowo nie mam żadnych życzeń, domysłów ani... pomysłów :-)
    Pozdrawiam,
    Dynia

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka rada na przyszłość, jak napiszesz sobie jakiś zapas rozdziałów, to nie wrzucaj wszystkiego dzień po dniu, tylko powiedzmy raz na tydzień. Ludzie bardzo szybko się rozbestwiają (ja też) i oczekują, że cały czas będzie codziennie. Szybko zaczynają się niecierpliwić. Poza tym dobrze zostawić sobie czas na napisanie następnych części, bo wena może uciec

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej tego bloga, co widać, nie czyta za dużo osób, w końcu nie był aktualizowany ponad 2 lata. A jak kończę rozdział, to po prostu wrzucam, inaczej zamiast pisać kolejne, ciągle bym coś poprawiała. Jeśli chodzi o zapas tekstu, mam go na kolejne 2-3 rozdziały, tylko muszę to poukładać i dopisać parę rzeczy.

    A tak poza tym, co to za maniera pisania komentarzy jako anonim? Na coś takiego w ogóle nie powinnam odpowiadać, zrobiłam to w ramach wyjątku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie po dwóch latach ludzie się wykruszają, ale jednak ktoś to czyta. Myślałam, że wrzucilas wszystko co masz, bo zaraz po Twoim powrocie dodawalaś prawie codziennie, przez co dwa tygodnie przerwy wydają się masą czasu
      Co do anonima, to jestem zwykłym, szarym czytelnikiem, tak mało aktywnym w internecie, że konto mam tylko na fb i wp

      Usuń
  8. Chodziło mi o zwykły podpis pod komentarzem, żebym wiedziała, komu odpowiadam:) A rozdział będzie dodany w weekend.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejka!!!
    Daaaawno mnie tu nie było! Pierwszy raz od dłuższego czasu zajrzałam tutaj, z myślą, że natknę się na nowy rozdział. Zamiast na jeden, od razu natknęłam się na kilka!
    Wydawało mi się, że opowiadanie zostało porzucone, przez co od kilku miesięcy nie zaglądałam na bloga.
    Cieszę się bardzo, że to nie koniec i nie bardzo dociera do mnie, że ten koniec jest już bliski.
    Rozdziały genialne! nie spodziewałam się tego wszystkiego. Właściwie, zawsze byłam zaskoczona obrotem spraw, pozytywnie, oczywiście ;) Mam nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczysz w następnych rozdziałach :)

    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokończ rywali plissss :) Matko kiedy ja to czytałam.. chyba jak miałam z 16 lat xD Szmat czasu, fajnie że są nowe rozdziały ;) Pozdro

    OdpowiedzUsuń