4 marca 2011

Rywale - rozdział 32

Dzisiaj miałam kilka minut traumy, kiedy rano włączyłam laptopa, a tam komunikat, że mój blog został usunięty. Podczas stawiania na nowo systemu, pogubiłam gdzieś kilka rozdziałów, więc nie odtworzyłabym wszystkiego. No, ale na szczęście chodziło o jakaś formę zabezpieczeń ze strony Google przed zdaje się włamaniami na konto.  Uff… Tak więc w ramach dobrego humoru z tego tytułu, nowy rozdział.
Betowała Kuroneko.
Siruwia – ale skąd ci się wzięła ta farmaceutka, to nie mam pojęcia:) Cieszę się, że scena ci się podobała.
Daimon – no widzisz, ja to mam wyczucie, trafiłam z rozdziałem w Twoje urodziny. Mam nadzieję, że się już wykurowałaś po „Weekendzie” przez wielkie „Wu”.
Kuroneko – chciałabym kiedyś dowiedzieć się dokładnie, które to są te perełki i z jakich względów:)
Kylaan – obawiam się, że w tych dużych wydawnictwach maja masę takich tekstów jak ten:)
Revira – no, najważniejsze to się przyznać
Sasame – oni ustalili, że tylko w przypadku, gdy wszyscy już wiedza o nich, to nie będą kłamać i udawać, że nic ich nie łączy.

______________________________________

Zazwyczaj głośny sygnał budzika w mieszkaniu Uzumakiego sprawiał, że chłopak zrywał się na nogi, tym razem jednak przewrócił się tylko na drugi bok, naciągając na głowę poduszkę. Leżący obok Sasuke otworzył leniwie oczy i zerknął na zegarek. Była siódma.
- Cholera – mruknął. Najwyraźniej nie usłyszał budzika w swoim telefonie. Specjalnie ustawił go na wcześniejszą godzinę, żeby rano wstać i pojechać jeszcze do domu po ubrania na zmianę. Teraz już nie zdąży. Znów przymknął powieki i objął zagrzebanego w pościel blondyna, muskając ustami jego szyję.
- Chyba musimy wstawać – powiedział cicho, jednak Naruto tylko pokręcił głową. Sasuke uśmiechnął się. – Uwierz, też wolałbym tu zostać i… – przesunął dłonią po plecach chłopaka –  robić coś o wiele bardziej ekscytującego, niż słuchanie wywodów Kakashiego, ale… - ugryzł lekko skórę na jego ramieniu – chyba nie spodoba mu się nasza nieobecność.
Uzumaki przewrócił się na plecy i spojrzał na Uchihę zaspanym wzrokiem.
- Trzeba było o tym pomyśleć, zanim zacząłeś mnie molestować – stwierdził i ścisnął trzymaną w ramionach poduszkę.
- Żałujesz? – Sasuke podniósł się i opierając głowę na ręce, patrzył na blondyna z uśmieszkiem zadowolenia.
Naruto tylko coś burknął i zwlekł się z łóżka. Poszedł do łazienki, uznając, że zanim zacznie odpowiadać na pytania Uchihy, musi przynajmniej całkowicie się obudzić. Odkręcił zimną wodę w kranie i przemył twarz. Spojrzał w lustro i zobaczył stojącego za nim bruneta.
- Wyglądasz, jakbyś się co najmniej nie wyspał, co robiłeś przez całą noc? – Czarne oczy zmrużyły się złośliwie.
- Spadaj, Uchiha. – Naruto ochlapał go lodowatą wodą, ale w kącikach ust bystry obserwator dostrzegłby hamowany uśmiech. Uzumaki ominął zadowolonego z siebie bruneta, wszedł do kabiny prysznicowej i zasunął plastikowe drzwi. Na propozycję Sasuke o wspólnym prysznicu, odpowiedział tylko „spadaj”.

Naruto musiał pożyczyć brunetowi jakieś czyste ubranie. Nie bardzo mieli czas na przeszukiwanie szafy, dlatego wyciągnął pierwszą z brzegu czarną koszulkę i bokserki. Korciło go co prawda, żeby zaoferować Sasuke swój t-shirt z napisem: „Młodzież w stanie nietrzeźwym może spowodować potomstwo”, jednak ostatecznie sobie darował. Żarty żartami, ale to był dość drażliwy temat.

Wykład jeszcze się nie zaczął. Znaleźli miejsca w tylnym rzędzie auli, obok przyjaciół blondyna, i czekali na spóźnionego, jak zwykle zresztą,  Kakashiego. Sasuke udawał, że czyta notatki. Niestety, od wczoraj nic się nie zmieniło, nadal był pod obserwacją zaciekawionych studentów. Naruto próbował odpowiadać na pytania siedzącego obok Kiby, jednak obecność bruneta po prawej stronie i wspomnienie dzisiejszej nocy sprawiały, że ciężko było mu się skupić na czymkolwiek.
- Nazwałem go Akamaru. – Inuzuka pochylił się w stronę Uzumakiego, opowiadając z pasją o swoim nowym psim nabytku.  – Słuchasz mnie? – spytał, widząc nieobecny wzrok kolegi.
- Tak, słucham, nazwałeś go Shikamaru – rzucił blondyn, który w swojej głowie widział w tym momencie tylko zasnute mgiełką pożądania oczy Uchihy i  jego potargane włosy.
Cała trójka - Kiba, Nara i oderwany od swoich notatek Sasuke - spojrzeli momentalnie na przyjaciela. Uchiha uśmiechnął się pod nosem, rozumiał stan Naruto. W końcu od dobrych pięciu minut sam tak naprawdę wpatrywał się w jedno i to samo zdanie. Shikamaru tylko pokręcił głową i westchnął, za to Inuzuka chwycił zeszyt i zdzielił nim Uzumakiego po głowie.
- Nie słuchasz mnie – stwierdził, rozeźlony ignorowaniem jego osoby.
W tym momencie drzwi do auli uchyliły się z lekkim skrzypnięciem, a Naruto, będąc w duchu wdzięczny za przybycie Kakashiego, uśmiechnął się tylko przepraszająco do Kiby. Spojrzał w dół, jednak przy wejściu znajdującym się w dolnej części pomieszczenia nie było Hakate. Stał tam za to wysoki chłopak z ciemnymi, spiętymi gumką włosami. 
- Itachi? – Naruto spojrzał zdziwiony na Sasuke, jednak na twarzy czarnookiego również widać było zaskoczenie.
Przybyły gość podszedł do stojącego na podwyższeniu biurka, skupiając na sobie uwagę studentów.
- Czy pana Kakashiego dzisiaj nie będzie?  - Zapytała jakaś dziewczyna z pierwszego rzędu.
- Nie, nie, ja w innej sprawie. – Długowłosy uśmiechnął się i poprosił o ciszę. – Nazywam się Uchiha… - W tym momencie wiele osób odwróciło głowy i spojrzało na Sasuke, szepcząc coś między sobą. -  Itachi Uchiha – poprawił się brunet, co wyszło dość komicznie, jakby chciał sparodiować sposób przedstawiania się Jamesa Bonda. – I, tak, tak, ten tam to mój brat – dodał, widząc zachowanie studentów. Tym razem zaciekawiony wzrok obecnych powędrował z powrotem w stronę podestu. – Doszły mnie plotki na temat Sasuke oraz waszej koleżanki Sakury – kontynuował, widząc że twarze kilku blisko siedzących dziewczyn spochmurniały. – W związku z tym chciałbym to wyjaśnić i prosić wszystkich, aby nie przypisywali moich zasług mojemu młodszemu braciszkowi – oświadczył zabawnym tonem – ponieważ to ja zostanę dumnym rodzicem, a nie on – zakończył i puścił oko w kierunku Sasuke, powodując tym samym wybuch śmiechu w auli. Jednak nie był to żaden szyderczy chichot,  Itachi zrobił na wszystkich tak pozytywne wrażenie, że na jego słowa zareagowali raczej jak na zabawną anegdotkę.
- W takim razie, gratulujemy. – Zawołał jeden ze studentów, a kilka głosów go poparło.
- Gratulacje i kwiaty przyjmuję na zewnątrz – Itachi zażartował i skłonił się wszystkim, powodując nową falę wesołości. Zszedł z podwyższenia i zerkając jeszcze po drodze na uszczęśliwione twarze dziewczyn, otworzył drzwi. – I tak czeka was zawód miłosny – mruknął pod nosem, wychodząc.

Sasuke, mimo że najchętniej ukręciłby Itachiemu łeb za „młodszego braciszka”, to ogólnie rzecz biorąc nie był zły. Co prawda w jego mniemaniu długowłosy mógł wymyślić coś mniej spektakularnego, no ale to w końcu Itachi. Gdyby tylko jeszcze Naruto nie trząsł się przez cały wykład ze śmiechu i nie szturchał go co chwilę, powodując, że jego zwykle idealne pismo przypominało teraz jakieś bohomazy… Sasuke westchnął i odłożył długopis.
- No i co cię tak śmieszy – mruknął w stronę chłopaka.
- Od dziś twój brat jest moim idolem. – Uzumaki zasłonił sobie usta, kaszląc i tym samym maskując głośniejszy wybuch wesołości.
- Nie wątpię. Obaj lubicie robić przedstawienia – stwierdził Uchiha, przypominając sobie i blondynowi pierwszy dzień roku szkolnego. O dziwo, teraz tamta sytuacja powodowała u niego lekki uśmiech, a nie złość, jak kiedyś. Zresztą nawet wtedy tylko przez pierwszych kilka dni wygłup blondyna był naczelnym tematem  plotek, potem sprawa dość szybko ucichła. Chyba nikt tak naprawdę nie uwierzył w odmienną orientację seksualną akademickiej gwiazdy.
- Ma się ten talent – Uzumaki tym razem szturchnął przypadkiem Kibę, za co tamten bezceremonialnie kopnął go w piszczel.

Wykłady i trening skończyły się po szesnastej. Naruto, stojąc oparty o futrynę drzwi wyjściowych z plecakiem zarzuconym na jedno ramię, przeprosił Inuzukę, któremu wcześniej obiecał odwiedziny w akademiku. Akamaru musiał poczekać, a on sam, odpocząć.
- Ale jutro przyjdziesz – Kiba próbował wymóc przyrzeczenie. Blondyn kiwnął głową. – Ok, to do jutra. – Szatyn założył na siebie trzymaną jeszcze przed chwilą w ręku szarą kurtkę i wyszedł z pływalni.
Chwilę później do Uzumakiego podszedł Sasuke i rozglądając się dyskretnie po pomieszczeniu, objął chłopaka w pasie.
- Muszę się przebrać we własne ciuchy. – Przejechał nosem po szyi blondyna i ugryzł go lekko. – A potem coś wymyślimy.
Naruto uśmiechnął się i skinął głową. W momencie, kiedy Uchiha stosował takie argumenty, nawet jego zmęczenie gdzieś ulatywało.

Sasuke podał Uzumakiemu szklankę soku pomarańczowego i wbiegł na górę. Jego rodzice mieli dzisiaj do załatwienia sporo spraw w firmie, a Itachiego nie było, więc zostawił blondyna w kuchni. Sam miał zamiar wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś swojego. Naruto wziął kilka łyków napoju, był bardzo spragniony. Chwilę później prawie podskoczył, kiedy usłyszał charakterystyczny odgłos otwieranego kluczem zamka. Odsunął krzesło i wstał z zamiarem przemknięcia do pokoju Sasuke, nie chciał, żeby ktoś zastał obcego chłopaka we własnym domu. Nie zdążył jednak nawet wyjść z kuchni, gdy drzwi otworzyły się, a do przedpokoju wszedł Itachi.
- Cześć. – Długowłosy, ku zaskoczeniu Naruto, wcale nie zdziwił się na widok jego osoby. – Zabawne, widuję cię chyba częściej niż własnego brata – zażartował Uchiha i odwieszając kurtkę, wszedł do kuchni. – Siadaj, nie gryzę – dodał, widząc na stole do połowy opróżnioną szklankę z sokiem pomarańczowym.
Naruto, trochę zdezorientowany uwagą Itachiego, usiadł z powrotem, ale nie bardzo wiedział, co powiedzieć.
- Fajnie było odwiedzić dzisiaj uczelnię, przypomnieć sobie stare czasy. – Uchiha krzątał się teraz, nastawiając wodę na kawę i nie przejmując się zupełnie zmieszaniem gościa. – Z mlekiem? – spytał, zakładając, że Uzuamki chętnie się z nim napije.
Naruto tylko kiwnął głową. Rozluźnił się trochę.
- Nie wiedziałem, że studiowałeś w akademii – stwierdził po dłuższej przerwie, biorąc napój z rąk czarnowłosego.
- Bo nie studiowałem. - Itachi upił łyk ze swojego kubka w muchomorki. – Skończyłem grafikę komputerową na politechnice, ale na waszej uczelni były zawsze najładniejsze dziewczyny. Było co podziwiać – szczupłe, wysportowane – rozmarzył się. Po chwili o czymś sobie przypomniał, bo wstał i krzycząc „zaraz wracam”, pobiegł do samochodu. Wrócił z dwoma bukietami lilii. Przeszukał wszystkie kuchenne szafki w poszukiwaniu jakiegoś wazonu, ostatecznie jednak kwiaty wylądowały w napełnionych zimną wodą kuflach od piwa.
- Dla Sakury? – Naruto wydawał się już na tyle ośmielony, że zadał to pytanie. Itachi pokiwał głową. – Oba? – Uzumaki uniósł brwi w geście zdziwienia.
- Nie, drugi dla jej matki. - Długowłosy usiadł z powrotem przy stole. – Tak wypada. Zwłaszcza w mojej sytuacji – wyjaśnił blondynowi. – Pamiętaj o tym, jak będziesz… ekhm – zająknął się. – Zresztą nieważne – zakończył temat, patrząc pogodnie na Uzumakiego.
Naruto czuł, że jego twarz robi się czerwona. Czy Itachi coś sugerował? Na szczęście w tym momencie usłyszał odgłos kroków na stopniach. To Sasuke schodził.
- Naruto. – Itachi wstał i położył blondynowi rękę na ramieniu, uśmiechając się porozumiewawczo. – Dbaj o niego – rzucił, jak gdyby nigdy nic, i dopijając ostatni łyk kawy, ruszył w stronę swojego pokoju.