27 kwietnia 2010

Rywale - rozdział 24

Sasuke prowadził auto niekoniecznie zgodnie z przepisami, co Naruto co rusz kwitował prychnięciem.
– No i czego prychasz? – Po którymś z kolei odgłosie wydobywającym się ni to z ust, ni to z nosa, Sasuke w końcu nie wytrzymał.
– Ciągle mi dogryzasz, że jestem kiepskim kierowcą, a sam jedziesz jak daltonista. – Naruto odwrócił się w jego stronę i usiadł bokiem, podciągając nogę na siedzenie. Poprawił pas, bo zaczął niewygodnie wbijać mu się w szyję – Przejechałeś na czerwonym świetle – dodał w kwestii wyjaśnienia.
Sasuke tylko wzruszył ramionami, postanawiając jednak bardziej skupić się na prowadzeniu auta. Był bardzo rozdrażniony i miał świadomość, że w stanie takiej nieuwagi łatwo o wypadek. A tego naprawdę by teraz nie chciał. Jeszcze jakby trafił na jakiegoś furiata, który wyleciałby na niego z gębą, mógłby nie wytrzymać i mu przywalić.  
– Tak w ogóle, wiem, że to wkurzające, ale odpuść. – Naruto złapał jego spojrzenie w lusterku.
– Odpuść? – Sasuke naprawdę musiał być rozdrażniony, skoro nawet na niego warczał. – Tak w ogóle to siadaj po ludzku i zapnij porządnie ten pas.

– Z Sakurą. Odpuść. – Naruto normalnie miałby w nosie jego rozkazy, ale teraz dla świętego spokoju wolał już wrócić do poprzedniej pozycji. Co prawda nie miał pojęcia, w czym to mu w ogóle przeszkadzało, przyczepił się chyba tylko dla zasady, ale nie chciał się teraz z nim kłócić.
– Wiesz, kto jak kto, ale ty nie powinieneś tego mówić. – Sasuke pokręcił z niedowierzaniem głową i zacisnął dłonie mocniej na kierownicy. – Już zapomniałeś, co ci zrobiła?
– Nie, nie zapomniałem, ale…
– A teraz wybrała sobie za cel mojego brata… – kontynuował, nie dając Naruto dojść do słowa.
– Nie, zapo….
– A Itachi chyba upadł na głowę, że się z nią zadaje… – ciągnął dalej, jakby chciał wyrzucić z siebie wszystko, co mu tylko przyszło na myśl.  
– Sasuke! – Naruto miał już dość ciągłego przerywania. – Dasz mi dokończyć?
Sasuke tylko zmarszczył brwi, ale nic nie odpowiedział, co Naruto uznał za przyzwolenie.
– Nie, nie zapomniałem, co zrobiła Sakura. Tylko że masz złe podejście. Może jak odpuścisz, sprawa sama się rozwiąże – zaproponował, ostrożnie dobierając słowa. Sasuke był strasznie uparty i jak sobie coś wmówił, to ciężko było go przekonać do zmiany zdania.
– Co masz na myśli?
– Sam mówiłeś, że twój brat zachowuje się jak dziecko. A wiesz co się dzieje, jak zabiera się dziecku zabawkę? – uśmiechnął się, przypominając sobie własne dzieciństwo i osiedlową piaskownicę. Często rozrabiał, więc dziadek Jirayia miał z nim mnóstwo problemów.
– Wiem, tyle że on sam uznał, że to nie zabawa… – Sasuke westchnął. Może ten młotek miał jednak rację? Przecież jak będzie non stop atakował Itachiego, to ten w końcu pewnie zacznie robić mu na złość. Może faktycznie trzeba to przeczekać. Związki jego brata nigdy nie trwały długo.
– Oj, to taka metafora.
– Znasz takie słowo jak metafora? – Sasuke uniósł brwi, jakby w niedowierzaniu. Mimo, że sprawa była naprawdę poważna, nie mógł sobie odmówić drobnej złośliwości.
– Czy ty masz mnie za idiotę? – Naruto zdenerwował się. To on próbuje znaleźć najlepsze rozwiązanie a, ten drań z niego kpi.
– Żartowałem, już się tak nie naburmuszą. Poza tym wiem, o co ci chodzi z tą zabawką– Sasuke, chcąc nie chcąc, skrzywił się lekko, kiedy przypomniał sobie wydarzenie ze szkoły średniej.
Wychowawcą jego klasy był wówczas Ebisu, facet oglądający się za co ładniejszą dziewczyną w szkole i ukrywający ten fakt pod okularami przeciwsłonecznymi. Ale mniejsza o jego zainteresowania, otóż ten nauczyciel miał dość specyficzne poczucie humoru. Swego czasu wprowadzono w szkołach nowy przedmiot: „Przystosowanie do życia w rodzinie”. W ramach tych zajęć w większości klas podzielono uczniów na pary i kazano opiekować się elektroniczną lalką, miało to uświadamiać nastolatków o konieczności zabezpieczenia się, a najlepiej w ogóle hamować popęd płciowy. Jednak, jak się okazało, wielu chłopaków potraktowało to wyzwanie z przymrużeniem oka, co rusz więc zdarzało się, że płacząca lalka zostawiana była sama sobie w męskiej toalecie, schowku na narzędzia czy – co zaryzykowano tylko raz i nikt nie miał odwagi więcej tego próbować – pod drzwiami gabinetu dyrektora z przypiętą karteczką: „Przygarnij Kropka”.  Ebisu, chcąc uniknąć takich sytuacji w swojej klasie, wpadł na inny pomysł. Przez prawie miesiąc jego uczniowie chodzili do przedszkola i tam – pod okiem przedszkolanki oczywiście – zajmowali się maluchami. Sasuke do dziś wspomina to doświadczenie jako największy koszmar. Dzieciaki były krnąbrne, marudne i wredne. Dobrze pamiętał, że kiedy pewnego razu chciał zabrać swojemu podopiecznemu zabawkę, by ten w końcu położył się spać, tamten wyrwał mu z rąk samochodzik i – z niespodziewaną dla tak młodego wieku siłą – uderzył go nim w głowę. Krew co prawda się nie polała, ale dość pokaźny siniak utrzymywał się dość długo.
– No więc, może najlepiej udawaj, że w ogóle cię to nie obchodzi. Sam zobaczy, jaka jest Sakura – stwierdził Naruto, zadowolony, że znalazł tak proste rozwiązanie.
– A jeżeli nie?
– To wtedy coś wymyślimy – uśmiechnął się szeroko  do Sasuke. – Może pójdziemy gdzieś, w końcu jest sobota – zaproponował.
– Zobaczymy – mruknął Sasuke w odpowiedzi, ale Naruto był pewien, że dostrzegł w lusterku coś na kształt uśmiechu.

Shikamaru, choć od zawsze twierdził, że mieszanie się w czyjeś sprawy jest zbyt kłopotliwe, tym razem uznał jednak, że musi pogadać z Naruto, zanim zjawi się u niego Kiba i zacznie wykładać mu swoje teorie. Nie zamierzał już dłużej ukrywać, że wie, co się święci i uznał za swój przyjacielski obowiązek poznać jego stanowisko w tej kwestii. Czy razem z Sasuke mają w planach ujawnić, co jest między nimi, czy wolą póki co się ukrywać. Jeżeli to drugie, to lepiej, żeby bardziej uważali na to, co robią. Już raz były na ich temat plotki i mimo iż większość ludzi zdawało sobie sprawę, że to nieprawda to i tak napsuły „co poniektórym” dużo krwi.
Dotarł do drzwi prowadzących na klatkę schodową w bloku Naruto, kiedy właśnie wychodziła z niej jakaś grupka ludzi, dlatego nie musiał dzwonić domofonem. Starał się iść cicho, wiedział, że na tym samym piętrze mieszka babcia Temari, która nie patrzyła na niego zbyt przychylnie. Shikamaru swego czasu zastanawiał się, dlaczego jego dziewczyna mieszka w akademiku, a nie z rodziną. W końcu, delikatnie podpytując, poznał całą historię.
Mama Temari, także absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, mając dwadzieścia sześć lat poznała jej ojca, jednak mieszkał setki kilometrów stąd. Mimo że był od niej sporo starszy, postanowiła za nim wyjechać. Nie znał szczegółów, wiedział tylko, że z tego związku najpierw przyszedł na świat Kankuro, którego nie miał okazji do tej pory poznać, potem właśnie Temari, a na końcu Gaara. Niestety, podczas porodu nastąpiły powikłania i mimo że lekarze starali się, jak mogli, udało im się uratować tylko noworodka. Matka, wtedy już trójki dzieci, zmarła, a ojciec załamał się, nie był już tym samym człowiekiem. Kilka lat później zmarł. Temari nie chciała za bardzo o tym mówić, ale z tonu jej wypowiedzi wywnioskował, że ojciec chyba obwiniał Gaarę za śmierć swojej żony, choć starał się tego nie okazywać.
Kankuro i Gaara zadecydowali, że chcą się uczyć w szkole z internatem, a Temari wzięła do siebie ich babcia. Nie było łatwo, nowe miasto, zupełnie inni ludzie. Jednak jakoś się przyzwyczaiła. W końcu, kiedy dostała się na Akademię Wychowania Fizycznego wyprowadziła się do akademika, żeby – jak twierdziła – zaznać prawdziwego życia studenckiego. Ustaliły z babcią, że będzie ją często odwiedzać i pomagać. Shikamaru wcześniej zastanawiał się, jakim cudem Naruto nie wiedział, że jego sąsiadka jest rodziną Temari, ale on przecież wprowadził się do tego mieszkania dosłownie dzień przed rozpoczęciem pierwszego roku, a jej już wtedy tam nie było.
Shikamaru, będąc już na czwartym piętrze, przemknął bezszelestnie korytarzem i zapukał do drzwi. Najpierw bardzo cicho, potem odrobinę głośniej. Zagryzł wargę, zastanawiając się, czy czasami nie wybrał sobie nieodpowiedniej pory. Był pewien, że Naruto jest w środku i to razem z Sasuke, ale może nie chcieli, żeby im przeszkadzać. Choć bardzo prawdopodobne, że po prostu nie usłyszeli pukania. Shikamaru nie chciał walić w drzwi, żeby nie wywabić nikogo z sąsiadów, a tak konkretnie jednej osoby, więc w końcu nacisnął dzwonek, który niestety tez był bardzo głośny i irytujący.
Naruto właśnie zamierzał się przebrać i stojąc z głową w szafie wybierał koszulkę z najlepszym według niego napisem, kiedy usłyszał dzwonek. Spojrzał zdziwiony na Sasuke, ale po chwili wzruszył ramionami i podszedł do drzwi. Wyjrzał przez wizjer. Cholera, Shikamaru – przełknął nerwowo ślinę. Nie uśmiechało mu się, żeby akurat on zobaczył Sasuke w jego pokoju, bo zaraz by się wszystkiego domyślił. Jego przyjaciel był zazwyczaj wkurzająco spostrzegawczy, mało co dało się przed nim ukryć. Na szczęście  był też dyskretny, dlatego Naruto zdecydował się mu otworzyć.
– Schowaj się do szafy –  wyszeptał w stronę Sasuke, dając mu znaki ręką.
Ten tylko popukał się palcem w czoło, dając mu do zrozumienia, że chyba upadł na głowę, jeżeli sądzi, że on będzie się gdziekolwiek chował. Naruto musiał więc użyć wszelkich możliwych argumentów, od gróźb począwszy, na ciekawych obietnicach skończywszy, żeby ostatecznie łaskawie raczył poczekać chwilę w łazience. Dopiero wtedy otworzył drzwi.
– O, cześć Shikamaru! – Udał zaskoczenie i radość z jego wizyty, jednocześnie masując ręką włosy na karku, co już na pierwszy rzut oka zdradzało zdenerwowanie.
– Dłużej się nie dało? – Shikamaru szybko wszedł do środka. Uff, tym razem mu się udało. – Wiesz, że naprzeciwko ciebie mieszka babka Temari? Wiesz, jakie spotkanie z nią byłoby kłopotliwe? – zaczął zrzędzić.
– Wiem. Próbowała mnie z nią swatać – roześmiał się Naruto, po chwili zatykając sobie ręka usta. Chyba nie powinien był tego mówić. – To znaczy… No wiesz…
– To już rozumiem, dlaczego mnie nie lubi. – Shikamaru przewrócił oczami, nic sobie nie robiąc ze zmieszania przyjaciela.
– Nie, to nie to. – Naruto pokręcił głową, przypominając sobie spotkanie na klatce jakiś czas temu. – Ona tylko uważa cię za satanistę.
– Taaa, no to pięknie – mruknął Shikamaru i wszedł dalej, rozglądając się po pomieszczeniach. –  A tak w ogóle to gdzie schowałeś Sasuke? – Nagle zmienił temat, czym prawie przyprawił Naruto o atak serca.
– Że… Że co? O czym ty w ogóle gadasz?  – Zaczął machać rękami, chcąc usilnie zaprzeczyć, co jednak przyniosło dokładnie odwrotny efekt. Jego twarz, która w jednej sekundzie nabrała kolorów i głupia mina zdradzały go od razu. Shikamaru uznał, że Naruto zdecydowanie powinien popracować nad ekspresją w sytuacjach stresowych, bo dało się z niego czytać jak z otwartej książki. W żadnym wypadku nie nadawałby się na szpiega.
– Na parkingu stoi jego samochód, a na wieszaku wisi jego kurtka – wyjaśnił i wzniósł oczy do sufitu. Przecież każdy głupi by to zauważył.  – Jak chcecie się ukrywać, to warto zwracać uwagę na szczegóły – dodał.
– Że niby my? Ale…
– Dobra, młotku, daj spokój. – Drzwi od łazienki otworzyły się, ukazując sylwetkę Sasuke opierającą się o futrynę. – To był ostatni twój głupi pomysł, na który dałem się namówić.
– Draniu… – Naruto tylko jęknął. I co on miał teraz powiedzieć przyjacielowi? Przecież gdyby nie miałby nic do ukrycia, nie chowałby nigdzie Sasuke, bo to już mówiło samo za siebie.
– Wiecie, ja się nie wtrącam, to wasza sprawa – stwierdził Shikamaru, jakby na usprawiedliwienie. – Jednak jeżeli nie chcecie się ujawniać, lepiej pohamujcie się w niektórych miejscach. 
– Co zamierzasz zrobić z tą wiedzą? – Sasuke wyszedł z łazienki, patrząc uważnie na Shikamaru. Poprzednim zdaniem dobitnie dał do zrozumienia, że wie, co się między nimi dzieje. No cóż, ktoś prędzej czy później i tak by się domyślił.
Shikamaru wzruszył ramionami i usiadł na krześle przy blacie kuchennym. Złożył ręce w piramidkę i myślał przez chwilę.
– Po pierwsze, Naruto to mój przyjaciel i na pewno nie zrobiłbym niczego przeciwko niemu. Po drugie, to w ogóle nie jest moja sprawa i nie mieszałbym się w to gdyby nie Kiba… – zrobił sugestywną pauzę. – On już snuje różne teorie spiskowe, choć na razie jest z nimi daleko w lesie. Jednak ta wasza „nagła przyjaźń” już wzbudza duże zainteresowanie, więc po prostu uważajcie – znów wzruszył ramionami i podrapał się po głowie. Cholera, jak on nienawidził takich rozmów.
– Jak się domyśliłeś? – Sasuke zmarszczył brwi. Owszem, wiedział, że Shikamaru był niemalże intelektualnym geniuszem, ale sam pomysł, że dwóch do tej pory heteroseksualnych facetów jest parą, był trochę mało prawdopodobny.
– Jakby Naruto co chwilę nie gapił się na ciebie tym rozmaślonym wzrokiem, to może…
– Że co?! Ja się wcale nie gapię! – wrzasnął Naruto, który nagle znów zrobił się cały czerwony. No też coś! Że on niby tak patrzył na tego drania? W życiu! Owszem, czasami na niego zerkał, wzdychał z przyjemności, gdy ten go całował, a nawet jęczał, gdy brał go do ust, ale nigdy w życiu nie miała żadnego maślanego wzroku! Co to, to nie! – Kłamiesz! – Wyciągnął oskarżycielski palec, zbliżając się do Shikamaru.
– Jeżeli już, to trochę wyolbrzymiam. – Ten tylko podniósł ręce w obronnym geście. – A tak na serio, to wiecie… Centrum handlowe nie jest najlepszym miejscem na okazywanie sobie… Hmm… Nie wiem nawet jak to w waszym przypadku nazwać… – Shikamaru zastanowił się, ale żadne określenie poza „czułości” nie przyszło mu do głowy, ale za to jeszcze by oberwał. – No tak czy inaczej, widziałem was przed sklepem ze sprzętem pływackim.
Sasuke i Naruto spojrzeli na siebie. Obaj wiedzieli o co chodzi. To był ten dzień, kiedy odwiedzili tę nową włoską pizzerię. Może faktycznie trochę za bardzo się wtedy rozluźnili…
– W takim razie możemy liczyć na twoją dyskrecje? – Zapytał Sasuke, żeby się upewnić. Póki co było za wcześnie, żeby jakaś papla się o tym dowiedziała.
– O to się nie martwcie – kiwnął głową Shikamaru. – Choć i tak nie pojmuję, jak to się stało. Wy dwaj razem… – Pokręcił głową z westchnięciem i wstał z krzesła. Musiał wracać do akademika, w końcu był umówiony z Temari, a ona nie znosił gdy się spóźniał. W ogóle dużo rzeczy nie uchodziło mu przy niej płazem, co było istną pożywką dla niezbyt wyszukanego poczucia humoru Kiby, który zawsze potem z niego kpił.
– Ej, właśnie, Shikamaru! – zawołał Naruto, kiedy ten pożegnał się i ruszył w stronę drzwi. – Wybieramy się na piwo, może pójdziesz z nami?


15 komentarzy:

  1. Z tym daltonista to sie dłuzsza chwile zastanawiałam o co chodzi, dopiero potem czytałam dalej xD Rozwaliło mnie 'przygarnij kropka' XDDD *tarza sie po ziemi*
    Fajnie, ze w koncu Shikamaru nie jest przedstawiony jako zakochany bez pamieci w Naruto, wyważony słodziak O.o Super sie zachował :3
    Niuu, mam nadzieje, ze notki beda pojawiały sie częściej x33 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Doskonałe :D
    Uwielbiam ten pani styl, Sanu-san :)
    Zgadzam się z Kimi-san, "przygarnij kropka" było boskie :D:D:D

    Shika,jak to on, jest genialny i fajnie, że się domyślił :)

    Ogólnie było świetnie i nie chce już dłużej pierdziaczyć xDD

    Czekam na new i pozdrawiam serdecznie ;****

    Arika-chan

    PS. Dziękuję za powiadomienia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe. Tylko trochę krótkie.
    A mnie rozwaliło jak Sasuke dostał po głowie zabawką. To musiał być ciekawy wynik. Chociaż właściwie wzmianka o Sasuke jako o niańce wystarczyła.
    Miło, że Shikamaru zauważył i zaakceptował. Ciekawi mnie tylko, czy Sasuke jest zadowolony z wypadu na piwo we trójkę...
    Mogłabyś powiadamiać mnie na nr 13591370

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako iż za równo 7 dni zaczyna się miesiąc katorgi umysłowej i psychicznej, zwanej powszechnie per Matura, chwilowo nie mogę wysilić się na żaden kreatywniejszy komentarz, gdyż mój mózg potrafi przetwarzać obecnie tylko jedną myśl, a mianowicie ' SASAME, TY LENIU! ZA TYDZIEŃ MASZ MATURĘ, KSIĄŻKI LEŻĄ NA STOLE, A TY PATRZYSZ NA STOSIK I ZA KAŻDYM RAZEM, KIEDY JUŻ ZBIERASZ SIĘ ZA STRESZCZENIE, PO 2 MINUTACH DOCHODZISZ DO WNIOSKU, ŻE TO UPIERDLIWE!!! NO DALEJ! DO KSIĄŻEK! DO MATURY DO...O! PRZECIEŻ JEST TYLE FAJNYCH FFików NA FANFICTION.NET...W KOŃCU 7 DNI TO SZMAT CZASU....'

    PS. wypada jednak napisać coś, chociaż małe przemyślenie...Tak więc podoba mi się inteligencja Shiki, choć jestem ciekawa co by było, gdyby Kiba ich 'przylapał' na 'potrójnej randce'....

    Sasame

    OdpowiedzUsuń
  5. No i jak zwykle wspaniale. Ale Shika to jednak niesamowity jest, no... Ale i tak chce zobaczyc mine Kiby, kiedy sie dowie^^ A Sakura by sie mogla utopic...(nie wiem czy tego juz nie pisalam:PP)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku! bylabym zapomniala: 8692768 choc chyba mnie i tak powiadamiasz^^

    OdpowiedzUsuń
  7. :D Kolejny rozdział ^.^ Jestem w Niebie ];> Uwielbiam to opowiadanie. Oczywiście Shikamaru - inteligentna bestia ;P Ale wzmianka Naruto: "Schowaj się do szafy" xDDD Maaatko to już by mi się prędzej kosmato skojarzyło jakby z niej wyszedł, wszak w szafie się kochanków ukrywa ;) albo... *myśli* szkielety.
    'Przygarnij Kropka' rządzi xDDD Myślałam, że spadnę z krzesła wyobrażając sobie minę rektora po zobaczeniu takiej lalki z notką pod swoim gabinetem *hahahaha*
    Pozdrawiam cieplutko ;*
    SasuxNaru Forever!!!!!!!!! ^____^

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeeej, szybko dodałaś ;) I jak zawsze mi się podobało.
    Naruto ma... ciekawe pomysły. Zastanawiam się, ile ja bym dala, żeby zobaczyć jak Sasuke rzeczywiście wskakuje do szafy i siedzi tam cichutko w obawie przed wykryciem xD
    A gdy młody Uchiha pojawił się jako niańka w przedszkolu, parsknęłam śmiechem. Jak dobrze, że ja chodząc na wolontariat, nie zdecydowałam się latać do przedszkola i czytać bajki dzieciakom - to pewnie skończyłoby się dla mnie traumą (tak jak dla biednego Sasuke) i czymś bardzo podobnym dla tych przedszkolaków... ;D
    I tak, "Przygarnij kropka" jest the best ;D Jejku, skąd Ty czerpiesz takie pomysły?
    No i po prostu kocham prostolinijność Naruto! "Jesteś w porządku, to chodź z nami na piwo" :)

    A tak gwoli wytłumaczenia odnośnie mojego bloga - to nie jest do końca tak, że jest tam tylko SasuNaru. Nie chce Cię wprowadzać w błąd, bo mam tam tylko jedno takie opowiadanie i jest ono dość krótkie. Pisałam je dla mojego dobrego przyjaciela i główny zarys fabuły zrobił właśnie on, ja tylko napisałam :) No i chociaż zakończenie nie jest tragiczne czy jakieś angstowe, może Ci się niespecjalnie podobać (sądząc po tym, że nie przepadasz za złymi zakończeniami, a to jest takie... takie nijakie w sumie).
    Tak tylko wolę nadmienić, żebyś potem ewentualnie nie miała do pretensji, że zaznajomiłaś się z czymś, czego nie lubisz, czy coś ;)
    Pozdrawiam,
    mechalice

    OdpowiedzUsuń
  9. A weszłam tak ot sobie, a może coś będzie? I proszę jaka siurpryza.
    Shikamaru, jak zawsze domyślny i niezawodny. Babcia Temari naprawdę powinna go bliżej poznać. Natychmiast zmieniłaby zdanie na jego temat. Też uważam, że powinni zostawić Sakurę w spokoju. Itachi to duży chłopiec i sobie poradzi. Niech lepiej zajmą się sobą ;)
    Co do innych opowiadań, taaak już wsiąkłam w sznurki od Ciebie i sznurki ze sznurków. Jestem już zaplątana, zamotana i przywiązana do laptopa. Tylko czasu qrka brakuje, ech. Po co komu praca? Czemu nikt nie płaci za siedzenie w necie? Dobrze chociaż, że maturę i w ogóle naukę mam już daleeeko za sobą. Trzymam kciuki za maturzystów :D
    Pozdrawiam i niech wen nadal będzie z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Notka świetna
    Nie będę się rozdrabniać zważywszy na późną porę. Wybacz.

    Chcę być powiadamiana

    Megami(dawnej Kludynka)
    7541773

    OdpowiedzUsuń
  11. Ech no wiem wiem, że tamto było bardziej cukierkowe :)
    ale i tak lubie czasem to poczytać :)
    co do notki: fakt, krótka, ale fajna. Podobała mi się. A najbardziej to mi się chyba spodobał tekst "Wejdź do szafy" xDD
    No i fajnie, że chłopaki będą mieli oparcie w Shikamaru :)
    Pozdrawiam i życzę weny ^^

    P.S
    Aaaa..i powodzenia na maturze..kiedykolwiek ją masz ^^ połamania wszystkich wkładów w długopisie ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Tarquin - bo to zdaje się Twój komentarz wyżej - dzięki, ale maturę zdawałam już dawno temu:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Już wczoraj przeczytałam rozdział, jednak nie miałam czasu komentować, więc robię to dopiero dzisiaj.

    We wstępie wyszłaś z propozycją założenia strony z recenzjami i poradami pisarskimi. Pomysł mi się bardzo podobał i zdziwiło mnie, gdy dzisiaj weszłam i zobaczyłam, że usunęłaś tą część. Według mnie byłoby to naprawdę fajne posunięcie i dziwi mnie też to, że tak mało osób się nim zainteresowało i zwróciło na niego uwagę. Bo z tego co przeglądałam komentarze nikt się chyba nim nie zainteresował. Ale mogło mi coś umknąć.
    Tak więc podtrzymując wcześniejszą myśl, sądzę, że warto by było coś takiego zrobić, a ja jestem pierwsza, która się zapisze, by zostać ocenioną! :) Porady od kogoś takiego jak ty są dużo cenniejsze od ocen na blogach, gdzie połowę punktacji zajmuje wygląd bloga, dodatki i podobne duperele. No, przynajmniej takie jest moje zdanie :)

    Długość rozdziału wcale mi nie przeszkadzała, jednak mam jedno zastrzeżenie. Czytając rozdział jakoś nie bardzo dało się wyczuć twój styl, ten był jakiś taki inny. Ale nie wiem, może mi się wydawało, może miałam dziwny nastrój (co ostatnio u mnie dość często występuje) i dlatego to tak odebrałam.

    Jak ja uwielbiam, gdy chłopcy prowadzą samochód! Naruto jadący z szybkością Kubicy, Sasuke cierpiący na daltonizm! Nic tak nie poprawia nastroju jak tych dwoje za kółkiem, naprawdę :)
    Fragment z Sasuke w przedszkole dla mnie nie miał w sobie nic z komedii, bardziej mogłabym go porównać do horroru ^-^ och, groza w czystej postaci (czyt. dzieci).
    Co jeszcze... ach, tak! Shikamaru i historia Temari. Nie powiem ciekawie to wszystko wymyśliłaś. Gaara na archeologi, Kankuro na aktorstwie (chociaż mi bardziej by tu pasowało tworzenie masek i rekwizytów teatralnych, chociaż... to chyba Sasorii tworzył kukły (?) w mandze, och, no nic nie będę się wypowiadała na temat, w którym nie siedzę ^^').
    A na koniec mister Uchiha i szafa. No powaliłaś mnie tym na kolana. Kiedy to sobie wyobraziłam nie mogłam przestać się śmiać. Ale i tak się schował! :D

    Ach, jeszcze wtrącę jedno bo mi się przypomniało. Nie podobają mi się te przeskoki czasowe. Mówię tutaj o poprzedniej notce i jeszcze przedostatniej. Tak tylko mówię, bo moim zdaniem zaczęłaś jeden wątek, a później przeszłaś już do czego innego. Oczywiście można to potraktować jako zakończony, ale no... no dość ciekawie się tam zapowiadało, o!

    To chyba na tyle.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Życzę weny, a przede wszystkim czasu do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. "Woah!"
    Taka właśnie była moja reakcja gdy weszłam na bloga po raz kolejny i zobaczyłam nowy rozdział :)
    Szalejesz, a w porównaniu z ostatnią przerwą czasową, bardzo mi się to podoba.
    Cieszy mnie, że mój blog był jednym z tych, które Cię zainspirowały, bo teraz to Twój blog zdecydowanie mnie motywuje :) No cóż...trzba sobie pomagać :P

    Co do długości rozdziałów...krótko, zwięźle i na temat? Tak bym się wyraziła. Było wszystko co powinno być zawarte.
    Było luźno i wesoło, Naruto wczuł się w rolę nauczyciela, a Uchiha odpuścił trochę. No i dowiedzieliśmy się czegoś o przeszłości naszych "piaskowych" bohaterów.
    No i oczywiście niezawodna inteligencja Nary. Niektóre teksty powaliły mnie na kolana i zdecydowanie takie rozdziały mi się podobają.
    Jeżeli utrzymasz taki rytm to będzie całkiem przyjemnie :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Un^__^ No tak jakoś wpadłam na bloga i stwierdzam że piszesz cholernie ciekawie^^ Ogromnie podoba mi się twój styl pisania.Sama mam blog yao tylko że mam tam paringi z FMA i 1 z Naruto na www.anime-yaoii.blog.onet.pl powadamiaj mnie o notkach jeśli możesz a i moje GG to 21073623 ^^

    OdpowiedzUsuń