28 kwietnia 2009

Rywale - rozdział 5


Przez kilka następnych dni Naruto, mimo że mógł iść wcześniej do domu, zostawał na basenie, przyglądając się trenującym kolegom. Jak on im cholernie zazdrościł. Gdyby nie Sasuke, też teraz dawałby z siebie wszystko, aby poprawić rezultaty. Gdyby nie Sasuke… Tylko, czy to na pewno była jego wina? Naruto zwiesił smętnie głowę. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że od czasu bójki, nastąpiła zmiana w jego postrzeganiu rywala. Co prawda nadal uważał go za zimnego drania i egoistę, ale dzięki bójce wyładował już swoją złość, tłumioną od tak dawna. Chyba sprawdziło się powiedzenie, że nieporozumienia pomiędzy mężczyznami najlepiej wyjaśnić za pomocą pięści. Gdyby tylko nie to złamanie. Westchnął i usiadł na jednym ze słupków startowych. Nawet nie zauważył, że wybrał miejsce akurat przy torze, gdzie płynął Sasuke, dopóki ten nie ochlapał go wodą. Odruchowo spojrzał w dół: świetnie wyrzeźbiona sylwetka,  precyzyjne ruchy, wyraz uporu na twarzy – nawet on sam musiał przyznać, że jest na co popatrzeć. Sasuke był idealny pod każdym względem, oczywiście fizycznie, bo jego charakter pozostawiał wiele do życzenia. Tak, gdyby nie paskudne zachowanie, to może nawet zostaliby dobrymi znajomymi, w końcu dzielili jedną pasję. Naruto, snując swoje rozważania, nie zdawał sobie sprawy, że przez cały czas śledzi wzrokiem Sasuke, który w tym momencie po raz kolejny dopłynął do słupka, jednak zamiast odbić się i zawrócić, podciągnął się i oparł  rękami o krawędź basenu.
– Dlaczego cały czas mnie obserwujesz? – spytał, ściągając na szyję okulary i unosząc wzrok.
– Co? Ja? – Naruto wyrwany z rozmyślań spojrzał na chłopaka. 
– Tak ty, wszyscy inni są zajęci treningiem i nie mają w zwyczaju gapić się na rywali – zakpił, przekrzywiając lekko głowę.
– Ja się wcale nie gapię, a już na pewno nie na ciebie – zaprotestował Naruto. – Są tu o wiele ciekawsze obiekty obserwacji – dodał, demonstracyjnie odwracając głowę i kierując wzrok na koleżanki z drużyny.
– Tak, zapewne – prychnął Sasuke. – Tylko w takim razie, dlaczego od dobrych dziesięciu minut wlepiasz wzrok akurat we mnie? Podobam ci się? – Uniósł brwi i uśmiechnął się drwiąco.
Naruto poczuł, że jego twarz robi się czerwona. Miał świadomość, że uwaga była celna, przecież faktycznie oceniał jego wygląd. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać.
– Ty? Chyba śnisz – odpowiedział kpiąco, ale nie wyszło tak dobrze, jak chciał.
Sasuke, spoglądając z ironią, podciągnął się i wyszedł z basenu. Kropelki wody spływały po jego ciele, zatrzymując się dopiero na grafitowym materiale kąpielówek. Pochylił się nad Naruto.
– A może pod przykrywką ośmieszenia mnie, wtedy w auli,  kryło się coś więcej? – szepnął złośliwie, a jego gorący oddech tuż przy uchu sprawił, że chłopaka przeszły dreszcze.
– Co? Odbiło ci? – Naruto odsunął się, zdezorientowany własną reakcją.
– Jeżeli tak bardzo chciałeś dowiedzieć się, jak całuję, to trzeba było poprosić. – Sasuke z satysfakcją patrzył na coraz bardziej zakłopotanego rywala.
– Ja… Wcale, że nie… – Naruto nie potrafił znaleźć w tym momencie słów, które mogłyby posłużyć za ripostę.
Sasuke tylko pokiwał kpiąco głową i poszedł pod natrysk, zostawiając chłopaka własnym przemyśleniom. – Masz, czego chciałeś – mruknął jeszcze do siebie, ale oprócz złośliwości w jego tonie pobrzmiewało zadowolenie.

Neji odsunął telefon od ucha i spojrzał na wyświetlacz: dwadzieścia minut i trzydzieści cztery sekundy. Westchnął, chowając komórkę do kieszeni. Tak to jest, kiedy dziewczyna dzwoni „na sekundę” – pomyślał. Wyszedł z budynku pływalni i skierował się na parking. Miał dzisiaj wracać do domu z Sasuke, bo jego własne auto było w warsztacie, poza tym chciał porozmawiać na temat sobotniej imprezy. Kilka dni temu Tenten, z którą spotykał się od roku, prosiła, by przyprowadził go do akademika. To miała być sprawa życia lub śmierci dla jakieś koleżanki. Prychnął pod nosem i podszedł do czarnej Hondy.  Sasuke stał oparty się o bok samochodu i wyglądał na dziwnie z siebie zadowolonego.
– Sorki, że czekałeś. – Neji uniósł rękę w przepraszającym geście. – Tenten nie mogła się nagadać – wyjaśnił.
– Baby – mruknął Sasuke, otwierając drzwi i siadając za kierownicę auta.
Neji usadowił się obok, ale czekał z rozmową, aż wyjadą z terenu uczelni. Ludzie  mieli tutaj irytujący zwyczaj przechodzenia przez parking, mimo że obok były stworzone do tego celu chodniki. W końcu zdołali wytoczyć się na ulicę.
– W sobotę jest impreza w akademiku – zaczął, obserwując ruch w lusterku.
– Wiem. Nawet Itachi o tym trąbił. – Sasuke nie wydawał się zainteresowany.
– Będziesz? – Neji przeniósł wzrok z lusterka na drogę przed nimi.
– Raczej nie. – Sasuke wcisnął hamulec, zatrzymując pojazd na czerwonym świetle. – Cholera, przejechać przez miasto o tej godzinie, to koszmar – mruknął.
– Co ci szkodzi? Pokażesz się z jakąś dziewczyną i ludzie przestaną plotkować – Neji wiedział, w jaki sposób rozmawiać z kolegą, by ten w ogóle chciał go słuchać. – Zresztą, już dawno nie piliśmy razem – kontynuował, bo znał  Sasuke na tyle, by wiedzieć, że ten rozważa pomysł. Gdyby było inaczej, od razu powiedziałby nie.
Neji naprawdę chciał, żeby Sasuke przyszedł na tę imprezę, nie tylko ze względu na jakieś koleżanki Tenten. Bądź co bądź, znali się od dawna i dziwnie było patrzeć, jak zamyka się w tej swojej skorupie. Czasami zastanawiał się, co jest tego powodem. Przecież on miał wszystko, czego chciał. Uganiała się za nim znaczna część żeńskiej populacji uczelni, osiągał świetne wyniki w szkole, o sporcie już nie wspominając, miał fajnego starszego brata… Tak, Neji był zdania, że Itachi jest naprawdę w porządku i dziwił się Sasuke, który tego poglądu nie podzielał. On sam nie miał rodzeństwa, jedynie dwie kuzynki. Kiedyś nawet udało mu się umówić Sasuke z jedną z nich – Hinatą, ale nic z tego nie wyszło. Ani on nie był zainteresowany nią, ani a ona nim. Jak się dużo później zorientował, kuzynka gustowała raczej w przeciwieństwie Sasuke – Naruto Uzumakim. Ale nie miała szczęścia. Najpierw na drodze stanęła jej Sakura, a potem… Neji parsknął śmiechem, gdy przypomniał sobie minę Hinaty  na widok Naruto całującego Sasuke w auli.
– Co jest takie śmieszne? – chłopak przerwał te rozmyślania.
– Nie, nic. Coś mi się przypomniało. – Neji machnął ręką, sugerując tym samym, że to nieistotne. –  A co do imprezy, naprawdę fajnie by było, gdybyś przyszedł – powrócił do tematu.
– Zastanowię się – rzucił na odczepnego Sasuke, dając do zrozumienia, żeby Neji odpuścił.
Zatrzymał się przed jego domem, a gdy ten wysiadł, wjechał na sąsiadujący podjazd.

Sasuke mieszkał w dużym jednopiętrowym domu, zaprojektowanym  ponoć przez jakiegoś znanego architekta. Budynek był w kolorze ecru, posiadał wiele szklanych elementów i wyglądał na bardzo drogi. Wokół domu rozciągał się spory jak na posiadłość miejską teren zielony, a z tylu znajdował się duży basen.  Jednak tym, co w tym momencie interesowało Sasuke był właśnie podjazd. Z trudem zmieścił się Hondą w bramie, bo jego brat – jak zwykle zresztą – zostawił swój samochód na środku drogi. Itachi w ogóle nie przejmował się tak prozaicznymi rzeczami, jak ta, że jego auto blokuje wjazd. Wolał poświęcić czas o wiele bardziej istotnym, w jego opinii oczywiście, sprawom. Obecnie na przykład przechodził etap zafascynowania psychologią i tylko o tym myślał. Przez ostatnie kilka dni chodził za Sasuke, próbując analizować jego zachowanie i doszukiwać się przyczyn takiego stanu rzeczy. Na przykład wczoraj wieczorem. Przyszedł do jego pokoju z jakąś kartką, podsuwając mu ją pod nos.
– Sasuke, co widzisz na obrazku – zapytał i gryząc ołówek usiadł na blacie biurka, zupełnie ignorując stojące obok krzesło.
– Co to ma być? – Zerknął na papier, na którym widniała jakaś dziwna plama. Naprawdę, czasami nie wiedział, czy ma współczuć bratu, który cofa się w rozwoju, czy się wkurzyć, za zajmowanie czasu bzdurami.
– To taki test. Więc, co widzisz? – Itachi ponowił pytanie.
– Wygląda na rozlaną kawę. – Obrzucił arkusz krytycznym spojrzeniem.
– E, skąd wiesz? – Itachi zabrał z powrotem swoją pomoc naukową.
– Bo są tu jeszcze resztki fusów. – Pokręcił głową z politowaniem.
– No dobra, nieważne, ale popatrz, jakby to obrócić tak – brat przytrzymał kartkę pod skosem – to wygląda jak mapa Afryki, nie? – spytał.
Sasuke przewrócił oczami.
– No, a jak spojrzeć pod tym kątem, przypomina… Eeee – Itachi zastanowił się. – Nie wiem, jak ty uważasz?
– Niezmiennie uważam, że to przypomina wyłącznie plamę po kawie. – Sasuke miał powoli dość.
– Ehh, ciężki z ciebie przypadek. – Itachi zniechęcony brakiem chęci współpracy pokręcił głową i poszedł do siebie.
Sasuke wiedział jednak, że jak on już się na coś uprze, to nie odpuści tak łatwo. W tej jednej kwestii byli identyczni. I nie mylił się. Ledwo zdołał przekroczyć próg domu, gdy został zaatakowany.
– O jesteś, Sasuke – ucieszył się Itachi.
– Jak widać. – Rzucił granatowo-białą sportową torbę na podłogę i zabrał się za rozwiązywanie sznurówek.
– Bo wiesz, znalazłem ciekawy test psychologiczny – poinformował Itachi, opierając się o wieszak na kurtki.
– Daj mi spokój z tymi idiotyzmami – zdenerwował się Sasuke i zabierając torbę, ruszył w stronę swojego pokoju. – I przestaw auto, nie można przejechać – zwrócił uwagę.
– Ej, no nie bądź taki. – Brat poszedł za nim, ale z premedytacją zatrzasnął mu drzwi przed nosem. – A jak ci coś obiecam w zamian? – Itachi przyłożył oko do dziurki od klucza, ale niestety, nic ciekawego nie zobaczył, bo z drugiej strony była zamontowana metalowa zasuwka.
 Sasuke, słysząc propozycję brata, zatrzymał się, a  po chwili wahania wrócił  i otworzył drzwi.
– Zrobisz to, o co cię poproszę? – W czarnych oczach błysnęło coś na kształt zainteresowania.
Itachi kiwnął głową.
– A co takiego? – spytał z ciekawością, bo nie przychodziło mu do głowy nic, czego młodszy brat może od niego chcieć.
– Dowiesz się w swoim czasie. – Sasuke zmrużył oczy, a na jego twarz wypłynął wyrażający pewność siebie uśmieszek.

Siedział przy stoliku w pokoju Itachiego i ze znudzoną miną podpierał głowę na ręce. Już zaczynał żałować, że się zgodził, patrząc na szczerzącego zęby brata i plik  kartek na blacie.
– Zaczynamy! – Itachi był wyraźnie podekscytowany. – Może powinieneś położyć się na kanapie, no wiesz, jak u psychologa – wpadł na pomysł. – No dobra, może jednak nie – dodał, widząc sugestywne spojrzenie „pacjenta”.
Wyraz twarzy Sasuke ewidentnie wyrażał ubolewanie nad głupotą brata.
– Mam tu taki formularz. – Itachi spojrzał w leżący przed nim arkusz – Imię i nazwisko – przeczytał machinalnie standardową rubrykę. – Tak, tak, wiem, przejdźmy dalej –  przygryzł długopis. – Pytanie pierwsze: Czy jesteś osobą nerwową? – Spojrzał na Sasuke, czekając na odpowiedź.
– Nie – usłyszał.
– Czy łatwo wyprowadzić cię z równowagi? – kontynuował.
– Nie – Sasuke po raz drugi zaprzeczył, zastanawiając się przy okazji, co brat zamierza zrobić z tymi odpowiedziami.
– Czy w ciągu ostatnich kilku dni ktoś wyprowadził cię z równowagi? – padło kolejne pytanie.
– Tak – mruknął Sasuke, a po chwili mimowolnie uniósł kąciki ust, na wspomnienie swojej dzisiejszej prowokacji. Tym razem to jemu udało się wyprowadzić z równowagi Naruto. Taki mały odwet.
– Kto – zainteresował się Itachi.
– Nie twoja sprawa i to chyba nie jest kolejne pytanie? – Ton głosu brata wykluczał jakąkolwiek dyskusję.
– Nie, nie jest. Czy prowadzisz stresujący tryb życia? – czytał dalej, wpisując jednocześnie długopisem odpowiedzi.
– Nie. – Sasuke chciał zerknąć i sprawdzić, ile jeszcze pytań zostało, ale Itachi odsunął formularz poza zasięg jego wzroku.
– Czy ktoś z najbliższego otoczenia szczególnie cię drażni? – zapytał.
– Tak. – Sasuke zrezygnował z próby zobaczenia arkusza i znów oparł głowę na ręce. –  Ty – dodał, uprzedzając kolejne dodatkowe pytanie.
– No wiesz co? – Itachi jęknął z udawaną rozpaczą, ale zaraz przeszedł do następnego punktu. – Czy uważasz się za osobę niezrozumianą przez otoczenie?
– Co to za kretyńskie pytania? – Sasuke uniósł brwi.
– Wrócimy do tego. – Itachi coś tam sobie zanotował i brnął dalej. – Czy czujesz się niedoceniany przez ludzi ze swojego otoczenia?
– Skąd ty wziąłeś ten idiotyczny test? – Sasuke nie miał zamiaru odpowiadać.
– Czego boisz się najbardziej? –  Itachi kontynuował niezrażony.
– Że mnie szlag trafi od tych idiotycznych pytań. – Sasuke wstał i wychylił się, chcąc zobaczyć kartkę, ale brat wykazał się refleksem, zabierając ją.
– Czy u kogoś z rodziny występują przypadki zaburzeń psychicznych? – zapytał, trzymając formularz na kolanach.
– Tak, u starszego brata. Na pewno coś nie tak z jego głową. – Sasuke był już wyraźnie zirytowany.
– Czy miałeś myśli samobójcze?
To pytanie przeważyło szalę. Odsunął stół i wyrwał Itachiemu kartkę.
Czy uważasz się za osobę wrażliwą? Czy często płaczesz? Czy lubisz się malować? To były kolejne pytania, których nie zdążył jeszcze przeczytać. Sasuke zdębiał. Zerknął na górę arkusza, gdzie widniał nagłówek: Czy masz zadatki, by zostać prawdziwym Emo? Poczuł, że zaczyna  ogarniać go furia.
– Uważasz, że to dobry żart? – Zgniótł  kartkę i rzucił ze złością na podłogę.
– Nie, no… Wczoraj znaleźliśmy to w internecie, a Sasori stwierdził, że pasuje do ciebie, więc chciałem…  – Itachi nie zdążył dokończyć, bo wściekły Sasuke wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.

Naruto wracał do domu pieszo. Było naprawdę ciepło jak na październikowe popołudnie, a on nie miał ochoty jechać w taką pogodę autobusem. Nie znosił tłoku w godzinach szczytu. Źle się czuł, wciśnięty między innych ludzi, nie mogąc nawet ruszyć ręką, bo wtedy krzyczeli, że „gówniarz się pcha”. Zresztą, idąc, miał czas na przemyślenia. A było nad czym się zastanawiać. Przede wszystkim, dlaczego tak dziwnie dzisiaj zareagował  na bliskość Sasuke i po jaką cholerę w ogóle patrzył na niego? Może powinien znowu zacząć umawiać się z dziewczynami, bo z tej samotności mózg mu się lasuje? Przechodził właśnie przez park. Jakaś para przytulała się na ławce. Naruto zastanawiał się, czy potrafiłby jeszcze komuś zaufać. Od czasu Sakury nie pozwolił zbliżyć się do siebie żadnej dziewczynie. A jeżeli robi błąd? Przecież nie wszystkie są takie same. Może powinien zmusić się i umówić z którąś z koleżanek? Miło jest przecież mieć kogoś, czuć jego ciepło… Jak na złość akurat teraz  przypomniał mu się Sasuke i jego gorący oddech na skórze. Znów poczuł przyjemne dreszcze. Tak nie może być – pomyślał. Z silnym postanowieniem wybicia sobie z głowy myśli o rywalu, który przecież zabiera wszystko, na czym mu zależy, wszedł do klatki schodowej.