22 kwietnia 2009

Rywale - rozdział 4


Kiba i Shikamaru siedzieli przed budynkiem akademii na ozdobnym ceglanym murku, który postawiono wzdłuż głównego chodnika prowadzącego z parkingu na uczelnię. Było to bardzo popularne wśród studentów miejsce, oblegane zwłaszcza w ciepłe dni, gdyż na polanie za ogrodzeniem lubiły przebywać dziewczyny. A skoro z początkiem października pogoda dopisywała, to Kiba mógł w tym momencie bezkarnie obserwować studentki, śliniąc się przy tym niemiłosiernie. Shikamaru, chwilę wcześniej upewniwszy się, że w żeńskim towarzystwie nie ma interesującej go osoby, rozwiązywał krzyżówkę. To było jego hobby, niestety dość denerwujące, bo zawsze myślał na głos.
– Na niej siadasz, na cztery litery… –  przeczytał jedno z haseł do odgadnięcia.
– Ma niezły tyłek. – Kiba wpatrywał się w pewną blondynkę i kompletnie nie słuchał przyjaciela.
– Tyłek nie pasuje. Na pe… P U F A – wpisał odpowiedź Shikamaru.
– I te nogi – rozmarzył się Kiba.
– Teren poniżej poziomu morza… – Shikamaru zdawał się nie interesować spostrzeżeniami towarzysza, jednak uniósł na chwilę wzrok znad krzyżówki. Faktycznie, dziewczyna była niczego sobie, jak to zwykł określać. Wysoka, szczupła, zgrabne nogi i długie blond włosy. Nic dziwnego, że Kiba dostał małpiego rozumu. Chociaż, jakby się zastanowić, on zawsze głupiał na widok atrakcyjnych przedstawicielek płci przeciwnej.
– Ciekawe, czy by się ze mną umówiła. – chłopak zerknął na kolegę, ale ten na powrót zainteresował się swoim hobby.
– D E P R E S J A – przeliterował.
– Nie no, depresję to ja zaraz będę miał. Shikamaru, możesz czasem słuchać, co do ciebie mówię? – Kiba chciał wyrwać przyjacielowi długopis, ale tamten zrobił skuteczny unik.
– Imię żeńskie na siedem liter, pierwsza A – kontynuował.
– Wiesz, że do tej pory nawet nie wiem, jak ma na imię? – Urażony brakiem zainteresowania swoimi problemami Kiba chciał tym razem zabrać krzyżówkę, ale Shikamaru odsunął się.
– Ino – mruknął.
– Nigdy się nie przedstawiłem. – Chłopak nie zwrócił uwagi na to, co mówił kolega.
– Mówię ci, że Ino – powtórzył trochę głośniej.
– Co? Skąd wiesz? – Kiba obrócił się gwałtownie, zrzucając przy okazji swój plecak. Musiał po niego zeskoczyć.
– Znam ją dobrze, chodziliśmy razem do podstawówki – dobiegł go głos z góry.
– Ty, serio? Jaka jest? –  Zarzucił plecak na ramię i z powrotem ulokował się na murku, patrząc z nadzieją.
– Upierdliwa jak cholera. Zresztą, stary, odpuść sobie. Fanka Uchihy. – Shikamaru wzruszył ramionami.
– Eeee... – Kiba był wyraźnie zawiedziony. Dwa ostatnie słowa wystarczyły, żeby stracił humor. Przynajmniej na chwilę, bo kiedy obok blondynki pojawiły się dwie inne koleżanki, szybko go odzyskał. – To na pewno któraś z nich się ze mną umówi – oświadczył.
Shikamaru tylko przewrócił oczami i wrócił do przerwanego zajęcia.

Naruto przyjechał do szkoły autobusem. Nienawidził tłoku, ale nie miał wyboru, inaczej by się spóźnił. W nocy prawie nie zmrużył oka, tak go męczyła myśl, że nie będzie mógł trenować. Po krótkiej drzemce nad ranem obudził się w podłym nastroju i jego wygląd był tego odzwierciedleniem: blady, podkrążone oczy i ta nieszczęsna ręka na temblaku. Idąc chodnikiem i mijając innych studentów, zauważył przyjaciół.
– Hej – podszedł i przywitał się, jednak  nie wypadło to zbyt entuzjastycznie.
– Cześć – Shikamaru, mimo że jemu z kolei nic nie dolegało, też nie brzmiał jak ktoś tryskający energią o poranku. Choć do jego sposobu mówienia wszyscy znajomi oraz wykładowcy zdążyli się już chyba przyzwyczaić.
Kiba z dziwnym uśmieszkiem na twarzy przyglądał się Naruto.
– No co? – Chłopak oparł się o murek.
– Nic, tylko wyglądasz jakby cię ktoś zjadł i wy...– nie zdążył dokończyć, bo Naruto ściągnął go na dół w niezbyt delikatny sposób.–  Ty jesteś jakiś nadpobudliwy, daję słowo! – Kiba odskoczył na bezpieczną odległość.
– Część ciała na pięć liter, pierwsza P… – usłyszeli głos Shikamaru.
Obaj, jak na komendę, zerknęli w dół na swoje spodnie i parsknęli śmiechem.
– I czego rżycie? Wyobraźcie sobie, że są jeszcze inne części ciała na P, poza penisem… – spojrzał na nich zdegustowany, nie zauważając, że w tym momencie podeszła do nich Temari.
– Cześć. – Dziewczyna starała się nie roześmiać, patrząc na Shikamaru, który momentalnie zrobił się bardziej czerwony niż sweter, który miała na sobie. Chłopak miał ochotę zapaść się pod ziemię, na dodatek Kiba, który nie wykazał się taktownością koleżanki, na widok miny przyjaciela zaczął uderzać głową w ścianę, wydając dziwne dźwięki. Naruto skulił się i ukrył twarz w dłoniach.
– Na pięć liter może być palec – zaproponowała Temari, a kąciki ust lekko jej drgnęły.
– Widzisz, Shikamaru, my chcieliśmy ci powiedzieć, że palec, ale ty z tym penisem... – Kiba pokiwał głową z politowaniem, prawie dławiąc się powstrzymywanym chichotem.
– Taak, jesteś gorszy niż Sai – Naruto podjął grę. Temari też się uśmiechnęła. Wspomniany student był dość ekscentryczną osobą. I to nie tylko z powodu obcisłych koszulek odsłaniających brzuch, ale również dlatego, że miał chorobliwą manię wpędzania każdego chłopaka w zakłopotanie, poprzez komentowanie domniemanej wielkości penisa. Jeżeli dodać do tego, że Sai był gejem, to nic dziwnego, że kojarzył się wszystkim jednoznacznie.
– Bardzo śmieszne. – Shikamaru nie wiedział, czy zdzielić tych dwóch po głowach, czy zacząć wyjaśniać. Nie, tylko winni się tłumaczą – pomyślał. Jednak w tej sytuacji, nawet on – taktyk numer jeden – nie miał pojęcia jak się zachować. Z opresji wybawiła go sama Temari, zmieniając temat.
– Słuchajcie, bo tak w ogóle mam sprawę. W przyszłą sobotę ja i Tenten robimy imprezę z okazji rozpoczęcia nowego roku. Może byście wpadli? – skierowała to zaproszenie do wszystkich, ale zerknęła na Shikamaru.
– O! Ja chętnie – wyrwał się Kiba. – Naruto i Shikamaru też na pewno się skuszą – dodał, widząc jak chłopak już otwiera usta, chcąc coś powiedzieć. Teraz już tylko skinął głową.
– No to świetnie, w takim razie w akademiku, pokój numer sto cztery. – Temari puściła oko i odeszła w stronę koleżanek.
– Czy ja zawsze muszę się zbłaźnić? – jęknął Shikamaru i zeskoczył na ziemię.
– Nie martw się, przecież mogłeś powiedzieć, że ma krzywe nogi, a wtedy byłoby z tobą znacznie gorzej. – Naruto, będąc już w zdecydowanie lepszym nastroju, poklepał przyjaciela po plecach.
– Ale ja wcale nie uważam… A zresztą – machnął ręką i  zrezygnował  z dopowiedzenia dalszej części, uznając temat za zbyt kłopotliwy.

Szli powoli w stronę auli wykładowej, gdy podbiegła do nich różowowłosa dziewczyna.
– Naruto… – Spojrzała speszona. – Pani Tsunade cię wzywa.
Sakura Haruno, jego była dziewczyna, pełniła rolę starosty na ich roku i do niej należało przekazywanie informacji. Stanowiła łącznik między kadrą wykładowców a studentami swojej grupy.
– O co chodzi? – spytał, nie patrząc jednak na nią.
– Nie wiem, prosiła by powiadomić ciebie i Sasuke… – ostatnie słowo dodała wyjątkowo cicho. – Chyba ma to coś wspólnego z wczorajszą bójką.
Naruto podniósł wzrok.
– Okej, czuję się powiadomiony. Teraz lepiej zajmij się poszukiwaniem Sasukeee – sparodiował jej sposób mówienia.
Wzruszył ramionami w stronę Kiby i Shikamaru i odszedł do gabinetu dyrektorki wydziału.
– Naruto… – Sakura wyglądała, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale on już się nie odwrócił.
Zastanawiał się, dlaczego Hogata? Zwykle takimi sprawami zajmował się pewien zramolały staruszek, który chwilę ponarzekał „jaka ta dzisiejsza młodzież niedobra”, i że „za jego czasów było lepiej”, po czym wypuszczał delikwenta w stanie nienaruszonym. Z Tsunade sprawa wyglądała o wiele gorzej. Robiła pranie mózgu i stosowała wymyślne kary. I w ogóle zajmowała się tylko poważniejszymi przypadkami.

Kiedy wszedł do pokoju, Sasuke już tam był. Widocznie Sakura dołożyła starań, żeby jej ukochany dowiedział się pierwszy – pomyślał ironicznie. Tsunade siedziała przy biurku, opierając podbródek na dłoniach. Wskazała mu skórzany fotel obok rywala. Usiadł, rozglądając się wokół. Ta to potrafi się urządzić – przeszło mu przez myśl. Gabinet był duży, przestronny i jasny, na co zapewne największy wpływ miało ogromne, panoramiczne okno znajdujące się teraz za ich plecami, a w zasięgu wzroku dyrektorki. Pomieszczenie kojarzyło się raczej z mieszczącą się na ostatnim piętrze wieżowca siedzibą prezesa jakiejś wielkiej korporacji. Dominowały tu odcienie szarości i zieleni, tworząc idealną harmonię. Jedyne, co nie pasowało do szykownego wnętrza, to blat biurka w większości przykryty jakimiś nieposegregowanymi papierami. Naruto od razu skojarzył bałagan z tym we własnym mieszkaniu.
– Czy możecie mi to wyjaśnić? – Tsunade postanowiła w końcu zwrócić ich uwagę na siebie. Wyprostowała się w swoim fotelu i skierowała wzrok najpierw na blondyna, potem na bruneta. Obaj milczeli. – Co wam strzeliło do łbów? – zirytowana brakiem reakcji, uniosła głos.
– Miałem swoje powody – odezwał się w końcu Sasuke. Naruto tylko kiwnął głową.
– No, ależ oczywiście! – Kobieta wstała. – Wam się wydaje, że wasze pobudki były jak najbardziej słuszne, i że macie cholerną rację, tak? Niech zgadnę, teraz myślicie sobie: niech ta baba da spokój, to nasza sprawa? – Jej wzrok wędrował od Sasuke, wpatrującego się uparcie w ścianę, do Naruto, którego nagle bardzo zainteresowały własne sznurówki. – Pozwólcie, że wyprowadzę was z błędu. Jako nasi studenci, reprezentujecie akademię! Waszym cholernym obowiązkiem jest uczyć się i trenować! Może pan Uchiha powie mi, jak jego kolega z drużyny ma trenować z ręką w gipsie?
Sasuke lekko wzruszył ramionami.
– Nie wie pan? Wielka szkoda. Trzeba było pięć razy pomyśleć zanim zaczęliście się tłuc! – Uderzyła otwartą dłonią w blat, a kilka stron dokumentów zsunęło się na podłogę.
– Ja nie… – Sasuke zamierzał się bronić, ale nie dała mu dokończyć.
– Teraz ja mówię! To się tyczy was obu! Zastanowiliście się choć przez chwilę, jakie skutki może przynieść wasze gówniarskie zachowanie? Nie, prawda? – mówiła coraz głośniej, z coraz większą dozą irytacji.
Popatrzyli na nią nierozumiejącym wzrokiem. Tsunade opadła ciężko na fotel i westchnęła.
– Za kilka miesięcy zawody. Tu jest pierwszy skład naszej akademickiej sztafety. – Podała kartkę Naruto. – Czytaj! – warknęła.
– Uchiha Sasuke, Hyuga Neji, Nara Shikamaru i … – chłopak pobladł.
– I? – ponagliła.
– Uzumaki Naruto – dodał cicho. Niech to szlag – zaklął w myślach. Był wyznaczony do pierwszego składu… Był, bo teraz to na pewno się zmieni. Cztery bite tygodnie w gipsie. Przez ten czas wyjdzie z formy.
– Czy teraz zdajecie sobie sprawę z własnej głupoty? –Tsunade znów wstała i podeszła do okna, spoglądając na ulicę kilka pięter niżej.
– Ja… – Naruto spojrzał na rywala spod byka.
– Nie wiedziałem – Sasuke nieświadomie dokończył jego myśl.
– Jesteście jedną drużyną i musicie nauczyć się współpracować. – Dyrektorka położyła nacisk na ostatnie słowo. – Dlatego, kiedy Uzumaki będzie już zdolny cokolwiek robić, obaj postaracie się, żeby odzyskał formę. Nawet, jeśli będą potrzebne dodatkowe treningi. Czy wyrażam się jasno, Uchiha? – Wróciła za biurko i spojrzała wymownie.
– Tak – kiwnął głową Sasuke.

– A teraz wynoście się. I jak jeszcze raz usłyszę o jakieś bójce między wami, to wywalę was na zbity pysk – zakończyła.

Rywale - rozdział 3


Sasuke obudził się w bardzo złym humorze, choć właściwie to obudził go ryk Itachiego, jaki tamten wydał, najwyraźniej naśladując wokalistę jakiegoś zespołu. Według niego, starszy brat miał wiele wad, ale najgorszą było jego wycie wraz z słuchaną, zdecydowanie za głośno, muzyką. Itachi nie był zadeklarowanym wielbicielem jakiegoś określonego gatunku, toteż Sasuke nigdy nie wiedział, jakimi to dźwiękami zostanie uraczony. Dzisiaj najwyraźniej był dzień death metalu.
Obrócił się na bok i zerknął na budzik – ósma rano, a zajęcia miał dopiero na jedenastą. Mógłby jeszcze trochę pospać, gdyby nie ta druga, zdaniem Sasuke, zdecydowanie mniej udana, pociecha państwa Uchiha. Marszcząc brwi, zwlekł się z łóżka i poszedł do znajdującego się tuż za ścianą pokoju brata, z zamiarem urządzenia mu awantury. Darował sobie pukanie, w takim hałasie to i tak nie miałoby  sensu, i wszedł do środka. Widok dla zwykłego obserwatora na pewno byłby niecodzienny, ale on już dawno przywykł. Itachi, w szlafroku i z rozpuszczonymi włosami, biegał po pokoju i dwoma linijkami uderzał we wszystko, co popadnie, udając perkusistę. Wydawał przy tym dziwne dźwięki do niczego niepodobne. Sasuke podszedł do dudniącej w tle wieży i wyłączył ją.
– O! Cześć! Już nie śpisz? – Itachi dopiero zauważył brata. Odłożył linijki na zawalone jakimiś papierami biurko. Pod względem dbania o porządek, nie różnił się chyba niczym od Naruto.
– A wyglądam, jakbym spał? – Sasuke spojrzał na niego spod byka, robiąc krok naprzód i nadeptując przy okazji na jakąś książkę.
– Obudziłem cię? – Itachi podszedł i zabrał z podłogi swoje ulubione fantasy. Wygładził okładkę i odstawił tomik na półkę.
– Twoje wycie umarłego by obudziło – Sasuke skrzyżował ręce, opierając się o jedną ze ścian. Pokój Itachiego drażnił jego zmysł estetyczny. Nie było tu oczywiście brudno, brat nie był niechlujny, ale lubił zostawiać rzeczy gdzie popadnie. Co dziwne, zawsze potrafił wszystko znaleźć, kiedy zachodziła taka potrzeba.
– Aż tak źle? –  udał zmartwionego.
Sasuke, z chęcią mordu w oczach, spojrzał na brata.
– Kpisz sobie ze mnie? – spytał tonem, który nie wróżył nic dobrego.
– Gdzieżbym śmiał. O panie i władco! – Itachi, tłumiąc śmiech, wykonał coś na kształt dworskiego ukłonu. – Wybacz mi, maluczkiemu.
– Ty naprawdę jesteś kopnięty. – Sasuke patrzył na starszego brata jak na idiotę. – Na pewno masz dwadzieścia pięć lat? Czasami odnoszę wrażenie, że tylko pięć.
– Za to ty zachowujesz się jak zgorzkniały staruszek – Itachi nie pozostawał dłużny. – Już nie nabzdyczaj się tak. – Podszedł, rozciągnął bratu w zabawny sposób policzki, zrobił zeza i uciekł do łazienki.
– Itachi! – ryknął Sasuke i pobiegł za nim.

Naruto wyszedł z łazienki ze szczoteczką do zębów w ustach i nastawił wodę na kawę. To był jego poranny rytuał, inaczej chodziłby cały dzień półprzytomny. Kawa musiała być koniecznie rozpuszczalna i koniecznie z mlekiem, innej  nie ruszył. Dokończył poranną toaletę i usiadł przy stole. Jedząc płatki, wpatrywał się w zdjęcia na komodzie, jedno z nich przedstawiało rodziców. Zginęli w wypadku samochodowym, kiedy  miał dwa lata. Nie pamiętał ich, był wtedy za mały. Jednak to nie zmieniało faktu, że bardzo mu brakowało mamy i taty. Na drugiej fotografii uśmiechał się białowłosy mężczyzna. To on zajmował się nim przez większość jego życia, był jedyną rodziną. Dziadek Jirayia. Naruto kochał go, jak nikogo na świecie. On nauczył go wszystkiego i zaraził miłością do sportu. Mieszkali razem do czasu, gdy Naruto wyjechał do szkoły z internatem. Bardzo mu brakowało dziadka, ale tylko tak mógł rozwijać swoje umiejętności. Gdy dowiedział się o śmierci Jirayii, był załamany. Nie mógł sobie darować, że nie było go przy nim w tamtym momencie. Rzucił się w wir treningów, poświęcając im cały swój czas i energię. Każdy sukces motywował go jeszcze bardziej i dzięki temu osiągał naprawdę obiecujące rezultaty. Już wtedy miał jeden cel. Być lepszym od Uchihy.
Woda się zagotowała. Naruto wstał i poszedł zalać napój. Przypomniał sobie wczorajszą sytuację. Myślał, że Sasuke przestawi mu nos, a ten go puścił. Był tak zdziwiony, że aż krzyknął za nim: „I co, dlaczego nic nie zrobiłeś!?”. Ale Sasuke odwrócił się i z ironicznym uśmiechem na ustach stwierdził tylko: „Bo miałem taki kaprys”.

Sasuke był coraz bardziej zirytowany. Brat miał dzisiaj niekwestionowany wpływ na jego humor, ale było coś jeszcze. Wściekał się sam na siebie, za swoje myśli i zachowanie względem Naruto. Ten kretyn go ośmieszył, a on pozwolił sobie na chwilę słabości. To się więcej nie powtórzy. Trzeba zakończyć tę chorą, niezrozumiałą fascynację. I to jak najszybciej.

Naruto stał przed budynkiem uczelni z Kibą, Shikamaru i paroma innymi osobami. Wyglądał na bardzo zadowolonego, ale gdy tylko go zobaczył, spojrzał na niego z dziwnym uśmieszkiem. To przeważyło szalę. Sasuke podszedł szybkim krokiem i nim Naruto zdążył coś powiedzieć, leżał na ziemi, trzymając się za nos. Wszyscy patrzyli zdezorientowani..
– Ej, dobra, spokojnie. – Shikamaru próbował pełnić rolę rozjemcy.
– Nie wtrącaj się! – padło jednocześnie z ust obu rywali.
– O, więc jednak nie zamierzasz zasłaniać się kumplami? – Sasuke uśmiechnął się ironicznie.
– Nie. – Naruto podniósł się z ziemi. – I już dawno powinienem był to zrobić! – Rzucił się na Sasuke, przytrzymując go za koszulkę i celując pięścią w brzuch. Ten zablokował atak, łapiąc go za nadgarstek. – Myślisz, że możesz mi coś zrobić? – wycedził mu do ucha. – Nie rozśmieszaj mnie.
Coraz więcej ludzi gromadziło się, żeby obejrzeć to widowisko. Naruto wyszarpnął rękę z uścisku i markując kolejny cios, kopnął Sasuke w krocze. Chłopak zgiął się z bólu, ale to tylko jeszcze bardziej go rozwścieczyło. Rzucił się na Naruto, uderzając w żołądek i przewracając na ziemię. Ścisnął mu ręce.
– Jesteś takim idiotą – szepnął.
– Przynajmniej nie jestem zimnym, pieprzonym egoistą – Naruto, w przeciwieństwie do niego krzyknął i  uderzył go głowa w  klatkę piersiową.
Poczuł, że chłopak na chwilę zwolnił uściska, przez co zdołał się wyrwać. Uderzył pięścią w policzek Sasuke, ale zaraz otrzymał taki sam cios w twarz. Bili się już na poważnie. Po kilku minutach Sasuke miał rozcięty łuk brwiowy i wargę, a Naruto ledwo trzymał się na nogach. Przegrywał, co do tego nie było wątpliwości, ale nie poddawał się. Obaj musieli wyładować na sobie złość. Jeden, tą tłumioną od jakiegoś czasu i – jak mu się wydawało – słuszną, drugi – powstałą zaledwie wczoraj.
– No co, tylko na tyle cię stać? – Sasuke patrzył na zgiętego wpół Naruto.
– Jesteś gnojkiem. – Chłopak oddychał ciężko.
– Tak, tak, jestem. A teraz wynoś się, bo zmienię zdanie i naprawdę poważnie cię uszkodzę. – Sasuke wykonał ręką gest, jakby odganiał muchę.
– Ty dupku! – Naruto zaatakował.
Sasuke złapał jego ręce i wykręcając, rzucił nim o ziemię. Na nieszczęście ten podciął mu nogi tak, że  wylądował na nim całym ciężarem ciała. Coś jakby chrupnęło. Sasuke dostrzegł tylko, że Naruto pobladł, a jego twarz wykrzywiła się w bólu. Odsunął się, ale chłopak nie wstał. Leżał, trzymając łokieć. Cholera, chyba złamałem mu rękę – pomyślał przerażony.
Do większości obserwatorów dopiero docierało, co się wydarzyło. Kiba i Shikamaru pomagali Naruto wstać.
– Wam chyba kompletnie odbiło. – Kakashi pojawił się ni stad, ni zowąd. Spoglądał to na Sasuke, to na Naruto, trzymającego bezwładną rękę. – Uzumaki musi jechać na pogotowie – westchnął. – Uchiha, ty też, to chyba wymaga szycia. – Obejrzał ranę na twarzy Sasuke. – Zawiozę was.

Obaj siedzieli w poczekalni, ponieważ Kakashi musiał wracać na uczelnię. Nie odzywali się do siebie ani słowem. Naruto był załamany. Na parę tygodni będzie unieruchomiony, więc teraz to już na pewno nie zdobędzie stypendium. Jego szanse malały. W tym momencie nienawidził Sasuke całym sercem. Z kolei Sasuke czuł się naprawdę głupio, nie chciał złamać Naruto ręki. Jako rywal z drużyny pływackiej zdawał sobie sprawę, co to znaczy. On nie będzie mógł trenować przez jakiś czas.
– Uchiha Sasuke – pielęgniarka wyczytała nazwisko i zaprowadziła go do jakiegoś pokoju. Chwilę później Naruto został poproszony do innego.
Wyszli ze szpitala w ponurych nastrojach. Naruto z ręką w gipsie, Sasuke z bandażem na głowie. Mieli wrócić na campus autobusem, choć Naruto poważnie zastanawiał się, czy to ma sens. Zostawił tam co prawda rower, ale jak do cholery ma na nim jechać w takim stanie? Sasuke był w o wiele lepszej sytuacji, bo nie dość, że miał obie ręce sprawne, to jeszcze przyjechał samochodem. Naruto doszedł do wniosku, że jednak lepiej będzie udać się od razu do domu. Już miał odwrócić się i bez słowa odejść, gdy poczuł dłoń  na ramieniu. Odwrócił się, zdezorientowany.
– Odwiozę cię – zaoferował chłopak, nie patrząc mu w oczy.
– Nie trzeba. – Szarpnął się i chciał odejść, ale silny uścisk na to nie pozwolił.
– Daj spokój. – Sasuke pociągnął go do autobusu, który właśnie podjechał.

Pół godziny później Sasuke odwiózł Naruto i jego rower do domu. Wypadało pomóc komuś, komu się złamało rękę. Niby sam się prosił, ale wina była obustronna, bo to on rzucił się pierwszy. Naruto tylko kiwnął głową w podziękowaniu, zabrał swój rower i poszedł w stronę mieszkania. Nie wyobrażał sobie, jak będą wyglądały następne cztery tygodnie. Unieruchomione zostało prawe ramię, więc odpadało robienie notatek na zajęciach, chociaż i tak zwykle pożyczał je od kogoś. Będzie też musiał jeździć środkami komunikacji miejskiej, choć to akurat najmniej istotne. Najgorsze było to, że przez ten czas będzie mógł jedynie patrzeć, jak trenują koledzy, sam nie mogąc nic zrobić. Spuścił głowę i powlókł się do klatki schodowej.
Sasuke obserwował jak Naruto prowadzi swój rower. Naprawdę dziwnie się czuł. Było mu przykro, a na palcach jednej ręki mógłby wyliczyć takie sytuacje. Zacisnął dłonie na kierownicy, wrzucił bieg i pojechał do domu.

Miał ochotę zagrzebać się w łóżku i zasnąć, za dużo myśli kłębiło się w jego głowie. Chciał, aby wszyscy zostawili go w spokoju. Usłyszał huk na schodach i serię przekleństw. Po chwili dało się słyszeć jakieś punkowe tony.
– Itachi! – krzyknął ostrzegawczo.
– Cześć, Sasuke. – Starszy brat wsadził głowę do pokoju. – A ty znowu spędzasz wieczór w domu? – spytał, rejestrując bandaż na głowie leżącego. – Co ci się stało?
– Przycisz muzykę – Sasuke zignorował pytanie.
– Ale jesteś sztywny. – Itachi przewrócił oczami.
– Ty za to jesteś aż za bardzo wyluzowany – burknął i nakrył głowę poduszką, dając tym samym do zrozumienia, że chce spać.
– Jak się dalej tak będziesz zachowywał, to ci życie ucieknie. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy – westchnął Itachi i wyszedł z pokoju.
Sasuke nie mógł zasnąć, męczył się. Z pokoju obok dolatywały stłumione dźwięki i słowa. Miłość to późna godzina, absolutna przyczyna
Cholerny Itachi, czy on nie wie, która jest godzina? Zawsze się tak zachowuje, jak zostają sami w domu. Musi z nim o tym poważnie porozmawiać. Zamknął oczy. Nic się nie działo, a może jednak? W jego głowie działo się chyba aż za dużo. I po cholerę on w ogóle o tym myśli. Przecież to nielogiczne. Tak, to bezsensowne. Musi przestać… Kiedyś codziennie chodził na pływalnię, nawet, gdy nie było treningu. Miał nadzieję, że zobaczy tą blond czuprynę i niebieskie błyszczące oczy, które poprawią mu nastrój. Właściwie, dlaczego myśli teraz o Naruto, powinien raczej o kimś innym. Sasuke próbował przywołać obraz którejś z koleżanek, ale te ulatniały się tak szybko, jak powstały. Dlaczego, dlaczego żadna dziewczyna nie wzbudzała w nim cieplejszych uczuć? Przecież były ładne, inteligentne…
– Taka miłość jest jedna, ty jesteś jedna. Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką – wydzierał się Itachi.
– Zamknij dziób, do cholery – jęknął Sasuke sam do siebie.
Pewnie brat znowu przeżywa jakieś zauroczenie i uważa, że cały świat musi o tym wiedzieć. Naciągnął mocniej poduszkę. Niedawno cała szkoła dowiedziała się, że on jest gejem. A przecież nie jest. Jakby ktoś wiedział, co się dzieje w jego głowie i mógłby mu to wyjaśnić. Itachi? Nie, ten to żyje we własnym świecie. A może żyje w normalnym, a Sasuke ma swój własny świat? Zamknięty przed innymi na cztery spusty. Zawsze taki był…
Pamiętał, jak kiedyś, gdy miał sześć lat, poszedł z rodzicami i bratem do centrum handlowego. To było jakoś w grudniu, wszędzie ozdoby świąteczne, światełka. Na samym środku sklepu siedział staruszek przebrany za mikołaja. Sasuke już wtedy nie wierzył w tego typu rzeczy i bynajmniej nie było mu z tego powodu przykro. Patrzył ironicznie na podekscytowane dzieci, gdy nagle Itachi chwycił go za ramię i zaciągnął do kolejki. Sasuke stanął pośród rozgorączkowanych małolatów z naburmuszoną miną, nie zwracając uwagi na to, co mówi starszy brat. Kiedy przesunęli się na początek, kategorycznie odmówił ”robienia z siebie idioty”. Wtedy jedenastoletni brat sam podszedł i roześmiany, usiadł Mikołajowi na kolanach. Mama zrobiła zdjęcie, które przez dłuższy czas było przedmiotem żartów całej rodziny i samego Itachiego. Oprawił je sobie nawet w ramkę i powiesił na ścianie w pokoju. Do dziś tam jest.
Sasuke przewrócił się na drugi bok. Itachi mówił, że ucieka mu życie. A co, może ma być taki jak on i ten jego kumpel? Prychnął pod nosem. Brat poznał Sasoriego na uczelni, gdy ten zmieniał treść ogłoszenia. Tego dnia rektor ogłosił godziny wolne od zajęć, ponieważ odbywała się jakaś konferencja. Miały trwać od dziesiątej do szesnastej, a czerwonowłosy chłopak przerabiał szóstkę na ósemkę. Itachi z wielkim entuzjazmem mu w tym pomógł i tak się zaprzyjaźnili. Mieli podobne charaktery, lubili robić zamieszanie i uwielbiali imprezy. Sasori mieszkał w akademiku, więc Itachi zaczął w nim spędzać dużo czasu, odkrywając nowe zalety bycia studentem. Kiedyś zabrał ze sobą Sasuke, który był wówczas jeszcze licealistą. Siedzieli na dachu przybudówki i oceniali z góry każdą przechodzącą dziewczynę. Sasori i Itachi mieli odmienne spojrzenia, przez co ciągle się sprzeczali i wyrzucali – w niewybrednych słowach – brak gustu. Sasuke miał dość i poszedł do domu, stwierdzając, że jego brat to duże dziecko, a czerwonowłosy roztrzepaniec – jeszcze większe. Itachi skończył studia dwa lata temu, ale prawie nic się nie zmienił. Pracował teraz w firmie ojca, zawsze pilnując, z zegarkiem w ręku, żeby nie zostać w biurze ani minuty dłużej niż trzeba. Dalej przyjaźnił się z Sasorim, który był obecnie na piątym roku, więc akademickie wygłupy trwały. Swego czasu Sasuke zastanawiał się nawet, czy przypadkiem tych dwóch nie łączy coś więcej poza przyjaźnią, szybko się jednak przekonał, że tak nie jest. A jakby było, to miałby coś przeciwko? Powoli zamykały mu się oczy. Nie, chyba nie. Jest tolerancyjny.


Rywale - rozdział 2


Sasuke stał po przeciwległej stronie basenu sportowego i mrużąc oczy, wpatrywał się uparcie w Naruto. Napsuł mu on dzisiaj wystarczająco dużo krwi i chociaż pierwsza fala złości już minęła, to skutki jego wybryku będą odczuwalne jeszcze długo. Przekonał się o tym dobitnie, idąc korytarzem. Nikt co prawda nie odważył się zaczepić go wprost, ale śmiechy, chichy i szepty towarzyszyły mu na każdym kroku. Tak samo jak palące, pełne wyrzutu, spojrzenia dziewczyn. Chociaż tym się akurat nie przejmował.
– O, tu jesteś! – Neji, który właśnie przed chwilą wyszedł z szatni, klepnął go w ramię. – Jak tam? – spytał, związując swoje długie, czarne włosy.
– Nie zadawaj głupich pytań. – Sasuke spojrzał na niego ponuro.
– A wy ten, no… – Neji wykonał nieokreślony gest rękami, nie kończąc jednak zdania.
– Co? – Sasuke prawie że warknął.
– No, czy między wami coś jest? – Neji odsunął się profilaktycznie, czując, że takie prowokowanie może się dla niego źle skończyć.
– Tak, pieprzymy się na prawo i lewo, jak tylko mamy okazję – wybuchnął Sasuke. Dwóch przechodzących akurat obok chłopaków spojrzało na niego dziwnie. – A teraz spadaj, jak nie chcesz, żeby ciebie tez uważali za geja – dodał, mając dość całej sytuacji.
– Nie unoś się tak, sam jesteś sobie winny. – Neji wzruszył ramionami. – Nikt cię tak naprawdę nie zna, więc nic dziwnego, że wierzą w każdą bzdurę – stwierdził fakt.
– Zaraz rozwalę temu idiocie nos i zobaczymy, w co wtedy uwierzą. – Sasuke ruszył w stronę Naruto.
– Odbiło ci? Tutaj? – Neji chwycił go za ramię.
– Puść – wysyczał.
– O rany, wyluzuj. – Neji znów się odsunął.. – Zresztą, on chyba nie zrobił tego bezpodstawnie, co? – Uniósł pytająco brwi, a nie doczekawszy się odpowiedzi, pokręcił głową i zostawił Sasuke samego sobie.
Sasuke oparł się plecami o ścianę i przymknął oczy. Wiedział, dlaczego Naruto chciał go ośmieszyć. To była jego zemsta, za tamto… Przygryzł dolną wargę. Nie zdawał sobie sprawy, jak pociągający widok teraz stanowi. Wysoki, smukły, ubrany jedynie w grafitowe kąpielówki. Sasuke miał bez najmniejszego wysiłku to, o co większość facetów może się starać i starać, ale i tak pozostanie to tylko w sferze ich marzeń. Idealna sylwetka, czarne jak węgiel oczy, spoglądające na wszystko i wszystkich z dystansem, tego samego koloru włosy opadające kosmykami na twarz. Wszystko razem dawało piorunujący efekt, nic więc dziwnego, że  został uznany za najprzystojniejszego chłopaka na uczelni. Interesowały się nim nawet starsze dziewczyny, jednak to wszystko spływało po nim, jak woda po kaczce. Umawiał się, owszem. Ale sam nigdy nie nazywał tego randkami, ot, takie tylko spotkania, które zawsze prowadziły do jednego. Mimo że wielokrotnie były to koleżanki z drużyny pływackiej, z którymi miał o czym rozmawiać, to nigdy nie okazał żadnej z nich większego zainteresowania. Nie trafił jeszcze na osobę, która miałaby „to coś”. No, może poza jedną. Ale nie brał tego pod uwagę, bo ową osobą był jego rywal – ten sam, który dzisiaj zszargał mu reputację. Naruto fascynował go od dłuższego czasu, miał wszystko, o czym Sasuke marzył.  Był radosny, swoją wesołością zarażał innych, potrafił śmiać się z siebie. Jego osobowość przyciągała ludzi jak magnes, emanował ciepłem. Swego czasu Sasuke starał się przebywać jak najbliżej niego. Zawsze wybierał sąsiedni tor i obserwował go ukradkiem. Z czasem stało się to już normą, że płynęli obok siebie, starając się wzajemnie prześcignąć. Wiedział, że to głupie, ale poza osobowością, fascynował go też wygląd Naruto: jasne blond włosy i cudownie błękitne oczy. Chciał mieć go zawsze w zasięgu wzroku. Po pewnym czasie doszedł do wniosku, że gdyby miał opisać ideał dziewczyny, byłaby ona kropka w kropkę taka jak on. Nie zmieniłby absolutnie nic.
– No chodźcie, chodźcie. Nie ugryzę – głos Kakashiego przerwał te rozmyślania.  Trener przywoływał wszystkich do siebie.
Sasuke otworzył oczy i spojrzał na grupkę siedzącą nieopodal. Wcześniej, gdy wszedł na pływalnię, Naruto spoglądał na niego, czekając pewnie na jakiś kontratak. Widząc jednak, że stoi i nic nie robi, stracił zainteresowanie. Teraz śmiał się jak oszalały, pewnie z jakiegoś dowcipu znajomych. W jego oczach tańczyły radosne iskierki, a uśmiech rozświetlał twarz. Sasuke nigdy nie widział smutnego Naruto. Nigdy, poza tym jednym razem, który on sam sprowokował.
Przypomniał sobie początki wszystkiego. Tamtego dnia, jak zwykle, zbierał się na trening i był z tego powodu bardzo zadowolony. Raz, bo uwielbiał pływać, dwa – wiedział, że go spotka. Co prawda prawie nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale to nawet nie było istotne. Ważne, że ktoś taki istniał i poprawiał mu samopoczucie. Wszedł na pływalnie, szukając Naruto wzrokiem, ale go nie znalazł. Chcąc nie chcąc, wskoczył do wody i przepłynął kilka długości basenu, ale czegoś obok brakowało. A raczej kogoś... Naruto pojawił się dopiero pół godziny później, przepraszając trenera i obdarzając go swoim rozbrajającym uśmiechem. Już wtedy dostrzegł, że coś jest nie tak. To znaczy, dla niego nie tak. Naruto w ogóle nie zwracał na nic uwagi, nie chciał się ścigać. Patrzył tylko mało przytomnym wzrokiem na grupkę dziewczyn i jakoś dziwnie się uśmiechał. Sasuke, zły jak diabli, że coś takiego go rozprasza, przegrał właśnie wyścig z Nejim i miał dość. Koniec treningu przyjął z ulgą. Powlókł się pod prysznic, a potem do szatni. Naruto już nie było, musiał się chyba bardzo spieszyć, bo zostawił zapasową koszulkę. Na pewno była jego, nikt innych nie nosił pomarańczowych rzeczy.  Podniósł ją, przez chwilę zastanawiając się, co z nią zrobić, w końcu zabrał, mając zamiar oddać na następnych zajęciach. Poszedł na parking i wsiadł za kierownicę swojej Hondy, rzucając wcześniej torbę na siedzenie pasażera. Wycofywał, spoglądając w lusterko, gdy nagle coś przykuło jego wzrok. Zobaczył Naruto i Sakurę – szli, trzymając się za ręce. On pochylał się, szepcząc jej coś do ucha, a ona chichotała. Gwałtownie wcisnął hamulec. Omal nie uderzył w inne auto…
– Sasuke! – rozległ się krzyk trenera. Wyrwany z zadumy, rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszyscy spoglądali w jego stronę. – Trzeci raz do ciebie mówię, co z tobą? – Kakashi wyglądał na zirytowanego.
– Panie trenerze, on zakochany – roześmiał się Kiba, nie patrząc jednak przezornie w stronę chłopaka, jakby bał się jego wzroku, wieszczącego zapewne rychłą śmierć.
Sasuke spojrzał wściekły na chowającego się Kibę, zaraz jednak przeniósł wzrok na siedzącego obok Naruto. Niebieskie oczy wpatrywały się w niego, a mina wyrażała triumf, jednak coś było nie tak. Nie był to już ten rodzaj satysfakcji, co kiedyś, gdy go pokonał w wyścigu. Wtedy spojrzenie było przekorne, radosne i jakieś takie ciepłe. Teraz ironiczne i jakby lekko… smutne?
– Tak więc, jeżeli pan Uchiha zechce, mimo rozterek sercowych, dołączyć do grona moich słuchaczy, będę wdzięczny – Kakashi kontynuował, nie mogąc sobie jednak odmówić złośliwego komentarza.
– Jasne – rzucił, usilnie starając się ignorować innych.
– Dobra, mam dwie informacje. Jedną dobrą, a drugą jeszcze lepszą. Od dzisiaj do grona trenerów dołącza mój kolega, Maito Gai. – Wskazał ręką w kierunku drzwi.
Wszyscy spojrzeli na wchodzącego mężczyznę. Był on zjawiskiem, dosłownie zjawiskiem, niezwykłym. Zielony, bardzo obcisły kostium, czarne włosy obcięte „od garnka” i niesamowicie gęste brwi. Wyglądał jak skrzyżowanie płaza z kosmitą. Wyrazy niedowierzania na twarzach mieszały się z tłumioną chęcią wybuchnięcia śmiechem. Nowy trener podszedł do Kakashiego i klepnął go w plecy tak, że mężczyzna zarył nosem w podkładkę do notowania.
– Hatake, więc znów się spotykamy. – Gai uniósł kciuk w geście „jest dobrze”.
– Ehh, no tak – Kakashi westchnął i spojrzał na kolegę wzrokiem mówiącym „i po co mi to było”.
– A to moi studenci? – Gai ogarnął wzrokiem osłupiałe towarzystwo. – Na pewno jest w was tyle energii, jesteście tacy młodzi – zawołał entuzjastycznie, ukazując w uśmiechu wszystkie zęby.
Studenci spojrzeli po sobie z dziwnymi uśmieszkami, tylko jedna osoba uznała za stosowne coś odpowiedzieć:
– Tak jest, trenerze. Wiosna, młodość! – To Rock Lee – chłopak, o dziwo, trochę przypominający z wyglądu nowego nauczyciela – wstał, najwyraźniej zafascynowany ekscentrycznym osobnikiem.
– Jest jesień, kretynie – mruknął pod nosem Kiba, na co Naruto i Shikamaru parsknęli śmiechem.
– Oto postawa godna podziwu. – Gai puścił oko i poklepał z aprobatą Lee po głowie.
Chichoty przeszły już w głośny śmiech.
– A druga wiadomość? – zawołał ktoś, mający chyba dość przedstawienia.
Kakashi pokiwał głową.
– W tym roku student z najlepszymi wynikami w swojej dyscyplinie sportowej, otrzyma wysokie stypendium – ogłosił.
Wszyscy momentalnie ucichli. Naruto wpatrywał się w trenera, jego serce mocniej zabiło.

– Dobra rzecz, to stypendium – stwierdził Kiba, kiedy wychodzili z pływalni na świeże powietrze.
Cała uczelnia składała się z kompleksu kilku obiektów. Był budynek główny, w którym mieli wykłady, obok znajdowała się ogromna hala sportowa, a naprzeciwko hali – właśnie pływalnia. Wszystko tutaj sprawiało wrażenie nowoczesnego, choć nie powinno to dziwić, gdyż była to jedna z najlepszych akademii.
– No raczej. – Shikamaru włożył ręce do kieszeni spodni. – Pewnie zacznie się wyścig szczurów. Jakie to kłopotliwe – westchnął i spojrzał w chmury. Zanosiło się na deszcz.
– Ale chłopie, taka kasa. – Kiba rozmarzył się. – Balowałbym codziennie. A ty, Naruto? – Zerknął na przyjaciela.
Naruto szedł w milczeniu. Stypendium rozwiązałoby jego problemy finansowe. Nie musiałby się już martwić, jak poradzi sobie przez kolejne lata. Miał szanse, duże szanse. Osiągał naprawdę dobre rezultaty, prawie tak dobre, jak Sasuke. Ale z nim nie pójdzie łatwo. Zacisnął pięści.
– Naruto? – Kiba pomachał mu ręką przed nosem.
– Tak, jasne – odpowiedział. wyrwany z zamyślenia, choć nie słyszał nawet pytania.
– Dobra, jutro pogadamy. – Shikamaru pożegnał się z Naruto i pociągnął nadal bujającego w obłokach Kibę za sobą. Obaj mieszkali w akademiku przy uczelni, więc zwykle tu się rozstawali.
– Do jutra. – Naruto poprawił plecak na ramieniu i podszedł do miejsca, gdzie zwykle zostawiał swój czarno–pomarańczowy rower. Jeździł nim do szkoły zawsze, gdy pogoda na to pozwalała. Ze środków komunikacji miejskiej korzystał tylko w razie konieczności. Odpiął zabezpieczenie, wsiadł na siodełko i przejechał przez parking przed budynkiem uczelni. Coś było nie tak.
– Cholera – zaklął pod nosem. Zsiadł i przyjrzał się uważnie oponom. W każdym z kół brakowało powietrza. Jakoś podejrzanie szybko zeszło… Oparł rower o ścianę budynku, dobrze, że woził ze sobą pompkę. Nie zdążył jednak nic zrobić, gdy poczuł gwałtowne szarpnięcie.
– I co teraz? – Na wprost jego twarzy błyszczały groźnie czarne oczy. To Sasuke trzymał go za nadgarstki, przyciskając całym ciałem do muru.
– Co ty robisz, do cholery. – Próbował się wyszarpnąć, ale bez powodzenia. Sasuke trzymał naprawdę mocno.
– Już nie jest ci tak wesoło jak wcześniej? – syknął mu do ucha. – Zrobiłeś ze mnie geja przed całą szkołą.
– Jak ktoś zobaczy, co robisz w tym momencie, to raczej szybko nie uwierzy, że jest inaczej – Naruto ponowił próbę wyrwania się. Niebieskie oczy pociemniały z gniewu. To do nich nie pasowało. Sasuke chciał, żeby były jak kiedyś: jasne, błyszczące, wesołe. Ale od tamtego incydentu, rywal nie spojrzał już tak na niego.
– Bawisz się moim kosztem? – spytał trochę innym tonem.
– Tak, jak ty zabawiłeś się kiedyś moim – odparł Naruto.
Sasuke w tym momencie miał ochotę go uderzyć, jednak coś go przed tym hamowało.
– Jesteś głupi – szepnął, pochylając się niebezpiecznie blisko jego twarzy, a po chwili rozluźnił uścisk. – Głupi i ślepy – dodał i puszczając nadgarstki, ruszył w kierunku swojego samochodu.

Sasuke siedział na łóżku, patrząc nieobecnym wzrokiem w okno. Był zły na siebie, bo okazał słabość. Nie sądził, że Naruto zemści się po tak długim czasie i to jeszcze w taki sposób. Gdyby tylko wiedział…
– Niech to szlag – przeklął i wstał gwałtownie z łóżka, zrzucając przy okazji jakąś poduszkę na podłogę. To zaburzyło porządek panujący w pokoju o białych ścianach. Sasuke nigdy nie chciał innego koloru. Lubił, gdy biel kontrastowała z grafitowymi meblami oraz granatową kapą na posłaniu i dywanikiem tej samej barwy. Podniósł poduszkę i rzucając ją z powrotem na jej miejsce, skierował się do łazienki tuż obok pokoju. Miał ochotę na ciepły prysznic, woda zawsze go uspokajała, gdy był zdenerwowany. Może dlatego tak kochał pływanie? Odkręcił kurek i poczuł, jak kropelki wody spływają po ciele, jednak cholerne obrazy w głowie nie znikały. Miał wrażenie, że tym razem to chyba nie pomoże.

Chwilę później zawinął ręcznik wokół bioder i wrócił do pokoju. Otworzył szafę, szukając czystego ubrania. Jego wzrok przykuł pomarańczowy materiał – koszulka Naruto. Nigdy mu jej nie oddał, już nawet nie pamiętał, dlaczego. Może zapomniał, a może nie miał okazji. Tamtego dnia, gdy ich zobaczył, siedział długo w samochodzie. Nie wiedział, dlaczego tak dziwnie zareagował. Znał tę dziewczynę, od dłuższego czasu podrywała go na każdy możliwy sposób. Najpierw przez liściki i znajomych, a potem już otwarcie. Umówił się z nią kiedyś dla świętego spokoju, ale pożałował tego bardzo szybko. Zachowywała się, jakby co najmniej zaproponował jej małżeństwo. A teraz szła za rękę z jego rywalem i się do niego kleiła. Sasuke trudno było uwierzyć, że tak nagle zmieniła obiekt uczuć. Kilka dni później przekonał się, że jego przypuszczenia były słuszne. Sakura chodziła z Naruto, a w międzyczasie dalej próbowała poderwać jego. Najwyraźniej swój obecny związek traktowała jak przejściową zabawę. Nie chciał się wtrącać, zresztą Naruto i tak by mu nie uwierzył, jednak sytuacja robiła się coraz bardziej absurdalna. Z tygodnia na tydzień on wyglądał na coraz bardziej zakochanego, a Sakura na coraz bardziej zdesperowaną, by mieć Sasuke. Nie planował tego, nie chciał, żeby tak wyszło. Miał zamiar tylko z nią pogadać, ale ona od początku mylnie interpretowała jego zamiary. Na końcu korytarza zamajaczyła pomarańczowa koszulka. Wtedy podjął decyzję. Objął dziewczynę i ją pocałował. Spojrzał na Naruto, chłopak stał zszokowany. Uciekł, a Sasuke postarał się, by Sakura za nim nie pobiegła. Dał jej fałszywą nadzieję, że będą razem. Dwa dni później powiedział wprost, co o niej myśli. Osiągnął cel. Naruto przekonał się, jaka jego dziewczyna była naprawdę. Jednak niebieskie oczy już nigdy nie spojrzały na niego tak jak dawniej.

Rywale - rozdział 1


Prolog

Byli dla siebie obcy. Dzieliło ich wszystko, łączyło tylko jedno: miłość do sportu, a dokładniej pływania. Często mijali się na basenie, ale wtedy rzucali sobie tylko wyzywające spojrzenia. Jak rywal rywalowi. Do czasu…

Historia, od której wszystko się zaczęło i która w dość przewrotny sposób raz na zawsze  zmieniła ich relacje, miała miejsce rok temu. Obaj starali się wówczas o przyjęcie do Akademii Wychowania Fizycznego, do sekcji pływackiej. Sasuke Uchiha, geniusz sportowy nie tylko na skalę swojego prestiżowego liceum, ale i całego lokalnego światka pływackiego, co nie było żadną niespodzianką, dostał się na uczelnię z pierwszym wynikiem. Przyjął wiadomość bez specjalnego entuzjazmu, jakby obojętnie. Jednak to były tylko pozory, ponieważ tak naprawdę sporty wodne stanowiły jego życie i nigdy nie brał pod uwagę innego kierunku studiów. Naruto Uzumaki, rywal z sąsiedniej szkoły, miał mniej szczęścia. Podczas egzaminów wstępnych zachorował i mimo że nie dopuszczał do siebie myśli o rezygnacji, jego ciało mówiło co innego. Uparł się jednak i poszedł na basen z gorączką, żeby wziąć udział w testach. Starał się jak mógł i rezultaty nie były najgorsze, ale okazały się niewystarczające. Kiedy kilka dni później przeczytał list odmowny, jego świat się zawalił. Tak ciężko na to pracował! Pływanie było pasją, której poświęcał swój cały wolny czas. To była największa radość w jego i tak już skomplikowanym życiu. Załamał się wtedy. A potem... Potem sam nie mógł w to uwierzyć. Ktoś na skutek problemów zdrowotnych zrezygnował, a na wolne miejsce wpisali jego. Był taki szczęśliwy – wymarzona szkoła. Jakby tego było mało, w końcu, po naprawdę długich staraniach, udało mu się umówić z dziewczyną z żeńskiej grupy pływackiej – Sakurą Haruno. Znał ją i był nią zauroczony od dawna, a ona wreszcie zgodziła się na randkę. Był w siódmym niebie. Przez kilka tygodni chodził z głową w chmurach, ciesząc się każdą chwilą z nią spędzoną. I pewnie trwałoby to dłużej, może nawet do dziś, gdyby nie on! Właśnie on! Przeklęty Uchiha!
Tamten dzień Naruto zapamiętał na długo. Szedł korytarzem, prowadzącym z szatni do wyjścia, na spotkanie z dziewczyną i uśmiechał się sam do siebie. Planował zabrać ją dzisiaj na kolację i zastanawiał się właśnie nad wyborem miejsca, gdy ich zobaczył. Stali przy drzwiach damskiej przebieralni, Sakura obejmowała za szyję Sasuke i namiętnie całowała. On oddawał pocałunki, błądząc ręką po jej plecach, ale gdy tylko go dostrzegł, oderwał się na chwilę i uśmiechnął się złośliwie. Naruto już nie pamiętał, czy Sakura coś mówiła, wybiegł stamtąd najszybciej, jak się dało. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Zamknął się wtedy w swoim mieszkaniu i nie chciał z nikim rozmawiać. Zastanawiał się, jak można tak lekko traktować czyjeś uczucia, być tak obłudnym. Kilka dni później dowiedział się, że Sasuke rzucił Sakurę tak szybko, jak ją uwiódł. Jednak to go już nie obchodziło, stracił do niej szacunek. Całe zdarzenie pozostawiło po sobie tylko trwałą pamiątkę w postaci braku zaufania do kobiet. Od tamtego czasu nie umówił się już z żadną,  a rywalowi poprzysiągł zemstę.

Przez czas, jaki pozostał do końca roku akademickiego, obserwował Sasuke. Chciał zebrać o nim jak najwięcej informacji i uderzyć w najczulszy punkt. Nie było to łatwe, bo Sasuke był  z natury samotnikiem i nikt nie znał go za dobrze. No, może Neji Hyuuga cokolwiek o nim wiedział, w końcu mieszkali dość blisko siebie, jednak Naruto nie należał do dobrych znajomych Nejiego i wyciągnięcie od niego czegokolwiek, byłoby wręcz niemożliwe. Jedyne, co w takiej sytuacji mógł zrobić, to polegać na spostrzeżeniach własnych i kilku sprawdzonych przyjaciół. Nie zawiódł się. Stanęli na wysokości zadania tak, że pod koniec „śledztwa” dysponował już wystarczającą ilością informacji, by moc zaplanować odwet. Wiedział na przykład, że Sasuke nie umawia się więcej niż raz z jedną dziewczyną, i że w ogóle umawia się raczej na niezobowiązujący seks. Trzyma ludzi na dystans i nigdy nie odpowiada na pytania dotyczące swojej osoby. Jest chłodno uprzejmy dla każdego, ale nie interesuje się nikim szczególnie. To i kilka innych informacji wystarczyło, aby dojść do wniosku, że tym, na czym Sasuke najbardziej zależy, jest jego reputacja.


Rozdział 1

Budzik oznajmił godzinę szóstą trzydzieści. Naruto zwlekł się z łóżka i półprzytomny poszedł do łazienki. Mieszkał sam w kawalerce, którą dostał w prezencie od dziadka na swoje osiemnaste urodziny. Finansowo jakoś sobie radził, miał trochę pieniędzy po rodzicach, którzy zginęli w wypadku, a także sam odkładał, pracując w każde wakacje. Jednak z racji tego, że kwota na koncie nie była duża, a on zaczynał dopiero drugi rok studiów, coraz częściej musiał zastanawiać się nad tym, co dalej. Na ogół takie przemyślenia kończyły się pozytywnym „coś się wymyśli”, więc i tym razem Naruto wzruszył ramionami i uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze. Wyrósł na przystojnego chłopaka. Codzienne treningi ładnie ukształtowały jego sylwetkę, teraz odzianą w jasne krótkie spodnie i pomarańczową koszulkę. Sam nie wiedział, dlaczego tak lubi ten kolor. Może kojarzył mu się z ciepłem? Tak czy inaczej, ta barwa pasowała do niego, podkreślała duże, błękitne oczy, stanowiące zdecydowany atut. Jednak najbardziej widoczną cechą, wyróżniającą go spośród innych, były niesamowicie jasne włosy, które od czasu, gdy pozwolił im trochę urosnąć, spadały mu kosmykami na czoło. Ogólnie rzecz biorąc, Naruto był zadowolony ze swojego wyglądu i chyba nie tylko on, bo już wielokrotnie słyszał od dziewczyn komplementy. Reagował na nie miłym uśmiechem, ale w ostatnim czasie nie zaproponował nikomu randki. No właśnie… Przypomniał sobie tamten dzień. Znów ogarnęła go złość.
– Już niedługo, Uchiha – powiedział sam do siebie. – Już wiem, jak zepsuć to, na czym ci najbardziej zależy, nadęty dupku.
Przemył twarz zimną wodą, to zawsze dobrze robiło na ostudzenie emocji. Wrócił do pokoju i rozejrzał się, podziwiając bałagan, jaki udało mu się zrobić w ciągu ostatniej doby. Lubił swoje mieszkanie. Miał sporych rozmiarów pokój, z oknem wychodzącym na wschód. Musiał pamiętać o zasuwaniu rolet, inaczej, zwłaszcza latem, słońce nie dawało spać od wczesnych godzin porannych. Ściany pomalowane na jasnożółty kolor dawały poczucie ciepła, a niebieski dywan stanowił dla nich ciekawy kontrast. W lewym rogu, naprzeciwko okna, stało sporych rozmiarów łóżko. Naruto był zdania, że co jak co, ale wygodne spanie to podstawa. Dostał kiedyś, już nawet nie pamiętał od kogo, ładną, pomarańczową kapę mającą służyć jako przykrycie, ale zwykle leżała gdzieś zwinięta, bo nie miał w zwyczaju dbać o porządny wygląd swojego posłania. Tuż przy łóżku znajdowała mała szafka nocna, na której obecnie zalegały już dwa kubki po kawie, a pod samym oknem stało dość duże biurko, z którego i tak nie korzystał, bo prace domowe odrabiał na kolanach lub blacie kuchennym. W pokoju był jeszcze mały stolik z telewizorem i duża komoda.
Kuchnia nie była odgrodzona od pokoju ścianą, ale właśnie wspomnianym blatem, zwykle zawalonym zeszytami. Reszta wyposażenia standardowa: lodówka, kuchenka,  dwa krzesła i zestaw beżowych mebli – nic nadzwyczajnego. No, może poza jednym. Z sufitu zwisała wielka pomarańczowa lampa, kształtem przypominająca wir. Naruto zobaczył ją kiedyś na wystawie jakiegoś sklepu i nie wyszedł, póki sprzedawczyni nie opuściła ceny na tyle,  by był w stanie ją kupić. Do dziś ta oryginalna ozdoba stanowiła jego ulubioną rzecz w całym domu. Jeżeli chodzi o resztę pomieszczeń, to obok kuchni znajdował się jeszcze spory przedpokój z ogromną szafą, a bezpośrednio z przedpokoju wchodziło się do łazienki. I to wszystko. Trzyosobowa rodzina z pewnością narzekałaby na ciasnotę, ale sam Naruto mieszkał tu wygodnie i w tym momencie właśnie kończył dopijać poranną kawę.
– Czas na mnie – mruknął sam do siebie, a kubek wylądował na szafce nocnej, powiększając zgromadzoną tam kolekcję.

Pierwszy dzień nowego roku akademickiego zawsze obfitował w emocje. Głośne rozmowy, wszechobecny gwar i chaos. Naruto, który chwilę wcześniej wszedł do auli wykładowej, wypatrzył Sasuke w jednym ze środkowych rzędów. Teraz albo nigdy – pomyślał, poprawiając plecak na ramieniu. Okazja była idealna – pomieszczenie pełne studentów, mnóstwo dziewczyn zerkających na swojego bożyszcze. Naruto, celowo popychając innych, żeby zwrócić na siebie większą uwagę, przecisnął się do miejsca, w którym siedział obiekt jego zemsty. Jakaś szatynka prychnęła  gniewnie, gdy oparł się o blat, patrząc na niego. Powstało lekkie zamieszanie, które wykorzystał. Z uśmiechem na ustach pochylił się w stronę Sasuke i nim tamten się zorientował, położył mu dłoń na karku, przyciągnął do siebie i pocałował namiętnie na oczach wszystkich. Gwar nagle ucichł. Każdy momentalnie wlepił wzrok w tą niecodzienną parę. Naruto odsunął się tak, by widzieć twarz rywala.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłem za tobą – powiedział głośno i starając się wyglądać jak najbardziej poważnie, odszedł na swoje zwykłe miejsce na końcu sali.
– No, no – gwizdnął jakiś chłopak. – Sasuke Uchiha jest gejem?
Ktoś się roześmiał, ktoś inny klasnął dwa razy. A później, jak na komendę, wszyscy zaczęli coś mówić. Chichoty, dyskusje rozpoczęły się na nowo, tyle że tym razem dotyczyły tylko jednego – wydarzenia sprzed chwili.
– No to by się zgadzało, w końcu nigdy z żadną na poważnie nie chodził – jakiś podekscytowany głos dobiegł uszu Naruto.
– On faktycznie zawsze był jakiś dziwny. A tu proszę – zachichotał ktoś inny.
Naruto uśmiechnął się w duchu, reakcja była taka, jakiej się spodziewał. Nie przejmował się zupełnie tym, że te plotki dotyczą także jego samego. Potrafił podchodzić do siebie z humorem i był więcej niż pewien, że jakoś to przeżyje.
Do Sasuke dopiero docierało to, co się stało przed chwilą. Był tak zaskoczony, że nie zdążył w ogóle zareagować, nie zdążył nic powiedzieć. Zabiję cię, gnojku – pomyślał. Zacisnął ręce w pięści i zerwał się z zamiarem przestawienia nosa Naruto, ale w tym momencie do auli weszła kobieta.
– Cisza – krzyknęła donośnym głosem.
Wszyscy nagle przestali rozmawiać i wrócili na swoje miejsca. Tsunade może i na taką nie wyglądała, ale była jak tornado. Niektórzy po cichu, między sobą, nazywali ją Hogata, bo z charakteru przypominała wiedźmę. Każdy miał przed nią respekt, bo potrafiła dać nieźle popalić, a ci, którzy trafiali do niej na tak zwany dywanik, wychodzili stamtąd z nietęgimi minami.
Wściekły Sasuke też opadł na siedzenie. Chwilowo nic nie mógł zrobić. Wyrwał  kartkę z zeszytu, napisał coś na niej i złożył dwukrotnie. Podał siedzącemu za nim Nejiemu i mruknął.
– Do Uzumakiego.
– List miłosny? – Zaśmiał się cicho Neji, ale na widok ponurego spojrzenia czarnych oczu odpuścił i podał kartkę dalej.
Naruto siedział z głową oparta na ręce i udawał, że słucha wykładu. Był z siebie niezwykle zadowolony i chichotał pod nosem, gdy nagle ktoś z rzędu niżej podał mu jakiś zwitek papieru. Rozwinął, "Już nie żyjesz" – głosił napis. Naruto przewrócił oczami, nie bał się Sasuke. Tamten może i starał się wyglądać groźnie, ale nie był żadnym chuliganem czy typem spod ciemnej gwiazdy. Zresztą, w razie czego, on też potrafił się bić.
– Panie Uzumaki, rozumiem, że pan już wszystko wie i skupienie uwagi na moich słowach jest poniżej pana godności? – z zamyślenia wyrwał go głos. „Tornado” kierowało się w jego stronę. – Co to za korespondencja podczas mojego wykładu?
Naruto spojrzał jeszcze raz na liścik. Może pod wpływem chwili, a może na skutek dzisiejszego zwycięstwa, do głowy przyszedł mu kolejny wredny pomyśl. Błyskawicznie zgniótł kartkę od Sasuke i wrzucił do plecaka, a na czystej, na szybko wyrwanej z zeszytu,  naskrobał coś i złożył, zanim Tsunade wyrwała mu ją z ręki. Stanęła obok niego i rozłożyła papier.
– Naruto, ja też za tobą tęsknię. Sasuke – przeczytała na głos.
Aulą wstrząsnął ryk. Naruto udawał, że jest zawstydzony, ale w rzeczywistości cieszył się jak dziecko i gratulował sobie refleksu. Wzrokiem szukał Sasuke. Tego by sobie nie odpuścił, musiał zobaczyć jego minę. Była, jak się spodziewał, bezcenna. Sasuke wyglądał, jakby naprawdę miał zamiar go zabić.
– Eh, a nie mówiłem, że list miłosny? – westchnął Neji, po czym dostał niekontrolowanego ataku śmiechu. – Nie no, Uchiha, przesadziłeś! – Pokładał się na stoliku, bijąc pięściami w oparcie krzesła Sasuke.
Tsunade rozejrzała się po sali. Ogólna wesołość wybuchała raz za razem. Sama miała ochotę się roześmiać, ale stanowisko jej na to nie pozwalało. Musiała być bezwzględna, by utrzymać taki porządek, jak do tej pory.
– Wystarczy – krzyknęła, a sala ucichła. – Oddaję panu Uzumakiemu to miłosne wyznanie, ale następnym razem załatwiajcie takie rzeczy w czasie wolnym, a nie na moich zajęciach!
  
Zbierzcie się wszyscy za jakieś dziesięć minut, mam wam coś do przekazania. – Trener Hakate Kakashi, wysoki, siwowłosy mężczyzna, ogarnął wzrokiem znajdujących się nad brzegiem basenu studentów i machnął ręką, przywołując ich do siebie.
– Znowu kazanie? No nie, jakie to kłopotliwe – jęknął chłopak z kucykiem, siedzący na jednym ze słupków startowych.
– Wiesz co, zawsze zastanawiało mnie, jak taki leń jak ty, osiąga dobre wyniki w sporcie? – zastanowił się Kiba Inuzuka, krótkowłosy szatyn, stojący obok.
– Trzeba sposobem, drogi przyjacielu, sposobem. – Shikamaru Nara, właściciel kucyka, złożył ręce w coś, co kształtem przypominało odwróconą piramidkę. Miał ten odruch od zawsze, gdy się nad czymś  zastanawiał.
– Sposobem mówisz? – Zasępił się Kiba. – To może znajdź jakiś sposób, żeby moje rybki przestały zdychać.
– Znowu?
– Jakiś pechowy jestem. Papuga, chomiki, świnka morska, a teraz to! –  Wygiął usta w grymasie.
– Weź ty może daj sobie spokój z tym zoo, bo obrońcy praw zwierząt się tobą zainteresują.
– Bardzo śmieszne. – Kiba naburmuszył się, ale po chwili szturchnął Shikamaru i się roześmiał. – Idzie nasza gwiazda. – Wskazał na Naruto, który z szerokim uśmiechem na ustach zmierzał w ich stronę.
– No chłopie, ale żeś mu dowalił! – Przybił z nim piątkę. – Z tą kartką to omal nie spadłem z krzesła. Bo on chyba tego nie napisał, co? – spytał, mrużąc oczy podejrzliwie.
– Jasne, że nie. – Wyszczerzył się Naruto. – Ale ciiii…. – Położył palec na ustach.
– Będzie próbował cię dorwać – stwierdził Shikamaru flegmatycznym, jak zwykle zresztą, tonem.
– Może mnie cmoknąć gdzieś. – Naruto wzruszył ramionami.
– No, cmokania to miał dzisiaj aż nadto. – Kiba z uciechy aż tupał w miejscu.
– Ciekawe, czy moje przedstawienie było dość przekonujące, żeby wszyscy w to uwierzyli – zastanowił się Naruto.
– Nie wiem, ale zdecydowanie zapewniłeś wszystkim poranek pełen wrażeń. Hyuuga, to myślałem, że się udusi ze śmiechu, a on przecież zawsze taki poważny. – Shikamaru oparł głowę na ręce, ale zaraz się wyprostował, bo właśnie mijała ich szczupła blondynka, która puściła do niego oko.
Kiba szturchnął przyjaciela znacząco.
– Leci na ciebie, jak nic – mruknął.
– Spadaj.
– Oj daj spokój, to było wieki temu. –  Przewrócił oczami. – Bo wiesz – zwrócił się do Naruto, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu – Nasz przyjaciel nie może wybaczyć Temari, że na początku pierwszego roku latała za Uchihą. – Włożył sobie pięść do ust, tłumiąc chichot.
– Nie słuchaj go. – Shikamaru pokręcił przecząco głową. – Nie miał zamiaru wdawać się w dyskusję na ten temat.
– A co, może nie?
– Nie.
– A właśnie, że tak.
– Ale ty jesteś upierdliwy. – Shikamaru założył ręce za głowę i rozejrzał się wokół. – A tak poza tym, to właśnie przyszedł twój chłopak, Naruto.
Po drugiej stronie basenu stał Sasuke we własnej osobie i wlepiał w niego wściekły wzrok.