30 grudnia 2016

Rywale - rozdział 50

Zakłady są niebezpieczne. Uważajcie, o co się zakładacie. Ja ostatnio przegrałam aż dwa. Konsekwencje pierwszego są w tym rozdziale. Dei, ty potworze!
Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich :)
I…
Chciałam napisać Ci dedykacje, ale byłaś za bardzo niecierpliwa i to już przeczytałaś :) Więc po prostu, Verry, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ;)


Dni do końca roku mijały bardzo szybko. Nie było za dużo nauki, ponieważ mieli przerwę świąteczną, choć na treningi oczywiście chodzili prawie codziennie. Naruto i Sasuke odwiedziła Mikoto, która życzyła im wesołych świąt i podarowała kilka przysmaków, na widok których Naruto aż ślinka pociekła. Sasuke nadal nie dogadał się z ojcem i to miało raczej szybko nie nastąpić, bo państwo Uchiha, jak co roku, wyjeżdżali w tym okresie. To był bardzo dobry czas dla marketingu, dlatego zazwyczaj podróżowali po świecie, uczestnicząc  różnych eventach. Sasuke już dawno się do tego przyzwyczaił. W tym roku Itachiego też miało nie być, chciał spędzić święta ze swoją przyszłą rodziną w górach. Kilka razy pytał Sasuke, czy na pewno nie będzie mu z tego powodu przykro, a ten za każdym razem musiał mu tłumaczyć, że nie. Bo tak naprawdę było mu to na rękę. Zamierzał wolny czas spędzić z Naruto i zwyczajnie się polenić. Nie przepadał za świętami, było wokół nich za dużo zamieszania.

25 grudnia 2016

Rywale - rozdział 49


Resztę weekendu spędzili głównie na nauce. Sasuke, mimo że jego matka codziennie dzwoniła, nie zdecydował się wrócić do domu i porozmawiać z ojcem. Uznał, że w tym wypadku potrzebna jest dobra wola z obu stron, więc nawet marudzenie Naruto nic w tym wypadku nie dało. Zresztą, mieli sporo materiału do opanowania, dlatego nawet nie wychodzili z mieszkania. Co prawda zostawało jeszcze jutrzejsze popołudnie, ale woleli nie przekładać tego na ostatni dzień.

Poniedziałkowe zajęcia minęły dość szybko, a trening był na tyle intensywny, że wszyscy chyba mieli dość. Kiba, którego po zajęciach wezwał do siebie Kakashi w celu omówienia błędów w jego technice, dopiero przed chwilą wszedł pod natrysk. Wyklinał trenera w myślach, bo akurat dzisiaj trochę się spieszył, był umówiony chłopakami z akademika na jedną ze swoich ulubionych gier online. Tym razem na pewno utłuką bossa! Szybko wziął prysznic, spłukał szampon z włosów i chwilę później, przewiązany w pasie ręcznikiem, szedł do szatni. Drzwi do pomieszczenia były uchylone i już łapał za klamkę, żeby otworzyć je szerzej, gdy usłyszał wyraźnie słowa:
– Przecież jesteśmy sami, wszyscy dawno poszli.

17 grudnia 2016

Nowy blog


Zapraszam na nowy blog SasuNaru
http://sasunaru-1.blogspot.com/

*Ten blog powstał na skutek rzuconego tak po prostu pomysłu: „Może napiszemy coś razem”? No i napisałyśmy. Powiem szczerze, że jeszcze nigdy niczego nie pisało mi się tak łatwo i przyjemnie. Ten tekst po prostu leciał, nawet nie wiedziałam, kiedy powstawały kolejne fragmenty. Co więcej, jestem z niego bardzo zadowolona.*

*Sama byłam zdziwiona, jak dobrze się zgrałyśmy i jak przyjemnie nam się pisało. Historia rzeczywiście sama "płynęła". Mam nadzieję, że ten fanfik spodoba się wam tak samo, jak spodobał się nam i zobaczycie w nim to samo ciepło, które widzę ja, wracając wielokrotnie do niektórych fragmentów.*

Fanfik pisze się bardzo szybko, więc mamy nadzieję, że uda nam się publikować regularnie.

Indra (Sanu) i Verry (Koko)

11 grudnia 2016

Lovers - rozdział 2

W tym fiku klika faktów nie będzie się zgadzać z oryginałem, ale to są raczej drobne rzeczy. Tutaj Sasuke może dezaktywować Rinnegana tak jak Sharingana. Zdolny jest, nauczył się:) Poza tym w ogóle nie uwzględniam filmu The Last. To, co się tam wyprawiało, to istna parodia.
Miłego czytania:)       


Po kilku dniach Sasuke został przeniesiony do innej sali. Stan jego ręki był już na tyle zadowalający, że nie było potrzeby trzymać go pod stałą obserwacją. Zniknęła ta sterylna biel, zniknęły te wszystkie medyczne wynalazki podpięte do jego ramienia. Sasuke z zadowoleniem poruszył palcami. Czuł je, mógł już nimi podnosić przedmioty, choć na początku miał z tym spore problemy. To głównie dzięki radom Naruto, który przecież sam przez to kiedyś przechodził, dość szybko doszedł do ładu z koordynacją. Teraz ściskał w zabandażowanej dłoni gumową piłeczkę, którą czasami, znienacka, rzucał w swojego przyjaciela, rozpartego wygodnie w nogach jego łóżka. Niestety, dla niego niestety, Naruto jeszcze ani razu nie dał się zaskoczyć i za każdym razem ją łapał, nawet w chwilach, w których skupiał wzrok na czymś innym. Przez te wszystkie lata stał się naprawdę silnym shinobi i Sasuke przyznawał to wprost. Uśmiechnął się z sentymentem, przypominając sobie dawne czasy.

3 grudnia 2016

Lovers - rozdział 1

Lovers to nowy fanfik w realiach mangowych. A tak konkretnie w realiach Boruto, kiedy to bohaterowie są już dorośli. Ktoś mi „delikatnie sugerował”, że powinnam napisać coś w tym klimacie. No i napisałam. Tak więc, Koko, specjalna dedykacja dla Ciebie :)


– A temu co? Zwariował? – Kiba od dobrych kilku minut przyglądał się Naruto, który w ekspresowym tempie stemplował i podpisywał dokumenty. Sterty papierów pojawiały się na biurku i znikały tak szybko, że pracownicy nie nadążali z donoszeniem ich. Oczywiście wszyscy w wiosce wiedzieli, że ich nowy Hokage jest pracoholikiem, ale teraz już przechodził samego siebie. Kiba przeciągnął ręką po swoich zapuszczonych, trochę przylizanych włosach i chwycił szpiczastą bródkę. Jeszcze trochę i prześcignie w długości zarostu stojącego obok kumpla, a wtedy wygra zakład.
– Kiba, jesteśmy w siedzibie Hokage, masz się wyrażać o Naruto z szacunkiem. Ciesz się, że jest zbyt zajęty, żeby w ogóle cię słuchać – westchnął cierpiętniczo Shikamaru.

30 listopada 2016

Rywale - rozdział 48

Sasuke zdecydowanie się nie wyspał. I to wcale nie dlatego, że męczyły go jakieś koszmary związane z wczorajszym dniem i rozmową z ojcem, ale po prostu w nocy było mu tak zimno, że co chwilę się budził. To był taki drobny paradoks, mieć w łóżku osobę, która potrafi go rozpalić do czerwoności, a jednocześnie śpiąc z nią, marznąć. No niestety, ten problem powtarzał się notorycznie. Bo Naruto, świadomie czy też nie, zawsze zabierał całą kołdrę dla siebie i szczelnie się w nią zawijał. I potrzeba było sporej determinacji, żeby go z niej rozwinąć i zabrać kawałek dla siebie. Dlatego po dzisiejszej nocy Sasuke był już pewien, że jeżeli chce się wysypiać, musi kupić sobie drugą kołdrę.  Na początku zastanawiał się, czy nie lepsza by była jedna, ale dużo większa, dla nich obu, jednak znając możliwości Naruto, taką też zaanektowałby tylko dla siebie.

29 listopada 2016

Informacja


Miałam to zrobić razem z kolejnym rozdziałem, ale niestety, nie zdążyłam go napisać:) Tak więc… Chciałam poinformować, że do świata Sasunaru wraca ktoś jeszcze, ktoś, kogo na pewno dobrze znacie – Koko.  Z zupełnie nowym fanfikiem, tym razem w realiach mangowych. Pierwsza część  już jest:) Link znajdziecie obok.  Miłego czytania:)



16 listopada 2016

Rywale - rozdział 47


Minęły już dobre dwie godziny, odkąd Naruto wrócił do domu. Od tamtego czasu starał się znaleźć sobie zajęcie, ale na niczym nie potrafił się skupić. Złe przeczucia go nie opuszczały, mimo że próbował sobie wmówić, że będzie dobrze. Oczywiście po tym wszystkim, co się stało, był pewien uczuć Sasuke, ale martwiło go, co wyniknie z rozmowy z ojcem. Widać było, że Fugaku Uchiha jest wściekły. Na pewno będzie starał się przekonać syna do zakończenia tego związku. Jak nie prośbą, to groźbą. Naruto nie wiedział dokładnie, jakie relacje panują między Sasuke a jego rodzicami, nigdy o tym nie rozmawiali, obawiał się jednak, że jego ojciec, właściciel znanej na całym świecie korporacji, nie odpuści tak łatwo. Co, jeżeli postawi mu jakieś ultimatum? Jeżeli będzie kazał wybierać: rodzina albo ten związek? Dobrze, że przynajmniej Itachi był po ich stronie i dzisiaj stanowczo dał to rodzicowi do zrozumienia. Zresztą, on, od kiedy tylko zaczął przypuszczać, co ich łączy, zawsze, choć często w żartach, okazywał im wsparcie. Sasuke zwykle się tym irytował, uważał, że brat niepotrzebnie się wtrąca, ale Naruto miał na ten temat inne zdanie. Nie zawsze, zwłaszcza, gdy w grę wchodził kontrowersyjny związek, można było liczyć na poparcie kogokolwiek. Oni w tym wypadku mieli dużo szczęścia. Zaakceptowali to przyjaciele, zaakceptował Itachi, zaakceptowała nawet mama Sasuke. A to już było coś.

23 października 2016

Rywale - rozdział 46

Naruto, chociaż umawiał się z Sasuke, że zadzwoni do niego, gdy będzie już w mieszkaniu, teraz uznał ten pomysł za kompletnie bezsensowny. W końcu po odprowadzeniu Hinaty miał tylko kilka kroków do jego domu. Co też oczywiście wykorzystał.
– A, to ty. – Itachi, wpuszczając go do środka, machnął tylko ręka, jakby sugerując, że nie musiał nawet pukać. Przecież był chłopakiem Sasuke. „Chłopak Sasuke” – jak to fajnie brzmiało. Uśmiechnął się sam do siebie. Kto wie, może zostaną kiedyś rodziną? To by była naprawdę ciekawa opcja. Może w końcu jego brat ogarnąłby te swoje humory i byłby milszy nawet dla niego?
– Kurwa! Zajebię cię, Itachi!
A może i nie…
– Co tam się dzieje? – Naruto właśnie postawił stopę na stopniu schodów prowadzących na piętro, ale słysząc kolejną serię przekleństw, które dochodziły z pokoju na górze, odwrócił się i uniósł pytająco brwi.

6 października 2016

Rywale - rozdział 45


Kiedy Sasuke zamknął drzwi za niespodziewanymi gośćmi i wrócił do kuchni, Naruto leżał z głową na blacie i trząsł się ze śmiechu. „Jogurt” nadal nie został starty z podłogi, więc Sasuke, czując, że w tej kwestii nie ma co liczyć na swojego chłopaka, wziął mop i posprzątał pozostałości po ich zabawie. To, co się wydarzyło przed chwilą, było po prostu żenujące, zupełnie nie rozumiał, co tak bawi Naruto.
– Inuzuka to największy kretyn, jakiego znam – mruknął pod nosem, wyciskając mop i jeszcze raz przecierając podłogę. – Jak on w ogóle zdał w zeszłym roku egzaminy?
– Oj, nie obrażaj go, to mój przyjaciel. Poza tym Kiba nie jest głupi, on jest po prostu trochę… naiwny. I niedomyślny. – Naruto podniósł głowę i oparł ją na rękach. Patrzył, jak jego chłopak zaciera ślady, to nic, że trochę po fakcie. Widział, że jest zły.
– Jest tak samo niedomyślny jak ty? – Sasuke odstawił wiadro do łazienki. Miał zamiar dokończyć pracę na metodykę, wziął więc z biurka swój laptop i usadowił się wygodnie na łóżku, kładąc go na kolanach Chciał zapomnieć o tej niezbyt przyjemnej sytuacji, która powodowała u niego poczucie dyskomfortu Co jak co, ale nie miał ochoty nikogo wtajemniczać w intymne szczegóły ich związku. Inuzuka może faktycznie był tak naiwny, że w swojej ignorancji pomylił spermę z jogurtem, ale Nary już o to nie podejrzewał. Cholera, że to musiało stać się w właśnie dzisiaj. Kliknął folder z zapisanym wcześniej plikiem i przejrzał pobieżnie wyniki swojej pracy. Jeszcze trochę zostało do napisania.

2 października 2016

Rywale - rozdział 44


Kakashi jak zagroził, tak zrobił. Całe pozostałe czterdzieści pięć minut treningu wyżywał się na swoich studentach, wymęczając ich niesamowicie. Siedząc już jednak teraz w szatni, Sasuke zauważył jeden plus tej sytuacji. Wszyscy byli tak wyczerpani, że nawet nie chciało im się plotkować. Czasem tylko łapał jakieś spojrzenie, ale postanowił się tym nie przejmować.
Kierowali się właśnie do auli, kiedy zobaczyli Hinatę. Naruto uprzedzał już Sasuke, że musi z nią porozmawiać, więc machnął mu tylko ręką, żeby poczekał i podbiegł do dziewczyny. Sasuke oczywiście nie zamierzał czekać i też zaczął iść w ich kierunku.
– Hinata, poczekaj. – Naruto pociągnął ją za rękaw i gestem pokazał, żeby zeszli ze środka holu gdzieś pod ścianę. Zdziwił się, widząc jej reakcję. Nie zaczerwieniła się jak zawsze, raczej zbladła. Ale w końcu skinęła głową.  – Słuchaj, chciałbym z tobą porozmawiać.
– Zaraz mamy wykład – spuściła wzrok.
– Nie, to znaczy nie teraz i nie tutaj, raczej w jakimś spokojniejszym miejscu. Wiem, że jestem ci winien wyjaśnienia, dlatego czy możemy spotkać się jutro po zajęciach? – Hinata podniosła głowę i spojrzała na niego, a zaraz potem ponad  jego ramię. Odwrócił głowę. To był Sasuke, a jego słynne uchihowe spojrzenie nie sprawiało raczej, że wyglądał miło i sympatycznie. Dziewczyna zerkała zdezorientowana raz na jednego, raz na drugiego. Wyraźnie się zdenerwowała. – Przyjdę sam – uspokoił ją Naruto. Akurat do tej rozmowy nie był mu potrzebny ani Sasuke, ani jego odstraszający wzrok.

1 października 2016

Rywale - rozdział 43


Sasuke i Naruto pojawili się na uczelni dość wcześnie rano. Pierwsze mieli zajęcia na basenie i woleli się na spokojnie przebrać i uniknąć ataku wścibskich spojrzeń, które na pewno pojawiłyby się, gdyby ludzie widzieli, że przyjechali razem. Sasuke miał świadomość, że w końcu wszyscy i tak się zorientują w sytuacji, ale chciał mieć dla siebie i Naruto chociaż spokojny poranek.
Oczywiście po tym wszystkim, co wydarzyło się wczoraj, nie wypuścił chłopaka z domu. I choć spanie w dwie osoby na jednoosobowym łóżku nie było jakoś szczególnie wygodne, to żaden z nich nie narzekał. Sasuke westchnął i rozejrzał się po praktycznie pustym jeszcze parkingu. Miał ochotę pocałować Naruto, ale komórka w kieszeni  jego spodni zaczęła dzwonić. Wyjął ją i spojrzał na wyświetlacz.
– Inuzuka? – spytał sam siebie. – A ten czego może ode mnie chcieć? – Naprawdę się zdziwił, ale odebrał.
– Uchiha? – Kiba darł się do słuchawki. – Posłuchaj, Naruto miał wypadek! Musisz natychmiast się z nim zobaczyć!

30 września 2016

Rywale - rozdział 42

No i powoli Rywale zbliżają się do końca. Kiedy napisałam, że zamierzam skończyć ten ff, to był tylko zamiar. Teraz to jest już pewne:)
Dzięki Sasame za czas poświęcony na czytanie tego wszystkiego na bieżąco, motywowanie mnie, sprawdzanie i podsyłanie pomysłów czy inspiracji. Gdyby nie Ty, z tym rozdziałem nadal byłabym w lesie.
Scena yaoi. Miłej zabawy.

______________________________________________


Natuto wsiadł do czerwonej terenówki Itachiego, dopiero teraz dostrzegając na przednim siedzeniu Sakurę. Mruknął tylko „cześć” i przesunął się na miejsce za fotelem kierowcy. Dziewczyna odpowiedziała, nie odwracając nawet głowy, widać było, że ma nienajlepszy humor. No to jest nas dwoje – pomyślał Naruto.
Itachi spojrzał na zegarek, było już wpół do dwunastej.
– Słuchajcie, przepraszam was, ale musimy po drodze podjechać do firmy, jak nie dostarczę dokumentów przed południem, urwą mi głowę – poinformował i błyskawicznie zapiął pas. Po chwili wyjechał z parkingu i skręcił w stronę centrum miasta.
Naruto oparł głowę o szybę, obserwując szybko zmieniający się widok za oknem. Im więcej myślał o sytuacji, w której się w tym momencie znajdował, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to wszystko w ogóle nie ma sensu. Itachi może i chciał pomóc, ale chcieć to wcale nie znaczy móc. Przymknął oczy. Dlaczego Sasuke musiał być tak uparty. Tyle razy go przepraszał, czy on nie miał w sobie za grosz wyrozumiałości? To był tylko głupi pocałunek. Nawet Itachi powiedział, że to przecież nie koniec świata. Nie mógł po prostu schować tej swojej cholernej dumy do kieszeni i z nim po prostu porozmawiać?
– Co tam mruczysz? – zapytał Itachi, wjeżdżając na teren firmy. Zaparkował, wyłączył silnik i odwrócił się, patrząc na swojego pasażera.
– Że to nie ma żadnego sensu. – Naruto wzruszył ramionami.
– A co według ciebie ma sens? To, jak się teraz zachowujecie?
– Bez Sasuke nic nie ma sensu… – mruknął ledwo słyszalnie, ale Itachi już zabrał dokumenty i zostawił go w samochodzie z Sakurą. Sakurą, która teraz ledwo się hamowała, zaciskając ręce w pięści. W końcu nie wytrzymała  i wrzasnęła tak, że aż musiał zatkać sobie uszy.
– Naruto! Jesteś totalnym kretynem! – Odwróciła głowę w jego stronę. – Przysięgam, że zaraz ci przyłożę.
Chłopak zamrugał zdziwiony. Z Sakurą nie byli obecnie w najlepszych relacjach i starali się raczej nawzajem unikać, więc ten jej wybuch w jego stronę był dość zaskakujący. Chociaż… Jakby się tak zastanowić, to pierwszy raz miał do czynienia z kobietą w ciąży. Słyszał, że mają wtedy huśtawki nastroju czy coś.
– Czy ty i Sasuke jesteście jakimś cholernym pępkiem świata? Nic nie słyszę od kilku dni od Itachiego, tylko Sasuke i Naruto, Naruto i Sasuke. Wysłuchałam całej tej historii już ze sto razy i naprawdę mam tego po dziurki w nosie – jęknęła i opuściła ramiona. Po chwili odpięła pas i wysiadła z samochodu, żeby zaraz zająć miejsce z tyłu obok Naruto.
– A tak w ogóle, to chciałam cię przeprosić za tamto. No wiesz… – Ton jej głosu diametralnie się zmienił. Więc jednak miałem rację, huśtawki nastroju – pomyślał. – Już dawno chciałam to zrobić, ale  jakoś tak nie wyszło. – Spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem.
– Sakura… – Otworzył usta ze zdziwienia, no tego to się kompletnie nie spodziewał.
– Wiem, że najprawdopodobniej mi nie uwierzysz, ale ja cię naprawdę lubiłam. Tylko że Sasuke był wtedy jakąś moją obsesją. Myślałam, że może jak będę z tobą, to mi to przejdzie. Ale nie przeszło. Dopiero Itachi…
– Sakura, ja naprawdę nie wiem, czy chcę tego słuchać. – Naruto odwrócił głowę w stronę szyby i zaczął kontemplować widok za oknem. Widok, na który składały się konkretnie dwa kontenery na śmieci i sterta jakichś kartonów.
– Naruto… – Dziewczyna przysunęła się bliżej i łapiąc za rękawy kurtki, zmusiła go, żeby na nią spojrzał. – Wiem, że cię zdradziłam i naprawdę bardzo tego żałuję. Żałowałam już wtedy, ale było mi tak głupio, a ty już nie chciałeś mnie znać.
– Wiesz… – Naruto uśmiechnął się na wpół smutno, na wpół ironicznie. – W sumie, to nawet jesteśmy do siebie podobni. Ja też przecież kogoś zdradziłem – stwierdził pesymistycznym tonem.
– To nie to samo. W końcu, nie przebierając w słowach, byłeś nieźle narąbany. Z tego co mówił Itachi, a jak już wspominałam, mówił o tym przez cały czas, Sasuke też ma się nie najlepiej. Zastanów się, jak możesz to wszystko naprawić.
– A jak myślisz, co ja niby robię od dobrych dwóch tygodni? Ale to Sasuke. On jak sobie coś wmówi, to… A niech to! – Założył ręce za głowę i wlepił wzrok w zagłówek przed nim.
– Tak, to Sasuke – zgodziła się Sakura. – Choć Itachi też potrafi był bardzo uparty w niektórych kwestiach. Cała rodzina uparciuchów. Ale mają coś, co nas do nich ciągnie – uśmiechnęła się z sentymentem.
– Cóż, w końcu są Uchihami, a my tylko ludźmi .– Naruto zupełnie wbrew sobie podłapał temat i nawet zdobył się na żart. Zaczynał się powoli rozchmurzać, ale póki co, nie chciał tego  okazywać.
– Naruto… – Sakura dźgnęła go palcem po chwili milczenia. – Naruto… – Spróbowała jeszcze raz. – Naruto…
– No co? – Odwrócił głowę w jej stronę.
– Przepraszam.
– Eh, Sakura – pokręcił głową i lekko się uśmiechnął. – Niech ci będzie.
Chwycił podana mu na zgodę dłoń i uścisnął ją. A potem Sakura uściskała jego całego.
– Ale Itachi i tak jest o niebo lepszy od Sasuke. Taki facet zdarza się raz na milion – rozmarzyła się.
– Czy ja wam przypadkiem nie przeszkadzam? – Wyżej wspomniany Uchiha, który właśnie otworzył drzwi do samochodu, patrzył trochę zdezorientowany, w końcu ręka jego narzeczonej nadal leżała na ramieniu Naruto, ale po chwili się uśmiechnął.  – Więc się pogodziliście? – spytał retorycznie. – Jeden punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia odhaczony – stwierdził.
– Dłużej się nie dało? – burknęła Sakura i z powrotem zajęła swoje miejsce z przodu. – Od samego rana źle się czuję i mam mdłości, a to wszystko twoja wina! – Wskazała Itachiego palcem.
 – A co ja znowu takiego zrobiłem?
 – Wiesz, taka fasolka co we mnie rośnie, chyba pamiętasz, że miałeś w tym swój udział? – Spojrzała groźnie. – Poza tym mieliśmy jechać na zakupy, a od dobrej godziny siedzę w tym samochodzie!
Tak, to decydowanie była huśtawka emocjonalna! Naruto był tego pewien na sto procent. Nastrój Sakury zmieniał się jak w kalejdoskopie. Panna Haruno w ciąży była nieobliczalna jak tsunami, tajfun, trzęsienie ziemi i pożar w jednym.
– No już, już. Odstawimy tylko Naruto do mojego upartego jak osioł brata i pojedziemy, gdzie tylko będziesz chciała. Dobrze? No nie gniewaj się już na mnie, pamiętaj, że jestem jeden na milion – zażartował.
– Że co niby?
– Sama tak powiedziałaś, słyszałem. – Itachi wydawał się być bardzo z siebie zadowolony. Sakura próbowała zaprzeczyć, ale zatkał jej usta pocałunkiem. – Kocham cię, przecież wiesz.
Dziewczyna rozchmurzyła się.
– Ja też cię kocham.
– A ja wysiadam! – Naruto skrzywił się i odpiął pas. – Jak jeszcze przez chwilę posłucham tego waszego słodzenia, to się nabawię cukrzycy – mruknął i zamierzał otworzyć drzwi, ale  Itachi wykazał się refleksem i zdążył je zablokował. – Ej, no co robisz? Wypuść mnie!
– Nie. – Ton Itachiego był zdecydowany. – Ty jedziesz do Sasuke. Dowlokę cię tam nawet siłą jak trzeba będzie.
– Czy to jest jakaś próba ubezwłasnowolnienia mnie? – burknął obrażony Naruto, ale w końcu machnął ręką i dał za wygraną. – A zresztą, rób co chcesz.

Wszedł z Itachim do rezydencji, ale gdy tylko stanął przy wejściu na górę, nagle zawahał się i zawrócił. Co on sobie wyobrażał? Że Sasuke, kiedy zobaczy go we własnym pokoju, nagle nabierze ochoty na wysłuchiwanie tych żałosnych tłumaczeń? Nie ma mowy.
 – O nie, nie, nie, mój drogi. – Itachi zgarnął go ramieniem i z powrotem skierował w stronę schodów. – Wiem, że Sasuke jest trudny, ale jestem pewien, że sobie z nim poradzisz. Walcz o swoje.
– A myślisz, że nie próbowałem?
– Widocznie za mało się starałeś. To jak, wejdziesz sam, czy mam cię tam zanieść? – Itachi położył mu rękę na plecach i popchnął nieznacznie do przodu. Groźba zabrzmiała niezwykle realnie, więc ostatecznie Naruto uznał, że raz kozie śmierć. W końcu, co takiego może mu zrobić Sasuke poza kolejnym odrzuceniem? W najgorszym wypadku wykopie go z pokoju, a jak to nie poskutkuje, to sam wyjdzie, kompletnie go ignorując. Na rozwiązanie typu dostać w pysk i się pogodzić raczej nie liczył.
Itachi zapukał i na krótkie „czego chcesz” z wnętrza pokoju, po prostu złapał za klamkę, otworzył drzwi i bezceremonialnie wepchnął do środka Naruto. Po tym najzwyczajniej w świecie wyciągnął z zamka klucz, wyszedł i  zamknął drzwi z drugiej strony.
Tego Naruto się nie spodziewał. Nie sadził, że Itachi zafunduje mu rozwiązania rodem z telenoweli albo powieści dla nastolatek – bo zamknięcie go w pokoju z byłym chłopakiem w celu ich pogodzenia właśnie tak wyglądało. Spojrzał na Sasuke, leżał na łóżku oparty o poduszki z słuchawkami na uszach i nie zwracał na niego uwagi. Po długiej chwili milczenia i bezruchu w końcu jednak podniósł się i podszedł w stronę drzwi, po prostu go mijając. Nacisnął klamkę, chciał się chyba przekonać, czy Itachi faktycznie ich zamknął. Mruknął pod nosem coś, co brzmiało jak „idiota” i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Naruto nie miał pojęcia, co robić. „Walcz o swoje”. Ale jak walczyć o kogoś, kto w tak perfidny sposób cię olewa. To było naprawdę najgorsze z możliwych rozwiązań. Sasuke nie odezwał się do niego ani słowem. Dlaczego po prostu go nie zwyzywa za… za cokolwiek. Za to, że zrobił mu świństwo, że jest kretynem, który najwyraźniej nie potrafi pić z umiarem, że zakłóca mu spokój w jego perfekcyjnie uporządkowanym pokoju, gdzie każda rzecz miała swoje stałe miejsce, a na dywaniku nie dało się dostrzec żadnego paprocha, a nawet za to, że wczoraj padał deszcz. Każda kłótnia, nawet ta najbardziej burzliwa, to, jakby nie było – rozmowa.
– Sasuke… – Naruto uznał, że musi w końcu coś zrobić, podszedł i zdjął mu z głowy słuchawki. – Możesz w końcu ze mną porozmawiać? To był tylko jeden, jedyny i w dodatku niechciany pocałunek. Byłem pijany. Nic więcej nie zrobiłem. To Kiba i Sai zawlekli mnie do pokoju Hinaty, rozebrali i zostawili w jej łóżku.
– Sai? – Sasuke wbrew sobie w końcu zareagował na obecność swojego byłego chłopaka. Przypomniała mu się scena nad basenem, gdzie Sai mówił o malowaniu aktu Naruto. No tak, musiał mieć niezłe widoki, kiedy pozbawiał go garderoby. Co za gnojek.
– Zrobili to dla żartu. – Naruto usiadł na łóżku zachęcony jakąkolwiek reakcją. Rozmową tego nazwać raczej nie można było, ale lepsze to niż nic. – To był jeden głupi pocałunek, którego nawet nie pamiętam, bo byłem prawie nieprzytomny.
– Rozumiem, że gdybym to ja się wtedy upił i przelizał jakąś dziewczynę, byłbyś z tego powodu przeszczęśliwy?
– Wiesz, że nie. Ale uwierz, to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. – Przysunął się bliżej. Sasuke patrzył na niego tymi swoimi czarnymi oczami, których widok zawsze przyprawiał go o przyjemne dreszcze. Pamiętał ich pierwszy prawdziwy pocałunek w akademiku, czuł się wtedy jak zahipnotyzowany. To było niesamowite przeżycie, jakby cały świat stanął do góry nogami. A teraz znowu siedział tak blisko, miał tę twarz na wyciągnięcie ręki, gdyby tylko przysunął się jeszcze odrobinę, mógłby znów go pocałować. Skoro słowa nie działają, to może warto przejść do czynów? W końcu, jak mówił Itachi, trzeba walczyć o swoje. To był impuls, musiał zaryzykować, więc po prostu pochylił się i delikatnie pocałował swojego byłego chłopaka. Przyjemne ciepło rozpłynęło się po jego wnętrzu, znał dobrze smak tych ust. Tak strasznie mu ich brakowało. Sasuke przymknął oczy, jemu też sprawiło to przyjemność, ale chwilę później lekko się podniósł, jakby chciał go odepchnąć.
– Nie, proszę cię – Naruto nie miał zamiaru ma na to pozwolić – proszę… cię. – Pogłębił pocałunek. – Bez ciebie nic nie ma sensu. Bez ciebie nie potrafię normalnie funkcjonować. Bez ciebie… – jęknął, gdy chłopak położył mu rękę na karku, przyciągnął do siebie i oddał pocałunek. Naruto wplótł palce w jego czarne, miękkie włosy i napawał się tą chwilą, o której myślał, że już nigdy nie nadejdzie. Sasuke przerwał pocałunek dopiero po kilku minutach. Odchylił się nieznacznie, patrząc spod przymkniętych powiek, jakby analizował sytuację i rozważał argumenty za i przeciw. Naruto wykorzystał okazję i musnął ustami zagłębienie jego szyi, jedno z najwrażliwszych miejsc, o których wiedział tylko on. Sasuke westchnął, chwycił go mocniej i wciągnął na łóżko, przewracając jednocześnie na plecy. Teraz to on się pochylał, a jego czarne oczy wpatrywały się uważnie w twarz Naruto.
– To był pierwszy i ostatni taki wyskok, rozumiemy się? Jeszcze raz tak zrobisz, a własnoręcznie cię wykastruję – powiedział niskim, drażniącym zmysły głosem. Naruto nie mógł oderwać od niego wzroku. Twarz delikatnie zarumieniona, włosy w nieładzie, nabrzmiałe już nieco usta… Cholera, jak to możliwe, że on w ogóle istnieje?! – I wierz mi, nie będę tracił czasu na rozważanie, czy byłeś trzeźwy, podpity, ciut pijany czy kompletnie nawalony – Sasuke kontynuował, nieświadomy tego, że jego chłopak przegapiłby obecnie nawet wybuch bomby atomowej.
– U...hm – mruknął niezbyt inteligentnie i nie mogąc się powstrzymać, spróbował usiąść i ponowić przerwane czynności. Zaplótł chłopakowi ręce na szyi i przyciągnął do siebie. Nie mógł dłużej czekać, pragnął jego ust, jego gorącego oddechu na swoich wargach, jego ramion dookoła własnych… Zjechał rękami niżej i zaczął przesuwać nimi po twardych, wyrzeźbionych plecach. Sasuke, nie przerywając pocałunku, poprawił sobie pozycję, teraz siedział na biodrach Naruto. Otarł się o nie, na co z gardła chłopaka wydobył się jęk. Powtórzył to raz, potem drugi, z zadowoleniem obserwując reakcję na jego twarzy.
– Czego pragniesz, Naruto? – szepnął mu do ucha i ugryzł lekko.
– Ciebie. – W niebieskich, lekko zamglonych oczach czaiło się niekłamane pożądanie.
Sasuke, pozbawiając uprzednio ich obu koszulek, zjechał ustami niżej, najpierw na szyję, bawiąc się językiem, potem na obojczyk, tors… Drażnił się z nim tak długo, że w końcu Naruto poruszył się sugestywnie, dając tym samym do zrozumienia, że nie chce już czekać. Ale Sasuke  nigdzie się nie spieszył, celowo prowokował chłopaka, słuchając jego westchnień z zadowoloną miną.
– Zaczynasz płonąć – wyszeptał mu prosto w usta, znów lekko się unosząc i ocierając o jego erekcję. Tak naprawdę obaj byli niesamowicie pobudzeni, sam miał już problemy z kontrolą, ale chciał doprowadzić Naruto do granic wytrzymałości. Znów leniwie zjechał ustami w dół, błądząc językiem po wszystkich wrażliwych miejscach. Powoli rozpiął rozporek i zsunął z Naruto spodnie, a zaraz potem bokserki. Przejechał językiem wzdłuż jego męskości i lekko się odsunął.
– Uhh… – Chłopak chwycił go za włosy, próbując przybliżyć jego głowę, ale nie pozwolił mu na to. Nie miał zamiaru sprawić, żeby tak szybko doszedł. Ponowił akcję raz, drugi, trzeci, jednak za każdym razem wycofywał się. Naruto wił się, w niewybrednych słowach wyrzucając mu, kim jest, skoro się tak znęca, ale reagował tylko złośliwym uśmieszkiem. Czwartego razu chłopak już nie wytrzymał. Zdeterminowany zalewającymi go falami pożądania, przez które nie był już się w stanie kontrolować, chwycił ręką swojego własnego penisa i zaczął przesuwać w górę i w dół.
Sasuke poczuł nagłe uderzenie gorąca. Co on robi? Co on wyprawia? W jednej chwili jego krew zaczęła szybciej krążyć, a twarz dosłownie go paliła. Otworzył szeroko oczy. To było…
– O kurwa – wydyszał ciężko. Patrzył oniemiały na dłoń swojego chłopaka, który w tym momencie zabawiał się sam ze sobą i mruczał cicho, obserwując go spod półprzymkniętych powiek. Sasuke też już dosłownie płonął, nie mogąc oderwać oczu od tego widoku. To był jakiś obłęd. Ogień zalewał dosłownie każdy centymetr jego ciała. Patrzył i patrzył, i słuchał pomruków przyjemności, i czuł, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to eksploduje. – Masz przejebane, Naruto.
Błyskawicznie pozbył się własnych spodni i bielizny, po czym chwycił chłopaka obiema rękami i wszedł w niego bez ostrzeżenia.
Krzyk bólu odbił się echem od ścian, a Naruto szarpnął się i zacisnął z całej siły ręce na granatowej narzucie łóżka. Dosłownie go zamroczyło.
– Co ty do cholery robisz?  – wymamrotał słabo i spróbował się wyrwać, ale Sasuke trzymał go mocno. Już teraz ból był nie do opisania, a widział, że chłopak resztkami sił i woli powstrzymuje się przed tym, żeby nie zacząć się w nim poruszać. Dyszał ciężko, a czarne oczy płonęły jakąś dziką żądzą. Nigdy wcześniej nie widział go w takim stanie.
– Wybacz, ale już dłużej nie dam rady. – Sasuke poruszył się. Najpierw wolno i ostrożnie, potem coraz szybciej, aż w końcu, nie reagując na krzyki, prośby ani nawet groźby, zaczął wbijać się z całej siły. Naprawdę nie chciał sprawiać Naruto bólu, po prostu nie panował już nad sobą. Tamten widok wyzwolił w nim takie pokłady pożądania, o jakie w życiu by siebie nie podejrzewał. Chłopak próbował go zrzucić z siebie kilka razy, ale nie pozwolił mu na to, przyciskając całym swoim ciężarem ciała do łózka. Po pewnym czasie Naruto skapitulował i chyba nawet zaczął odczuwać jakąś przyjemność, bo Sasuke zarejestrował, że coś gorącego rozlewa się między ich ciałami. Było mu tak cholernie dobrze, że chwilami tracił świadomość. Kiedy osiągnął szczyt, orgazm był tak silny, iż miał wrażenie, że zaraz straci przytomność.  Spojrzał zamglonymi oczami na Naruto i padł bezwładnie, nie mogąc nawet się ruszyć.

– Dobrze się bawiłeś? – Naruto brutalnie zepchnął go z łóżka. Podniósł się i spojrzał na swój brzuch i granatową kapę pod sobą. Wszystko było umazane białą, kleistą substancją. –­ Ty… ty jesteś jakimś sadystą.
Sasuke dopiero po chwili wstał z podłogi i chwytając pierwszą lepszą część garderoby, wytarł siebie i Naruto z resztek spermy.
– No jeszcze czego! – Chłopak dopiero teraz dostrzegł, że za ręcznik posłużyła jego własna koszulka.
– Naruto… – Sasuke usiadł obok niego na łóżku. Nadal był zgrzany i miał przyśpieszony oddech, ale twarz, mimo że ciągle zaczerwieniona, wyrażała względne opanowanie, a w spojrzeniu nie było już ani śladu tej niepohamowanej żądzy. Przybliżył twarz i pocałował delikatnie swojego, wciąż obrażonego chłopaka. – Przepraszam, nie chciałem, żeby tak wyszło. Ja po prostu… odleciałem.
– Taa, zdążyłem zauważyć. Następnym razem proponuję zamianę. Potraktuję cię tak samo, żebyś zobaczył, co to znaczy ból. Co ty na to? – burknął Naruto i odwrócił się do niego plecami.
Sasuke objął go ramionami i przesunął nosem wzdłuż linii karku.  
– Jakoś ci to wynagrodzę, obiecuję. – Pociągnął ich obu na poduszki. Przysunął się najbliżej, jak mógł i wsłuchał w oddech.
Naruto wydawał się już uspokajać. W normalnych okolicznościach autentycznie przywaliłby Sasuke w szczękę za coś takiego i oświadczył, że odtąd jedyny seks, jaki będzie mógł sobie uprawiać, to sam ze sobą w łazience. Ale dzisiaj… Mimo całej tej sytuacji, którą poniekąd sam sprowokował, bo obserwował przecież reakcję Sasuke na swoją małą zabawę, był szczęśliwy, że już jest między nimi dobrze. Tak bardzo za nim tęsknił. Te dni, gdy myślał, że stracił go na zawsze, były koszmarem. A teraz nadeszła upragniona rzeczywistość. Wyciągnął rękę i uszczypnął się kilka razy dla potwierdzenia. Tak, to na pewno była rzeczywistość.

Musiał zasnąć na dobrych kilka godzin, bo kiedy się obudził było już ciemno, a on sam leżał przykryty miękkim polarowym kocem, którego wcześniej tu nie było. Obok spał Sasuke, ale kiedy tylko się poruszył, otworzył oczy. Dopiero teraz zerknął na budzik – dochodziła siedemnasta.
– Itachi jeszcze nie wrócił? – Naruto wstał z łóżka i zapalił światło. Wszystko go bolało. – Bo nie wiem jak ty, ale ja musze do łazienki. – Wziął z podłogi swoje bokserki i spodnie, i wciągnął je na siebie.
Sasuke, który leżał całkowicie już ubrany, też się podniósł. Podszedł do trójkątnej szafki z książkami i zdjął coś z najwyższej półki. – To idź. – Podał klucz z breloczkiem w kształcie wachlarza.
– Skąd to masz? Przecież twój brat zabrał, jak nas zamknął.
– Wiesz, chyba każdy normalny człowiek posiada coś takiego jak klucze zapasowe. Ty nie masz do swojego mieszkania? – Uniósł brwi pytająco. – Tak czy inaczej, ja już dawno wziąłem prysznic, a ciebie nie chciałem budzić.
Naruto stał i się gapił z otwartymi ustami.
– To znaczy, że wcale nie musiałeś tu ze mną być? Że od razu po wyjściu Itachiego mogłeś mnie stad wyrzucić? A jednak nic nie powiedziałeś i słuchałeś tych moich żałosnych tłumaczeń. Dlaczego? – Zamrugał zdumiony.
– Nie musiałem, ale… No bo tak. Przestań zadawać tyle pytań.
– Sasuke.... – Na twarzy Naruto zaczął pojawiać się uśmiech. –  Sasuke! – Rzucił się na niego i popchnął do tyłu.
– Nie, czekaj! Ta szafka jest… – w jednym momencie mebel, na który obaj wpadli, zachwiał się, a potem przechylił się na nich z cała zawartością –  …niestabilna.

Hanabi, którą wracający właśnie do domu Itachi zauważył przy drzwiach i zaprosił do środka, wyciągnęła rękę, w której trzymała płytę opatrzoną naklejką z napisem „projekt”.
– Już myślałam że nikogo nie ma. Tato dziękuje za pożyczenie – powiedziała i za chwile aż podskoczyła, bo z góry dobiegł najpierw czyjś krzyk, a potem jakiś rumor i głośny jęk. – Coś się chyba stało. – Zerknęła w stronę schodów prowadzących na górę.
– A, to nic. – Itachi machnął ręką. – To tylko Sasuke i Naruto.
– Czy oni się tam biją?
– No cóż, ekhm, można to tak nazwać. – Itachi uśmiechnął się zadowolony. – Tak czy inaczej, nie martw się, raczej nie zrobią sobie krzywdy.

Kiedy w końcu obaj zeszli do kuchni, Naruto nadal miał mokre włosy po prysznicu i pożyczoną koszulkę, bo jego własna z wiadomych powodów nie nadawała się do założenia.
- Jak cię tu po południu przywiozłem, byłeś trochę inaczej ubrany – Itachi uśmiechnął się. – Widzę, że mieliście udany dzień! – Mrugnął, bardzo z siebie zadowolony.
Sasuke tylko prychnął. Wstawił wodę na kawę i odwrócił się w kierunku szafek, żeby wyjąć z nich kubki. Itachi robił sobie właśnie kanapkę z szynką i pomidorem.
- Chcesz? – spytał Naruto. Ten dopiero uświadomił sobie, że dzisiaj praktycznie nic nie jadł poza śniadaniem. Jakby na potwierdzenie tych słów zaburczało mu w brzuchu.
- A dzięki, chętnie się poczęstuję.
Chwilę później Sasuke postawił przed nim kubek z kawą i usiadł obok.
- A właśnie, braciszku, wszystkie meble w twoim pokoju są do wymiany, czy tylko łóżko? – spytał Itachi, krojąc kolejnego pomidora.
Naruto zakrztusił się kanapką, a Sasuke wypluł upity właśnie łyk kawy.
- Jak już musisz wiedzieć, to szafka się zarwała – wyjaśnił, klepiąc swojego chłopaka po plecach, żeby się nie udusił.
Itachi tylko pokiwał głową, jakby przyjął to do wiadomości. Zjadł spokojnie kolację, wypił herbatę i stwierdził, że uda się do swojego pokoju. Jednak zanim wyszedł, obrócił się w stronę chłopaków z wyrazem udawanego szoku na twarzy.
- Robiliście to na szafce?!
Roześmiał się i uciekł do siebie, pokonując po dwa stopnie naraz.

28 września 2016

Chciałeś, to masz

Tekst staroć. Parodia. Ale zauważyłam, że nie mam go na blogu, a chce tu mieć wszystkie swoje teksty więc wklejam. 


Sasuke oparł ręce o drewnianą balustradę i spojrzał w dół. Strumyk płynął tak samo leniwie jak przed laty, zupełnie, jakby nic się nie zmieniło. Ten sam mostek, te same krzaczki przy brzegu, to samo bezchmurne niebo… Tylko czy on sam nie zrobił się aby odrobinę bardziej sentymentalny?
- Draniu – oświadczył uroczyście Naruto, przestępując z nogi na nogę i gniotąc coś w ręku. – To oficjalne ułaskawienie! – Rozprostował papier, niestety, tusz trochę się rozmazał i jedyne, co było widać, to jeden wielki kleks. – Zresztą, nieważne… - Wyrzucił urzędowy dokument do strumyka, który, jego zdaniem, coraz bardziej przypominał rynsztok. Cóż, tak bywa, gdy nie dba się o ekologię. A on sam był ostatnio zajęty dużo ważniejszymi i poważniejszymi sprawami, jak na przykład sprowadzenie stojącego tu i teraz Sasuke do wioski. Z tego całego zamieszania zaburczało mu w brzuchu.

23 września 2016

Rywale - rozdział 41

– Zerwali, zerwali… – mamrotał Kakashi, wzruszając ramionami. –  Mało to par zry... Zaraz! Jak to zerwali ze sobą!? – wrzaskiem zaakcentował ostatnie słowo tak, że zapewne było go słychać w całym obiekcie pływalni. Shikamaru westchnął i oparł podbródek na ręce. Było dokładnie tak, jak się tego spodziewał. – Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że oni… – Trener podszedł i mrużąc oczy, wskazał go palcem, sugerując, że jego student najzwyczajniej w świecie z niego kpi. Niestety, wzrok Shikamaru mówił mu, że wcale tak nie jest. – Jak to w ogóle możliwe? – usiadł i spojrzał na nich zdezorientowany.
– No tak się dzieje, gdy chłopak zakochuje się w chło….
– Czy ty masz mnie za kretyna?! Wiem, jak to działa – przerwał mu. – Ale Uchiha?! Nasz Uchiha? Naprawdę? – Po prostu nie był w stanie w to uwierzyć. Przecież ten chłopak miał w całej akademii reputację playboya, który uwiódł niejedną dziewczynę. Ile to już było plotek, których oczywiście starał się nie słuchać, jak na nauczyciela przystało, a które zawsze jakimś sposobem do niego docierały. Sasuke miał na koncie niejedno złamane serce, z czego ponoć nic sobie nie robił. – Nie, to chyba mi się śni. – Odchylił się na krześle tak, że omal uderzył głową w ścianę.

16 września 2016

Rywale - rozdział 40

Początek nowego tygodnia nie zapowiadał się dla Naruto zbyt optymistycznie. Nie dość, że w nocy nie mógł spać, cały czas zastanawiając się nad tym, co powiedział Sasuke, to jeszcze, żeby dotrzeć na uczelnię, musiał wpakować się do zapchanego jak zwykle o tej porze autobusu, bo jego rower wymagał naprawy. Wczoraj chciał rozładować frustrację, więc dość długo jeździł po wyboistym leśnym terenie. Pech chciał, że w pewnym momencie nie wyrobił zakrętu i wygiął przednie koło. Sam też się trochę poobijał, czego dowodem były siniaki na ramieniu. Westchnął i pchnął drzwi do auli. Od razu zauważył Sasuke, który siedział w drugim rzędzie i obojętnym wzrokiem wpatrywał się w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Głowę opierał na rękach i nie zwracał uwagi na nic, co się dzieje dookoła niego. Nawet nie zauważył, że wszedł. Naruto zrobiło się żal, kiedy przypomniał sobie te wszystkie momenty, ten czas, gdy nawet na zajęciach się nie rozstawali. Zazwyczaj siedzieli w ostatnim rzędzie, gdzie mieli widok na wszystkich, ale mało osób miało widok na nich. Sasuke miał zwyczaj przysuwania się, udawał wtedy, że chce zajrzeć mu do notatek, ale obaj wiedzieli, że wcale nie o to chodzi. Czasem rzucał złośliwe komentarze, na temat zachowań niektórych osób, bywało, że zabierał mu długopis, twierdząc, że i tak nic ciekawego nie napisze, a on sam swojego zapomniał, a przez to, jak dogryzał Kibie, Naruto raz prawie został wyrzucony z wykładu, takiego dostał ataku śmiechu. A teraz Sasuke siedział i nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Tak strasznie za nim tęsknił… Nie miał pojęcia, jak wytrzyma nadchodzące dni. Podniósł głowę i rozejrzał się, szukał Shikamaru, ale…

13 września 2016

Rywale - rozdział 39

W poniedziałek rano Sasuke przyjechał na uczelnię w podłym nastroju. Właściwie to taki humor nie opuszczał go od wczorajszego poranka, kiedy to Naruto zafundował mu rewelacje z dnia urodzin Hinaty. Jednak im dłużej o tym myślał, tym częściej dochodził do wniosku, że to mógł być po prostu jakiś żart. Na imprezach, a zwłaszcza imprezach studenckich, miewały miejsce naprawdę różne dziwne sytuacje.
– Sasuke, poczekaj na mnie!
Odwrócił głowę. To wołał Neji, który właśnie zamykał swój samochód i machał, żeby się zatrzymał. Chwilę później podszedł, chowając kluczyki do kieszeni spodni.
– Szkoda, że cię nie było w sobotę – zaczął, poprawiając sportową torbę na ramieniu. – Działy się ciekawe rzeczy.
Sasuke tylko wzruszył ramionami. Nie miał ochoty rozmawiać na ten temat, w końcu przez to wszystko był teraz w takim a nie innym nastroju.
– Dobra, słuchaj, przejdę od razu do rzeczy, bo widzę, że jesteś nie w humorze. Pamiętasz, kiedyś pytałem cię o Naruto, czy on kogoś ma, i powiedziałeś, że tak.
– No tak, przypominam sobie. A co?
– A no bo widzisz, na urodzinach Hinaty on się z nią całował. I teraz tak się zastanawiam, wiesz, to moja kuzynka, nie chciałbym…

9 września 2016

Rywale - rozdział 38

Sasuke nie pożyczył Naruto samochodu. Nie pomogły żadne negocjacje, prośby ani nawet groźby. Uparł się jak osioł, że na weekendową premierę nowej gry wybierze się akurat Hondą. Również zapewnienia brata, że przecież może jechać razem z nim, nic nie dały.
– Nie będę puszczał Britney Spears – spróbował jeszcze raz go przekonać  Itachi, przytrzymując kolanem wielką, wyładowaną po brzegi, papierową torbę z zakupami i otwierając wygrzebanym chwilę wcześniej z kieszeni kluczem drzwi wejściowe. Sasuke tylko wzruszył ramionami i pchnąwszy drzwi ramieniem, wszedł do domu. On również niósł zakupy, dwie duże torby, zza których ledwo co widział. Łup! Akamaru skoczył w ich stronę jak śnieżny pocisk armatni, omal nie zwalając z nóg. Kilka pomidorów wypadło z torby Itachiego i potoczyło się po podłodze przedpokoju. Akamaru, próbując złapać wszystkie naraz, połowę porozgniatał łapami.
– Po co mamie tyle tego? – Sasuke odstawił zakupy na stół. Zdjął kurtkę i ubłocone buty. – Przecież ona nawet nie potrafi gotować.
– Potrafi, potrafi. Kiedyś robiła świetne naleśniki z serem, mówię ci. A, właśnie, zapomniałam ci powiedzieć, że to nie dla mamy, bo zdecydowali się pojechać dzień wcześniej,  tylko dla mnie. Chłopaki wpadają dzisiaj na becikowe.