30 grudnia 2016

Rywale - rozdział 50

Zakłady są niebezpieczne. Uważajcie, o co się zakładacie. Ja ostatnio przegrałam aż dwa. Konsekwencje pierwszego są w tym rozdziale. Dei, ty potworze!
Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich :)
I…
Chciałam napisać Ci dedykacje, ale byłaś za bardzo niecierpliwa i to już przeczytałaś :) Więc po prostu, Verry, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ;)


Dni do końca roku mijały bardzo szybko. Nie było za dużo nauki, ponieważ mieli przerwę świąteczną, choć na treningi oczywiście chodzili prawie codziennie. Naruto i Sasuke odwiedziła Mikoto, która życzyła im wesołych świąt i podarowała kilka przysmaków, na widok których Naruto aż ślinka pociekła. Sasuke nadal nie dogadał się z ojcem i to miało raczej szybko nie nastąpić, bo państwo Uchiha, jak co roku, wyjeżdżali w tym okresie. To był bardzo dobry czas dla marketingu, dlatego zazwyczaj podróżowali po świecie, uczestnicząc  różnych eventach. Sasuke już dawno się do tego przyzwyczaił. W tym roku Itachiego też miało nie być, chciał spędzić święta ze swoją przyszłą rodziną w górach. Kilka razy pytał Sasuke, czy na pewno nie będzie mu z tego powodu przykro, a ten za każdym razem musiał mu tłumaczyć, że nie. Bo tak naprawdę było mu to na rękę. Zamierzał wolny czas spędzić z Naruto i zwyczajnie się polenić. Nie przepadał za świętami, było wokół nich za dużo zamieszania.

25 grudnia 2016

Rywale - rozdział 49


Resztę weekendu spędzili głównie na nauce. Sasuke, mimo że jego matka codziennie dzwoniła, nie zdecydował się wrócić do domu i porozmawiać z ojcem. Uznał, że w tym wypadku potrzebna jest dobra wola z obu stron, więc nawet marudzenie Naruto nic w tym wypadku nie dało. Zresztą, mieli sporo materiału do opanowania, dlatego nawet nie wychodzili z mieszkania. Co prawda zostawało jeszcze jutrzejsze popołudnie, ale woleli nie przekładać tego na ostatni dzień.

Poniedziałkowe zajęcia minęły dość szybko, a trening był na tyle intensywny, że wszyscy chyba mieli dość. Kiba, którego po zajęciach wezwał do siebie Kakashi w celu omówienia błędów w jego technice, dopiero przed chwilą wszedł pod natrysk. Wyklinał trenera w myślach, bo akurat dzisiaj trochę się spieszył, był umówiony chłopakami z akademika na jedną ze swoich ulubionych gier online. Tym razem na pewno utłuką bossa! Szybko wziął prysznic, spłukał szampon z włosów i chwilę później, przewiązany w pasie ręcznikiem, szedł do szatni. Drzwi do pomieszczenia były uchylone i już łapał za klamkę, żeby otworzyć je szerzej, gdy usłyszał wyraźnie słowa:
– Przecież jesteśmy sami, wszyscy dawno poszli.

17 grudnia 2016

Nowy blog


Zapraszam na nowy blog SasuNaru
http://sasunaru-1.blogspot.com/

*Ten blog powstał na skutek rzuconego tak po prostu pomysłu: „Może napiszemy coś razem”? No i napisałyśmy. Powiem szczerze, że jeszcze nigdy niczego nie pisało mi się tak łatwo i przyjemnie. Ten tekst po prostu leciał, nawet nie wiedziałam, kiedy powstawały kolejne fragmenty. Co więcej, jestem z niego bardzo zadowolona.*

*Sama byłam zdziwiona, jak dobrze się zgrałyśmy i jak przyjemnie nam się pisało. Historia rzeczywiście sama "płynęła". Mam nadzieję, że ten fanfik spodoba się wam tak samo, jak spodobał się nam i zobaczycie w nim to samo ciepło, które widzę ja, wracając wielokrotnie do niektórych fragmentów.*

Fanfik pisze się bardzo szybko, więc mamy nadzieję, że uda nam się publikować regularnie.

Indra (Sanu) i Verry (Koko)

11 grudnia 2016

Lovers - rozdział 2

W tym fiku klika faktów nie będzie się zgadzać z oryginałem, ale to są raczej drobne rzeczy. Tutaj Sasuke może dezaktywować Rinnegana tak jak Sharingana. Zdolny jest, nauczył się:) Poza tym w ogóle nie uwzględniam filmu The Last. To, co się tam wyprawiało, to istna parodia.
Miłego czytania:)       


Po kilku dniach Sasuke został przeniesiony do innej sali. Stan jego ręki był już na tyle zadowalający, że nie było potrzeby trzymać go pod stałą obserwacją. Zniknęła ta sterylna biel, zniknęły te wszystkie medyczne wynalazki podpięte do jego ramienia. Sasuke z zadowoleniem poruszył palcami. Czuł je, mógł już nimi podnosić przedmioty, choć na początku miał z tym spore problemy. To głównie dzięki radom Naruto, który przecież sam przez to kiedyś przechodził, dość szybko doszedł do ładu z koordynacją. Teraz ściskał w zabandażowanej dłoni gumową piłeczkę, którą czasami, znienacka, rzucał w swojego przyjaciela, rozpartego wygodnie w nogach jego łóżka. Niestety, dla niego niestety, Naruto jeszcze ani razu nie dał się zaskoczyć i za każdym razem ją łapał, nawet w chwilach, w których skupiał wzrok na czymś innym. Przez te wszystkie lata stał się naprawdę silnym shinobi i Sasuke przyznawał to wprost. Uśmiechnął się z sentymentem, przypominając sobie dawne czasy.

3 grudnia 2016

Lovers - rozdział 1

Lovers to nowy fanfik w realiach mangowych. A tak konkretnie w realiach Boruto, kiedy to bohaterowie są już dorośli. Ktoś mi „delikatnie sugerował”, że powinnam napisać coś w tym klimacie. No i napisałam. Tak więc, Koko, specjalna dedykacja dla Ciebie :)


– A temu co? Zwariował? – Kiba od dobrych kilku minut przyglądał się Naruto, który w ekspresowym tempie stemplował i podpisywał dokumenty. Sterty papierów pojawiały się na biurku i znikały tak szybko, że pracownicy nie nadążali z donoszeniem ich. Oczywiście wszyscy w wiosce wiedzieli, że ich nowy Hokage jest pracoholikiem, ale teraz już przechodził samego siebie. Kiba przeciągnął ręką po swoich zapuszczonych, trochę przylizanych włosach i chwycił szpiczastą bródkę. Jeszcze trochę i prześcignie w długości zarostu stojącego obok kumpla, a wtedy wygra zakład.
– Kiba, jesteśmy w siedzibie Hokage, masz się wyrażać o Naruto z szacunkiem. Ciesz się, że jest zbyt zajęty, żeby w ogóle cię słuchać – westchnął cierpiętniczo Shikamaru.

30 listopada 2016

Rywale - rozdział 48

Sasuke zdecydowanie się nie wyspał. I to wcale nie dlatego, że męczyły go jakieś koszmary związane z wczorajszym dniem i rozmową z ojcem, ale po prostu w nocy było mu tak zimno, że co chwilę się budził. To był taki drobny paradoks, mieć w łóżku osobę, która potrafi go rozpalić do czerwoności, a jednocześnie śpiąc z nią, marznąć. No niestety, ten problem powtarzał się notorycznie. Bo Naruto, świadomie czy też nie, zawsze zabierał całą kołdrę dla siebie i szczelnie się w nią zawijał. I potrzeba było sporej determinacji, żeby go z niej rozwinąć i zabrać kawałek dla siebie. Dlatego po dzisiejszej nocy Sasuke był już pewien, że jeżeli chce się wysypiać, musi kupić sobie drugą kołdrę.  Na początku zastanawiał się, czy nie lepsza by była jedna, ale dużo większa, dla nich obu, jednak znając możliwości Naruto, taką też zaanektowałby tylko dla siebie.

29 listopada 2016

Informacja


Miałam to zrobić razem z kolejnym rozdziałem, ale niestety, nie zdążyłam go napisać:) Tak więc… Chciałam poinformować, że do świata Sasunaru wraca ktoś jeszcze, ktoś, kogo na pewno dobrze znacie – Koko.  Z zupełnie nowym fanfikiem, tym razem w realiach mangowych. Pierwsza część  już jest:) Link znajdziecie obok.  Miłego czytania:)



16 listopada 2016

Rywale - rozdział 47


Minęły już dobre dwie godziny, odkąd Naruto wrócił do domu. Od tamtego czasu starał się znaleźć sobie zajęcie, ale na niczym nie potrafił się skupić. Złe przeczucia go nie opuszczały, mimo że próbował sobie wmówić, że będzie dobrze. Oczywiście po tym wszystkim, co się stało, był pewien uczuć Sasuke, ale martwiło go, co wyniknie z rozmowy z ojcem. Widać było, że Fugaku Uchiha jest wściekły. Na pewno będzie starał się przekonać syna do zakończenia tego związku. Jak nie prośbą, to groźbą. Naruto nie wiedział dokładnie, jakie relacje panują między Sasuke a jego rodzicami, nigdy o tym nie rozmawiali, obawiał się jednak, że jego ojciec, właściciel znanej na całym świecie korporacji, nie odpuści tak łatwo. Co, jeżeli postawi mu jakieś ultimatum? Jeżeli będzie kazał wybierać: rodzina albo ten związek? Dobrze, że przynajmniej Itachi był po ich stronie i dzisiaj stanowczo dał to rodzicowi do zrozumienia. Zresztą, on, od kiedy tylko zaczął przypuszczać, co ich łączy, zawsze, choć często w żartach, okazywał im wsparcie. Sasuke zwykle się tym irytował, uważał, że brat niepotrzebnie się wtrąca, ale Naruto miał na ten temat inne zdanie. Nie zawsze, zwłaszcza, gdy w grę wchodził kontrowersyjny związek, można było liczyć na poparcie kogokolwiek. Oni w tym wypadku mieli dużo szczęścia. Zaakceptowali to przyjaciele, zaakceptował Itachi, zaakceptowała nawet mama Sasuke. A to już było coś.
Kiedyś Naruto zastanawiał się, jakby zareagowali rodzice jego chłopaka, gdyby dowiedzieli się o nich, jednak myślał, że ta chwila nie nadejdzie jeszcze długo. A dzisiaj… Dzisiaj Sasuke go po prostu zaskoczył. Gdy usłyszał, jak mówi: „jesteśmy razem”, miał wrażenie, jakby ziemia usuwała mu się spod nóg. Przez moment nie był pewien, czy się nie przesłyszał, czy sobie czegoś nie wyobraził. Ale Sasuke naprawdę to powiedział. Wydawał się przy tym tak spokojny i pewny siebie. Nie to, co on sam, który w tamtej chwili był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Zresztą, teraz wcale nie było lepiej, tym bardziej, że jedyne, co mu pozostawało, to czekać i mieć nadzieję, że Sasuke był wtedy świadomy tego, na co się decyduje. Bo... bo nie chciał… bo nie mógł go znowu stracić. Kochał go. Choć przecież nie zawsze tak było…

Przypomniał sobie swój pierwszy dzień na uczelni. Nie dość, że omal się nie spóźnił, bo poprzedniego wieczora rozpakowywał jeszcze kartony po przeprowadzce i dość późno się położył, to jeszcze wpadł na jakąś dziewczynę, jak się później okazało – Hinatę. A może to ona na niego wpadła? Nie pamiętał dokładnie. Nie znał wtedy prawie nikogo, więc zajął pierwsze lepsze miejsce, które znajdowało się obok jakiegoś znudzonego chłopaka z włosami związanymi wysoko w kitkę. Niestety, ten nie wykazywał zbytniej chęci do rozmowy, bo zwyczajnie przysypiał. Naruto musiał go szturchnąć kilka razy, kiedy do auli weszła kobieta mająca prowadzić wykład – Tsunade, jak wynikało z rozpiski zajęć – i rozejrzała się po wszystkich obecnych. To właśnie na nich dwóch zatrzymała wzrok na dłużej i najwyraźniej wcale jej się nie spodobało to, co zobaczyła. Wtedy nie mieli pojęcia, dowiedzieli się dopiero później, że akurat ona nie przepuszcza takiego zachowania, jak spanie na jej wykładach i można za to ponieść naprawdę surowe konsekwencje. Chłopak siedzący obok zerknął na niego nieprzytomnie znad pulpitu. Naruto ruchem głowy dał mu do zrozumienia, żeby spojrzał przed siebie, na co ten, widząc panią profesor, wyprostował się i udał, że nagle z wielkim zainteresowaniem słucha jej słów.
Naruto, już podczas tamtych zajęć, zdążył dowiedzieć się, że chłopak ma na imię Shikamaru i też trenuje pływanie. Potem Shikamaru przedstawił mu swojego współlokatora z akademika – Kibę, który od razu przypadł Naruto do gustu, bo miał podobne poczucie humoru – to znaczy, już na wstępie opowiedział jakiś kawał, z którego tylko oni dwaj się śmiali. Poznał też innych chłopaków z drużyny, niektórych, co było dość oczywiste, kojarzył z widzenia. A potem przyszedł on. Oj, jego Naruto kojarzył aż za dobrze. Sasuke Uchiha, drań jeden. Za każdym razem, gdy uczestniczył w jakichkolwiek zawodach, było niemal pewne, że się tam na niego natknie. Cholerny geniusz, zawsze musiał być pierwszy. Ale nie to w nim Naruto irytowało. Ten chłopak po prostu wydawał się być tak arogancki, zadufany i pewny siebie, że coś podpowiadało mu, żeby trzymać się od niego z daleka. Nie lubił takich napuszonych bęcwałów, jak go wtedy w myślach określał. I jeszcze te jego wyzywające spojrzenia…
– Nie wiedziałem, że przyjmują tu też młotków. – Sasuke uśmiechnął się cynicznie i stanął z założonymi rękami, patrząc prosto na niego. – A więc znowu się spotykamy, Naruto – zaakcentował ostatnie słowo.
– Niestety. – Naruto nie miał zamiaru dać się sprowokować, a już na pewno nie jemu. Nie miał pojęcia, czego on od niego chce. – A co, tęskniłeś?
– Strasznie… – Sasuke zmrużył zaczepnie oczy. – Zwłaszcza za tym, żeby po raz kolejny pokazać ci, że nie masz ze mną żadnych szans. Jesteś tylko…
– Ej, odwal się od Naruto, co? – Kiba stanął w obronie nowopoznanego kolegi, z którym już po kilkunastu minutach rozmowy rozumiał się tak dobrze, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi od lat. Najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, żeby ktoś go obrażał. A zwłaszcza jakiś piękniś, w którego przez cały wykład wlepiały wzrok prawie wszystkie dziewczyny.
– A ty co, obrońca się znalazł? – Głos Sasuke aż ociekał ironią. – Mama cię nie nauczyła, że nieładnie się wtrącać?
– Ty…
– Dobra, dajcie spokój. – Shikamaru przytrzymał wyrywającego się do przodu Kibę. On też znał Sasuke z widzenia, wiedział, co to za typ człowieka, dlatego wolał powstrzymać współlokatora przed zrobieniem czegoś głupiego.
– Właśnie, Kiba, nie warto. – Naruto rzucił tylko Sasuke pogardliwe spojrzenie i razem z nowo poznanymi kolegami z roku poszedł w stronę wyjścia z budynku.
Gdyby się wtedy obejrzał, dostrzegłby, jak wyraz twarzy Sasuke się zmienia. Ale tego nie zrobił.

Jeżeli tego pierwszego dnia studiów ktoś powiedziałby Naruto, że zakocha się kiedyś w Sasuke i będzie on dla niego całym życiem, popukałby się w głowę. Teraz, na wspomnienie tamtej sytuacji, uśmiechnął się. Jak to wszystko się zmieniło. Choć, trzeba przyznać, że długo to trwało i zdecydowanie nie było łatwo. Wcześniej nie miał pojęcia, o czym Sasuke mówi, wytykając mu, że jest najmniej domyślną osobą, jaką zna. Ale kto po takim zachowaniu mógłby się czegokolwiek domyślić? Wczoraj jego chłopak przyznał, że czuł do niego coś od początku pierwszego roku. W takim razie w bardzo interesujący sposób to okazywał. Obrażanie kogoś raczej nieczęsto prowadzi do zyskania sobie jego sympatii. Chociaż… Jakby się nad tym dłużej zastanowić… Sasuke aż tak bardzo się nie zmienił. Nie jest już co prawda w stosunku do niego aż tak wredny jak kiedyś, ale to nie znaczy, że w ogóle nie jest wredny. Jest. Cały czas nazywa go też młotkiem albo idiotą. Tylko teraz to wszystko ma jakiś taki inny wydźwięk…
Głośny dzwonek do drzwi wyrwał go z zamyślenia. Aż podskoczył i rzucił się w stronę przedpokoju. To na pewno Sasuke!

To był Sasuke. Lekko zdyszany, w dodatku kompletnie przemoczony, bo trafił chyba na oberwanie chmury, gdy biegł z parkingu do klatki schodowej. Na ramieniu trzymał swoją torbą treningową, a obok, na podłodze, leżała jeszcze druga, dużo większa. Zanim Naruto zdążył coś powiedzieć, obie torby zostały wrzucone do przedpokoju, a Sasuke przyciągnął go do siebie i pocałował namiętnie, wręcz desperacko. Po zaledwie chwili pchnął go w stronę pokoju, nadal zachłannie wbijając się w jego usta. Coś tknęło Nauto. To nie było normalne zachowanie. Sasuke wyglądał tak, jakby za wszelką cenę starał skupić się na czymś innym niż na własnych myślach.
– Poczekaj. – Oderwał się od jego ust, po czym odsunął od siebie delikatnie, ale stanowczo. – Co ty… – W tym momencie jego wzrok padł na jedną z toreb w przedpokoju. Przyjrzał się jej – duża, granatowa, z kilkoma bocznymi kieszeniami. Takie zabiera się w podróż. Pierwsza myśl, która przyszła mu do głowy, nie była zbyt optymistyczna. – Ojciec wyrzucił cię z domu? –  Spojrzał na chłopaka lekko przerażony. No tak, a niby czego miał się spodziewać.
Sasuke był niezbyt zadowolony z tego, że Naruto przerwał pocałunek, miał ochotę na coś przyjemnego, po tej zdecydowanie nieprzyjemnej rozmowie. Ale w końcu uznał, że faktycznie, lepiej najpierw wyjaśnić co i jak.
– Nie. Sam się wyrzuciłem. – Zawahał się na moment. – I… tak się zastanawiam… Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym… To tylko na kilka dni.
Naruto nic nie odpowiedział, nadal wlepiając wzrok w jego oczy. Zastanawiał się, co tam się musiało wydarzyć.
– Albo lepiej po prostu wynajmę pokój w hotelu. – Sasuke, widząc brak reakcji, wycofał się ze swojej prośby. W końcu kawalerka była mała, a oni nigdy wcześniej nie rozmawiali o wspólnym mieszkaniu. Niby nocował tu wielokrotnie, ale…
– Kretyn! – burknął Naruto, który za sam taki pomysł chętnie by mu przyłożył i ledwo powstrzymał się przed użyciem dużo bardziej dosadnego określenia. Lub całej wiązanki określeń. Pokój hotelowy?! Prychnął. A w związek to też może się tylko bawią? Pokręcił głową zdegustowany i chwycił w rękę torbę, po czym zabrał ją do pokoju i położył na krześle przy blacie kuchennym. Nie zawracając sobie głowy pytaniem o zgodę odpiął suwak i przyjrzał się zawartości. Ubrania, notatki, książki… Trochę tego było. Ogarnął wzrokiem szafki i zastanowił się, jak poupychać swoje rzeczy, żeby zrobić miejsce na to wszystko.
– Co ty, do cholery, robisz? – Sasuke, widząc, jak Naruto bezczelnie bierze się za rozpinanie bocznych kieszeni, chciał zaprotestować, ale ten nie dał mu dojść do słowa.
– Zamknij się, bo obiecuję, że jak będę musiał sam cię rozpakować, to pomieszam wszystkie twoje gacie i skarpetki razem z moimi.  
O tak, Naruto dobrze wiedział, jaki z Sasuke jest okropny pedant i jak wkurza go najmniejszy bałagan. Widział jego szuflady z bielizną. Nawet tam wszystko miał poukładane jak w jakimś katalogu z próbkami kolorów. Bokserki poskładane, skarpetki pozwijane, ułożone ciasno jedne obok drugich. To już zakrawało na jakiś absurd. I było zupełnym przeciwieństwem jego własnej wizji „porządku”, w której wrzucał wszystko byle jak. Taka radosna twórczość. Choć trochę niewygodna, bo zazwyczaj, gdy wyciągał z szuflady jedną skarpetkę, to potem dobre kilka minut szukał drugiej do pary. Nie zawsze udawało mu się znaleźć, ale wtedy po prostu przymykał oko, uznając, że jakiś tam wzorek nie stanowi większej różnicy i po prostu brał inną tego samego koloru.
– Eh, młotku… – Sasuke podszedł do niego z tyłu i go objął. Widział, że Naruto zdenerwowała ta wzmianka o hotelu, ale on nie za bardzo umiał o cokolwiek prosić. Tak naprawdę, to prawie nigdy tego nie robił. Nie chodziło oczywiście o prośby typu: „pożycz notatki” czy „kup mi coś, jak będziesz w sklepie”, ale o bardziej znaczące rzeczy. Do tej pory rozwiązywał to w inny sposób, na przykład wygrywając zakład czy też metodą coś za coś. To między innymi dzięki temu udało mu się przekonać do siebie Naruto. Dzięki przysłudze za ten idiotyczny test na emo Itachiego. Przypomniał sobie dzień, w którym jasno i przejrzyście wyłożył bratu swój plan. Itachi wahał się wtedy, ale nie mógł odmówić. W końcu wcześniej obiecał, że zrobi wszystko, a nie był typem człowieka, który nie wywiązuje się z obietnic. – Zostaw, potem się tym zajmę. – Sasuke wskazał na swój bagaż i odwrócił Naruto twarzą do siebie. – Teraz wypadałoby przebrać się w coś wygodniejszego i przede wszystkim suchego. W końcu nigdzie się już dzisiaj nie wybieram.
Odpowiedział mu szeroki uśmiech.


Naruto, co było do niego wręcz niepodobne, nie spieszył się z zadawaniem pytań. Oczywiście, chciał poznać przebieg rozmowy Sasuke z ojcem, ale najpierw musiał mu dać czas na ochłonięcie i przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Nie, żeby Sasuke w jego mieszkaniu był jakąś nową sytuacją, ale tym razem okoliczności były inne. W końcu, kiedy chłopak rozpakował już większość swoich rzeczy i pomył wszystkie kubki po kawie, także te z szafki nocnej, co niesamowicie rozbawiło Naruto, bo Sasuke ledwo co sam się wprowadził, a już zaczynał wprowadzać swoje porządki, postanowił zacząć temat.
– I co teraz? – zapytał, siadając na krześle w kuchni. Przed sobą miał idealnie czysty blat, co było do tej pory rzadkością. Sasuke zajął krzesło naprzeciwko, ale milczał przez dłuższą chwilę.
– Nie wiem – odpowiedział w końcu. – Na razie nie mam po co wracać. Ojciec co prawda nie może mnie wyrzucić, to jest dom tak samo jego jak i mojej matki, a ona na to nigdy nie pozwoli, ale nie chcę go po prostu teraz widzieć. Nie po tym, co powiedział.
– A co powiedział?
– No, trochę tego było… – Sasuke zaczął relacjonować ich rozmowę. A raczej monolog ojca, który nie przebierał w środkach i inwektywach. Przede wszystkim więc młodszy syn dumnego Fugaku Uchihy dowiedział się, że zawsze może liczyć na pomoc ze strony rodziny w walce z tym „problemem”, jak to zostało ujęte na początku. Potem słowo „problem” zastąpiły inne, jak: „skrzywienie psychiczne”, „zaburzenie” czy „dewiacja”. Została mu zaproponowana terapia u najlepszych psychologów, terapeutów czy hipnotyzerów. Sasuke na początku spokojnie słuchał, nie racząc nawet komentować, ale kiedy ojciec zaczął wyciągać argumenty typu: „to niezgodne z naturą”, „ masz w przyszłości założyć rodzinę i mieć dzieci” czy w końcu „bycie gejem jest nienormalne”, zaczął się irytować. Miał dość słuchania tych bzdur. Całości dopełniło jedno zdanie, w którym Fugaku, wstając zza swojego mahoniowego biurka, powiedział, że: „Uchiha nie są żadną patologiczną rodziną i on nie pozwoli, żeby jego syn był nienormalny. I że ma w tej chwili zakończyć ten chory związek, bo inaczej wybije mu go z głowy w inny sposób”. Wtedy Sasuke też wstał i po prostu wyszedł. A ojciec, nie zamierzając odpuścić, poszedł za nim.
– Twój tata stosuje naprawdę ciekawe argumenty – stwierdził niezbyt optymistycznie Naruto. – A tak na serio, Sasuke… Może mu przejdzie, kiedy ochłonie.
– Wątpię. Tym bardziej, że dostało się nawet mojemu bratu, który jest przecież jego oczkiem w głowie. – Sasuke wolał przemilczeć fakt, że z ust Fugaku poleciało też kilka obelg w stronę właśnie Naruto, który rzekomo „sprowadził go za złą drogę”. I to był jedyny moment w czasie tamtej rozmowy, gdy ostro zareagował. Ale wolał, żeby chłopak o tym nie wiedział. Poza tym i tak nie potrafiłby mu powtórzyć tych słów.
– No właśnie, jak mnie odwiózł, to mówił, że musi od razu wracać, żebyście się nie pozabijali – przypomniał sobie Naruto. Nie wziął tego za żart, bo choć Itachi brzmiał wtedy prawie beztrosko, to widział, że nie było mu do śmiechu.
– Wpadł na nas dosłownie chwilę po tym, jak wyszliśmy z gabinetu. I chyba po raz pierwszy w życiu nie mam mu za złe, że wtrącił się w nie swoje sprawy. Żebyś ty widział minę mojego ojca, kiedy Itachi uświadamiał go, że mamy dwudziesty pierwszy wiek, a potem wytknął brak tolerancji. Oczywiście w odpowiedzi usłyszał, że jest osłem, skoro popiera takie dewiacje i że nie tego ojciec się spodziewał po starszym synu, z którego zawsze był taki dumny. Reszty już nie słyszałem, bo zostawiłem ich i poszedłem się pakować. – Sasuke oparł głowę na ręce, a kąciki jego ust lekko się uniosły. Widać było, że wspomnienie końca tamtej rozmowy trochę go rozbawiło. – Tak więc ojciec uważa, że Itachi jest osłem, a ja jestem nienormalny – podsumował.  
– Nie żebyś ty kiedykolwiek był normalny – mruknął Naruto, uśmiechając się pod nosem. Cieszył się, że Sasuke choć na chwilę wrócił humor. Zapewne z Fugaku będą mieli jeszcze sporo problemów, ale lepiej nie martwić się na zapas.
– Wiesz, może masz rację. Przecież nikt normalny by z tobą nie wytrzymał.

23 października 2016

Rywale - rozdział 46

Naruto, chociaż umawiał się z Sasuke, że zadzwoni do niego, gdy będzie już w mieszkaniu, teraz uznał ten pomysł za kompletnie bezsensowny. W końcu po odprowadzeniu Hinaty miał tylko kilka kroków do jego domu. Co też oczywiście wykorzystał.
– A, to ty. – Itachi, wpuszczając go do środka, machnął tylko ręka, jakby sugerując, że nie musiał nawet pukać. Przecież był chłopakiem Sasuke. „Chłopak Sasuke” – jak to fajnie brzmiało. Uśmiechnął się sam do siebie. Kto wie, może zostaną kiedyś rodziną? To by była naprawdę ciekawa opcja. Może w końcu jego brat ogarnąłby te swoje humory i byłby milszy nawet dla niego?
– Kurwa! Zajebię cię, Itachi!
A może i nie…
– Co tam się dzieje? – Naruto właśnie postawił stopę na stopniu schodów prowadzących na piętro, ale słysząc kolejną serię przekleństw, które dochodziły z pokoju na górze, odwrócił się i uniósł pytająco brwi.
– Ach, nic takiego. Sasuke tylko próbuje posprzątać to pobojowisko, które zostało po waszym godzeniu się i… poskręcać nową szafkę, którą przywiozłem dzisiaj ze sklepu. – Itachi wzruszył ramionami, sugerując, że nie ma pojęcia, o co jego braciszek się tak wścieka, ale po chwili łobuzerski uśmiech wypłynął mu na twarz i popsuł tym samym całą koncepcję udawania niewinnego. No dobra, niech będzie, zasłużył na tych kilka niewyszukanych epitetów z ust swojej młodszej wersji. Bo tak naprawdę specjalnie kupił mebel, który miał w sobie tyle małych elementów do złożenia, że nawet najbardziej spokojnego człowieka skręcanie tego ustrojstwa wyprowadziłoby z równowagi. No nie mógł, po prostu nie mógł się powstrzymać! To było silniejsze od niego. Widząc zdziwioną minę Naruto, mruknął tylko coś w stylu „nie będę wam przeszkadzał” i poszedł do kuchni, gdzie czekał na niego laptop i nieskończony projekt.
Naruto wszedł po schodach najciszej jak się dało i stanął w otwartych drzwiach, opierając się ręką o framugę. Sasuke go nie zauważył. Siedział na podłodze i przygryzając wargę, wpatrywał się morderczym wzrokiem w jakiś drewniany element trzymany w ręce. Ubrany był tylko w jasne szorty, a wilgotne włosy wskazywały, że niedawno brał prysznic. Naruto uśmiechnął się do siebie. Dlaczego jego chłopak, nawet siedzący pośrodku największego bajzlu, zawsze musiał wyglądać tak seksownie? Mógłby tak stać i się gapić, jednak Sasuke w pewnym momencie chyba wyczuł czyjąś obecność, bo podniósł wzrok.
– A ty co tutaj robisz? – spytał zaskoczony. Czarne oczy, w których przed chwilą była widoczna wściekłość pomieszana za zrezygnowaniem, teraz wydawały się trochę złagodnieć. Niestety, zaledwie na kilka sekund, bo ich właściciel zaraz sobie o czymś przypomniał. – Dużo czasu zajęła ci ta randka – prychnął niezadowolony i z powrotem skupił wzrok na swoim nowym meblu. A właściwie to jego częściach, bo nijak to szafki jeszcze nie przypominało.
– Dobrze wiesz, że to nie była randka. – Naruto podszedł i usiadł obok, biorąc do ręki jakąś książeczkę. – Co to po chińsku jest? – spytał zdziwiony, tym bardziej, że na okładce widniało logo znanej marki.
– Sam jesteś po chińsku. – Sasuke chwycił instrukcję i otworzył na odpowiedniej stronie. –  Masz, czytaj, całe dwadzieścia stron o tym, jak zbudować mebel z klocków lego – westchnął i ogarnął wzrokiem całą masę drobnych elementów, które trzeba było odpowiednio dopasować od siebie. Cóż, poniekąd, sam był sobie winien. Przecież Itachi dzwonił i wyraźnie zapytał, czy zamówić składanie na miejscu, czy poradzi sobie sam. Wredny idiota. Doskonale wiedział, jak skonstruować pytanie, by odpowiedź brzmiała: „Oczywiście, że poradzę sobie sam!”. Gdyby tylko wiedział, co to za cholerstwo. No wybitnie nie miał dzisiaj do tego głowy. Tym bardziej, że cały czas zastanawiał się, co robi jego chłopak. Jego Naruto… Z którego przecież miał zedrzeć tę niebieska koszulę i wytłumaczyć raz na zawsze, do kogo on należy. Tak, żeby nie pozostawiało to już ani cienia wątpliwości.
– Chodź tutaj. – Rzucił gdzieś na bok trzymaną część i przyciągnął Naruto do siebie. Po chwili przewrócił go na podłogę, zupełnie ignorując narzekanie, że elementy szafki wgniatają mu się w plecy. – Zaraz wybiję ci z głowy wszystkie inne osoby, z którymi miałeś dzisiaj styczność! – Wbił się brutalnie w jego usta i przycisnął jeszcze bardziej do dywanu.
– Cholera, przestań, to boli. – Naruto udało się lekko podnieść i wyciągnąć spod pleców jakiś drewniany kątnik. – Nawet drzwi nie zamknąłeś! Jakiś niewyżyty jesteś.
– Jestem – zgodził się z nim Sasuke, chwytając rękami za pasek spodni chłopaka. Jednocześnie nogą popchnął drzwi tak, że zatrzasnęły się z hukiem.
– Nie, Sasuke, nie tutaj. Twój brat jest na dole, a po jego ostatnim komentarzu… sam rozumiesz… – Naruto lekko zarumienił się na wspomnienie tego, jak wyglądała tamta sytuacja. I jeszcze dzisiejsza aluzja Itachiego co do tej rozwalonej szafki. Zrzucił z siebie chłopaka i wstał. – Naprawdę, czasem zamiast dobierać się do mnie, mógłbyś na przykład powiedzieć mi coś miłego. No wiesz, co mam na myśli… – Spojrzał na Sasuke z lekką pretensją w oczach. Chciał to w końcu usłyszeć. Chciał usłyszeć, że go kocha. No, okej, słyszał już raz, ale w czasie przeszłym, gdy chłopak z nim zerwał.
– Wiem, nie jestem tak niedomyślny jak ty. – Sasuke też się podniósł i podszedł bliżej. – Po chwili Naruto poczuł jego ręce na swoim tyłku.
– Eh, no i właśnie o tym mówię… – westchnął zrezygnowany, ale Sasuke nic sobie z tego nie robił. Obmacał tylko jego tylne kieszenie, jakby czegoś szukał, ale najwyraźniej nie znalazł, bo przeniósł dłonie na przód. Po chwili, ku zdziwieniu chłopaka, wyjął jego telefon z prawej kieszeni. Po czym bezczelnie wszedł w menu wiadomości.
– Co ty robisz? – Chciał zabrać swoją własność, ale Sasuke odsunął się. Po chwili nikły uśmiech pojawił się na jego twarzy.
– Więc nadal go masz… – mruknął i oddał komórkę z wyświetloną treścią sms-a. Sms-a sprzed kilku miesięcy, konkretnie z dziewiątego października tego roku. Z imprezy w akademiku… Naruto poczuł, że zrobiło mu się gorąco. Bardzo gorąco. Machinalnie rozpiął jeden z guzików koszuli. A więc jednak… Tylko… Przecież sprawdzał wielokrotnie, to nie był numer telefonu Sasuke. Ani nawet Itachiego. – Zwykła karta prepaid. – Chłopak najwyraźniej domyślił się, nad czym tak się zastanawia.
– Ty… ty to wtedy zaplanowałeś? – Opuścił rękę z komórką. – Ale po co?
– Musiałem w końcu coś zrobić, inaczej ktoś by mi ciebie sprzątnął. Wcześniej byłeś tak niedomyślny, że chwilami zaczynałem tracić nadzieję, że cokolwiek do ciebie dotrze. Bywało, że zastanawiałem się, jak ja w ogóle mogłem się zakochać w takim matole. – Sasuke odwrócił głowę, udając, że zainteresował go widok za oknem. To nic, że było już kompletnie ciemno.
Naruto zmarszczył brwi na takie określenie, ale nie był zły. Nie mógłby. Bo właśnie sobie coś uświadomił. I to z całą mocą.
 – Od jak dawna? – zapytał i objął chłopaka ramionami, chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Wiedział, że Sasuke nie było łatwo powiedzieć te wszystkie słowa, dlatego musiał je ubrać w trochę sarkazmu, ale przecież one znaczyły nic innego, jak to, że zależało mu na nim już wcześniej. – Od jak dawna? – powtórzył, gdy cisza się przedłużała.
– Od początku pierwszego roku – w końcu padła odpowiedź. Naruto poczuł, że jego serce dosłownie zamiera, a po chwili zaczyna bić jak oszalałe. To było chyba najpiękniejsze wyznanie, jakie mógłby sobie wyobrazić. Sasuke właśnie przyznał, że czuł coś do niego od prawie półtorej roku! Nie potrzebował już nic więcej. Żadnych słów. Nawet tych bezpośrednich. Pocałował go po prostu, dając tym samym wyraz nagromadzonym w ciągu tych kilku chwil emocjom.

Minęło już chyba dobre dwie godziny, odkąd Naruto zjawił się w rezydencji. Teraz siedział na podłodze, trzymając instrukcję na kolanach. Mimo całej sytuacji nie dał się namówić na seks, kiedy w domu był ktoś jeszcze, ale zaproponował, że pomoże Sasuke z szafką. I tak wspólnymi siłami w końcu poskładali jakoś wszystko do kupy. I wyglądało to całkiem nieźle.
– No, nawet podobne od oryginału.  – Itachi, który przed chwilą zapukał i poczekał grzecznie na odpowiedź, wsadził głowę do pokoju. – Nie ma to jak praca zespołowa – mrugnął wesoło i zaproponował kawę.
Sasuke już nawet nie chciało się podnieść i rzucić w niego czymś. Najlepiej czymś ciężkim. Przysiągł za to w duchu, że jeszcze się odegra.
– Ja bym się chętnie na… – zaczął Naruto, zbierając się z podłogi, ale Sasuke wszedł mu w słowo.
– Zaraz wychodzimy – powiedział.
– Wychodzimy? – Naruto spojrzał na niego zdziwiony. Przecież wcześniej dogadali się, że jednak zostaną i pouczą się na kolokwium. – Gdzie?
– Do ciebie – poinformował Sasuke, gdy Itachi wyszedł i wstał, rozcierając zdrętwiałe od siedzenia w niewygodnej pozycji nogi. Po chwili spojrzał na Naruto, który oparł się o nową szafkę i chyba czekał na jakieś dalsze wyjaśnienie z jego strony. Podszedł i nachylił się nad nim. – Chcę cię dzisiaj mieć – wyszeptał mu wprost do ucha. – Muszę cię dzisiaj mieć.
Naruto przeszły dreszcze. Ten niski, drażniący zmysły głos, gorący oddech na szyi. I przede wszystkim wspomnienie tego, co Sasuke dzisiaj powiedział. Westchnął zrezygnowany, ale kiwnął głową, zgadzając się. Co prawda jeszcze odczuwał skutki po tamtym razie i najprawdopodobniej będzie jutro żałował, no ale… Jak miałby mu w takim momencie odmówić?

Faktycznie, skutki na następny dzień były opłakane. Siedzenie na wykładach było nie do zniesienia. Dobrze, że w ten piątek nie mieli treningu, bo Naruto marzył tylko o tym, żeby się położyć do łóżka i iść spać. Ostatecznie jednak zgodził się pojechać z Sasuke po jego rzeczy, tym bardziej, że lało jak z cebra, a on nie miał ochoty iść w deszczu.
 Sasuke nawet nie wjeżdżał przez bramę, zaparkował przy chodniku tuż pod domem. Zresztą na podjeździe stały już dwa samochody – czerwona Toyota Itachiego i czarny Mercedes. A to znaczyło, że rodzice są w domu. Poinformował o tym Naruto, gdy przebiegli w deszczu kilkanaście metrów i otwierając uprzednio drzwi, weszli do przedpokoju.
– To ja lepiej poczekam tutaj – Naruto ściągnął kurtkę żeby się nie zgrzać i przewiesił ją sobie przez rękę. – Tylko się pospiesz. 
Sasuke spojrzał na niego zdziwiony, ale tylko wzruszył ramionami w geście „jak chcesz” i poszedł w stronę swojego pokoju. Musiał zabrać kilka niezbędnych rzeczy, również tych na zmianę, żeby potem nie słuchać marudzenia o porozciąganych bokserkach. Dobrze wiedział, że chłopak w tej kwestii tylko się z nim droczył, ale wolał mieć święty spokój. Zresztą, jego przynajmniej miały jakieś normalne kolory, jak granat i czerń, a nie ten wściekły pomarańcz.
Naruto oparł się o ścianę naprzeciwko lustrzanych drzwi ogromnej szafy. Mógł co prawda usiąść na niskim krzesełku obok szafki z butami, ale nasiedział się już w samochodzie, kiedy jadąc tu, utknęli w dość sporym korku. Przez to jeszcze bardziej bolał go tyłek. Po dziesięciu minutach zaczął się niecierpliwić, a po piętnastu wyjął z kieszeni komórkę, żeby przypomnieć Sasuke o swojej skromnej osobie. Nie miał zamiaru teraz iść do jego pokoju, czułby się niezręcznie, gdyby wpadł na jego rodziców. Co by nie mówić, obcy, szwędający się po domu, nie jest normalnym widokiem.
– Cholera – powiedział chyba trochę za głośno, gdy chłopak nie odbierał. Po chwili, jakby zaalarmowana jego głosem, do przedpokoju weszła matka Sasuke. Ukłonił się dość niepewnie. Kobieta odpowiedział tym samym i uśmiechnęła się.
– Ty jesteś Naruto, prawda? Przyjaciel Sasuke. – Mikoto poznała go, w końcu już raz się spotkali przy okazji kolacji zaręczynowej Itachiego i Sakury.
– Tak. Czekam na niego – odpowiedział, chowając komórkę z powrotem do kieszeni. To byłoby niegrzeczne tak stać i gapić się na wyświetlacz.
– Nie wiem, skąd się wzięły te jego maniery, żeby kazać gościowi stać w przedpokoju. Chodź, kochanie, masz ochotę na coś do picia? – Objęła go ramieniem i zaprowadziła do kuchni, w której siedział Itachi, oglądający z miną męczennika jakiś magazyn ślubny, do czego zmusiła go zapewne Sakura, i ojciec Sasuke, czytający gazetę. Naruto przywitał się, czym zwrócił na siebie uwagę Fugaku.
– Przepraszam, nie przedstawiłem się, Naruto Uzumaki – dodał, gdy na chwilę nastała krepująca cisza. – Ja tylko czekam na Sasuke.
– Dzień dobry. – Mężczyzna odłożył gazetę i spojrzał na niego uważnie. – A już się zastanawiałem, gdzie mój syn zniknął na całą noc.
Naruto, zupełnie nie wiedząc dlaczego, przełknął nerwowo ślinę i poczuł się, jakby był prześwietlany rentgenem. A to przecież było tylko zwykłe stwierdzenie, nikt mu nic nie sugerował. No chyba, że ojciec Sasuke się dowiedział! Zerknął lekko spanikowany na Itachiego, jakby to on miał go wybawić z tej dość dziwnej sytuacji, ale ten wzrokiem i lekkim ruchem głowy dał mu do zrozumienia, żeby powiedział cokolwiek.
– Musieliśmy zrobić projekt – skłamał. Nie miał pojęcia, czy Sasuke wcześniej nie podał jakiegoś innego wytłumaczenia, bo takim wypadku pogrążyłby ich obu.
– Projekt? To tyle wam zadają, że musicie pracować po nocach? – Spojrzenie Fugaku przewiercało go na wskroś.
– Trochę tego było. Nie wyrobiliśmy się na czas i… tak wyszło. – Naruto zaczynał obawiać się dalszego ciągu rozmowy. Miał głupie wrażenie, że Fugaku naprawdę wie i teraz próbuje wydobyć z niego informacje, co dokładnie robił z Sasuke tej nocy. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że kolejne pytanie, które padło, było zupełnie sensowne i że chyba popada w lekką paranoję.
– Więc jesteś jego kolegą z drużyny?
– Ja… jestem… – Cholera niepotrzebnie się zawahał, mógł przytaknąć i już. Na dodatek czuł, że zaczynają go palić policzki. – Jestem…
Schodzący właśnie po schodach Sasuke słuchał z rosnącym rozbawieniem, jak jego ojciec przesłuchuje chłopaka. Wiedział, że Naruto chce go chronić, myśląc, że potrzebuje akceptacji ze strony Fugaku i w tej chwili kochał tego narwanego idiotę bardziej niż kiedykolwiek. Jeśli wcześniej chciał pokazać, że warto było mu wybaczyć ten pijacki wygłup z udziałem Hyuugi, to teraz udowodnił, jak bardzo zależy mu na ich związku. Uśmiechnął się pod nosem. Naruto... Jego idiota znowu to zrobił, jak za każdym razem, zupełnie nieświadomie. Po raz kolejny pokazał mu, choć w tym wypadku raczej przypomniał, to, co oczywiste. A oczywiste było, że ojciec nigdy się nim specjalnie nie interesował. Zawsze bardziej obchodził go Itachi, który obecnie pracował w jego firmie i kiedyś miał ją przejąć, a teraz, gdy Sakura zaszła w ciążę, było wysoce prawdopodobne, że to nienarodzone dziecko stanie się następne w kolejce do schedy po wielkim Fugaku. Sasuke był po prostu młodszym synem, który miał odnosić sukcesy, bo tylko tak mógł zadowolić ojca. I fakt, odnosił je, ale w pewnym momencie doszedł do wniosku, że robi to już tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji. Choć nie… Dla jeszcze jednej rzeczy. Musiał też przecież udowodnić Naruto to, co oczywiste, czyli że jest od niego lepszy. A nie znaczyło nic innego jak to, że miał go za godnego siebie przeciwnika. Rywalizowali kiedyś, rywalizują teraz. I nie miał nic przeciwko temu, by spędzić w ten sposób resztę życia.
– Moim partnerem – dopowiedział resztę. Jego ton był chłodny i spokojny.
– Partnerem? – Fugaku wydawał się być zaskoczony tego typu określeniem. Przecież coś takiego można było źle zinterpretować. – To znaczy w drużynie, tak? Ścigacie się ze sobą?
– Też. Ale nie tylko. – Sasuke podszedł do Naruto, którego Mikoto wciąż obejmowała ramieniem. – On i ja jesteśmy razem – poinformował spokojnie i odsunął chłopaka od matki, jakby nie był pewny jej reakcji. Naruto gwałtownie odwrócił głowę i spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czy on właśnie powiedział… Tak, on właśnie to powiedział!
Twarz Fugaku stężała. Że niby jego syn był… Nawet mu to przez myśl nie chciało przejść. Miał wrażenie, że to jakiś okrutny żart. Rozejrzał się. Kompletnie zszokowana Mikoto miała szeroko otwarte oczy, ten blondyn – jak mu tam było – po prostu stał jak wryty, a Itachi patrzył na brata z lekkim uśmiechem i jakby z… dumą?
– Wiedziałeś o tym? – spytał starszego syna oskarżycielskim tonem. – I nie zareagowałeś?
– Wiedziałem i zareagowałem, i cieszę się, że w końcu Sasuke kogoś ma – stwierdził spokojnie Itachi.
– Przecież to jest nienormalne! – Fugaku wstał gwałtownie. – Sasuke! – Wlepił wzrok w zimne teraz spojrzenie swojego młodszego syna. – Chodź ze mną do gabinetu! Porozmawiamy na osobności! – rzucił gniewnym tonem i ruszył w stronę drzwi.
Sasuke rozważał przez chwilę możliwość odmówienia ojcu, ale uznał, że w końcu i tak nie uniknęliby tej konfrontacji. Skoro już miało do tego dojść wcześniej czy później, to dlaczego nie wcześniej? Konkretnie tu i teraz. Domyślał się, nie, był pewny reakcji Fugaku, ale nie zamierzał mu ulec. To już nie był ten czas, kiedy robił coś dla jego chłodnej pochwały. Nie, ten czas już dawno minął. Teraz był dorosły, żył swoim życiem i przede wszystkim żył po swojemu. Oczywiście, szanował ojca, ale nie miał zamiaru pozwolić mu ingerować w to, co stworzył przez te ostatnie miesiące razem z Naruto.
– Nie martw się. – Spojrzał mu w oczy i z krzepiącym uśmiechem ścisnął lekko nadgarstek. – Tak myślę, że nie ma sensu, żebyś tu czekał, dałbym ci nawet kluczyki, ale coś czuję, że po tym wszystkim samochód będzie mi potrzebny. Itachi? – Spojrzał pytająco na brata, a ten tylko kiwnął głową. – Później się zobaczymy, Naruto. –  Sasuke odwrócił się i poszedł do gabinetu ojca.
Naruto starał się nie patrzeć w stronę, gdzie stała matka Sasuke, obawiał się jej spojrzenia. Miał wrażenie, że będzie go obwiniać za to, jaki stał się jej młodszy syn. W sensie orientacji. Na pewno miała świadomość, że wcześniej umawiał się z dziewczynami, może więc mieć mu za złe, że namieszał Sasuke w głowie.
– Itachi, ja chyba jednak pójdę pieszo – zaczął, ale ten tylko popukał się w czoło.
– W taką pogodę? – Wstał zza stołu i wziął z blatu swoje kluczyki do samochodu. Mikoto w ogóle się nie odezwała. – Mamo, no błagam cię, ty też? – Rzucił spojrzenie kobiecie, która jakby dopiero na te słowa otrząsnęła się. – Nie psuj mi tego idealnego wizerunku samej siebie. Może to Sasuke ma po tobie ładną buzię, ale charakter w całości odziedziczyłem ja. – Objął ramionami rodzicielkę, która uśmiechnęła się na te słowa. To była prawda. Młodszy syn dostał w udziale jej rysy twarzy, starszy – cechy osobowości. Itachi był tak samo łagodny, pełen werwy i optymistycznie nastawiony do życia, choć kiedy trzeba było, potrafił postawić na swoim. Sasuke z kolei zawsze wydawał się być takim samotnikiem, perfekcjonistą, który nie żywił żadnych cieplejszych uczuć do nikogo, za to zawsze zwracał uwagę swoim wyglądem. Już od najmłodszych lat miał swoje wielbicielki, których zachowaniem jednak głównie się irytował. A teraz wreszcie ktoś go zainteresował. I to na tyle, żeby się otwarcie przyznać, nawet, jeżeli wiązało się to z konsekwencjami.
– Eh, Naruto. – Mikoto westchnęła i podeszła do niego. – Skoro mój syn jest z tobą szczęśliwy, to ja nie będę tego utrudniać. A z moim mężem czeka mnie chyba bardzo długa rozmowa.

Naruto z ulgą wypuścił powietrze dopiero wtedy, gdy wyszli z rezydencji i wsiedli do samochodu. To wszystko stało się tak szybko. To wyznanie Sasuke, szok jego matki, wściekłość ojca. Nie odzywał się, bo czuł, że to jeszcze bardziej zaogni całą sytuację. Kiedy Sasuke tak stał i ściskał jego nadgarstek, miał ochotę go objąć i powiedzieć parę słów, ale nie chciał jeszcze bardziej narażać się jego matce. Obawy co prawda okazały się niepotrzebne, ale tego nie mógł przewidzieć. Zresztą, to póki co tylko jedno z rodziców. Z drugim będzie znacznie gorzej.
– Sasuke ci powiedział, że masz się nie martwić. Jest duży, poradzi sobie. – Itachi wyrwał go z zamyślenia.
– No nie wiem – rzucił powątpiewająco. – Wasz ojciec miał minę, jakby chciał go siłą wysłać na terapię szokową. – Naruto osunął się lekko na fotelu i oparł się o niego głową Deszcz padał coraz mocniej, wycieraczki, nawet pracując na pełnych obrotach, ledwo dawały sobie radę z taką ilością wody.
– Tak, prawdopodobnie tak właśnie pomyślał. Ale Sasuke umie postawić na swoim, o czym zdążyłeś się przekonać. W tym wypadku jego upór okaże się zapewne bardzo przydatny. – Itachi wyjechał przez bramę, a potem nakierował ręką pilota, żeby ją zamknąć. – To co, do domu czy w jakieś inne miejsce?
Naruto przez chwilę zastanawiał się, czy nie poprosić o podrzucenie do akademika, bo miał ochotę z kimś porozmawiać i choć na chwilę się oderwać od całej sytuacji, ale ostatecznie uznał, że lepiej poczeka we własnym mieszkaniu na Sasuke. Miał złe przeczucia.
– Do domu.

*Sms, o którym mowa, był częścią planu Sasuke w rozdziale ósmym.

6 października 2016

Rywale - rozdział 45


Kiedy Sasuke zamknął drzwi za niespodziewanymi gośćmi i wrócił do kuchni, Naruto leżał z głową na blacie i trząsł się ze śmiechu. „Jogurt” nadal nie został starty z podłogi, więc Sasuke, czując, że w tej kwestii nie ma co liczyć na swojego chłopaka, wziął mop i posprzątał pozostałości po ich zabawie. To, co się wydarzyło przed chwilą, było po prostu żenujące, zupełnie nie rozumiał, co tak bawi Naruto.
– Inuzuka to największy kretyn, jakiego znam – mruknął pod nosem, wyciskając mop i jeszcze raz przecierając podłogę. – Jak on w ogóle zdał w zeszłym roku egzaminy?
– Oj, nie obrażaj go, to mój przyjaciel. Poza tym Kiba nie jest głupi, on jest po prostu trochę… naiwny. I niedomyślny. – Naruto podniósł głowę i oparł ją na rękach. Patrzył, jak jego chłopak zaciera ślady, to nic, że trochę po fakcie. Widział, że jest zły.
– Jest tak samo niedomyślny jak ty? – Sasuke odstawił wiadro do łazienki. Miał zamiar dokończyć pracę na metodykę, wziął więc z biurka swój laptop i usadowił się wygodnie na łóżku, kładąc go na kolanach Chciał zapomnieć o tej niezbyt przyjemnej sytuacji, która powodowała u niego poczucie dyskomfortu Co jak co, ale nie miał ochoty nikogo wtajemniczać w intymne szczegóły ich związku. Inuzuka może faktycznie był tak naiwny, że w swojej ignorancji pomylił spermę z jogurtem, ale Nary już o to nie podejrzewał. Cholera, że to musiało stać się w właśnie dzisiaj. Kliknął folder z zapisanym wcześniej plikiem i przejrzał pobieżnie wyniki swojej pracy. Jeszcze trochę zostało do napisania.

– Dlaczego uważasz, że jestem niedomyślny? – Naruto, który do tej pory cały czas obserwował go zza kuchennego blatu, podszedł teraz i ułożył się obok. Po chwili coś go podkusiło, żeby podsunąć się i połaskotać Sasuke, na co ten spiął się i gwałtownie obrócił tak, że uderzył Naruto dość mocno łokciem w nos.
– No i gdzie żeś się tu wepchał? – Westchnął i odłożył laptopa. Chwycił głowę Naruto, odchylając ją nieco do tyłu. – Pokaż to. Krew ci leci.
Naruto przytrzymał nos i poszedł do łazienki. Stanął nad umywalką, odkręcił zimną wodę i przemył twarz. W tym czasie Sasuke namoczył ręcznik i położył mu na karku.
– Zaraz powinno przestać. Przepraszam, nie chciałem. – Spojrzał w lustro na odbicie swojego chłopaka. Jego niebieskie oczy wydawały się być mimo tego małego wypadku pełne blasku. Zupełnie, jakby Naruto się z tego cieszył.
– Dzisiaj jest jakiś międzynarodowy dzień rozwalania nosów? – parsknął, przez co kropelki krwi rozbryzgały się na całą umywalkę. Sytuacja przypominała mu tę z rana, tyle tylko, że  tamtemu chłopakowi Sasuke przywalił w twarz bez mrugnięcia okiem i kompletnie go nie interesowało, co się z nim stanie. I prawdę mówiąc, w tamtym momencie Naruto, którego średnio ruszyło to wyzwisko, był absolutnie zachwycony postawą swojego chłopaka. No dobra, racjonalna część jego mózgu podpowiadała, że to było głupie i że Sasuke mógł mieć kłopoty, ale ta druga… Cholera, on naprawdę pokazał, że mu na nim zależy i jeszcze do tego wszystkiego nazwał go publicznie swoim chłopakiem. Uśmiechnął się szerzej.
– Naruto, ty się naprawdę dobrze czujesz? Bo twoje zachowanie jest co najmniej dziwne. –  Sasuke odwrócił go do siebie i podetknął pod nos drugi, zmoczony w lodowatej wodzie ręcznik.
– Tak, po prostu cię kocham, ty cholerny draniu. – Naruto razem z tym zimnym okładem przykleił mu się do barku, wywołując dreszcz. Sasuke spojrzał w lustro na swoją twarz, która wyrażała autentyczne zaskoczenie. Dobra, zdawał sobie sprawę z uczuć Naruto, ale tak wprost powiedział mu to pierwszy raz i chyba kompletnie nie miał pojęcia, że to zrobił. Tym bardziej, że te słowa padły po tym, jak go, niechcący co prawda, ale jednak uderzył. Ciekawy kontratak. Odsunął chłopaka od siebie i przyjrzał mu się uważnie. Krew chyba przestała już lecieć, ale uśmiech nie zniknął. Przetarł mu twarz czystą stroną ręcznika i pocałował – wolno, jakby leniwie, rozkoszując się dotykiem warg. Objął Naruto w pasie i nie odrywając się od jego ust, zaczął cofać się w stronę pokoju, po omacku, mając świadomość, że zaraz może potknąć się o jakąś pozostawioną jeszcze rzecz, której chłopakowi nie chciało się sprzątnąć. Jak na ironię, kiedy przewrócił ich obu na łóżko, uderzył się w kant swojego własnego, zostawionego byle jak laptopa. Zepchnął go gdzieś w róg i wrócił do przerwanych czynności. Naruto miał półprzymknięte oczy i patrzył na niego w taki sposób, że czuł przyjemny ucisk w dole brzucha. Już dawno temu zakochał się w tym spojrzeniu, choć wtedy nie potrafił tego nazwać po imieniu. Walczył sam ze sobą długo, bardzo długo, wmawiając sobie, że to jakaś chwilowa fascynacja, ale to uczucie zamiast gasnąc, rozpalało się coraz bardziej. Próbował wyrzucić Naruto z głowy, zaczął częściej umawiać się na niezobowiązujące randki ze niezobowiązującym seksem, ale to nie przynosiło pożądanych efektów. W końcu tego dnia, gdy Naruto pocałował go w auli, coś w nim pękło. Owszem, początkowo był wściekły, że zrobił to w taki sposób, na oczach ludzi. Ale wreszcie dotarło do niego, że nie jest i nie będzie w stanie opanować swoich uczuć bez względu na to, jak bardzo będzie się starał. Wtedy właśnie zamiast walczyć z nimi, postanowił powalczyć o ich odwzajemnienie.
Teraz, patrząc na Naruto, wiedział, że w tamtym momencie podjął najlepszą decyzję w swoim życiu. Jedyne, czego żałował, to to, że zrobił to tak późno.
Odsunął się lekko od chłopaka, który mruknął coś niezadowolony, ale Sasuke widział, że powieki mu opadają.
– Śpij. –  Wyciągnął spod pomarańczowej narzuty kołdrę i przykrył nią Naruto. Sam zabrał laptopa i siadając przy biurku, wrócił do pisania tej nieszczęsnej pracy.

Następnego dnia, ku zaskoczeniu Sasuke, obudził go dopiero dźwięk budzika. Miał obawy, że Naruto, który zasnął dość wcześnie, wstanie w środku nocy i zacznie go męczyć dziwnymi pytaniami, jak to miał w zwyczaju, gdy nie mógł spać. Jednak nic takiego nie miało miejsca, więc nawet się wyspał, mimo że przez tę „cholerną”, jak ją nazywał w myślach, pracę, położył się bardzo późno. Jeszcze musiał stoczyć walkę ze śpiącym chłopakiem o kawałek kołdry, bo tak się w nią zawinął, że wystawał tylko czubek głowy. Teraz oczywiście też nie był w ogóle przykryty, choć pościel leżała obok, a Naruto, sądząc po szumie wody z łazienki, właśnie brał prysznic.
Sasuke powlókł się do kuchni i wstawił wodę na kawę. Kiedy się zagotowała, zalał dwa kubki i odstawił na blat. Po jakichś dziesięciu minutach z łazienki wyszedł Naruto, ubrany w same bokserki i podszedł do szafy w przedpokoju. Kiedy dość długo nie wracał, Sasuke wychylił się przez blat, żeby zobaczyć, co on tam robi i omal nie opluł się kawą. Chłopak stał i trzymał w ręku dwie koszule, nie wiedząc, na którą się zdecydować. Jedna była czarna z pomarańczowymi wstawkami, druga błękitna. Już abstrahując od tego, że zwykle ubierał pierwszy lepszy t-shitr, to Sasuke nie pamiętał, kiedy w ogóle ostatnio widział go w koszuli.
– A ty co, na randkę się wybierasz, że się tak stroisz? – Podszedł i uśmiechając się złośliwie, oparł rękę o ścianę naprzeciwko szafy.
– Nie, do kawiarni. Wypada jakoś wyglądać. – Naruto podsunął mu koszule pod nos, jakby to Sasuke miał za niego zdecydować. Oczywiście dla niego wybór był prosty – niebieska. Nie dość, że Naruto świetnie w niej wyglądał, to jeszcze nie miała w sobie nic pomarańczowego. Już miał mu to powiedzieć, gdy coś go tknęło.
– Zaraz, a ty się przypadkiem nie umówiłeś dzisiaj z Hyuugą? – Zbliżył swoją twarz tak, że teraz prawie stykali się nosami. – Jak mi powiesz, że to dla niej, to cię strzelę przez łeb.
– Nie dla niej, ale ze względu na miejsce i sytuację. Ty na zaręczynach Itachiego byłeś w garniturze i czy ja ci coś mówiłem? – Naruto zastanowił się. Tak po prawdzie to mówił. Że Sasuke powinien się częściej tak ubierać, bo wygląda zabójczo. – Kiedy zobaczę cię znowu w marynarce i krawacie? – zmienił temat i rozmarzył się, a koszule wylądowały na stercie ciuchów w szafie. Złapał Sasuke za włosy, pchnął go lekko na ścianę i pocałował.
– Hmm, aż tak cię to kręci? Nie miałem pojęcia – mruknął Sasuke i oddał pocałunek. Nigdy nie przepadał za garniturami, ale jeżeli to miałby być wabik na Naruto, to czemu nie. – Pewnie na ślubie Itachiego.
– Mam czekać do połowy lutego? – Naruto jednocześnie skrzywił się i jęknął, bo Sasuke zjechał ustami na jego szyję. Odchylił lekko głowę, dając chłopakowi większe pole manewru, ale ten odsunął się.
– Muszę iść pod prysznic – powiedział i wziął do ręki błękitną koszulę. – Załóż tę. – Uśmiechnął się pod nosem. No co, w końcu spędzą razem pół dnia na uczelni, on tez chciał mieć ładny widok.

Tego dnia zajęcia minęły w miarę spokojnie. Spokojnie, czyli obyło się bez incydentów, po których Sasuke musiałby znowu komuś przywalić pięścią w twarz. Oczywiście, byli teraz naczelną atrakcją całego rocznika i nie tylko, ale starali się nie zwracać na to uwagi. Okazało się, że przy wsparciu przyjaciół, nie jest to wcale takie trudne.
– Weźmiesz moje rzeczy? – Naruto zabrał swój portfel i schował go do kieszeni ciemnych dżinsów. Nie miał zamiaru tachać ze sobą książek z biblioteki, które przed chwilą udało mu się w końcu wypożyczyć.
Sasuke po prostu zabrał mu plecak z rąk i rzucił na tylne siedzenie. Spojrzał na zegarek. Było wpół do czwartej.
– Ile ci to zajmie? – spytał, bawiąc się kluczykami do auta.
– Tyle, ile będzie trzeba. To trochę głupia sytuacja, nie uważasz? Wolę wyjaśnić wszystko raz a porządnie – Naruto zapiął kurtkę i schował ręce do kieszeni. – Zadzwonię, jak już będę w domu, okej?
Sasuke pokręcił głowa i westchnął. Nie żeby mu się to wszystko podobało, ale nie miał zamiaru się teraz kłócić. Miał tylko nadzieję, że pójdzie w miarę szybko, bo miał ochotę zedrzeć z Naruto tę błękitną koszulę i naprowadzić jego myśli na zupełnie inny tor, nie uwzględniający Hyuugi. Usiadł za kierownicę, a kiedy Naruto, nadal oczekujący odpowiedzi, pochylił się w jego stronę, szybko i dyskretnie go pocałował, po czym gestem dał mu do zrozumienia, żeby już szedł, skoro musi. Patrzył, jak podchodzi do czekającej już na niego Hinaty.
– No, no, Uchiha, teraz to mnie zaskoczyłeś. Wysyłasz swojego chłopaka na randkę z moją kuzynką? – Neji oparł się o drzwi swojego samochodu zaparkowanego tuż obok i spojrzał zdziwiony na Sasuke. – Na twoim miejscu zacząłbym się martwić, Hinata jest beznadziejnie zakochana w Naruto – stwierdził fakt.
– O co ci chodzi? – Sasuke, mimo że tego nie okazał, zirytował się lekko.
– O to, że zdesperowane kobiety są zdolne do wszystkiego. Nie wiesz, co mojej nieśmiałej na pozór kuzyneczce może strzelić do łba. – Neji zaczął się śmiać. – Wiesz, cicha woda i te sprawy…
Sasuke tylko pokręcił głowa i spojrzał na niego jak na kretyna.
– Jakoś nie widzę jej w roli porywaczki, która zamknie go w piwnicy i wykorzysta – zakpił. Znał Hinatę od lat, jako małe dzieci bawili się razem w piaskownicy. Zawsze była chorobliwie nieśmiała, choć pamiętał, że kiedyś tak mu przywaliła grabkami w głowę, że aż go zamroczyło. Tolerował ją, bo nie przystawiała się do niego, co było miłą odmianą wśród dziewczyn, które znał. I ten stan rzeczy trwałby zapewne do dziś, gdyby nie odkrył, że ona kocha się w jego Naruto – który oczywiście wtedy jeszcze nie był jego.
– Kto wie, kto wie… Może takie jest przeznaczenie. – Neji nadal snuł swoje teorie, co już zaczynało naprawdę drażnić Sasuke.
– A ty co, kurwa, wróżbitą zostałeś? – spytał i zapiął pas. – I odsuń się, bo blokujesz mi drzwi – mruknął, uruchamiając silnik.
– Dobra, dobra. – Neji podniósł ręce w geście poddania się. – Ale wiesz co, Sasuke? Wyluzuj trochę – poradził i przesunął się tak, żeby chłopak mógł zamknąć drzwi i wyjechać.

Usytuowana obok parku przy Akademii kawiarnia była mała, ale elegancka. Naruto pomógł Hinacie z jej płaszczem, a potem zdjął swoją kurtkę i powiesił oba nakrycia na wieszaku. Rozejrzał się i wybrał mały dwuosobowy stolik pod jednym z okien wychodzących na kilka dębów. Hinata wydawała się zdenerwowana, więc uśmiechnął się do niej i po dżentelmeńsku odsunął krzesło. Sam zajął miejsce po drugiej stronie. Przestawił na bok wazonik z jakimś kwiatem i spojrzał na dziewczynę. Ta zwyczajnie zagapiła się w jego oczy. Naruto nawet nie miał pojęcia o tym, jak bardzo teraz marzy, żeby znów go pocałować. Nie miał też pojęcia o wielu innych rzeczach. Prawda była taka, że Hinata już pierwszego dnia na uczelni, kiedy go tylko zobaczyła, zakochała się w nim na zabój. Pamiętała dobrze tę chwilę. Była trochę zdenerwowana tłumem ludzi na inauguracyjnym wykładzie z Tsunade. Zajęcia ogólne zawsze mieli ze studentami innych dyscyplin sportowych, więc aula pękała w szwach. Zgubiła gdzieś swojego kuzyna, Nejiego, i rozglądając się niepewnie, zrobiła krok w tył. Wpadła wtedy na kogoś i wypuściła z rąk notatnik. Kiedy się odwróciła, jasnowłosy chłopak, z którym się zderzyła, podnosił jej zeszyt z podłogi. Wyprostował się i spojrzał na nią swoimi niesamowicie niebieskimi oczami. Te oczy były tak piękne, że Hinata nie mogła z wrażenia wydusić ani słowa.
– Proszę. – Blondyn uśmiechnął się rozbrajająco i wyciągnął rękę, chcąc oddać jej własność, a ona pomyślała, że to najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała. Zabrała z jego rąk swój notatnik, przypadkiem dotykając jego dłoni. Tego było już za wiele. Poczuła uderzenie gorąca, a jej serce zaczęło bić jak oszalałe. Zakochała się. Tak od pierwszego wejrzenia. Tak po prostu.
Chłopak jeszcze raz się uśmiechnął i poszedł zająć miejsce, a ona usiadła dwa rzędy wyżej. Nie miała pojęcia, o czym jest wykład, przez całe półtorej godziny siedziała i wpatrywała się w blond czuprynę nieznajomego. Cały czas zastanawiała się, jaką dyscyplinę sportu uprawia. Marzyła, żeby okazało się, że jest w drużynie pływackiej, tak jak ona. Po zajęciach chciała podejść i chociaż poznać jego imię, ale wrodzona nieśmiałość jej to uniemożliwiała. Jednocześnie bała się, że on zaraz zniknie i już go nie zobaczy, co było dość absurdalne, bo z jakiejkolwiek sekcji by nie był, to i tak mieliby razem niektóre zajęcia. Pamiętała, że znalazł ją później Neji i o coś pytał, ale nawet nie wiedziała o co. Patrzyła tylko na tego blondyna, który rozmawiał teraz w holu z jakimś chłopakiem w kitce i śmiał się, pocierając dłonią włosy z tyłu głowy. Potem dołączył do nich jeszcze jakiś szatyn, podając mu rękę i chyba się przedstawiając. Zastanawiała się, dlaczego ona nie wpadła na tak banalny pomysł, żeby mu się przedstawić, kiedy oddawał jej zeszyt? Przecież to było takie proste. Tylko że wtedy była zbyt zapatrzona w jego oczy, żeby w ogóle o czymś takim pomyśleć. Studenci powoli zaczęli się rozchodzić w kierunku różnych sal, Neji, widząc, że go nie słucha, też sobie poszedł, a ona nadal stała i się gapiła.
– Coś się stało? – Podeszły do niej dwie dziewczyny. Jedna miała średniej długości różowe włosy, druga długi blond kucyk. Obie w rękach trzymały rozpiski zajęć, dokładnie takie same jak ona. – Uuu, to który ci się podoba? – Blondynka, jak się później okazało miała na imię Ino, zorientowała się w sytuacji i wskazała ruchem głowy teraz już większą grupkę chłopaków, w których Hinata wlepiała wzrok. – Fajnych mamy facetów na roku, nie? Ten w długich włosach, to nie wiem kto to, ale ten przystojniak obok, to Sasuke Uchiha – rozmarzyła się Ino. Hinata pokiwała głową, znała Sasuke, był jej sąsiadem, ale jakoś nigdy się nim nie interesowała. – Tych dwóch – mówiła dalej Ino, wskazując na szatyna i chłopaka w kitce – to Kiba i Shikamaru, a ten blondyn to… Sakura, kto to jest?
– Naruto Uzumaki. – Sakura, jako starosta na swoim roku, już mniej więcej orientowała się, kto jest kim. – Ty jesteś Hinata, prawda? A ten w długich włosach, Neji, to jakaś twoja rodzina? Bo macie to samo nazwisko.
– To… to mój kuzyn – wyjąkała Hinata, ale w głowie wciąż krążyła jej jedna myśl: on ma na imię Naruto, on ma na imię Naruto, on ma na imię Naruto…

– Hej, Hinata.. – Naruto pomachał jej ręką przed oczami. – Nie odpływaj.
– Przepraszam, zamyśliłam się. – Spojrzała na chłopaka, który siedział naprzeciwko niej i teraz jakby na coś czekał. – Pytałeś o coś?
– Tak, czego się napijesz. – Naruto nadal wpatrywał się w nią swoimi niebieskimi oczami, czekając na decyzję.
– Emm… – Zerknęła w kartę i wybrała pierwsze, co jej się rzuciło w oczy. – Niech będzie  Caffe Late.
Naruto złożył zamówienie i zastanawiał się, czy zacząć jakiś neutralny temat, ale uznał, że to nie ma najmniejszego sensu. W końcu nie zaprosił tutaj Hinaty, żeby rozmawiać o pogodzie. Widział, że jest zdenerwowana, sam tez nie czuł się komfortowo, więc uznał, najwyższy czas w końcu wszystko wytłumaczyć. Podziękował kelnerce, która przyniosła dwie kawy i znów spojrzał na Hinatę.
– No więc… – Potarł nerwowo włosy z tyłu głowy, co po raz kolejny przywołało dziewczynie wspomnienia z tamtego dnia. – Tak jak mówiłem, jestem ci winien wyjaśnienia i… I no, cholera, po prostu chciałem cię przeprosić – wyrzucił to w końcu z siebie. – Widzisz, na tamtej imprezie po prostu za dużo wypiłem, wiem, wiem, że to mnie nie tłumaczy, ale ja naprawdę wtedy chyba nie myślałem. Wybacz, jeżeli dałem ci jakikolwiek powód do… do…
– Powiedziałeś wtedy, że mnie lubisz – przerwała mu niepewnym głosem i wlepiła wzrok w serwetkę.
Naruto przyjrzał się jej uważnie. Wyglądała teraz na bardzo nieszczęśliwą. Miał do siebie naprawdę duże pretensje, że doprowadził do takiego stanu. Wcześniej nie miał pojęcia, że aż tak jej na nim zależy. Gdyby to wiedział, trzymałby się na dystans, żeby swoim zachowaniem nawet przypadkiem nie dać jakichś fałszywych nadziei.
– Bo to prawda – powiedział po chwili zastanowienia. – Lubię cię i to nawet bardzo, ale jako koleżankę. Hinata, spójrz na mnie. – Poczekał aż dziewczyna podniesie wzrok. – Uważam, że jesteś bardzo ładna i mądra, ale to nie zmienia faktu, że kocham kogoś innego.
– Sasuke? – spytała, choć przecież doskonale znała odpowiedź.
– Tak, Sasuke. – Niebieski oczy zabłysły, kiedy wypowiedział imię swojego chłopaka. Musiał być w nam naprawdę bardzo zakochany. Ile ona by dała, żeby to na nią tak reagował. Niestety, zdawała sobie sprawę już od jakiegoś czasu, że to niemożliwe. Wiedziała, że to, czego pragnie najbardziej na świecie, nigdy nie będzie jej.
– Czy przez to się właśnie pokłóciliście? Przeze mnie? – spytał cicho.
– Nie, nie przez ciebie. To była moja wina i tylko ja ponoszę odpowiedzialność. Ty nie miałaś pojęcia, że jesteśmy razem. – Naruto przypomniał sobie minę Sasuke, kiedy ten, wtedy w auli, zapytał wprost o to, co się stało. Takiego rozczarowania w jego oczach nie widział nigdy. I miał nadzieję, że już nigdy nie zobaczy. Aż go ścisnęło w żołądku na tamto wspomnienie.
– Czy gdyby nie on, gdyby nie Sasuke, to… – zawahała się. Chciała zadać to pytanie, ale nie była pewna, jak Naruto zareaguje.
– Nie wiem. – westchnął i pokręcił głową. Domyślił się, co zamierzała powiedzieć. – Nigdy nie zastanawiałem się, co by było, gdyby Sasuke nadal był dla mnie tylko rywalem. I teraz po prostu nie potrafię sobie już tego wyobrazić.
Hinata milczała dłuższą chwilę, wpatrując się w widok za oknem. Naruto zdążył prawie dopić swoją kawę, gdy się w końcu odezwała.
– Rozumiem – powiedziała po prostu. Wydawała się być o wiele spokojniejsza niż na początku rozmowy.
– Czy w takim razie możemy zostać przyjaciółmi? – spytał z nadzieją w głosie. Nie chciał, żeby Hinata miała do niego żal, naprawdę ją lubił i miał nadzieję, że ich relacje jakoś się ułożą.
– A mam jakieś inne wyjście? – zapytała i po raz pierwszy od dwóch tygodni uśmiechnęła się. Naruto odetchnął z ulgą. Miał też nadzieję, że przejdzie jej złość na Sasuke, w końcu znali się od dziecka i szkoda by było, gdyby się przez to wszystko znienawidzili.
Kiedy wychodzili i pomagał założyć jej płaszcz, o czymś sobie przypomniał.
– Mam tylko jeszcze małą prośbę. Nie mów o niczym twojej siostrze. Bardzo ją lubię i nie chciałbym, żeby miała złamane serce, kiedy dowie się, że Sasuke jest ze mną – wyjaśnił i spojrzał na nią tak rozbrajająco, że nie mogła się znowu nie uśmiechnąć.
– O to się nie martw. Co prawda Hanabi ciągle chyba żyje złudzeniem, że wyjdzie kiedyś za Sasuke, ale ostatnio przyprowadziła do domu kolegę z klasy, więc może w końcu z tego wyrośnie.