25 grudnia 2016

Rywale - rozdział 49


Resztę weekendu spędzili głównie na nauce. Sasuke, mimo że jego matka codziennie dzwoniła, nie zdecydował się wrócić do domu i porozmawiać z ojcem. Uznał, że w tym wypadku potrzebna jest dobra wola z obu stron, więc nawet marudzenie Naruto nic w tym wypadku nie dało. Zresztą, mieli sporo materiału do opanowania, dlatego nawet nie wychodzili z mieszkania. Co prawda zostawało jeszcze jutrzejsze popołudnie, ale woleli nie przekładać tego na ostatni dzień.

Poniedziałkowe zajęcia minęły dość szybko, a trening był na tyle intensywny, że wszyscy chyba mieli dość. Kiba, którego po zajęciach wezwał do siebie Kakashi w celu omówienia błędów w jego technice, dopiero przed chwilą wszedł pod natrysk. Wyklinał trenera w myślach, bo akurat dzisiaj trochę się spieszył, był umówiony chłopakami z akademika na jedną ze swoich ulubionych gier online. Tym razem na pewno utłuką bossa! Szybko wziął prysznic, spłukał szampon z włosów i chwilę później, przewiązany w pasie ręcznikiem, szedł do szatni. Drzwi do pomieszczenia były uchylone i już łapał za klamkę, żeby otworzyć je szerzej, gdy usłyszał wyraźnie słowa:
– Przecież jesteśmy sami, wszyscy dawno poszli.
Zamarł z ręką na klamce. Znał ten głos, oczywiście, że go znał. Ostatnio nawet aż za dobrze. Należał do tego diabelskiego pomiotu – Uchihy. Jeżeli on tu jest, to pewnie razem z…
– W sumie nigdzie nam się nie spieszy.
…Naruto. Tak, no bo któżby inny chciał przebywać w towarzystwie tego drania. Tylko… Dlaczego przyjaciel mówił jakimś takim dziwnym tonem? Kiba wychylił głowę, chcąc zobaczyć, co się tam dzieje. I dosłownie poczuł, jak na jego twarz wypływają rumieńce. Sasuke obejmował Naruto w pasie i patrzył na niego takim wzrokiem, jakby nikt inny poza nim dla niego nie istniał. Serio, Kiba widział już takie spojrzenia w filmach. I do tej pory tylko w filmach. Naruto stał do niego tyłem, ale po chwili obrócili się tak, że mógł zobaczyć jego twarz. Lekko zaczerwieniona, usta wygięte w delikatnym uśmiechu i oczy, które po prostu błyszczały z emocji. O cholera. Aż przeszły go dreszcze. To na pewno był jego kumpel? To był ten sam Naruto, z którym przyjaźnił się od ponad roku, z którym realizował swoje czasami szalone pomysły i któremu zazwyczaj nie zamykały się usta? To na pewno jego kumpel stał tam, na środku szatni, i milcząc, wpatrywał się w tego cholernego dupka Uchihę, jakby ten był jakimś ósmym cudem świata? Nie, to się Kibie nie mieściło w głowie. Widzieć ich obu w takiej sytuacji, to było… To było…
– Pocałujesz mnie wreszcie, czy mam sobie iść?
Tak, teraz nie mogło już być mowy o pomyłce, usłyszał to wyraźnie. Głos Naruto był zupełnie inny, od tego, który znał na co dzień. Jakiś taki bardziej miękki, wręcz… jakby to powiedzieć… zmysłowy? To było chyba niezwykle trafne określenie. A jego przyjaciel chyba naprawdę postradał zmysły. Tym bardziej, że właśnie w tym momencie zaplótł ręce na szyi Sasuke i przyciągnął go do siebie. I… i go pocałował! Powoli i namiętnie. Bardzo namiętnie. Taką scenę też Kiba widział w kinie z jego ulubioną aktorką w roli głównej. A teraz… Teraz stał i oglądał coś takiego na żywo. I nie potrafił oderwać wzroku. Czuł, że twarz zaczyna go już po prostu palić. To wszystko było takie dziwne, ale jednocześnie ekscytujące. Oczywiście, dobrze wiedział, że oni są razem, ale nigdy wcześniej nie widział, jak się całują. Co więcej, nigdy nie widział nawet, żeby trzymali się za ręce. A tak przecież robią pary. Shikamaru często chodził z Temari za rękę, zawsze całował ją po odprowadzeniu do pokoju, mówił miłe rzeczy, choć zawsze później narzekał, że to wszytko jest takie kłopotliwe. A Sasuke i Naruto zachowywali się w ich obecności, jakby byli… No po prostu przyjaciółmi. A teraz… Teraz całowali się z taką pasją i namiętnością, że Kiba w pewnym momencie poczuł, że nie powinien na to patrzeć. Że powinien zostawić ich samym sobie i wrócić tu za jakiś czas. Nie rozumiał tylko jednego. Dlaczego tak zareagował? Dlaczego wcale mu nie przeszkadzało, że ogląda intymną scenę dwóch chłopaków? Do tej pory nawet nie chciał sobie ich wyobrażać w takiej sytuacji. Cóż, już nie będzie musiał. Bo widział to na własne oczy. Widział i nie miał nic przeciwko!
– Mmh… – pomruk przyjaciela wyrwał go z zamyślenia. Scena robiła się już zdecydowanie zbyt intymna. Jedna ręka Sasuke błądziła gdzieś po plecach Naruto, co było doskonale widoczne, bo bluza została podwinięta do góry, a druga trzymała i przyciskała jego dłoń do szafki. Całowali się przy tym tak zachłannie, jakby to miałby być ich ostatni raz. – Sa…suke… – jęknął cicho Naruto, a jego ręce zawędrowały w okolice paska spodni Uchihy. W jego ruchach widać było zniecierpliwienie i Kiba przypuszczał, że jeżeli zostanie tu jeszcze chwilę dłużej, to może być świadkiem zupełnie innego rodzaju obrazów. Przymknął drzwi i ruszył z powrotem w stronę natrysków. Nie mógł tam stać i bezczelnie się na nich gapić. Gdyby dowiedzieli się, że ich obserwował, to… Uchiha z pewnością by go zabił, a i Naruto pewnie miałby do niego żal. Dwóch zakochanych w sobie chłopaków na pewno nie potrzebowało widowni. Kiba westchnął i usiadł na ławce pod wieszakami na ręczniki. Czy tak właśnie wygląda miłość? Jeżeli tak, to może i on powinien sobie w końcu kogoś znaleźć? Jakąś fajną dziewczynę albo… Ta myśl uderzyła go jak błyskawica. Aż złapał się za głowę i wlepił zszokowane spojrzenie w ścianę naprzeciwko. Czy fakt, że widział to, co widział i go to nie odrzucało, mogło oznaczać, że sam jest gejem?!
– Ja pierdole – jęknął. To się nie działo naprawdę. Nie mogło…

Od kiedy wrócił do akademika, nie odrywał się od swojego komputera. Odpuścił sobie grę, nie mógłby się skoncentrować. Tam, pod natryskami, czekał jeszcze jakiś czas, zanim wszedł do pustej już wtedy szatni, żeby się przebrać. Teraz już od kilku godzin wlepiał wzrok w monitor i szukał odpowiedzi na nurtujące go pytanie – czy jest gejem? Przeczytał już kilkadziesiąt wątków na ten temat i tak naprawdę wydawał się być jeszcze bardziej skołowany niż zanim w ogóle się za to zabrał. Shikamaru kilka razy próbował zerknąć mu przez ramię, ale za każdym razem odwracał monitor. W końcu przyjaciel dał sobie spokój i burcząc tylko jakieś „dobranoc”, po prostu poszedł spać. A Kiba spać nie mógł. Musiał to wszystko przemyśleć. Zastanowić się. Przeanalizować. I tak siedział, myślał, zastanawiał się i analizował aż do czwartej nad ranem. W końcu, czując, że zaraz ten natłok myśli rozerwie mu głowę, położył się. A potem, nawet nie wiedzieć kiedy, zasnął.

Pobudka nie była zbyt przyjemna. Nie dość, że czuł się, jakby miał okropnego kaca, to jeszcze dźwięk budzika Shikamaru dosłownie wwiercał się w jego mózg. Niestety, jego współlokator nie chciał słyszeć o zmianie sygnału na jakiś łagodniejszy. Może to dlatego, że zwykle miał drobne problemy ze wstawaniem, potrzebował więc czegoś głośnego i irytującego, co po prostu brutalnie wyrywało go ze snu. Kiba usiadł na łóżku i wziął z szafki nocnej butelkę z wodą. Zdecydowanie się nie wyspał. Shikamaru kręcił się chwilę po pokoju, szukając swojej szczoteczki do zębów, a kiedy w końcu ją znalazł, wymamrotał, że idzie pod prysznic. Kibie też przydałby się prysznic, ale zimny. Taki, po którym się otrząśnie i przestanie myśleć o głupotach. Tylko co, jeżeli to nie są głupoty? Wczoraj późno w nocy trafił na jednym z forów na dość ciekawą wypowiedź. Ktoś napisał, że najlepszym sposobem, żeby się przekonać o swojej orientacji, jest pocałować innego chłopaka. Jak się nie spodoba, to wszystko zostaje po staremu, a jak się spodoba, no… No to już gorzej. Wtedy można się na serio zacząć martwić. Tak więc Kiba po prostu musiał pocałować jakiegoś faceta. Banalnie proste, nie? No bo co to dla niego podejść do jakiegoś kolesia i wsadzić mu język do gardła. A później zbierać swoje zęby z podłogi.
– Nie mogę tego zrobić – jęknął w poduszkę. Niestety, cichy głosik w jego głowie podpowiadał, że musi, skoro chce zyskać pewność. Wtedy do głowy wpadł mu genialny pomysł. Tak! Oczywiście! No bo od czego w końcu ma się przyjaciół? Na pewno zrozumieją i pomogą!
Kiedy Shikamaru wyszedł z łazienki, Kiba już miał przygotowaną formułkę.
– Teraz mnie pocałujesz, a potem zapomnimy, że to w ogóle miało miejsce – wypowiedział jednym tchem i podszedł bliżej.
– Hę? – Przyjaciel, cały czas mający szczoteczkę do zębów w ustach, chyba nie do końca zrozumiał, bo spojrzał tylko na Kibę niezbyt jeszcze przytomnym wzrokiem.
– Pocałujesz mnie. Albo ja ciebie, jak tam wolisz. To… jak wolisz?
Shikamaru zmarszczył brwi. Po chwili przybliżył nos do twarzy Kiby i powąchał go.
– Nie, no raczej jesteś trzeźwy, nie czuję od ciebie alkoholu. – Pokręcił głową z niezrozumieniem. – W takim razie może łaskawie wytłumaczysz mi, co ci odbiło? – Podszedł do umywalki, wrzucił szczoteczkę do kubka i przepłukał usta. – No słucham. – Usiadł na łóżku i zaczął zakładać buty. Jednocześnie patrzył na swojego idiotycznie zachowującego się współlokatora, oczekując wyjaśnień.
– No bo… Widziałem ich… – wyjęczał załamany Kiba. – Widziałem!
– Kogo widziałeś? Możesz wyrażać się choć odrobinę jaśniej?
– Naruto z Uchihą. Całowali się! – Chłopak usiadł na swoim łóżku, chwycił poduszkę i ukrył w niej twarz, czując, że znów zaczynają go palić policzki.
– No i? To chyba normalne, w końcu są ze sobą już od jakiegoś czasu. – Shikamaru pochylił się i zaczął zawiązywać sznurówki. Nadal nie miał pojęcia, o co chodzi przyjacielowi.
– Ale żebyś ty widział JAK oni się całowali! To było… A ja… A mi… Mi to w ogóle nie przeszkadzało! – wyrzucił w końcu z siebie Kiba, odsuwając poduszkę. Jego twarz przypominała już dojrzałego pomidora, a oczy wyrażały czarną rozpacz. – Rozumiesz, co to znaczy? Że mogę być gejem!
Shikamaru popatrzył na niego jak na idiotę i postukał się otwartą dłonią w czoło.
– I teraz, żeby się upewnić, musze pocałować innego faceta! – Zdesperowany Kiba wstał i ruszył w jego kierunku.
– Nie zbliżaj się, jeżeli nie chcesz, żeby mój but wylądował w miejscu, gdzie na pewno zaboli – ostrzegł go Shikamaru i cofnął się w stronę drzwi, chwytając przy okazji swoją torbę.
– No co ty, nie pomożesz mi?  – Kiba zatrzymał się i spojrzał z wyrzutem. – To taki z ciebie przyjaciel?
– Nie, no oczywiście, że pomogę. – Shikamaru złapał za klamkę, zabrał z wieszaka kurtkę i wyszedł na korytarz. Ewakuacja stanowiła w tym momencie najlepsze rozwiązanie. – Załatwię ci wizytę u psychiatry – sprecyzował jeszcze tylko, zanim zamknął drzwi.
Kiba wymamrotał jakieś przekleństwo i pokazał drzwiom środkowy palec. No nic, zawsze pozostawał mu jeszcze jeden najlepszy przyjaciel. Zaczął się szybko ubierać. Musi koniecznie złapać go przed treningiem.

– Naruto, musisz mnie pocałować!
– Co? – Chłopak zamrugał oczami i otworzył ze zdumienia usta. Kiba, który przed chwilą dosłownie wpadł na niego, a potem zaciągnął siłą za jeden z filarów w budynku pływalni, właśnie powiedział, że ma go po... pocałować? Nie, chyba musiał się przesłyszeć. Tak, na pewno musiał się przesłyszeć!
– No pocałuj mnie! – Kiba powtórzył niecierpliwie i rozejrzał się na boki. – Szybko, póki Uchiha nie widzi!
– Eee, ty się dobrze czujesz? – Naruto położył mu rękę na czole, ale nie wyglądało, aby miał gorączkę. W takim razie to musiało być coś dużo poważniejszego, bo przecież definitywnie bredził. Może to jakieś załamanie psychiczne? Albo wczesny etap szaleństwa? – Wiesz, powinieneś chyba wrócić do akademika i się położyć – zaproponował, naprawdę zmartwiony stanem kumpla. A może powinien go zawieźć od razu do szpitala?
– Nie! Musisz mnie pocałować. No pospiesz się, bo jak zaraz przylezie Uchiha, to wszystko szlag trafi! – Kiba, panikując już lekko, zrobił krok w stronę Naruto, ale ten odsunął go od siebie stanowczo. Sekundę później został brutalnie pociągnięty za kołnierz kurtki.
– Zaraz ciebie szlag trafi, jak zbliżysz się do niego choćby o milimetr. A jedyne, z czym twoja twarz będzie miała styczność, to z moją pięścią – syknął Sasuke, który zdążył usłyszeć ostatnie zdania. Teraz przyglądał się temu kretynowi Inuzuce – jak go w myślach nazywał i zastanawiał się, co mu odbiło. Przed kilkoma minutami rzucił się na Naruto i odciągnął go na bok, krzycząc, że muszą porozmawiać, a teraz chciał się z nim całować? Chyba ta jego szczątkowa forma mózgu zaczynała już zupełnie zanikać. – Co ty, kurwa, wyprawiasz? – spytał, puszczając materiał kurtki z uścisku.
– Oj… No… No bo wy nie rozumiecie. – Kiba popatrzył to na jednego, to na drugiego i opuścił ramiona zrezygnowany. Usiadł na podłodze pod ścianą, zakrywając twarz dłońmi. –  Ja muszę pocałować jakiegoś faceta. Po prostu muszę! Żeby się przekonać, że nie jestem gejem!
– Ty, gejem? – Naruto faktycznie nie rozumiał. – Skąd w ogóle ten pomysł?
– Bo… Nieważne skąd. Ważne, że tylko tak mogę to sobie udowodnić. A przecież nie pocałuję pierwszego lepszego chłopaka, bo dostanę w zęby. Więc pomyślałem o was jako o ostatniej desce ratunku. – Jego usta wygieły w grymasie. Oj, było z nim zdecydowanie niedobrze.
– O… nas? Nas? – Naruto wskazał ręką to na siebie, to na Sasuke. Miał rację. Kiba naprawdę zwariował! I zgubił gdzieś resztki instynktu samozachowawczego. Chciał w ostateczności, gdyby z nim nie wyszło, spróbować pocałować jego chłopaka? Przecież on by go zabił, zanim w ogóle zdążyłby dokończyć pytanie o pozwolenie. Jakby na potwierdzenie swoich myśli, dostrzegł w czarnych oczach groźny błysk.
– Nie, no oczywiście, że nie. – Kiba machnął ręką i spojrzał spod byka na Sasuke, jednocześnie odsuwając się, tak na wszelki wypadek. – Jeszcze chcę żyć – burknął. – O was, czyli o tobie i Shikamaru. W końcu, do cholery, jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi, tak? Myślałem, że przynajmniej na was mogę liczyć! – Spojrzał z wyrzutem i prychnął coś pod nosem.
– Czekaj… Zaraz… Próbowałeś też pocałować Shikamaru? – Naruto wbrew woli wyobraził to sobie i zaczął się histerycznie śmiać. Nie, naprawdę, tego było już za wiele jak na jeden dzień, który się jeszcze nawet porządnie nie zaczął. – I… i co on na to? – zdołał w końcu wykrztusić.
– Powiedział, że załatwi mi wizytę u psychiatry. Tacy z was przyjaciele. – Kiba naburmuszył się, słysząc kolejny wybuch śmiechu. Nie rozumiał, dlaczego jego osobiste nieszczęście tak bawi najlepszego kumpla. Powinien raczej okazać mu wsparcie, a nie!
– Kiba… – Naruto starał przestać się śmiać, jednak marnie mu to szło. W końcu, kiedy zauważył, że przyjaciel prawie zwinął się w kłębek, zdołał jakoś opanować swoje rozbawienie. Usiadł obok niego i szturchnął łokciem. – Kiba, wiesz, że cię uwielbiam. I wiesz też, że zawsze ci pomogę. Ale wybacz, całować się z tobą nie będę.
– Nawet tak na chwilę? Na momencik? – Kiba popatrzył jeszcze z nadzieją. – No przecież nie chcę cię zaciągnąć do łóż…
– Inuzuka! – warknął ostrzegawczo Sasuke. Ta sytuacja zaczynała mu działać na nerwy, to był jakiś absurd. Jeżeli ten kretyn sądził, że może mówić takie rzeczy w jego obecności, to się grubo mylił. – Ty chyba naprawdę robisz wszystko, żeby mnie wkurwić! Jak masz jakiś problem z własną orientacją, to idź do baru dla gejów. Ale od Naruto się odwal. W innym wypadku będę musiał ci to wytłumaczyć bardziej dosadnie. I uwierz, nie chcesz wiedzieć, w jaki konkretnie sposób!
– No dobra, dobra, odczep się. – Kiba wstał i otrzepał spodnie. – Jak nie to nie. Łaski bez! – Wymamrotał coś o samolubach i o tym, że to wszystko przez nich, po czym obrażony poszedł w stronę szatni.
Sasuke chwycił wyciągnięta w górę rękę Naruto i pomógł mu się podnieść. Chwilę później oparł się o filar i przyciągnął go do siebie. W takim miejscu mógł sobie na to pozwolić.
– Jak go kiedyś jednak zabiję, to nie będziesz miał pretensji? – spytał, wplatając palce w jasne włosy i całując chłopaka. Naruto tylko uniósł kąciki warg i oddał pocałunek. O tak, to było coś, czego w tym momencie obaj potrzebowali. Wariackie poranki zdarzały im się ostatnio trochę za często.

Naruto próbował pogadać z Kibą w szatni, ale ten, nadal obrażony, ciągle go zbywał. Więc kiedy przebrany już wyszedł na korytarz, Naruto uwiesił mu się na plecach, zapewniając, że nie zejdzie, dopóki ten nie skończy z tym zupełnie bezsensownym fochem. Kiba odwrócił głowę, patrząc na niego spod byka. Wtedy to zauważył.
– Zaraz, czy ty masz, kurwa, malinkę? To wy się tam ładnie z Uchihą bawicie, bez dwóch zdań. – Próbował zrzucić Naruto, ale zachwiał się i obaj polecieli na otwierające się właśnie drzwi damskiej szatni. Tylko o ile Naruto, wpadając do pomieszczenia, wyrżnął o podłogę, tak Kiba twarzą zatrzymał się na czymś. To coś było miękkie i miłe w dotyku. Zamrugał zdziwiony i uniósł wzrok. Jego głowa właśnie znajdowała się na biuście Hinaty Hyuugi.
–  Jestem w niebie – wymamrotał sam do siebie, po czym uśmiechnął się błogo. Chwilę potem został brutalnie ustawiony do pionu przez Tenten, która, widząc zażenowanie Hinaty, musiała wkroczyć do akcji. W końcu dziewczyna była jej przyjaciółką i kuzynką Nejiego, a Kiba był znany z tego, że ślinił się na widok wszystkiego, co miało duże cycki.
– A wy nie pomyliliście szatni? – warknęła, patrząc to na rozanielonego ciągle Kibę, to na Naruto, który właśnie podnosił się z podłogi. – Podglądacie nas?
– Kiba, ty zboczony kretynie! – Ino popatrzyła na niego groźnie. – Ale żeby ty, Naruto? – Uniosła brwi w zdziwieniu.
Przy otwartych już teraz na oścież drzwiach zaczęli przystawać zaciekawieni studenci, pojawili się też Sasuke i Shikamaru, którzy widzieli całe zajście z korytarza. Naruto, rozmasowując sobie łokieć, rozejrzał się po twarzach dziewczyn w pomieszczeniu. O ile jeszcze przed sekundą wyglądały na wkurzone, to teraz gapiły się na jego chłopaka i tak jakoś nagle zupełnie przestało im przeszkadzać męskie towarzystwo w ich własnej przebieralni. No cóż, sporo studentek, mimo że prawie wszyscy wiedzieli już o ich związku, nadal miała jakieś nadzieje, że jednak Sasuke zmieni zdanie.
– Nikomu nic się nie stało? – Shikamaru, jak zawsze rozsądny, rozejrzał się. Wyglądało na to, że wszystko było w porządku. No, może poza kilkoma szczegółami… Po pierwsze, Kiba nadal stał z idiotyczną miną, wlepiając wzrok w piersi Hinaty i śliniąc się w myślach na wspomnienie ich dotyku. Po drugie, większa część dziewczyn, nawet tych nie do końca przebranych, wpatrywała się urzeczona w Sasuke, który, mając na sobie jedynie grafitowe kąpielówki, podpierał się teraz ręką o ścianę w ich szatni. Sasuke w damskiej szatni! Po trzecie, Hinata, nadal czerwona jak burak, najwyraźniej nie mogła dojść do ładu z myślami. Zastanawiała się, co było gorsze. To, że Kiba wpadł na nią w taki sposób, czy fakt, że to wydarzyło się na oczach Naruto? A może jeszcze inaczej… Że to nie Naruto był na miejscu Kiby? Jednego była tylko pewna. Jak tak dalej pójdzie, to może mieć drobne problemy z odkochaniem się.
– A co to za przedstawienie? – Kakashi, który właśnie pojawił się na korytarzu, zdzielił podkładką po głowie jednego ze swoich studentów. – Ale już was tu nie ma. Od pięciu minut powinien trwać wasz trening, obiboki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz