28 kwietnia 2009

Rywale - rozdział 5


Przez kilka następnych dni Naruto, mimo że mógł iść wcześniej do domu, zostawał na basenie, przyglądając się trenującym kolegom. Jak on im cholernie zazdrościł. Gdyby nie Sasuke, też teraz dawałby z siebie wszystko, aby poprawić rezultaty. Gdyby nie Sasuke… Tylko, czy to na pewno była jego wina? Naruto zwiesił smętnie głowę. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że od czasu bójki, nastąpiła zmiana w jego postrzeganiu rywala. Co prawda nadal uważał go za zimnego drania i egoistę, ale dzięki bójce wyładował już swoją złość, tłumioną od tak dawna. Chyba sprawdziło się powiedzenie, że nieporozumienia pomiędzy mężczyznami najlepiej wyjaśnić za pomocą pięści. Gdyby tylko nie to złamanie. Westchnął i usiadł na jednym ze słupków startowych. Nawet nie zauważył, że wybrał miejsce akurat przy torze, gdzie płynął Sasuke, dopóki ten nie ochlapał go wodą. Odruchowo spojrzał w dół: świetnie wyrzeźbiona sylwetka,  precyzyjne ruchy, wyraz uporu na twarzy – nawet on sam musiał przyznać, że jest na co popatrzeć. Sasuke był idealny pod każdym względem, oczywiście fizycznie, bo jego charakter pozostawiał wiele do życzenia. Tak, gdyby nie paskudne zachowanie, to może nawet zostaliby dobrymi znajomymi, w końcu dzielili jedną pasję. Naruto, snując swoje rozważania, nie zdawał sobie sprawy, że przez cały czas śledzi wzrokiem Sasuke, który w tym momencie po raz kolejny dopłynął do słupka, jednak zamiast odbić się i zawrócić, podciągnął się i oparł  rękami o krawędź basenu.
– Dlaczego cały czas mnie obserwujesz? – spytał, ściągając na szyję okulary i unosząc wzrok.
– Co? Ja? – Naruto wyrwany z rozmyślań spojrzał na chłopaka. 
– Tak ty, wszyscy inni są zajęci treningiem i nie mają w zwyczaju gapić się na rywali – zakpił, przekrzywiając lekko głowę.
– Ja się wcale nie gapię, a już na pewno nie na ciebie – zaprotestował Naruto. – Są tu o wiele ciekawsze obiekty obserwacji – dodał, demonstracyjnie odwracając głowę i kierując wzrok na koleżanki z drużyny.
– Tak, zapewne – prychnął Sasuke. – Tylko w takim razie, dlaczego od dobrych dziesięciu minut wlepiasz wzrok akurat we mnie? Podobam ci się? – Uniósł brwi i uśmiechnął się drwiąco.
Naruto poczuł, że jego twarz robi się czerwona. Miał świadomość, że uwaga była celna, przecież faktycznie oceniał jego wygląd. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać.
– Ty? Chyba śnisz – odpowiedział kpiąco, ale nie wyszło tak dobrze, jak chciał.
Sasuke, spoglądając z ironią, podciągnął się i wyszedł z basenu. Kropelki wody spływały po jego ciele, zatrzymując się dopiero na grafitowym materiale kąpielówek. Pochylił się nad Naruto.
– A może pod przykrywką ośmieszenia mnie, wtedy w auli,  kryło się coś więcej? – szepnął złośliwie, a jego gorący oddech tuż przy uchu sprawił, że chłopaka przeszły dreszcze.
– Co? Odbiło ci? – Naruto odsunął się, zdezorientowany własną reakcją.
– Jeżeli tak bardzo chciałeś dowiedzieć się, jak całuję, to trzeba było poprosić. – Sasuke z satysfakcją patrzył na coraz bardziej zakłopotanego rywala.
– Ja… Wcale, że nie… – Naruto nie potrafił znaleźć w tym momencie słów, które mogłyby posłużyć za ripostę.
Sasuke tylko pokiwał kpiąco głową i poszedł pod natrysk, zostawiając chłopaka własnym przemyśleniom. – Masz, czego chciałeś – mruknął jeszcze do siebie, ale oprócz złośliwości w jego tonie pobrzmiewało zadowolenie.

Neji odsunął telefon od ucha i spojrzał na wyświetlacz: dwadzieścia minut i trzydzieści cztery sekundy. Westchnął, chowając komórkę do kieszeni. Tak to jest, kiedy dziewczyna dzwoni „na sekundę” – pomyślał. Wyszedł z budynku pływalni i skierował się na parking. Miał dzisiaj wracać do domu z Sasuke, bo jego własne auto było w warsztacie, poza tym chciał porozmawiać na temat sobotniej imprezy. Kilka dni temu Tenten, z którą spotykał się od roku, prosiła, by przyprowadził go do akademika. To miała być sprawa życia lub śmierci dla jakieś koleżanki. Prychnął pod nosem i podszedł do czarnej Hondy.  Sasuke stał oparty się o bok samochodu i wyglądał na dziwnie z siebie zadowolonego.
– Sorki, że czekałeś. – Neji uniósł rękę w przepraszającym geście. – Tenten nie mogła się nagadać – wyjaśnił.
– Baby – mruknął Sasuke, otwierając drzwi i siadając za kierownicę auta.
Neji usadowił się obok, ale czekał z rozmową, aż wyjadą z terenu uczelni. Ludzie  mieli tutaj irytujący zwyczaj przechodzenia przez parking, mimo że obok były stworzone do tego celu chodniki. W końcu zdołali wytoczyć się na ulicę.
– W sobotę jest impreza w akademiku – zaczął, obserwując ruch w lusterku.
– Wiem. Nawet Itachi o tym trąbił. – Sasuke nie wydawał się zainteresowany.
– Będziesz? – Neji przeniósł wzrok z lusterka na drogę przed nimi.
– Raczej nie. – Sasuke wcisnął hamulec, zatrzymując pojazd na czerwonym świetle. – Cholera, przejechać przez miasto o tej godzinie, to koszmar – mruknął.
– Co ci szkodzi? Pokażesz się z jakąś dziewczyną i ludzie przestaną plotkować – Neji wiedział, w jaki sposób rozmawiać z kolegą, by ten w ogóle chciał go słuchać. – Zresztą, już dawno nie piliśmy razem – kontynuował, bo znał  Sasuke na tyle, by wiedzieć, że ten rozważa pomysł. Gdyby było inaczej, od razu powiedziałby nie.
Neji naprawdę chciał, żeby Sasuke przyszedł na tę imprezę, nie tylko ze względu na jakieś koleżanki Tenten. Bądź co bądź, znali się od dawna i dziwnie było patrzeć, jak zamyka się w tej swojej skorupie. Czasami zastanawiał się, co jest tego powodem. Przecież on miał wszystko, czego chciał. Uganiała się za nim znaczna część żeńskiej populacji uczelni, osiągał świetne wyniki w szkole, o sporcie już nie wspominając, miał fajnego starszego brata… Tak, Neji był zdania, że Itachi jest naprawdę w porządku i dziwił się Sasuke, który tego poglądu nie podzielał. On sam nie miał rodzeństwa, jedynie dwie kuzynki. Kiedyś nawet udało mu się umówić Sasuke z jedną z nich – Hinatą, ale nic z tego nie wyszło. Ani on nie był zainteresowany nią, ani a ona nim. Jak się dużo później zorientował, kuzynka gustowała raczej w przeciwieństwie Sasuke – Naruto Uzumakim. Ale nie miała szczęścia. Najpierw na drodze stanęła jej Sakura, a potem… Neji parsknął śmiechem, gdy przypomniał sobie minę Hinaty  na widok Naruto całującego Sasuke w auli.
– Co jest takie śmieszne? – chłopak przerwał te rozmyślania.
– Nie, nic. Coś mi się przypomniało. – Neji machnął ręką, sugerując tym samym, że to nieistotne. –  A co do imprezy, naprawdę fajnie by było, gdybyś przyszedł – powrócił do tematu.
– Zastanowię się – rzucił na odczepnego Sasuke, dając do zrozumienia, żeby Neji odpuścił.
Zatrzymał się przed jego domem, a gdy ten wysiadł, wjechał na sąsiadujący podjazd.

Sasuke mieszkał w dużym jednopiętrowym domu, zaprojektowanym  ponoć przez jakiegoś znanego architekta. Budynek był w kolorze ecru, posiadał wiele szklanych elementów i wyglądał na bardzo drogi. Wokół domu rozciągał się spory jak na posiadłość miejską teren zielony, a z tylu znajdował się duży basen.  Jednak tym, co w tym momencie interesowało Sasuke był właśnie podjazd. Z trudem zmieścił się Hondą w bramie, bo jego brat – jak zwykle zresztą – zostawił swój samochód na środku drogi. Itachi w ogóle nie przejmował się tak prozaicznymi rzeczami, jak ta, że jego auto blokuje wjazd. Wolał poświęcić czas o wiele bardziej istotnym, w jego opinii oczywiście, sprawom. Obecnie na przykład przechodził etap zafascynowania psychologią i tylko o tym myślał. Przez ostatnie kilka dni chodził za Sasuke, próbując analizować jego zachowanie i doszukiwać się przyczyn takiego stanu rzeczy. Na przykład wczoraj wieczorem. Przyszedł do jego pokoju z jakąś kartką, podsuwając mu ją pod nos.
– Sasuke, co widzisz na obrazku – zapytał i gryząc ołówek usiadł na blacie biurka, zupełnie ignorując stojące obok krzesło.
– Co to ma być? – Zerknął na papier, na którym widniała jakaś dziwna plama. Naprawdę, czasami nie wiedział, czy ma współczuć bratu, który cofa się w rozwoju, czy się wkurzyć, za zajmowanie czasu bzdurami.
– To taki test. Więc, co widzisz? – Itachi ponowił pytanie.
– Wygląda na rozlaną kawę. – Obrzucił arkusz krytycznym spojrzeniem.
– E, skąd wiesz? – Itachi zabrał z powrotem swoją pomoc naukową.
– Bo są tu jeszcze resztki fusów. – Pokręcił głową z politowaniem.
– No dobra, nieważne, ale popatrz, jakby to obrócić tak – brat przytrzymał kartkę pod skosem – to wygląda jak mapa Afryki, nie? – spytał.
Sasuke przewrócił oczami.
– No, a jak spojrzeć pod tym kątem, przypomina… Eeee – Itachi zastanowił się. – Nie wiem, jak ty uważasz?
– Niezmiennie uważam, że to przypomina wyłącznie plamę po kawie. – Sasuke miał powoli dość.
– Ehh, ciężki z ciebie przypadek. – Itachi zniechęcony brakiem chęci współpracy pokręcił głową i poszedł do siebie.
Sasuke wiedział jednak, że jak on już się na coś uprze, to nie odpuści tak łatwo. W tej jednej kwestii byli identyczni. I nie mylił się. Ledwo zdołał przekroczyć próg domu, gdy został zaatakowany.
– O jesteś, Sasuke – ucieszył się Itachi.
– Jak widać. – Rzucił granatowo-białą sportową torbę na podłogę i zabrał się za rozwiązywanie sznurówek.
– Bo wiesz, znalazłem ciekawy test psychologiczny – poinformował Itachi, opierając się o wieszak na kurtki.
– Daj mi spokój z tymi idiotyzmami – zdenerwował się Sasuke i zabierając torbę, ruszył w stronę swojego pokoju. – I przestaw auto, nie można przejechać – zwrócił uwagę.
– Ej, no nie bądź taki. – Brat poszedł za nim, ale z premedytacją zatrzasnął mu drzwi przed nosem. – A jak ci coś obiecam w zamian? – Itachi przyłożył oko do dziurki od klucza, ale niestety, nic ciekawego nie zobaczył, bo z drugiej strony była zamontowana metalowa zasuwka.
 Sasuke, słysząc propozycję brata, zatrzymał się, a  po chwili wahania wrócił  i otworzył drzwi.
– Zrobisz to, o co cię poproszę? – W czarnych oczach błysnęło coś na kształt zainteresowania.
Itachi kiwnął głową.
– A co takiego? – spytał z ciekawością, bo nie przychodziło mu do głowy nic, czego młodszy brat może od niego chcieć.
– Dowiesz się w swoim czasie. – Sasuke zmrużył oczy, a na jego twarz wypłynął wyrażający pewność siebie uśmieszek.

Siedział przy stoliku w pokoju Itachiego i ze znudzoną miną podpierał głowę na ręce. Już zaczynał żałować, że się zgodził, patrząc na szczerzącego zęby brata i plik  kartek na blacie.
– Zaczynamy! – Itachi był wyraźnie podekscytowany. – Może powinieneś położyć się na kanapie, no wiesz, jak u psychologa – wpadł na pomysł. – No dobra, może jednak nie – dodał, widząc sugestywne spojrzenie „pacjenta”.
Wyraz twarzy Sasuke ewidentnie wyrażał ubolewanie nad głupotą brata.
– Mam tu taki formularz. – Itachi spojrzał w leżący przed nim arkusz – Imię i nazwisko – przeczytał machinalnie standardową rubrykę. – Tak, tak, wiem, przejdźmy dalej –  przygryzł długopis. – Pytanie pierwsze: Czy jesteś osobą nerwową? – Spojrzał na Sasuke, czekając na odpowiedź.
– Nie – usłyszał.
– Czy łatwo wyprowadzić cię z równowagi? – kontynuował.
– Nie – Sasuke po raz drugi zaprzeczył, zastanawiając się przy okazji, co brat zamierza zrobić z tymi odpowiedziami.
– Czy w ciągu ostatnich kilku dni ktoś wyprowadził cię z równowagi? – padło kolejne pytanie.
– Tak – mruknął Sasuke, a po chwili mimowolnie uniósł kąciki ust, na wspomnienie swojej dzisiejszej prowokacji. Tym razem to jemu udało się wyprowadzić z równowagi Naruto. Taki mały odwet.
– Kto – zainteresował się Itachi.
– Nie twoja sprawa i to chyba nie jest kolejne pytanie? – Ton głosu brata wykluczał jakąkolwiek dyskusję.
– Nie, nie jest. Czy prowadzisz stresujący tryb życia? – czytał dalej, wpisując jednocześnie długopisem odpowiedzi.
– Nie. – Sasuke chciał zerknąć i sprawdzić, ile jeszcze pytań zostało, ale Itachi odsunął formularz poza zasięg jego wzroku.
– Czy ktoś z najbliższego otoczenia szczególnie cię drażni? – zapytał.
– Tak. – Sasuke zrezygnował z próby zobaczenia arkusza i znów oparł głowę na ręce. –  Ty – dodał, uprzedzając kolejne dodatkowe pytanie.
– No wiesz co? – Itachi jęknął z udawaną rozpaczą, ale zaraz przeszedł do następnego punktu. – Czy uważasz się za osobę niezrozumianą przez otoczenie?
– Co to za kretyńskie pytania? – Sasuke uniósł brwi.
– Wrócimy do tego. – Itachi coś tam sobie zanotował i brnął dalej. – Czy czujesz się niedoceniany przez ludzi ze swojego otoczenia?
– Skąd ty wziąłeś ten idiotyczny test? – Sasuke nie miał zamiaru odpowiadać.
– Czego boisz się najbardziej? –  Itachi kontynuował niezrażony.
– Że mnie szlag trafi od tych idiotycznych pytań. – Sasuke wstał i wychylił się, chcąc zobaczyć kartkę, ale brat wykazał się refleksem, zabierając ją.
– Czy u kogoś z rodziny występują przypadki zaburzeń psychicznych? – zapytał, trzymając formularz na kolanach.
– Tak, u starszego brata. Na pewno coś nie tak z jego głową. – Sasuke był już wyraźnie zirytowany.
– Czy miałeś myśli samobójcze?
To pytanie przeważyło szalę. Odsunął stół i wyrwał Itachiemu kartkę.
Czy uważasz się za osobę wrażliwą? Czy często płaczesz? Czy lubisz się malować? To były kolejne pytania, których nie zdążył jeszcze przeczytać. Sasuke zdębiał. Zerknął na górę arkusza, gdzie widniał nagłówek: Czy masz zadatki, by zostać prawdziwym Emo? Poczuł, że zaczyna  ogarniać go furia.
– Uważasz, że to dobry żart? – Zgniótł  kartkę i rzucił ze złością na podłogę.
– Nie, no… Wczoraj znaleźliśmy to w internecie, a Sasori stwierdził, że pasuje do ciebie, więc chciałem…  – Itachi nie zdążył dokończyć, bo wściekły Sasuke wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.

Naruto wracał do domu pieszo. Było naprawdę ciepło jak na październikowe popołudnie, a on nie miał ochoty jechać w taką pogodę autobusem. Nie znosił tłoku w godzinach szczytu. Źle się czuł, wciśnięty między innych ludzi, nie mogąc nawet ruszyć ręką, bo wtedy krzyczeli, że „gówniarz się pcha”. Zresztą, idąc, miał czas na przemyślenia. A było nad czym się zastanawiać. Przede wszystkim, dlaczego tak dziwnie dzisiaj zareagował  na bliskość Sasuke i po jaką cholerę w ogóle patrzył na niego? Może powinien znowu zacząć umawiać się z dziewczynami, bo z tej samotności mózg mu się lasuje? Przechodził właśnie przez park. Jakaś para przytulała się na ławce. Naruto zastanawiał się, czy potrafiłby jeszcze komuś zaufać. Od czasu Sakury nie pozwolił zbliżyć się do siebie żadnej dziewczynie. A jeżeli robi błąd? Przecież nie wszystkie są takie same. Może powinien zmusić się i umówić z którąś z koleżanek? Miło jest przecież mieć kogoś, czuć jego ciepło… Jak na złość akurat teraz  przypomniał mu się Sasuke i jego gorący oddech na skórze. Znów poczuł przyjemne dreszcze. Tak nie może być – pomyślał. Z silnym postanowieniem wybicia sobie z głowy myśli o rywalu, który przecież zabiera wszystko, na czym mu zależy, wszedł do klatki schodowej.


22 kwietnia 2009

Rywale - rozdział 4


Kiba i Shikamaru siedzieli przed budynkiem akademii na ozdobnym ceglanym murku, który postawiono wzdłuż głównego chodnika prowadzącego z parkingu na uczelnię. Było to bardzo popularne wśród studentów miejsce, oblegane zwłaszcza w ciepłe dni, gdyż na polanie za ogrodzeniem lubiły przebywać dziewczyny. A skoro z początkiem października pogoda dopisywała, to Kiba mógł w tym momencie bezkarnie obserwować studentki, śliniąc się przy tym niemiłosiernie. Shikamaru, chwilę wcześniej upewniwszy się, że w żeńskim towarzystwie nie ma interesującej go osoby, rozwiązywał krzyżówkę. To było jego hobby, niestety dość denerwujące, bo zawsze myślał na głos.
– Na niej siadasz, na cztery litery… –  przeczytał jedno z haseł do odgadnięcia.
– Ma niezły tyłek. – Kiba wpatrywał się w pewną blondynkę i kompletnie nie słuchał przyjaciela.
– Tyłek nie pasuje. Na pe… P U F A – wpisał odpowiedź Shikamaru.
– I te nogi – rozmarzył się Kiba.
– Teren poniżej poziomu morza… – Shikamaru zdawał się nie interesować spostrzeżeniami towarzysza, jednak uniósł na chwilę wzrok znad krzyżówki. Faktycznie, dziewczyna była niczego sobie, jak to zwykł określać. Wysoka, szczupła, zgrabne nogi i długie blond włosy. Nic dziwnego, że Kiba dostał małpiego rozumu. Chociaż, jakby się zastanowić, on zawsze głupiał na widok atrakcyjnych przedstawicielek płci przeciwnej.
– Ciekawe, czy by się ze mną umówiła. – chłopak zerknął na kolegę, ale ten na powrót zainteresował się swoim hobby.
– D E P R E S J A – przeliterował.
– Nie no, depresję to ja zaraz będę miał. Shikamaru, możesz czasem słuchać, co do ciebie mówię? – Kiba chciał wyrwać przyjacielowi długopis, ale tamten zrobił skuteczny unik.
– Imię żeńskie na siedem liter, pierwsza A – kontynuował.
– Wiesz, że do tej pory nawet nie wiem, jak ma na imię? – Urażony brakiem zainteresowania swoimi problemami Kiba chciał tym razem zabrać krzyżówkę, ale Shikamaru odsunął się.
– Ino – mruknął.
– Nigdy się nie przedstawiłem. – Chłopak nie zwrócił uwagi na to, co mówił kolega.
– Mówię ci, że Ino – powtórzył trochę głośniej.
– Co? Skąd wiesz? – Kiba obrócił się gwałtownie, zrzucając przy okazji swój plecak. Musiał po niego zeskoczyć.
– Znam ją dobrze, chodziliśmy razem do podstawówki – dobiegł go głos z góry.
– Ty, serio? Jaka jest? –  Zarzucił plecak na ramię i z powrotem ulokował się na murku, patrząc z nadzieją.
– Upierdliwa jak cholera. Zresztą, stary, odpuść sobie. Fanka Uchihy. – Shikamaru wzruszył ramionami.
– Eeee... – Kiba był wyraźnie zawiedziony. Dwa ostatnie słowa wystarczyły, żeby stracił humor. Przynajmniej na chwilę, bo kiedy obok blondynki pojawiły się dwie inne koleżanki, szybko go odzyskał. – To na pewno któraś z nich się ze mną umówi – oświadczył.
Shikamaru tylko przewrócił oczami i wrócił do przerwanego zajęcia.

Naruto przyjechał do szkoły autobusem. Nienawidził tłoku, ale nie miał wyboru, inaczej by się spóźnił. W nocy prawie nie zmrużył oka, tak go męczyła myśl, że nie będzie mógł trenować. Po krótkiej drzemce nad ranem obudził się w podłym nastroju i jego wygląd był tego odzwierciedleniem: blady, podkrążone oczy i ta nieszczęsna ręka na temblaku. Idąc chodnikiem i mijając innych studentów, zauważył przyjaciół.
– Hej – podszedł i przywitał się, jednak  nie wypadło to zbyt entuzjastycznie.
– Cześć – Shikamaru, mimo że jemu z kolei nic nie dolegało, też nie brzmiał jak ktoś tryskający energią o poranku. Choć do jego sposobu mówienia wszyscy znajomi oraz wykładowcy zdążyli się już chyba przyzwyczaić.
Kiba z dziwnym uśmieszkiem na twarzy przyglądał się Naruto.
– No co? – Chłopak oparł się o murek.
– Nic, tylko wyglądasz jakby cię ktoś zjadł i wy...– nie zdążył dokończyć, bo Naruto ściągnął go na dół w niezbyt delikatny sposób.–  Ty jesteś jakiś nadpobudliwy, daję słowo! – Kiba odskoczył na bezpieczną odległość.
– Część ciała na pięć liter, pierwsza P… – usłyszeli głos Shikamaru.
Obaj, jak na komendę, zerknęli w dół na swoje spodnie i parsknęli śmiechem.
– I czego rżycie? Wyobraźcie sobie, że są jeszcze inne części ciała na P, poza penisem… – spojrzał na nich zdegustowany, nie zauważając, że w tym momencie podeszła do nich Temari.
– Cześć. – Dziewczyna starała się nie roześmiać, patrząc na Shikamaru, który momentalnie zrobił się bardziej czerwony niż sweter, który miała na sobie. Chłopak miał ochotę zapaść się pod ziemię, na dodatek Kiba, który nie wykazał się taktownością koleżanki, na widok miny przyjaciela zaczął uderzać głową w ścianę, wydając dziwne dźwięki. Naruto skulił się i ukrył twarz w dłoniach.
– Na pięć liter może być palec – zaproponowała Temari, a kąciki ust lekko jej drgnęły.
– Widzisz, Shikamaru, my chcieliśmy ci powiedzieć, że palec, ale ty z tym penisem... – Kiba pokiwał głową z politowaniem, prawie dławiąc się powstrzymywanym chichotem.
– Taak, jesteś gorszy niż Sai – Naruto podjął grę. Temari też się uśmiechnęła. Wspomniany student był dość ekscentryczną osobą. I to nie tylko z powodu obcisłych koszulek odsłaniających brzuch, ale również dlatego, że miał chorobliwą manię wpędzania każdego chłopaka w zakłopotanie, poprzez komentowanie domniemanej wielkości penisa. Jeżeli dodać do tego, że Sai był gejem, to nic dziwnego, że kojarzył się wszystkim jednoznacznie.
– Bardzo śmieszne. – Shikamaru nie wiedział, czy zdzielić tych dwóch po głowach, czy zacząć wyjaśniać. Nie, tylko winni się tłumaczą – pomyślał. Jednak w tej sytuacji, nawet on – taktyk numer jeden – nie miał pojęcia jak się zachować. Z opresji wybawiła go sama Temari, zmieniając temat.
– Słuchajcie, bo tak w ogóle mam sprawę. W przyszłą sobotę ja i Tenten robimy imprezę z okazji rozpoczęcia nowego roku. Może byście wpadli? – skierowała to zaproszenie do wszystkich, ale zerknęła na Shikamaru.
– O! Ja chętnie – wyrwał się Kiba. – Naruto i Shikamaru też na pewno się skuszą – dodał, widząc jak chłopak już otwiera usta, chcąc coś powiedzieć. Teraz już tylko skinął głową.
– No to świetnie, w takim razie w akademiku, pokój numer sto cztery. – Temari puściła oko i odeszła w stronę koleżanek.
– Czy ja zawsze muszę się zbłaźnić? – jęknął Shikamaru i zeskoczył na ziemię.
– Nie martw się, przecież mogłeś powiedzieć, że ma krzywe nogi, a wtedy byłoby z tobą znacznie gorzej. – Naruto, będąc już w zdecydowanie lepszym nastroju, poklepał przyjaciela po plecach.
– Ale ja wcale nie uważam… A zresztą – machnął ręką i  zrezygnował  z dopowiedzenia dalszej części, uznając temat za zbyt kłopotliwy.

Szli powoli w stronę auli wykładowej, gdy podbiegła do nich różowowłosa dziewczyna.
– Naruto… – Spojrzała speszona. – Pani Tsunade cię wzywa.
Sakura Haruno, jego była dziewczyna, pełniła rolę starosty na ich roku i do niej należało przekazywanie informacji. Stanowiła łącznik między kadrą wykładowców a studentami swojej grupy.
– O co chodzi? – spytał, nie patrząc jednak na nią.
– Nie wiem, prosiła by powiadomić ciebie i Sasuke… – ostatnie słowo dodała wyjątkowo cicho. – Chyba ma to coś wspólnego z wczorajszą bójką.
Naruto podniósł wzrok.
– Okej, czuję się powiadomiony. Teraz lepiej zajmij się poszukiwaniem Sasukeee – sparodiował jej sposób mówienia.
Wzruszył ramionami w stronę Kiby i Shikamaru i odszedł do gabinetu dyrektorki wydziału.
– Naruto… – Sakura wyglądała, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale on już się nie odwrócił.
Zastanawiał się, dlaczego Hogata? Zwykle takimi sprawami zajmował się pewien zramolały staruszek, który chwilę ponarzekał „jaka ta dzisiejsza młodzież niedobra”, i że „za jego czasów było lepiej”, po czym wypuszczał delikwenta w stanie nienaruszonym. Z Tsunade sprawa wyglądała o wiele gorzej. Robiła pranie mózgu i stosowała wymyślne kary. I w ogóle zajmowała się tylko poważniejszymi przypadkami.

Kiedy wszedł do pokoju, Sasuke już tam był. Widocznie Sakura dołożyła starań, żeby jej ukochany dowiedział się pierwszy – pomyślał ironicznie. Tsunade siedziała przy biurku, opierając podbródek na dłoniach. Wskazała mu skórzany fotel obok rywala. Usiadł, rozglądając się wokół. Ta to potrafi się urządzić – przeszło mu przez myśl. Gabinet był duży, przestronny i jasny, na co zapewne największy wpływ miało ogromne, panoramiczne okno znajdujące się teraz za ich plecami, a w zasięgu wzroku dyrektorki. Pomieszczenie kojarzyło się raczej z mieszczącą się na ostatnim piętrze wieżowca siedzibą prezesa jakiejś wielkiej korporacji. Dominowały tu odcienie szarości i zieleni, tworząc idealną harmonię. Jedyne, co nie pasowało do szykownego wnętrza, to blat biurka w większości przykryty jakimiś nieposegregowanymi papierami. Naruto od razu skojarzył bałagan z tym we własnym mieszkaniu.
– Czy możecie mi to wyjaśnić? – Tsunade postanowiła w końcu zwrócić ich uwagę na siebie. Wyprostowała się w swoim fotelu i skierowała wzrok najpierw na blondyna, potem na bruneta. Obaj milczeli. – Co wam strzeliło do łbów? – zirytowana brakiem reakcji, uniosła głos.
– Miałem swoje powody – odezwał się w końcu Sasuke. Naruto tylko kiwnął głową.
– No, ależ oczywiście! – Kobieta wstała. – Wam się wydaje, że wasze pobudki były jak najbardziej słuszne, i że macie cholerną rację, tak? Niech zgadnę, teraz myślicie sobie: niech ta baba da spokój, to nasza sprawa? – Jej wzrok wędrował od Sasuke, wpatrującego się uparcie w ścianę, do Naruto, którego nagle bardzo zainteresowały własne sznurówki. – Pozwólcie, że wyprowadzę was z błędu. Jako nasi studenci, reprezentujecie akademię! Waszym cholernym obowiązkiem jest uczyć się i trenować! Może pan Uchiha powie mi, jak jego kolega z drużyny ma trenować z ręką w gipsie?
Sasuke lekko wzruszył ramionami.
– Nie wie pan? Wielka szkoda. Trzeba było pięć razy pomyśleć zanim zaczęliście się tłuc! – Uderzyła otwartą dłonią w blat, a kilka stron dokumentów zsunęło się na podłogę.
– Ja nie… – Sasuke zamierzał się bronić, ale nie dała mu dokończyć.
– Teraz ja mówię! To się tyczy was obu! Zastanowiliście się choć przez chwilę, jakie skutki może przynieść wasze gówniarskie zachowanie? Nie, prawda? – mówiła coraz głośniej, z coraz większą dozą irytacji.
Popatrzyli na nią nierozumiejącym wzrokiem. Tsunade opadła ciężko na fotel i westchnęła.
– Za kilka miesięcy zawody. Tu jest pierwszy skład naszej akademickiej sztafety. – Podała kartkę Naruto. – Czytaj! – warknęła.
– Uchiha Sasuke, Hyuga Neji, Nara Shikamaru i … – chłopak pobladł.
– I? – ponagliła.
– Uzumaki Naruto – dodał cicho. Niech to szlag – zaklął w myślach. Był wyznaczony do pierwszego składu… Był, bo teraz to na pewno się zmieni. Cztery bite tygodnie w gipsie. Przez ten czas wyjdzie z formy.
– Czy teraz zdajecie sobie sprawę z własnej głupoty? –Tsunade znów wstała i podeszła do okna, spoglądając na ulicę kilka pięter niżej.
– Ja… – Naruto spojrzał na rywala spod byka.
– Nie wiedziałem – Sasuke nieświadomie dokończył jego myśl.
– Jesteście jedną drużyną i musicie nauczyć się współpracować. – Dyrektorka położyła nacisk na ostatnie słowo. – Dlatego, kiedy Uzumaki będzie już zdolny cokolwiek robić, obaj postaracie się, żeby odzyskał formę. Nawet, jeśli będą potrzebne dodatkowe treningi. Czy wyrażam się jasno, Uchiha? – Wróciła za biurko i spojrzała wymownie.
– Tak – kiwnął głową Sasuke.

– A teraz wynoście się. I jak jeszcze raz usłyszę o jakieś bójce między wami, to wywalę was na zbity pysk – zakończyła.

Rywale - rozdział 3


Sasuke obudził się w bardzo złym humorze, choć właściwie to obudził go ryk Itachiego, jaki tamten wydał, najwyraźniej naśladując wokalistę jakiegoś zespołu. Według niego, starszy brat miał wiele wad, ale najgorszą było jego wycie wraz z słuchaną, zdecydowanie za głośno, muzyką. Itachi nie był zadeklarowanym wielbicielem jakiegoś określonego gatunku, toteż Sasuke nigdy nie wiedział, jakimi to dźwiękami zostanie uraczony. Dzisiaj najwyraźniej był dzień death metalu.
Obrócił się na bok i zerknął na budzik – ósma rano, a zajęcia miał dopiero na jedenastą. Mógłby jeszcze trochę pospać, gdyby nie ta druga, zdaniem Sasuke, zdecydowanie mniej udana, pociecha państwa Uchiha. Marszcząc brwi, zwlekł się z łóżka i poszedł do znajdującego się tuż za ścianą pokoju brata, z zamiarem urządzenia mu awantury. Darował sobie pukanie, w takim hałasie to i tak nie miałoby  sensu, i wszedł do środka. Widok dla zwykłego obserwatora na pewno byłby niecodzienny, ale on już dawno przywykł. Itachi, w szlafroku i z rozpuszczonymi włosami, biegał po pokoju i dwoma linijkami uderzał we wszystko, co popadnie, udając perkusistę. Wydawał przy tym dziwne dźwięki do niczego niepodobne. Sasuke podszedł do dudniącej w tle wieży i wyłączył ją.
– O! Cześć! Już nie śpisz? – Itachi dopiero zauważył brata. Odłożył linijki na zawalone jakimiś papierami biurko. Pod względem dbania o porządek, nie różnił się chyba niczym od Naruto.
– A wyglądam, jakbym spał? – Sasuke spojrzał na niego spod byka, robiąc krok naprzód i nadeptując przy okazji na jakąś książkę.
– Obudziłem cię? – Itachi podszedł i zabrał z podłogi swoje ulubione fantasy. Wygładził okładkę i odstawił tomik na półkę.
– Twoje wycie umarłego by obudziło – Sasuke skrzyżował ręce, opierając się o jedną ze ścian. Pokój Itachiego drażnił jego zmysł estetyczny. Nie było tu oczywiście brudno, brat nie był niechlujny, ale lubił zostawiać rzeczy gdzie popadnie. Co dziwne, zawsze potrafił wszystko znaleźć, kiedy zachodziła taka potrzeba.
– Aż tak źle? –  udał zmartwionego.
Sasuke, z chęcią mordu w oczach, spojrzał na brata.
– Kpisz sobie ze mnie? – spytał tonem, który nie wróżył nic dobrego.
– Gdzieżbym śmiał. O panie i władco! – Itachi, tłumiąc śmiech, wykonał coś na kształt dworskiego ukłonu. – Wybacz mi, maluczkiemu.
– Ty naprawdę jesteś kopnięty. – Sasuke patrzył na starszego brata jak na idiotę. – Na pewno masz dwadzieścia pięć lat? Czasami odnoszę wrażenie, że tylko pięć.
– Za to ty zachowujesz się jak zgorzkniały staruszek – Itachi nie pozostawał dłużny. – Już nie nabzdyczaj się tak. – Podszedł, rozciągnął bratu w zabawny sposób policzki, zrobił zeza i uciekł do łazienki.
– Itachi! – ryknął Sasuke i pobiegł za nim.

Naruto wyszedł z łazienki ze szczoteczką do zębów w ustach i nastawił wodę na kawę. To był jego poranny rytuał, inaczej chodziłby cały dzień półprzytomny. Kawa musiała być koniecznie rozpuszczalna i koniecznie z mlekiem, innej  nie ruszył. Dokończył poranną toaletę i usiadł przy stole. Jedząc płatki, wpatrywał się w zdjęcia na komodzie, jedno z nich przedstawiało rodziców. Zginęli w wypadku samochodowym, kiedy  miał dwa lata. Nie pamiętał ich, był wtedy za mały. Jednak to nie zmieniało faktu, że bardzo mu brakowało mamy i taty. Na drugiej fotografii uśmiechał się białowłosy mężczyzna. To on zajmował się nim przez większość jego życia, był jedyną rodziną. Dziadek Jirayia. Naruto kochał go, jak nikogo na świecie. On nauczył go wszystkiego i zaraził miłością do sportu. Mieszkali razem do czasu, gdy Naruto wyjechał do szkoły z internatem. Bardzo mu brakowało dziadka, ale tylko tak mógł rozwijać swoje umiejętności. Gdy dowiedział się o śmierci Jirayii, był załamany. Nie mógł sobie darować, że nie było go przy nim w tamtym momencie. Rzucił się w wir treningów, poświęcając im cały swój czas i energię. Każdy sukces motywował go jeszcze bardziej i dzięki temu osiągał naprawdę obiecujące rezultaty. Już wtedy miał jeden cel. Być lepszym od Uchihy.
Woda się zagotowała. Naruto wstał i poszedł zalać napój. Przypomniał sobie wczorajszą sytuację. Myślał, że Sasuke przestawi mu nos, a ten go puścił. Był tak zdziwiony, że aż krzyknął za nim: „I co, dlaczego nic nie zrobiłeś!?”. Ale Sasuke odwrócił się i z ironicznym uśmiechem na ustach stwierdził tylko: „Bo miałem taki kaprys”.

Sasuke był coraz bardziej zirytowany. Brat miał dzisiaj niekwestionowany wpływ na jego humor, ale było coś jeszcze. Wściekał się sam na siebie, za swoje myśli i zachowanie względem Naruto. Ten kretyn go ośmieszył, a on pozwolił sobie na chwilę słabości. To się więcej nie powtórzy. Trzeba zakończyć tę chorą, niezrozumiałą fascynację. I to jak najszybciej.

Naruto stał przed budynkiem uczelni z Kibą, Shikamaru i paroma innymi osobami. Wyglądał na bardzo zadowolonego, ale gdy tylko go zobaczył, spojrzał na niego z dziwnym uśmieszkiem. To przeważyło szalę. Sasuke podszedł szybkim krokiem i nim Naruto zdążył coś powiedzieć, leżał na ziemi, trzymając się za nos. Wszyscy patrzyli zdezorientowani..
– Ej, dobra, spokojnie. – Shikamaru próbował pełnić rolę rozjemcy.
– Nie wtrącaj się! – padło jednocześnie z ust obu rywali.
– O, więc jednak nie zamierzasz zasłaniać się kumplami? – Sasuke uśmiechnął się ironicznie.
– Nie. – Naruto podniósł się z ziemi. – I już dawno powinienem był to zrobić! – Rzucił się na Sasuke, przytrzymując go za koszulkę i celując pięścią w brzuch. Ten zablokował atak, łapiąc go za nadgarstek. – Myślisz, że możesz mi coś zrobić? – wycedził mu do ucha. – Nie rozśmieszaj mnie.
Coraz więcej ludzi gromadziło się, żeby obejrzeć to widowisko. Naruto wyszarpnął rękę z uścisku i markując kolejny cios, kopnął Sasuke w krocze. Chłopak zgiął się z bólu, ale to tylko jeszcze bardziej go rozwścieczyło. Rzucił się na Naruto, uderzając w żołądek i przewracając na ziemię. Ścisnął mu ręce.
– Jesteś takim idiotą – szepnął.
– Przynajmniej nie jestem zimnym, pieprzonym egoistą – Naruto, w przeciwieństwie do niego krzyknął i  uderzył go głowa w  klatkę piersiową.
Poczuł, że chłopak na chwilę zwolnił uściska, przez co zdołał się wyrwać. Uderzył pięścią w policzek Sasuke, ale zaraz otrzymał taki sam cios w twarz. Bili się już na poważnie. Po kilku minutach Sasuke miał rozcięty łuk brwiowy i wargę, a Naruto ledwo trzymał się na nogach. Przegrywał, co do tego nie było wątpliwości, ale nie poddawał się. Obaj musieli wyładować na sobie złość. Jeden, tą tłumioną od jakiegoś czasu i – jak mu się wydawało – słuszną, drugi – powstałą zaledwie wczoraj.
– No co, tylko na tyle cię stać? – Sasuke patrzył na zgiętego wpół Naruto.
– Jesteś gnojkiem. – Chłopak oddychał ciężko.
– Tak, tak, jestem. A teraz wynoś się, bo zmienię zdanie i naprawdę poważnie cię uszkodzę. – Sasuke wykonał ręką gest, jakby odganiał muchę.
– Ty dupku! – Naruto zaatakował.
Sasuke złapał jego ręce i wykręcając, rzucił nim o ziemię. Na nieszczęście ten podciął mu nogi tak, że  wylądował na nim całym ciężarem ciała. Coś jakby chrupnęło. Sasuke dostrzegł tylko, że Naruto pobladł, a jego twarz wykrzywiła się w bólu. Odsunął się, ale chłopak nie wstał. Leżał, trzymając łokieć. Cholera, chyba złamałem mu rękę – pomyślał przerażony.
Do większości obserwatorów dopiero docierało, co się wydarzyło. Kiba i Shikamaru pomagali Naruto wstać.
– Wam chyba kompletnie odbiło. – Kakashi pojawił się ni stad, ni zowąd. Spoglądał to na Sasuke, to na Naruto, trzymającego bezwładną rękę. – Uzumaki musi jechać na pogotowie – westchnął. – Uchiha, ty też, to chyba wymaga szycia. – Obejrzał ranę na twarzy Sasuke. – Zawiozę was.

Obaj siedzieli w poczekalni, ponieważ Kakashi musiał wracać na uczelnię. Nie odzywali się do siebie ani słowem. Naruto był załamany. Na parę tygodni będzie unieruchomiony, więc teraz to już na pewno nie zdobędzie stypendium. Jego szanse malały. W tym momencie nienawidził Sasuke całym sercem. Z kolei Sasuke czuł się naprawdę głupio, nie chciał złamać Naruto ręki. Jako rywal z drużyny pływackiej zdawał sobie sprawę, co to znaczy. On nie będzie mógł trenować przez jakiś czas.
– Uchiha Sasuke – pielęgniarka wyczytała nazwisko i zaprowadziła go do jakiegoś pokoju. Chwilę później Naruto został poproszony do innego.
Wyszli ze szpitala w ponurych nastrojach. Naruto z ręką w gipsie, Sasuke z bandażem na głowie. Mieli wrócić na campus autobusem, choć Naruto poważnie zastanawiał się, czy to ma sens. Zostawił tam co prawda rower, ale jak do cholery ma na nim jechać w takim stanie? Sasuke był w o wiele lepszej sytuacji, bo nie dość, że miał obie ręce sprawne, to jeszcze przyjechał samochodem. Naruto doszedł do wniosku, że jednak lepiej będzie udać się od razu do domu. Już miał odwrócić się i bez słowa odejść, gdy poczuł dłoń  na ramieniu. Odwrócił się, zdezorientowany.
– Odwiozę cię – zaoferował chłopak, nie patrząc mu w oczy.
– Nie trzeba. – Szarpnął się i chciał odejść, ale silny uścisk na to nie pozwolił.
– Daj spokój. – Sasuke pociągnął go do autobusu, który właśnie podjechał.

Pół godziny później Sasuke odwiózł Naruto i jego rower do domu. Wypadało pomóc komuś, komu się złamało rękę. Niby sam się prosił, ale wina była obustronna, bo to on rzucił się pierwszy. Naruto tylko kiwnął głową w podziękowaniu, zabrał swój rower i poszedł w stronę mieszkania. Nie wyobrażał sobie, jak będą wyglądały następne cztery tygodnie. Unieruchomione zostało prawe ramię, więc odpadało robienie notatek na zajęciach, chociaż i tak zwykle pożyczał je od kogoś. Będzie też musiał jeździć środkami komunikacji miejskiej, choć to akurat najmniej istotne. Najgorsze było to, że przez ten czas będzie mógł jedynie patrzeć, jak trenują koledzy, sam nie mogąc nic zrobić. Spuścił głowę i powlókł się do klatki schodowej.
Sasuke obserwował jak Naruto prowadzi swój rower. Naprawdę dziwnie się czuł. Było mu przykro, a na palcach jednej ręki mógłby wyliczyć takie sytuacje. Zacisnął dłonie na kierownicy, wrzucił bieg i pojechał do domu.

Miał ochotę zagrzebać się w łóżku i zasnąć, za dużo myśli kłębiło się w jego głowie. Chciał, aby wszyscy zostawili go w spokoju. Usłyszał huk na schodach i serię przekleństw. Po chwili dało się słyszeć jakieś punkowe tony.
– Itachi! – krzyknął ostrzegawczo.
– Cześć, Sasuke. – Starszy brat wsadził głowę do pokoju. – A ty znowu spędzasz wieczór w domu? – spytał, rejestrując bandaż na głowie leżącego. – Co ci się stało?
– Przycisz muzykę – Sasuke zignorował pytanie.
– Ale jesteś sztywny. – Itachi przewrócił oczami.
– Ty za to jesteś aż za bardzo wyluzowany – burknął i nakrył głowę poduszką, dając tym samym do zrozumienia, że chce spać.
– Jak się dalej tak będziesz zachowywał, to ci życie ucieknie. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy – westchnął Itachi i wyszedł z pokoju.
Sasuke nie mógł zasnąć, męczył się. Z pokoju obok dolatywały stłumione dźwięki i słowa. Miłość to późna godzina, absolutna przyczyna
Cholerny Itachi, czy on nie wie, która jest godzina? Zawsze się tak zachowuje, jak zostają sami w domu. Musi z nim o tym poważnie porozmawiać. Zamknął oczy. Nic się nie działo, a może jednak? W jego głowie działo się chyba aż za dużo. I po cholerę on w ogóle o tym myśli. Przecież to nielogiczne. Tak, to bezsensowne. Musi przestać… Kiedyś codziennie chodził na pływalnię, nawet, gdy nie było treningu. Miał nadzieję, że zobaczy tą blond czuprynę i niebieskie błyszczące oczy, które poprawią mu nastrój. Właściwie, dlaczego myśli teraz o Naruto, powinien raczej o kimś innym. Sasuke próbował przywołać obraz którejś z koleżanek, ale te ulatniały się tak szybko, jak powstały. Dlaczego, dlaczego żadna dziewczyna nie wzbudzała w nim cieplejszych uczuć? Przecież były ładne, inteligentne…
– Taka miłość jest jedna, ty jesteś jedna. Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką – wydzierał się Itachi.
– Zamknij dziób, do cholery – jęknął Sasuke sam do siebie.
Pewnie brat znowu przeżywa jakieś zauroczenie i uważa, że cały świat musi o tym wiedzieć. Naciągnął mocniej poduszkę. Niedawno cała szkoła dowiedziała się, że on jest gejem. A przecież nie jest. Jakby ktoś wiedział, co się dzieje w jego głowie i mógłby mu to wyjaśnić. Itachi? Nie, ten to żyje we własnym świecie. A może żyje w normalnym, a Sasuke ma swój własny świat? Zamknięty przed innymi na cztery spusty. Zawsze taki był…
Pamiętał, jak kiedyś, gdy miał sześć lat, poszedł z rodzicami i bratem do centrum handlowego. To było jakoś w grudniu, wszędzie ozdoby świąteczne, światełka. Na samym środku sklepu siedział staruszek przebrany za mikołaja. Sasuke już wtedy nie wierzył w tego typu rzeczy i bynajmniej nie było mu z tego powodu przykro. Patrzył ironicznie na podekscytowane dzieci, gdy nagle Itachi chwycił go za ramię i zaciągnął do kolejki. Sasuke stanął pośród rozgorączkowanych małolatów z naburmuszoną miną, nie zwracając uwagi na to, co mówi starszy brat. Kiedy przesunęli się na początek, kategorycznie odmówił ”robienia z siebie idioty”. Wtedy jedenastoletni brat sam podszedł i roześmiany, usiadł Mikołajowi na kolanach. Mama zrobiła zdjęcie, które przez dłuższy czas było przedmiotem żartów całej rodziny i samego Itachiego. Oprawił je sobie nawet w ramkę i powiesił na ścianie w pokoju. Do dziś tam jest.
Sasuke przewrócił się na drugi bok. Itachi mówił, że ucieka mu życie. A co, może ma być taki jak on i ten jego kumpel? Prychnął pod nosem. Brat poznał Sasoriego na uczelni, gdy ten zmieniał treść ogłoszenia. Tego dnia rektor ogłosił godziny wolne od zajęć, ponieważ odbywała się jakaś konferencja. Miały trwać od dziesiątej do szesnastej, a czerwonowłosy chłopak przerabiał szóstkę na ósemkę. Itachi z wielkim entuzjazmem mu w tym pomógł i tak się zaprzyjaźnili. Mieli podobne charaktery, lubili robić zamieszanie i uwielbiali imprezy. Sasori mieszkał w akademiku, więc Itachi zaczął w nim spędzać dużo czasu, odkrywając nowe zalety bycia studentem. Kiedyś zabrał ze sobą Sasuke, który był wówczas jeszcze licealistą. Siedzieli na dachu przybudówki i oceniali z góry każdą przechodzącą dziewczynę. Sasori i Itachi mieli odmienne spojrzenia, przez co ciągle się sprzeczali i wyrzucali – w niewybrednych słowach – brak gustu. Sasuke miał dość i poszedł do domu, stwierdzając, że jego brat to duże dziecko, a czerwonowłosy roztrzepaniec – jeszcze większe. Itachi skończył studia dwa lata temu, ale prawie nic się nie zmienił. Pracował teraz w firmie ojca, zawsze pilnując, z zegarkiem w ręku, żeby nie zostać w biurze ani minuty dłużej niż trzeba. Dalej przyjaźnił się z Sasorim, który był obecnie na piątym roku, więc akademickie wygłupy trwały. Swego czasu Sasuke zastanawiał się nawet, czy przypadkiem tych dwóch nie łączy coś więcej poza przyjaźnią, szybko się jednak przekonał, że tak nie jest. A jakby było, to miałby coś przeciwko? Powoli zamykały mu się oczy. Nie, chyba nie. Jest tolerancyjny.


Rywale - rozdział 2


Sasuke stał po przeciwległej stronie basenu sportowego i mrużąc oczy, wpatrywał się uparcie w Naruto. Napsuł mu on dzisiaj wystarczająco dużo krwi i chociaż pierwsza fala złości już minęła, to skutki jego wybryku będą odczuwalne jeszcze długo. Przekonał się o tym dobitnie, idąc korytarzem. Nikt co prawda nie odważył się zaczepić go wprost, ale śmiechy, chichy i szepty towarzyszyły mu na każdym kroku. Tak samo jak palące, pełne wyrzutu, spojrzenia dziewczyn. Chociaż tym się akurat nie przejmował.
– O, tu jesteś! – Neji, który właśnie przed chwilą wyszedł z szatni, klepnął go w ramię. – Jak tam? – spytał, związując swoje długie, czarne włosy.
– Nie zadawaj głupich pytań. – Sasuke spojrzał na niego ponuro.
– A wy ten, no… – Neji wykonał nieokreślony gest rękami, nie kończąc jednak zdania.
– Co? – Sasuke prawie że warknął.
– No, czy między wami coś jest? – Neji odsunął się profilaktycznie, czując, że takie prowokowanie może się dla niego źle skończyć.
– Tak, pieprzymy się na prawo i lewo, jak tylko mamy okazję – wybuchnął Sasuke. Dwóch przechodzących akurat obok chłopaków spojrzało na niego dziwnie. – A teraz spadaj, jak nie chcesz, żeby ciebie tez uważali za geja – dodał, mając dość całej sytuacji.
– Nie unoś się tak, sam jesteś sobie winny. – Neji wzruszył ramionami. – Nikt cię tak naprawdę nie zna, więc nic dziwnego, że wierzą w każdą bzdurę – stwierdził fakt.
– Zaraz rozwalę temu idiocie nos i zobaczymy, w co wtedy uwierzą. – Sasuke ruszył w stronę Naruto.
– Odbiło ci? Tutaj? – Neji chwycił go za ramię.
– Puść – wysyczał.
– O rany, wyluzuj. – Neji znów się odsunął.. – Zresztą, on chyba nie zrobił tego bezpodstawnie, co? – Uniósł pytająco brwi, a nie doczekawszy się odpowiedzi, pokręcił głową i zostawił Sasuke samego sobie.
Sasuke oparł się plecami o ścianę i przymknął oczy. Wiedział, dlaczego Naruto chciał go ośmieszyć. To była jego zemsta, za tamto… Przygryzł dolną wargę. Nie zdawał sobie sprawy, jak pociągający widok teraz stanowi. Wysoki, smukły, ubrany jedynie w grafitowe kąpielówki. Sasuke miał bez najmniejszego wysiłku to, o co większość facetów może się starać i starać, ale i tak pozostanie to tylko w sferze ich marzeń. Idealna sylwetka, czarne jak węgiel oczy, spoglądające na wszystko i wszystkich z dystansem, tego samego koloru włosy opadające kosmykami na twarz. Wszystko razem dawało piorunujący efekt, nic więc dziwnego, że  został uznany za najprzystojniejszego chłopaka na uczelni. Interesowały się nim nawet starsze dziewczyny, jednak to wszystko spływało po nim, jak woda po kaczce. Umawiał się, owszem. Ale sam nigdy nie nazywał tego randkami, ot, takie tylko spotkania, które zawsze prowadziły do jednego. Mimo że wielokrotnie były to koleżanki z drużyny pływackiej, z którymi miał o czym rozmawiać, to nigdy nie okazał żadnej z nich większego zainteresowania. Nie trafił jeszcze na osobę, która miałaby „to coś”. No, może poza jedną. Ale nie brał tego pod uwagę, bo ową osobą był jego rywal – ten sam, który dzisiaj zszargał mu reputację. Naruto fascynował go od dłuższego czasu, miał wszystko, o czym Sasuke marzył.  Był radosny, swoją wesołością zarażał innych, potrafił śmiać się z siebie. Jego osobowość przyciągała ludzi jak magnes, emanował ciepłem. Swego czasu Sasuke starał się przebywać jak najbliżej niego. Zawsze wybierał sąsiedni tor i obserwował go ukradkiem. Z czasem stało się to już normą, że płynęli obok siebie, starając się wzajemnie prześcignąć. Wiedział, że to głupie, ale poza osobowością, fascynował go też wygląd Naruto: jasne blond włosy i cudownie błękitne oczy. Chciał mieć go zawsze w zasięgu wzroku. Po pewnym czasie doszedł do wniosku, że gdyby miał opisać ideał dziewczyny, byłaby ona kropka w kropkę taka jak on. Nie zmieniłby absolutnie nic.
– No chodźcie, chodźcie. Nie ugryzę – głos Kakashiego przerwał te rozmyślania.  Trener przywoływał wszystkich do siebie.
Sasuke otworzył oczy i spojrzał na grupkę siedzącą nieopodal. Wcześniej, gdy wszedł na pływalnię, Naruto spoglądał na niego, czekając pewnie na jakiś kontratak. Widząc jednak, że stoi i nic nie robi, stracił zainteresowanie. Teraz śmiał się jak oszalały, pewnie z jakiegoś dowcipu znajomych. W jego oczach tańczyły radosne iskierki, a uśmiech rozświetlał twarz. Sasuke nigdy nie widział smutnego Naruto. Nigdy, poza tym jednym razem, który on sam sprowokował.
Przypomniał sobie początki wszystkiego. Tamtego dnia, jak zwykle, zbierał się na trening i był z tego powodu bardzo zadowolony. Raz, bo uwielbiał pływać, dwa – wiedział, że go spotka. Co prawda prawie nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale to nawet nie było istotne. Ważne, że ktoś taki istniał i poprawiał mu samopoczucie. Wszedł na pływalnie, szukając Naruto wzrokiem, ale go nie znalazł. Chcąc nie chcąc, wskoczył do wody i przepłynął kilka długości basenu, ale czegoś obok brakowało. A raczej kogoś... Naruto pojawił się dopiero pół godziny później, przepraszając trenera i obdarzając go swoim rozbrajającym uśmiechem. Już wtedy dostrzegł, że coś jest nie tak. To znaczy, dla niego nie tak. Naruto w ogóle nie zwracał na nic uwagi, nie chciał się ścigać. Patrzył tylko mało przytomnym wzrokiem na grupkę dziewczyn i jakoś dziwnie się uśmiechał. Sasuke, zły jak diabli, że coś takiego go rozprasza, przegrał właśnie wyścig z Nejim i miał dość. Koniec treningu przyjął z ulgą. Powlókł się pod prysznic, a potem do szatni. Naruto już nie było, musiał się chyba bardzo spieszyć, bo zostawił zapasową koszulkę. Na pewno była jego, nikt innych nie nosił pomarańczowych rzeczy.  Podniósł ją, przez chwilę zastanawiając się, co z nią zrobić, w końcu zabrał, mając zamiar oddać na następnych zajęciach. Poszedł na parking i wsiadł za kierownicę swojej Hondy, rzucając wcześniej torbę na siedzenie pasażera. Wycofywał, spoglądając w lusterko, gdy nagle coś przykuło jego wzrok. Zobaczył Naruto i Sakurę – szli, trzymając się za ręce. On pochylał się, szepcząc jej coś do ucha, a ona chichotała. Gwałtownie wcisnął hamulec. Omal nie uderzył w inne auto…
– Sasuke! – rozległ się krzyk trenera. Wyrwany z zadumy, rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszyscy spoglądali w jego stronę. – Trzeci raz do ciebie mówię, co z tobą? – Kakashi wyglądał na zirytowanego.
– Panie trenerze, on zakochany – roześmiał się Kiba, nie patrząc jednak przezornie w stronę chłopaka, jakby bał się jego wzroku, wieszczącego zapewne rychłą śmierć.
Sasuke spojrzał wściekły na chowającego się Kibę, zaraz jednak przeniósł wzrok na siedzącego obok Naruto. Niebieskie oczy wpatrywały się w niego, a mina wyrażała triumf, jednak coś było nie tak. Nie był to już ten rodzaj satysfakcji, co kiedyś, gdy go pokonał w wyścigu. Wtedy spojrzenie było przekorne, radosne i jakieś takie ciepłe. Teraz ironiczne i jakby lekko… smutne?
– Tak więc, jeżeli pan Uchiha zechce, mimo rozterek sercowych, dołączyć do grona moich słuchaczy, będę wdzięczny – Kakashi kontynuował, nie mogąc sobie jednak odmówić złośliwego komentarza.
– Jasne – rzucił, usilnie starając się ignorować innych.
– Dobra, mam dwie informacje. Jedną dobrą, a drugą jeszcze lepszą. Od dzisiaj do grona trenerów dołącza mój kolega, Maito Gai. – Wskazał ręką w kierunku drzwi.
Wszyscy spojrzeli na wchodzącego mężczyznę. Był on zjawiskiem, dosłownie zjawiskiem, niezwykłym. Zielony, bardzo obcisły kostium, czarne włosy obcięte „od garnka” i niesamowicie gęste brwi. Wyglądał jak skrzyżowanie płaza z kosmitą. Wyrazy niedowierzania na twarzach mieszały się z tłumioną chęcią wybuchnięcia śmiechem. Nowy trener podszedł do Kakashiego i klepnął go w plecy tak, że mężczyzna zarył nosem w podkładkę do notowania.
– Hatake, więc znów się spotykamy. – Gai uniósł kciuk w geście „jest dobrze”.
– Ehh, no tak – Kakashi westchnął i spojrzał na kolegę wzrokiem mówiącym „i po co mi to było”.
– A to moi studenci? – Gai ogarnął wzrokiem osłupiałe towarzystwo. – Na pewno jest w was tyle energii, jesteście tacy młodzi – zawołał entuzjastycznie, ukazując w uśmiechu wszystkie zęby.
Studenci spojrzeli po sobie z dziwnymi uśmieszkami, tylko jedna osoba uznała za stosowne coś odpowiedzieć:
– Tak jest, trenerze. Wiosna, młodość! – To Rock Lee – chłopak, o dziwo, trochę przypominający z wyglądu nowego nauczyciela – wstał, najwyraźniej zafascynowany ekscentrycznym osobnikiem.
– Jest jesień, kretynie – mruknął pod nosem Kiba, na co Naruto i Shikamaru parsknęli śmiechem.
– Oto postawa godna podziwu. – Gai puścił oko i poklepał z aprobatą Lee po głowie.
Chichoty przeszły już w głośny śmiech.
– A druga wiadomość? – zawołał ktoś, mający chyba dość przedstawienia.
Kakashi pokiwał głową.
– W tym roku student z najlepszymi wynikami w swojej dyscyplinie sportowej, otrzyma wysokie stypendium – ogłosił.
Wszyscy momentalnie ucichli. Naruto wpatrywał się w trenera, jego serce mocniej zabiło.

– Dobra rzecz, to stypendium – stwierdził Kiba, kiedy wychodzili z pływalni na świeże powietrze.
Cała uczelnia składała się z kompleksu kilku obiektów. Był budynek główny, w którym mieli wykłady, obok znajdowała się ogromna hala sportowa, a naprzeciwko hali – właśnie pływalnia. Wszystko tutaj sprawiało wrażenie nowoczesnego, choć nie powinno to dziwić, gdyż była to jedna z najlepszych akademii.
– No raczej. – Shikamaru włożył ręce do kieszeni spodni. – Pewnie zacznie się wyścig szczurów. Jakie to kłopotliwe – westchnął i spojrzał w chmury. Zanosiło się na deszcz.
– Ale chłopie, taka kasa. – Kiba rozmarzył się. – Balowałbym codziennie. A ty, Naruto? – Zerknął na przyjaciela.
Naruto szedł w milczeniu. Stypendium rozwiązałoby jego problemy finansowe. Nie musiałby się już martwić, jak poradzi sobie przez kolejne lata. Miał szanse, duże szanse. Osiągał naprawdę dobre rezultaty, prawie tak dobre, jak Sasuke. Ale z nim nie pójdzie łatwo. Zacisnął pięści.
– Naruto? – Kiba pomachał mu ręką przed nosem.
– Tak, jasne – odpowiedział. wyrwany z zamyślenia, choć nie słyszał nawet pytania.
– Dobra, jutro pogadamy. – Shikamaru pożegnał się z Naruto i pociągnął nadal bujającego w obłokach Kibę za sobą. Obaj mieszkali w akademiku przy uczelni, więc zwykle tu się rozstawali.
– Do jutra. – Naruto poprawił plecak na ramieniu i podszedł do miejsca, gdzie zwykle zostawiał swój czarno–pomarańczowy rower. Jeździł nim do szkoły zawsze, gdy pogoda na to pozwalała. Ze środków komunikacji miejskiej korzystał tylko w razie konieczności. Odpiął zabezpieczenie, wsiadł na siodełko i przejechał przez parking przed budynkiem uczelni. Coś było nie tak.
– Cholera – zaklął pod nosem. Zsiadł i przyjrzał się uważnie oponom. W każdym z kół brakowało powietrza. Jakoś podejrzanie szybko zeszło… Oparł rower o ścianę budynku, dobrze, że woził ze sobą pompkę. Nie zdążył jednak nic zrobić, gdy poczuł gwałtowne szarpnięcie.
– I co teraz? – Na wprost jego twarzy błyszczały groźnie czarne oczy. To Sasuke trzymał go za nadgarstki, przyciskając całym ciałem do muru.
– Co ty robisz, do cholery. – Próbował się wyszarpnąć, ale bez powodzenia. Sasuke trzymał naprawdę mocno.
– Już nie jest ci tak wesoło jak wcześniej? – syknął mu do ucha. – Zrobiłeś ze mnie geja przed całą szkołą.
– Jak ktoś zobaczy, co robisz w tym momencie, to raczej szybko nie uwierzy, że jest inaczej – Naruto ponowił próbę wyrwania się. Niebieskie oczy pociemniały z gniewu. To do nich nie pasowało. Sasuke chciał, żeby były jak kiedyś: jasne, błyszczące, wesołe. Ale od tamtego incydentu, rywal nie spojrzał już tak na niego.
– Bawisz się moim kosztem? – spytał trochę innym tonem.
– Tak, jak ty zabawiłeś się kiedyś moim – odparł Naruto.
Sasuke w tym momencie miał ochotę go uderzyć, jednak coś go przed tym hamowało.
– Jesteś głupi – szepnął, pochylając się niebezpiecznie blisko jego twarzy, a po chwili rozluźnił uścisk. – Głupi i ślepy – dodał i puszczając nadgarstki, ruszył w kierunku swojego samochodu.

Sasuke siedział na łóżku, patrząc nieobecnym wzrokiem w okno. Był zły na siebie, bo okazał słabość. Nie sądził, że Naruto zemści się po tak długim czasie i to jeszcze w taki sposób. Gdyby tylko wiedział…
– Niech to szlag – przeklął i wstał gwałtownie z łóżka, zrzucając przy okazji jakąś poduszkę na podłogę. To zaburzyło porządek panujący w pokoju o białych ścianach. Sasuke nigdy nie chciał innego koloru. Lubił, gdy biel kontrastowała z grafitowymi meblami oraz granatową kapą na posłaniu i dywanikiem tej samej barwy. Podniósł poduszkę i rzucając ją z powrotem na jej miejsce, skierował się do łazienki tuż obok pokoju. Miał ochotę na ciepły prysznic, woda zawsze go uspokajała, gdy był zdenerwowany. Może dlatego tak kochał pływanie? Odkręcił kurek i poczuł, jak kropelki wody spływają po ciele, jednak cholerne obrazy w głowie nie znikały. Miał wrażenie, że tym razem to chyba nie pomoże.

Chwilę później zawinął ręcznik wokół bioder i wrócił do pokoju. Otworzył szafę, szukając czystego ubrania. Jego wzrok przykuł pomarańczowy materiał – koszulka Naruto. Nigdy mu jej nie oddał, już nawet nie pamiętał, dlaczego. Może zapomniał, a może nie miał okazji. Tamtego dnia, gdy ich zobaczył, siedział długo w samochodzie. Nie wiedział, dlaczego tak dziwnie zareagował. Znał tę dziewczynę, od dłuższego czasu podrywała go na każdy możliwy sposób. Najpierw przez liściki i znajomych, a potem już otwarcie. Umówił się z nią kiedyś dla świętego spokoju, ale pożałował tego bardzo szybko. Zachowywała się, jakby co najmniej zaproponował jej małżeństwo. A teraz szła za rękę z jego rywalem i się do niego kleiła. Sasuke trudno było uwierzyć, że tak nagle zmieniła obiekt uczuć. Kilka dni później przekonał się, że jego przypuszczenia były słuszne. Sakura chodziła z Naruto, a w międzyczasie dalej próbowała poderwać jego. Najwyraźniej swój obecny związek traktowała jak przejściową zabawę. Nie chciał się wtrącać, zresztą Naruto i tak by mu nie uwierzył, jednak sytuacja robiła się coraz bardziej absurdalna. Z tygodnia na tydzień on wyglądał na coraz bardziej zakochanego, a Sakura na coraz bardziej zdesperowaną, by mieć Sasuke. Nie planował tego, nie chciał, żeby tak wyszło. Miał zamiar tylko z nią pogadać, ale ona od początku mylnie interpretowała jego zamiary. Na końcu korytarza zamajaczyła pomarańczowa koszulka. Wtedy podjął decyzję. Objął dziewczynę i ją pocałował. Spojrzał na Naruto, chłopak stał zszokowany. Uciekł, a Sasuke postarał się, by Sakura za nim nie pobiegła. Dał jej fałszywą nadzieję, że będą razem. Dwa dni później powiedział wprost, co o niej myśli. Osiągnął cel. Naruto przekonał się, jaka jego dziewczyna była naprawdę. Jednak niebieskie oczy już nigdy nie spojrzały na niego tak jak dawniej.