30 września 2016

Rywale - rozdział 42

No i powoli Rywale zbliżają się do końca. Kiedy napisałam, że zamierzam skończyć ten ff, to był tylko zamiar. Teraz to jest już pewne:)
Dzięki Sasame za czas poświęcony na czytanie tego wszystkiego na bieżąco, motywowanie mnie, sprawdzanie i podsyłanie pomysłów czy inspiracji. Gdyby nie Ty, z tym rozdziałem nadal byłabym w lesie.
Scena yaoi. Miłej zabawy.

______________________________________________


Natuto wsiadł do czerwonej terenówki Itachiego, dopiero teraz dostrzegając na przednim siedzeniu Sakurę. Mruknął tylko „cześć” i przesunął się na miejsce za fotelem kierowcy. Dziewczyna odpowiedziała, nie odwracając nawet głowy, widać było, że ma nienajlepszy humor. No to jest nas dwoje – pomyślał Naruto.
Itachi spojrzał na zegarek, było już wpół do dwunastej.
– Słuchajcie, przepraszam was, ale musimy po drodze podjechać do firmy, jak nie dostarczę dokumentów przed południem, urwą mi głowę – poinformował i błyskawicznie zapiął pas. Po chwili wyjechał z parkingu i skręcił w stronę centrum miasta.
Naruto oparł głowę o szybę, obserwując szybko zmieniający się widok za oknem. Im więcej myślał o sytuacji, w której się w tym momencie znajdował, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to wszystko w ogóle nie ma sensu. Itachi może i chciał pomóc, ale chcieć to wcale nie znaczy móc. Przymknął oczy. Dlaczego Sasuke musiał być tak uparty. Tyle razy go przepraszał, czy on nie miał w sobie za grosz wyrozumiałości? To był tylko głupi pocałunek. Nawet Itachi powiedział, że to przecież nie koniec świata. Nie mógł po prostu schować tej swojej cholernej dumy do kieszeni i z nim po prostu porozmawiać?
– Co tam mruczysz? – zapytał Itachi, wjeżdżając na teren firmy. Zaparkował, wyłączył silnik i odwrócił się, patrząc na swojego pasażera.
– Że to nie ma żadnego sensu. – Naruto wzruszył ramionami.
– A co według ciebie ma sens? To, jak się teraz zachowujecie?
– Bez Sasuke nic nie ma sensu… – mruknął ledwo słyszalnie, ale Itachi już zabrał dokumenty i zostawił go w samochodzie z Sakurą. Sakurą, która teraz ledwo się hamowała, zaciskając ręce w pięści. W końcu nie wytrzymała  i wrzasnęła tak, że aż musiał zatkać sobie uszy.
– Naruto! Jesteś totalnym kretynem! – Odwróciła głowę w jego stronę. – Przysięgam, że zaraz ci przyłożę.
Chłopak zamrugał zdziwiony. Z Sakurą nie byli obecnie w najlepszych relacjach i starali się raczej nawzajem unikać, więc ten jej wybuch w jego stronę był dość zaskakujący. Chociaż… Jakby się tak zastanowić, to pierwszy raz miał do czynienia z kobietą w ciąży. Słyszał, że mają wtedy huśtawki nastroju czy coś.
– Czy ty i Sasuke jesteście jakimś cholernym pępkiem świata? Nic nie słyszę od kilku dni od Itachiego, tylko Sasuke i Naruto, Naruto i Sasuke. Wysłuchałam całej tej historii już ze sto razy i naprawdę mam tego po dziurki w nosie – jęknęła i opuściła ramiona. Po chwili odpięła pas i wysiadła z samochodu, żeby zaraz zająć miejsce z tyłu obok Naruto.
– A tak w ogóle, to chciałam cię przeprosić za tamto. No wiesz… – Ton jej głosu diametralnie się zmienił. Więc jednak miałem rację, huśtawki nastroju – pomyślał. – Już dawno chciałam to zrobić, ale  jakoś tak nie wyszło. – Spojrzała na niego przepraszającym wzrokiem.
– Sakura… – Otworzył usta ze zdziwienia, no tego to się kompletnie nie spodziewał.
– Wiem, że najprawdopodobniej mi nie uwierzysz, ale ja cię naprawdę lubiłam. Tylko że Sasuke był wtedy jakąś moją obsesją. Myślałam, że może jak będę z tobą, to mi to przejdzie. Ale nie przeszło. Dopiero Itachi…
– Sakura, ja naprawdę nie wiem, czy chcę tego słuchać. – Naruto odwrócił głowę w stronę szyby i zaczął kontemplować widok za oknem. Widok, na który składały się konkretnie dwa kontenery na śmieci i sterta jakichś kartonów.
– Naruto… – Dziewczyna przysunęła się bliżej i łapiąc za rękawy kurtki, zmusiła go, żeby na nią spojrzał. – Wiem, że cię zdradziłam i naprawdę bardzo tego żałuję. Żałowałam już wtedy, ale było mi tak głupio, a ty już nie chciałeś mnie znać.
– Wiesz… – Naruto uśmiechnął się na wpół smutno, na wpół ironicznie. – W sumie, to nawet jesteśmy do siebie podobni. Ja też przecież kogoś zdradziłem – stwierdził pesymistycznym tonem.
– To nie to samo. W końcu, nie przebierając w słowach, byłeś nieźle narąbany. Z tego co mówił Itachi, a jak już wspominałam, mówił o tym przez cały czas, Sasuke też ma się nie najlepiej. Zastanów się, jak możesz to wszystko naprawić.
– A jak myślisz, co ja niby robię od dobrych dwóch tygodni? Ale to Sasuke. On jak sobie coś wmówi, to… A niech to! – Założył ręce za głowę i wlepił wzrok w zagłówek przed nim.
– Tak, to Sasuke – zgodziła się Sakura. – Choć Itachi też potrafi był bardzo uparty w niektórych kwestiach. Cała rodzina uparciuchów. Ale mają coś, co nas do nich ciągnie – uśmiechnęła się z sentymentem.
– Cóż, w końcu są Uchihami, a my tylko ludźmi .– Naruto zupełnie wbrew sobie podłapał temat i nawet zdobył się na żart. Zaczynał się powoli rozchmurzać, ale póki co, nie chciał tego  okazywać.
– Naruto… – Sakura dźgnęła go palcem po chwili milczenia. – Naruto… – Spróbowała jeszcze raz. – Naruto…
– No co? – Odwrócił głowę w jej stronę.
– Przepraszam.
– Eh, Sakura – pokręcił głową i lekko się uśmiechnął. – Niech ci będzie.
Chwycił podana mu na zgodę dłoń i uścisnął ją. A potem Sakura uściskała jego całego.
– Ale Itachi i tak jest o niebo lepszy od Sasuke. Taki facet zdarza się raz na milion – rozmarzyła się.
– Czy ja wam przypadkiem nie przeszkadzam? – Wyżej wspomniany Uchiha, który właśnie otworzył drzwi do samochodu, patrzył trochę zdezorientowany, w końcu ręka jego narzeczonej nadal leżała na ramieniu Naruto, ale po chwili się uśmiechnął.  – Więc się pogodziliście? – spytał retorycznie. – Jeden punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia odhaczony – stwierdził.
– Dłużej się nie dało? – burknęła Sakura i z powrotem zajęła swoje miejsce z przodu. – Od samego rana źle się czuję i mam mdłości, a to wszystko twoja wina! – Wskazała Itachiego palcem.
 – A co ja znowu takiego zrobiłem?
 – Wiesz, taka fasolka co we mnie rośnie, chyba pamiętasz, że miałeś w tym swój udział? – Spojrzała groźnie. – Poza tym mieliśmy jechać na zakupy, a od dobrej godziny siedzę w tym samochodzie!
Tak, to decydowanie była huśtawka emocjonalna! Naruto był tego pewien na sto procent. Nastrój Sakury zmieniał się jak w kalejdoskopie. Panna Haruno w ciąży była nieobliczalna jak tsunami, tajfun, trzęsienie ziemi i pożar w jednym.
– No już, już. Odstawimy tylko Naruto do mojego upartego jak osioł brata i pojedziemy, gdzie tylko będziesz chciała. Dobrze? No nie gniewaj się już na mnie, pamiętaj, że jestem jeden na milion – zażartował.
– Że co niby?
– Sama tak powiedziałaś, słyszałem. – Itachi wydawał się być bardzo z siebie zadowolony. Sakura próbowała zaprzeczyć, ale zatkał jej usta pocałunkiem. – Kocham cię, przecież wiesz.
Dziewczyna rozchmurzyła się.
– Ja też cię kocham.
– A ja wysiadam! – Naruto skrzywił się i odpiął pas. – Jak jeszcze przez chwilę posłucham tego waszego słodzenia, to się nabawię cukrzycy – mruknął i zamierzał otworzyć drzwi, ale  Itachi wykazał się refleksem i zdążył je zablokował. – Ej, no co robisz? Wypuść mnie!
– Nie. – Ton Itachiego był zdecydowany. – Ty jedziesz do Sasuke. Dowlokę cię tam nawet siłą jak trzeba będzie.
– Czy to jest jakaś próba ubezwłasnowolnienia mnie? – burknął obrażony Naruto, ale w końcu machnął ręką i dał za wygraną. – A zresztą, rób co chcesz.

Wszedł z Itachim do rezydencji, ale gdy tylko stanął przy wejściu na górę, nagle zawahał się i zawrócił. Co on sobie wyobrażał? Że Sasuke, kiedy zobaczy go we własnym pokoju, nagle nabierze ochoty na wysłuchiwanie tych żałosnych tłumaczeń? Nie ma mowy.
 – O nie, nie, nie, mój drogi. – Itachi zgarnął go ramieniem i z powrotem skierował w stronę schodów. – Wiem, że Sasuke jest trudny, ale jestem pewien, że sobie z nim poradzisz. Walcz o swoje.
– A myślisz, że nie próbowałem?
– Widocznie za mało się starałeś. To jak, wejdziesz sam, czy mam cię tam zanieść? – Itachi położył mu rękę na plecach i popchnął nieznacznie do przodu. Groźba zabrzmiała niezwykle realnie, więc ostatecznie Naruto uznał, że raz kozie śmierć. W końcu, co takiego może mu zrobić Sasuke poza kolejnym odrzuceniem? W najgorszym wypadku wykopie go z pokoju, a jak to nie poskutkuje, to sam wyjdzie, kompletnie go ignorując. Na rozwiązanie typu dostać w pysk i się pogodzić raczej nie liczył.
Itachi zapukał i na krótkie „czego chcesz” z wnętrza pokoju, po prostu złapał za klamkę, otworzył drzwi i bezceremonialnie wepchnął do środka Naruto. Po tym najzwyczajniej w świecie wyciągnął z zamka klucz, wyszedł i  zamknął drzwi z drugiej strony.
Tego Naruto się nie spodziewał. Nie sadził, że Itachi zafunduje mu rozwiązania rodem z telenoweli albo powieści dla nastolatek – bo zamknięcie go w pokoju z byłym chłopakiem w celu ich pogodzenia właśnie tak wyglądało. Spojrzał na Sasuke, leżał na łóżku oparty o poduszki z słuchawkami na uszach i nie zwracał na niego uwagi. Po długiej chwili milczenia i bezruchu w końcu jednak podniósł się i podszedł w stronę drzwi, po prostu go mijając. Nacisnął klamkę, chciał się chyba przekonać, czy Itachi faktycznie ich zamknął. Mruknął pod nosem coś, co brzmiało jak „idiota” i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Naruto nie miał pojęcia, co robić. „Walcz o swoje”. Ale jak walczyć o kogoś, kto w tak perfidny sposób cię olewa. To było naprawdę najgorsze z możliwych rozwiązań. Sasuke nie odezwał się do niego ani słowem. Dlaczego po prostu go nie zwyzywa za… za cokolwiek. Za to, że zrobił mu świństwo, że jest kretynem, który najwyraźniej nie potrafi pić z umiarem, że zakłóca mu spokój w jego perfekcyjnie uporządkowanym pokoju, gdzie każda rzecz miała swoje stałe miejsce, a na dywaniku nie dało się dostrzec żadnego paprocha, a nawet za to, że wczoraj padał deszcz. Każda kłótnia, nawet ta najbardziej burzliwa, to, jakby nie było – rozmowa.
– Sasuke… – Naruto uznał, że musi w końcu coś zrobić, podszedł i zdjął mu z głowy słuchawki. – Możesz w końcu ze mną porozmawiać? To był tylko jeden, jedyny i w dodatku niechciany pocałunek. Byłem pijany. Nic więcej nie zrobiłem. To Kiba i Sai zawlekli mnie do pokoju Hinaty, rozebrali i zostawili w jej łóżku.
– Sai? – Sasuke wbrew sobie w końcu zareagował na obecność swojego byłego chłopaka. Przypomniała mu się scena nad basenem, gdzie Sai mówił o malowaniu aktu Naruto. No tak, musiał mieć niezłe widoki, kiedy pozbawiał go garderoby. Co za gnojek.
– Zrobili to dla żartu. – Naruto usiadł na łóżku zachęcony jakąkolwiek reakcją. Rozmową tego nazwać raczej nie można było, ale lepsze to niż nic. – To był jeden głupi pocałunek, którego nawet nie pamiętam, bo byłem prawie nieprzytomny.
– Rozumiem, że gdybym to ja się wtedy upił i przelizał jakąś dziewczynę, byłbyś z tego powodu przeszczęśliwy?
– Wiesz, że nie. Ale uwierz, to nie miało dla mnie żadnego znaczenia. – Przysunął się bliżej. Sasuke patrzył na niego tymi swoimi czarnymi oczami, których widok zawsze przyprawiał go o przyjemne dreszcze. Pamiętał ich pierwszy prawdziwy pocałunek w akademiku, czuł się wtedy jak zahipnotyzowany. To było niesamowite przeżycie, jakby cały świat stanął do góry nogami. A teraz znowu siedział tak blisko, miał tę twarz na wyciągnięcie ręki, gdyby tylko przysunął się jeszcze odrobinę, mógłby znów go pocałować. Skoro słowa nie działają, to może warto przejść do czynów? W końcu, jak mówił Itachi, trzeba walczyć o swoje. To był impuls, musiał zaryzykować, więc po prostu pochylił się i delikatnie pocałował swojego byłego chłopaka. Przyjemne ciepło rozpłynęło się po jego wnętrzu, znał dobrze smak tych ust. Tak strasznie mu ich brakowało. Sasuke przymknął oczy, jemu też sprawiło to przyjemność, ale chwilę później lekko się podniósł, jakby chciał go odepchnąć.
– Nie, proszę cię – Naruto nie miał zamiaru ma na to pozwolić – proszę… cię. – Pogłębił pocałunek. – Bez ciebie nic nie ma sensu. Bez ciebie nie potrafię normalnie funkcjonować. Bez ciebie… – jęknął, gdy chłopak położył mu rękę na karku, przyciągnął do siebie i oddał pocałunek. Naruto wplótł palce w jego czarne, miękkie włosy i napawał się tą chwilą, o której myślał, że już nigdy nie nadejdzie. Sasuke przerwał pocałunek dopiero po kilku minutach. Odchylił się nieznacznie, patrząc spod przymkniętych powiek, jakby analizował sytuację i rozważał argumenty za i przeciw. Naruto wykorzystał okazję i musnął ustami zagłębienie jego szyi, jedno z najwrażliwszych miejsc, o których wiedział tylko on. Sasuke westchnął, chwycił go mocniej i wciągnął na łóżko, przewracając jednocześnie na plecy. Teraz to on się pochylał, a jego czarne oczy wpatrywały się uważnie w twarz Naruto.
– To był pierwszy i ostatni taki wyskok, rozumiemy się? Jeszcze raz tak zrobisz, a własnoręcznie cię wykastruję – powiedział niskim, drażniącym zmysły głosem. Naruto nie mógł oderwać od niego wzroku. Twarz delikatnie zarumieniona, włosy w nieładzie, nabrzmiałe już nieco usta… Cholera, jak to możliwe, że on w ogóle istnieje?! – I wierz mi, nie będę tracił czasu na rozważanie, czy byłeś trzeźwy, podpity, ciut pijany czy kompletnie nawalony – Sasuke kontynuował, nieświadomy tego, że jego chłopak przegapiłby obecnie nawet wybuch bomby atomowej.
– U...hm – mruknął niezbyt inteligentnie i nie mogąc się powstrzymać, spróbował usiąść i ponowić przerwane czynności. Zaplótł chłopakowi ręce na szyi i przyciągnął do siebie. Nie mógł dłużej czekać, pragnął jego ust, jego gorącego oddechu na swoich wargach, jego ramion dookoła własnych… Zjechał rękami niżej i zaczął przesuwać nimi po twardych, wyrzeźbionych plecach. Sasuke, nie przerywając pocałunku, poprawił sobie pozycję, teraz siedział na biodrach Naruto. Otarł się o nie, na co z gardła chłopaka wydobył się jęk. Powtórzył to raz, potem drugi, z zadowoleniem obserwując reakcję na jego twarzy.
– Czego pragniesz, Naruto? – szepnął mu do ucha i ugryzł lekko.
– Ciebie. – W niebieskich, lekko zamglonych oczach czaiło się niekłamane pożądanie.
Sasuke, pozbawiając uprzednio ich obu koszulek, zjechał ustami niżej, najpierw na szyję, bawiąc się językiem, potem na obojczyk, tors… Drażnił się z nim tak długo, że w końcu Naruto poruszył się sugestywnie, dając tym samym do zrozumienia, że nie chce już czekać. Ale Sasuke  nigdzie się nie spieszył, celowo prowokował chłopaka, słuchając jego westchnień z zadowoloną miną.
– Zaczynasz płonąć – wyszeptał mu prosto w usta, znów lekko się unosząc i ocierając o jego erekcję. Tak naprawdę obaj byli niesamowicie pobudzeni, sam miał już problemy z kontrolą, ale chciał doprowadzić Naruto do granic wytrzymałości. Znów leniwie zjechał ustami w dół, błądząc językiem po wszystkich wrażliwych miejscach. Powoli rozpiął rozporek i zsunął z Naruto spodnie, a zaraz potem bokserki. Przejechał językiem wzdłuż jego męskości i lekko się odsunął.
– Uhh… – Chłopak chwycił go za włosy, próbując przybliżyć jego głowę, ale nie pozwolił mu na to. Nie miał zamiaru sprawić, żeby tak szybko doszedł. Ponowił akcję raz, drugi, trzeci, jednak za każdym razem wycofywał się. Naruto wił się, w niewybrednych słowach wyrzucając mu, kim jest, skoro się tak znęca, ale reagował tylko złośliwym uśmieszkiem. Czwartego razu chłopak już nie wytrzymał. Zdeterminowany zalewającymi go falami pożądania, przez które nie był już się w stanie kontrolować, chwycił ręką swojego własnego penisa i zaczął przesuwać w górę i w dół.
Sasuke poczuł nagłe uderzenie gorąca. Co on robi? Co on wyprawia? W jednej chwili jego krew zaczęła szybciej krążyć, a twarz dosłownie go paliła. Otworzył szeroko oczy. To było…
– O kurwa – wydyszał ciężko. Patrzył oniemiały na dłoń swojego chłopaka, który w tym momencie zabawiał się sam ze sobą i mruczał cicho, obserwując go spod półprzymkniętych powiek. Sasuke też już dosłownie płonął, nie mogąc oderwać oczu od tego widoku. To był jakiś obłęd. Ogień zalewał dosłownie każdy centymetr jego ciała. Patrzył i patrzył, i słuchał pomruków przyjemności, i czuł, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to eksploduje. – Masz przejebane, Naruto.
Błyskawicznie pozbył się własnych spodni i bielizny, po czym chwycił chłopaka obiema rękami i wszedł w niego bez ostrzeżenia.
Krzyk bólu odbił się echem od ścian, a Naruto szarpnął się i zacisnął z całej siły ręce na granatowej narzucie łóżka. Dosłownie go zamroczyło.
– Co ty do cholery robisz?  – wymamrotał słabo i spróbował się wyrwać, ale Sasuke trzymał go mocno. Już teraz ból był nie do opisania, a widział, że chłopak resztkami sił i woli powstrzymuje się przed tym, żeby nie zacząć się w nim poruszać. Dyszał ciężko, a czarne oczy płonęły jakąś dziką żądzą. Nigdy wcześniej nie widział go w takim stanie.
– Wybacz, ale już dłużej nie dam rady. – Sasuke poruszył się. Najpierw wolno i ostrożnie, potem coraz szybciej, aż w końcu, nie reagując na krzyki, prośby ani nawet groźby, zaczął wbijać się z całej siły. Naprawdę nie chciał sprawiać Naruto bólu, po prostu nie panował już nad sobą. Tamten widok wyzwolił w nim takie pokłady pożądania, o jakie w życiu by siebie nie podejrzewał. Chłopak próbował go zrzucić z siebie kilka razy, ale nie pozwolił mu na to, przyciskając całym swoim ciężarem ciała do łózka. Po pewnym czasie Naruto skapitulował i chyba nawet zaczął odczuwać jakąś przyjemność, bo Sasuke zarejestrował, że coś gorącego rozlewa się między ich ciałami. Było mu tak cholernie dobrze, że chwilami tracił świadomość. Kiedy osiągnął szczyt, orgazm był tak silny, iż miał wrażenie, że zaraz straci przytomność.  Spojrzał zamglonymi oczami na Naruto i padł bezwładnie, nie mogąc nawet się ruszyć.

– Dobrze się bawiłeś? – Naruto brutalnie zepchnął go z łóżka. Podniósł się i spojrzał na swój brzuch i granatową kapę pod sobą. Wszystko było umazane białą, kleistą substancją. –­ Ty… ty jesteś jakimś sadystą.
Sasuke dopiero po chwili wstał z podłogi i chwytając pierwszą lepszą część garderoby, wytarł siebie i Naruto z resztek spermy.
– No jeszcze czego! – Chłopak dopiero teraz dostrzegł, że za ręcznik posłużyła jego własna koszulka.
– Naruto… – Sasuke usiadł obok niego na łóżku. Nadal był zgrzany i miał przyśpieszony oddech, ale twarz, mimo że ciągle zaczerwieniona, wyrażała względne opanowanie, a w spojrzeniu nie było już ani śladu tej niepohamowanej żądzy. Przybliżył twarz i pocałował delikatnie swojego, wciąż obrażonego chłopaka. – Przepraszam, nie chciałem, żeby tak wyszło. Ja po prostu… odleciałem.
– Taa, zdążyłem zauważyć. Następnym razem proponuję zamianę. Potraktuję cię tak samo, żebyś zobaczył, co to znaczy ból. Co ty na to? – burknął Naruto i odwrócił się do niego plecami.
Sasuke objął go ramionami i przesunął nosem wzdłuż linii karku.  
– Jakoś ci to wynagrodzę, obiecuję. – Pociągnął ich obu na poduszki. Przysunął się najbliżej, jak mógł i wsłuchał w oddech.
Naruto wydawał się już uspokajać. W normalnych okolicznościach autentycznie przywaliłby Sasuke w szczękę za coś takiego i oświadczył, że odtąd jedyny seks, jaki będzie mógł sobie uprawiać, to sam ze sobą w łazience. Ale dzisiaj… Mimo całej tej sytuacji, którą poniekąd sam sprowokował, bo obserwował przecież reakcję Sasuke na swoją małą zabawę, był szczęśliwy, że już jest między nimi dobrze. Tak bardzo za nim tęsknił. Te dni, gdy myślał, że stracił go na zawsze, były koszmarem. A teraz nadeszła upragniona rzeczywistość. Wyciągnął rękę i uszczypnął się kilka razy dla potwierdzenia. Tak, to na pewno była rzeczywistość.

Musiał zasnąć na dobrych kilka godzin, bo kiedy się obudził było już ciemno, a on sam leżał przykryty miękkim polarowym kocem, którego wcześniej tu nie było. Obok spał Sasuke, ale kiedy tylko się poruszył, otworzył oczy. Dopiero teraz zerknął na budzik – dochodziła siedemnasta.
– Itachi jeszcze nie wrócił? – Naruto wstał z łóżka i zapalił światło. Wszystko go bolało. – Bo nie wiem jak ty, ale ja musze do łazienki. – Wziął z podłogi swoje bokserki i spodnie, i wciągnął je na siebie.
Sasuke, który leżał całkowicie już ubrany, też się podniósł. Podszedł do trójkątnej szafki z książkami i zdjął coś z najwyższej półki. – To idź. – Podał klucz z breloczkiem w kształcie wachlarza.
– Skąd to masz? Przecież twój brat zabrał, jak nas zamknął.
– Wiesz, chyba każdy normalny człowiek posiada coś takiego jak klucze zapasowe. Ty nie masz do swojego mieszkania? – Uniósł brwi pytająco. – Tak czy inaczej, ja już dawno wziąłem prysznic, a ciebie nie chciałem budzić.
Naruto stał i się gapił z otwartymi ustami.
– To znaczy, że wcale nie musiałeś tu ze mną być? Że od razu po wyjściu Itachiego mogłeś mnie stad wyrzucić? A jednak nic nie powiedziałeś i słuchałeś tych moich żałosnych tłumaczeń. Dlaczego? – Zamrugał zdumiony.
– Nie musiałem, ale… No bo tak. Przestań zadawać tyle pytań.
– Sasuke.... – Na twarzy Naruto zaczął pojawiać się uśmiech. –  Sasuke! – Rzucił się na niego i popchnął do tyłu.
– Nie, czekaj! Ta szafka jest… – w jednym momencie mebel, na który obaj wpadli, zachwiał się, a potem przechylił się na nich z cała zawartością –  …niestabilna.

Hanabi, którą wracający właśnie do domu Itachi zauważył przy drzwiach i zaprosił do środka, wyciągnęła rękę, w której trzymała płytę opatrzoną naklejką z napisem „projekt”.
– Już myślałam że nikogo nie ma. Tato dziękuje za pożyczenie – powiedziała i za chwile aż podskoczyła, bo z góry dobiegł najpierw czyjś krzyk, a potem jakiś rumor i głośny jęk. – Coś się chyba stało. – Zerknęła w stronę schodów prowadzących na górę.
– A, to nic. – Itachi machnął ręką. – To tylko Sasuke i Naruto.
– Czy oni się tam biją?
– No cóż, ekhm, można to tak nazwać. – Itachi uśmiechnął się zadowolony. – Tak czy inaczej, nie martw się, raczej nie zrobią sobie krzywdy.

Kiedy w końcu obaj zeszli do kuchni, Naruto nadal miał mokre włosy po prysznicu i pożyczoną koszulkę, bo jego własna z wiadomych powodów nie nadawała się do założenia.
- Jak cię tu po południu przywiozłem, byłeś trochę inaczej ubrany – Itachi uśmiechnął się. – Widzę, że mieliście udany dzień! – Mrugnął, bardzo z siebie zadowolony.
Sasuke tylko prychnął. Wstawił wodę na kawę i odwrócił się w kierunku szafek, żeby wyjąć z nich kubki. Itachi robił sobie właśnie kanapkę z szynką i pomidorem.
- Chcesz? – spytał Naruto. Ten dopiero uświadomił sobie, że dzisiaj praktycznie nic nie jadł poza śniadaniem. Jakby na potwierdzenie tych słów zaburczało mu w brzuchu.
- A dzięki, chętnie się poczęstuję.
Chwilę później Sasuke postawił przed nim kubek z kawą i usiadł obok.
- A właśnie, braciszku, wszystkie meble w twoim pokoju są do wymiany, czy tylko łóżko? – spytał Itachi, krojąc kolejnego pomidora.
Naruto zakrztusił się kanapką, a Sasuke wypluł upity właśnie łyk kawy.
- Jak już musisz wiedzieć, to szafka się zarwała – wyjaśnił, klepiąc swojego chłopaka po plecach, żeby się nie udusił.
Itachi tylko pokiwał głową, jakby przyjął to do wiadomości. Zjadł spokojnie kolację, wypił herbatę i stwierdził, że uda się do swojego pokoju. Jednak zanim wyszedł, obrócił się w stronę chłopaków z wyrazem udawanego szoku na twarzy.
- Robiliście to na szafce?!
Roześmiał się i uciekł do siebie, pokonując po dwa stopnie naraz.

28 września 2016

Chciałeś, to masz

Tekst staroć. Parodia. Ale zauważyłam, że nie mam go na blogu, a chce tu mieć wszystkie swoje teksty więc wklejam. 


Sasuke oparł ręce o drewnianą balustradę i spojrzał w dół. Strumyk płynął tak samo leniwie jak przed laty, zupełnie, jakby nic się nie zmieniło. Ten sam mostek, te same krzaczki przy brzegu, to samo bezchmurne niebo… Tylko czy on sam nie zrobił się aby odrobinę bardziej sentymentalny?
- Draniu – oświadczył uroczyście Naruto, przestępując z nogi na nogę i gniotąc coś w ręku. – To oficjalne ułaskawienie! – Rozprostował papier, niestety, tusz trochę się rozmazał i jedyne, co było widać, to jeden wielki kleks. – Zresztą, nieważne… - Wyrzucił urzędowy dokument do strumyka, który, jego zdaniem, coraz bardziej przypominał rynsztok. Cóż, tak bywa, gdy nie dba się o ekologię. A on sam był ostatnio zajęty dużo ważniejszymi i poważniejszymi sprawami, jak na przykład sprowadzenie stojącego tu i teraz Sasuke do wioski. Z tego całego zamieszania zaburczało mu w brzuchu.
- To znowu on? – Saske zaperzył się i odwrócił na pięcie, udając, że zgniłozielone żabki w rynsztoku… znaczy strumyku, zainteresowały go ponad wszelką miarę.
- Jaki on? – Naruto podrapał się po karku, robiąc niezbyt inteligentną minę.
- Ten rudy pchlarz – żąchnął się Sasuke, nadal, z uporem maniaka, przyglądając się lokalnej faunie.
- Kyuubi? Ej, nie mów tak o moim… – Naruto zawahał się, widząc skierowane natychmiast w jego kierunku uchihowe spojrzenie . No dobra, co prawda ostatnio relacje jego i lisa znacznie się poprawiły, i Sasuke dowiedział się o tym pocztą pantoflową, ale żeby od razu się o coś takiego wściekać?
- Przyjacielu? To chciałeś powiedzieć? – Sharingan aktywował się ułamku sekundy. – A to mi ciągle wmawiałeś, że jestem twoim przyjacielem. Sasuke to, Sasuke tamto, a tu proszę… Tylko kilka lat mnie nie było! Tylko kilka lat, zdrajco!
- Zwierzątku… - dokończył  niepewnie Naruto, wybierając już znoszenie skutków gniewu Kyuubiego nad furię Sasuke. Wiedział, że oberwie mu się za takie stwierdzenie i miał rację, bo chwilę później poczuł coś na kształt kłów wbijających się w żołądek. Ale naprawdę wolał to niż kolejny kilkuletni foch Sasuke. – To może pójdziemy na ramen? – zaproponował, choć żołądek, nadal atakowany przez szczęki lisa, podpowiadał zupełnie co innego.
- Ramen… - odrobinę udobruchany Sasuke zastanowił się na głos. – Nie, pójdziemy na spaghetti! – stwierdził w końcu nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Naruto jęknął w duchu. Miał uczulenie na pomidory. Ale czego się nie robi dla miłości…




23 września 2016

Rywale - rozdział 41

– Zerwali, zerwali… – mamrotał Kakashi, wzruszając ramionami. –  Mało to par zry... Zaraz! Jak to zerwali ze sobą!? – wrzaskiem zaakcentował ostatnie słowo tak, że zapewne było go słychać w całym obiekcie pływalni. Shikamaru westchnął i oparł podbródek na ręce. Było dokładnie tak, jak się tego spodziewał. – Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że oni… – Trener podszedł i mrużąc oczy, wskazał go palcem, sugerując, że jego student najzwyczajniej w świecie z niego kpi. Niestety, wzrok Shikamaru mówił mu, że wcale tak nie jest. – Jak to w ogóle możliwe? – usiadł i spojrzał na nich zdezorientowany.
– No tak się dzieje, gdy chłopak zakochuje się w chło….
– Czy ty masz mnie za kretyna?! Wiem, jak to działa – przerwał mu. – Ale Uchiha?! Nasz Uchiha? Naprawdę? – Po prostu nie był w stanie w to uwierzyć. Przecież ten chłopak miał w całej akademii reputację playboya, który uwiódł niejedną dziewczynę. Ile to już było plotek, których oczywiście starał się nie słuchać, jak na nauczyciela przystało, a które zawsze jakimś sposobem do niego docierały. Sasuke miał na koncie niejedno złamane serce, z czego ponoć nic sobie nie robił. – Nie, to chyba mi się śni. – Odchylił się na krześle tak, że omal uderzył głową w ścianę.
– Ja też dowiedziałem się dopiero kilka dni temu i byłem tak samo zaskoczony – postanowił się w końcu wtrącić Neji.
– To jest naprawdę jakaś katastrofa, ja zaraz oszaleję. – Kakashi wstał i zaczął przechadzać się po kantorku, wachlując się swoją nieodzowną podkładką do notowania. – Nie mogli zerwać po zawodach? – jęknął w końcu zrezygnowany.
– To było dość… okrutne – stwierdził Shikamaru. – W końcu to ludzie, a nie przedmioty, mają swoje uczucia.
– Uczucia? Jak ja im dam uczucia, to mnie popamiętają do końca życia! – warknął Kakashi. – Przez te ich uczucia są same problemy i to od początku roku akademickiego. Najpierw tak się potłukli, nie wiem, czy w imię miłości, czy w imię czego, że jeden drugiemu złamał rękę, a teraz to. Wy mnie wszyscy chcecie do grobu wpędzić – wymamrotał i wygonił ich z kanapy, samemu zamierzając się na niej położyć i zrobić sobie kompres. – Shikamaru, poprowadzisz trening do końca – mruknął i zdecydowanym ruchem ręki kazał im się wynosić.

Trening, od momentu, w którym Kakashi zamknął się w kantorku, przestał być treningiem. To była istna samowolka. Shikamaru co prawda próbował ogarnąć sytuację, ale w końcu machnął na wszystko ręką. Tym bardziej, że końca zostało co najwyżej piętnaście minut i już zaczynały przychodzić dziewczyny, które miały zajęcia zaraz po nich. Jedna z nich odłączyła się od dyskutującej o czymś grupki i podeszła do Naruto, który siedział na ostatnim słupku startowym.
– Posuń się – szturchnęła go łokciem i usiadła obok, zakładając nogę na nogę. Naruto musiał przyznać, że Ino była naprawdę atrakcyjna, co potwierdzał dodatkowo fakt, że wychodzący właśnie z wody Kiba omal nie dostał wytrzeszczu, kiedy ich zobaczył. Zawsze miał bzika na punkcie blondynek. Chwilę później dwie przechodzące dziewczyny rzuciły zazdrosne spojrzenie, tym razem skierowane na Ino, a jedna z nich puściła do niego oko.
– O co im chodzi? – spytał zdezorientowany.
– Och, jakby to powiedzieć, po prostu stałeś się ostatnio bardzo popularny. – Ino zaśmiała się i zaczęła związywać swoje długie jasne włosy w kok.
– Tak? A to niby dlaczego?
– No wiesz, jesteś przystojny, czasem zdarza ci się myśleć… Ała – jęknęła, gdy tym razem to Naruto szturchnął ją łokciem. – Przede wszystkim jednak, jesteś jedyną osobą, której udało się tak naprawdę wyrwać Uchihę – uśmiechnęła się, wskazując ręką na stojącego po drugiej stronie basenu Sasuke. – Musi w tobie być coś wyjątkowego, skoro nawet on dał się złapać.
– Ino, to… – Nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Przecież wyraźnie dał do zrozumienia na wykładzie, że nie są parą.
– Daj spokój  – machnęła ręką – i tak wiem. Tenten się wygadała, a informacje ma z pewnego źródła, od Nejiego. Wiem też, że już nie jesteście razem i wiem nawet dlaczego. Tak czy inaczej – oparła głowę na ręce i przekrzywiła lekko głowę – teraz, skoro jesteś wolny, a każdy wie, że umawiałeś się też z dziewczynami…
– Co? Ty chyba nie chcesz…
– Nie – roześmiała się tak głośno, że zwróciła na nich uwagę wszystkich dookoła. – Mam kogoś innego na oku.
– To o co ci właściwie chodzi?
– Eh, Naruto. – Ino znów spojrzała na niego, teraz już całkiem poważnie. – Widzisz, Sasuke zaszedł za skórę wielu dziewczynom. Co prawda jest najprzystojniejszym facetem na uczelni i większość nadal marzy o randce z nim, ale to nie zmienia faktu, że parę osób chciałoby mu dokopać. A już na pewno jedna – westchnęła. – Mam wrażenie, że ona go po prostu teraz nienawidzi i to z twojego powodu. – Chwyciła głowę Naruto i ukierunkowała tak, żeby popatrzył w określone miejsce.
– Hinata… – przełknął nerwowo ślinę. Dziewczyna siedziała w pewnym oddaleniu od swoich koleżanek, tak jakby zupełnie nie była zainteresowana rozmową. Wyglądała na przygnębioną. Naruto poczuł się okropnie. Tak, miał świadomość, że się nie popisał. Powinien był z nią porozmawiać od razu w poniedziałek po imprezie, tylko że wtedy sam nie miał pewności, co się tam właściwie stało, a na dodatek jeszcze Sasuke oświadczył mu, że z nimi koniec. Nie miał do tego wtedy głowy, poza tym było mu strasznie głupio. Zostawił Hinatę bez słowa wyjaśnienia na temat swojego zachowania, a ona była zbyt nieśmiała, żeby zapytać.
– Nie wiem, coś ty jej naobiecywał, ale kiedy dowiedziała się o tobie i o Sasuke, przeżyła szok. Próbowałyśmy z nią rozmawiać, ale nie chciała nic powiedzieć. Zamknęła się w sobie całkowicie, a na Uchihę reaguje bardzo nerwowo.
– Nic jej nie obiecywałem… chyba. – Naruto znów spróbował sobie cokolwiek przypomnieć, ale przebłyski świadomości z tamtej nocy nie składały się w żaden konkretny obraz.
– Chyba? Naruto, ty to jesteś głąb patentowany. Przecież ona cię kocha. Nie masz za grosz wyczucia. – Ino podniosła się z słupka, bo właśnie weszła Kurenai i przywołała wszystkie dziewczyny do siebie. – Zrób coś z tym, jak nie chcesz, żeby Hinata znienawidziła także ciebie – mruknęła i odeszła w stronę trenerki.
Naruto jeszcze raz spojrzał na Hinatę i westchnął. Tak, będzie musiał z nią porozmawiać. I zrobi to. Ale nie dzisiaj.

Sasuke poprawił sobie poduszkę i zerknął na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Leżał tak odkąd wrócił z uczelni, nie miał ochoty kompletnie na nic. Wiedział, że powinien się uczyć, bo niedługo mieli dość ważne kolokwium, ale nawet nie otworzył książki. Wcześniej zawsze uczył się razem z Naruto. Naruto… Obrócił się na drugi bok, a jego wzrok przykuł aparat leżący na nocnej szafce. Wziął go do ręki i zaczął przeglądać zdjęcia. Ostatnie były z imprezy Itachiego, więc cofał, aż doszedł do kadru, na którym zobaczył swojego byłego chłopaka – spał na fotelu w jego samochodzie.
– Eh, młotku. No i co ty najlepszego zrobiłeś – westchnął.
Pamiętał moment, kiedy zrobił mu to zdjęcie, to było jakieś dwa tygodnie temu, po powrocie z morderczego treningu Kakashiego. Zaczął przerzucać pozostałe fotografie. Mieli kilka wspólnych – w szatni, w akademiku, a nawet w tym pokoju. Zazwyczaj to Naruto bawił się aparatem, twierdził, że muszą mieć jakieś pamiątki ze swoich pierwszych miesięcy razem. Pierwszych miesięcy… Sasuke nie spodziewał się, że na tych pierwszych miesiącach się zakończy. Skoro w końcu zaangażował się w jakikolwiek związek, miał nadzieję, że ten po prostu będzie trwał. Zresztą, to wcale nie był jakikolwiek związek. To był związek z Naruto, a to zmieniało wszystko. Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślał, że mógłby go uwieść, zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić i mijać na uczelni, udając, że się nie znają. Naruto był ewenementem. A to, że był facetem? Swego czasu Sasuke dużo myślał o swojej orientacji i ostatecznie doszedł do wniosku, że gdyby jakikolwiek inny chłopak próbował się do niego zbliżyć w ten sposób, zbierałby swoje zęby z podłogi. Był pewien, że nie interesowali go mężczyźni. Interesował go po prostu Naruto.
– Sasuke? – Drzwi do pokoju otworzyły się i w przejściu pojawiła się głowa Itachiego.
– Nie – odpowiedział na niezadane jeszcze pytanie.
– Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać. – Itachi, mimo tak jawnej niechęci i braku zaproszenia, wszedł do pokoju. Jak zawsze panował tu idealny porządek, jedynym odstępstwem był sam Sasuke, który w żaden sposób nie przypominał w tym momencie ideału. Widać było, że nie najlepiej znosi rozstanie z Naruto.
– Nie możecie po prostu porozmawiać? Jesteście do cholery dorośli.
– Nie twoja sprawa. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego wchodzisz bez pukania. Czy w tym domu nie ma już nawet odrobiny prywatności? – mruknął Sasuke i wrócił do oglądania zdjęć, dając Itachiemu do zrozumienia, że kompletnie go ignoruje. Kadr, na którym się zatrzymał spowodował szybsze bicie serca. To była chyba jedyna fotografia, na której Naruto się nie uśmiechał, za to patrzył w taki sposób… Jego twarz, ten wyraz oczu… Sasuke widział już to spojrzenie, za każdym razem prowadziło do tego, że lądowali w łóżku i to bynajmniej nie po to, żeby spać. Kiedy on mu zrobił takie zdjęcie?!
– Nie lepiej patrzeć na żywo? – Przez to zamyślenie nawet nie zauważył, że Itachi podszedł i zerkał na wyświetlacz aparatu. – Sasuke, posłuchaj mnie – zaczął, zanim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć. – Ja rozumiem, wiem, co się stało, ale uważam, że powinniście się pogodzić. W końcu kto z nas nie zrobił czegoś głupiego po alkoholu?
– Na przykład ja? – Sasuke spojrzał jeszcze raz na zdjęcie i kliknął ikonkę kosza. Musiał pozbyć się tych pamiątek, tylko mąciły mu w głowie. Itachi był szybszy, wyciągnął mu z rak aparat i cofnął się do menu, zanim zdążył potwierdzić usunięcie
.– Oddam ci później, inaczej będziesz żałował – stwierdził, za nic mając przekleństwa brata, który chciał odzyskać swoją własność. Schował urządzenie do kieszeni.
Wściekły Sasuke wstał z łóżka. Z zawziętym wyrazem twarzy i nieludzko rozczochranymi włosami przypominał Itachiemu dziecko.
– Oddawaj – zażądał, wyciągając rękę. Miał zamiar odzyskać aparat, jak trzeba będzie, to nawet siłą. – A poza tym, skoro jesteś aż tak wścibski i, jak twierdzisz, wiesz, co się stało, to dziwię się, że w ogóle poruszasz ten temat. Wiesz, jak nazywałaby się akceptacja tego, co zrobił Naruto? Słabość!
Itachi pokręcił głowa. Niestety, jego obawy się potwierdziły . Domyślał się co prawda, że ta rozmowa właśnie tak się potoczy, cały czas miał jednak nadzieję, że może się pozytywnie rozczaruje. Kiedy dzisiaj po południu otworzył drzwi dwóm chłopakom, nieco się zdziwił, bo poinformowali, że nie przyszli do Sasuke, tylko do niego. Itachi jednego z nich kojarzył, to był Kiba, ten, który przyniósł Akamaru, drugiego, który przedstawił się jako Shikamaru, wcześniej nie znał. I to właśnie Shikamaru, nie owijając w bawełnę, powiedział, jak się sprawy mają i że trzeba chociaż spróbować coś z tym zrobić. Itachi oczywiście już wcześniej miał świadomość, że z Sasuke dzieje się coś niedobrego. Przestał się też u nich pojawiać Naruto, więc domyślił się, że chodzi o sytuację, której był świadkiem w samochodzie, ale nic więcej nie udało mu się z brata wyciągnąć.   
– Nie, mój drogi braciszku. – Cofnął się do drzwi, nie miał zamiaru pozwolić Sasuke odebrać aparatu. – To nazywałoby się zupełnie inaczej. I mam wrażenie, że wiesz jak.
Uśmiechnął się, spojrzał jeszcze raz na swoją młodszą, tak zupełnie niepodobną wersję i wyszedł z pokoju. Wiedział, co musi zrobić. Czasami najprostsze i najbardziej banalne rozwiązania okazywały się też najbardziej skuteczne.


Wtorek był dniem wolnym, ponieważ w czasie, gdy ich rok powinien mieć zajęcia, na uczelni odbywała się jakaś konferencja i ogłoszono godziny rektorskie. Naruto postanowił wykorzystać ten czas i pouczyć się na kolokwium, ale nie za bardzo mu się to udawało. Leżał zagrzebany w kartki skserowane od Shikamaru i rozmyślał o tym, o czym zdecydowanie nie powinien. Zresztą i tak miał problem z rozczytaniem się, trochę odwykł od bazgrołów przyjaciela. Ostatnio zawsze uczył się razem z Sasuke z jego notatek, a on miał dużo porządniejszy charakter pisma.
Ktoś zapukał do drzwi. Raz, potem drugi. W końcu rozległ się dzwonek. Naruto zwlekł się z łóżka i poszedł otworzyć, choć tak naprawdę nie miał ochoty nikogo widzieć. Mała iskierka nadziei, że to jednak może być Sasuke, że zmienił zdanie, zgasła, kiedy spojrzał przez wizjer. Mimo to przekręcił patent i wpuścił gościa do środka.
– Itachi… – mruknął i zapraszając go ruchem ręki, powlókł się z powrotem do pokoju. Usiadł na stołku przy blacie kuchennym. No tak, Sasuke mówił przecież, że jego brat przyjedzie oddać mu rzeczy. Więc to już naprawdę koniec.
– Naruto… – Itachi tylko jęknął, rozglądając się dookoła. Mieszkanie przedstawiało żałosny widok – wszędzie kubki, talerze z ledwo co tkniętym jedzeniem, jakieś książki i notatki porozwalane po łóżku i podłodze. Sam właściciel wyglądał jeszcze gorzej. Blady, zmarnowany, nie wykazujący jakiejkolwiek energii i chęci do życia.  – Naruto, tak dalej być nie może. – Itachi usiadł naprzeciwko i spojrzał na niego. – Sasuke wygląda jak cień samego siebie, a z tobą wcale nie jest lepiej. On za tobą tęskni, tylko…
– Tylko nie chce mnie znać – dokończył Naruto. Wstał, żeby zaraz przewrócić się na łóżko i zakryć głowę poduszką.
Itachi westchnął. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale też nie przypuszczał, że to wszystko może wyglądać aż  tak beznadziejnie. Po prostu czarna rozpacz. Podszedł, zdjął poduszkę z głowy chłopaka i rzucił gdzieś obok.
– Przyjechałeś, żeby oddać moje rzeczy? – mruknął Naruto, nadal leżąc twarzą w pościeli.
– Nie. I dość stanowczo dałem Sasuke do zrozumienia, że takie sprawy musi załatwiać sam. Zresztą, nie uważam, żeby to było konieczne. – Itachi chwycił Naruto i odwrócił w swoją stronę.  – Musicie się dogadać! – Spojrzał na niego z determinacją w oczach. – Ja naprawdę nie chcę patrzeć, jak mój brat znowu zamyka się w sobie i na powrót staje się tym, kim był wcześniej. Dzięki tobie się zmienił, a był czas, kiedy nie sadziłem, żeby to w ogóle było możliwe.
 – Tylko że on nie chce mnie słuchać. Jest uparty jak osioł. Zresztą, to moja wina. To ja zawaliłem na całej linii.
– Taa, słyszałem. Nie powiem, żeby to było mądre. Ale rozmawiałem z twoimi przyjaciółmi, byli u mnie. Fakt, że dziewczyna cię pocałowała, a ty nie dałeś jej do zrozumienia, że ma się odwalić, to jeszcze nie jest koniec świata.
– Być może, ale Sasuke w ogóle nie przyjmuje jakichkolwiek wyjaśnień. Tym bardziej, że ja tego nie pamiętam, a on myśli, że…
– Tak, wiem. Mnie też nie słucha. Jak tylko zaczynam coś mówić to zamyka się w swoim pokoju albo zakłada słuchawki na uszy. Dlatego tu jestem. – Itachi poszedł do przedpokoju i zdjął z wieszaka kurtkę Naruto. – Ubieraj się. – Rzucił ją tak, że spadła na głowę chłopaka. – Zamierzam raz na zawsze skończyć tę idiotyczną sytuację.

16 września 2016

Rywale - rozdział 40

Początek nowego tygodnia nie zapowiadał się dla Naruto zbyt optymistycznie. Nie dość, że w nocy nie mógł spać, cały czas zastanawiając się nad tym, co powiedział Sasuke, to jeszcze, żeby dotrzeć na uczelnię, musiał wpakować się do zapchanego jak zwykle o tej porze autobusu, bo jego rower wymagał naprawy. Wczoraj chciał rozładować frustrację, więc dość długo jeździł po wyboistym leśnym terenie. Pech chciał, że w pewnym momencie nie wyrobił zakrętu i wygiął przednie koło. Sam też się trochę poobijał, czego dowodem były siniaki na ramieniu. Westchnął i pchnął drzwi do auli. Od razu zauważył Sasuke, który siedział w drugim rzędzie i obojętnym wzrokiem wpatrywał się w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Głowę opierał na rękach i nie zwracał uwagi na nic, co się dzieje dookoła niego. Nawet nie zauważył, że wszedł. Naruto zrobiło się żal, kiedy przypomniał sobie te wszystkie momenty, ten czas, gdy nawet na zajęciach się nie rozstawali. Zazwyczaj siedzieli w ostatnim rzędzie, gdzie mieli widok na wszystkich, ale mało osób miało widok na nich. Sasuke miał zwyczaj przysuwania się, udawał wtedy, że chce zajrzeć mu do notatek, ale obaj wiedzieli, że wcale nie o to chodzi. Czasem rzucał złośliwe komentarze, na temat zachowań niektórych osób, bywało, że zabierał mu długopis, twierdząc, że i tak nic ciekawego nie napisze, a on sam swojego zapomniał, a przez to, jak dogryzał Kibie, Naruto raz prawie został wyrzucony z wykładu, takiego dostał ataku śmiechu. A teraz Sasuke siedział i nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Tak strasznie za nim tęsknił… Nie miał pojęcia, jak wytrzyma nadchodzące dni. Podniósł głowę i rozejrzał się, szukał Shikamaru, ale…
– Kiba! – krzyknął i wystrzelił jak z procy w stronę ostatniego rzędu. Serce biło mu jak oszalałe, w końcu może uzyska jakieś wyjaśnienie. Obok przyjaciela nie było już żadnego wolnego miejsca, przeszedł więc pod ścianę i kucnął za jego siedzeniem. – Co się z tobą działo?
– Mój ojciec zachorował, musiałem pojechać do domu. Miałem zadzwonić, ale chyba zgubiłem telefon. – Kiba odwrócił się i spojrzał na dość dziwnie zachowującego się jego zdaniem Naruto. – Wróciłem dosłownie przed chwilą, nawet nie byłem w akademiku. – Wskazał na sporych rozmiarów torbę, którą trzymał pod nogami.
– W końcu jesteś! – Naruto uwiesił mu się na plecach i ścisnął z całej siły.
– Aż tak się za mną stęskniłeś? – Kiba nie bardzo rozumiał, ale wyszczerzył się w uśmiechu. Nawet nie zauważyli, że do auli wszedł już Asuma.
– Uzumaki, przestań tarmosić kolegę i usiądź – zwrócił uwagę wykładowca, rzucając na biurko stos papierów. – Mam wasze prace, przejrzyjcie je i postarajcie się wyciągnąć wnioski – poinformował i zaczął wyczytywać nazwiska, rozdając ocenione kolokwia i przy okazji sprawdzając listę obecności. Naruto rozejrzał się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Zauważył jedno obok Sasuke, ale on raczej nie życzył sobie teraz jego towarzystwa. Sasuke jakby intuicyjnie odwrócił głowę i popatrzył na niego. Znów ten ucisk w żołądku. Naruto nie był w stanie zrobić kroku w żadną ze stron, stał i wpatrywał się bezwiednie w swojego byłego chłopaka, który po chwili z powrotem skupił wzrok gdzie indziej.
– Uzumaki!
– Jestem – potwierdził swoją obecność.
– Zdążyłem zauważyć. Prosiłem, żebyś usiadł. Chodź, chodź, tutaj będzie ci wygodnie.  – Asuma przywołał go ręką i wskazał krzesło w pierwszym rzędzie. Natuto tylko westchnął i po odebraniu swojego arkusza z dużą czerwoną czwórką, zajął miejsce tuż naprzeciwko katedry.

Nie mógł skupić się na wykładzie. W pewnym momencie specjalnie zrzucił długopis, żeby mieć pretekst do odwrócenia się, chciał choć przez chwilę zerknąć na Sasuke. Teraz zauważył, że nie tylko on. Jego były chłopak był obserwowany z  każdej strony. No tak, przecież od tamtego incydentu pojawił się dzisiaj pierwszy raz na zajęciach. Te cholerne plotki! Naruto od początku słyszał ciche szepty i chichoty, ale teraz przybierały na sile. Chyba jego nieporadna próba z długopisem została zauważona, a teraz komentowana. Ktoś z tyłu pochylił się nad nim i szepnął do ucha. – Tak myślałam, że to o ciebie chodzi. Nawet postawiłam na to trochę drobnych. – Nie obejrzał się, nie musiał. Poznał ją po głosie, to była Ino. Pokręcił tylko głową, wolał nie dyskutować na ten temat, jednak dziewczyna nie odpuszczała. Pochyliła się jeszcze bardziej. – Sasuke teraz patrzy się na mnie wzrokiem bazyliszka – poinformowała i zaśmiała się cicho.
– Ino, proszę cię –  syknął i dość gwałtownie się odwrócił, omal nie zderzając się z koleżanką głową. – Przestań.
– Przestanę, jak mi powiesz, czy jesteście parą. – W niebieskich oczach dostrzegł nieukrywane zaciekawienie. Spodziewał się raczej złości. Czyżby Ino dała sobie spokój z Sasuke? – No proszę.
Naruto westchnął i pokręcił przecząco głową.
– Nie, nie jesteśmy – mruknął. Nie okłamał jej. Przecież on i Sasuke nie byli parą. Już nie byli.
– Co się z wami wszystkimi dzisiaj dzieje? – Asuma przerwał wykład i rozejrzał się po sali. – Gadacie jak najęci. To, że ja stoję w pewnej odległości od was, nie znaczy, że nie słyszę. – Zerknął na zegarek. – Zostało piętnascie minut i przez ten czas nie chcę słyszeć niczego, co nie będzie moim własnym głosem. – Po auli przeszedł pomruk, potwierdzający, że zrozumieli. – A i jeszcze jedno. – Asuma wychylił się poza katedrę. – Waszą dwójkę – patrzył na Ino i Naruto – zapraszam na konsultację z tego materiału.
Naruto jęknął i spojrzał na swój otwarty zeszyt. Nie zapisał dzisiaj nic. Będzie musiał pożyczyć jakieś dobre notatki.

Kiedy wykład się skończył, chwycił schodzącego z góry Kibę za rękaw bluzy i wyciągnął go na korytarz, a potem przed budynek.
– Słuchaj, musisz mi powiedzieć… – zaczął, gdy znaleźli wolną ławkę i ubrali kurtki, jednak zaraz zawahał się, bo przypomniał sobie, co było powodem wyjazdu przyjaciela. – Z twoim tatą wszystko w porządku?
– Tak, już jest w domu. Ale chyba nie o to ci chodziło, co?
– Nie… – Naruto na chwilę się zagapił, bo z budynku właśnie wyszedł Sasuke. Jakaś dziewczyna nieprzerwanie do niego mówiła, ale w odpowiedzi tylko kręcił głową.
 – Cześć – przywitał się Kiba, sądząc, że chłopak Naruto zaraz do nich dołączy, jednak ten tylko odpowiedział „cześć”  i poszedł dalej, coś tam jeszcze tłumacząc koleżance z roku.
– Co… co to było? – Kiba wytrzeszczył oczy. – Hej, czy on cię zignorował? Na twoim miejscu skopałbym mu za to tyłek, tak się nie traktuje… – przerwał, kiedy zobaczył, że Naruto spuścił ramiona i odwrócił wzrok.
To uczucie zazdrości… Czy Sasuke chce się na nim odegrać? Co prawda tylko szedł i rozmawiał, ale to i tak bolało. Ten chłód w jego oczach.
– Ej, no co się dzieje? – Kiba trzasnął go zeszytem w głowę i rozłożył ręce w geście żądającym odpowiedzi.

Naruto opowiedział Kibie, co się stało. Począwszy od poranka w łóżku Hinaty, skończywszy na tym, że Sasuke go po prostu zostawił. Shikamaru, który przed chwilą ich znalazł, dorzucił jeszcze to, co on sam pamiętał.
– Cholera – jęknął Kiba, który wydawał się w tym momencie autentycznie przerażony. – Zabijesz mnie, ale… To wszystko moja wina. To ja podpuszczałem Hinatę – zamilkł i podniósł ręce w geście obronnym, jakby spodziewał się, że przyjaciele rzucą się na niego z pięściami. Widząc jednak, że obaj czekają na dalszy ciąg wyjaśnień, kontynuował. – Myślałem, że będzie śmiesznie. – Spojrzał przepraszającym wzrokiem na Naruto. – Cały czas wmawiałem jej, że skoro cię lubi, to powinna cię pocałować. Ty ją później poprosiłeś do tańca i… nie sądziłem, że ona to naprawdę zrobi.
– Jak rozumiem, wcale się nie opierałem? – Naruto wstał z ławki i nerwowo potarł włosy z tyłu głowy.
– No… nie bardzo. – Kiba tarmosił rękaw swojej kurtki. – Tylko że dosłownie chwilę potem po prostu padłeś, byłeś tak pijany. Ja z Saiem zresztą też nie byliśmy trzeźwi, dlatego zawlekliśmy cię do pokoju Hinaty i zostawiliśmy tam. Sai powiedział, że będzie zabawniej, jak cię rozbierzemy, żebyś rano pomyślał, że impreza była więcej niż udana. – Kiba ukrył twarz w dłoniach. – To miał być tylko taki żart.
– No to wam się udał, moje gratulacje! – Shikamaru pokręcił głową. Jego współlokator zawsze najpierw coś robił, potem dopiero myślał, do tego zdążył się już przyzwyczaić.
– Naruto, jak chcesz, to ja to wszystko powtórzę przy Sasuke. – Kiba próbował jakoś ratować sytuację. Nie miał pojęcia, że jego idiotyczny kawał obróci się przeciwko przyjacielowi. Wtedy, na urodzinach Hinaty, liczyła się tylko dobra zabawa.
– Nie sądzę, żeby to coś zmieniło. Sam powiedziałeś, że się wcale nie opierałem. To, że byłem kompletnie pijany, nie jest raczej żadnym usprawiedliwieniem. – Naruto tylko pokręcił głową. Był naprawdę załamany.

Dni, które nadeszły, były dla niego prawdziwą męczarnią. Wielokrotnie starał się wytłumaczyć wszystko Sasuke, ale równie dobrze mógłby gadać do ściany. Próbował też Kiba, próbował Shikamaru. Efekt był ten sam. W końcu doszło do tego, że Sasuke praktycznie cały czas starał się go unikać. Na zajęciach siadał zawsze w innej części auli, a na basenie robił wszystko, żeby w ogóle na niego nie patrzeć. Jednak pozostawała jeszcze kwestia ich wspólnych dodatkowych treningów. Sasuke już pierwszego dnia po powrocie na uczelnię poszedł do Kakashiego i poprosił o zwolnienie z tego obowiązku, podał chyba jednak dość kiepski powód, bo trener kazał mu przestać się wydurniać i zagroził, że odeśle go wraz z takimi kretyńskimi tłumaczeniami do Tsunade. Wydawał się być przy tym wyprowadzony z równowagi i nie bardzo starał się o dyskretny ton, tak więc rozmowę, a przynajmniej jej część, słyszeli wszyscy będący wówczas w pobliżu kantorka. W tym również Naruto. On sam też się zastanawiał, jak to wszystko będzie teraz wyglądać. Jak mają trenować tylko w swojej obecności? Przecież to będą jakieś tortury!
– Naruto.
Niski głos, który tak dobrze znał, wyrwał go z zamyślenia. Podpłynął do krawędzi, przy której stał Sasuke. Ten nawet na niego nie spojrzał, wzrok miał utkwiony w innej części basenu. Naruto też odwrócił głowę w tamtą stronę i poczuł, że robi mu się gorąco. Znów wróciły wspomnienia. Sasuke patrzył dokładnie w to miejsce, w którym byli razem tamtej pamiętnej nocy. To właśnie tam kochali się po raz pierwszy. Przypomniał sobie te łaskotki, to przekomarzanie się, a w końcu to pragnienie. Obaj pragnęli wtedy siebie do takiego stopnia, że nawet nie zastanawiali się, jakie mogą być konsekwencje, gdyby ktoś jednak ich na tym przyłapał. Tamta magia… Naruto wiele by dał, żeby przeżyć to jeszcze raz. Znów spojrzał na Sasuke. Był obłędnie przystojny. Poza tym miał w sobie coś, czego nie potrafił nazwać, coś, co przyciągało jak magnes. Nawet ten jego charakter, który na początku znajomości uważał za niedopuszczalny, po bliższym poznaniu okazywał się być nawet do przyjęcia. Eh, co on bredzi. Kochał ten jego sposób bycia, nawet jeżeli czasami był trochę niewygodny i doprowadzał go do szału. Poczuł, że zaczynają piec go policzki i zanurzył głowę pod wodę.
Nagły plusk wyrwał Sasuke z rozmyślań. Usiadł na krawędzi i zsunął się do basenu. Jego twarz, a zwłaszcza oczy, wyrażały już spokój, a przynajmniej ich właściciel bardzo się starał, żeby tak to właśnie wyglądało.
– Sasuke... – Naruto podpłynął bardzo blisko niego. Zdecydowanie zbyt blisko. I jeszcze patrzył tymi swoimi niebieskimi oczami, które jednak gdzieś straciły dawny blask. Zagapił się przez chwilę, nadal ciężko mu było oprzeć się temu spojrzeniu. Po chwili zorientował się, co właściwie wyprawia i szybko odwrócił głowę.
– Teraz popłyniesz osiem długości, a ja postaram się wyłapać błędy, o ile jakieś zauważę. – Sasuke przed sekunda doszedł do wniosku, że jednak lepiej będzie, jeżeli on sam dzisiaj popatrzy z góry. Zbliżanie się do Naruto w wodzie było dość niebezpieczne. Nie był pewien, czy gdyby chłopak czegoś spróbował, byłby w stanie się oprzeć. Było oczywiste, że nadal coś do niego czuł, więc wolał trzymać się na dystans. Wyszedł z wody i usiadł na słupku.  
Obserwował ruchy Naruto, za wszelką cenę starając się skupić na aspektach technicznych, a nie na wyglądzie chłopaka, co niestety wcale nie było proste. – Cholerny Kakashi – burknął pod nosem. Nie dość, że wyśmiał jego prośbę, to jeszcze wyrzucił z gabinetu. Sasuke tak był pochłonięty własnymi myślami i widokiem przed sobą, że nawet nie zauważył, kiedy ktoś do niego podszedł. To był Sai, który przykucnął obok. W rękach trzymał aparat.
– Naruto Uzumaki – mruknął, zwracając na siebie uwagę. – Tak właśnie myślałem, że go tu znajdę.
– Czego od niego chcesz? – warknął Sasuke, jakby zupełnie zapominając o tym, że przecież nie są już razem. Jedyne, o czym w tej chwili myślał, to to, że Sai jest gejem i chce czegoś od jego chłopaka. Jego byłego chłopaka – zreflektował się.
– Wiesz, nie jesteś jakoś specjalnie towarzyski – zaśmiał się Sai. – Chcę mu zrobić kilka zdjęć, a potem namalować. Jest bardzo wyrazisty.
– Namalować? – Sasuke spojrzał zdziwiony. Po chwili dopiero przypomniał sobie, że Sai był przecież też artystą. To on rysował szkice do akademickiej gazetki.
– Tak. Myślałem nad portretem, ale jak tak na niego patrzę… Podoba mi się. Może zgodzi się na akt? – Sai wstał z zamyślonym wyrazem twarzy. Obserwował Naruto i zastanawiał się, jakby najlepiej uchwycić to, co chciał przedstawić na obrazie.
Sasuke poczuł, jak jego dłonie zupełnie bezwiednie zaciskają się. Ogarnęła go niesamowita złość, miał wrażenie, że zaraz wyjdzie z siebie, pacnie Saia w łeb i wepchnie do wody razem z tym jego aparatem. Miał naprawdę wielką ochotę zrobić mu coś niehumanitarnego. Cholera, dlaczego nadal był tak okropnie zazdrosny?! Spojrzał na Naruto, który kończył ostatnią długość. Zastanawiał się nad następnym zadaniem dla niego, ale ten już podpłynął do drabinki i chwilę później wyszedł z wody.
– I jak? – spytał, zdejmując czepek i roztrzepując włosy. – Cześć, Sai – przywitał się. Saia poznał na imprezie u Hinaty, wcześniej kojarzył go tylko z widzenia. Był według niego całkiem fajny, jedynie jego komentarze na temat tego, kto co ma w spodniach, były czasami niezręczne.
Sasuke nie odpowiadał, bo znów wlepiał morderczy wzrok w intruza – jak go określił w myślach, a ten drugi odwdzięczał mu się specyficznym uśmiechem. Saia bawiła ta wymiana spojrzeń. Nie miał nic do Naruto, po prostu zaintrygował go jego typ urody i uznał, że chciałby go namalować. To wszystko. Jednak kiedy tu przyszedł i zorientował się, jak Sasuke reaguje, jaki jest zazdrosny i jak próbuje zabić go wzrokiem, nie potrafił sobie darować. Chciał go trochę sprowokować i, jak zauważył, wychodziło mu to całkiem nieźle. W końcu jednak stwierdził, że chyba za bardzo już się znęca, bo wstał i poinformował, że wpadnie kiedy indziej. Najlepiej, jak zaznaczył, gdy Naruto będzie sam. Pożegnał się i nadal z uśmiechem na ustach poszedł w stronę wyjścia.
– Było okej. – Sasuke odwrócił się i próbował przywołać na twarz wyraz obojętności, co nie do końca mu wychodziło.
Naruto podszedł do niego. Wiedział, że wcale nie było okej. Ani to jego dzisiejsze pływanie, ani ich relacje. Nic nie było okej.
– Wiem, że nie chcesz dalej ze mną trenować, robisz to tylko dlatego, że Kakashi ci kazał… – Pokręcił tak jakoś smętnie głową i zbliżył się jeszcze bardziej. – Nawet na mnie nie patrzysz. – Chwycił chłopaka za ramię i zmusił, żeby na niego spojrzał.
– Naruto, proszę cię…
– Nie, to ja cię proszę! Nie wierzę, że już nic do mnie nie czujesz. I przecież zdajesz sobie sprawę, musisz zdawać sobie sprawę, że ja też cię…
Sasuke błyskawicznie podniósł rękę i zatkał Naruto usta. Domyślił się, co ten ma zamiar mu powiedzieć, ale wcale nie chciał tego usłyszeć. Nie mógł tego usłyszeć! Przez te dni, kiedy zrobił sobie wolne, myślał o zaistniałej sytuacji. Chciał, żeby to wszystko okazało się jakąś fikcją, snem. Niestety, to była brutalna prawda, a czasu nie dało się cofnąć. Za każdym razem, kiedy myślał o Naruto, w jego wyobraźni pojawiał się obraz jego i Hinaty. I ta wizja wypierała wszystko inne. To, co teraz działo się w jego głowie, było istnym koszmarem. Wiedział, że musi pozbyć się tych uczuć i przede wszystkim – co na pewno będzie znacznie trudniejsze – zapanować nad zazdrością. – Naruto… – Zabrał rękę i spojrzał w te cholernie niebieskie, zdeterminowane teraz oczy. – Powtórzę to, co już ci powiedziałem. Jest wiele rzeczy, które mógłbym ci wybaczyć. Ale nie zdradę. Zdradziłeś mnie do cholery!
Puścił chłopaka i poszedł w stronę szatni. Był wściekły. Na Naruto, na Hinatę, na Saia, na siebie też, bo nie potrafił zapanować nad własnymi uczuciami. Skończył ten trening o wiele za wcześnie, ale czuł, że dalej nie da rady. Za pół godziny zaczynał się trening drużynowy. Musiał ochłonąć.

– Dość! To jest nie do wytrzymania! – Kakashi huknął swoją podkładką do notowania w jeden z słupków startowych. – To już przechodzi wszelkie pojęcie. Hyuuga, Nara – do gabinetu!
Dookoła rozległy się szepty i ciche pytania, a Neji i Shikamaru wymienili zdziwione spojrzenia. Przecież ten wybuch trenera w żadnym wypadku nie mógł dotyczyć ich, tylko Naruto i Sasuke. To oni byli kompletnie rozkojarzeni, polecenia trzeba było im powtarzać, a w końcu, kiedy przyszło do mierzenia czasów, znaleźli się gdzieś na końcu stawki.
– No już!
Wyszli z wody i udali się za Kakashim do jednego z pomieszczeń przy basenie. Trener zamknął drzwi i wskazał im dość starą kanapę naprzeciwko małego telewizorka stojącego na szafce, na którym zawsze razem z Gaiem oglądali ważne wydarzenia sportowe podczas pracy. Sam usiadł na jednym z trzech krzeseł, a podkładkę rzucił na mały stolik w kącie.
– A teraz powiedzcie mi, co się do cholery dzieje od kilku dni z Uchihą i Uzumakim. Chyba znacie się na tyle dobrze, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie i mi to wyjaśnić. – Kakashi chwycił ze stolika kubek i upił łyk kawy, który okazał się już być prawie samymi fusami, więc skrzywił się z niesmakiem.
– Nie mam pojęcia – skłamał Neji i  wzruszył ramionami, nie zamierzał się w to mieszać. Sam zresztą nadal nie mógł uwierzyć, że nie zauważył nic wcześniej. Tym bardziej, że przecież znał Sasuke od tylu lat.
– Może mają jakieś problemy – zaczął ostrożnie Shikamaru. Doskonale wiedział, o jakie problemy chodzi, ale nie zamierzał się tą wiedza dzielić z trenerem. To by raczej  nie pomogło. Kakashi mógł im co prawda wydawać polecenia na treningach, ale do roli negocjatora w żadnym wypadku się nie nadawał. Znając go, to nawrzeszczał by na nich, huknął podkładką po głowach i zamknął w kantorku, grożąc, że nie otworzy drzwi, dopóki się nie dogadają. Chociaż, jakby się porządnie zastanowić, to nie byłby nawet taki zły pomysł.
– Obaj naraz? Jeszcze kilka dni temu jeden z drugim się prześcigali! I z tego, co zauważyłem, chyba nawet dobrze się bawili w swoim towarzystwie. Czasami nawet aż za dobrze. Więc ja się jeszcze raz pytam, co się dzieje?!
Neji ponownie wzruszył ramionami, a Shikamaru westchnął.
– Dobra, bo widzę, że nie rozumiecie. Do zawodów zostały dwa miesiące. Nie po to tyle czasu trenowaliśmy wasz skład do sztafety, żeby teraz coś zmieniać. Nie ma czasu! Ale to, co oni obaj prezentują, to jest katastrofa! A ja naprawdę nie chciałbym być zmuszony iść z tym do Tsunade. Odrobina zaufania do mnie. No?
– To dosyć… delikatna sprawa. I trochę beznadziejna. – Shikamaru, który uznał, że musi w końcu zareagować,  rozłożył ręce w geście bezradności. – Nie mogę powiedzieć, o co chodzi, ale mogę z nimi pogadać.
Kakashi wstał, przeszedł się po kantorku i usiadł z powrotem. Już sam nie wiedział, jak ma z nimi rozmawiać. Przypomniało mu się, co ostatnio usłyszał w męskiej toalecie. Dwóch chłopaków rozmawiało na temat awantury, którą Sasuke zrobił Naruto przed jednym z wykładów. Chyba dotyczyło to jakichś spraw miłosnych, ale nie dowiedział się dokładnie, o co chodzi, bo studenci wyszli z łazienki. Kakashi zwykle nie zajmował się plotkami, ale przypomniało mu to teraz sytuację z zeszłego roku, kiedy to ponoć Sasuke odbił Naruto jego wielką miłość.
– Czy oni znowu pożarli się o jakaś dziewczynę? – spytał.
Shikamaru tylko pokręcił głową i westchnął. Chyba jednak nie miał wyboru. Kakashi wiercił dziurę w brzuchu i nie sądził, żeby odpuścił. Było to bardzo kłopotliwe i miał nadzieję, że Naruto mu wybaczy, ale musiał powiedzieć. Ich trener miał rację, przez tą beznadziejną sytuację cierpiała cała drużyna.
– Gorzej – odpowiedział w końcu . – Oni zerwali ze sobą.