17 sierpnia 2010

Rywale - rozdział 27



- Wow, to było... - Sasuke zastanowił się chwilę, patrząc w nienaturalnie błyszczące oczy Naruto, który zaledwie przed sekundą oderwał się od niego. - Nieoczekiwane – stwierdził, a na jego ustach pojawił się słaby uśmiech.
- Tylko tyle? - Uzumaki zmarszczył brwi w udawanym gniewie.
- Nie... - Uchiha rozejrzał się po sali. - Tylko nie sądziłem, że stać cię na taki gest w miejscu publicznym – dodał, odwracając blondyna w stronę baru, gdzie niezbyt delikatnie potraktowana rudowłosa kelnerka szeptała coś koleżance. Obie wpatrywały się w nich, nawet nie próbując zachować pozorów dyskrecji. Pozostałe osoby obecne w dużej sali były zajęte głównie swoim towarzystwem lub grą w darta i chyba nie zwróciły na nich uwagi, ale Naruto poczuł jak robi mu się gorąco i wcale nie był pewien czy to kwestia namiętnego pocałunku, czy ogarniającego go w tym momencie przerażenia. Pocałował Sasuke impulsywnie, nie myśląc o konsekwencjach. Mógł sobie to tłumaczyć zazdrością, ale przecież byli wśród obcych ludzi. Spojrzał niepewnie na bruneta, ale ten tylko pokręcił głową  i biorąc do ręki swój kufel, pociągnął chłopaka za sobą w stronę baru.
- I jak, podobało się przedstawienie? - zapytał złośliwie, stając bez cienia zakłopotania na twarzy przed kelnerkami i odstawiając na blat  pustą szklankę.
Uzumaki spojrzał na niego z niezrozumieniem, ale Uchiha nie reagował.
- Wołałabym być na jego miejscu – ruda najwyraźniej nie miała skrupułów, jeżeli chodzi o podryw, zwłaszcza, że nie ukrywała, iż Sasuke jej się podoba. - Jestem Karin – przedstawiła się, jak gdyby nigdy nic.
- A ja jestem klientem lokalu i nie lubię nachalnych dziewczyn - czarnowłosy momentalnie zmienił ton. - A teraz poproszę dwa piwa. Dla mnie i dla Naruto – ostatnie słowo dość ostro zaakcentował.
Karin wzruszyła ramionami i przystawiła pokal do nalewaka. Kiedy złoty płyn napełniał już drugie naczynie, nie omieszkała zapytać, czy dla szanownych klientów dolać do alkoholu soku i podać słomki, co było jawną kpiną, bo zwykle to płeć żeńska zamawiała piwo w ten sposób.

Wrócili do małej sali, gdzie towarzystwo studentów nieźle się już rozkręciło. Raczej nikt nie mógł widzieć ich pocałunku, no chyba że akurat wybrał sobie tamten moment na wycieczkę do toalety znajdującej się w pomieszczeniu z barem. Jednak sądząc po zachowaniu, nic takiego nie miało miejsca.
Naruto, patrząc na nich wszystkich, siedzących przy jednym stole, dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak dużo w ostatnim czasie się zmieniło. Zwykle wychodził tylko z Kibą i Shikamaru. A teraz? Znajomość Nary z Temari zaowocowała tym, że do grona znajomych dołączyła Ten-Ten i Neji, z którym, mimo że byli w jednej drużynie, nie rozmawiali prawie wcale. Hyuuga przyprowadził dodatkowo Hinatę, a ona Ino. No i był z nimi jeszcze Sasuke. Naruto uśmiechnął się do swojej szklanki, kopiąc pod stołem Uchihę. Ten, nie bardzo wiedząc o co chodzi, odwdzięczył mu się tym samym akurat w momencie, kiedy blondyn podniósł pełny pokal i chciał się napić. Piwo pociekło mu po brodzie.
- Może jednak przynieść ci tą słomkę? – zaproponował, patrząc jak Naruto szuka w kieszeni chusteczek, żeby się wytrzeć. – Albo nie, lepszy byłby śliniaczek – szepnął po chwili zastanowienia.
- Spadaj, Uchiha – odgryzł się blondyn.
- Uchiha? A jeszcze przed paroma minutami byłem Sasuś...
- Co? Ja tak nie powiedzia... – Uzumaki odwrócił głowę, ale widząc ledwo powstrzymującego śmiech chłopaka, zorientował się, że tamten zwyczajnie sobie z niego żartuje. - Jesteś wredny – mruknął.

Wyjście Ewakuacyjne nie posiadało żadnego parkietu, ani niczego w tym stylu, jednak zwykle po północy ludzie byli już na tyle rozluźnieni alkoholem, że co niektórzy zaczynali podrygiwać między boksami w rytm jakichś lepszych utworów. Nie  miało to co prawda porównania z okresem sesji, gdzie taniec na stołach po zdanych egzaminach był czymś normalnym, ale i tak zachęcało do przyłączenia się.
Ten-Ten usiłowała wyciągnąć Nejiego, ale ten tylko kręcił głową, powtarzając w kółko: - Ja nie tańczę. Podobnie było z Shikamaru, który uznał to za zbyt kłopotliwe. Jeżeli chodzi o Sasuke, za odpowiedź wystarczyło jedno spojrzenie.
Nie wiadomo kiedy i jak na stole pojawiła się Tequila i dziewięć kieliszków. Chyba był to pomysł Kiby, a może i nie...
- No to za udaną imprezę – wzniosła toast Ino.
- Jest Kiba, jest impreza – zarechotał Inuzuka.
Chyba tylko Hinata nie piła wcześniej tego typu alkoholu, bo spojrzała pytająco, kiedy ktoś nasypał jej odrobię soli na rękę.
- Musisz polizać – wyrwał się Naruto, demonstrując dziewczynie, co ma zrobić.
Zabrzmiało i wyglądało to tak dwuznacznie, że całe towarzystwo dostało nagłego ataku śmiechu.
- A potem zagryźć... - no tego było już za dużo dla biednego Inuzuki z bujną wyobraźnią, który aż dostał czkawki – … cytryną - dokończył Uzumaki, widząc, jak twarz dziewczyny robi się coraz bardziej czerwona. - Nie zwracaj na nich uwagi – mrugnął do niej porozumiewawczo, co nie uszło uwagi Uchihy. Aż syknął, kiedy Naruto posłał Hinacie promienny uśmiech. Cholera, on naprawdę robił się zazdrosny!
- Nie pij więcej – nachylił się i szepnął blondynowi do ucha.
- Dlaczego – Naruto odwrócił się zaskoczony. Wyjął komórkę i zerknął na wyświetlacz. – Dopiero po dwunastej…
- Wiem, ale nie pij – Sasuke spojrzał na niego, a coś w jego wzroku sprawiło, że posłuchał.

Niecałą godzinę później obaj kierowali się w stronę uczelni.
- Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego? – Sasuke skrzywił się na wspomnienie ostatnich kilkunastu minut. Jego spodnie i bluza były mokre się od drinka Ino, którego Uzumaki niby przypadkiem na niego wylał.
- Nie mogłem, jak jesteś taki mądry, to sam mogłeś coś zrobić – Naruto wzruszył ramionami. Drań się czepia, a przecież jego koszulka też nosiła ślady soku. Zresztą, co miał wymyślić, żeby wyjść wcześniej? Powiedzieć, że maja randkę? – Tak w ogóle, to gdzie idziemy – przystanął i rozejrzał się dookoła. Po prawej stronie był akademik, a kilkanaście metrów dalej, naprzeciwko nich mieścił się budynek akademii i basen.
- Właśnie tam – Sasuke uśmiechnął się i pociągnął blondyna za sobą.

Wejście na pływalnie o tej porze było dość ryzykowne i Uchiha, decydując się na to z własnej woli,  sam siebie nie poznawał. Gdzie się podział ten poprawny ideał?
- Przez tego młotka głupieje – mruknął sam do siebie, otwierając drzwi boczne.
Wejścia na basen były chroniony kamerami, jednak – o czym Sasuke doskonale wiedział – dało się je spokojnie ominąć. Nie monitorowały na przykład cały czas drzwi, ale obracały się o sto osiemdziesiąt stopni. Jako licealista był tu kiedyś w nocy z Itachim i Sasorim. Ci dwaj wiedzieli chyba jak obejść wszystkie zakazy, nakazy i zabezpieczenia na terenie uczelni. Zresztą, nie przesadzajmy, to tylko szkoła, nie żaden bank.
- Wiesz co, myślałem, że tylko ja mam takie pomysły – Uzumaki spojrzał na bruneta z podziwem. – No dobra, może jeszcze Kibie się czasem zdarza. Ale ty?
- Wypiłbyś chociaż kieliszek Tequilli, a siedziałbyś teraz w barze – stwierdził Uchiha, obserwując  kamerę. – Ok., chodź – ruszył, kiedy przesunęła się odpowiednio.
Weszli do obszernego korytarza, w którym panowały kompletne ciemności. Nie było mowy o zapalaniu światła. Poruszali się po omacku, z jednej strony doskonale znali budynek, z drugiej – teraz wszystko wydawało się inne.
- Dobra, mam – po niecałych pięciu minutach dotarli do drzwi szatni, przynajmniej tak im się wydawało. Sasuke wyjął komórkę i oświetlił nią pomieszczenie. Teraz już mógł sobie na to pozwolić, tu nikt nie mógł ich z zewnątrz zobaczyć. Zdjął mokrą jeszcze bluzę i rzucił ją na ławeczkę.
- Pomóc ci, lisie? – Zbliżył się do Naruto, owiewając oddechem jego usta. Oczy zaczęły przyzwyczajać się do ciemności, widział blond włosy wyróżniające się na tle sylwetki chłopaka.
- Skoro tak bardzo chcesz… - Uzumaki nie pozostał mu dłużny, przesuwając palcem wzdłuż jego torsu.
Brunet chwycił brzeg koszulki i zaczął podwijać ją w górę, łaskocząc przy okazji jej właściciela.
- P…przestań – blondyn parsknął śmiechem i odepchnął Uchihę. Sam pozbył się t-shirta i spodni. – Nie mam nic na zmianę – stwierdził, kiedy został już w samych bokserkach.
- Możesz pływać nago – Sasuke odpiął pasek i zsunął dżinsy.- Ja nie mam nic przeciwko temu – dodał z pozoru beztroskim tonem.
- Nie wątpię – Uzumaki pokazał mu język i ruszył w stronę wyjścia z szatni. – Ała – nie zdążył zrobi kilku kroków, gdy wpadł na otwartą szafkę. Uchiha poświecił jeszcze raz telefonem ogarniając wzrokiem całe pomieszczenie i poszedł za chłopakiem, omijając jednak pechowe drzwiczki.
______________________________________
Kończę w tym momencie, ponieważ nad tym, co wydarzy się w basenie, musze się zastanowić:) I chce temu poświecić więcej niż końcówkę rozdziału.