25 października 2011

Rywale - rozdział 36



Sasuke czuł się na zapowiedzianej kolacji zaręczynowej jak piąte koło u wozu. Zastanawiał się, co on tu właściwie robi. Uszczęśliwieni rodzice Sakury, jego matka, która z trudem powstrzymywała łzy i dumny ojciec. Tak, właśnie tak. Mimo że Fugaku Uchiha hołdował tradycjom i wolałby, żeby wszystko odbyło się w trochę innej kolejności – czyli zaręczyny, ślub, a dopiero na końcu dziecko, to tak naprawdę cieszył się, że jego pierworodny syn w końcu dorósł. Wiązał z nim naprawdę wielkie plany, a fakt, że się ustatkował, dobrze rokował na przyszłość. Fugaku miał nadzieję, że Itachi skończy z zabawą, a weźmie się poważnie za rozwój firmy. Nie to, żeby do tej pory nic nie robił, ale póki co nie stawiał pracy na pierwszym planie.
Sasuke poruszył się niespokojnie na krześle i machinalnie poluzował sobie granatowy krawat, do którego założenia zmusiła go matka. Miał ochotę podeprzeć się łokciem na stole, przy którym siedzieli i ziewnąć, jednak był na to zbyt dobrze wychowany. Żałował, że nie ma tu Naruto. Przynajmniej miałby do kogo się odezwać, a tak utknął pomiędzy swoim ojcem a matką Sakury, naprzeciwko Itachiego. Do tego brat co jakiś czas rzucał mu pełne obaw spojrzenia, czy aby czegoś nie wywinie, ale Sasuke przecież nie był chamem. Co innego ich prywatne kłótnie, a co innego sytuacja w towarzystwie rodziców.
- To prawda, Sasuke, że byłeś na jednym roku z Sakurą? – Zagadnęła go ni stąd, ni zowąd pani Haruno.
- Tak – odparł lakonicznie i upił łyk wina.
- Przyjaźnicie się? – kontynuowała, nie zniechęcona niezbyt wylewną odpowiedzią.
Sasuke zakrztusił się i chwycił za serwetkę. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, żeby nie urazić gościa, na szczęście z kłopotliwej sytuacji wybawił go Itachi, który w tym momencie wstał i poprosił o uwagę.
- Chciałbym wznieść toast za moją narzeczoną, Sakurę Haruno. Napisałem też kilka słów, ale zgubiłem kartkę, więc jeśli pozwolicie będę improwizował…
Sasuke przewrócił oczami i chwilę później odpłynął we własne rozmyślania. Nie chciał słuchać, co Itachi miał do powiedzenia na temat Sakury. On miał swoje zdanie i po prostu jej nie ufał. Skoro zachowała się w tak bezwzględny sposób w stosunku do Naruto, to kto wie, do czego jest zdolna. Kilka dni temu po raz ostatni rozmawiał z Itachim na ten temat, ale on powiedział tylko, że ludzie się zmieniają i jak nie wierzy, to niech spojrzy w lustro. Jego początkową reakcją był śmiech, ale później zastanowił się nad słowami brata. Naprawdę aż tak widać, że się zmienił? Wydawało mu się, że nie, że zachowuje się tak, jak zawsze. Jednak Itachi był dobrym obserwatorem i zauważał dużo więcej niż inni. Może nawet więcej niż on sam. Jakim cudem tak dobrze mnie znasz? – pomyślał i uniósł głowę. Nie rozumiał tego. On o Itachim wiedział naprawdę niewiele. Nigdy nie rozmawiali ze sobą o rzeczach ważnych. Owszem, był czas, że Itachi próbował do niego dotrzeć, ale mu na to nie pozwolił. Zawsze traktował go jak natręta, wtrącającego się w nie swoje sprawy. Jedyną osobą, przed którą choć trochę się otworzył, był Naruto…
Jakiś żart Itachiego spowodował wybuch śmiechu i wyrwał go tym samym z zamyślenia. Po chwili, chcąc nie chcąc, musiał wstać i wznieść z resztą towarzystwa toast. Miał nadzieję, że reszta kolacji upłynie szybko.
Chwilę później poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Dyskretnie wyciągnął go pod stołem i odczytał sms-a: I jak, zintegrowałeś się już z przyszłą bratową?
Westchnął tylko i odpisał szybko: Wyciągnij mnie stąd.
Czekał kilka minut na odpowiedź, ale Naruto nie odpisał. Za to Fugaku uznał, że czas zainteresować się również młodszym synem.
- To teraz tylko czekać, aż Sasuke przedstawi nam swoją narzeczoną – wygłosił, bardzo zadowolony z siebie.
Sasuke zamarł, a Itachi, który właśnie jadł kurczaka, zakrztusił się. Chwycił szybko szklankę wody i popił jedzenie, rzucając w międzyczasie sugestywne spojrzenie bratu.
- Ma jeszcze czas – odparła z uśmiechem Mikoto. Nikt nie zauważył ich dziwnego  zachowania, więc kontynuowali dyskusję.
Sasuke miał ochotę wyjść Chciał w jakiś sposób rozładować napięcie, męczyła go już ta rola nienagannego syna i udawanie idealnej rodziny. I to zainteresowanie jego osobą, jakby rodzice nagle uświadomili sobie, że maja drugiego syna. Gdzie byli, kiedy najbardziej ich potrzebował? Cały czas poświęcali swojemu innemu dziecku – firmie. A od niego tylko wymagali, nic nie dając w zamian. Teraz, gdy miał już dwadzieścia lat, owszem, szanował ich i liczył się z ich zdaniem, ale już nie potrzebował ich miłości. I byłoby mu bardzo na rękę, gdyby nie wtrącali się w jego życie.
Dziesięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę – zaoferował się Sasuke i wstał od stołu. Wyszedł szybkim krokiem z salonu i otworzył drzwi. – Jesteś – odetchnął z ulgą, widząc Naruto. Chłopak obrzucił go uważnym spojrzeniem i zagwizdał z wrażenia.
- Ładny krawat – stwierdził, gdy już obejrzał swojego chłopaka od stóp do głów. Drogi markowy garnitur, eleganckie buty, koszula. – Ej, a może to twoje zaręczyny, a mi kit wciskasz? – zmrużył oczy.
- Tak, odbiłem ci dziewczynę – odgryzł się Sasuke, nawiązując do sytuacji sprzed dzisiejszego wykładu. – Hyuuga uznała, że jednak kiepska z ciebie partia, a ona potrzebuje prawdziwego ogiera.
- Aha, i że niby ty jesteś tym ogierem? – roześmiał się Naruto. – Wpuścisz mnie w końcu, czy mam tu korzenie zapuścić – chwycił Sasuke z krawat i przyciągnął do siebie. – Mógłbyś się tak częściej ubierać.
- Zapomnij – Sasuke odsunął się od drzwi, a gdy Naruto wszedł, zamknął je.

- Kto to? – zainteresowała się Mikoto, gdy jej młodszy syn nie wracał już od dłuższego czasu.
Itachi wstał i wyjrzał do przedpokoju.
- To do Sasuke – poinformował gości i rodziców.
- Dziewczyna? – Mrugnał znacząco Fugaku.
- Chłopak – odpowiedział spokojnie Itachi i usiadł z powrotem przy stole. Zapanowała niezręczna cisza. – To znaczy, kolega ze studiów – dodał, widząc zdumienie na twarzach obecnych.
- To może ja podam deser – wyrwała się Mikoto i wyszła. – Była ciekawa, kim jest znajomy syna. Tak długi czas nie było jej przy nim, miała wyrzuty sumienia, że nic nie wie o jego życiu.
- Dzień dobry – przywitał się Naruto, gdy zobaczył kobietę wchodzącą do kuchni. Od razu ją poznał, Sasuke był do niej niesamowicie podobny. Te same czarne włosy i oczy, ta sama blada cera.
- Dzień dobry – odpowiedziała. – Sasuke, dlaczego każesz gościowi stać w korytarzu – podeszła i zaprosiła Naruto do środka. – Jestem matką Sasuke – przedstawiła się.
- Naruto Uzumaki – odwzajemnił się tym samym.
- Może zostaniesz na deser? – zaproponowała. - Mamy tu taką mała uroczystość rodzinną, zaręczyny starszego syna. Miła ta jego narzeczona, choć chyba strasznie nieśmiała, prawie nic nie mówi – stwierdziła z zastanowieniem.
Sakura nieśmiała? Naruto spojrzał ze zdziwieniem na Sasuke, ale ten tylko wzruszył ramionami. Domyślał się, że to jego obecność wpływała na zachowanie dziewczyny. Pewnie miała takie same obawy jak Itachi.
- Chętnie bym został, ale musimy jechać na uczelnię. Trener dzwonił, mamy zebranie w sprawie zawodów – skłamał.
- No właśnie, to ponoć coś pilnego – poparł go Sasuke. – Przebiorę się tylko i wychodzimy. Mamo, przeproś wszystkich w moim imieniu – rzucił i pobiegł na górę.
Mikoto uśmiechnęła się tylko i wyciągnęła dodatkowy talerzyk. Nałożyła kawałek czekoladowego ciasta z najlepszej cukierni w mieście, zmuszając Naruto do zjedzenia.

- Jesteś umazany kremem – stwierdził Sasuke, gdy wsiadali do samochodu.
- Zostawiłem trochę dla ciebie, myślałem, że będziesz chciał spróbować. – Naruto uśmiechnął się niewinnie, ale jedyne, co tym osiągnął, to paczka chusteczek higienicznych rzuconych mu na kolana. Sasuke najwyraźniej nie chciał ryzykować całowania go na podjeździe własnego domu kiedy jest w nim całą rodzina.
- To gdzie jedziemy? – spytał, gdy już starł resztki ciasta z twarzy. – Bo za jakieś dwie godziny muszę być w domu.
- Po co? – Sasuke wyjechał za bramę i skręcił w stronę centrum.
- Akamaru nie mógł zostać w akademiku, musiałem go wziąć do siebie na kilka dni. A właśnie, może pogadamy jutro z Itachim – zaproponował.
- Zapytam go później, czy nie podjechałby jutro na uczelnię. Powiem, że masz sprawę – stwierdził Sasuke i wjechał na parking galerii handlowej. – Muszę kupić nową antenę GPS – wyjaśnił, widząc zdziwienie w oczach Naruto. – Wtedy, gdy auto stało pod akademikiem, ktoś ją ukradł. I zostawił kartkę, że była potrzebna do walki z ciemną stroną mocy.
Naruto parsknął śmiechem. Wiedział, do jakich rzeczy byli zdolni studenci, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. Sam nie raz i nie dwa brał udział w różnych akcjach, więc chyba nic by go już nie zdziwiło.
- Ej, właśnie – przypomniał sobie. – Jak już tu jesteśmy to rozejrzę się za prezentem dla Hinaty.

Galeria jak zwykle była zatłoczona i Sasuke z nową anteną w ręku miał ochotę się z niej ewakuować, jednak obiecał Naruto, że pomoże z wyborem prezentu. Nie mógł przecież pozwolić, żeby kupił jej na przykład komplet bielizny. Właśnie weszli do sklepu ze śmiesznymi upominkami. Naruto od razu rzucił się w oczy wielki litrowy kufel z napisem: Pij piwo, będziesz łatwiejszy i stojące obok pudełko z Grą w butelkę.
- Myślisz, że Hinacie spodobałaby się gra? – spytał i wziął z półki pudełko.
- O, na pewno – skrzywił się Sasuke. – Ale odłóż to i mnie nie prowokuj.
- Bo co? – Naruto najwyraźniej jednak bardzo odpowiadało prowokowanie.
- Bo kupię to – Sasuke wskazał na stojący na najwyższej półce Zestaw małego sadysty – i użyję do własnych celów – zagroził.
Naruto tylko prychnął, ale odłożył Grę w butelkę na miejsce.
Przez następne dwadzieścia minut przejrzeli chyba wszystkie gadżety w sklepie. Sasuke miał ochotę trzepnąć Naruto w głowę, gdy ten pokazał mu skarbonkę – figurkę diabła z napisem: Rogaty, ale bogaty. Jednak w końcu chłopak chyba wypatrzył coś, co mogło nadawać się na prezent dla Hinaty.
- Co o tym sądzisz? – spytał, wyjmując z pudełka z biżuterią bransoletkę. Srebrna z czarnymi kwadratowymi koralikami i wyrytymi literkami: fajna kumpela.
- Jest ok. – Sasuke pokiwał głową z aprobatą. No, może to jej da do myślenia, że będzie tylko koleżanką – pomyślał i popchnął Naruto w stronę kasy. – Kupuj i idziemy coś zjeść.
- Przecież właśnie wyciągnąłem cię z kolacji. – Naruto zapłacił i schował torebkę z prezentem do kieszeni.
- Daj spokój, prawie nic nie jadłem – westchnął i skierował się na piętro galerii, tam, gdzie były restauracje. – To na co masz ochotę? – spytał.
- Na pizzę – Naruto uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Tak dla odmiany? – zakpił Sasuke, jednak skręcił w stronę pizzerii.
- Wiesz, chyba zaczynam cię lubić. – Naruto szturchnął go w ramię i pobiegł przodem, szukać wolnego stolika.