28 września 2016

Chciałeś, to masz

Tekst staroć. Parodia. Ale zauważyłam, że nie mam go na blogu, a chce tu mieć wszystkie swoje teksty więc wklejam. 


Sasuke oparł ręce o drewnianą balustradę i spojrzał w dół. Strumyk płynął tak samo leniwie jak przed laty, zupełnie, jakby nic się nie zmieniło. Ten sam mostek, te same krzaczki przy brzegu, to samo bezchmurne niebo… Tylko czy on sam nie zrobił się aby odrobinę bardziej sentymentalny?
- Draniu – oświadczył uroczyście Naruto, przestępując z nogi na nogę i gniotąc coś w ręku. – To oficjalne ułaskawienie! – Rozprostował papier, niestety, tusz trochę się rozmazał i jedyne, co było widać, to jeden wielki kleks. – Zresztą, nieważne… - Wyrzucił urzędowy dokument do strumyka, który, jego zdaniem, coraz bardziej przypominał rynsztok. Cóż, tak bywa, gdy nie dba się o ekologię. A on sam był ostatnio zajęty dużo ważniejszymi i poważniejszymi sprawami, jak na przykład sprowadzenie stojącego tu i teraz Sasuke do wioski. Z tego całego zamieszania zaburczało mu w brzuchu.
- To znowu on? – Saske zaperzył się i odwrócił na pięcie, udając, że zgniłozielone żabki w rynsztoku… znaczy strumyku, zainteresowały go ponad wszelką miarę.
- Jaki on? – Naruto podrapał się po karku, robiąc niezbyt inteligentną minę.
- Ten rudy pchlarz – żąchnął się Sasuke, nadal, z uporem maniaka, przyglądając się lokalnej faunie.
- Kyuubi? Ej, nie mów tak o moim… – Naruto zawahał się, widząc skierowane natychmiast w jego kierunku uchihowe spojrzenie . No dobra, co prawda ostatnio relacje jego i lisa znacznie się poprawiły, i Sasuke dowiedział się o tym pocztą pantoflową, ale żeby od razu się o coś takiego wściekać?
- Przyjacielu? To chciałeś powiedzieć? – Sharingan aktywował się ułamku sekundy. – A to mi ciągle wmawiałeś, że jestem twoim przyjacielem. Sasuke to, Sasuke tamto, a tu proszę… Tylko kilka lat mnie nie było! Tylko kilka lat, zdrajco!
- Zwierzątku… - dokończył  niepewnie Naruto, wybierając już znoszenie skutków gniewu Kyuubiego nad furię Sasuke. Wiedział, że oberwie mu się za takie stwierdzenie i miał rację, bo chwilę później poczuł coś na kształt kłów wbijających się w żołądek. Ale naprawdę wolał to niż kolejny kilkuletni foch Sasuke. – To może pójdziemy na ramen? – zaproponował, choć żołądek, nadal atakowany przez szczęki lisa, podpowiadał zupełnie co innego.
- Ramen… - odrobinę udobruchany Sasuke zastanowił się na głos. – Nie, pójdziemy na spaghetti! – stwierdził w końcu nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Naruto jęknął w duchu. Miał uczulenie na pomidory. Ale czego się nie robi dla miłości…




1 komentarz:

  1. Chwilowo zastanawiam się pomiędzy śmiercią przez uduszenie, a tą spowodowaną utonięciem. Nigdy więcej nie piję niczego, podczas czytania Twoich tekstów. Inaczej mogę umrzeć! xD
    Świetne xD Fochnięty Sasu komplementujący sobie rynsz... to znaczy rzeczke, Kyuubi określony mianem "zwierzaczka" i Naruto, który jest gotów zrezygnować ze swojego ramen. Mieszanka wybuchowa xD

    OdpowiedzUsuń