23 września 2016

Rywale - rozdział 41

– Zerwali, zerwali… – mamrotał Kakashi, wzruszając ramionami. –  Mało to par zry... Zaraz! Jak to zerwali ze sobą!? – wrzaskiem zaakcentował ostatnie słowo tak, że zapewne było go słychać w całym obiekcie pływalni. Shikamaru westchnął i oparł podbródek na ręce. Było dokładnie tak, jak się tego spodziewał. – Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że oni… – Trener podszedł i mrużąc oczy, wskazał go palcem, sugerując, że jego student najzwyczajniej w świecie z niego kpi. Niestety, wzrok Shikamaru mówił mu, że wcale tak nie jest. – Jak to w ogóle możliwe? – usiadł i spojrzał na nich zdezorientowany.
– No tak się dzieje, gdy chłopak zakochuje się w chło….
– Czy ty masz mnie za kretyna?! Wiem, jak to działa – przerwał mu. – Ale Uchiha?! Nasz Uchiha? Naprawdę? – Po prostu nie był w stanie w to uwierzyć. Przecież ten chłopak miał w całej akademii reputację playboya, który uwiódł niejedną dziewczynę. Ile to już było plotek, których oczywiście starał się nie słuchać, jak na nauczyciela przystało, a które zawsze jakimś sposobem do niego docierały. Sasuke miał na koncie niejedno złamane serce, z czego ponoć nic sobie nie robił. – Nie, to chyba mi się śni. – Odchylił się na krześle tak, że omal uderzył głową w ścianę.
– Ja też dowiedziałem się dopiero kilka dni temu i byłem tak samo zaskoczony – postanowił się w końcu wtrącić Neji.
– To jest naprawdę jakaś katastrofa, ja zaraz oszaleję. – Kakashi wstał i zaczął przechadzać się po kantorku, wachlując się swoją nieodzowną podkładką do notowania. – Nie mogli zerwać po zawodach? – jęknął w końcu zrezygnowany.
– To było dość… okrutne – stwierdził Shikamaru. – W końcu to ludzie, a nie przedmioty, mają swoje uczucia.
– Uczucia? Jak ja im dam uczucia, to mnie popamiętają do końca życia! – warknął Kakashi. – Przez te ich uczucia są same problemy i to od początku roku akademickiego. Najpierw tak się potłukli, nie wiem, czy w imię miłości, czy w imię czego, że jeden drugiemu złamał rękę, a teraz to. Wy mnie wszyscy chcecie do grobu wpędzić – wymamrotał i wygonił ich z kanapy, samemu zamierzając się na niej położyć i zrobić sobie kompres. – Shikamaru, poprowadzisz trening do końca – mruknął i zdecydowanym ruchem ręki kazał im się wynosić.

Trening, od momentu, w którym Kakashi zamknął się w kantorku, przestał być treningiem. To była istna samowolka. Shikamaru co prawda próbował ogarnąć sytuację, ale w końcu machnął na wszystko ręką. Tym bardziej, że końca zostało co najwyżej piętnaście minut i już zaczynały przychodzić dziewczyny, które miały zajęcia zaraz po nich. Jedna z nich odłączyła się od dyskutującej o czymś grupki i podeszła do Naruto, który siedział na ostatnim słupku startowym.
– Posuń się – szturchnęła go łokciem i usiadła obok, zakładając nogę na nogę. Naruto musiał przyznać, że Ino była naprawdę atrakcyjna, co potwierdzał dodatkowo fakt, że wychodzący właśnie z wody Kiba omal nie dostał wytrzeszczu, kiedy ich zobaczył. Zawsze miał bzika na punkcie blondynek. Chwilę później dwie przechodzące dziewczyny rzuciły zazdrosne spojrzenie, tym razem skierowane na Ino, a jedna z nich puściła do niego oko.
– O co im chodzi? – spytał zdezorientowany.
– Och, jakby to powiedzieć, po prostu stałeś się ostatnio bardzo popularny. – Ino zaśmiała się i zaczęła związywać swoje długie jasne włosy w kok.
– Tak? A to niby dlaczego?
– No wiesz, jesteś przystojny, czasem zdarza ci się myśleć… Ała – jęknęła, gdy tym razem to Naruto szturchnął ją łokciem. – Przede wszystkim jednak, jesteś jedyną osobą, której udało się tak naprawdę wyrwać Uchihę – uśmiechnęła się, wskazując ręką na stojącego po drugiej stronie basenu Sasuke. – Musi w tobie być coś wyjątkowego, skoro nawet on dał się złapać.
– Ino, to… – Nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Przecież wyraźnie dał do zrozumienia na wykładzie, że nie są parą.
– Daj spokój  – machnęła ręką – i tak wiem. Tenten się wygadała, a informacje ma z pewnego źródła, od Nejiego. Wiem też, że już nie jesteście razem i wiem nawet dlaczego. Tak czy inaczej – oparła głowę na ręce i przekrzywiła lekko głowę – teraz, skoro jesteś wolny, a każdy wie, że umawiałeś się też z dziewczynami…
– Co? Ty chyba nie chcesz…
– Nie – roześmiała się tak głośno, że zwróciła na nich uwagę wszystkich dookoła. – Mam kogoś innego na oku.
– To o co ci właściwie chodzi?
– Eh, Naruto. – Ino znów spojrzała na niego, teraz już całkiem poważnie. – Widzisz, Sasuke zaszedł za skórę wielu dziewczynom. Co prawda jest najprzystojniejszym facetem na uczelni i większość nadal marzy o randce z nim, ale to nie zmienia faktu, że parę osób chciałoby mu dokopać. A już na pewno jedna – westchnęła. – Mam wrażenie, że ona go po prostu teraz nienawidzi i to z twojego powodu. – Chwyciła głowę Naruto i ukierunkowała tak, żeby popatrzył w określone miejsce.
– Hinata… – przełknął nerwowo ślinę. Dziewczyna siedziała w pewnym oddaleniu od swoich koleżanek, tak jakby zupełnie nie była zainteresowana rozmową. Wyglądała na przygnębioną. Naruto poczuł się okropnie. Tak, miał świadomość, że się nie popisał. Powinien był z nią porozmawiać od razu w poniedziałek po imprezie, tylko że wtedy sam nie miał pewności, co się tam właściwie stało, a na dodatek jeszcze Sasuke oświadczył mu, że z nimi koniec. Nie miał do tego wtedy głowy, poza tym było mu strasznie głupio. Zostawił Hinatę bez słowa wyjaśnienia na temat swojego zachowania, a ona była zbyt nieśmiała, żeby zapytać.
– Nie wiem, coś ty jej naobiecywał, ale kiedy dowiedziała się o tobie i o Sasuke, przeżyła szok. Próbowałyśmy z nią rozmawiać, ale nie chciała nic powiedzieć. Zamknęła się w sobie całkowicie, a na Uchihę reaguje bardzo nerwowo.
– Nic jej nie obiecywałem… chyba. – Naruto znów spróbował sobie cokolwiek przypomnieć, ale przebłyski świadomości z tamtej nocy nie składały się w żaden konkretny obraz.
– Chyba? Naruto, ty to jesteś głąb patentowany. Przecież ona cię kocha. Nie masz za grosz wyczucia. – Ino podniosła się z słupka, bo właśnie weszła Kurenai i przywołała wszystkie dziewczyny do siebie. – Zrób coś z tym, jak nie chcesz, żeby Hinata znienawidziła także ciebie – mruknęła i odeszła w stronę trenerki.
Naruto jeszcze raz spojrzał na Hinatę i westchnął. Tak, będzie musiał z nią porozmawiać. I zrobi to. Ale nie dzisiaj.

Sasuke poprawił sobie poduszkę i zerknął na zegarek. Dochodziła dwudziesta. Leżał tak odkąd wrócił z uczelni, nie miał ochoty kompletnie na nic. Wiedział, że powinien się uczyć, bo niedługo mieli dość ważne kolokwium, ale nawet nie otworzył książki. Wcześniej zawsze uczył się razem z Naruto. Naruto… Obrócił się na drugi bok, a jego wzrok przykuł aparat leżący na nocnej szafce. Wziął go do ręki i zaczął przeglądać zdjęcia. Ostatnie były z imprezy Itachiego, więc cofał, aż doszedł do kadru, na którym zobaczył swojego byłego chłopaka – spał na fotelu w jego samochodzie.
– Eh, młotku. No i co ty najlepszego zrobiłeś – westchnął.
Pamiętał moment, kiedy zrobił mu to zdjęcie, to było jakieś dwa tygodnie temu, po powrocie z morderczego treningu Kakashiego. Zaczął przerzucać pozostałe fotografie. Mieli kilka wspólnych – w szatni, w akademiku, a nawet w tym pokoju. Zazwyczaj to Naruto bawił się aparatem, twierdził, że muszą mieć jakieś pamiątki ze swoich pierwszych miesięcy razem. Pierwszych miesięcy… Sasuke nie spodziewał się, że na tych pierwszych miesiącach się zakończy. Skoro w końcu zaangażował się w jakikolwiek związek, miał nadzieję, że ten po prostu będzie trwał. Zresztą, to wcale nie był jakikolwiek związek. To był związek z Naruto, a to zmieniało wszystko. Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślał, że mógłby go uwieść, zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić i mijać na uczelni, udając, że się nie znają. Naruto był ewenementem. A to, że był facetem? Swego czasu Sasuke dużo myślał o swojej orientacji i ostatecznie doszedł do wniosku, że gdyby jakikolwiek inny chłopak próbował się do niego zbliżyć w ten sposób, zbierałby swoje zęby z podłogi. Był pewien, że nie interesowali go mężczyźni. Interesował go po prostu Naruto.
– Sasuke? – Drzwi do pokoju otworzyły się i w przejściu pojawiła się głowa Itachiego.
– Nie – odpowiedział na niezadane jeszcze pytanie.
– Nawet nie wiesz, o co chciałem zapytać. – Itachi, mimo tak jawnej niechęci i braku zaproszenia, wszedł do pokoju. Jak zawsze panował tu idealny porządek, jedynym odstępstwem był sam Sasuke, który w żaden sposób nie przypominał w tym momencie ideału. Widać było, że nie najlepiej znosi rozstanie z Naruto.
– Nie możecie po prostu porozmawiać? Jesteście do cholery dorośli.
– Nie twoja sprawa. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego wchodzisz bez pukania. Czy w tym domu nie ma już nawet odrobiny prywatności? – mruknął Sasuke i wrócił do oglądania zdjęć, dając Itachiemu do zrozumienia, że kompletnie go ignoruje. Kadr, na którym się zatrzymał spowodował szybsze bicie serca. To była chyba jedyna fotografia, na której Naruto się nie uśmiechał, za to patrzył w taki sposób… Jego twarz, ten wyraz oczu… Sasuke widział już to spojrzenie, za każdym razem prowadziło do tego, że lądowali w łóżku i to bynajmniej nie po to, żeby spać. Kiedy on mu zrobił takie zdjęcie?!
– Nie lepiej patrzeć na żywo? – Przez to zamyślenie nawet nie zauważył, że Itachi podszedł i zerkał na wyświetlacz aparatu. – Sasuke, posłuchaj mnie – zaczął, zanim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć. – Ja rozumiem, wiem, co się stało, ale uważam, że powinniście się pogodzić. W końcu kto z nas nie zrobił czegoś głupiego po alkoholu?
– Na przykład ja? – Sasuke spojrzał jeszcze raz na zdjęcie i kliknął ikonkę kosza. Musiał pozbyć się tych pamiątek, tylko mąciły mu w głowie. Itachi był szybszy, wyciągnął mu z rak aparat i cofnął się do menu, zanim zdążył potwierdzić usunięcie
.– Oddam ci później, inaczej będziesz żałował – stwierdził, za nic mając przekleństwa brata, który chciał odzyskać swoją własność. Schował urządzenie do kieszeni.
Wściekły Sasuke wstał z łóżka. Z zawziętym wyrazem twarzy i nieludzko rozczochranymi włosami przypominał Itachiemu dziecko.
– Oddawaj – zażądał, wyciągając rękę. Miał zamiar odzyskać aparat, jak trzeba będzie, to nawet siłą. – A poza tym, skoro jesteś aż tak wścibski i, jak twierdzisz, wiesz, co się stało, to dziwię się, że w ogóle poruszasz ten temat. Wiesz, jak nazywałaby się akceptacja tego, co zrobił Naruto? Słabość!
Itachi pokręcił głowa. Niestety, jego obawy się potwierdziły . Domyślał się co prawda, że ta rozmowa właśnie tak się potoczy, cały czas miał jednak nadzieję, że może się pozytywnie rozczaruje. Kiedy dzisiaj po południu otworzył drzwi dwóm chłopakom, nieco się zdziwił, bo poinformowali, że nie przyszli do Sasuke, tylko do niego. Itachi jednego z nich kojarzył, to był Kiba, ten, który przyniósł Akamaru, drugiego, który przedstawił się jako Shikamaru, wcześniej nie znał. I to właśnie Shikamaru, nie owijając w bawełnę, powiedział, jak się sprawy mają i że trzeba chociaż spróbować coś z tym zrobić. Itachi oczywiście już wcześniej miał świadomość, że z Sasuke dzieje się coś niedobrego. Przestał się też u nich pojawiać Naruto, więc domyślił się, że chodzi o sytuację, której był świadkiem w samochodzie, ale nic więcej nie udało mu się z brata wyciągnąć.   
– Nie, mój drogi braciszku. – Cofnął się do drzwi, nie miał zamiaru pozwolić Sasuke odebrać aparatu. – To nazywałoby się zupełnie inaczej. I mam wrażenie, że wiesz jak.
Uśmiechnął się, spojrzał jeszcze raz na swoją młodszą, tak zupełnie niepodobną wersję i wyszedł z pokoju. Wiedział, co musi zrobić. Czasami najprostsze i najbardziej banalne rozwiązania okazywały się też najbardziej skuteczne.


Wtorek był dniem wolnym, ponieważ w czasie, gdy ich rok powinien mieć zajęcia, na uczelni odbywała się jakaś konferencja i ogłoszono godziny rektorskie. Naruto postanowił wykorzystać ten czas i pouczyć się na kolokwium, ale nie za bardzo mu się to udawało. Leżał zagrzebany w kartki skserowane od Shikamaru i rozmyślał o tym, o czym zdecydowanie nie powinien. Zresztą i tak miał problem z rozczytaniem się, trochę odwykł od bazgrołów przyjaciela. Ostatnio zawsze uczył się razem z Sasuke z jego notatek, a on miał dużo porządniejszy charakter pisma.
Ktoś zapukał do drzwi. Raz, potem drugi. W końcu rozległ się dzwonek. Naruto zwlekł się z łóżka i poszedł otworzyć, choć tak naprawdę nie miał ochoty nikogo widzieć. Mała iskierka nadziei, że to jednak może być Sasuke, że zmienił zdanie, zgasła, kiedy spojrzał przez wizjer. Mimo to przekręcił patent i wpuścił gościa do środka.
– Itachi… – mruknął i zapraszając go ruchem ręki, powlókł się z powrotem do pokoju. Usiadł na stołku przy blacie kuchennym. No tak, Sasuke mówił przecież, że jego brat przyjedzie oddać mu rzeczy. Więc to już naprawdę koniec.
– Naruto… – Itachi tylko jęknął, rozglądając się dookoła. Mieszkanie przedstawiało żałosny widok – wszędzie kubki, talerze z ledwo co tkniętym jedzeniem, jakieś książki i notatki porozwalane po łóżku i podłodze. Sam właściciel wyglądał jeszcze gorzej. Blady, zmarnowany, nie wykazujący jakiejkolwiek energii i chęci do życia.  – Naruto, tak dalej być nie może. – Itachi usiadł naprzeciwko i spojrzał na niego. – Sasuke wygląda jak cień samego siebie, a z tobą wcale nie jest lepiej. On za tobą tęskni, tylko…
– Tylko nie chce mnie znać – dokończył Naruto. Wstał, żeby zaraz przewrócić się na łóżko i zakryć głowę poduszką.
Itachi westchnął. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale też nie przypuszczał, że to wszystko może wyglądać aż  tak beznadziejnie. Po prostu czarna rozpacz. Podszedł, zdjął poduszkę z głowy chłopaka i rzucił gdzieś obok.
– Przyjechałeś, żeby oddać moje rzeczy? – mruknął Naruto, nadal leżąc twarzą w pościeli.
– Nie. I dość stanowczo dałem Sasuke do zrozumienia, że takie sprawy musi załatwiać sam. Zresztą, nie uważam, żeby to było konieczne. – Itachi chwycił Naruto i odwrócił w swoją stronę.  – Musicie się dogadać! – Spojrzał na niego z determinacją w oczach. – Ja naprawdę nie chcę patrzeć, jak mój brat znowu zamyka się w sobie i na powrót staje się tym, kim był wcześniej. Dzięki tobie się zmienił, a był czas, kiedy nie sadziłem, żeby to w ogóle było możliwe.
 – Tylko że on nie chce mnie słuchać. Jest uparty jak osioł. Zresztą, to moja wina. To ja zawaliłem na całej linii.
– Taa, słyszałem. Nie powiem, żeby to było mądre. Ale rozmawiałem z twoimi przyjaciółmi, byli u mnie. Fakt, że dziewczyna cię pocałowała, a ty nie dałeś jej do zrozumienia, że ma się odwalić, to jeszcze nie jest koniec świata.
– Być może, ale Sasuke w ogóle nie przyjmuje jakichkolwiek wyjaśnień. Tym bardziej, że ja tego nie pamiętam, a on myśli, że…
– Tak, wiem. Mnie też nie słucha. Jak tylko zaczynam coś mówić to zamyka się w swoim pokoju albo zakłada słuchawki na uszy. Dlatego tu jestem. – Itachi poszedł do przedpokoju i zdjął z wieszaka kurtkę Naruto. – Ubieraj się. – Rzucił ją tak, że spadła na głowę chłopaka. – Zamierzam raz na zawsze skończyć tę idiotyczną sytuację.

2 komentarze:

  1. "- Uczucia? Jak ja im dam uczucia, to mnie popamiętają do końca życia! – warknął Kakashi." No to było zabójcze :) Taki banalny komentarz, ale dziś nie stać mnie na nic lepszego :) Czekam na kolejną notkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początek zgodzę się z Do-ris - tekst Kakashiego był godny. ;)
    Uśmiałam się i to poważnie. To doprawdy było urocze i przydałaby się teraz seria 'fortunnych' zdarzeń, gdzie tych osłów wszyscy próbują 'spiknąć' z powrotem.
    Niepokoi mnie tylko Hinata... Mam wrażenie(trochę jak u mnie z "Paranoją", lata temu, tylko bez mordowania ^u^ ), że jak Uzumaki stał się poza zasięgiem, lekko jej odbije i będzie próbowała jego i Uchihę skłócić... W końcu, mimo iż kolejne chaptery trochę wyjaśniły moje wątpliwości... Z jej perspektywy to wygląda tak, że Naruto sobie z niej zakpił, może nawet zaplanował ten żart z jej osoby z przyjaciółmi, skoro oni wmawiali jej, że ona mu się podoba? Szare myszki, gdy wybuchną, są najbardziej nieobliczalne i obstawiałabym coś podobnego u Hinaty. Swoją drogą, trochę zgubiła się Sakura. Nie wiem, jak jej kontakty obecnie z Naruto w tym ficu wyglądają, ale może mogłaby mu, jako dziewczyna, pomóc?
    Also... Mam nadzieję, że wróci bardziej "męski" Uchiha, bo serio, o ile jego obrażanie się na świat pasuje do jego typologii... O tyle... Uchiha, wear some pants, I beg U. ^u^

    Ps. Mała literówka, myślę że chciałabyś wiedzieć :
    – Tyko nie chce mnie znać – dokończył Naruto.

    Mam nadzieję, że Ino nie będzie się pałętać koło Sasuke... Ale nie, ona wydaje się tu raczej sympatyczna... obstawiałam ją na blondynkę, z której to piersi Kiba spijał tequilę. ;]

    Czekam na kolejne chapy, bo po miesiącach bez SN(z małym wyjątkiem miesiąc temu dla "Drunken Heart Speaks Somber Mind" Kryzanny, ale to re-read... któryś z koleii w ciągu lat), naprawdę przypomniałaś mi, że fandom może być naprawdę fajny... Co innego, że teraz będę czekać na next i mam nadzieję, doczekam się szybko. ;p

    OdpowiedzUsuń