16 listopada 2016

Rywale - rozdział 47


Minęły już dobre dwie godziny, odkąd Naruto wrócił do domu. Od tamtego czasu starał się znaleźć sobie zajęcie, ale na niczym nie potrafił się skupić. Złe przeczucia go nie opuszczały, mimo że próbował sobie wmówić, że będzie dobrze. Oczywiście po tym wszystkim, co się stało, był pewien uczuć Sasuke, ale martwiło go, co wyniknie z rozmowy z ojcem. Widać było, że Fugaku Uchiha jest wściekły. Na pewno będzie starał się przekonać syna do zakończenia tego związku. Jak nie prośbą, to groźbą. Naruto nie wiedział dokładnie, jakie relacje panują między Sasuke a jego rodzicami, nigdy o tym nie rozmawiali, obawiał się jednak, że jego ojciec, właściciel znanej na całym świecie korporacji, nie odpuści tak łatwo. Co, jeżeli postawi mu jakieś ultimatum? Jeżeli będzie kazał wybierać: rodzina albo ten związek? Dobrze, że przynajmniej Itachi był po ich stronie i dzisiaj stanowczo dał to rodzicowi do zrozumienia. Zresztą, on, od kiedy tylko zaczął przypuszczać, co ich łączy, zawsze, choć często w żartach, okazywał im wsparcie. Sasuke zwykle się tym irytował, uważał, że brat niepotrzebnie się wtrąca, ale Naruto miał na ten temat inne zdanie. Nie zawsze, zwłaszcza, gdy w grę wchodził kontrowersyjny związek, można było liczyć na poparcie kogokolwiek. Oni w tym wypadku mieli dużo szczęścia. Zaakceptowali to przyjaciele, zaakceptował Itachi, zaakceptowała nawet mama Sasuke. A to już było coś.
Kiedyś Naruto zastanawiał się, jakby zareagowali rodzice jego chłopaka, gdyby dowiedzieli się o nich, jednak myślał, że ta chwila nie nadejdzie jeszcze długo. A dzisiaj… Dzisiaj Sasuke go po prostu zaskoczył. Gdy usłyszał, jak mówi: „jesteśmy razem”, miał wrażenie, jakby ziemia usuwała mu się spod nóg. Przez moment nie był pewien, czy się nie przesłyszał, czy sobie czegoś nie wyobraził. Ale Sasuke naprawdę to powiedział. Wydawał się przy tym tak spokojny i pewny siebie. Nie to, co on sam, który w tamtej chwili był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Zresztą, teraz wcale nie było lepiej, tym bardziej, że jedyne, co mu pozostawało, to czekać i mieć nadzieję, że Sasuke był wtedy świadomy tego, na co się decyduje. Bo... bo nie chciał… bo nie mógł go znowu stracić. Kochał go. Choć przecież nie zawsze tak było…

Przypomniał sobie swój pierwszy dzień na uczelni. Nie dość, że omal się nie spóźnił, bo poprzedniego wieczora rozpakowywał jeszcze kartony po przeprowadzce i dość późno się położył, to jeszcze wpadł na jakąś dziewczynę, jak się później okazało – Hinatę. A może to ona na niego wpadła? Nie pamiętał dokładnie. Nie znał wtedy prawie nikogo, więc zajął pierwsze lepsze miejsce, które znajdowało się obok jakiegoś znudzonego chłopaka z włosami związanymi wysoko w kitkę. Niestety, ten nie wykazywał zbytniej chęci do rozmowy, bo zwyczajnie przysypiał. Naruto musiał go szturchnąć kilka razy, kiedy do auli weszła kobieta mająca prowadzić wykład – Tsunade, jak wynikało z rozpiski zajęć – i rozejrzała się po wszystkich obecnych. To właśnie na nich dwóch zatrzymała wzrok na dłużej i najwyraźniej wcale jej się nie spodobało to, co zobaczyła. Wtedy nie mieli pojęcia, dowiedzieli się dopiero później, że akurat ona nie przepuszcza takiego zachowania, jak spanie na jej wykładach i można za to ponieść naprawdę surowe konsekwencje. Chłopak siedzący obok zerknął na niego nieprzytomnie znad pulpitu. Naruto ruchem głowy dał mu do zrozumienia, żeby spojrzał przed siebie, na co ten, widząc panią profesor, wyprostował się i udał, że nagle z wielkim zainteresowaniem słucha jej słów.
Naruto, już podczas tamtych zajęć, zdążył dowiedzieć się, że chłopak ma na imię Shikamaru i też trenuje pływanie. Potem Shikamaru przedstawił mu swojego współlokatora z akademika – Kibę, który od razu przypadł Naruto do gustu, bo miał podobne poczucie humoru – to znaczy, już na wstępie opowiedział jakiś kawał, z którego tylko oni dwaj się śmiali. Poznał też innych chłopaków z drużyny, niektórych, co było dość oczywiste, kojarzył z widzenia. A potem przyszedł on. Oj, jego Naruto kojarzył aż za dobrze. Sasuke Uchiha, drań jeden. Za każdym razem, gdy uczestniczył w jakichkolwiek zawodach, było niemal pewne, że się tam na niego natknie. Cholerny geniusz, zawsze musiał być pierwszy. Ale nie to w nim Naruto irytowało. Ten chłopak po prostu wydawał się być tak arogancki, zadufany i pewny siebie, że coś podpowiadało mu, żeby trzymać się od niego z daleka. Nie lubił takich napuszonych bęcwałów, jak go wtedy w myślach określał. I jeszcze te jego wyzywające spojrzenia…
– Nie wiedziałem, że przyjmują tu też młotków. – Sasuke uśmiechnął się cynicznie i stanął z założonymi rękami, patrząc prosto na niego. – A więc znowu się spotykamy, Naruto – zaakcentował ostatnie słowo.
– Niestety. – Naruto nie miał zamiaru dać się sprowokować, a już na pewno nie jemu. Nie miał pojęcia, czego on od niego chce. – A co, tęskniłeś?
– Strasznie… – Sasuke zmrużył zaczepnie oczy. – Zwłaszcza za tym, żeby po raz kolejny pokazać ci, że nie masz ze mną żadnych szans. Jesteś tylko…
– Ej, odwal się od Naruto, co? – Kiba stanął w obronie nowopoznanego kolegi, z którym już po kilkunastu minutach rozmowy rozumiał się tak dobrze, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi od lat. Najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, żeby ktoś go obrażał. A zwłaszcza jakiś piękniś, w którego przez cały wykład wlepiały wzrok prawie wszystkie dziewczyny.
– A ty co, obrońca się znalazł? – Głos Sasuke aż ociekał ironią. – Mama cię nie nauczyła, że nieładnie się wtrącać?
– Ty…
– Dobra, dajcie spokój. – Shikamaru przytrzymał wyrywającego się do przodu Kibę. On też znał Sasuke z widzenia, wiedział, co to za typ człowieka, dlatego wolał powstrzymać współlokatora przed zrobieniem czegoś głupiego.
– Właśnie, Kiba, nie warto. – Naruto rzucił tylko Sasuke pogardliwe spojrzenie i razem z nowo poznanymi kolegami z roku poszedł w stronę wyjścia z budynku.
Gdyby się wtedy obejrzał, dostrzegłby, jak wyraz twarzy Sasuke się zmienia. Ale tego nie zrobił.

Jeżeli tego pierwszego dnia studiów ktoś powiedziałby Naruto, że zakocha się kiedyś w Sasuke i będzie on dla niego całym życiem, popukałby się w głowę. Teraz, na wspomnienie tamtej sytuacji, uśmiechnął się. Jak to wszystko się zmieniło. Choć, trzeba przyznać, że długo to trwało i zdecydowanie nie było łatwo. Wcześniej nie miał pojęcia, o czym Sasuke mówi, wytykając mu, że jest najmniej domyślną osobą, jaką zna. Ale kto po takim zachowaniu mógłby się czegokolwiek domyślić? Wczoraj jego chłopak przyznał, że czuł do niego coś od początku pierwszego roku. W takim razie w bardzo interesujący sposób to okazywał. Obrażanie kogoś raczej nieczęsto prowadzi do zyskania sobie jego sympatii. Chociaż… Jakby się nad tym dłużej zastanowić… Sasuke aż tak bardzo się nie zmienił. Nie jest już co prawda w stosunku do niego aż tak wredny jak kiedyś, ale to nie znaczy, że w ogóle nie jest wredny. Jest. Cały czas nazywa go też młotkiem albo idiotą. Tylko teraz to wszystko ma jakiś taki inny wydźwięk…
Głośny dzwonek do drzwi wyrwał go z zamyślenia. Aż podskoczył i rzucił się w stronę przedpokoju. To na pewno Sasuke!

To był Sasuke. Lekko zdyszany, w dodatku kompletnie przemoczony, bo trafił chyba na oberwanie chmury, gdy biegł z parkingu do klatki schodowej. Na ramieniu trzymał swoją torbą treningową, a obok, na podłodze, leżała jeszcze druga, dużo większa. Zanim Naruto zdążył coś powiedzieć, obie torby zostały wrzucone do przedpokoju, a Sasuke przyciągnął go do siebie i pocałował namiętnie, wręcz desperacko. Po zaledwie chwili pchnął go w stronę pokoju, nadal zachłannie wbijając się w jego usta. Coś tknęło Nauto. To nie było normalne zachowanie. Sasuke wyglądał tak, jakby za wszelką cenę starał skupić się na czymś innym niż na własnych myślach.
– Poczekaj. – Oderwał się od jego ust, po czym odsunął od siebie delikatnie, ale stanowczo. – Co ty… – W tym momencie jego wzrok padł na jedną z toreb w przedpokoju. Przyjrzał się jej – duża, granatowa, z kilkoma bocznymi kieszeniami. Takie zabiera się w podróż. Pierwsza myśl, która przyszła mu do głowy, nie była zbyt optymistyczna. – Ojciec wyrzucił cię z domu? –  Spojrzał na chłopaka lekko przerażony. No tak, a niby czego miał się spodziewać.
Sasuke był niezbyt zadowolony z tego, że Naruto przerwał pocałunek, miał ochotę na coś przyjemnego, po tej zdecydowanie nieprzyjemnej rozmowie. Ale w końcu uznał, że faktycznie, lepiej najpierw wyjaśnić co i jak.
– Nie. Sam się wyrzuciłem. – Zawahał się na moment. – I… tak się zastanawiam… Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym… To tylko na kilka dni.
Naruto nic nie odpowiedział, nadal wlepiając wzrok w jego oczy. Zastanawiał się, co tam się musiało wydarzyć.
– Albo lepiej po prostu wynajmę pokój w hotelu. – Sasuke, widząc brak reakcji, wycofał się ze swojej prośby. W końcu kawalerka była mała, a oni nigdy wcześniej nie rozmawiali o wspólnym mieszkaniu. Niby nocował tu wielokrotnie, ale…
– Kretyn! – burknął Naruto, który za sam taki pomysł chętnie by mu przyłożył i ledwo powstrzymał się przed użyciem dużo bardziej dosadnego określenia. Lub całej wiązanki określeń. Pokój hotelowy?! Prychnął. A w związek to też może się tylko bawią? Pokręcił głową zdegustowany i chwycił w rękę torbę, po czym zabrał ją do pokoju i położył na krześle przy blacie kuchennym. Nie zawracając sobie głowy pytaniem o zgodę odpiął suwak i przyjrzał się zawartości. Ubrania, notatki, książki… Trochę tego było. Ogarnął wzrokiem szafki i zastanowił się, jak poupychać swoje rzeczy, żeby zrobić miejsce na to wszystko.
– Co ty, do cholery, robisz? – Sasuke, widząc, jak Naruto bezczelnie bierze się za rozpinanie bocznych kieszeni, chciał zaprotestować, ale ten nie dał mu dojść do słowa.
– Zamknij się, bo obiecuję, że jak będę musiał sam cię rozpakować, to pomieszam wszystkie twoje gacie i skarpetki razem z moimi.  
O tak, Naruto dobrze wiedział, jaki z Sasuke jest okropny pedant i jak wkurza go najmniejszy bałagan. Widział jego szuflady z bielizną. Nawet tam wszystko miał poukładane jak w jakimś katalogu z próbkami kolorów. Bokserki poskładane, skarpetki pozwijane, ułożone ciasno jedne obok drugich. To już zakrawało na jakiś absurd. I było zupełnym przeciwieństwem jego własnej wizji „porządku”, w której wrzucał wszystko byle jak. Taka radosna twórczość. Choć trochę niewygodna, bo zazwyczaj, gdy wyciągał z szuflady jedną skarpetkę, to potem dobre kilka minut szukał drugiej do pary. Nie zawsze udawało mu się znaleźć, ale wtedy po prostu przymykał oko, uznając, że jakiś tam wzorek nie stanowi większej różnicy i po prostu brał inną tego samego koloru.
– Eh, młotku… – Sasuke podszedł do niego z tyłu i go objął. Widział, że Naruto zdenerwowała ta wzmianka o hotelu, ale on nie za bardzo umiał o cokolwiek prosić. Tak naprawdę, to prawie nigdy tego nie robił. Nie chodziło oczywiście o prośby typu: „pożycz notatki” czy „kup mi coś, jak będziesz w sklepie”, ale o bardziej znaczące rzeczy. Do tej pory rozwiązywał to w inny sposób, na przykład wygrywając zakład czy też metodą coś za coś. To między innymi dzięki temu udało mu się przekonać do siebie Naruto. Dzięki przysłudze za ten idiotyczny test na emo Itachiego. Przypomniał sobie dzień, w którym jasno i przejrzyście wyłożył bratu swój plan. Itachi wahał się wtedy, ale nie mógł odmówić. W końcu wcześniej obiecał, że zrobi wszystko, a nie był typem człowieka, który nie wywiązuje się z obietnic. – Zostaw, potem się tym zajmę. – Sasuke wskazał na swój bagaż i odwrócił Naruto twarzą do siebie. – Teraz wypadałoby przebrać się w coś wygodniejszego i przede wszystkim suchego. W końcu nigdzie się już dzisiaj nie wybieram.
Odpowiedział mu szeroki uśmiech.


Naruto, co było do niego wręcz niepodobne, nie spieszył się z zadawaniem pytań. Oczywiście, chciał poznać przebieg rozmowy Sasuke z ojcem, ale najpierw musiał mu dać czas na ochłonięcie i przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Nie, żeby Sasuke w jego mieszkaniu był jakąś nową sytuacją, ale tym razem okoliczności były inne. W końcu, kiedy chłopak rozpakował już większość swoich rzeczy i pomył wszystkie kubki po kawie, także te z szafki nocnej, co niesamowicie rozbawiło Naruto, bo Sasuke ledwo co sam się wprowadził, a już zaczynał wprowadzać swoje porządki, postanowił zacząć temat.
– I co teraz? – zapytał, siadając na krześle w kuchni. Przed sobą miał idealnie czysty blat, co było do tej pory rzadkością. Sasuke zajął krzesło naprzeciwko, ale milczał przez dłuższą chwilę.
– Nie wiem – odpowiedział w końcu. – Na razie nie mam po co wracać. Ojciec co prawda nie może mnie wyrzucić, to jest dom tak samo jego jak i mojej matki, a ona na to nigdy nie pozwoli, ale nie chcę go po prostu teraz widzieć. Nie po tym, co powiedział.
– A co powiedział?
– No, trochę tego było… – Sasuke zaczął relacjonować ich rozmowę. A raczej monolog ojca, który nie przebierał w środkach i inwektywach. Przede wszystkim więc młodszy syn dumnego Fugaku Uchihy dowiedział się, że zawsze może liczyć na pomoc ze strony rodziny w walce z tym „problemem”, jak to zostało ujęte na początku. Potem słowo „problem” zastąpiły inne, jak: „skrzywienie psychiczne”, „zaburzenie” czy „dewiacja”. Została mu zaproponowana terapia u najlepszych psychologów, terapeutów czy hipnotyzerów. Sasuke na początku spokojnie słuchał, nie racząc nawet komentować, ale kiedy ojciec zaczął wyciągać argumenty typu: „to niezgodne z naturą”, „ masz w przyszłości założyć rodzinę i mieć dzieci” czy w końcu „bycie gejem jest nienormalne”, zaczął się irytować. Miał dość słuchania tych bzdur. Całości dopełniło jedno zdanie, w którym Fugaku, wstając zza swojego mahoniowego biurka, powiedział, że: „Uchiha nie są żadną patologiczną rodziną i on nie pozwoli, żeby jego syn był nienormalny. I że ma w tej chwili zakończyć ten chory związek, bo inaczej wybije mu go z głowy w inny sposób”. Wtedy Sasuke też wstał i po prostu wyszedł. A ojciec, nie zamierzając odpuścić, poszedł za nim.
– Twój tata stosuje naprawdę ciekawe argumenty – stwierdził niezbyt optymistycznie Naruto. – A tak na serio, Sasuke… Może mu przejdzie, kiedy ochłonie.
– Wątpię. Tym bardziej, że dostało się nawet mojemu bratu, który jest przecież jego oczkiem w głowie. – Sasuke wolał przemilczeć fakt, że z ust Fugaku poleciało też kilka obelg w stronę właśnie Naruto, który rzekomo „sprowadził go za złą drogę”. I to był jedyny moment w czasie tamtej rozmowy, gdy ostro zareagował. Ale wolał, żeby chłopak o tym nie wiedział. Poza tym i tak nie potrafiłby mu powtórzyć tych słów.
– No właśnie, jak mnie odwiózł, to mówił, że musi od razu wracać, żebyście się nie pozabijali – przypomniał sobie Naruto. Nie wziął tego za żart, bo choć Itachi brzmiał wtedy prawie beztrosko, to widział, że nie było mu do śmiechu.
– Wpadł na nas dosłownie chwilę po tym, jak wyszliśmy z gabinetu. I chyba po raz pierwszy w życiu nie mam mu za złe, że wtrącił się w nie swoje sprawy. Żebyś ty widział minę mojego ojca, kiedy Itachi uświadamiał go, że mamy dwudziesty pierwszy wiek, a potem wytknął brak tolerancji. Oczywiście w odpowiedzi usłyszał, że jest osłem, skoro popiera takie dewiacje i że nie tego ojciec się spodziewał po starszym synu, z którego zawsze był taki dumny. Reszty już nie słyszałem, bo zostawiłem ich i poszedłem się pakować. – Sasuke oparł głowę na ręce, a kąciki jego ust lekko się uniosły. Widać było, że wspomnienie końca tamtej rozmowy trochę go rozbawiło. – Tak więc ojciec uważa, że Itachi jest osłem, a ja jestem nienormalny – podsumował.  
– Nie żebyś ty kiedykolwiek był normalny – mruknął Naruto, uśmiechając się pod nosem. Cieszył się, że Sasuke choć na chwilę wrócił humor. Zapewne z Fugaku będą mieli jeszcze sporo problemów, ale lepiej nie martwić się na zapas.
– Wiesz, może masz rację. Przecież nikt normalny by z tobą nie wytrzymał.