27 kwietnia 2010

Rywale - rozdział 24


Witam, tym razem – o dziwo – po dwóch tygodniach przerwy. Teraz raczej rozdziały będą tak krótkie. Dziękuję naprawdę wszystkim za tak motywujące komentarze.
Może najpierw tak: jedni z was tolerują Sakurę, inni nie, ale weźcie pod uwagę, że nie ma podziału na ludzi dobrych i złych, każdy ma wady i zalety. Absolutnie nie sugeruję tym, co będzie dalej z nią i Itachim, ale spójrzcie na to realnie. Nie zawsze wszystko toczy się tak jak chcemy.
Sasame – dobrze, że Tobie moda nie mija, czekam i czekam na rozdział u Ciebie.
Mechalice – chaptery przez kilka miesięcy były demotywujące, choć te z chwilowej konfrontacji Sasuke – Naruto – podobały mi się. Jednak faktycznie, to już nie to samo co kiedyś.
Tarquin-chan – chyba jednak nie umiem już pisać tak, jak kiedyś w „Mimo wszystko”, bo teraz jest to dla mnie zbyt cukierkowe i przejaskrawione. Choć nadal lubię tamtego fika, chyba mój styl trochę ewoluował.
Yukami – ja też nie jestem fanką yaoi jako gatunku, lubię tylko dwa parringi – oczywiście SasuNaru i Draco/Harry (ale to drugie tylko czytam, nie dość, że rzadko, to tylko wybrane).  Co do stylu – dzięki, to miłe – powiem tylko, że styl wyrabia się sam, im więcej się pisze, tym staje się lepszy.
Karupin – na początku pisałam, ponieważ skoro nie znalazłam bloga, który w 100% oddawałby fikcję SasuNaru taką, jaką chciałam, to sama sobie ją stworzyłam. Teraz, kiedy mam już mniej czasu i weny   – nie będę ukrywać – pisze, bo lubię, ale już nie dla siebie, tylko dla tych, którzy to czytają. Co nie zmienia faktu, że fabuła nadal będzie taka, jaką ja chcę widzieć, ponieważ inaczej nic dobrego by z tego pisania nie wyszło.
Daimon – w moich linkach jest kilka nieprzeciętnych SasuNaru, więc warto.
Siruwia – tak to chyba działa, że wszyscy motywujemy sie nawzajem. Nie zaprzeczę, że mój blog powstał przez inspirację fanfikiem właśnie Twoim i Lloyd (szkoda , że już nie pisze). Wcześniej widziałam SasuNaru tylko na forach i portalach tematycznych, a tu proszę, trafiłam na blogi ze świetnymi opowiadaniami – więc sama też coś pobazgrałam. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że wróci do ciebie ta fascynacja, bo uwielbiam Twój blog.

Następna sprawa. Zrobił mi się mały bałagan z powiadamianiem. Kilka osób prosiło mnie o powiadamianie, miałam dodać później, a teraz nie mogę znaleźć numerów gg, znów inne konta gg, które powiadamiam, wydają mi się nieaktywne. Tak więc moja prośba. Każdy kto chce być powiadamiany, niech zostawi swój nr gg (koniecznie z nickiem) w komentarzach (niestety nie mam tu czegoś takiego jak księga wpisów, a szkoda).
______________________________________
Usunęłam wcześniejszą wiadomość o planowanym trzecim blogu, zamiast tego informuję, że taki już powstał – recenzje blogów SasuNaru. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, adres znajdzie w linkach „Moje”. Zapewniam, że nie gryzę, a początkującym piszącym mogę pomóc :)
______________________________________

Sasuke prowadził auto niekoniecznie zgodnie z przepisami, co Naruto co rusz kwitował prychnięciem.
- No i czego prychasz? – Po którymś z kolei odgłosie wydobywającym się ni to z ust, ni to z nosa Uzumakiego, czarnowłosy w końcu zareagował.
- Ciągle mi dogryzasz, że jestem złym kierowcą, a sam jedziesz jak daltonista – blondyn oparł głowę o zagłówek. – Przejechałeś na czerwonym świetle – dodał w kwestii wyjaśnienia.
Sasuke tylko wzruszył ramionami, postanawiając jednocześnie bardziej skupić się na prowadzeniu.
- Tak w ogóle, wiem, że to drażniące, ale odpuść – niebieskie oczy wyłapały jego spojrzenie w lusterku.
- Odpuść?
- Z Sakurą. Odpuść.
- Wiesz, kto jak kto, ale ty nie powinieneś tego mówić. – Czarnowłosy pokręcił z niedowierzaniem głową. – Już zapomniałeś co ci zrobiła?
- Nie, nie zapomniałem, ale…
- A teraz wybrała sobie za cel mojego brata… - czarnowłosy kontynuował, nie dając blondynowi dojść do słowa.
- Nie, zapo….
- A Itachi chyba upadł na głowę, że się z nią zadaje…
- Sasuke! – Uzumaki miał już dość ciągłego przerywania. – Dasz mi dokończyć?
Uchiha nic nie odpowiedział, co blondyn uznał za przyzwolenie.
- Nie, nie zapomniałem co zrobiła i jaka jest. Tylko że masz złe podejście. Może jak odpuścisz, sprawa sama się rozwiąże – zaproponował, ostrożnie dobierając słowa.
- Co masz na myśli?
- Sam mówiłeś, że twój brat zachowuje się jak dziecko. A wiesz co się dzieje, jak zabiera się dziecku zabawkę?
- Wiem, tyle że on sam uznał, że to nie zabawa.
- Oj, to taka metafora.
- Wiesz, co to znaczy metafora? – Sasuke rozszerzył oczy w udawanym zdumieniu. Mimo, że sprawa była dość poważna, nie mógł sobie odmówić drobnej przyjemności dokuczenia młotkowi.
- Czy ty masz mnie za idiotę? – Naruto zdenerwował się. To on próbuje znaleźć najlepsze rozwiązanie a, ten drań z niego kpi.
- Żartowałem. Ale tak, wiem, co się dzieje, kiedy zabiera się dziecku zabawkę – czarnowłosy chcąc nie chcąc skrzywił się lekko, kiedy przypomniał sobie wydarzenie ze szkoły średniej.
Wychowawcą jego klasy był wówczas Ebisu, facet oglądający się za co ładniejszą dziewczyną w szkole i ukrywający ten fakt pod okularami przeciwsłonecznymi. Ale mniejsza o jego zainteresowania, otóż nauczyciel ten miał dość specyficzne poczucie humoru. Swego czasu wprowadzono w szkołach „Przystosowanie do życia w rodzinie”. W ramach tych zajęć w większości klas podzielono uczniów na pary i kazano opiekować się elektroniczną lalką, miało to uświadamiać nastolatków o konieczności zabezpieczenia się, a najlepiej w ogóle hamować popęd płciowy.  Jednak, jak się okazało, wielu chłopców traktowało to wyzwanie z przymrużeniem oka, co rusz więc zdarzało się, że płacząca lalka zostawiana była sama sobie w męskiej toalecie, schowku na narzędzia czy – co zaryzykowano tylko raz i nikt nie miał odwagi więcej tego próbować – pod drzwiami gabinetu dyrektora z przypiętą karteczką „Przygarnij Kropka”.  Ebisu, chcąc uniknąć takich sytuacji w swojej klasie, wpadł na inny pomysł. Przez prawie miesiąc jego uczniowie chodzili do przedszkola i tam - pod okiem przedszkolanki oczywiście - zajmowali się maluchami. Sasuke do dziś wspomina to doświadczenie jako największy koszmar. Dzieciaki były krnąbrne, marudne i wredne. Uchiha dobrze pamiętał, że kiedy pewnego razu chciał zabrać swojemu podopiecznemu zabawkę, by ten w końcu położył się spać, tamten wyrwał mu z rąk samochodzik i - z niespodziewaną dla tak młodego wieku siłą - uderzył nim czarnowłosego w głowę. Krew co prawda się nie polała, ale dość pokaźny siniak utrzymywał się dość długo.
- No więc, może najlepiej udawaj, że w ogóle cię to nie obchodzi. Sam zobaczy, jaka jest Sakura – kontynuował blondyn.
- A jeżeli nie?
- To wtedy coś wymyślimy – Naruto uśmiechnął się do Sasuke. – Może pójdziemy gdzieś, w końcu jest sobota – zaproponował.
- Zobaczymy – Uchiha tylko mruknął w odpowiedzi, ale Naruto był pewien, że dostrzegł w lusterku coś na kształt uśmiechu.
Shikamaru, choć od zawsze twierdził, że mieszanie się w czyjeś sprawy jest zbyt kłopotliwe, tym razem uznał jednak, że musi pogadać z Naruto, zanim zjawi się u niego Kiba i zacznie snuć swoje teorie. Nie zamierzał już ukrywać, że wie co się święci i uznał za swój przyjacielski obowiązek poznać stanowisko blondyna. Czy razem z Sasuke zamierzają komuś ujawnić, co jest między nimi czy nie. Jeżeli to drugie, to lepiej, żeby bardziej uważali na to, co robią. Już raz były na ich temat plotki i mimo iż większość ludzi zdawało sobie sprawę, że to nieprawda to i tak napsuły „co poniektórym” dużo krwi.
Nara wszedł na klatkę schodową w bloku Naruto, kiedy właśnie wychodziła z niej jakaś grupka ludzi. Starał się iść cicho, wiedział, że naprzeciwko blondyna mieszka babcia Temari, która nie patrzyła na niego zbyt przychylnie. Shikamaru swego czasu zastanawiał się, dlaczego jego dziewczyna mieszka w akademiku, a nie z rodziną. W końcu, delikatnie podpytując, poznał całą historię.
Mama Temari, także absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, mając dwadzieścia sześć lat poznała jej ojca, który już wtedy był włodarzem miasta oddalonego o jakieś trzysta kilometrów. Mimo różnicy wieku było to szczęśliwe małżeństwo i szybko przyniosło owoce. Najpierw na świat przyszedł Kankuro, wyczekiwany syn, potem Temari, ukochana córeczka. Trzecie dziecko, Gaara, nie było planowane, ale rodzice i tak bardzo się cieszyli. Już kilka miesięcy przed jego przyjściem na świat wyremontowali pokój, kupili łóżeczko i nowe ubranka. Niestety, podczas porodu nastąpiły powikłania. Lekarze starali się jak mogli, ale udało im się uratować tylko noworodka. Matka, wtedy już trójki dzieci, umarła, a ojciec załamał się, nie był już tym samym człowiekiem. Kilka lat później zmarł, wcześniej jednak zdążył uaktualnić testament. Podzielił w nim majątek równo pomiędzy trójkę dzieci.
Temari i Gaarę wzięła do siebie ich babcia, Kankuro sam zadecydował, że chce się uczyć w szkole z internatem. Nie było łatwo, bo mimo, że rodzeństwo miało na koncie swoje pieniądze, nie zostały one ruszone aż do skończenia przez nich osiemnastu lat. Jednak tak naprawdę dopiero po skończeniu szkoły średniej każde z nich wybrało, co chce robić i gdzie mieszkać. Kankuro został w ich rodzinnym mieście, gdzie zaczął  studiować aktorstwo. Temari wyprowadziła się od babci do akademika, żeby – jak twierdziła – zaznać prawdziwego życia studenckiego. Na końcu przeniósł się Gaara, który dostał się - z jednym z lepszych wyników - na archeologię i obecnie mieszkał w mieszkaniu studenckim, głównie ze względu na czas dojazdu do szkoły. Po jego wyprowadzce Temari zastanawiała się czy wrócić babci, ale staruszka dobrze rozumiała, co to znaczy młodość i skutecznie jej to wyperswadowała. Ustaliły z wnuczką, że ta będzie ją często odwiedzać i pomagać. I tak już zostało, co chyba odpowiadało wszystkim. No może poza jednym szczegółem. Właśnie tym, że babcia Temari nie lubiła Shikamaru…
Nara tylko westchnął  i zadzwonił do drzwi Naruto.
Uzumaki, właśnie zamierzał się przebrać i wybierał koszulkę z najlepszym według niego napisem, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Spojrzał zdziwiony na Sasuke, podszedł do drzwi i wyjrzał przez wizjer. Cholera, Shikamaru – przełknął nerwowo ślinę. Nie uśmiechało mu się, żeby geniusz zobaczył Uchihę w jego pokoju.
- Schowaj się do szafy -  wyszeptał w stronę czarnowłosego.
Sasuke tylko popukał się palcem w czoło, dając do zrozumienia, że Uzumaki chyba upadł na głowę, jeżeli sądzi, że on będzie się gdziekolwiek chował. Naruto musiał więc użyć wszelkich możliwych argumentów, od gróźb począwszy, na ciekawych obietnicach skończywszy, żeby geniusz łaskawie raczył poczekać chwilę w łazience. W końcu otworzył drzwi znudzonemu długowłosemu.
- O, cześć Shikamaru – udał radość z jego wizyty, jednocześnie masując ręką włosy na karku, co zdradzało zdenerwowanie.
- Dłużej się nie dało? – spytał Nara, wchodząc do środka. – Wiesz, że naprzeciwko ciebie mieszka babka Temari? Wiesz, jakie spotkanie z nią byłoby kłopotliwe? – zrzędził.
- Wiem. Próbowała mnie z nią swatać - stwierdził blondyn, po chwili zatykając sobie ręka usta. – To znaczy… No wiesz…
- To już wiem, dlaczego mnie nie lubi –Shikamaru przewrócił oczami, nic sobie nie robiąc ze zmieszania przyjaciela.
- Uważa cię za satanistę.
- Taaa, no to pięknie – mruknął -  A tak w ogóle to gdzie schowałeś Sasuke? – Nara nagle zmienił temat, czym prawie przyprawił blondyna o atak serca.
- Że… Że co? – niebieskooki popatrzył na niego z dość głupim wyrazem twarzy.
- Na parkingu stoi jego samochód, a na wieszaku wisi jego kurtka – długowłosy wzniósł oczy do sufitu. - Jak chcecie się ukrywać, to warto zwracać uwagę na szczegóły – dodał.
- Że niby my?
- Dobra, młotku, daj spokój. - Drzwi od łazienki otworzyły się, ukazując sylwetkę Uchihy opierającą się o framugę. – To był ostatni twój głupi pomysł, na który dałem się namówić.
- Sasuke – Naruto tylko jęknął.
- Wiecie, ja się nie wtrącam, to wasza sprawa – stwierdził długowłosy, jakby na usprawiedliwienie. – Jednak jeżeli zamierzacie się ukrywać, lepiej pohamujcie się w niektórych miejscach.
- Zamierzasz to rozpowiedzieć? – Brunet wyszedł z łazienki, patrząc uważnie na Shikamaru.
Ten tylko się skrzywił.
- Nie i nie mam nic przeciwko wam. Ale wiecie, jacy są inni… - zrobił sugestywną pauzę. – Poza tym Kiba już snuje różne teorie spiskowe. Po prostu uważajcie – dodał.
- Wiesz, jednak w porządku z ciebie gość – Sasuke uśmiechnął się, co było dla Nary widokiem niespotykanym.
- Tak, drań ma rację – poparł go Naruto. – W takim razie, może pójdziesz z nami na piwo?