12 kwietnia 2011

Rywale - rozdział 34


To już drugi tekst, który wklejam na blog dzisiaj:) Zapraszam do czytania. A jak przeczytacie, to na forum sasunaru.xn.pl – stworzone przez blogerki i fanów sasunaru.

Blue Boy – cieszę się, że podoba się nowy wygląd bloga.
Daimon – oj, będzie miał wesoło, to nie ulega wątpliwości:) A tak w ogóle, to muszę kiedyś spróbować tego likieru.
Ikuko - ;) - nic dodać, nic ująć.
Aga20tkaaa – w każdym związku przychodzi czas na kłótnie. Zwłaszcza między dwoma tak różnymi charakterkami:) Nie martw się. Nie zrobię z tej pary ciepłych kluch, a przynajmniej nie mam takiego zamiaru.
Kuroneko – naprawdę miło czytać coś takiego od studentki filologii:)
Hachisu – odnośnie gg odpowiedziałam na twoim blogu. Cieszę się, że Rywale powodują u ciebie takie reakcje :P
Argentine – Itachi z natury jest wścibski, a zapach perfum łatwo wyczuć:)
Koko – masz rację, rozbieżność widać na pierwszy rzut oka, ale tak to już jest z blogspotem. Poza tym wolę dziesięć komentarzy z analizą rozdziału niż sto o treści ”boskie, pisz nexta”. O scenę z Kibą miałam największe obawy, jak zostanie odebrana, cieszy mnie więc to, że ci się podobał humor;)
Sake – tak, wiem, jak zakończę Rywali. Co do 4-rozdziałowego ff, póki co nic takiego nie planuję.
Wegetatywna – zaczynasz współczuć Sakurze? Cieszę się, że patrzysz na wykreowaną przeze mnie postać, a nie stereotyp Sakury.
Thefunandthefiction – nie sądziłam, że słowo blog kojarzy się tak negatywnie. Zresztą, nie znam jakiegoś większego portalu z publikacjami Sasunaru, no może poza yaoi.pl, ale tam administratorka ma się chyba za literackiego boga, bo próbuje zmieniać każdy tekst pod własne widzimisię.
Mushu – witam nową czytelniczkę:)

Beta - Alien

______________________________________


Kiba Inuzuka obudził się z okropnym bólem głowy, który spotęgowało jeszcze głośnie chrapanie z sąsiedniego łóżka. Z miną człowieka cierpiącego podniósł się do siadu i chwytając swoją poduszkę, rzucił nią w Shikamaru. Niestety, nie trafił, a Nara, jakby w nieświadomym odwecie, chrapnął jeszcze głośniej.
Szatyn westchnął i opuścił nogi na podłogę z zamiarem wstania, ale rozmyślił się i tylko podparł głowę na rękach. Mokry i zimny nos Akamaru, trącił go w stopę.
- Brutus – mruknął Inuzuka, patrząc na szczeniaka z dezaprobatą. – Zmienię ci imię na Brutus, zdrajco – powtórzył, na co pies tylko szczeknął radośnie.
No cóż, Kiba miał pełne prawo obrazić się na swojego pupilka, który wczorajszego wieczoru po prostu go olał. I dosłownie, i w przenośni. Nie dość, że Akamaru poczuł jakąś wielką i szczerą, choć nieodwzajemnioną, chęć nawiązania więzi z Uchihą, to jeszcze zupełnie nie reagował na polecenia swojego pana. Cały czas kręcił się koło nóg Sasuke, co rusz gryząc w geście przyjaźni jego sznurówki, a kiedy w końcu Inuzuka wziął go na ręce i zmusił do usadowienia się na jego kolanach, szczeniak obsikał mu spodnie.
- Oddam cię do schroniska. – Kiba w końcu jednak podniósł się z łóżka i wygrażając Akamaru, powlókł się do łazienki. Kac zdecydowanie przyćmiewał mu w tym momencie umysł, ale nie na tyle, by nie pamiętać o wczorajszych rewelacjach. Paradoksalnie, to właśnie one były odpowiedzialne za jego obecne samopoczucie, bo gdyby Naruto i Uchiha nie zjawili się wczoraj z radosną nowiną, to nie zaczęliby pić, a gdyby nie zaczęli pić, to nie… Inuzuka poczuł, jak ogarniają go mdłości i ledwo zdążył dobiec do toalety.
- Więcej nie piję – obiecał sobie solennie kilka minut później, siedząc na posadzce i opierając czoło o zimne, jasnobeżowe kafelki.
 
- Nie idę na zajęcia – oświadczył Naruto, nie otwierając oczu, tylko po omacku szukając na nocnej szafce butelki z wodą. Zahaczył o kubek po kawie, którego tradycyjnie  nie chciało mu się wczoraj umyć. Naczynie spadło na podłogę, rozbijając się na kilka kawałków.
- Dlaczego? – Sasuke, który właśnie bez cienia skrępowania otworzył jedną z szuflad komody i pożyczył sobie kolejne bokserki  blondyna, spojrzał na niego kpiąco. – Wczoraj twierdziłeś, że to dobrze tak napić się w męskim gronie – przypomniał.
Uzumaki tylko jęknął i nie znalazłszy jednak wody, nakrył głowę poduszką.
- Mówiłeś też… – brunet wsunął na siebie jasnoniebieskie bokserki i podszedł do łóżka – …że męska przyjaźń jest bardzo ważna. – Usiadł obok Naruto, unosząc poduszkę i nachylając się nad rozczochraną blond czupryną. – A na koniec zaproponowałeś im czworokącik – zakończył, patrząc z satysfakcją na Naruto, który momentalnie podniósł głowę i otworzył w przerażeniu oczy.
- Kłamiesz! – krzyknął zachrypniętym głosem, panicznie próbując przypomnieć sobie końcówkę wczorajszego wieczoru, a właściwie to już nocy, ale ostatnie, co z całą pewnością pamiętał, to to, że rozmawiał z Kibą na temat swojej orientacji seksualnej. Inuzuka najwyraźniej potraktował jego związek z Sasuke jako pourazową depresję po Sakurze, więc musiał mu kilka rzeczy wyjaśnić. Nadal nie był pewien, czy szatyn do końca zrozumiał…
- Tego nie możesz wiedzieć – Uchiha uśmiechnął się prowokująco i chwycił leżącą w nogach łóżka butelkę wody, której przed chwilą bezskutecznie szukał jego chłopak. Odkręcił zakrętkę i upił łyk. – Chcesz? – zapytał blondyna, który machinalnie wyciągnął rękę.  – To się po nią rusz. – Wstał i odstawił butelkę na biurko.
Naruto mamrocząc kilka przekleństw pod adresem czarnowłosego podniósł się z łóżka. Chwycił butelkę, pijąc łapczywie. Strużka wody pociekła mu po brodzie, potem wzdłuż szyi i torsu. Sasuke, widząc to, nie mógł się powstrzymać. Przysunął się i językiem powiódł po ścieżce spływających kropel. Naruto mimowolnie spiął się, czując łaskotanie. Mimo teorii, które kiedyś snuł Uchiha na temat pozbycia się łaskotek, nie zdecydował się zostać królikiem doświadczalnym. Taka już jego natura, trudno, brunet musi to zaakceptować.
- Draniu, przestań! -  Odsunął się, omal nie dławiąc się ostatnim łykiem wody. Rzucił pustą butelkę na podłogę i spojrzał na bruneta. – Żartowałeś z tym czworokącikiem, co? – zapytał, jeszcze nie do końca pewien odpowiedzi.
-  Tego dowiesz się od swoich przyjaciół. – Sasuke zmrużył oczy i wskazał drzwi łazienki. – Podobno prysznic robi dobrze na kaca, choć nie wiem, czy moralnego też – zakpił i cofnął się w stronę kuchni. Naruto, racząc go morderczym spojrzeniem, zabrał bieliznę na zmianę i trzaskając drzwiami, poszedł się wykąpać.

- Jesteś potworem. Jesteś sadystą. Jesteś… - Uzumaki nie zdążył wymyślić kolejnego określenia, bo Sasuke zatkał mu buzię swoimi ustami.
- Zamknij się – wymruczał, odwieszając kurtkę i prowadząc gościa przez kuchnię do salonu. Naruto westchnął, dając sobie chwilowo spokój z obrażaniem chłopaka, który wbrew jego woli wyciągnął go z mieszkania. W tym momencie przyszło mu do głowy, że ostatnio jego życie przypomina film Dzień Świstaka. Sasuke spędza u niego noc, pożycza jego bieliznę, a potem jadą do jego domu po resztę ubrań na zmianę . Jedyna różnica, że teraz przyjechali taksówką, bo honda stała nadal pod akademikiem.
- Cześć. – Itachi, który siedział akurat przy stole w salonie nad stertą jakichś papierów i laptopem, uniósł głowę na widok wchodzących i przywitał się.
No tak, Naruto zapomniał o tym małym szczególe, a mianowicie o tradycyjnym spotykaniu brata Sasuke.
- Fajne, że jesteście! – Długowłosy poderwał się i chwycił dwa leżące na stole wydruki komputerowe, unosząc je w górę.  – Który lepszy? – zapytał. – Nie mogę się zdecydować – dodał, patrząc z nadzieją na chłopców.
 Naruto spojrzał na dwie, czerwono-białe wersje projektu.
-  Co to za paletka? – spytał, przyglądając się obrazkom. -  Gdzieś już to widziałem – próbował sobie przypomnieć.
- Jaka paletka?  - Sasuke spojrzał zdegustowany na chłopaka. – To nie paletka, tylko wachlarz – pokręcił głową. Jak Naruto mógł nazwać logo jednego z dobrze znanych producentów gier  paletką!
- Mi też to zawsze przypominało paletkę do ping-ponga - odezwał się wesoło Itachi. – A widziałeś ją pewnie w grach komputerowych. Tym właśnie zajmuje się nasza rodzina, Sasuke ci nie powiedział? – zdziwił się.
Teraz Naruto już skojarzył. Sam co prawda nie był fanem rozrywek komputerowych, ale Kiba namiętnie grał w różnego rodzaju strzelanki czy strategie. Fakt, brunet nigdy o tym nie wspominał.
- Jakoś nie było okazji – burknął młodszy Uchiha i zerknął na projekty. – Ten – wskazał jeden  z wydruków. Itachi kiwnął głową, w pełni zgadzając się z wyborem brata.
- Zaraz, zaraz. – Naruto wydawał się zdezorientowany. – Te wszystkie gry są twoim dziełem?
Itachi roześmiał się.
- Nie, ja tylko tworzę grafikę. To, że postać ruszy nogą, ręką, zrobi zeza czy wybije komuś zęby, to już robota programistów – wyjaśnił.
- Ty też masz swój udział w tych grach? – Naruto spojrzał pytająco na Sasuke.
- Sasuke nie przeszedł testów charakteru – wyrwał się z odpowiedzą Itachi. – Gdy w wieku dwunastu lat miał przetestować najnowszą wersję „Sharingana”, to chronił bandytów, a strzelał do cywili. Przyczepił też sojusznikom do kamizelek ładunki wybuchowe, więc stwierdziliśmy, że lepiej trzymać tego małego socjopatę z dala od takich rozrywek – dodał, mrugając wesoło do zaskoczonego Naruto.
Młodszy Uchiha spojrzał na brata jak na kompletnego idiotę.
- Z twoją głową naprawdę jest coś nie tak – stwierdził, po czym skinął na Uzumakiego, kierując się z powrotem w stronę kuchni.
- Naruto – zawołał jeszcze Itachi, zanim obaj wyszli. – Wpadnij kiedyś do mnie jak nie będzie Sasuke, to opowiem ci  o nim kilka ciekawych historii i…
Reszty blondyn nie usłyszał, gdyż brunet zdecydowanym ruchem zasunął drzwi do salonu.

Osoba Itachiego miała niekwestionowany wpływ na humor Naruto, który z marudzącego cienia samego siebie, stał się na powrót zadowolonym z życia chłopakiem. Jedna tylko rzecz go zastanawiała.
- Naprawdę byłeś takim sadystą? – spytał bruneta, kiedy wchodzili na uczelnię i kierowali się na wykład.
- Nie – mruknął Sasuke. - Itachi cię wkręca, a ty łykasz wszystko jak młody pelikan – westchnął, poprawiając pasek sportowej torby na ramieniu.
- Poprawił mi humor – uśmiechnął się Uzumaki, zastanawiając się, jakie to wydarzenia z życia Uchihy chciał mu zdradzić jego brat.
- Szkoda, że to nie ja ci go poprawiam – burknął brunet i skręcił w stronę drzwi auli wykładowej.
- Ależ Sasukeee – blondyn sparodiował zakochane w jego własnym chłopaku dziewczyny. – Czy ty jesteś zazdrosny? – szturchnął bruneta łokciem.
- Zazdrosny? – Sasuke zatrzymał się i spojrzał na Uzumakiego mrużąc oczy. – A co to takiego? – uśmiechnął się kpiąco.
- Na… naruto… – Hinata Hyuuga, która zupełnie niespodziewanie zaszła im drogę, spojrzała na blondyna niepewnie. – Możemy porozmawiać? –  wyszeptała i zawstydzona spojrzała w dół.
- Jasne. – Naruto z premedytacją objął dziewczynę ramieniem i idąc z nią w stronę korytarza, odwrócił się i spojrzał przez ramię. – Właśnie to jest zazdrość – zdołał odczytać z ruchu jego warg wściekły Uchiha.

Itachi, skończywszy pracę, wysłał wybrany projekt mailem i zamknął laptopa. Skierował się do przedpokoju, gdzie ubrał kurtkę, ignorując zupełnie szalik, mimo że na dworze było już bardzo zimno i chwytając kluczyki od samochodu, wyszedł z domu. Za niecałą godzinę powinni być w domu rodzice, a on miał im do zakomunikowania ważną wiadomość.
Droga do domu Sakury zajęła mu niespełna piętnaście minut. Nie było żadnych korków, a i światła, jakby mu sprzyjając, zmieniały się w odpowiednich momentach na zielone. Odetchnął głęboko, sam tak naprawdę nie wiedząc, czego się obawia. Przecież najgorszy stres miał już za sobą.
Wczoraj Sakura nie dała się łatwo przekonać. Była na niego zła, a że nie grzeszyła łagodnością, Itachi usłyszał to, co mu się należało. No dobra, usłyszał może nawet trochę więcej, a z kwiatów w bukiecie zostały ostatecznie same łodygi i przekrzywiona kokarda, jednak w końcu, gdy dziewczyna wyładowała swoją złość, udało mu się z nią porozmawiać. Wiedział, jak do niej dotrzeć, a i matka Sakury, rozanielona dżentelmeńską postawą Itachiego, który również jej podarował kwiaty, miała swój udział w ich pogodzeniu. Dziewczyna mu wybaczyła, a on sam obiecał, że nigdy więcej nie zachowa się jak gówniarz.
- Gotowa? – spytał, wysiadając z samochodu i otwierając drzwi z drugiej strony. Sakura już na niego czekała na podjeździe.
- Nie. – Haruno zajęła fotel pasażera, poprawiając nerwowo włosy.
Itachi zamknął drzwi i usiadł z powrotem na miejscu kierowcy, przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Będzie dobrze. – Uśmiechnął się pokrzepiająco.

Pół godziny później, stojąc w salonie domu państwa Uchiha, przedstawił dziewczynę swoim rodzicom.
- Mamo, tato, to jest moja narzeczona, Sakura Haruno.

Parodia sceny ze Shreka

Tym razem nie Rywale, ale one-shot, który zajął zaszczytne ostatnie miejsce w konkursie na parodię sceny ze Shreka na forum sasunaru.xn.pl :)  Wszystkich, którzy jeszcze tam nie trafili, zapraszam.
______________________________________

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, wśród wątpliwych uroków Konohańskiego Bagna żył sobie…
- Ośle!
…żył sobie…
- Ehhh -  Naruto westchnął i zatrzasnąwszy książkę, wyszedł z wychodka.
- Blond ośle, rusz tyłek! – zawołał po raz drugi Zielony Lee – rycerz cnót wszelakich, zwany również Zakutym Łbem. Skąd taki przydomek? Otóż któregoś razu ów śmiałek założył na swoją wielką głowę zbyt ciasny hełm i po dziś dzień nie mógł go zdjąć. Naruto nigdy nie sądził, że upadnie tak nisko, by włóczyć się z nim po całym królestwie w poszukiwaniu Różowej Królewny.

Wspomniana Różowa Królewna przebywała w najwyższej wieży Ponurego Zamczyska i była pilnowana przez smoka. Smok zdradził kiedyś Konohańskie Bagno, wchodząc w tajne konszachty z kimś o pseudonimie Kot w Butach, a teraz tylko w ten sposób mógł się zrehabilitować, choć ostatnio chyba kiepsko mu szło. A mianowicie plotka głosiła, że królewna, czekając na swego wybawcę, Księcia z Innej Bajki, próbowała w międzyczasie uwieść smoka, przez co biedny przeżył załamanie nerwowe i w odwecie zamienił jej życie w piekło. Piekło w znaczeniu dosłownym, bo podpalił wszystko wokół. Atmosfera zrobiła się na tyle gorąca, że trzeba było wysłać kogoś na ratunek, zanim smok dostanie całkowitego pomieszania zmysłów i oprócz twierdzy, spali również królewnę.

Jedynym kandydatem na wybawcę okazał się Zielony Lee, a Naruto, towarzysząc mu, zastanawiał się po drodze nad jedną ważną rzeczą – kogo oni właściwie mają ratować. królewnę przed smokiem, czy smoka przed królewną? Był tak zaabsorbowany własnymi rozmyśleniami, że nawet nie słuchał opowieści Zakutego Łba o jego nowym zielonym kostiumie, który ponoć miał ultracienkie i superopinające lateksowe warstwy. Czy jakoś tak.

Szli w trudzie i znoju, omijając dziury w asfalcie, aż w końcu dotarli do celu. Ponure Zamczysko okazało się być naprawdę ponure. Naruto uznał, że nawet Konohańskie Bagno w porównaniu do tego miejsca to prawie jak spa. Przekroczyli nieco przypaloną bramę i ich oczom ukazały się dwa drogowskazy. Pierwszy skierowany w górę, drugi w prawo, informowały kolejno: do królewny, do smoka. Zielony Lee  ruszył w stronę schodów, zostawiając bestię towarzyszowi.
- Co mam mu niby zrobić? - spytał zdziwiony blond osioł.
- Nie wiem, zagadaj go na śmierć, uwiedź, rób co chcesz – odparł Zakuty Łeb i ruszył na ratunek Różowej Królewnie.

Naruto wyjął zza pasa swoją tajemną broń – młotek do wbijania gwoździ, ale chwilę później rozmyślił sie i schował go z powrotem. Wiedział co prawda, że smoki to nie puchate, przyjacielskie zwierzątka, ale trochę współczuł bestii uciążliwej współlokatorki i postanowił być miły. Wziął głęboki oddech i skręcił w prawo.
- Witaj, jestem Naruto i … - Ledwo zdążył wypowiedzieć swoje imię, gdy na powitanie z drugiego końca ogromnej komnaty pomknął w jego kierunku strumień ognia, osmalając jasną grzywę. Smok miał najwyraźniej złośliwą naturę i nienajlepszy humor. - Co z ciebie za dżentelmen, tak bez ostrzeżenia? – krzyknął blondyn i odskoczył, bo czarna gadzina tym razem machnęła ogonem, burząc przy okazji dwa filary.
- Ej, a może ty jesteś smoczycą? – zapytał Naruto, chowając się za stertę powstałego gruzu. – Nie, no ależ oczywiście, że jesteś smoczycą! Słyszałem, że  kobiety tak się zachowują, kiedy mają okres – dodał po chwili zastanowienia i ledwo zdołał uchronić się przed  kolejnym, tym razem znacznie potężniejszym strumieniem ognia. Smok ryknął. Jeszcze nigdy tak go nie obrażono. On pokaże tej jasnowłosej przybłędzie, kto tu jest mężczyzną! Rozpostarł skrzydła i uniósł się w powietrze, by chwilę później przycisnąć nieproszonego gościa do ściany.
- Co robisz, przestań! – wrzasnął Naruto, który miał uzasadnione obawy, że bestia zaraz odgryzie mu głowę. Jednak, o dziwo, nic takiego się nie stało. Smok tylko przybliżył łeb i popatrzył na niego kpiąco, a blond osioł, chcąc nie chcąc, musiał przyznać, że gadzina miała naprawdę fascynujące czarne ślepia. Po chwili smok dmuchnął w jego stronę gorącym powietrzem i przejechał pyskiem wzdłuż ciała, zahaczając o to i owo.
- Ej, spokojnie! – Naruto czuł, że zostały naruszone jego strefy intymne. – Może najpierw się poznamy, zaprzyjaźnimy… najlepiej korespondencyjnie – zaproponował, posyłając swój uśmiech numer jeden. Smok jednak pokręcił łbem i powtórzył czynność, a czarne ślepia błysnęły złośliwie. – Nie, no za kogo ty mnie masz, ja nie mogę tak.. tak od razu do intymnego pożycia! – Tym razem blond osioł zirytował się. Chciał być miły, starał się, a ta bezczelna bestia najpierw traktuje go ogniem, a potem próbuje wykorzystać seksualnie.
Smok ponownie pokręcił łbem i mając już chyba dość słuchania bredni nieproszonego gościa, przybrał swoją ludzką postać. Ostatnio robił to naprawdę rzadko, głównie dlatego, że współlokatorka z najwyższej wieży nie dawała mu wtedy spokoju i całą noc wyła jakieś ballady o miłości.
- Ty… ty nie jesteś jednak smoczycą? – Naruto ze zdziwieniem przyglądał się wysokiemu, ciemnowłosemu chłopakowi o identycznych jak bestia czarnych oczach.
- Jestem Sasuke – przedstawił się smok, ignorując całkowicie resztę wypowiedzi. – A ty, ośle jeden, zdecydowanie za dużo gadasz –  stwierdził oskarżycielskim tonem.
- Gdybyś nie wkładał pyska tam, gdzie nie trzeba… – Oburzony Naruto zerknął na swoje spodnie.
- Nie trzeba było wchodzić w paszczę lwa… eee, to znaczy smoka – poprawił się Sasuke. – Czytać nie umiesz czy co? - mruknął.
- A ty przypadkiem nie powinieneś pilnować Różowej Królewny? – Blondyn nagle zmienił temat.
- Kpisz sobie, ośle? Trzy lata czekałem, aż jakiś desperat się tu zjawi. Na własnym grzbiecie bym go podrzucił na górę, byle by tylko ją stąd zabrał. – Sasuke podszedł bliżej. - Myślisz, że po jaką cholerę ustawiłem drogowskazy przy wejściu? – zapytał.
- Ooo, czyżbyś nie kochał królewny? – zakpił Naruto, nie wiadomo dlaczego łudząc się, że smok nie stanowi już dla niego zagrożenia.
- Tak się składa, że jestem gejem. I wiesz co? W sumie, to nawet cieszę się, że wpadłeś. – Sasuke przysunął się jeszcze bliżej i uśmiechnął złośliwie, a Naruto zdębiał. O ironio, a przed sekundą twierdził, że smok jest niegroźny.  – Jeżeli ten Zakuty Łeb zabrał już Różową Królewnę, to najwyższa wieża powinna być pusta. Zawsze chciałem przetestować łóżko wodne, które ta zmora kupiła w  Ikei… Oczywiście bez jej udziału – dodał czarnowłosy i na powrót przyjmując postać smoka, złapał blond osła za tylną część paska od spodni.
- Puść mnie, ja protestuję, mam lęk wysokości! – krzyknął Naruto, kiedy smok machnął skrzydłami i zaczął wzbijać się w powietrze. – Nieeee! Zostaw moje dziewictwo!

Zielony Lee, słysząc wrzask, odwrócił głowę i spojrzał w stronę wieży zamkowej. Temu to dobrze – pomyślał i wziął nogi za pas, uciekając przed Różową Królewną, która, zła jak diabli za brak rumaka, soneciku czy choćby fraszki, goniła swego wybawcę z patelnią w ręku, złorzecząc, pomstując i wymyślając srogie konsekwencje.

*   *   *

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, wśród wątpliwych uroków Konohańskiego Bagna żył sobie… – przeczytał siedzący w wychodku Książę z Innej Bajki, ale znudzony wstępem, przerzucił kartki na ostatnią stronę. Po chwili wybiegł z toalety, śmiejąc się do rozpuku, epilog bowiem głosił: A morał tej bajki jest krótki i niektórym znany. Nie prowokuj smoka, bo będziesz wyru…
Ekhm… no, ten teges.