20 kwietnia 2009

SasuNaru - mimo wszystko 11. Dziwne sny i pierwsza randka

Szedł przez pole dojrzewającego zboża. Kłosy muskały skórę, przyjemnie łaskocząc. Wodził po nich ręką, były takie miękkie w dotyku. Kolor pszenicy coś mu przypominał, tylko nie pamiętał co. W pewnym momencie jego wzrok przykuły dwa niebieskie kwiatki. Wydawały się jakby ukryte w złotym łanie, czekające, aż ktoś je dostrzeże. Uchiha wyciągnął po nie rękę… Nagle coś szarpnęło go gwałtownie do tyłu, odciągając od pięknego, wabiącego błękitu.

- Sasuke, wstawaj – Naruto potrzasnął śpiącym chłopakiem.

Nie, jeszcze chwila, musi je zerwać. Czuł, że z jakiegoś powodu są dla niego ważne. Rzucił się do przodu, zaciskając dłoń.

- Mam, nie puszczę!

- Ała, to boli, draniu – jęknął Uzumaki.

Sasuke otworzył powoli oczy. Dwie chabropodobne tęczówki wpatrywały się w niego pytająco.

- Może jednak puścisz, co? – właściciel błękitnych oczu zaczynał być lekko zirytowany.

- Co? A, jasne – czarnowłosy uświadomił sobie, ze ściska kurczowo ramiona przyjaciela, wbijając w nie paznokcie.

- Coś ci się śniło? – blondyn patrzył na czarnookiego.

- Nic ważnego – mruknął geniusz pod nosem.

- Mamrotałeś o jakiś kwiatach – Naruto roześmiał się. – Nie wiedziałem, że ty taki wrażliwy na piękno przyrody jesteś, Uchiha. Czego ja się dowiaduję, mieszkając z tobą, no…

- Niczego godnego uwagi – Sasuke gwałtownie wstał i łapiąc Naruto za kołnierz bluzy, wyrzucił go z pokoju. – Wypad, musze się ubrać - zakomunikował i zatrząsnął drzwi.

Usiadł na łóżku, chowając twarz w dłoniach. Ostatnio codziennie budził się zdezorientowany dziwnymi snami, które go nawiedzały. Wiedział, że to ma coś wspólnego z młotkiem. Od czasu pocałunku w szpitalu, zaczął przejawiać jakąś niezdrową fascynację tym blond idiotą, który znów z nim mieszkał. Codziennie obserwował go ukradkiem, jakby spodziewając się, że znajdzie satysfakcjonujące wyjaśnienie tego stanu rzeczy. Niestety, jedyne czego się dowiedział, to to, że Naruto mruży zabawnie oczy i nos, kiedy oślepia go słońce, denerwując się, przeczesuje włosy na karku, a jedząc, zawsze oblizuje sobie wargi językiem. Zwłaszcza od tego ostatniego Uchiha nie mógł oderwać wzroku. Ciągle obiecywał sobie w duchu, że przestanie się tak zachowywać, ale to było silniejsze od niego. Co gorsza, po pewnym czasie doszedł już nawet do pewnych wniosków. Przerażających wniosków. Uzumaki zaczynał go interesować, nie tylko jako przyjaciel.

- Trzeba z tym skończyć – czarnooki wstał, zakładając koszulę. Najbardziej bał się, że Naruto w jakiś sposób dowie się o tym dziwnym zafascynowaniu przyjaciela swoją osobą i… No właśnie. I co? Znając tego idiotę, to najpierw rozwaliłby mu nos, a potem wyleciał z krzykiem z rezydencji, wrzeszcząc, że ostatni członek klanu jest zboczeńcem. Sasuke jakoś nie odpowiadała taka wizja, wolał więc być ostrożny. Chociaż z drugiej strony, biorąc pod uwagę spostrzegawczość młotka w takich sprawach, nie było się czego obawiać. Czarnowłosy roześmiał się na wspomnienie niezbyt inteligentnej miny Uzumakiego, kiedy mu powiedział o Hinacie. Trochę uspokojony i w lepszym nastroju zszedł na dół.

- O! Jesteś, draniu – Naruto siedział na werandzie i wcinał ramen z plastikowego kubka.

- Po co mnie budziłeś tak wcześnie, młotku?

- Trening – niczego nieświadomy blondyn oblizał usta, na co czarnooki drgnął i odwrócił głowę.

- Trening mamy na dziewiątą. Biorąc poprawkę na spóźnienia Kakashiego, dotarcie tam na jedenastą powinno być akurat.

- No tak, nie pomyślałem – Uzumaki wyszczerzył się radośnie i rzucił opakowanie po zupce za siebie.

- Co robisz, idioto? Podnieś to i wyrzuć do śmieci.

- Oj, nie zrzędź, później zabiorę.

- Jesteś jak zaraza morowa – westchnął Uchiha i ganiąc się za to w duchu, podniósł kubek, wyrzucając tam, gdzie trzeba. – W życiu nie widziałem takiego bałaganiarza jak ty.

- Ale i tak mnie lubisz? – Naruto padł na drewniany podest, rozkoszując się promieniami słońca.

- Chciałbyś – prychnął brunet, znikając we wnętrzu domu.

Trening był tego dnia wyjątkowo męczący. Kakashi wściekał się z jakiegoś powodu i jego humory odbijały się na drużynie siódmej. Uzumaki zaczął nawet żartować, że to zapewne wynik opóźniającej się premiery nowej części ulubionej książeczki sensei. Jednak po paru godzinach, humor opuścił nawet jego. Mieli dość.

- Ja już sobie porozmawiam z ero-seninem, jak go spotkam – narzekał blondyn w drodze powrotnej do posiadłości. – Skoro i tak nic nie robi, poza pisaniem tych zboczonych komiksów, to mógłby chociaż się wyrabiać na czas.

- Nie przesadzaj, młotku – Sasuke nie dał po sobie poznać, że nie ma już sił. – Tak cię zmęczyły zwykłe ćwiczenia? – nie mógł się powstrzymać od dokuczania.

- Mnie zmęczyły? Draniu, zaraz ci pokażę! – niebieskooki jak zwykle nie pozostał obojętny na zaczepkę. – Zobaczysz, że jestem od ciebie lepszy!

- Chyba w snach.

- Dobra, to ścigamy się, kto pierwszy będzie w domu – Naruto klepnął czarnowłosego w plecy i pobiegł.

Uchiha, przeklinając się w duchu za niewyparzony język, ruszył za nim, bo mimo że padał z nóg, nie mógł dać się pokonać temu blond narwańcowi.

Sasuke skakał po drzewach, próbując złapać postać w pomarańczowym dresie. Nie miał już siły, a na dodatek osobnik oddalał się coraz bardziej. Musi go dogonić, to kwestia honoru. Był zdeterminowany, aby nie pozwolić mu uciec. Jeszcze ostatni wysiłek i Uchiha wyciągnął ręce w stronę jasnej czupryny… Skądś pojawił się dym. Brunet z przerażeniem stwierdził, że trzyma za rękaw nie młotka, ale Kakashiego. Sensei roześmiał się złowieszczo, mówiąc, że jak Sasuke nie przyniesie mu najnowszej części Icha Icha Paradise, to już nigdy więcej nie zobaczy Naruto. To niemożliwe, musi go zobaczyć - geniusz próbował wyjaśnić siwowłosemu, ale ten zarechotał jeszcze głośniej i zniknął… Biegł po szpitalnym korytarzu, szukając Jiraiyi. Na pewno Tsunade będzie wiedziała gdzie jest. Z uchylonych drzwi jednego z pokojów dobiegał szloch. Uchiha katem oka dostrzegł, jak na podłodze pod ścianą kuli się blondwłosy chłopiec.

- Naruto? –zaskoczony podszedł i ujął jego twarz w dłonie. Była cała mokra od łez. – Dlaczego płaczesz?

Niebieskie oczy spojrzały na niego smutno.

- Nie chcę być już więcej sam – wyszeptał.

- Nie będziesz sam – czarnowłosy przysunął się i musnął ustami policzek Uzumakiego. – Już nigdy nie będziesz sam – delikatnie dotknął jego warg. Poczuł jak ciepłe ramiona oplatają go za szyję. Było mu tak przyjemnie… Gdzieś daleko rozległ się huk i głośny śmiech.

Uchiha otworzył oczy. Nie był w szpitalu, ale we własnej sypialni. Powoli docierało do niego, że to był tylko sen…

- Cholera – zerwał się z łóżka. – O czym ja myślę – brunet był zarazem zły i przestraszony. Już wiele razy miał dziwne wizje senne z niebieskookim, ale nigdy wcześniej go w nich nie całował!

Kolejny huk. Dochodził gdzieś z ogrodu. Sasuke zbiegł na dół, w wyszedł na werandę. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to dwie duże żaby i - najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony - Naruto. Drugie, to połamane drzewa w jego własnym sadzie.

- Młotku, co ty wyprawiasz? – Uchiha stał zdezorientowany.

- Trenuję – wyszczerzył się blondyn.

- A to? – ogarnął ręką zniszczone jabłonie.

- Zaraz ci pokaże. Gamatatsu, gotowy? – Uzumaki położył dłoń na głowie płaza, po czym nieprawdopodobnie silny strumień wody połamał kolejne drzewo. – I co fajne, nie?

- Fajne? – Sasuke z chęcią mordu w oczach ruszył w stronę jasnowłosego. – Zabiję cię, młotku, popatrz co zrobiłeś z moim ogrodem – wrzasnął.

- To może my już pójdziemy, co braciszku? – ropuchy, wyczuwając niebezpieczeństwo, ulotniły się, zostawiając Uzumakiego sam na sam z rozwścieczonym właścicielem posiadłości.

- Trzeba wiać – jęknął sprawca zameszania, ale zanim zdążył zrobić krok, dopadł go rozjuszony Uchicha, drąc się, przeklinając, wyzywając od idiotów i grożąc śmiercią, przez dobrą godzinę.

Ostatecznie geniusz niebieskookiego nie zabił, ale wymyślił mu odpowiednią karę. Zero ramenu przez cały miesiąc i koszenie wszystkich trawników. O ile drugą częścią Naruto się zbytnio nie zmartwił, to pierwszą odczuł boleśnie, bo od swoich zupek był najzwyczajniej w świecie uzależniony.

Nadszedł maj, a wraz z nim pogoda wręcz wymarzona do leniuchowania. Uchiha rozkładał się w ogrodzie z książką, a Uzumaki, który nie potrafił usiedzieć w miejscu, wynajdywał sobie coraz to nowe rozrywki. Tego dnia był jednak spokojniejszy niż zwykle. Podszedł cicho do bruneta.

- Sasukeee – nerwowo splótł dłonie za plecami.

- Co? - chłopak nie oderwał nawet wzroku od czytanej strony.

- Sasuke, co byś powiedział na to, żebyśmy umówili się na randkę?

Czarnowłosemu z wrażenia aż lektura wyleciała z rąk.

- Na randkę? My? –chłopak przeraził się. Czyżby Naruto jakimś cudem odkrył jego tajemnicę?

- Nie, święty Walenty. No jasne, że my. Nie sądzisz, że już najwyższy czas, zimny draniu? – paplał blondyn, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, co dzieje się w tym momencie z jego przyjacielem.

- Najwyższy czas? To znaczy, że ty… - geniusz nie wiedział, co powiedzieć. Czyżby ta fascynacja działała w obie strony? Czyżby młotek…

- No tak, ja – śmiał się niebieskooki. – Tobie też się przyda, nie uważasz?

- No chyba…

- To co, zgadzasz się? – Uzumaki skakał dookoła zszokowanego bruneta. - No zgódź się, zgódź.

- No dobra – Sasuke zaczerwienił się i zamarł, widząc błękitne tęczówki naprzeciwko swojej twarzy. Uzumaki pochylił się nad nim, był tak blisko…

- Draniu.

- Mm? – czarnowłosy zamknął oczy.

- Książka ci spadła – blondyn podniósł z ziemi tomik i oddał właścicielowi. – To ja już pójdę i wszystko zorganizuję – krzyknął i pobiegł w stronę domu.

- Co zorganizujesz? – wyjąkał czarnooki, ale nie doczekał się odpowiedzi.

Uchiha stał przed lustrem, próbując doprowadzić włosy ładu. Kilka godzin temu Naruto wpadł do jego pokoju jak pocisk atomowy, informując, że spotkają się o 19 w Ichiraku. Sasuke nie za bardzo wiedział, co młotek miał na myśli, mówiąc „spotkają”, bo przecież skoro mieszkają w jednym domu, to pójdą tam razem, ale postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy. Dziwnie się czuł. Z jednej strony był zadowolony, że wyjdzie gdzieś z blondynem, z drugiej – ogarniał go strach. Nie oszukiwał sam siebie, miał w tych sprawach doświadczenie zerowe. Nigdy nie umówił się z nikim na randkę, mimo że miał prawie 18 lat. Zastanawiał się, jak to będzie wyglądało. Znał Naruto już tyle lat, spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Czy fakt, że to randka, zobowiązuje do jakiegoś określonego zachowania? Dlaczego wcześniej nikogo nie zapytał? Zresztą, kogo miałby pytać. Spojrzał jeszcze raz w lustro, nie poznając sam siebie. On, ostatni członek wybitnego klanu, nieustraszony geniusz, pierwszy raz w życiu był tak przerażony.

Stał w holu, oparty o futrynę. Czekał na Naruto.

- Chodź już, młotku – niecierpliwił się.

- Idę, idę – usłyszał gdzieś z góry, po czym rozległ się odgłos kroków na schodach.

Sasuke dokładnie obejrzał sobie Uzumakiego. Niby wyglądał tak jak zawsze, ale jednak inaczej. Nie miał na sobie pomarańczowej bluzy, a jedynie czarną koszulkę. Świeżo umyte jasne włosy spadały kosmykami na twarz, a niebieskie oczy błyszczały jeszcze bardziej niż zwykle. Brunet poczuł nagłą chęć objęcia „swojego głupka”, jak go w myślach nazwał, ale opanował się, stwierdzając, że na to przyjdzie czas później.

- To jak idziemy? – Naruto nerwowo potarmosił sobie włosy na karku i wyszczerzył się w uśmiechu.

- Ano idziemy – czarnooki puścił blondyna przodem.

- Całą drogę się nie odzywasz, co z tobą? – Uchiha był trochę zirytowany zachowaniem niebieskookiego, bo już przywykł do jego paplaniny. - To nie pasuje do twojego wizerunku rozwrzeszczanego młotka – dodał, chcąc go sprowokować.

- A bo się denerwuję – Naruto wlepił wzrok w swoje buty, jakby były one godne najwyższej uwagi. – A jak dam plamę?

- Nie rozumiem…

- To moja pierwsza randka.

- Moja też i co z tego?

- A jak zrobię coś nie tak?

- Na przykład co?

- Nie wiem, boję się – jęknął blondyn łapiąc czarnookiego za rękaw koszulki.

- Wyluzuj, to tylko ja – stwierdził Sasuke, pomijając fakt, że sam też jest kłębkiem nerwów.

- Przecież nie tobą się martwię, draniu. – Uzumaki jęknął.

- Nie mną? To kim? – brunet stanął jak wryty, spoglądając ze zdziwieniem na stojącego przed nim chłopaka. Jednak odpowiedź nie była potrzebna, bo właśnie zza rogu budynku wyszły dwie dziewczyny.

- Witaj, Na… Naruto-kun – Hinata spłonęła rumieńcem.

- Cześć, Sasuke – kun – jej towarzyszka uśmiechnęła się.

Gdyby Naruto w tamtej chwili spojrzał na przyjaciela, najprawdopodobniej padłby trupem. Sasuke wzrokiem bazyliszka gapił się na niego, olewając wszystko inne.

- Przepraszam na chwilę – rzucił w stronę dziewczyn i pociągnął brutalnie blondyna. – Co to ma do cholery znaczyć? – syknął mu do ucha.

- No jak to co? Nasza randka – jasnowłosy nie rozumiał.

- Jak to nasza randka? Myślałem, że my… - zamarł w połowie zdania. Dotarł do niego absurd całej sytuacji i własna głupota. Jak mógł pomyśleć, że Naruto chciał pójść na spotkanie tylko z nim. Przecież to oczywiste, że musiało chodzić o podwójną randkę. Z dziewczynami! Każdy głupek by się zorientował. Każdy, oprócz Uchihy, który zaślepiony własną, niezrozumiałą fascynacją, ułożył najbardziej idiotyczny scenariusz. Scenariusz w którym on i…

- Sasuke, myślałem, że domyślasz się z kim cię umówiłem – Uzumaki wydawał się przestraszony. Czyżby zrobił coś źle? – Przepraszam, jeśli… Ale nie pytałeś…

- Nie, w porządku. Jestem zaskoczony i tyle. Chodźmy – brunet przybrał swoją zwykłą maskę, ale gdzieś głęboko w czarnych oczach czaiła się iskierka żalu i zawodu. Próbując to zignorować, poszedł za przyjacielem, modląc się w duchu, by nieszczęsne spotkanie jak najszybciej dobiegło końca.

1 komentarz:

  1. Komentarze przeniesione z http://sasunaru-drogapowrotu.blog.onet.pl

    Gdybym była na miejscu Sasuke, to bym się pewnie poryczała.. O.o I tak mi się chce ryczeć.. Dobra robota..
    Nie często mi się to zdarza, gdy czytam opowiadania.. ._.
    Wyjątkowo długo.. Właśnie się zastanawiałam zanim napisałaś, kiedy dodasz notkę ;] Mam nadzieje, ze na następną nie będziemy musiały [sieli ? O.o] czekać długo ^^"
    ~Karori - Kimi, 2009-04-02 13:07

    Uhhh....jakoś dawno nie komentowałam. Co nie oznacza, że nie czytam. Wręcz przeciwnie.
    Współczuje Sasuke...Ale powiem szczerze, że nawet jeżeli mi cos tam z tyłu głowy świtało to po takich słowach, które wypowiedział Uzumaki na pewno zrozumiałabym je tak samo jak Uchiha.
    I co tu się dziwić, że chłopak wkurzony jest...Ba!! Powinien być wściekły i wrócić do domu, no ale wtedy musiałby się tłumaczyć.
    I co to za tajemnicza nieznajoma, która została umówiona z brunetem??
    No i Naruto...ahhh ten to w ogóle nie zdaje sobie z tego wszystkiego sprawy...Młotek to młotek i nic się na to nie poradzie. Przyjdzie czas i dla młotka, że się z tym wszystkim ogarnie..:D:D
    Mam nadzieje, że randka się nie uda. Wiem, może to i wredne, ale wtedy Uchiha będzie mógł pocieszać Naruto...xDlol
    Cya...:*
    ~Siruwia, 2009-04-02 13:10

    Śliczne :) Mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że potrafisz zrobić coś z niczego, to znaczy, że niby nic się nie dzieje, a oczu oderwać nie sposób. Pisz szybko nową notkę, bo... o rany bo umrę, noo X)
    ~Lloyd, 2009-04-02 13:22

    Zawiodłam się trochę Naruto, on jest naprawdę niekumaty, ale chyba w tym cały jego urok. Zdziwiło mnie, że Sasuke stamtąd nie odszedł najwyraźniej chyba wygrało dobre wychowanie. Ciekawi mnie, co to za dziewczyna co przybyła z Hinatą... Sakura przecież się domyślała, że zakochał się w blondynie, a może zgodziła się by bardziej nie utrudniać życia Sasuke i dlatego, że pewnie nadal go kocha... Nie przepadam za taką chorą fascynacją. Ogólnie żal mi Sasuke i dziwię się, że sprawy nie wyjaśni. Nieporozumienia mi do niego nie pasują, ale zobaczymy, co dalej. Pozdrawiam
    ~Elbereht, 2009-04-02 13:41

    xD taaa... sasek sobie nadzieje moze robić, ale jeszcze nie czas na ta xD notka oczywiście super :) no i standardowo z Panem Bogiem! xD
    ~hayashi, 2009-04-02 16:17

    Łał, naprawdę żal mi się zrobiło Sasuke, mimo że ogólnie nie trawię jego charakteru i zachowania. Spowodowałaś, że poczułam jego zawód i ból. Kiedy Naruto się zorientuje? Współczuję Sasuke tak niekumatego partnera. Biedny sharingowiec. Pozdrawiam i z nieciepliwością czekam na dalszy ciąg.
    ~Mori, 2009-04-02 16:19

    Z tą randką to i ja byłam w szoku. Ale go Naruto wrobił nie ma co. No i czekam rzecz jasna na następną noteczkę. Bez twoich noteczek to ja usycham. Życzę dużo weny i gorące pozderki :*:*:*:*:*:*:*
    ~Cloud, 2009-04-02 22:19

    heeeeej :3 opko zaje'biste !! dodaje cie do linkow na www.japanesse-people.blog.onet.p l pzdr
    ~yuiyo@op.pl, 2009-04-03 13:23

    Nie... Dlaczego? A ja już miałam nadzieję... Już miałam zboczony błysk w oku... Już miałam ślinotok na samą myśl... A tu co? A tu takiego wa... xD Świetnie umiesz budować "napięcie" xD Czekam na następny rozdział!
    ~lanjeli, 2009-04-03 15:36

    alee faaajne*.* dopiero znalazłam, a już przeczytalam... dodaje Cie do linkow na http://sasunaru-inaczej.blog.onet.pl/ (jak nie chcesz, to nie musisz wchodzić)
    ~Shiawase, 2009-04-04 15:33

    Superowy blog bardzo mi sięspodobałjuż nie mogę się doczekać nasepnej noci. Masz ogromny talent do pisania. Czekam już na następnąnotkę
    ~Minato, 2009-04-06 01:08

    OdpowiedzUsuń