22 lipca 2010

Rywale - rozdział 26


Emmm, no tak wypadałoby się wytłumaczyć. A więc, wytłumaczenia nie ma. Już myślałam, że nic nie zapiszę – brak weny i czasu, a tu nagle… Koko, twój blog mnie natchnął. Przeczytałam kilka rozdziałów i sama chciałam znów coś napisać (swoja drogą, skomentuje później, bo mam wiele do napisania). Piszesz według mnie w tym momencie najlepszy blog Sasunaru. Widać, że nadal sprawia ci to przyjemność. Biję pokłony :) Poza tym jest jeszcze jedna osoba, której komentarz mnie zmotywował. Anju – że też ci się chciało tyle pisać. Dzięki, było mi naprawdę miło przeczytać coś takiego.
Mam nadzieję, że coś tam ze mnie zostało:)
Aha, nie sądzicie, że szkic małego Naruto i Sasuke w mandze są świetne?
______________________________________

To było  dopiero trzecie piwo, a Naruto czuł, jak alkohol powoli zaczyna uderzać  mu do głowy. Wokół panował przyjemny półmrok, z głośników sączyła się muzyka uzupełniana co rusz krzykami grających w bilard w sąsiedniej sali, a dodatkowo jeszcze bliskość Uchihy robiła swoje.
- To co, kto idzie po następną kolejkę – Kiba wstał i wzniósł do góry pusty kufel, czekając, aż ktoś do niego dołączy.
- Ja – Uzumaki przechylił się i wypił na raz resztę trunku. Uśmiechał się przy tym, jakby cały świat dzisiaj należał do niego. Ale gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to chyba już dawno nie był tak szczęśliwy.
- Ty lepiej siedź na tyłku – stwierdził ledwo słyszalnym szeptem Sasuke i pociągnął blondyna z powrotem na siedzenie. – Shikamaru z tobą pójdzie – zwrócił się do Kiby, nic sobie nie robiąc ze zbulwersowanego spojrzenia chłopaka w kitce.
- Same problemy z wami – Nara spuścił głowę przybierając znudzony wyraz twarzy, ale po szturchańcu od Temari  łaskawie wstał i mrucząc pod nosem coś w stylu „te baby” poszedł z Inuzuką do baru.
Uchiha zadowolony z siebie i pod pretekstem szukania czegoś w kieszeni swojej kurtki, którą zamiast na wieszak rzucił na oparcie boksu odwrócił się do Naruto, praktycznie przykładając usta do jego ucha.
- Chyb mam Deja Vu – wyszeptał.
Blondyn z początku zaskoczony, po chwili pokręcił głową i uśmiechnął się. Zrozumiał….
- No do końca – mruknął niedosłyszalnie.– Wtedy byliśmy sami – dodał, napotykając spojrzenie czarnych, błyszczących oczu, które wpatrywały się w niego intensywnie.
Zbyt intensywnie. Naprawdę, cholera, czy on musiał tak na niego patrzeć? Uzumakiemu zrobiło  się gorąco, nerwowo potargał jasne kosmyki, które notorycznie wpadały mu do oczu. Czemu ten drań tak na niego działa, nawet w towarzystwie? Chyba alkohol w organizmie i Sasuke w pobliżu stanowiły mieszankę wybuchową, zbyt niebezpieczną, by stosować ją wśród znajomych.
 - Nie teraz – ocknął się z ogarniającego go uczucia przyjemności i chwytając czarnowłosego za łokieć, odsunął nieco od siebie. Zerknął na pozostałych, ale chyba nikt nie zauważył ich małej konfrontacji.
- Przecież nic nie robię – Sasuke uśmiechnął się niezauważalnie. Lubił doprowadzać Naruto do takiego stanu  i w tym momencie nie przerażał go nawet fakt, że ktoś może zauważyć.  Zresztą, towarzystwo chyba zbyt dobrze się bawiło, by zwracać uwagę na takie drobiazgi.
- Sasuke… – Naruto poczuł jak czarnooki ściska pod stołem jego rękę. Nie żeby go to bolało, ale w tym wszystkim był jakiś nie do końca wytłumaczalny erotyzm.
Uzumaki pamiętał, jak kiedyś znalazł w pokoju Sakury czasopismo dla kobiet, w którym jacyś fachowcy wyjaśniali, dlaczego niektórzy ludzie uwielbiają seks w miejscu publicznym. W życiu by się nie przyznał, że coś takiego czytał, nawet teraz wstydził się własnych myśli, tym bardziej, że  przecież jego i Sasuke nie łączyły jeszcze takie relacje, ale tak czy inaczej, teraźniejsza sytuacja budziła skojarzenia z tamtym artykułem.
- No to chlup… - Kiba postawił przed nim pokal z przepisową pianą na dwa palce, przerywając tym samym jego rozmyślania.
Sasuke puścił rękę Naruto, przepuszczając Inuzukę na jego miejsce.

Hinata Hyuga śmiała się z żartów, słuchała z zaciekawieniem opowiadań, jednak co jakiś czas rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Naruto.  Widziała, jak szepcze on coś do ucha Sasuke, co ją akurat nie dziwiło, bo przy stole Kiba wydzierał się w niebogłosy. Jednak cokolwiek by się działo i tak nie zmieniłoby to faktu, że najchętniej sama znalazłaby się na miejscu Uchihy.
- Pogadaj z nim – prawie podskoczyła, gdy usłyszała obok głos kuzyna. Spojrzała na niego niepewnie.
- Nie chcę przeszkadzać – zarumieniła się, choć przy takim świetle i tak nikt nie był w stanie tego zauważyć.
- Daj spokój, mam dość patrzenia jak się męczysz – Neji westchnął. Co jak co, ale czuł się odpowiedzialny za losy Hinaty, tym bardziej, że nigdy nie grzeszyła śmiałością. – No idź, ja pogadam z Sasuke – mruknął podnosząc się z miejsca.
- Neji, nie! – czarnowłosa w ostatnim momencie chwyciła go za rękaw. – Nie jestem jeszcze gotowa – spuściła wzrok.
Hyuga tylko przewrócił oczami.
- Wiecie co, mam pomysł – Kiba wstał nagle z miejsca, ale poczekał, aż wszyscy zwrócą na niego wzrok. – Chodźmy na nasz basen– uświadomił ich w końcu po długiej chwili milczenia.
- Jasne – prychnęła Ino. – Może od razu włamiemy się do gabinetu Tsunade - dodała ironicznie, zarzucając blond grzywką.
Kiba zapatrzył się przez chwilę na jej włosy, ale po chwili wrócił do przerwanego wątku.
- Shikamaru ma klucze – uśmiechnął się przebiegle.
- Zapomnij – Nara rozłożył ręce w obronnym geście. Nie zamierzał ryzykować wpuszczając nie do końca trzeźwe towarzystwo na teren akademickiej pływalni. Owszem, miał klucz, doczepiony do swoich własnych, Kakashi mu kiedyś zostawił w ramach nadprogramowych treningów, licząc  - jak to mówił - na jego rozsądek. A Nara był rozsądny, nawet po kilku piwach.
- No nie pękaj, chodźmy – Kibę poparła Ten-Ten, już wyobrażając sobie igraszki z własnym chłopakiem.
- Nie – wtrącił niespodzianie Sasuke. – Przed nami zawody, bez głupstw – wstał i mrugając do Naruto, skinął na Narę, by poszedł za nim do baru.

- Co jest? – Shikamaru usiadł na jednym z wysokich stołków obok Uchihy.
- Nic, chcę postawić ci piwo – stwierdził lekkim tonem brunet, zamawiając dwa kufle.
- Ta, jasne. A tak serio?
- Zagramy? – czarnookie wskazał pusty stół bilardowy w rogu sali.
- Czemu nie – Nara czując, że kroi się coś grubszego, postanowił nie utrudniać.

- Moje połówki – stwierdził fakt Sasuke, kiedy dwie różnobarwne bile wpadły, zapewniając mu  przewagę.
Shikamaru wycelował, ale nie trafił. Uchiha, śmiejąc się, wbił kolejną. Chwycił piwo, biorąc kilka łyków. Nara znów chybił.
- Dobra – westchnął, odkładając kij na bok. – O co chodzi?
- Daj mi klucze na basen – Sasuke odłożył kufel na stolik obok.
- Klucze? Przecież przed chwilą sam mówiłeś, że przed nami zawody…
- Nie chcę iść tam w dziesięć osób – stwierdził spokojnie, przymierzając się do strzału.
- Chcesz iść z Naruto – długowłosy zrobił ponurą minę. – Przecież tam są kamery.
- Tylko w wejściu, byłem już tam kiedyś z bratem i jego kumplem – tym razem Uchiha spudłował, trafiając jednocześnie bilę Shikamaru. – Twój punkt – stwierdził.
Nara upił swoje piwo, nie biorąc nawet do ręki kija.
- A co, jak was złapią?
- Nie złapią, ale jeżeli martwisz się o klucz, powiem, że ukradłem.
- Nie poznaję cię – długowłosy dopił trunek. – Ale ok, mam nadzieję, że wiesz co robisz – odpiął i rzucił na zielone płótno stołu klucz. – Nie naraź niepotrzebnie Naruto – dodał i odszedł w stronę mniejszej sali.
Blondyn wiercił się niespokojnie na miejscu. Zastanawiał się, gdzie zniknął Sasuke z Shikamaru, ale nie zamierzał ich szukać. O co to, to nie.  To nie w jego stylu. Chyba.. No dobra…
Wstał i już zamierzał iść w stronę większej sali, gdy po schodach wszedł Nara.
- Idź do niego – mruknął, mijając go  i usadowił się obok Temari.
Zdezorientowany Uzumaki zszedł i chwilę się rozglądał, zanim zauważył Uchihę siedzącego na skraju stołu bilardowego. Właśnie podeszła do niego jakaś rudowłosa kelnerka i wdzięczyła się proponując chyba coś do picia., jednak czarnowłosy pokręcił głową odmownie. Mimo to dziewczyna nie ustępowała, próbując odgarnąć kosmyk włosów z twarzy Sasuke.
W Naruto wstąpiła nagle jakaś dziwna odwaga, może to alkohol, może ambicja, ale nie... To była zazdrość! Ruszył pewnym krokiem w stronę Uchihy i zdecydowanym gestem odtrącił dłoń kelnerki.
- Odczep się od mojego chłopaka – syknął jej do ucha.
Dziewczyna najpierw zamrugała oczami, a potem – wbrew oczekiwań Naruto, który myślał, że się zmiesza – roześmiała się głupio  i uciekła za bar.
Blondyn usiadł, oddychając głęboko, jednak piwo pozwoliło, by nie zastanawiał się teraz nad tym, czy przesadził. Poza tym Sasuke patrzył na niego w taki sposób…
-  Nie wiedziałem, że jesteś tak zaborczy – stwierdził w końcu brunet, przysuwając się do niebieskookiego. – A wiesz, że to jest to, co tygryski lubią najbardziej?
- Nie jestem tygrysem, Sasuke. – Uśmiechnął się blondyn. – Jestm lisem, nikt nie wie, na co mnie stać – chwycił bruneta za koszulkę i nie zastanawiając się nad ty, czy ktoś na nich patrzy, pocałował go.