11 stycznia 2014

Sasuke - ostatni wampir

Sasuke Uchiha! Nieee... Sasuke Uchiha – wampir! Nieee... Sasuke Uchiha – ostatni wampir!  O tak! To brzmiało dumnie. To brzmiało bardzo dumnie. To brzmiało tak bardzo dumnie, że Sasuke już bez cienia wahania kazał wygrawerować właśnie taki napis na prostokątnej metalowej plakietce.
 - Na Halloween? – uśmiechnął się i mrugnął porozumiewawczo gruby, łysy właściciel małego zakładu grawerskiego, jednak w zamian otrzymał jedynie wyniosłe spojrzenie czarnych oczu. Wzruszył więc ramionami i zniknął na zapleczu, być chwilę później przynieść zamówiony towar, inkasując za niego niemałą zapłatę.

Tego samego wieczora Sasuke  przybił tabliczkę do drzwi wejściowych swojego nowego domu. Przybił ją zaledwie godzinę temu, a już zdążył przekroczyć próg kilka razy, niby to sprawdzić, czy nowe wydanie „Wiedźmina” nie leży już aby na wycieraczce, ale tak naprawdę chciał się po raz kolejny przyjrzeć tej wyrafinowanej wizytówce. Z której był coraz bardziej i bardziej dumny. Sasuke w ogóle był z siebie bardzo dumny. Przede wszystkim dlatego, że był wampirem. Poza tym dlatego, że wyglądał tak, jak każdy szanujący się wampir powinien wyglądać. Blada niczym księżyc w nowiu cera, czarne jak egipskie ciemności włosy – no idealny pan nocy.  Choć i tak największy bajer stanowiły oczy. Na co dzień  niby zwyczajne, ciemne jak listopadowa noc, jednak kiedy tylko budziła się w nim  żądza krwi, zmieniały kolor na szkarłatny. Na te oczy leciała każda dziewica, więc przez stulecia Sasuke żył jak w raju. Niestety, potem nadszedł dwudziesty pierwszy wiek i sielanka się skończyła. I to bynajmniej nie dlatego, że oczy straciły swój kolor, urok czy blask. Po prostu dziewictwo wśród panien stało się niemodne. W obecnych czasach dziewic było jak na lekarstwo, a  Sasuke był na tyle dumny, że wolał już abstynencję od krwi gorszej jakości.

Wampiry od zawsze żyły w ukryciu. Nikt nie wiedział, kim są, jakie są i że tak naprawdę w ogóle istnieją. Dla ludzi były tylko mitem. I to je zgubiło. Powoli, z wieku na wiek, zaczęły wnikać w ludzką kulturę, zmieniać swoje zwyczaje,  dostosowywać się. W końcu przestały być sobą. Nawet te sławne. Na przykład taki Marlin Orochimaru Manson. Niby  zrobił karierę, ale co z tego, skoro ciągle musiał udawać zwykłego człowieka. Albo Tobi. Założyli mu na twarz maskę hokeisty i kazali straszyć w jakimś beznadziejnym horrorze. Jakby wampir sam w sobie nie był wystarczająco przerażający. Sasuke nie chciał być jak oni. Nie chciał jeść krwistych steków, pić krwawej mery ani grillować kaszanki. Nie chciał, tak jak jego brat Itachi, harować dniami w markecie i mieć nieestetycznie podkrążone z niewyspania oczu. Nie chciał być jak stryjek Madara, kiedyś wampirza legenda, a dziś grzebiący w ludzkich gałkach zwykły okulista. To, co robili, było żenujące. Choć i tak, jakby się nad tym dłużej zastanowić, najgorzej skończyła ciotka Kurenai. Z wiecznie napalonej na krew, sądząc po niezmiennym kolorze oczu, nimfomanki, stała się kurą domową, ciągle niańczącą dziecko i biegającą do kiosku za rogiem po fajki dla swojego ludzkiego gacha. Sasuke naprawdę nie chciał tak żyć. Dlaczego więc zdecydował się opuścić bezpieczną wampirzą kryjówkę i zamieszkać na typowym ludzkim osiedlu domków jednorodzinnych? Ano właśnie dlatego, że chciał, aby ludzie dowiedzieli się, kim naprawdę jest. Dowiedzieli się, że wampiry istnieją. I mają swoją dumę!

Sasuke Uchiha, poza tym, że był wampirem, miał swoją dumę i zajebistą plakietkę na drzwiach, dzisiejszego dnia miał coś jeszcze. Urodziny. Dokładnie sześćset sześćdziesiąte siódme. Co roku obchodzone 31 października, czyli w tak zwane Hallowen. Swego czasu, gdy Sasuke był jeszcze młody i głu... , tzn. niedoinformowany, myślał, że te wszystkie przebieranki i świece powtykane w  masę krzywo powycinanych dyń były właśnie z powodu jego urodzin. Niestety, szybko odkrył, że ma to większy związek z duchami niż z jego osobą. Stwierdził wtedy, że ludzie czasem bywają naprawdę zabawni. Wierzą w duchy, choć te nie istnieją, a w wampiry nie. Tylko tworzą na ich temat zupełnie absurdalne mity. Skąd im na przykład przyszło do głowy, że słoneczne światło zabija wampiry? Owszem, może i unikają bezpośrednich promieni i wolą noc, ale to dlatego, że ich blada cera jest zbyt delikatna i wrażliwa, by ją opalać. Poza tym, jakże przyjemnie w nocnej ciszy, przy migoczącym świetle świec, poczytać najlepszą komedię wszechczasów -  „Zmierzch”. Albo inny mit... Ten dotyczący zabijania osinowym kołkiem. Sasuke z takich właśnie kołków zrobił sobie ogrodzenie wokół domu. Doskonale wiedział, że jeżeli ktoś będzie chciał go zabić, to osinowy kołek zrobi mu tyle co i zwykła sztacheta – czyli nic. O, i jeszcze ta farsa z czosnkiem. Niby jakim cudem wampiry miałyby tak mocne i zdrowe kły, gdyby bały się czosnku? Jedyne, czym można ewentualnie odstraszyć wampira, to oddechem po zjedzeniu sosu czosnkowego. Sasuke uśmiechnął się sam do siebie i zgasił kilka zapalonych świec. Tym razem nie miał zamiaru czytać „Zmierzchu”. Dzisiaj był jego wielki dzień. Chciał poznać swoich nowych sąsiadów i wreszcie przestać ukrywać swoją tożsamość. Ubrał nową, bo zaledwie siedemdziesięcioletnią czarną pelerynę i wyszedł dziarskim krokiem przed dom.



Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 8

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


— Czy ty wiesz, ile ja się nad tym napracowałem? – wściekał się Naruto, patrząc, jak Sasuke wychodzi z kabiny, a potem wykonuje na swoich pośladkach ostatnie poprawki, ugniatając je dłońmi i przeglądając się w lustrze nad umywalką. – I przez ciebie pewnie będziemy mieli pecha, dupku. To były żurawie na szczęście!
Sasuke spojrzał na niego pogardliwie.
— Nie wiedziałem, że jesteś przesądny, ale w sumie czego innego można się spodziewać po takim idiocie – prychnął.
— Przesądy nie są głupie! Jak coś się stanie, to ci przypomnę, co mówiłeś, draniu! – Naruto wskazał  oskarżycielsko palcem na Uchihę, ale ten tylko przewrócił oczami.
— Skończ z tymi bzdurami, młotku. Pamiętasz jeszcze, że mieliśmy przeszukiwać kabiny? – rzucił wyniośle i wrócił do tej, z której przed chwilą wyszedł, czyli jedynej nie przeszukanej przez podejrzanych typów. Zaczął przyglądać się uważnie jej wnętrzu, wygarniając przy tym porządnie uszczuplony stosik papierowych żurawi na zewnątrz. Naruto w odpowiedzi tylko burknął coś pod nosem, ale w końcu podszedł do Uchihy, próbując dołączyć do poszukiwań.
— Co ty robisz? Tu nie ma miejsca, nie widzisz? – warknął Sasuke, prawie przyciskany twarzą do ściany.
— I co ja ci poradzę? Pozostałe kabiny tamci przeszukali i na pewno nic w nich nie ma – mruknął Naruto. – Ej, nie rozpychaj się! – wrzasnął, kiedy dostał łokciem Uchihy, który najwyraźniej próbował wypchnąć go na zewnątrz.
— Co wy robicie? — zapytała Sakura, która właśnie weszła szybkim krokiem do łazienki. Sasuke nadal wypychał Naruto z kabiny, tym razem przy użyciu obu łokci i kolana, a ten, w odwecie za żurawie, próbował na powrót zdeformować papierowy tyłek. Wyglądali, jakby wzajemnie próbowali się obmacywać.
— Nic! — Wkurzony Naruto cofnął się i z rozpędu popchnął Sasuke na sedes. Na szczęście deska była podniesiona, więc sztucznym pośladkom nic się nie stało.
— Oni wracają — poinformowała Sakura i doskoczyła do kabiny, żeby wyciągnąć z niej przyjaciół. Kiedy Hidan i Kakuzu weszli z powrotem do łazienki, cała trójka wyleciała z hukiem zza koślawo trzymających się na zawiasach drzwi.
— Ej, mówiłem, że lesbijki — zawołał Hidan z błyskiem w oku.
— Powtarzam, że to damska toaleta — warknęła Sakura. Nerwowo zerknęła na Sasuke i Naruto, obaj jednak wydawali się być doprowadzeni do porządku.
— Przynieśliśmy papier — odpowiedział niezbyt przyjaznym tonem Kakuzu i z niezmiennie grobową miną wyciągnął zza pleców kilka rolek. — A teraz, jeśli pozwolicie, zostawimy go w kabinach — mruknął tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Sakura, widząc, że zwykłe wyganianie na nic się nie zda, postanowiła podejść ich od innej strony.
— Och, panowie są z personelu! Najmocniej przepraszam, nie pomyślałam wcześniej, bo panowie tacy eleganccy, ale w sumie nie powinnam się dziwić, takie wystawne przyjęcie to i dziadków kloze… was wcisnęli w garnitury, prawda? – zaśmiała się sztucznie, rzucając przez ramię spanikowane spojrzenie na dwójkę przyjaciół i podeszła do mężczyzn. Widziała, że już chcieli zgłaszać sprzeciw, więc nie mogła dać im dojść do słowa. – Właściwie to z chęcią panów wyręczę, to musi być bardzo nudna robota – powiedziała, mając zamiar wyjąć z rąk Kakuzu rolki papieru, jednak mężczyzna trzymał uparcie.
— Co robimy? – mruknął tymczasem półgębkiem Naruto, szturchając Sasuke łokciem.
— Zauważyliby, gdybyśmy znowu weszli do kabiny, jeśli o to pytasz – warknął Uchiha.
— Nie jeśli odwrócę ich uwagę – rzucił Naruto z uśmiechem i w dwóch krokach doskoczył do Sakury.    — Sakurka, ale co ty mówisz. Nie przeszkadzaj panom w wykonywaniu ich pracy. Zresztą, powinni przyjrzeć się spłuczce w trzeciej kabinie, bo coś szwankuje – wtrącił się i razem z dziewczyną praktycznie wepchnęli mężczyzn do wspomnianej kabiny. Naruto mrugnął do Sasuke porozumiewawczo i bezgłośnie powiedział: sprawdź w spłuczce.
Ale Sasuke doskonale wiedział, że ma to zrobić. W końcu miał taki zamiar zanim Naruto nie zaczął wgniatać go w ścianę.

Sakura stała przed kabiną, w której zamknęli mężczyzn i nerwowo zerkała w stronę Sasuke i Naruto, którzy majstrowali coś przy toalecie. Nie miała pojęcia, czy powinna podsłuchiwać nieznajomych, czy starać się zagłuszyć pracę swoich przyjaciół.
— A toaleta przy drzwiach chyba się zatkała! — powiedziała głośno, ale w odpowiedzi usłyszała jedynie gorączkowe szepty między Hidanem a Kakazu.
Sasuke natomiast, najciszej jak potrafił, podniósł ceramiczne wieko spłuczki.
— Coś tam jest! — wyszeptał mu do ucha podniecony Naruto, wsuwając rękę do środka. Wyciągnął z niej niewielki woreczek. — Jakieś papiery — mruknął, zaglądając do środka.
— Pst! — Sakura pstryknęła ostrzegawczo palcami.
— Spłuczka działa jak należy — usłyszeli głos Hidana, a zaraz potem skrzypienie otwieranych drzwi. Naruto spojrzał na Sasuke z przerażeniem, odstawiając wieko toalety na swoje miejsce.
— Majtki — powiedział cicho, patrząc wymownie na biodra Uchihy. Sasuke skrzywił się, ale nie miał innego wyboru. Płynnym ruchem (dzisiejszego wieczora nabrał już nieco praktyki) wyciągnął żurawie spod sukienki i włożył zamiast nich papiery, czerwieniąc się nieco, kiedy czuł na sobie uważne spojrzenie Naruto. Kiedy tylko poprawił swoją sukienkę, drzwi do łazienki otworzyły się gwałtownie.

Sprzątaczka spojrzała na nich zmęczonym życiem wzrokiem. Nie wiedziała, dlaczego wszyscy znajdujący się w łazience ludzie, gapią się na nią, ale nie wydawała się być tym zainteresowana. Weszła do środka, ciągnąc za sobą wózek wypełniony najróżniejszymi środkami czystości. Przez chwilę panowała niemal zupełna cisza. Niemal, bo sprzątaczka dość hałaśliwie grzebała w rzeczach na swoim wózku. Hidan i Kakuzu spojrzeli po sobie wymownie.
— Panowie chyba jednak powinni wyjść — powiedziała kobieta, robiąc przy tym groźną minę i podpierając dłonie na biodrach.
Hidan otworzył już usta, chcąc chyba zacząć dyskusję, ale w końcu obaj panowie wyszli, szepcząc coś między sobą. Cała drużyna siódma była pewna, że będą jeszcze próbowali wrócić, ale już nie mieli zamiaru ich przed tym powstrzymywać — i tak nie znajdą już tego, czego szukali. Tajemnicze dokumenty spoczywały teraz w bezpiecznych niczym sejf gaciach Uchihy i jedyne, co pozostało do zrobienia, to dokładne przejrzenie ich w jakimś ustronnym miejscu. Kibel chyba niestety odpadał. Ostatnio zrobiło się w nim zdecydowanie zbyt tłoczno.

— Musimy iść do pokoju — wyszeptała Sakura, kiedy wychodzili z łazienki. Naruto otarł się niby przez przypadek o jej biust i z bezczelnym uśmiechem lekko klepnął Sasuke w tyłek. — Naruto! — syknęła dziewczyna, patrząc wymownie na Sasuke, który już przymierzał się do zadania mu solidnego ciosu.
— Ktoś może zauważyć, jak tam idziemy — burknął Uchiha. Naruto jeszcze go popamięta, cholerny kawalarz.
— Więc musimy iść po kolei. W pewnych odstępach czasowych — zauważył sprytnie Naruto, nie mogąc przestać się cieszyć. — Może najpierw ty, Sasuke. Przenosisz najcenniejszy ładunek — powiedział, śmiejąc się zupełnie nie po kobiecemu, czym zwrócił na siebie uwagę dwóch tłustych bogaczy. Sakura uśmiechnęła się do nich zalotnie, po czym rzuciła Naruto gniewne spojrzenie, nadeptując obcasem na jego buty. Dopiero po chwili Uzumaki zauważył, że dziewczyna czerwieni się soczyście, rzucając speszone spojrzenia w stronę Uchihy.
— Ej, zaraz, zaraz! — zawołał wesoło i zachichotał szybko, kiedy znowu poczuł na sobie spojrzenie jakichś gości. — Sakura, ty chyba nie pomyślałaś, że Sasuke może mieć jakąkolwiek inną ceną rzecz w swoich gaciach oprócz tych papierów, co? Co? — zapytał z niedowierzaniem, zatrzymując się gwałtownie. Szli właśnie w stronę wind. Sakura nie odpowiedziała, a Sasuke przeklął cicho pod nosem i nie czekając na nich, skierował się w stronę windy, która właśnie przyjechała na dół. Naruto, niewiele myśląc, poszedł za nim, zdążając w ostatniej chwili przed zamknięciem się drzwi. Sakura niestety została na parterze.
— Pomóc, piękna pani? — Goryl, krytykujący przy wejściu na imprezę tyłek Sasuke, znów postanowił przypomnieć o swoim istnieniu. — Koleżanka już wytrzeźwiała? — dodał z obleśnym uśmiechem.
Sakurze zrobiło się gorąco. No tak, wcześniej wyprowadzali nieprzytomną pracownicę Orochimaru w blond peruce, a teraz Naruto szedł, jak gdyby nigdy nic...
— Sole trzeźwiące — stwierdziła, naciskając w panice wszystkie przyciski windy naraz. W tym momencie rozległ się jakiś dziwny, stłumiony dźwięk i licznik wyświetlający piętra zatrzymał się między trzecim a czwartym. Sakura oparła się o ścianę, licząc w myślach do dziesięciu. To nie mogło się wydarzyć.
— Jakiś problem — zapytał mężczyzna, który nagle, ni stąd, ni zowąd pojawił się w hotelowym korytarzu. Odgarnął z czoła swoje lekko fioletowawe włosy i uśmiechnął się niebezpiecznie. Sakura wiedział, że to nie wróży nic dobrego.
— Ej, spadaj, ja byłem pierwszy — zareagował obleśny goryl, jednak tym razem Sakura była mu za to naprawdę wdzięczna. Hidan, nadal z niebezpiecznym błyskiem w oku, wycofał się.
— Wody? — zaproponował niespodziewanie pseudowybawca.
— Nie, dziękuję! — rzuciła Sakura i ruszyła w stronę schodów. Musiała sprawdzić, co się dzieje.

Windą szarpnęło, a Sasuke z niezbyt dużą gracją poleciał prosto na Naruto. Światło na suficie zamigotało groźnie, ale ostatecznie nie zostali odcięci od jego dopływu.
— Co to było? — zapytał Naruto, patrząc z bliska na umalowaną twarz Uchihy.
— Winda się zacięła! — warknął jego przyjaciel, odsuwając się do niego i poprawiając kieckę. — Do cholery, jesteśmy tu uwięzieni!
— Żartujesz?! — wydarł się Naruto, łapiąc za perukę. Ściągnął ją z rozdrażnieniem i rzucił w kąt windy. — Co teraz zrobimy? Nie wgramolimy się przecież do szybu w tych kieckach!
— Wiem przecież — warknął Sasuke, myśląc gorączkowo. Spojrzał na wyświetlacz, który miał wskazywać piętra. Nie wskazywał nic.
— Może Sakura nas uratuje? — zapytał z nadzieją Naruto, a Sasuke tylko prychnął w odpowiedzi. — No to nie wiem, nie możemy tu czekać na zbawienie, cholera! Zresztą, to twoja wina, bo sprofanowałeś żurawie. Mówiłem ci, że będziemy mieć przez to pecha!
— Rozbroję system — zadecydował w końcu Sasuke, wysuwając z peruki wsuwkę i zaczął majstrować przy tablicy interaktywnej.
— Rozbroisz? — wyśmiał go Naruto — Dawaj lepiej te papiery, zobaczymy, co tam jest!
— Zabieraj te łapy z mojego tyłka!
— Dobra, dobra — mruknął Naruto i odsunął się, choć cały aż kipiał od chęci sprawdzenia zawartości dokumentów. — Bronisz tej dupy jak niepodległości. Żeby jeszcze chociaż była prawdziwa... — dodał zgryźliwie i usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę windy.
Sasuke z uporem maniaka majstrował wsuwką w tę i we w tę. Niestety, jedyne, co mu się w końcu udało osiągnąć, to zwarcie. Światło w windzie zgasło na dobre.
— Nie, no teraz to już w ogóle jesteśmy w ciemnej dupie! — Naruto podniósł się na kolana i zaczął szukać swojej peruki. Wolał, żeby ewentualna ekipa ratunkowa nie zastała go "bez włosów".
— Jak masz lepszy pomysł, to słucham — warknął Sasuke. — Nie jestem elektrykiem.
— A niby co ja mogę zrobić po ciemku? — mruknął oburzony Naruto. — Chociaż, skoro i tak tu tkwimy... — dodał po chwili zastanowienia i, nadal na kolanach, zbliżył się do srajtaśmowych pośladków.
— No ty chyba nie... — Sasuke skoczył jak oparzony, ale nie bardzo miał gdzie uciec. — Powiedziałem, nie zbliżaj się do mojej dupy — warknął spanikowany.
Naruto, mrucząc coś o zboczonych członkach klanu Uchiha, zaczął na oślep grzebać w swoim cekinowym, robiącym za damską torebkę, worku. Chwilę potem wyjął z niego niewielką zapalniczkę. Pstryknął i przysunął płomień niebezpiecznie blisko papierowego tyłka przyjaciela.
— Jak i tak tu tkwimy, to może zobaczymy jednak te papiery, co? — dokończył urwane wcześniej zdanie. — Może to jakiś nowy wynalazek? Sprzedamy i zgarniemy kupę kasy.
Sasuke na wzmiankę o kupie przypomniał sobie, że musi przecież skorzystać z toalety. Zły jak diabli zabrał Naruto zapalniczkę, zanim ten zdążył cokolwiek podpalić i oświetlając sobie tablicę, na powrót zaczął przy niej majstrować.
W tym momencie gdzieś z góry dobiegł ich przytłumiony głos.

— Sasuke, nic ci nie jest? — krzyczała w głąb szybu Sakura, która przed chwilą siłą otworzyła drzwi windy na czwartym piętrze.

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 7

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


Sasuke poinformował taksówkarza, że znalazł dziewczynę jego pijanego pasażera i wcisnął ją na tylne siedzenia. Wcześniej ściągnął jej z włosów perukę i włożył ją sobie za sztuczny biust. Teraz trzeba było jeszcze tylko odwrócić uwagę kolegi, który zamówił taksówkę dla swojego nie nadającego się już do niczego przyjaciela. I tym właśnie zajęła się Sakura, która uśmiechając się i mrugając porozumiewawczo, doskonale wypełniła swoje zadanie.
— Chodź — powiedział cicho Sasuke, kiedy taksówka już bezpiecznie odjechała. Sakura pokiwała głową, żegnając się szybko i raczej nieczule z nowym kolegą, który, gdy odchodzili, wyglądał raczej na niepocieszonego.
Weszli z powrotem do hotelu. Sasuke wyczuł na sobie spojrzenie goryla, który kilka godzin temu skrytykował jego dupę.
— Coś ci wystaje — powiedział ciężkim barytonem goryl, szczerząc się do nich bezczelnie. Brakowało mu kilku zębów. Sasuke zerknął w dół i spłonął rumieńcem.
Niewiele myśląc, wsunął rękę pod sukienkę, poprawiając ukrytą pod nią perukę Naruto. Sakura spojrzała na niego przerażona. Niektórzy ludzie też to zauważyli i mierzyli ich zdegustowanymi spojrzeniami.
— Sasuke, na miłość boską! — syknęła, ciągnąc Uchihę w kierunku damskiej łazienki. A musieli przejść przez całą cholerną salę. Sasuke bał się, że znowu coś zacznie mu wystawać. Przepychając się między gośćmi, myślał tylko o tym, że bardzo chętnie by teraz kogoś zabił. Najlepiej Naruto.
Weszli do łazienki dokładnie w momencie, kiedy Hidan, z wyrazem obrzydzenia na twarzy, pukał do drzwi kabiny, w której zostawili Naruto. Sakura wykazała się najszybszym refleksem.
— Zboczeńcy — krzyknęła, udając oburzoną, choć tak naprawdę była przerażona faktem, że niemal odkryli ich tajemnicę.
— My, tylko... — Kakuzu, towarzysz Hidana, spojrzał na niego porozumiewawczo — ... pomyliliśmy toalety — stwierdził i pociągnął kolegę do wyjścia. Coś tam mu szepnął, czego nikt z drużyny siódmej nie zdołał usłyszeć.
Trzasnęły zamykane drzwi łazienki.
— No, nareszcie! — Naruto wyszedł ze swojej kabiny. — Myślałem, że dostanę zawału! — Spojrzał z wyrzutem na pozostałą dwójkę.
— Dobra, nieważne, trzeba doprowadzić was do ładu — zarządziła Sakura, wyjmując z torebki zapasową parę pończoch. Zawsze ją nosiła, w końcu oczka zdarzały się w najmniej odpowiednim momencie.
— Nie ma papieru? — zawołał Sasuke, który właśnie wszedł do kabiny wcześniej zajmowanej przez Naruto. — Co to za badziewie? — rzucił jednym z dzieł przyjaciela.
— Żurawie, do cholery — warknął Naruto, ubierając nowe rajstopy.
— Zużyłeś na to cały papier? — Sasuke zaczynał się wyraźnie irytować.
— Trzeba było nie pchać sobie połowy w gacie, to by był — odgryzł się Naruto i nic sobie nie robiąc z zszokowanej miny Sakury, wsunął na głowę oddaną mu chwilę wcześniej perukę. — A jak musiałeś powiększać sobie dupsko, to teraz cierp. Albo zawsze możesz ten swój papier wykorzystać wtórnie, tak czy siak, wszystko dla dobra tyłka, nie? – uśmiechnął się, pokazując niemal całe swoje uzębienie.
Sasuke, który kątem oka zarejestrował otwarte w niemym zdziwieniu usta Sakury, próbował z morderczymi zamiarami rzucić się na Naruto, ale w szpilkach nie miał z nim szans. Szybko zrezygnował i teraz jedynie usiłował zabić go wzrokiem. Sakura przez chwilę stała jeszcze w osłupieniu, a kiedy chciała w końcu skomentować słowa Naruto, Uchiha przeniósł na nią swoje spojrzenie, skutecznie ją uciszając. Zamrugała kilkukrotnie i spojrzała na Naruto. Musiała sobie poważnie przemyśleć, czy Sasuke na pewno był godzien jej zainteresowania.
— Naruto, co robili tutaj ci dwaj faceci? – zapytała, zmuszając się do ponownego skupienia na misji.
— Pojęcia nie mam. – Naruto wyraźnie się ożywił. W końcu mógł powiedzieć wszystko, co wiedział. – Wpadli tutaj, bredząc, że coś jest schowane w którejś z kabin. Nie wiem za bardzo, kim byli, ale przez jednego z nich wyplułem krewetkę na buta tego fajfusa Orochimaru! To znaczy w sumie to mi pomógł, bo inaczej bym się udusił, ale no... – wyrzucił z siebie Uzumaki, na koniec wykonując nieokreślony gest dłonią.
— Orochimaru tu jest? – zapytał Sasuke, dopiero teraz, przynajmniej częściowo, zapominając o swoim upokorzeniu.
— Cholera, Naruto, nie mogłeś mówić wcześniej? Przecież właśnie wysłaliśmy jego pracownicę na drugi koniec miasta. Będzie afera, jeśli się zorientuje — jęknęła Sakura. Ten idiota zawsze musiał coś schrzanić.
Niech to szlag, Orochimaru tu jest, pomyślał przerażony Sasuke, zastanawiając się, co powinien zrobić, żeby uniknąć spotkania z tym starym Lucyferem. Może przesiedzi resztę przyjęcia w łazience?
— Musimy przeszukać wszystkie kabiny — zarządził w końcu. — To musi być coś cennego. Wspominali o kimś jeszcze oprócz Orochimaru? Jakieś nazwiska? — zapytał rzeczowo, nawet w przypadku zagrożenia mając głowę na karku.
— Czekaj, mówili o jakimś gościu, chyba Angliku, że to on schował coś w kabinie. Nie wiem, to był chyba ten koleś, co wynalazł Painta.
— Painta?! — zapytała zszokowana Sakura. — Tu coś śmierdzi!
Rzeczywiście, to była jakaś gruba sprawa. Co robiłby tu facet od Painta?
— Tu musi chodzić o jakiś super tajny program szpiegowski — mruknął ze znawstwem Sasuke. — Musimy za wszelką cenę go znaleźć!
— Zaraz mogą tu wrócić! — powiedziała Sakura, podchodząc do drzwi i zastanawiając się, jak mogłaby je zamknąć. Nie mogła. — Pójdę na czaty — mruknęła i nie czekając na ich reakcję, wyszła z łazienki, głośno trzaskając drzwiami.
— No to zostaliśmy sami — zauważył ponuro Naruto.
— Musimy się pośpieszyć. — Sasuke ściągnął szpilki i rozmasował nogi. No, teraz czuł się już o wiele pewniej i stabilniej. Kiedy się pochylał, zauważył, jak Naruto zerka co chwilę w jego stronę. Zmarszczył brwi.
— Co? — zapytał, zakładając ręce na biodra. Wyglądał w tym momencie naprawdę groźnie. Zwłaszcza, że jego wyszminkowane usta zacisnęły się w cienką linię, a wymalowane oczy zmrużyły złowrogo. Wierzcie lub nie, facet z makijażem wygląda strasznie. Wkurzany facet z makijażem - jeszcze bardziej przerażająco.
— Chyba ci się cellulit zmniejszył. — Naruto wskazał palcem pośladki Sasuke i wyszczerzył zęby w zadowoleniu.
Sasuke obejrzał się dokładnie w lustrze i faktycznie, tyłek wydawał się dużo bardziej płaski. Ze zgrozą przypomniał sobie, że w pewnym momencie usiadł przecież na jakimś krześle, żeby na szybko wypić drinka. Zaklął i rzucił się do pierwszej z brzegu kabiny, żeby przywrócić swoim pośladkom kształt.
— Niech to szlag, młotku, stąd też wszystko zabrałeś? — warknął, kiedy w miejscu, gdzie powinna wisieć rolka papieru toaletowego, dostrzegł tylko tekturową rurkę.
— Nie — stwierdził zgodnie z prawdą Naruto. — To znaczy, chciałem, ale już nie było, chyba ta dziewczyna zużyła... No wtedy, gdy tu siedziała i ryczała — wyjaśnił i z wyrazem satysfakcji na twarzy poprawił sobie perukę.
Sasuke był wściekły. Już nawet nie chodziło tylko o zakład, ale o to, by nie zostać rozpoznanym przez Orochimaru. W przypływie desperacji, nie mając nic, co mogłoby się nadać lepiej, zatrzasnął się w kabinie ze stertą srajtaśmowych rękodzieł i postanowił zrobić z nich użytek.

— Draniu, tylko nie moje żurawie — wrzasnął Naruto, kiedy dotarło do niego, co Sasuke właśnie ośmiela się robić. Z impetem godnym szarżującego nosorożca rzucił się i zaczął szarpać za klamkę. Niestety, kiedy w końcu udało mu się praktycznie wyszarpać drzwi z zawiasów, było już po ptakach. A dokładniej większość ptaków robiła za Uchihowy silikon.

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 6

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie..

____________________________________________________


― Kretynie, zostałaby z niej miazga, a mordowanie pracownicy Orochimaru chyba nie jest dobrym pomysłem ― warknął Sasuke, powoli zbierając się po ciosie.
― Można by ją w sumie zamknąć w kabinie. Nieprzytomna raczej nie zwróci na siebie uwagi, a kabin tu wystarczająco dużo, żeby nikt nie interesował się jedną zamkniętą. Zwłaszcza, że prawie nie ma tu kobiet ― mruknęła Sakura w zamyśleniu i spojrzała uważnie na Sasuke. Trochę szkoda było jej rezygnować z możliwości zapewne zapierającego dech w piersiach widoku, ale Uchiha bez wątpienia jeszcze przez chwilę był niedysponowany. ― Naruto, zawlecz ją tam. ― Wskazała jedną z kabin.
― Ale jak ty niby chcesz ją tam zamknąć? Nie będę tam z nią sterczał trzy godziny! ― oburzył się Naruto.
― Zamkniesz od środka i spokojnie wyjdziesz sobie górą!
Naruto spojrzał na drzwi kabiny. Po zamknięciu faktycznie było od góry wystarczająco dużo miejsca, jakoś się przeciśnie.
― No dobra ― skwitował i przystąpił do wykonywania polecenia. Wszystko szło gładko, póki nie zaczął wychodzić. Było mu tak wygodnie z powodu nagłego braku obcasów, że niestety zapomniał o swojej sukience i stringach.
― Cholera ― mruknął, przerzucając jedną nogę przez sąsiadującą ścianę. Wąska kiecka podsunęła się do góry, odsłaniając owłosione udo. Podarte pończochy, których przecież nie zmienił, rozdarły się całkowicie, poza tym stringi wżynały mu się w pośladki.
― Nie, to zły pomysł ― mruknął Sasuke, który w końcu doszedł do siebie. ― A jak obsługa ją tu znajdzie? ― wyraził watpliwość co do genialnego planu pozostałej dwójki.
― To wymyśl coś lepszego ― warknął Naruto, lądując z powrotem we wnętrzu kabiny. Uchylił drzwi i wystawił głowę na zewnątrz.
― Musimy jakoś ją stąd wynieść ― zarządził Sasuke. ― Jak ją ktoś ocuci, to po misji ― stwierdził, rozglądając się dookoła.
― Niby jak, w worku? ― prychnął Naruto.
Sakura nic nie mówiła, ale jej mina też wyrażała powątpiewanie. Na myśl jej przyszło, że może ukochany nie jest taki, jakim go zawsze widziała. I jeszcze ten cellulit...
― Nie, słuchajcie! ― Sasuke wziął z umywalki perukę Naruto i zaczął zakładać ją na głowę nieprzytomnej dziewczyny. ― Trzeba ją tylko trochę ucharakteryzować... ― wyjaśnił swój plan. Sakura aż klasnęła, wyrzucając sobie w duchu brak wiary w genialnego Sasuke, a Naruto parsknął i z oburzoną miną zamknął się w kabinie.
― Tylko się pośpieszcie ― krzyknął, kiedy wychodzili z łazienki.

― Przepraszam... przepraszam... ― Sakura i Sasuke manewrowali między gośćmi z uwieszoną na ich ramionach dziewczyną w blond włosach. ― Koleżanka za dużo wypiła ― wyjaśniali tym, którzy zwrócili na nich uwagę. Przepraszam... ― przepychali się do wyjścia.
― Zamówić taksówkę? ― zapytał przy wyjściu goryl, który kilka godzin wcześniej skrytykował tyłek Sasuke.
― Nie, dziękuję, poradzimy sobie ― uśmiechnęła się sztucznie Sakura. Chwilę później wywlekli nieznajomą przed lokal.
Zniecierpliwiony Naruto, siedząc w kabinie na klapie sedesu, z nudów zaczął tworzyć origami z papieru toaletowego.
― Skoro zrobienie tysiąca żurawi przynosi szczęście, to może szybciej wrócą, jeśli mi się uda – burknął pod nosem, zaczynając składać piątego z kolei koślawego ptaka. Miał złe przeczucie. Nie to, żeby jego przeczucia często się sprawdzały, ale w genialnym planie Sasuke naprawdę wiele mogło pójść nie tak.

― Jak to nie masz pieniędzy na taksówkę? To po co ci ta torebka? – warknął Sasuke, mierząc Sakurę wściekłym spojrzeniem.
― Jak... jak to po co? – nabzdyczyła się dziewczyna. – Każda prawdziwa dama… ― zaczęła, ale Uchiha jej przerwał.
― Skończ, pewna prawdziwa dama mówiła mi to już kiedyś – wycedził przez zęby, podciągając do pionu osuwającą się, nieprzytomną nieznajomą. Sakura spojrzała na niego dziwnie, zastanawiając się jaką to prawdziwą damę Sasuke mógł mieć na myśli. Miała szczerą nadzieję, że nie chodziło mu o tę świnię Ino. Zanim jednak zdążyła skomentować to na głos, ich uwagę przyciągnęło dwóch mężczyzn. Jeden wyraźnie już do niczego się nie nadawał, pijany jak cholera, a drugi prawdopodobnie postanowił być miły i wsadzić kolegę do taksówki. Sakura przekrzywiła głowę w zastanowieniu.
― Sądzisz, że dałoby radę wcisnąć mu tą dziewczynę? – zastanowiła się na głos, a Sasuke na jej słowa uniósł brew w powątpiewaniu. – No co, chyba wszystko jedno, gdzie pojedzie?

Naruto siedział na kiblu, nudząc się niemiłosiernie. Tworzenie żurawi było zbyt monotonne, zresztą papier też się skończył, więc nie miał materiałów na kontynuowanie swojego dzieła. Martwił się trochę, że jeśli przyciśnie go potrzeba, to co wtedy zrobi bez papieru? Oczywiście mógł użyć żurawi, ale kiedyś słyszał, że przynosi to pecha. No, przynajmniej tak mu się wydawało. Zaczął się zastanawiać, jak idzie Sasuke i Sakurze. I ile im to jeszcze zajmie. Nienawidził siedzieć w miejscu i to jeszcze w tak małym pomieszczeniu. Dlaczego to Sasuke nie dał swojej peruki, teraz to ja mógłbym się wykazać, a ten drań siedziałby na kiblu i układał origami, pomyślał z frustracją. Kiedy już miał wychodzić z kabiny, usłyszał, jak drzwi do toalety otwierają się z hukiem i ktoś ciężkim krokiem wchodzi do środka.
― Cholera, nie sądziłem, że zaprosi tego gada Orochimaru ― usłyszał i miał dziwne wrażenie, że gdzieś już słyszał ten wysoki, trochę arogancki głos.
Ostrożnie stanął na sedesie, żeby spojrzeć z góry na wnętrze łazienki. Z wrażenia o mało nie spadł. To Hidan, którego poznał niedawno na przyjęciu! Tego mógł być pewien. Był z nim ktoś jeszcze.
― A jakby tego było jeszcze mało, podobno są tu ludzie tej starej torby Tsunade.
Naruto zdusił w sobie śmiech. Ciekawe, co powiedziałaby jego szefowa, gdyby to usłyszała. Hidan skończyłby naprawdę źle.

― Pain mówił, że gdzieś tu ją schował, w jednej z kabin ― mruknął drugi mężczyzna, a Naruto zmrużył oczy, przyglądając mu się uważnie. Facet musiał być naprawdę stary, bo miał dużo zmarszczek. Jednak dopiero po chwili, kiedy Hidan bardzo energicznie otworzył drzwi pierwszej z kabin, chłopak zdał sobie sprawę, że wdepnął w niezłe gówno. I co on teraz, do diabła, ma zrobić?! Bez peruki na pewno zostanie jakoś zdemaskowany. Bo nawet jeśli ci dwaj go nie skojarzą, to facet w kiecce, rozdartych pończochach i rozmazanym makijażu był na takim przyjęciu jak to wysoce podejrzany. A skoro słyszeli już plotki o tym, że ludzie z Konohy tu są, to na pewno jakoś sobie dośpiewają resztę. Naruto zszedł z powrotem na posadzkę w kabinie najciszej jak umiał. Rozejrzał się w panice, słysząc, jak Hidan otwiera kolejne drzwi coraz bliżej niego, ale zobaczył tylko stos żurawi z papieru toaletowego. Zaklął szpetnie w myślach. Nie miał żadnej drogi ucieczki. Jedyne, co mógł zrobić to jakoś ukryć swoją tożsamość, ale jak niby? Cholera, przecież nie zwinie się w kulkę pod stosem orgiami i nie będzie udawał, że go nie ma! W końcu prosty, lecz genialny pomysł przyszedł mu do głowy. Uklęknął przy muszli, schował w niej twarz i wydał z siebie cudowną serię dźwięków imitujących wymioty.

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 5

Właścicielem głosu okazał się młody mężczyzna. Był nawet przystojny, ale Naruto nie zwrócił na to uwagi, zainteresowały go jedynie włosy nieznajomego — szare z lekkim fioletowawym połyskiem. Przypomniał sobie, że kiedyś, buszując po łazience Tsunade (sytuacja była naprawdę awaryjna!), znalazł w jednej z szafek opakowanie z fioletową płukanką do siwych włosów. Rozumiał, że Tsunade z racji wieku mogła się już zacząć interesować podobnymi specyfikami, ale ten facet? Chociaż, jakby się zastanowić, Kakashi też osiwiał w młodym wieku...
— Hidan — przedstawił się mężczyzna, skłaniając się po dżentelmeńsku.
— N... — zaczął Naruto, ale w porę się opamiętał. — Nimfadora — wymyślił na poczekaniu.


— Miło cię poznać, Nimfadoro. — Hidan schylił się, chcąc pocałować go w rękę, ale Naruto odskoczył jak oparzony. Facet miał jakiś źle wróżący błysk w oku. 
— Muszę do toalety — stwierdził szybko i pobiegł z gracją słonia na obcasach szukać Sasuke.
Ledwo dostrzegł jego czarną perukę, gdy potknął się i próbując odzyskać równowagę, złamał obcas w prawym bucie.
— Niech to szlag — zaklął zupełnie nie po dziewczęcemu, co zdaje się usłyszało kilku gości. Uśmiechnął się do nich tylko i zatrzepotał rzęsami, ale wściekła mina wyraźnie odstraszyła potencjalnych kandydatów do wygrania zakładu.
— Młotku, co ty wyprawiasz? — Sasuke, którego uwagę zwróciło to zamieszanie, chwycił go za ramię i pociągnął w stronę korytarza z lustrami.
— Czekaj! — Naruto, kuśtykając w jednym kompletnym bucie, nie mógł nadążyć. W końcu zatrzymał się i z siłą naprawdę nie pasującą do blond panienki odłamał obcas w drugim pantoflu. — No, tak o wiele lepiej — westchnął z ulga.
— Cholera, jak ty wyglądasz — syknął Sasuke, patrząc na sponiewieranego Uzumakiego. Misterny makijaż rozmazał się, przez co chłopak wyglądał jak postać z horroru, na domiar złego te obcasy i, jeszcze tego brakowało, poszło oczko w rajstopach, odsłaniając kawałek owłosionej łydki. Mogliśmy się przed tym jeszcze ogolić, tak na wszelki wypadek. A te idiotyczne pończochy miały być super wytrzymałe!, pomyślał z rozdrażnieniem i niewiele myśląc, ponownie pociągnął go w stronę toalety. Jeszcze dwie wizyty w niej i zacznie się to robić podejrzane! 

Naruto, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że jego nogi już nie są tak idealnie gładkie, jak wcześniej się mogło zdawać, paradował dumnie przez połowę sali, uśmiechając się do wszystkich promiennie. Jego krok na powrót stał się pewny i teraz nawet mógł kręcić biodrami, czym ściągał na siebie jeszcze więcej wygłodniałych męskich spojrzeń. A najlepsze w tym wszystkim było to, że szedł z tyłu i mógł sobie popatrzeć na papierową dupę Uchihy, która podskakiwała pociesznie przy każdym topornym kroku stawianym przez niego. 

— Co się znowu stało? — zapytał w końcu, kiedy znaleźli się w łazience. 
— Mamy problem — powiedział Sasuke, przygryzając wargę. — Rozdarłeś pończochy.
Naruto zerknął na łydkę, gdzie widniała już dość spora dziura. Faktycznie, włosy były widoczne. Co prawda nie wyglądały jak szczecina na wieprzu, jak to zwykł mówić o owłosieniu Sasuke, ale jednak. Nie było szans, żeby w tak opłakanym stanie poderwał kogoś, kto nie byłby dostatecznie pijany.
— Może Sakura ma zapasowe rajstopy. — Zerknął w lustro i zdjął perukę, w której było mu cholernie gorąco. 
Sasuke, rozglądając się dookoła i upewniając, że nikogo nie ma w środku, też rzucił swoje sztuczne loki na umywalkę. Teraz naprawdę wyglądał jak transwestyta. Facet w ubraniu, makijażu i szpilkach...
— Mam dość tych szczudeł — warknął, patrząc z zazdrością na płaskie już w tym momencie buty Naruto. — Naprawdę, jak baby mogą w tym chodzić.
Naruto nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym momencie rozległ się odgłos szpilek i obaj chwycili za peruki, zakładając je byle jak na głowę.
— Co jest? — Sakura, która własnie weszła do łazienki, spojrzała zdezorientowana. Sasuke, w krzywo włożonej blond peruce i rozmazany Naruto w czarnych lokach, wyglądali co najmniej podejrzanie. Dziewczyna zmarszczyła brwi i założyła ręce na biodra. 
— Chcecie mi coś powiedzieć? — zapytała ostrym tonem, a Naruto zaśmiał się nerwowo. Zerknął szybko do lustra. 
— Nie jest mi nawet tak źle w czerni — powiedział wesoło, poprawiając swoje loki. — A ty, Sasuke, wyglądasz żałośnie w tym blondzie. To zdecydowanie nie twój kolor. 
Uchiha prychnął głośno, ściągając perukę. 
— Kiedy przyjdzie ten cholerny szef? Mam już dość tej szopki!
— Jest już jedenasta, jeszcze godzina — powiedziała Sakura, wciąż mając rozzłoszczoną minę. — Co wam się stało?
— Pytaj tego idiotę — warknął Sasuke. 
— Ej, no co ja znowu zrobiłem? — zaprotestował Naruto, przerywając w końcu podziwianie własnej twarzy na tle czarnych loków. Najwyraźniej ciemna smuga z kredki do oczu ciągnąca się pod prawym okiem nie bardzo mu w tym przeszkadzała. 
— Tego próbuję się dowiedzieć — stwierdziła rzeczowo Sakura, lustrując go surowym spojrzeniem. — Co z twoim makijażem? 
— Coś z nim nie tak? — zdziwił się Naruto i dokładniej przyjrzał się sobie w lustrze, dopiero teraz dostrzegając ciemny ślad. — A, to? Daj spokój, nic takiego, prawie nie widać — skomentował beztrosko. Liznął jeden ze swoich palców i wytarł się nim. A przynajmniej taki miał zamiar. To, że tylko wszystko pogorszył, to inna sprawa. 
— Zostaw to! — Sakura rzuciła się w jego stronę, zdzieliła go mocno po łapie i wściekle zdjęła z niego perukę. Szybko wyciągnęła z torebki co trzeba, usiłując uratować misterną tapetę. — A co z pończochami i obcasami? — naciskała dalej. 
— Te poń-cośtam to sam nie wiem, a obcas mi się ułamał. Jak szukałem Sasuke, to urwałem też drugi. — Wzruszył ramionami. 
— Po co szukałeś Sasuke, stało się coś? — spytała podejrzliwie, zerkając kątem oka na Uchihę, ale ten tylko pokręcił głową na znak, że nic nie wie. 
— Nie zgadniecie, kogo tu widziałem! — ożywił się po jej słowach Naruto, przypominając sobie, że miał coś do powiedzenia. 
Przy tym nagłym oświeceniu poruszył się niespokojnie, przez co dłoń Sakury źle poprowadziła kredkę. Już miało mu się za to dostać, kiedy drzwi od łazienki otworzyły się. Tym razem nie było szans, żeby w porę chwycić peruki. Oczy skryte za okularami rozszerzyły się wyraźnie, a z wyszminkowanych wyzywająco ust wydobyło się urwane "Trans...!". Sytuację uratowała dłoń Sasuke, który teraz trzymał przerażoną, własnoręcznie zakneblowaną dziewczynę w żelaznym uścisku, nie bardzo wiedząc, co począć. 
— No to pięknie — zagwizdał Naruto.
Dziewczyna starała się wyrwać, ale Sasuke był naprawdę silnym gościem i trzymał ją mocno. 
— Musimy ją zabić — powiedziała grobowym tonem Sakura, przez co nieznajoma zaczęła się szarpać jeszcze mocniej. Zgięła nogę w kolanie i zanim Sasuke zdążył zareagować, cienki obcas znalazł się na jego genitaliach. Jęknął głośno, zginając się w pół i łapiąc za krocze. Nieznajoma zobaczyła w tym szansę na ucieczkę, jednak Naruto, z racji tego, że nie miał obcasów, na powrót stał się bardzo szybki i doskoczył do drzwi, blokując jedyną drogę ucieczki. 
— Cholera — zaklął. 
— Nie możecie mnie zabić — syknęła dziewczyna, zerkając na Sasuke spanikowana. — Pracuję dla Orochimaru. 
— Dla Orochimaru?! — zapytał Uchiha tak wysokim głosem, że teraz, gdyby tylko miał na głowie perukę i nie masował się po jądrach, można by go było śmiało pomylić z kobietą.
— Ej! Ty nie jesteś czasem Uchiha Sasuke, były... — nie udało się jej skończyć. Sakura, marszcząc groźnie brwi, wbiła w udo dziewczyny strzykawkę. 
— Skąd to wzięłaś? — zapytał zaskoczony Naruto, patrząc, jak nieznajoma traci przytomność. 
— Środek usypiający, działa przez trzy godziny. 
— Co z nią zrobimy?
— Może wyrzućmy ją przez okno? — podsunął jak zawsze kreatywny Uzumaki.