10 stycznia 2014

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 4

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


Naruto zmarszczył nos.
– Ej, co jest? Sasuke, znasz ją? – zapytał z zastanowieniem, zerkając na wciąż najbardziej na świecie przejmującego się swoją dupą Sasuke.
– Pierwszy raz ją widzę na oczy – ten mruknął obojętnie.
– A może poderwałeś jej faceta, co? Wiesz, taka zaryczana... – zastanowił się na głos Uzumaki. Nerwowa Sakura, do tej pory olewana przez obu mężczyzn, w końcu nie wytrzymała.
– Sasuke! Muszę ci coś powiedzieć – powtórzyła, tym razem z większym naciskiem. Czuła, jak jej świat drży w posadach, jednak nie mogła tego przemilczeć.
– Hn? – Sasuke w końcu postanowił na nią zerknąć.
– Kiedy dotknęłam... – zaczęła i natychmiast zarumieniła się soczyście, zaraz się poprawiając. – To znaczy... Naruto, nie uważasz, że z tyłkiem Sasuke jest coś nie tak? Był taki... miękki i nierówny w dotyku. A to... to może być...

...bardzo zaawansowany cellulit. Wiecie, z tym nie ma żartów – Sakura była autentycznie przerażona i nie wiedziała, co począć z myślą, że jej ideał może jednak wcale nie być taki idealny.
Naruto roześmiał się głośno, zupełnie zapominając, że powinien udawać kobietę.
– Uzumaki – zaczął nieprzyjemnie Sasuke, zapewne nie zdając sobie sprawy, że to Sakura macała jego tyłek. Na pewno podejrzewał, że Naruto wszystko jej wypaplał.
– Ja się tylko o ciebie martwię, draniu! – zaczął Naruto, postanawiając kryć koleżankę. Miał nadzieję, że w przyszłości mu to zaprocentuje.
– Możesz mi wierzyć, Sakura, nie mam żadnych, naprawdę żadnych problemów z celulitem. Nie musisz się tak mną przejmować.
– Ale ja...
– Zdobyłaś jakieś informacje? – przerwał jej ostro, a dziewczyna przygryzła wargę zażenowana, kiwając twierdząco głową.
– Szefa jeszcze nie ma, przyjdzie po północy.
– Świetnie, mamy cały wieczór, żeby dowiedzieć się o nim jak najwięcej! – warknął Sasuke, zakładając ręce na piersi. Było mu trochę niewygodnie, bo miał dość duże balony. – Idziemy! – zarządził władczo. Sakura pokiwała energicznie głową, a Naruto był chyba zbyt rozbawiony, żeby zwrócić uwagę na to, że Sasuke się rządzi.
– Tylko nie trzęś za bardzo swoim cellulitem – mruknął cicho, kiedy przechodził obok niego. – Chyba nie chcemy, żeby goście przestraszyli się trzęsienia ziemi, prawda?
– Kretyn – warknął Sasuke, zaciskając mocno pięści. Spojrzał na swoją dłoń z wymalowanymi na czerwono paznokciami i poczuł się jeszcze gorzej.

Naruto, idąc za dwójką swoich przyjaciół na salę, cały czas podśmiewał się pod nosem. Zerknął na papierowego sprawcę zamieszania. Jakimkolwiek Sasuke nie wykazałby się talentem do wypychania tyłków, to on sam musiał przyznać, że zdecydowanie wolał te prawdziwe pośladki Uchihy. Nim dotarło do niego, co może to oznaczać, zorientował się, że Sakura zrównała z nim krok.
– Dzięki – mruknęła niewyraźnie, z rumieńcem wciąż znaczącym jej policzki.
Naruto najpierw uniósł brwi, ale szybko się ożywił. Nie spodziewał się, że jego uprzejmość względem Haruno tak szybko da oczekiwany skutek!
– Co ty, Sakurka, nie ma sprawy – wyszczerzył się. Zapamiętał sobie, żeby w razie potrzeby zwrócić się do niej z prośbą o pomoc. W końcu mu się należało!
Sakura odchrząknęła, nie chciała specjalnie solidaryzować się z Naruto.
– Dobrze, skoro to jasne, to weź w końcu przykład z Sasuke i zacznij zbierać informacje. Każdy szczegół może się przydać. Nawet najmniejszy – poinstruowała go, nagle znów surowym tonem, którym zazwyczaj się do niego zwracała.
– Jasne, jasne, już się z draniem do tego zabieramy – machnął ręką lekceważąco i poprawiając podwijającą się kiecę, podjął próbę dogonienia przyjaciela na swoich ogromnych szpilkach.
– Czego chcesz, młocie? – warknął Sasuke, kiedy poczuł mocne szturchnięcie, przez które o mało co nie stracił równowagi.
– Zakład nadal aktualny, nie? – Naruto śmiesznie poruszył brwiami, ale Uchiha tylko prychnął. Nadal czuł się dość niewyraźnie po usłyszanym zarzucie Sakury o jego domniemanym cellulicie. I jak ten młotek śmiał mu się jeszcze pokazywać na oczy? Życie mu niemiłe!

Minęła jakaś godzina, odkąd pojawili się na przyjęciu. Naruto udało się już poznać kilku znanych gości, jednak nie dowiedział się od nich niczego wartościowego poza tym, jakie wino preferowali, że znali się z bossem dość długo i że sam był naprawdę ładniutki, jak go określili. Przez całą tę misję szpiegowską nieźle zgłodniał, więc na dłużej postanowił zatrzymać się przy stoliku z przekąskami. Kanapeczki, jakie zaserwowano na przyjęciu, były naprawdę niewielkie, więc musiał ich zjeść całkiem sporo, żeby poczuć się sytym. Krewetka, którą właśnie połknął, stanęła mu w gardle. Porwał z tacy przechodzącego obok kelnera kieliszek szampana, wypijając go na wdechu. Bijąc się w pierś, starał się złapać oddech, co było naprawdę trudne. Już myślał, że się udusi, kiedy poczuł mocne klepnięcie w plecy, skutkiem czego udało mu się wypluć krewetkę prosto na buty jakiegoś mężczyzny, który nagle się przed nim pojawił.
Otarł łzy z kąciku oczu, mając raczej niewielką świadomość, że właśnie rozmazał swój makijaż.
– Przepraszam – powiedział szybko i już chciał zabrać z wypolerowanych, błyszczących butów nieznajomego różową, obślinioną krewetkę, jednak mężczyzna uprzedził go, strzepując ją sobie z nogi i kopiąc pod stół.
Naruto spojrzał do góry i zamarł.
Orochimaru?! Co on tutaj, do cholery, robił?!. Poczerwieniał obficie, ponieważ perwersyjny kochanek ich przełożonej najwyraźniej go nie poznał.
– Uważaj, co robisz – warknął na niego mężczyzna, zabierając ze stołu ostatnie kanapeczki, które zostały. Naruto prawie wszystkie zjadł.

– Nie przejmuj się nim, to stary zboczeniec! – usłyszał za uchem męski, niski głos i przeszły go ciarki. Zacisnął w panice pośladki, odwracając się gwałtownie.

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 3

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


W jednej chwili wypuścił gwałtownie powietrze i uśmiechnął się lekko do Sakury, która wyrosła przed nim jak grzyb po deszczu.
— Jak idzie? — zapytał, rozglądając się za Uchihą, który zniknął gdzieś ze swoim papierowym tyłkiem.
— Dowiedziałam się kilku przydatnych rzeczy — odpowiedziała cicho i rozglądając się szybko, pociągnęła Naruto do damskiej łazienki. — Gdzie Sasuke?
— Zbiera informacje — mruknął Naruto, starając się zachować powagę. Doskonale wiedział, że jeśli Sakura dowie się o ich zakładzie, będą mieli przechlapane. Po pierwsze dlatego, że dziewczyna, odkąd zaczęła pracować dla Tsunade, stała się straszną jędzą, dla której liczyła się tylko praca, a po drugie dlatego, że Sasuke w kobiecych ciuszkach podrywający każdego napotkanego mężczyznę nie był wizją z jej mokrych snów.
— Jak zwykle on pracuje, a ty się obijasz — zarzuciła mu nieznoszącym sprzeciwu głosem, ale Naruto, ku jej zdziwieniu, przytaknął.

On flirtuje z facetami i zbiera punkty, a ja siedzę w damskim kiblu z Sakurą, pomyślał z rozgoryczeniem, zupełnie zapominając o tym, że przecież informacje na misji są najważniejsze.
— Szefa jeszcze nie ma, przyjdzie dopiero koło północy.
— Jak Kopciuszek — zarechotał, przy okazji opluwając się przy tym. — Cholera — zaklął, nieświadomie rozmazując szminkę. — Nienawidzę być babą — dodał, kiedy Sakura zaczęła poprawiać mu makijaż.
— Dobra, gotowe, wracajmy na salę — powiedziała z uśmiechem, klepiąc go w pośladki.
— Ej! — Odwrócił się do niej z łobuzerskim uśmiechem na ustach. — Dam ci całą swoją wypłatę, jak klepniesz w dupę Uchihę.
Sakura nie do końca wiedziała, jak zareagować na jego słowa. Wyraźnie wahała się między oburzeniem się i walnięciem Uzumakiego przez łeb, a podjęciem wyzwania, oblewając się rumieńcem żywszym niż czerwień jej sukni. W końcu zdecydowała się na to drugie, oczywiście nie zauważając nic niezwykłego w podnieceniu Naruto. Ten matoł często się czymś nadmiernie ekscytował. Olała go więc i zaczęła uważnie rozglądać się po sali, aż w końcu w tłumie mignęła jej znajoma ciemna peruka. Przygryzając wargę, ruszyła w tamtą stronę, a Naruto za nią, praktycznie wkładając sobie pięść do ust, byle tylko się nie śmiać. Sasuke rozmawiał z jakimś wysokim mężczyzną, który wyraźnie był nim oczarowany. Sakura, zawładnięta myślą o jej dłoni na tyłku Uchihy, nie próbowała nawet zarejestrować, że ich rozmowa niewiele miała wspólnego z wyciąganiem informacji. Chwilowo wyleciał jej też z głowy cel misji. A szkoda, bo może poczucie obowiązku powstrzymało by ją przez przerywaniem Sasuke jego ciężkiej pracy. W następnej chwili jej ręka zachłannie chwyciła papierową dupę mężczyzny jej marzeń.
Sapnęła cicho, czerwieniąc się soczyście i zanim Sasuke zdążył się odwrócić, schowała się za Naruto, popychając go w stronę Uchihy. Wciąż czuła dotyk dziwnie pofałdowanych, miękkich pośladków. Co było nie tak? Zapatrzyła się na tył Sasuke, ze zdziwieniem zauważając, że był on jakby odrobinę większy. Odrobinę, cóż.
Sasuke odwrócił się powoli i spojrzał mrożącym krew w żyłach spojrzeniem na Naruto, który uśmiechnął się bezczelnie, kładąc rękę na swoim wypchanym biuście.
— Cześć — przywitał się z mężczyzną, który patrzył na nich z zaciekawieniem.
— Co to miało być? — zapytał Sasuke, marszcząc groźnie brwi. Bał się, że Naruto przesunął papier w jego majtkach i jego tyłek jest teraz zniekształcony. Oddałby wszystko, żeby móc to teraz sprawdzić.
— Coś nie tak? — zapytał mężczyzna, przybliżając się do niego. Położył dłoń na jego biodrze, a Naruto uśmiechnął się uradowany, widząc, jak twarz Uchihy wykrzywia się w bezsilnej złości.
— Jesteśmy jej koleżankami — powiedziała szybko Sakura. — Możemy ją porwać na moment? Musimy przypudrować noski!
— Jesteście... no... ten tego? — zainteresował się mężczyzna, zachodząc im drogę i nie pozwalając tym samym odejść. — Lesbijkami — wyjaśnił, widząc otwarte ze zdziwienia usta "blondynki".
— Aaaa! — Naruto pokiwał w końcu głową ze zrozumieniem i uśmiechnął się prowokacyjnie do Sasuke, ale ten był zajęty dyskretnym macaniem się po papierowym tyłku. Ocenił, że chyba jednak nic się nie zdeformowało.
— Nie — wrzasnęła Sakura.
— Ale jak dla pana mo... — Naruto chciał powiedzieć coś zupełnie innego, ale nie zdążył, bo Sakura z ogromną siłą pociągnęła ich w stronę toalety. Praca z Tsunade zrobiła z niej nie tylko jędze, ale nauczyła też większej brutalności. Niektórzy złośliwie twierdzili, że to tylko kwestia czasu, kiedy wpadnie w alkoholizm i zajmie się hazardem. Sasuke jak nikt inny wiedział też, że podobnie jak Tsunade, czeka ją długie, samotne staropanieństwo. No dobrze, może był trochę wredny, ale czy ktoś, kto wypycha sobie majtki papierem toaletowym, może nie być wredny?
— Co się stało, że tak nami tarmosisz? — zapytał twardo, z gracją szlachcianki odgarniając z twarzy czarny włos. Sakura nie odpowiedziała, na siłę wpychając ich do damskiej toalety.
— Muszę ci coś powiedzieć — mruknęła, zamykając drzwi. Naruto sprawdził, czy łazienka jest pusta, ale kiedy okazało się, że siedzi w niej jakaś kobieta, musieli zaczekać. Sakura skorzystała z okazji, żeby poprawić makijaż, Naruto stroił głupie miny do lustra, a Sasuke oparł się o umywalkę, kątem oka obserwując swoją dupę.
Minuty mijały, a kobieta nie wychodziła z kabiny. Nikt również nie wszedł do łazienki, dlatego też zniecierpliwiona Sakura, chcąc wykorzystać chwilę, w której nie było tutaj nikogo oprócz nich i wspomnianej kobiety, zapukała mocno w drzwi kabiny, w której siedziała nieznajoma.
— Zajęte! — usłyszeli jej głos, ale Sakura była nieugięta.
— Proszę wyjść, wzywa panią obsługa — powiedziała głośno, odsuwając się od drzwi. Dopiero po chwili kobieta wyszła z kabiny, pociągając żałośnie nosem. Była rozmazana i wyglądała jak siedem nieszczęść.

— Coś się stało? — zapytał Naruto, ale nieznajoma zaprzeczyła gwałtownie. Zdjęła okulary, które miała na nosie i jeszcze bardziej potargała swoje czerwone włosy. Zerkając dłużej na Uchihę, wyszła koślawo z łazienki.

Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 2

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


Rozproszyli się, wcześniej uzgadniając, że dokładnie za pół godziny spotkają się obok jednego z wielkich luster. Naruto obiecał sobie, że przyjdzie wcześniej i dokładnie sprawdzi, czy jego dupa rzeczywiście jest tak kobieca, jak ją widział ochroniarz. Złorzecząc na niego w duchu, najzgrabniej  jak umiał, wtopił się w tłum gości.
Jego pierwszy cel był jasny. Musiał znaleźć stół z przekąskami. Naruto z doświadczenia wiedział, że jest to najlepszy punkt obserwacyjny. Podrapał się po głowie, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Westchnął ciężko, odgarniając długie włosy z ramion. Było mu w nich strasznie ciepło i miał ogromną ochotę wrzucić tę okropną perukę do ponczu. Albo w jakiegoś oblecha, który właśnie pomacał jego tyłek! Odwrócił się gwałtownie, jednak żaden ze starych pryków, którzy go otaczali, nie zwrócił na niego uwagi.

Może mam przywidzenia?, pomyślał sfrustrowany, przepychając się nieco bardziej brutalnie, niż można byłoby tego oczekiwać po niewielkiej blondynce. W tłumie gości udało mu się zobaczyć Sasuke i korzystając z okazji, że nikt nie zwraca na niego uwagi, przyjrzał się dokładniej tyłkowi Uchihy. Rzeczywiście był wąski i płaski, a jakby tego było mało, ten dupek był naprawdę szeroki w ramionach. W czarne peruce kręconych włosów i eleganckiej wieczorowej sukience wyglądał jak prawdziwy babochłop. Naruto uśmiechnął się do siebie i niewiele myśląc, ruszył w stronę Uchihy.
Potrącił go umyślnie, w zamian zarabiając zimne spojrzenie. Uśmiechnął się najdyskretniej jak umiał.
— Ale z ciebie cienias, Uchiha — szepnął, mrużąc oczy i udając, że poprawia własną sukienkę. — Co powiesz na mały zakładzik?
— Jaki? — zapytał Sasuke złowrogo, ale Naruto wiedział, że przyjmie wyzwanie.
— Który z nas poderwie większą ilość facetów. Myślisz, że polecą na twój płaski tyłek?
Oczywiście najpierw, zanim dopiorą się do szefa gangu, muszą zdobyć o nim informację. I właśnie dlatego powinni nawiązać znajomości z niektórymi mafiozami obecnymi tutaj. A rywalizacja tylko zwiększy skuteczność działania, prawda? Naruto pogratulował sobie sprytu, kiedy Sasuke prychnął pogardliwie, przyjmując wyzwanie.
― Nie spodziewałem się, że będziesz próbował podbudować swoją samoocenę, udowadniając mi swoją atrakcyjność jako kobieta, młotku ― podsumował prześmiewczo i rzucił prowokujące spojrzenie jakiemuś mięśniakowi, który akurat koło nich przechodził. Niech ten blond idiota nie myśli, że bez babskiego tyłka Uchiha jest pozbawiony broni! Jego wyszminkowane usta wygięły się w lekkim uśmiechu satysfakcji, kiedy facet wpadł na kogoś przez to, że się za nim obejrzał. Uzumaki poczerwieniał ze złości.
― Zobaczymy, draniu! Boisz się, że przegrasz i próbujesz mnie zmusić, żebym się wycofał i tyle! ― fuknął, zaciskając dłonie w pięści i wściekłym wzrokiem powiódł po sali. Jakiś chuderlawy mężczyzna wzdrygnął się pod jego spojrzeniem i zboczył w stronę stołu z przekąskami, wyraźnie próbując mu umknąć. Tak na wszelki wypadek.
― Faktycznie, groźny będzie z ciebie przeciwnik ― prychnął Sasuke.
Naruto nie odpowiedział. Nie da się tak łatwo sprowokować! Będzie opanowany i seksowny jak diabli, a Uchiha przegra z kretesem! Siłą woli przywołał na swoją twarz najbardziej uwodzicielski uśmiech, na jaki był w stanie się zdobyć i na swoich śmiercionośnych szpilkach ruszył za facetem, który przed nim uciekł. Sasuke podążył za nim. Nie mógłby przegapić kompromitacji Uzumakiego.

Niestety, nie mógł się bardziej mylić. Faceta, mimo pierwszego złego wrażenia, najwyraźniej oczarowały długie blond włosy i niebieskie oczy Naruto. Ten, widząc zainteresowanie, zatrzepotał swoimi podwiniętymi zalotką, wytuszowanymi rzęsami i zrobił dziubek.
— Wpadło ci coś do oka? — szepnął mu złośliwie do ucha Sasuke, chcąc wyprowadzić go z równowagi. Naruto w odpowiedzi mało dyskretnie kopnął go w kostkę obcasem, tracąc jednocześnie równowagę i lądując na swoim, jak by to określił ochroniarz, kobiecym tyłku. Wstając, skrzywił się, a jego wściekły wzrok na powrót spłoszył prawie już złapaną ofiarę. Zawody zaczęły się na nowo.

Minęło niecałe dziesięć minut, a już można było określić, kto uzyskał znaczną przewagę. Naruto, pozbawiony dyszącego mu nad uchem Sasuke i jego złośliwości, radził sobie całkiem dobrze. W tak krótkim czasie opanował do perfekcji technikę trzepotania rzęsami. Co do konwersacji, może i gadał kompletne głupoty, ale facetom jakoś to nie przeszkadzało. Najwyraźniej głupiutka blondynka była w ich guście. Sasuke nie miał tak łatwo. Co prawda udało mu się zagaić do kilku gości, ale ci szybko uciekali, gdy tylko zaczynał inteligentną dysputę lub gdy odwracał się tyłem. Nikt tu najwyraźniej nie gustował w płaskim tyłku. Jednak Sasuke znosił wszystko cierpliwie. Naprawdę, bardzo, ale to bardzo cierpliwie, do czasu... aż nie został nazwany przez jakiegoś bogatego frajera transwestytą. Transwestytą!
Wściekły, ruszył najszybciej jak mógł na tych "szczudłach" — jak nazywał szpilki — do łazienki. Zatrzasnął się w kabinie i z furią zaczął odwijać i zgniatać papier toaletowy, wpychając go sobie w majtki. Dziękował w duchu, że nie ubrał stringów, jak to sugerował Naruto. Wychodząc z łazienki, przejrzał się w lustrze nad umywalką. O, tak! Teraz nikt nie powie, że ma płaski tyłek!

Naruto, wyraźnie zaciekawiony dość długim zniknięciem przyjaciela, wszedł lekko niepewny do damskiego kibla i prawie padł ze śmiechu, widząc Uchihę wypinającego wielgachny tyłek do lustra.
― Ja-jakieś kompleksy, draniu? ― wydusił, podpierając się o ścianę. ― Masz teraz dupę jak szafa trzydrzwiowa!
Na jego słowa Sasuke zmrużył groźnie oczy. Zastanowił się, czy aby faktycznie nie przesadził odrobinę, ale w końcu uznał to za absurd. Jak mógłby przesadzić? To w końcu jego dzieło, a on robił wszystko perfekcyjnie. I rozanielone gęby tych oblechów, które będą szczerzyły się do jego tyłka dobitnie to Uzumakiemu udowodnią. Dumnie wymaszerował z łazienki i już po kilku krokach natknął się na potencjalną ofiarę.
Wściekły Naruto już po chwili musiał w duchu przyznać, że pomysł Uchihy może nie był taki zły, bo przy takim tyłku jego trzepoczące rzęsy straciły trochę na swojej efektywności. I jeszcze to pełne wyższości spojrzenie! Głupi Sasuke puszył się jak paw. Też coś! Tyłek ze srajtaśmy! Uzumaki już wytężał swoje szare komórki, oczekując aż jakiś genialny plan i jemu wpadnie do głowy, ale jego skrzydła zostały podcięte, zanim jeszcze wyrosły.




Szpieg, który nosił szpilki - rozdział 1

Tekst pisany fragmentami przez trzy osoby: mnie, Koko i Yukami. Był tworzony dla zabawy, więc proszę nie traktować go zbyt poważnie.

____________________________________________________


Sasuke policzył do dziesięciu, zanim otworzył drzwi. Spojrzał ostatni raz do lustra, złorzecząc na Tsunade, która zleciła im to zadanie i zaciskając mocno zęby, nacisnął klamkę.
— O cholera, Uchiha, ale z ciebie dupa! — usłyszał zachrypnięty, jak najbardziej męski głos wydobywający się z ust seksownej blondynki. Sasuke poprawił majtki, które wpijały mu się w wiadome miejsce i podwinął spódnicę, ukazując kawałek uda wciśniętego w czarną pończochę. Podciągnął ją, klnąc brzydko. Zignorował prowokacyjne gwizdanie Uzumakiego.
— Sam nie wyglądasz lepiej, kretynie — mruknął, wycierając wierzchem dłoni usta.
— Uważaj, rozmazałeś szminkę! — krzyknął Naruto, doskakując do niego i wycierając jego policzki.
— Jeśli ta noc minie, poproszę Mizune, żeby zrobiła mi pranie mózgu.
Naruto roześmiał się głośno i Sasuke z przerażeniem stwierdził, że ten idiota ma subtelność nosorożca. Ta misja na pewno zakończy się klęską.
— Masz szminkę? — zapytał Uzumaki, rozglądając się po pokoju hotelowym. Sasuke tylko wzruszył ramionami. — Cholera, Uchiha, musisz mieć torebkę. Każda dama nosi torebki! Patrz, taką jak moja! — Dopadł niewielki, wysadzany cekinami worek. — Może mam nawet szminkę? — wymruczał uradowany, szperając po torebce. Kiedy wyjął z niej kosmetyk, Sasuke przeszedł zimny dreszcz.
— Nie — zdołał jeszcze cicho zaprotestować, ale Naruto był nieprzejednany.
— No otwórz usta, muszę cię pomalować. O… tak dobrze. Cholera, zostało trochę na zębach.
Sasuke nie miał pojęcia, jak zdołał nie zabić Uzumakiego. Wiedział jedynie, że był cały czerwony na twarzy i czuł się jak skończony zboczeniec, kiedy jego przyjaciel go malował.
— Musimy już iść, przyjęcie zaraz się zacznie.
— A jak wyglądam, Sasuke? — Naruto obrócił się dookoła, kilka razy dając sobie klapsa w pośladki. Sasuke zacisnął mocno usta, nie komentując. — Kurde, stringi mi się wpijają w dupę.
— Założyłeś stringi?
— A ty nie? — zapytał zdziwiony Naruto, łapiąc go za pośladki. Sasuke sapnął zaskoczony i już miał potraktować tego kretyna swoim lewym sierpowym, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
— To pewnie Sakura — szepnął Naruto i puścił mu oczko, uśmiechając się łobuzersko. Idąc koślawo w stronę drzwi, cudem się nie przewrócił, kiedy zachwiał się niebezpiecznie na swoich szpilkach. Poprawił jeszcze swój wypchany biust i otworzył drzwi.
Sasuke usłyszał pisk i zaraz do ich pokoju wparowała Sakura. Krzyknęła głośno, widząc go.
— Sasuke, to naprawdę ty? — zapytała z przerażeniem, a w odpowiedzi dostała poirytowane warknięcie, co było najlepszym dowodem na to, że ma do czynienia z ostatnim członkiem legendarnego klanu Uchiha.
— Nieźle, nie? Sam bym go przeleciał, gdybym nie wiedział, że pod tą kiecką ukrywa wacka.
— Naruto! — warknęła ostrzegawczo Sakura.
— Musimy już iść — powiedział chłodno Sasuke, wymijając ich. Zrobiło mu się gorąco, kiedy starał się iść wyprostowanym, równym krokiem na tych niemiłosiernie niewygodnych, niesamowicie chwiejnych szpilkach. Do diabła, jak kobiety mogły w tym chodzić?! A na dodatek ta obcisła sukienka tak strasznie go uwierała. I oczy piekły od tego przeklętego makijażu! To najgorsza misja, na którą wysłano drużynę 7. Kiedy z niej wrócą, zażąda od Tsunade premii albo jeszcze lepiej - podwyżki i rocznego urlopu. Sasuke wiedział jedno — nie będzie już tym samym człowiekiem po przeżyciu tego dnia.
  — Więc jaki jest plan? — zapytał cicho Naruto, kiedy schodzili ze schodów. Obaj mieli świadomość, że robią to jak para wykastrowanych goryli, ale niestety, nic nie mogli na to poradzić.
— Musimy znaleźć szefa gangu i… — zaciął się, nie mogąc wypowiedzieć tego na głos.
— I go uwieść — dokończył odważnie Naruto, a Sasuke skinął głową. — Później już pójdzie tylko lepiej — pocieszył go, uśmiechając się pokrzepiająco. — Jeśli któremuś… którejś z nas się to uda, skontaktuje się z resztą i urządzimy na tego ciula zasadzkę.
Sasuke kiwnął głową. Cały plan był już przygotowany. On, Naruto i Sakura mieli wkręcić się na przyjęcie i poderwać szefa gangu, który był dużym zagrożeniem dla Konohy. Problem polegał tylko na tym, że oni jako mężczyźni mieli znikome szanse uwieść starego, zboczonego faceta, który gustował tylko w kobietach. Skąpo ubranych, biuściastych panienkach, którymi musieli się stać. No i cóż, voila! Sasuke nigdy nie sądził, że zostanie zmuszony do udawania kobiety, ale jednak!

Poszło łatwiej niż myśleli. Tsunade miała rację, tu panienek było jak na lekarstwo. Każda, zwłaszcza z takimi balonami jak oni, była zapraszana bez mrugnięcia okiem. No dobra, zostali co prawda przeszukani (Sasuke i Naruto bali się, że dmuchane żabie pęcherze wypychające ich staniki pękną w pewnym momencie), ale reszta poszła już gładko. Drzwi zostały dla nich otwarte.

— Witam panie — niezbyt przyjaźnie wyglądający goryl w fioletowym fraku powitał całą trójkę przy wejściu na salę główną. Powoli taksował aprobującym wzrokiem Sakurę, potem Naruto, a na końcu, kiedy obejrzał sobie dokładnie Sasuke, zmarszczył nos.
— Co ci się nie podoba — warknął Sasuke, któremu nie spodobała się taka mina. Bo co by nie mówić, jakkolwiek starałby się ukryć ten fakt, ubodło go, że pierwszy raz na jego widok ktoś zmarszczył nos!. To wszystko przez tą idiotyczną szminkę, pomyślał.
— Masz płaski tyłek — goryl zaśmiał się gardłowo. Najwyraźniej zasady savoir-vivre'u, ba!, nawet dobrego zachowania jego nie dotyczyły. — Nie to co koleżanki — dodał i uśmiechnął się obleśnie w stronę Sakury i Naruto.
Sakura, powstrzymując się z całych sił przed uderzeniem oblecha torebką, obróciła się na pięcie i wmaszerowała zupełnie nie po kobiecemu do środka, ciągnąc za sobą obrażonego Sasuke i zażenowanego Naruto.
— Naprawdę mam tyłek jak baba? — Naruto próbował obejrzeć swój tył w kilku mijanych lustrach, ale nie było to takie proste, bo zasłaniali je inni goście przyjęcia, popijający w tym miejscu drinki.
— Nie, ale jeżeli jeszcze raz obejrzysz się w lustrze, stwierdzę, że coś z tobą nie tak — mruknął Sasuke, rozglądając się wokół. Sala była już prawie pełna, co oznaczało, że czas zacząć polowanie.