12 marca 2011

Rywale - rozdział 33



Witam po raz kolejny w tym miesiącu i zapraszam na nowy rozdział:)
Betowała Kuroneko

Daimon – rozwaliłaś mnie stwierdzeniem „Itaś, mądre stworzenie”:) Nie wiem dlaczego, skojarzyłam to sobie z jakimś zwierzątkiem.
Argentine – i tak przesypiamy zbyt dużą część życia :P
Koko – cieszę się, że spodobała ci się scena yaoi. Miałam co do niej naprawdę dużo obaw.
Revira – co do kwiatów i ich znaczenia, jeszcze nie w tym rozdziale.
Sasame – mogę powiedzieć tylko tyle, że masz oczywiście rację, jeżeli chodzi o pierwszą częścią komentarza:)
Kylaan – żadnych prób samobójczych – kojarzy mi się to kiczowato. Zresztą, jakbym zaczęła spełniać życzenia pod publiczkę, to Sakura wylądowałaby pewnie pod mostem.
Akame – rączki i nóżki to przekleństwo blogów Sasunaru. Nie skrzywdzę tak Naruto;)
Hachisu – dziękuję, to miłe co napisałaś. Witam wśród czytelników.

______________________________________

Sasuke, ubrany w granatowe jeansy i czarną koszulę rozpiętą u góry, prezentował się naprawdę dobrze. Zresztą, Uchiha cokolwiek by nie założył i tak zawsze wyglądał świetnie. Tak przynajmniej twierdziły dziewczyny, z którymi kiedyś się umawiał, bo Naruto, rzecz jasna, nie prawił mu komplementów. Brunet stwierdził niedawno, że bycie z chłopakiem ma dużo plusów. Odpadają te wszystkie niewygodne rzeczy, jak otwieranie drzwi do samochodu, ustępowanie pierwszeństwa, płacenie rachunków w restauracji... No dobra, może z tym ostatnim to nie do końca prawda, przecież Uzumaki nie raz i nie dwa naciągał go na pizzę. Uchiha uśmiechnął się sam do siebie i zszedł po schodach, kierując się w stronę kuchni.
- Ale się odstawiłeś. – Itachi, który właśnie wychodził z pomieszczenia, przystanął i taksując wzrokiem ubiór Sasuke, nie omieszkał go skomentować. - Masz randkę? – zapytał i mrugnął wesoło. Był dzisiaj w wybitnie dobrym humorze.
 - Nie twoja sprawa  -  odparł na pozór obojętnym tonem czarnooki.
- Wiesz, po tym, jak dzisiaj w akademii widziałem te uszczęśliwione spojrzenia twoich koleżanek, gdy dowiedziały się, że jednak nadal jesteś do wzięcia... - Długowłosy z premedytacją przerwał, chcąc sprowokować brata, aby zaprzeczył.
- A skąd wiesz, że jestem? – Sasuke wzruszył ramionami, ale odruchowo zerknął w stronę kuchennych drzwi.
Nie umknęło to uwadze Itachiego, który tylko się uśmiechnął, jednak po chwili zdał sobie sprawę z czegoś jeszcze. Chcąc się upewnić, zbliżył nos do czarnej koszuli brata, by poczuć zapach jego wody toaletowej. Był dość specyficzny.
- Używacie z Naruto tych samych perfum? – zdziwił się uprzejmie, jednak w jego oczach można było dostrzec iskierki przekory.  – Bo wiesz, siedziałem z nim chwilę w kuchni i tak mi się teraz skojarzyło – rzucił, jak gdyby nigdy nic.
 - Nie sądzę, on nie uży... - Sasuke nie dokończył. No tak, nic dziwnego, że ubrania Uzumakiego pachną nim, przecież ich kontakty fizyczne nie ograniczają się do uścisku ręki. – A ty co się tak interesujesz? – warknął, niezadowolony z dociekliwości Itachiego.
-  Jestem po prostu ciekaw. – Długowłosy włożył ręce do kieszeni jasnych spodni. -  Jednak, w przeciwieństwie do ciebie, nie zamierzam krytykować twoich wyborów – oznajmił.
- Jakich wyborów, o czym ty mówisz? – Młodszy Uchiha uniósł brwi.
- Sasuke. – Itachi podszedł dwa kroki bliżej. -  Ja może i czasami zachowuję się niepoważnie, ale nie jestem idiotą. – Poklepał czarnookiego po ramieniu i poszedł do pokoju. 

Uchiha nie ruszył się z miejsca. Więc Itachi wie – pomyślał. Wcześniej długowłosy nic nie wspominał, nie zdradzał żadnych oznak, kompletnie nic. Nawet wtedy, gdy pokłócili się o jego związek z Sakurą i Sasuke użył kilku przykrych słów, Itachi nie wykorzystał w odwecie swojej wiedzy.
Zza drzwi kuchni głowę wystawił Naruto.
- Słyszałem – mruknął i podszedł do bruneta. – On wie o nas. Myślisz, że powie twoim rodzicom? – Wydawał się zaniepokojony. Nie znał ojca Sasuke. A co, jeżeli tego nie zaakceptuje? Uchiha może mieć wtedy spore kłopoty.
- Nie sądzę. – Brunet usiadł na stopniu. Wiedział, że o Itachiego może być spokojny, starszy brat nigdy tak naprawdę nie zrobił niczego przeciwko niemu. – Ale to pewnie kwestia czasu, jak dowiedzą się inni - dodał i uniósł wzrok. – Naruto, nigdy o to nie pytałem, ale… - zawahał się chwilę –  jest ktoś, komu chciałbyś o nas powiedzieć? – zapytał, patrząc uważnie na chłopaka.
Uzumaki westchnął i usiadł obok. Jedyną osobą, która w tym momencie przyszła mu na myśl, był Kiba. Blondyn naprawdę nie lubił oszukiwać przyjaciela, a do tej pory musiał to robić. Tylko że…
- Sam nie wiem. – Oparł się o metalową poręcz schodów. – Chyba nie – mruknął. Nie wyobrażał sobie, jak miałby to powiedzieć Inuzuce. I jak tamten zareagowałby na fakt, że Uzumaki tak długo  wszystko przed nim ukrywał. Tyle razy okłamał Kibę, wymyślał coraz to gorsze wymówki, byle tylko spędzić czas ze swoim chłopakiem. Poczuł wyrzuty sumienia, zwyczajnie zaniedbywał przyjaciół. Shikamaru miał dziewczynę, nie był sam, ale Inuzuka…
– Sasuke. – Naruto odwrócił głowę w stronę bruneta. – Podwieziesz mnie do akademika?
Uchiha wydawał się odrobinę zdziwiony pomysłem, ale po chwili skinął głową.

Wjechał na parking studencki. Czarna honda zdecydowanie wyróżniała się na tle samochodów mieszkańców akademika, jednak brunet nie czuł z tego powodu dumy. Owszem, lubił swoje auto, ale - jakby nie patrzeć -  było ono tylko rzeczą, kolejnym drogim prezentem od rodziców.
- Jesteśmy – oznajmił i spojrzał na chłopaka obok. Niebieskooki nie odzywał się przez całą drogę, ale Sasuke rozumiał, że blondyn nad czymś się zastanawia i nie próbował na siłę zmuszać go do rozmowy.
- Dzięki. – Uzumaki skinął głową i chwycił kurtkę z tylnego siedzenia.
- W takim razie, zobaczymy się jutro. – Czarnowłosy nawet nie zgasił silnika.
- No chyba że… – Naruto już miał otwierać drzwi samochodu, ale się zawahał. Przez całą drogę rozważał argumenty za i przeciw. W końcu odwrócił się do Uchihy i zrobił głęboki wdech. – Chcę powiedzieć Kibie – wyrzucił z siebie. Jego serce na moment stanęło, a potem zaczęło bić w przyśpieszonym tempie - zupełnie jakby przestraszył się własnych słów, wypowiedzianej na głos decyzji.
- Domyślałem się, że w końcu to powiesz, choć sądziłem, że zajmie to więcej czasu. Jesteś pewien? – Sasuke spojrzał na chłopaka uważnie.
- Tak…
Brunet uniósł brwi, wyraz twarzy Naruto przeczył jego słowom
-…nie… tak… – Jednak nadal się wahał. Chciał, żeby Kiba wiedział, jednak sama myśl, że ma wejść do pokoju przyjaciół i rzucić: Hej, co słychać? A tak w ogóle to jestem z Uchihą – jakoś nie mieściła mu się w głowie. Inuzuka dostanie zawału przez takie rewelacje. Westchnął i oparł głowę na siedzeniu.
- Nie chcę dłużej oszukiwać przyjaciół. – Spojrzał na Sasuke, nie będąc jednak tak naprawdę niczego pewnym.
- Więc zróbmy to. – Uchiha nieoczekiwanie zgasił silnik i gestem pokazał blondynowi, że ma wysiadać.

Naruto nigdy w życiu nie czuł takiego zdenerwowania jak w tym momencie. Żaden egzamin, nawet na prawo jazdy, nie mógł się równać z tym, przez co przechodził teraz. Gdyby był tu sam, już dawno by się wycofał, lecz idący za nim czarnowłosy chłopak, powstrzymywał go przed zmianą decyzji. Parter, pierwsze piętro, drugie. Drzwi pokoju przyjaciół. Spojrzał pytająco na Sasuke, jakby chciał odwlec chwilę, kiedy zapuka, ale Uchiha podniósł rękę i zrobił to za niego. Stanowczy odgłos wyrwał blondyna z dziwnego otępienia. To dzieje się naprawdę – pomyślał.
Drzwi otworzył Shikamaru, trzymający w jednej ręce krzyżówkę.
– Wchodź Naru... – zaczął, ale dostrzegł, że chłopak nie jest sam. – Eee, to znaczy wchodźcie – poprawił się, zapraszając obu do środka.
Kiba siedział na swoim łóżku, trzymając na kolanach białą puchatą kulę. Na widok Uzumakiego aż podskoczył, budząc tym samym szczeniaka.
- O,  jednak jesteś! – Przeniósł Akamaru na poduszkę i wstał. Dopiero wtedy zobaczył stojącego jeszcze przy drzwiach Sasuke. Naruto próbował ułożyć sobie w głowie jakieś inteligentne zdanie, którym mógłby rozpocząć tę trudną rozmowę, ale Inuzuka go ubiegł.
- Nie no, dobrze, że przynajmniej do łóżka razem nie chodzicie! – wypalił, zdumiony widokiem Uchihy we własnym pokoju. Oczywiście wiedział, że Naruto zaczął się z nim przyjaźnić, no ale bez przesady, ile można przebywać w jednym i tym samym towarzystwie? Kibie nie mieściło się to w głowie .
- Nie byłbym taki pewien. – Sasuke oparł się nonszalancko o jedną ze ścian i skrzyżował ramiona.
- O matko! – Shikamaru, który właśnie nalał sobie soku pomarańczowego, omal się nim nie zakrztusił. Zrozumiał cel wizyty.
- Bardzo śmieszne – burknął Kiba, któremu wydawało się, że Uchiha z niego kpi.
- Ja nie żartuję – odpowiedział brunet. Zdezorientowany szatyn spojrzał na Uzumakiego, spodziewając się, że Naruto zaraz wybuchnie śmiechem, ale nic takiego się nie stało. Chłopak wyraźnie czymś się denerwował.
- Kiba... – zaczął, czując, że zaschło mu w gardle. - Musisz o czymś wiedzieć – przerwał, zbierając się na odwagę. - Sasuke i ja spotykamy się – wymamrotał po chwili i zrobił krok do tyłu, jakby w obawie, że Inuzuka może się na niego rzucić.
Jednak do szatyna nie dotarło to, co powiedział, bo tylko uniósł brwi pytająco.
- Jesteśmy razem – wyjaśnił więc dobitniej blondyn.
Kiba chyba wreszcie zrozumiał sens słów przyjaciela, bo stanął z otwartymi ustami i wpatrywał się w niego jak w monitor komputera, kiedy po raz pierwszy zobaczył Robot Unicorn Attack.
- To znaczy, twierdzisz, że wy jesteście parą, tak? – wydukał po dość długiej chwili, chcąc się ostatecznie upewnić, że nie ma omamów słuchowych. Uzumaki kiwnął głową.
Kiba zerknął tym razem na Shikamaru, ale tamten nie wydawał się być w ogóle zdziwiony.
- Wiedziałeś? – Inuzuka podszedł i dźgnął współlokatora palcem. Nara nie zaprzeczył. – Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś? – Szatyn nie mógł uwierzyć, że długowłosy ukrywał przed nim taką sensację.
- Dyskrecja, Kiba, to się nazywa dyskrecja. – Shikamaru westchnął i wyjął z szafki trzy dodatkowe szklanki, po chwili nalewając do nich soku. Jedną z nich podał koledze i zmusił go, aby usiadł na krześle.
- Myślałem, że Naruto lubi dziewczyny, a tu coś takiego. – Inuzuka bawił się szklanką. – I że niby całujecie się ze sobą? – spytał cicho Uzumakiego, jakby nie chciał, żeby Uchiha go usłyszał. Blondyn usiadł naprzeciwko przyjaciela i kiwnął głową.
- Chyba nie chcę sobie tego wyobrażać – jęknął Kiba.
- No faktycznie, nie radzę sobie tego wyobrażać – odezwał się w końcu Sasuke, którego powoli zaczynała bawić cała sytuacja. – Od takich wyobrażeń może się zmienić twoja orientacja seksualna – zakpił, patrząc na rozszerzające się w przerażeniu oczy szatyna.
- Naprawdę? – Inuzuka wydawał się nie dostrzegać ironii.
Shikamaru przewrócił oczami, a Naruto parsknął śmiechem. Atmosfera trochę się rozluźniła, więc on sam też przestał być tak spięty. Kiba spojrzał urażony na czarnowłosego, ale nic nie powiedział. Chyba zdał sobie sprawę z własnej naiwności.
- Co zamierzacie dalej? – Nara przysunął jeszcze dwa krzesła, aby wszyscy mogli usiąść przy stole. Po chwili zastanowienia wyjął z lodówki cztery piwa i podał każdemu po jednym.
- Póki co niech to pozostanie między nami. – Naruto spojrzał w stronę Kiby. – Mam do ciebie zaufanie, nie zawiedź mnie – dodał.
Inuzuka kiwnął głową na znak, że rozumie. Po chwili jednak na jego twarz wdarł się szelmowski uśmieszek.
- Chociaż, ja tam bym wolał, żebyście się przyznali – stwierdził.
- Dlaczego? – Blondyn nie rozumiał toku myślenia przyjaciela.
- Bo wtedy wszystkie jego fanki – wskazał na Uchihę – dadzą sobie spokój. I zaczną interesować się na przykład mną – oświadczył uradowany. I nie przejął się zupełnie tym, że nikt z pozostałych jego poglądu nie podzielił.

4 marca 2011

Rywale - rozdział 32

Dzisiaj miałam kilka minut traumy, kiedy rano włączyłam laptopa, a tam komunikat, że mój blog został usunięty. Podczas stawiania na nowo systemu, pogubiłam gdzieś kilka rozdziałów, więc nie odtworzyłabym wszystkiego. No, ale na szczęście chodziło o jakaś formę zabezpieczeń ze strony Google przed zdaje się włamaniami na konto.  Uff… Tak więc w ramach dobrego humoru z tego tytułu, nowy rozdział.
Betowała Kuroneko.
Siruwia – ale skąd ci się wzięła ta farmaceutka, to nie mam pojęcia:) Cieszę się, że scena ci się podobała.
Daimon – no widzisz, ja to mam wyczucie, trafiłam z rozdziałem w Twoje urodziny. Mam nadzieję, że się już wykurowałaś po „Weekendzie” przez wielkie „Wu”.
Kuroneko – chciałabym kiedyś dowiedzieć się dokładnie, które to są te perełki i z jakich względów:)
Kylaan – obawiam się, że w tych dużych wydawnictwach maja masę takich tekstów jak ten:)
Revira – no, najważniejsze to się przyznać
Sasame – oni ustalili, że tylko w przypadku, gdy wszyscy już wiedza o nich, to nie będą kłamać i udawać, że nic ich nie łączy.

______________________________________

Zazwyczaj głośny sygnał budzika w mieszkaniu Uzumakiego sprawiał, że chłopak zrywał się na nogi, tym razem jednak przewrócił się tylko na drugi bok, naciągając na głowę poduszkę. Leżący obok Sasuke otworzył leniwie oczy i zerknął na zegarek. Była siódma.
- Cholera – mruknął. Najwyraźniej nie usłyszał budzika w swoim telefonie. Specjalnie ustawił go na wcześniejszą godzinę, żeby rano wstać i pojechać jeszcze do domu po ubrania na zmianę. Teraz już nie zdąży. Znów przymknął powieki i objął zagrzebanego w pościel blondyna, muskając ustami jego szyję.
- Chyba musimy wstawać – powiedział cicho, jednak Naruto tylko pokręcił głową. Sasuke uśmiechnął się. – Uwierz, też wolałbym tu zostać i… – przesunął dłonią po plecach chłopaka –  robić coś o wiele bardziej ekscytującego, niż słuchanie wywodów Kakashiego, ale… - ugryzł lekko skórę na jego ramieniu – chyba nie spodoba mu się nasza nieobecność.
Uzumaki przewrócił się na plecy i spojrzał na Uchihę zaspanym wzrokiem.
- Trzeba było o tym pomyśleć, zanim zacząłeś mnie molestować – stwierdził i ścisnął trzymaną w ramionach poduszkę.
- Żałujesz? – Sasuke podniósł się i opierając głowę na ręce, patrzył na blondyna z uśmieszkiem zadowolenia.
Naruto tylko coś burknął i zwlekł się z łóżka. Poszedł do łazienki, uznając, że zanim zacznie odpowiadać na pytania Uchihy, musi przynajmniej całkowicie się obudzić. Odkręcił zimną wodę w kranie i przemył twarz. Spojrzał w lustro i zobaczył stojącego za nim bruneta.
- Wyglądasz, jakbyś się co najmniej nie wyspał, co robiłeś przez całą noc? – Czarne oczy zmrużyły się złośliwie.
- Spadaj, Uchiha. – Naruto ochlapał go lodowatą wodą, ale w kącikach ust bystry obserwator dostrzegłby hamowany uśmiech. Uzumaki ominął zadowolonego z siebie bruneta, wszedł do kabiny prysznicowej i zasunął plastikowe drzwi. Na propozycję Sasuke o wspólnym prysznicu, odpowiedział tylko „spadaj”.

Naruto musiał pożyczyć brunetowi jakieś czyste ubranie. Nie bardzo mieli czas na przeszukiwanie szafy, dlatego wyciągnął pierwszą z brzegu czarną koszulkę i bokserki. Korciło go co prawda, żeby zaoferować Sasuke swój t-shirt z napisem: „Młodzież w stanie nietrzeźwym może spowodować potomstwo”, jednak ostatecznie sobie darował. Żarty żartami, ale to był dość drażliwy temat.

Wykład jeszcze się nie zaczął. Znaleźli miejsca w tylnym rzędzie auli, obok przyjaciół blondyna, i czekali na spóźnionego, jak zwykle zresztą,  Kakashiego. Sasuke udawał, że czyta notatki. Niestety, od wczoraj nic się nie zmieniło, nadal był pod obserwacją zaciekawionych studentów. Naruto próbował odpowiadać na pytania siedzącego obok Kiby, jednak obecność bruneta po prawej stronie i wspomnienie dzisiejszej nocy sprawiały, że ciężko było mu się skupić na czymkolwiek.
- Nazwałem go Akamaru. – Inuzuka pochylił się w stronę Uzumakiego, opowiadając z pasją o swoim nowym psim nabytku.  – Słuchasz mnie? – spytał, widząc nieobecny wzrok kolegi.
- Tak, słucham, nazwałeś go Shikamaru – rzucił blondyn, który w swojej głowie widział w tym momencie tylko zasnute mgiełką pożądania oczy Uchihy i  jego potargane włosy.
Cała trójka - Kiba, Nara i oderwany od swoich notatek Sasuke - spojrzeli momentalnie na przyjaciela. Uchiha uśmiechnął się pod nosem, rozumiał stan Naruto. W końcu od dobrych pięciu minut sam tak naprawdę wpatrywał się w jedno i to samo zdanie. Shikamaru tylko pokręcił głową i westchnął, za to Inuzuka chwycił zeszyt i zdzielił nim Uzumakiego po głowie.
- Nie słuchasz mnie – stwierdził, rozeźlony ignorowaniem jego osoby.
W tym momencie drzwi do auli uchyliły się z lekkim skrzypnięciem, a Naruto, będąc w duchu wdzięczny za przybycie Kakashiego, uśmiechnął się tylko przepraszająco do Kiby. Spojrzał w dół, jednak przy wejściu znajdującym się w dolnej części pomieszczenia nie było Hakate. Stał tam za to wysoki chłopak z ciemnymi, spiętymi gumką włosami. 
- Itachi? – Naruto spojrzał zdziwiony na Sasuke, jednak na twarzy czarnookiego również widać było zaskoczenie.
Przybyły gość podszedł do stojącego na podwyższeniu biurka, skupiając na sobie uwagę studentów.
- Czy pana Kakashiego dzisiaj nie będzie?  - Zapytała jakaś dziewczyna z pierwszego rzędu.
- Nie, nie, ja w innej sprawie. – Długowłosy uśmiechnął się i poprosił o ciszę. – Nazywam się Uchiha… - W tym momencie wiele osób odwróciło głowy i spojrzało na Sasuke, szepcząc coś między sobą. -  Itachi Uchiha – poprawił się brunet, co wyszło dość komicznie, jakby chciał sparodiować sposób przedstawiania się Jamesa Bonda. – I, tak, tak, ten tam to mój brat – dodał, widząc zachowanie studentów. Tym razem zaciekawiony wzrok obecnych powędrował z powrotem w stronę podestu. – Doszły mnie plotki na temat Sasuke oraz waszej koleżanki Sakury – kontynuował, widząc że twarze kilku blisko siedzących dziewczyn spochmurniały. – W związku z tym chciałbym to wyjaśnić i prosić wszystkich, aby nie przypisywali moich zasług mojemu młodszemu braciszkowi – oświadczył zabawnym tonem – ponieważ to ja zostanę dumnym rodzicem, a nie on – zakończył i puścił oko w kierunku Sasuke, powodując tym samym wybuch śmiechu w auli. Jednak nie był to żaden szyderczy chichot,  Itachi zrobił na wszystkich tak pozytywne wrażenie, że na jego słowa zareagowali raczej jak na zabawną anegdotkę.
- W takim razie, gratulujemy. – Zawołał jeden ze studentów, a kilka głosów go poparło.
- Gratulacje i kwiaty przyjmuję na zewnątrz – Itachi zażartował i skłonił się wszystkim, powodując nową falę wesołości. Zszedł z podwyższenia i zerkając jeszcze po drodze na uszczęśliwione twarze dziewczyn, otworzył drzwi. – I tak czeka was zawód miłosny – mruknął pod nosem, wychodząc.

Sasuke, mimo że najchętniej ukręciłby Itachiemu łeb za „młodszego braciszka”, to ogólnie rzecz biorąc nie był zły. Co prawda w jego mniemaniu długowłosy mógł wymyślić coś mniej spektakularnego, no ale to w końcu Itachi. Gdyby tylko jeszcze Naruto nie trząsł się przez cały wykład ze śmiechu i nie szturchał go co chwilę, powodując, że jego zwykle idealne pismo przypominało teraz jakieś bohomazy… Sasuke westchnął i odłożył długopis.
- No i co cię tak śmieszy – mruknął w stronę chłopaka.
- Od dziś twój brat jest moim idolem. – Uzumaki zasłonił sobie usta, kaszląc i tym samym maskując głośniejszy wybuch wesołości.
- Nie wątpię. Obaj lubicie robić przedstawienia – stwierdził Uchiha, przypominając sobie i blondynowi pierwszy dzień roku szkolnego. O dziwo, teraz tamta sytuacja powodowała u niego lekki uśmiech, a nie złość, jak kiedyś. Zresztą nawet wtedy tylko przez pierwszych kilka dni wygłup blondyna był naczelnym tematem  plotek, potem sprawa dość szybko ucichła. Chyba nikt tak naprawdę nie uwierzył w odmienną orientację seksualną akademickiej gwiazdy.
- Ma się ten talent – Uzumaki tym razem szturchnął przypadkiem Kibę, za co tamten bezceremonialnie kopnął go w piszczel.

Wykłady i trening skończyły się po szesnastej. Naruto, stojąc oparty o futrynę drzwi wyjściowych z plecakiem zarzuconym na jedno ramię, przeprosił Inuzukę, któremu wcześniej obiecał odwiedziny w akademiku. Akamaru musiał poczekać, a on sam, odpocząć.
- Ale jutro przyjdziesz – Kiba próbował wymóc przyrzeczenie. Blondyn kiwnął głową. – Ok, to do jutra. – Szatyn założył na siebie trzymaną jeszcze przed chwilą w ręku szarą kurtkę i wyszedł z pływalni.
Chwilę później do Uzumakiego podszedł Sasuke i rozglądając się dyskretnie po pomieszczeniu, objął chłopaka w pasie.
- Muszę się przebrać we własne ciuchy. – Przejechał nosem po szyi blondyna i ugryzł go lekko. – A potem coś wymyślimy.
Naruto uśmiechnął się i skinął głową. W momencie, kiedy Uchiha stosował takie argumenty, nawet jego zmęczenie gdzieś ulatywało.

Sasuke podał Uzumakiemu szklankę soku pomarańczowego i wbiegł na górę. Jego rodzice mieli dzisiaj do załatwienia sporo spraw w firmie, a Itachiego nie było, więc zostawił blondyna w kuchni. Sam miał zamiar wziąć szybki prysznic i przebrać się w coś swojego. Naruto wziął kilka łyków napoju, był bardzo spragniony. Chwilę później prawie podskoczył, kiedy usłyszał charakterystyczny odgłos otwieranego kluczem zamka. Odsunął krzesło i wstał z zamiarem przemknięcia do pokoju Sasuke, nie chciał, żeby ktoś zastał obcego chłopaka we własnym domu. Nie zdążył jednak nawet wyjść z kuchni, gdy drzwi otworzyły się, a do przedpokoju wszedł Itachi.
- Cześć. – Długowłosy, ku zaskoczeniu Naruto, wcale nie zdziwił się na widok jego osoby. – Zabawne, widuję cię chyba częściej niż własnego brata – zażartował Uchiha i odwieszając kurtkę, wszedł do kuchni. – Siadaj, nie gryzę – dodał, widząc na stole do połowy opróżnioną szklankę z sokiem pomarańczowym.
Naruto, trochę zdezorientowany uwagą Itachiego, usiadł z powrotem, ale nie bardzo wiedział, co powiedzieć.
- Fajnie było odwiedzić dzisiaj uczelnię, przypomnieć sobie stare czasy. – Uchiha krzątał się teraz, nastawiając wodę na kawę i nie przejmując się zupełnie zmieszaniem gościa. – Z mlekiem? – spytał, zakładając, że Uzuamki chętnie się z nim napije.
Naruto tylko kiwnął głową. Rozluźnił się trochę.
- Nie wiedziałem, że studiowałeś w akademii – stwierdził po dłuższej przerwie, biorąc napój z rąk czarnowłosego.
- Bo nie studiowałem. - Itachi upił łyk ze swojego kubka w muchomorki. – Skończyłem grafikę komputerową na politechnice, ale na waszej uczelni były zawsze najładniejsze dziewczyny. Było co podziwiać – szczupłe, wysportowane – rozmarzył się. Po chwili o czymś sobie przypomniał, bo wstał i krzycząc „zaraz wracam”, pobiegł do samochodu. Wrócił z dwoma bukietami lilii. Przeszukał wszystkie kuchenne szafki w poszukiwaniu jakiegoś wazonu, ostatecznie jednak kwiaty wylądowały w napełnionych zimną wodą kuflach od piwa.
- Dla Sakury? – Naruto wydawał się już na tyle ośmielony, że zadał to pytanie. Itachi pokiwał głową. – Oba? – Uzumaki uniósł brwi w geście zdziwienia.
- Nie, drugi dla jej matki. - Długowłosy usiadł z powrotem przy stole. – Tak wypada. Zwłaszcza w mojej sytuacji – wyjaśnił blondynowi. – Pamiętaj o tym, jak będziesz… ekhm – zająknął się. – Zresztą nieważne – zakończył temat, patrząc pogodnie na Uzumakiego.
Naruto czuł, że jego twarz robi się czerwona. Czy Itachi coś sugerował? Na szczęście w tym momencie usłyszał odgłos kroków na stopniach. To Sasuke schodził.
- Naruto. – Itachi wstał i położył blondynowi rękę na ramieniu, uśmiechając się porozumiewawczo. – Dbaj o niego – rzucił, jak gdyby nigdy nic, i dopijając ostatni łyk kawy, ruszył w stronę swojego pokoju.