20 kwietnia 2009

SasuNaru - mimo wszystko 3. Kłopotliwe święto

Życie powoli wracało do normy. Wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić, że Sasuke znów z nimi jest, a ten z kolei przyzwyczaił się do codziennego widoku Naruto, który powoli zaczynał mu działać na nerwy. Jeżeli komuś się wydawało, że Uchiha po tym wszystkim stał się miły i uczynny, to się grubo mylił. Jakby to powiedział Uzumaki: „Drań, będzie zawsze draniem”. Więc owy drań nadal był wyniosły, uparty jak osioł, prał blondyna ile wlezie i był w stosunku do niego złośliwy. Niebieskooki nie pozostawał mu oczywiście dłużny. Jednak coś było inaczej. Sasuke, mimo że dalej nieznośny, to nie miał już tego spojrzenia pełnego złości, co dawniej. Między nim i Naruto zawiązała się mocna, aczkolwiek niema, nić porozumienia. A to, że sobie dokuczali… Cóż, taka już była ich natura.

Sasuke, wtapiając się z powrotem w codzienne życie Konohy, miał nadzieję, że gdy ustanie już to całe zamieszanie spowodowane jego powrotem, skończą się również kłopoty z fan-clubem. Ale gdzie tam. Dziewczyny nadal prześladowały go wszędzie. Im bardziej Uchiha starał się je ignorować, tym większa była ich determinacja, a na dodatek jeszcze Naruto dogryzał mu, jak tylko mógł z tego powodu.

Najgorszy dzień w roku stanowił dla czarnowłosego 14 lutego. Nie znosił tej daty i zapowiadało się, że i w tym razem będzie to bardzo meczące. Nie zdążył nawet wstać z łóżka, gdy został zaatakowany przez dziewczyny, wrzucające przez otwarte okno jego sypialni maskotki, czekoladki czy listy, tudzież masę innego badziewia. Właśnie jedna z takich czekoladek walnęła geniusza w czoło, przerywając mu sen i wprawiając w bardzo zły humor. Nie zwracając uwagi na „dowody miłości” pokrywające w tym momencie dwie trzecie podłogi, wstał i udał się do łazienki. W tym czasie do posiadłości Uchihów wpadł bezceremonialnie Naruto, który już od wejścia powiadomił gospodarza, słyszącego go mimo szumu wody, że mają dzisiaj nadprogramowy trening. Sasuke odkrzyknął, żeby poczekał na dole, czego blondyn najwyraźniej nie zrozumiał, bo pofatygował się na górę i zobaczył otwarte drzwi do pokoju. Wszedł, myśląc, że znajdzie w nim bruneta, a znalazł… A właściwie, czego on w nim nie znalazł…

- No, no – gwizdnął z podziwem, patrząc na te wszystkie upominki. Z ciekawości podniósł jedną z kartek.

Na górze róże, na dole fiolki, my się kochamy, jak dwa aniołki – głosił napis na pocztówce z serduszkiem.

Naruto najpierw zrobił oczy jak spodki, a później, kiedy dotarło do niego, że to wszystko, skoro znajduje się w sypialni Uchihy, musi do niego należeć, wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Zaczął po kolei otwierać kartki i odczytywać z nich teksty, nie żałując sobie złośliwych komentarzy:

- „Jesteś moim płomieniem życia, który daje ciepło ble, ble, ble.” Jasne, pod warunkiem, że zrobi jakąś technikę ognia. Sasuke jest przecież zimnym draniem. „Nie patrz na urodę, bo piękność zdradliwa. Patrz na moją miłość, ona jest prawdziwa.” Jakaś niezbyt ładna to chyba napisała… „Kochanie, gdy Cię tylko widzę, to się własnych myśli wstydzę…” Cha, cha, cha! Ciekawe jak będzie wstydził się Uchiha, jak mu powiem, że to widziałem! „Miłość jest piękna, czasem zdradliwa, ktoś bardzo Cię kocha , ale to ukrywa!” Eeee… jego fanki chyba nie są za dobre w ukrywaniu tej swojej... ekhm... miłości... „Całuj mnie... ble, ble, ble.” Uparciuch i całowanie, uuuuuu – śmiał się do rozpuku.

Otwierał coraz więcej i więcej kartek. Boskie! Pławił się w szczęściu, czytając to wszystko, mając coraz więcej argumentów do przedrzeźniania przyjaciela.

- „Cudowne włosy i czarne oczy, dlaczego cię kocham? Bo jesteś uroczy. Jesteś chłopakiem…” Ałłłłłaaaaaa – cios spadł niespodziewanie na głowę blondwłosego. Nad nim stał Sasuke i wcale nie starał się być „uroczy”, tylko nieprawdopodobnie wściekły.

- Dobrze się bawisz, młotku? – powoli cedził słowa.

- Tak… ni… nie – uśmiech spełzł z twarzy Uzumakiego.

- Ktoś ci kiedyś mówił, że nie wolno otwierać cudzej korespondencji?

- Nie… tak… nie… przepraszam Sasuke – wyjąkał Naruto. W innym przypadku już dawno zacząłby się z nim kłócić, ale uświadomił sobie, że chyba zrobił coś, czego nie powinien. Otworzył szeroko oczy i popatrzył na bruneta jak zbity pies. Geniusz chwilowo zagapił się w te błękitne źrenice…

- Nieważne – jego ton nagle się zmienił, jakby coś sobie przemyślał. - To i tak same bzdury. Poczekaj na mnie na dole, zaraz przyjdę.

Szli na trening w milczeniu. Naruto bał się cokolwiek powiedzieć, żeby nie prowokować Sasuke, ten drugi z kolei miał trochę wyrzuty sumienia za ten wybuch. Chociaż z drugiej strony – pomyślał - to oduczy młotka robienia takich rzeczy.

Po drodze natknęli się na Hinatę, czekającą na resztę swojej drużyny.

- Cześć, Hinataaa – wykrzyknął jak zawsze Uzumaki.

- Naruto – kun – dziewczyna spłonęła rumieńcem.

- Idziemy na trening. To do zobaczenia - zawołał jeszcze raz blondyn. - Ciekaw jestem, dlaczego ona się zawsze tak dziwnie zachowuje – mruknął sam do siebie.

- Nie zawsze, tylko kiedy widzi ciebie, młotku. Nie zauważyłeś?- odezwał się niespodziewanie Uchiha.

- Eeee, może. Ale dlaczego?

Sasuke zatrzymał się i popatrzył na Naruto, jak na idiotę.

- Przecież to wszyscy wiedzą – odpowiedział zdumiony, że chłopak może w ogóle zadawać takie głupie pytania. Ze zdziwienia zapominał nawet o swoim złym humorze.

- Niby co wiedza? – Naruto nadal nie rozumiał i zaczynał go już złościć ten nadęty geniusz, że jest taki wszechwiedzący, nawet, gdy chodzi o niego, Uzumakiego.

- Jak ktoś tak tępy jak ty, może zostać Hokage? To będzie pewne samounicestwienie wioski.

- Że co? Że ja jestem tępy? Ty draniu, zaraz ci przyłożę! – pieklił się blondyn.

Sasuke nie wiedział czy się śmiać, czy płakać. Zdecydował, że wybierze trzecią możliwość i jednak mu wytłumaczy.

- Naruto, powiedzmy, że Hinata należy do twojego fan-clubu. Co prawda jednoosobowego, ale zawsze coś – blondyn otworzył usta ze zdziwienia. – Czyli to znaczy, że jej się podobasz, młotku!

- Ja??? Seriooooo??? - Uzumaki wytrzeszczył oczy. – Oooo! Fajnie!

Sasuke, jakoś nie wiedzieć czemu, nie spodobało się to entuzjastyczne „fajnie”.

- Zastanawiam mnie tylko, jak mogłeś się nie domyślić przez tyle lat. Musisz być jednak naprawdę tępy – mruknął pod nosem.

Blondyn nie myślał nigdy o Hinacie w kategorii swojej potencjalnej dziewczyny, ale fakt, że jakaś się nim interesuje, miło go połechtał. Szedł dumny jak paw, bo w końcu nie tylko ten drań, ale i on - Naruto - może się podobać. Co prawda Uchiha jest przystojniejszy, ale przecież ja też jestem niczego sobie – cieszył się jak nie wiadomo co. Z tych intensywnych rozmyślań został nagle wyrwany przez korzeń, który bezczelnie rósł na środku drogi i śmiał go zaatakować. Stracił równowagę i wleciał prosto w ramiona przyjaciela, który wykazał się refleksem i go złapał.

- Młotek – skwitował jednym słowem brunet.

Na mostku, tradycyjnym miejscu spotkań, stał już ktoś z twarzą zasłoniętą książką? Czyżby Kakashi po raz pierwszy w życiu się nie spóźnił? Jednak chwilę później stało się jasne, że to nie sensei, a różowowłosa coś czyta.

- Sakuraaaaa-chaaaan - Naruto podbiegł do dziewczyny, usiłując zajrzeć jej przez ramię. – Co czytasz, Sakurcia?

Dziewczyna, mamrocząc pod nosem, że to nic ważnego, walnęła go pięścią w głowę, żeby przestał się interesować. Naruto usiadł naburmuszony, a Haruno widząc Uchihe, przestała zajmować się blondynem. Opuściła rękę z książka, próbując wdać się w miłą konwersację z ostatnim członkiem tragicznego klanu. W końcu dzisiaj Walentynki. Ciekawe, czy w końcu Sasuke zrobi jakiś krok. Była w tym momencie tak zaabsorbowana, że nawet nie słuchała Uzumakiego, który wyginając głowę, coś mówił…

- Pierwszy pocałunek jest większym przeżyciem niż akt miłosny. Seksuologowie uważają, że całując się można odczuć tyle samo przyjemności, co podczas kochania. Jeżeli podczas pocałunków osiągniesz z chłopakiem nirwanę, to oznacza, że znaleźliście sposób na bezpieczny seks… - urwał nagle przerażony.

Zawstydzona Sakura, zorientowawszy się, że bezczelnie cytuje jej książkę, rzuciła się na niego z pięściami, ale coś ją tknęło. Naruto nawet nie protestował. Przeciwnie, umilkł i zrobił się czerwony jak burak. Podobnie jak stojący obok, tylko z pozoru beztrosko opierający się o barierkę, Sasuke. Blondyn przełknął nerwowo ślinę. Obaj, z dziwnym wyrazem twarzy, spojrzeli na siebie.

1 komentarz:

  1. Komentarze przeniesione z http://sasunaru-drogapowrotu.blog.onet.pl

    No, no, no! I dobrze, że mi Lloyd Cię poleciła. Uwielbiam takiego Naru *o* Wredne docinki <3 ugh. dobrze, już się uspokoiłam ;PP
    Dodaję do linków i czekam na niu ;)))
    http://jak-noc-i-dzien.blog.onet.pl
    ~Kichisame, 2009-03-19 20:16

    Bardzo podoba mi sie twoje opowiadanie:) Tak szczeże ... Bardzo podoba mi sie twoje opowiadanie:)
    Tak szczeże mówiąc, zwykle nie komentunę opowiadań na blogach, ponieważ jestem zbyt leniwa, jednakże wyjątkowo postanowiłam coś do Ciebie napisać. Otóż zaintrygowały mnie linki "Moje ulubione opowiadania SasuNaru". Czytałm wszystkie umieszczone tam opowiadania i uważam że są świetne, jednak zauważyłam iż bieżesz je jedynie z portalu northen lights. Jeśli chodzi o Ingell to nienapisała nic niezamieszczonego tam wartego wspomnienia, jednak rzecz się ma zupełnie inaczej patrząc na Homoviatora. Większość jego twórczości do fandomu naruto najzwyczajniej w świecie tam nie występuje. Niewiem, czy czytałaś coś więcej, np "Tygrys i Smok" lub "Gambit". Dlatego że taki jest właśne kaprys cierpiącej na grypę żołądkową Mnie, postanowiłam dać Ci mały prezęt. http://viator-naruto.livejournal .com/ . Zjeżdzamy na sam dół strony, następnie klikamy na " Archive". Następnie w prawym górnym rogu strony znajdziesz napis " 2006 ", a dalej radź sobie sama. Powinnaś trafić między innymi na to(http://viator-naruto.livejour nal.com/13400.html#cutid1).
    Pozdrowienia
    ~Mia_Żmija, 2009-03-19 23:49

    OdpowiedzUsuń