22 listopada 2009

Rywale - rozdział 21

Tak jak zapowiadałam, nowy rozdział. Co do treści… Pewnie nie spodoba wam się pewien fakt, ale cóż, planowałam to już od dawna.

______________________________________

Sasuke siedział na łóżku Naruto, opierając się o ścianę. Kanapy niestety blondyn nie posiadał. W ogóle jego mieszkanie – jak zdążył zauważyć brunet – było dość skromne. Jedno pomieszczenie, które pełniło rolę sypialni i pokoju dziennego połączone drewnianym stołem z kuchnią oraz łazienka i mały przedpokój. Jednak Uzumaki nie narzekał. Dla niego samego taka kawalerka była akurat. Nie miał za dużo do sprzątania, choć z tego, co widać, nawet to lubił sobie czasem odpuścić.

Sam właściciel mieszkania od pewnego czasu kręcił się po pokoju, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Co chwilę otwierał też lodówkę, wsadzając do niej głowę i szukając czegoś, czego najwyraźniej tam nie było.

- Młotku, naprawdę sądzisz, że jeżeli za pięć minut jeszcze raz otworzysz lodówkę, zmieni się jej zawartość? – Uchiha zmrużył zaczepnie oczy.

- Draniu – Uzumaki tylko jęknął, padając na łóżko obok czarnowłosego. – Głodny jestem, musze iść po coś do jedzenia – westchnął cierpiętniczo, wywołując tym uśmiech na twarzy Sasuke.

- Zaproponowałbym ci pizze, ale… - nie dane mu było dokończyć, bo blondwłosy rzucił się na niego, wyrażając tym swoją radość z tak genialnego, według niego oczywiście, pomysłu. - …ale nie możesz jeść codziennie takich rzeczy – mina Naruto zrzedła.

- A to niby dlaczego?

- Bo przytyjesz i nie będzie ciebie pożytku na zawodach – Sasuke patrzył z wrednym uśmieszkiem, jak Uzumaki się zżyma. Lubił się z nim droczyć i za cholerę nie umiał sobie odpuścić żadnej okazji. A ta teraz była idealna. Wiedział, że niebieskooki uwielbia pizzę, ale szczerze mówiąc wiedział też, że nie powinni jeść tego typu rzeczy. Utrzymanie kondycji wymaga oprócz treningów, również racjonalnego odżywiania się.

- A jeżeli cię przekonam? – blondyn najwyraźniej postanowił zmienić strategię. Pochylił się nad Uchihą i zaczął wodzić językiem po ustach, kusząc siedzącego przed nim chłopaka, niestety, cały efekt popsuło burczenie, które niefortunnie wydobyło się z brzucha. – Nosz cholera – zaklął.

Sasuke parsknął i przewrócił chłopaka na poduszki. Po chwili Naruto poczuł wilgotne usta drażniące jego wargi. Jęknął cicho, przyciągając głowę bruneta i pogłębiając pocałunek. Po chwili otarł się też kolanem o krocze czarnowłosego, na co ten zareagował pomrukiem aprobaty.

- To może jednak zabierzesz mnie na pizze? – blondyn w najmniej spodziewanym momencie oderwał się od Uchihy i tym razem on uśmiechnął się wrednie.

- Jesteś okropny – Sasuke chciał na powrót pocałować chłopaka, ale ten uciekł głową w bok.

- Nie okropny, tylko głodny – stwierdził.

Brunet tylko pokręcił zrezygnowany głową.

- No to się zbieraj, musimy jeszcze pojechać do mnie po ciuchy – wstał, ignorując Uzumakiego, który zadowolony szczerzył się do niego.

Sasuke tym razem nie musiał kląć na źle ustawiony samochód Itachiego, bo auta na podjeździe nie było. Brunet szczerze wątpił, żeby brat schował pojazd do garażu, wszystko wskazywało więc na to, że nie ma go w domu.

- Poczekaj, przebiorę się i wracam – rzucił Uzumakiemu i zostawiając go na parterze, wszedł na piętro.

- Jasne, masz co przede mną ukrywać – mruknął blondyn, siadając przy stole w kuchni. Na blacie stał kubek w muchomorki z resztkami kawy w środku, a obok wysoka szklanka zapełniona do połowy sokiem pomarańczowym. Najwyraźniej Itachi miał gościa.

Po chwili niebieskookiemu znudziło się siedzenie przy stole. Sasuke dość długo nie wracał i Uzumaki zaczął sie zastanawiać, co on takiego robi. Wstał i zaczął chodzić po kuchni, zaglądając w każdy zakamarek. Całe pomieszczenie było dość typowe: szafki na naczynia, zlew, zmywarka… Jedyne, co się wyróżniało, to lodówka. Jej stalowego koloru prawie w ogóle nie było widać, bo cała obwieszona została różnego rodzaju karteczkami. Naruto z nudów zaczął je czytać: Zapłacić rachunki; Kupić worki do odkurzacza; Posprzątaj salon, mamy dzisiaj gości; Odbierz Sasuke ze szkoły, bo ja dzisiaj nie mogę; Kartki stanowiły jakby kronikę życia rodziny Uchiha. Zwłaszcza że oprócz zwykłych informacyjnych notek, wisiały tam też inne, jakby specjalnie przyklejone, między innymi niebotycznie wysoki rachunek za telefon, strona z dzienniczka z dużą czerwoną piątką – podpisana „pierwsza ocena Sasuke”, czy wycinek gazety przedstawiający ranking najszybciej rozwijających się firm w mieście. Była też uwaga szkolna starszej kopii bruneta: „Itachi biega po klasie, rzucając w dziewczynki mokrą gąbką. Na pytanie - co robi, odpowiada– znakuję bydło”, po przeczytaniu której Naruto wręcz zwinął się ze śmiechu.

- Z czego się cieszysz? – młodu Uchiha, ubrany tym razem w ciemne spodnie i grafitową sportową koszulę, stanął przy nim.

- Z tego – Uzumaki, nadal rżąc jak głupek, wskazał kartkę. – Twój brat jest niemożliwy.

- Żebyś wiedział – brunet pokręcił głową. – Do dzisiaj jest dumny z tej uwagi. Jakby było z czego.

- Też bym taką chciał – niebieskie oczy zalśniły przekornie.

- Więc jesteś tak samo walnięty jak on.

- I co z tego, i tak mnie kochasz – rzucił wesoło blondyn, dopiero po chwili uzmysławiając sobie, co właściwie powiedział i jak to zabrzmiało. – To znaczy, no wiesz, tak się mówi – wzruszył ramionami, chcąc ukryć zmieszanie.

- Wiem, młotku – Sasuke odwrócił się w stronę drzwi, brzdękając kluczami. Sam też poczuł się dziwnie, zrobiło mu się nagle bardzo gorąco, choć wolał to zignorować. – Idziesz? – rzucił przez ramię.

- Jasne.

Sasuke tym razem zabrał Naruto do nowo otwartego centrum handlowego. Słyszał, że mają tam dobrą pizzerię, choć sam jeszcze w niej nie był. Jednak kiedy tylko tam dotarli, pożałował wyboru. Lokal może i był ładnie urządzony, w kolorach czarnym i czerwonym, ale jako że był nowy, cieszył się dość dużym zainteresowaniem. Sasuke wolał miejsca, gdzie przychodzi mniej osób, nie lubił tłoku. Co innego Uzumaki. Ten wydawał się być swoim żywiole, kiedy tylko pojawili się wewnątrz olbrzymiego budynku. Zwracał uwagę na każdą wystawę i komentował wszystko po drodze. Pizzeria też mu się spodobała, dlatego nie dał brunetowi możliwości zmiany lokalu.

Uchiha rozchmurzył się trochę, kiedy w menu oprócz pizzy zauważył też inne potrawy. Młotek mógł opychać się tłustymi rzeczami, ale on wolał dwa dni z rzędu nie serwować sobie takiej bomby kalorycznej. Wybrał ryż z kurczakiem i warzywami, na co Uzumaki tylko pokręcił nosem i zamówił dużą pizzę z ostrym peperonii.

- Na twoim miejscu nie jadłbym aż tak pikantnych rzeczy – stwierdził czarnowłosy, kiedy zamówienie blondyna znalazło się na stole.

- E tam, te kilka papryczek, pikuś – jakby dla udowodnienia chwycił jedna i wpakował sobie do buzi. – Nic takiego - stwierdził, rozgryzając. Po chwili jego oczy jakby pociemniały, a on sam chwycił szklankę wody, wypijając na raz całość. – Ale pali, daj mi swoją wodę – wychrypiał.

- Woda ci nie pomoże, trzeba było nie być takim zachłannym – roześmiał się brunet, patrząc na czerwoną twarz przyjaciela. Po chwili poprosił kelnerkę o sok grejpfrutowy.

- Wredny jesteś – Naruto fuknął i ułamał kawałek ciasta z brzegu, popijając napojem. Powoli uczucie ognia słabło, choć nie do końca. Uchiha patrzył z satysfakcją, jak blondyn ściąga nożem papryczki na bok talerza, mamrocząc coś pod nosem.

- Jesteś strasznie uparty, wiesz? – ciemne oczy spojrzały uważnie na objadającego się pizzą chłopaka.

- I kto to mówi – odpowiedział dopiero po chwili, kiedy przełknął jedzenie. – Jesteś tak samo uparty jak ja, a dwa uparciuchy razem to katastrofa – stwierdził z miną znawcy.

- Więc twierdzisz, że stanowimy katastrofę?

- Nie, ale zagrożenie dla otoczenia to na pewno. Zwłaszcza ty… Ałłl – jęknął, bo Uchiha dość niedelikatnie kopnął go pod stołem.

Był już praktycznie wieczór, kiedy zamierzali opuścić centrum handlowe, bo Naruto wręcz zmusił bruneta do odwiedzenia sklepu ze sprzętem pływackim. Na wystawie stał nowy model skutera wodnego i blondynowi aż oczy zaświeciły się na jego widok. Chciał koniecznie poznać wszystkie szczegóły, a sprzedawca, który kojarzył Sasuke, chyba liczył na premię ze sprzedaży, bo odpowiadał wyczerpująco na każde pytanie. Jakież było jego rozczarowanie, kiedy na koniec czarnowłosy po prostu wyciągnął młotka ze sklepu, nie zostawiając grubszej gotówki.

Parter centrum handlowego stanowił ogromny supermarket, cukiernia oraz mała kawiarenka. Można tam było wypić kawę, zjeść ciastko i spokojnie, na siedząco, przejrzeć zawartość portfela, nie narażając się na upadek, gdyby okazało się, że ktoś wydał o wiele więcej niż zamierzał. Kawiarenka była otwarta, ogrodzona jedynie ozdobnymi roślinami i kilkoma filarami. Sasuke już miał skierować się do wyjścia, gdy poczuł, jak blondyn ciągnie go za rękaw, nie pozwalając iść dalej. Zirytowany, bo tamowali ruch, odwrócił się i spojrzał pytająco na Naruto. Ten tylko pokręcił głową i wskazał na coś, a raczej kogoś. Uchiha z początku nie wiedział, o co mu chodzi, ale kiedy blondyn wskazał jeszcze raz, w końcu zauważył. W kawiarence przy jednym ze stolików siedział jego brat. I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to, że siedział nie z kim innym, tylko z dziewczyną, która napsuła jemu i Naruto tyle nerwów. Itachi był tu z Sakurą i, o zgrozo, wyglądali tak, jak się wygląda na randce. Sasuke mógłby się jeszcze łudzić, że spotkali się przypadkiem, gdyby nie to, że chwilę później Itachi chwycił różowowłosą za rękę. I nie był to żaden gest pocieszenia ani nic z tych rzeczy.

- Nie wierzę – szepnął sam do siebie, zupełnie przestając zwracać uwagę na przechodzących ludzi. Jakaś kobieta syknęła, że nie sterczy się jak słup pośrodku ruchliwego pasaża, ale ją zignorował. Dopiero głos Naruto wyrwał go z otępienia, które wywołał ten dość szokujący obraz.

- Widziałem ich kiedyś razem w akademiku, ale nie myślałem, że chodzą ze sobą – blondyn zaczął niepewnie. Widział reakcję Sasuke - zdecydowanie nie podobało mu się to co zobaczył i Uzumaki wcale mu się nie dziwił. Ze wszystkich dziewczyn w mieście, dlaczego akurat Sakura? Przecież ona… ona… on był dla niej za dobry i już. Znał co prawda Itachiego od niedawna, mieli okazję porozmawiać może trzy razy, ale to wystarczyło, żeby uznał go za kogoś naprawdę fajnego. A Sakura to… Nie chciał nawet w myślach wypowiadać pewnego epitetu, ale ona zdecydowanie nie zasługiwała na kogoś takiego jak starszy Uchiha.

- Nie sądziłem, że mój brat jest takim idiotą. Wiedział, jaka ona jest – Sasuke zmarszczył brwi.

Po chwili pociągnął blondyna za rękaw na zewnątrz. Nie mówiąc nic, podszedł do samochodu i oparł się o drzwi. Wciągnął głośno powietrze, widać było, że jest wkurzony. On, nigdy nie pokazujący po sobie emocji, tym razem nie był w stanie ich ukryć. Gdyby palił, na pewno nie wystarczyłaby mu teraz jedna fajka, jednak on nie miał w zwyczaju w ten sposób opanowywać nerwów.

- Będę z nim musiał pogadać. Wyperswadować mu to jakoś – stwierdził po chwili. Nie była to najmilsza wizja, bo młody Uchiha nigdy nie wtrącał się w życie Itachiego. Ba, nawet nie rozmawiał z nim tak na poważnie. Zawsze zbywał brata, kiedy ten pytał co u niego i nigdy nie odwdzięczał się żadnym zainteresowaniem. Ale teraz to inna sprawa. Żaden Uchiha nie będzie zabawką Sakury Haruno.

Tego dnia Sasuke odwiózł Naruto do domu, a sam wrócił do siebie. Co prawda Uzumaki proponował, aby został u niego, ale odmówił. Był naprawdę w kiepskim humorze i nie chciał, żeby odbijało to się na blondynie. Wolał w samotności pomyśleć nad tym, jak pogadać z Itachim. Nie miał pojęcia, co powiedzieć i w jaki sposób. Nie miał nawet pojęcia, jak zacząć.

Nastawił wodę na kawę, ale po chwili wyłączył gaz. O tej porze lepiej napić się czego innego. Zerknął na stół, na którym stał kubek Itachiego i szklanka z sokiem. Była tu – pomyślał. Po chwili jednak uznał, że zaczyna przesadzać. Sok mógł być kogokolwiek, przecież często przychodził tu Sasori. Sasuke wylał resztkę napoju i wstawił szklankę do zlewu, to samo zrobił z kubkiem. Wyjął z lodówki butelkę wody mineralnej i poszedł do salonu. Cholera wie, kiedy ten idiota wróci – pomyślał, siadając się na kanapie i włączając telewizor. Na ekranie wyświetliła się reklama. Przełączył na inny program, ale tam nadawali jakiś reality show.

- Banda idiotów – mruknął pod nosem, patrząc na dwie blondynki biegające za jakimś umięśnionym facetem. Usiłowały wepchnąć go do wody i piszczały przy jak podniecone nastolatki. Po drugiej stronie basenu całowała się jakaś para. Uchiha, chcąc nie chcąc, przypomniał sobie, jak na pływalni Sakura wdzięczył się do Uzumakiego, jednocześnie co chwilę zerkając w jego stronę. Wkurzony znów przerzucił kanał. I znów reklama. W końcu po wielu próbach znalazł jakiś film sensacyjny i dochodząc do wniosku, że i tak niczego lepszego nie znajdzie, zostawił.