30 grudnia 2016

Rywale - rozdział 50

Zakłady są niebezpieczne. Uważajcie, o co się zakładacie. Ja ostatnio przegrałam aż dwa. Konsekwencje pierwszego są w tym rozdziale. Dei, ty potworze!
Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich :)
I…
Chciałam napisać Ci dedykacje, ale byłaś za bardzo niecierpliwa i to już przeczytałaś :) Więc po prostu, Verry, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ;)


Dni do końca roku mijały bardzo szybko. Nie było za dużo nauki, ponieważ mieli przerwę świąteczną, choć na treningi oczywiście chodzili prawie codziennie. Naruto i Sasuke odwiedziła Mikoto, która życzyła im wesołych świąt i podarowała kilka przysmaków, na widok których Naruto aż ślinka pociekła. Sasuke nadal nie dogadał się z ojcem i to miało raczej szybko nie nastąpić, bo państwo Uchiha, jak co roku, wyjeżdżali w tym okresie. To był bardzo dobry czas dla marketingu, dlatego zazwyczaj podróżowali po świecie, uczestnicząc  różnych eventach. Sasuke już dawno się do tego przyzwyczaił. W tym roku Itachiego też miało nie być, chciał spędzić święta ze swoją przyszłą rodziną w górach. Kilka razy pytał Sasuke, czy na pewno nie będzie mu z tego powodu przykro, a ten za każdym razem musiał mu tłumaczyć, że nie. Bo tak naprawdę było mu to na rękę. Zamierzał wolny czas spędzić z Naruto i zwyczajnie się polenić. Nie przepadał za świętami, było wokół nich za dużo zamieszania.
–  Jutro idziemy na sylwestra do Ino – poinformował Naruto, który właśnie wszedł do mieszkania i otrzepał się z resztek śniegu. Był mróz i padało intensywnie, przez co Sasuke cały czas narzekał, bo musiał codziennie odśnieżać samochód i walczyć ze szronem na szybach. Tutaj nie miał garażu, do którego mógłby schować auto, więc tego nie dało się uniknąć.
–  A ja, jak rozumiem, nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia? – Sasuke uniósł wzrok znad czytanej właśnie książki i podniósł się z łóżka. – Coś ty tam robił tak długo? – zapytał, patrząc na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Wiedział, że Naruto poszedł do akademika odwiedzić Kibę i Shikamaru, którzy właśnie wrócili ze swoich domów
–  Trochę się zagadałem, bo przyszły jeszcze Tenten i Temari, a potem wpadła Ino i powiedziała, że jej rodzice jednak wyjeżdżają na narty, więc ma wolny dom na sylwestra – uśmiechnął się szeroko. W tym roku jakoś tak się wszystko poukładało, że nie mieli żadnych planów. – I nie, nie masz nic do powiedzenia. – Naruto przysunął zimny nos do ciepłego policzka Sasuke. – No zgódź się – dodał pojednawczo, kiedy zobaczył jego sceptyczny wzrok i niezbyt zadowoloną minę.
–  Jakby moja zgoda miała tu cokolwiek do rzeczy – mruknął Sasuke. Dobrze wiedział, że Naruto i tak wymyśliłby milion sposobów, żeby go przekonać. Od ciekawych obietnic zacząwszy, na szantażu skończywszy. Niestety, zwykle mu ulegał, klnąc później na siebie w myślach za brak asertywności. No ale jak miał mu odmówić, gdy ten kładł się obok niego i wciskając nogę pomiędzy jego uda, mówił mu takie rzeczy, że na samą myśl przechodziły go dreszcze. A trzeba przyznać, że Naruto był w tych akurat kwestiach bardzo słowny. Jak już coś obiecał, to to potem zrobił. Ich życie intymne było przez to naprawdę niezwykle interesujące. Zresztą, nie tylko o to chodziło. Sasuke wiedział, że Naruto nie był typem samotnika i bardzo dobrze czuł się w gronie przyjaciół. Jeżeli chciał go przy sobie zatrzymać, musiał się z tym pogodzić i też czasami brać udział w takich spotkaniach. W innym wypadku Naruto poszedłby sam, a do takich sytuacji wolał nie doprowadzać, bo ostatnim razem to się bardzo źle skończyło.
–  Oj, będzie fajnie, zobaczysz – Naruto wtulił nadal zimny nos w zagłębienie jego szyi, całując ją po chwili. – A jak wrócimy do domu, to… – szepnął mu coś do ucha, uśmiechając się przebiegle.
Sasuke ostatecznie skapitulował.

Dom Ino był nieduży - jednopiętrowy, beżowy budynek z ciemnoczerwoną dachówką, jednak gdy weszli do środka, okazał się całkiem przestronny. Naruto, telepiąc się z zimna, zdjął kurtkę i pomarańczową czapkę z wielkim pomponem. Chwilę wcześniej, kiedy tu szli, chciał wrzucić Sasuke kule śniegu za kołnierz, ale ten się zorientował i zanim zdążył cokolwiek zrobić, przewrócił go w zaspę i natarł całego. Naruto miał wrażenie, że śnieg ma nawet w majtkach.
–  Sadysta – mruknął tylko, a w odpowiedzi został uraczony zniewalająco ironicznym uśmiechem.
–  Chodźcie, chodźcie! – Kiba, z jakimś jasnozielonym  drinkiem w ręce, przywitał ich, jakby był tu prawowitym gospodarzem. Zaraz potem pojawiła się Ino, mająca na sukience finezyjny fartuszek w małe pomarańczowe wirki. Naruto bardzo spodobały się te wirki, ale wolał nic nie mówić, bo znając złośliwość Sasuke, jeszcze by mu taki fartuszek sprezentował na urodziny.
– Jak dobrze, że już jesteście! – zaprosiła ich ręką do środka. – Oprócz Kiby są póki co dziewczyny i Lee. Możecie go jakoś wywabić z kuchni? Bo z tą swoją nadgorliwością doprowadza nas już do szału – westchnęła i przewróciła oczami. Obaj od razu zrozumieli, o co jej chodzi, Lee był czasami naprawdę męczący z tą swoją chęcią wykazania się i tekstami o wiośnie młodości. Sasuke powiesił ich kurtki na wieszaku, a Naruto w tym czasie zdążył dorwać się do drinka Kiby, który chyba bardzo mu posmakował, bo aż się oblizał.
Dosłownie chwilę później rozległ się dzwonek i w drzwiach pojawił się Shikamaru. Potem przyszli Neji i Hinata, na której widok Sasuke, jak zawsze ostatnio, coś burknął. Hinata poszła pomóc dziewczynom i Lee, który mimo różnych środków perswazji nie dał się przekonać do –  jak to on nazwał –  „porzucenia dam w potrzebie”. Z czego „damy” z pewnością nie były zadowolone. W ciągu kolejnej półgodziny przyszło jeszcze kilka osób, niektórych Naruto w ogóle nie znał. A na koniec, kiedy już wszyscy siedzieli w salonie, pijąc któregoś z kolei drinka, wpadł Sai, przepraszając za spóźnienie. Ino udało się zebrać sporo osób, zważywszy, że impreza była organizowana na ostatnią chwilę.
Nie minęło dużo czasu, gdy rozweselone alkoholem towarzystwo porozchodziło się po domu. Sasuke, ze szklanką whisky w ręku, siedział na fotelu i rozmawiał z Nejim i Shikamaru na temat zawodów. Naruto zniknął mu z oczu, ale Ino powiedziała, że razem z Kibą i Tenten lepią bałwana na podjeździe do garażu. Dlaczego akurat na podjeździe, mimo że obok mieli dużo miejsca w ogrodzie – nikt nie wiedział, nawet chyba oni sami. Poza tym pili te dziwne drinki autorstwa Kiby, więc wszystko było możliwe.
Naruto naprawdę dobrze się bawił. Co prawda Sasuke nie dał się namówić, gdy wrócili do domu po kolejną porcję alkoholu, i nie poszedł z nimi, żeby, jak to ujęli – „zrobić z tego bałwana istne dzieło sztuki”, ale i tak było fajnie. W końcu po jakichś dwóch godzinach Tenten uciekła, twierdząc, że jej zimno, a Kiba zaraz potem poinformował, że musi się odlać. Naruto został sam. Wziął z zewnętrznego parapetu okna odstawionego tam drinka i wypił go duszkiem. Ciepło rozeszło się po jego ciele. A po chwili poczuł jeszcze większy skok temperatury, gdy został znienacka objęty z tyłu i pocałowany w kark. Szklanka wypadła mu z ręki i rozbiła się na odśnieżonym podjeździe.
–  Sasuke? – Obrócił głowę i poczuł na ustach wargi swojego chłopaka. Miały smak whisky i była naprawdę gorące. – Sasuke, dlaczego nie masz kurtki, przeziębisz się – mruknął, odrywając się na chwilę, gdy sobie uświadomił, że ten wyszedł na dwór w samej koszuli.
–  Nic mi nie będzie. – Sasuke chwycił go i pociągnął za boczną fasadę domu, przypierając chwilę później do ściany. Znów go pocałował, tym razem trochę brutalniej. Nie był do końca trzeźwy.
–  Widzę, że jednak nie bawisz się najgorzej – zaśmiał się cicho Naruto lecz zaraz śmiech utonął w jęku, gdy poczuł niezbyt delikatne ugryzienie na szyi. Noga Sasuke wsunęła się między jego uda.
–  Wolałbym mieć cię teraz w łóżku. I robić to, co mi obiecałeś wczoraj… – Sasuke wepchnął ręce pod kurtkę Naruto i jego koszulę, przez co ten poczuł dreszcze zimna. W końcu był kilkustopniowy mróz.
–  To dopiero, jak wrócimy do domu, co ty taki niecierpliwy jesteś? – Naruto odsunął go lekko. – Chodźmy, bo zaczną nas szukać i jeszcze znajdą w tych krzakach – roześmiał się, wskazując jakieś łyse badyle pokryte po części śniegiem. Sasuke tylko coś burknął niezadowolony, ale jednak te krzaki nie stanowiły zbyt interesującej wizji. W końcu dał się przekonać, żeby jednak wrócili do środka. Oczywiście nie omieszkał po drodze skrytykować tego „dzieła sztuki”, które ulepili z Kibą i Tenten przed garażem.
–  Gdzie byliście, jest za piętnaście dwunasta. Chodźcie na taras, stamtąd będzie najlepszy widok na fajerwerki! – Ino złapała ich obu.
–  Czekaj… – Naruto chwycił jeszcze z wieszaka kurtkę Sasuke i zarzucił mu ją na plecy. – Będziesz chory – mruknął i zmarszczył brwi.

Widok z tarasu był faktycznie bardzo ładny. Dom stał na niskim wzgórzu, więc widzieli stąd panoramę miasta, także centrum, gdzie odbywał się pokaz fajerwerków. Obaj stali oparci o ścianę naprzeciwko barierki i nic nie mówili, w przeciwieństwie do Kiby, który ciągle komentował coraz bardziej efektowne widowisko, a Lee znowu wykrzykiwał coś o wiośnie młodości. On chyba w ogóle nie powinien pić, po alkoholu zachowywał się naprawdę dziwnie. Inni po prostu obserwowali, przy czym Shikamaru obejmował Temari, a Neji Tenten.
–  Szczęśliwego Nowego Roku. – Naruto ścisnął za plecami rękę Sasuke i odwrócił się w jego stronę. Wcześniej, gdy tylko wybiła północ i huknęły korki od szampanów, było za duże zamieszanie.
–  Na pewno taki będzie. – Sasuke rozejrzał się dookoła, a gdy się upewnił, że wszyscy są wpatrzeni w fajerwerki, pocałował go. Nie lubili się afiszować, więc zawsze starał się to robić dyskretnie.
Nie wiedział jednak, że pewnej osobie ten wyraz czułości nie umknął. Nie wiedział też, że ta osoba obserwował ich dzisiaj już od dłuższego czasu.

–  To co, może w coś pogramy? – zaproponowała Tenten, kiedy wrócili z powrotem do środka, a teraz tłoczyli się przy wieszaku w przedpokoju, zdejmując kurtki. Było już prawie wpół do pierwszej. Kiba od razy wyszedł z pomysłem gry w butelkę, ale Ino stanowczo zaprotestowała. Bo w końcu przynamniej połowa osób tu obecnych była w związkach. Tenten z Nejim, Shikamaru z Temari, Sasuke z Naruto. Uśmiechnęła się sama do siebie. Sasuke i Naruto. Kto by pomyślał, że ci dwaj…
–  To może poker? – zaproponował Sai wyjmując z kieszeni talię kart i uśmiechając się w ten swój specyficzny sposób. – Na pieniądze… –  dodał i spojrzał wyzywająco.

Nikt nie sądził, że obserwowanie rozgrywki pokera może być tak interesujące. Naruto zrezygnował z gry już dawno, a konkretnie w momencie, gdy na stół poleciały wyższe nominały. Nie miał kasy, zresztą nie tylko on. Zaśmiał się, kiedy po chwili spasowała kolejna osoba.
–  Czyli zostaliśmy tylko my dwaj. – Sai zerknął na pokaźną sumkę, która uzbierała się na środku stołu. – Co ty na to, żeby podnieść stawkę?
–  Nie widzę przeszkód –  zgodził się Sasuke. Co prawda w portfelach nic im już prawie nie zostało, ale zawsze można było grać, deklarując jakąś kwotę. Rozliczą się później. – To o ile? – spytał, bardzo pewny siebie. No cóż, był przekonany, że Sai zostanie dzisiaj bez kasy nawet na taksówkę.
–  Heh, Sasuke, tego nie da się przegrać – wyszeptał mu do ucha Naruto, który uwiesił się teraz na oparciu fotela i zerknął mu przez ramię. Był naprawdę bardzo rozweselony przez te drinki Kiby, które obaj pili w dużych ilościach.
–  Nie taką stawkę miałem na myśli – Sai uśmiechnął się chytrze. – Zagrajmy o coś innego. No chyba ze tchórzysz…
–  Ja tchórzę? Chyba kpisz. – Mina Sasuke nie zdradzała żadnych emocji. Był wręcz stworzony do tego typu gier, w których nie można było nic po sobie pokazać. – Słucham twojej propozycji.
–  Jedna noc z twoim chłopakiem – powiedział spokojnie Sai, patrząc mu prosto w oczy i tym samym rzucając wyzwanie.
Nagle zrobiło się bardzo cicho. Wszyscy umilkli.
–  O kurwa! – Kiba, który właśnie pił jeden ze swoich magicznych specyfików zakrztusił się i opluł nową koszulę. No to ich kolega pojechał, jak to się mówi, po bandzie. Sasuke mu nie daruje, nie ma szans. Noc z Naruto… Też wymyślił.
–  To jak będzie? – zapytał Sai, kompletnie ignorując reakcję otoczenia.
–  Naruto nie jest rzeczą, żeby się o niego zakładać – stwierdził zimno Sasuke.
–  Wiedziałem, że stchórzysz.
–  Sasuke… –  Cichy śmiech przy uchu i ciepły oddech na szyi sprawił, że aż przeszły go przyjemne dreszcze. Naruto musiał być już naprawdę pijany, skoro zachowywał się tak w miejscu publicznym. A pijany Naruto, to… –  Zgoda! – rozległ się głośny, trochę bełkotliwy głos.
–  Zgoda? – krzyknęli jednocześnie Sasuke i Sai. Ten pierwszy wyglądał, jakby zobaczył ducha, a drugi – jakby dostał spóźniony prezent gwiazdkowy. Według niego mina tego cholernego Uchihy była bezcenna. I warta wszystkiego.
–  Tylko co dostanę w zamian, jeżeli to ty przegrasz – spytał Naruto, uśmiechając się szeroko. Och, to może być naprawdę ciekawe.
–  Co tylko będziesz chciał. – Sai oparł głowę na łokciu, patrząc na niego wyzywająco.
–  Naruto, przestań – syknął Sasuke, chcąc go przystopować, ale on był zbyt podniecony myślą, że będzie mógł rozkazać cokolwiek tylko przyjdzie mu do głowy. Sai chyba naprawdę nie wiedział co robi, bo Naruto miewał czasami tak głupie i dziwne pomysły, że balansowało to na granicy bezpieczeństwa zarówno jego, jak i innych.
–  Co tylko będę chciał? – Naruto wychylił się przez stół. –  Wiesz, o co się zakładasz?
–  A ty wiesz? – Sai również się podniósł i przysunął do niego głowę, patrząc z satysfakcją.
–  Będę ci musiał czytać bajki na dobranoc? Przeżyję.
Sai tylko się roześmiał i usiadł z powrotem, rozpierając się wygodnie w fotelu.
–  To jak, Uchiha? Sprawdzamy?
Sasuke zerknął jeszcze raz na swoje karty, a potem na Naruto. Przypomniał sobie, że ten dupek Sai, razem z Inuzuką zresztą, rozebrał jego chłopaka na tamtej pamiętnej imprezie u Hinaty. A potem jeszcze sugerował, że chciałby namalować jego akt. To mogłaby być dobra okazja, żeby się na nim odegrać. Zemsta byłaby słodka. Z takimi kartami naprawdę musiałby się zdarzyć cud, żeby przegrał. Upił łyk swojej whisky. Nie myślał trzeźwo.
–  Sprawdzamy – przypieczętował zakład. – Poker karo – uśmiechnął się z miną zwycięzcy, rzucając karty na stół. Czy mu się tylko zdawało, czy stojący obok znajomi odetchnęli z ulgą.
–  Sai, już myślę nad zadaniem dla cie… –  Naruto urwał, gdy chłopak siedzący po drugiej stronie stołu odwrócił rękę. Serce nagle zaczęło mu walić jak oszalałe. Zamrugał i spojrzał jeszcze raz. Nie, to nie była pomyłka. Dziesiątka, walet, dama, król, as… Wszystkie z emblematem koniczynki. O kurwa…
W pokoju po raz kolejny zapanowała absolutna cisza. Nikt nie był w stanie się odezwać, ani nawet wydusić z siebie jakiegokolwiek innego dźwięku. Sasuke właśnie przegrał. Przegrał w karty coś, co…
Wstał, patrząc przerażonym wzrokiem na stół. Stało się to, co wydawało się wręcz nierealne. Poker królewski… Jak? Szanse na to były praktycznie zerowe. Spojrzał na Naruto, który stał osłupiały i patrzył to na niego, to na Saia. A jednak przegrali… A to znaczy…
–  Naruto… – Sai wstał zza stołu bardzo z siebie zadowolony i podszedł do niego. – Nie będziesz mi czytał bajek – mruknął mu do ucha. – Będziesz się ze mną pieprzył.
–  Kurwa, zabiję cię! – Sasuke rzucił się na niego, ale szybka interwencja Shikamaru i jakiegoś innego chłopaka powstrzymała jego pięść przed wybiciem zębów Saiowi.
– Trzymaj go mocniej – warknął Shikamaru, nie chcąc dopuścić do tego starcia. Sasuke miał mord w oczach. – Kiba, pomóż nam, do cholery – krzyknął, czując, że zaraz im się wyrwie. Tak rozwścieczonego nie widział go chyba jeszcze nigdy.

To był koniec imprezy. Nie można było dopuścić, żeby zaczęli się bić, zresztą dochodziła już prawie trzecia. W tym momencie Shikamaru zakładał kurtkę i zawiązywał szalik.
–  Dogadamy się co do dnia, Naruto… – Sai, który też pojawił się w przedpokoju puścił mu oko, za co już po chwili oberwał z pięści w twarz. Sasuke, zostawiony sam sobie na dosłownie chwilę, gdy się ubierali, znów się na niego rzucił. Tym razem skutecznie.
–  Kiba, mówiłem, żebyś go przypilnował! – Shikamaru warknął na przyjaciela, który śmiejąc się głupio, skupiał wzrok na jakiejś dziewczynie. Psiocząc coś pod nosem, sam odciągnął Sasuke od Saia. Obejrzał się, szukając wzrokiem Naruto. Znalazł go opartego o ścianę pod wieszakami. Wyglądał, jakby miał zaraz się po niej osunąć. Dosłownie chwilę później zakrył sobie usta ręką i popędził do łazienki, bełkocząc niewyraźnie, że chyba będzie rzygał. Shikamaru tylko westchnął. Piękny początek nowego roku. Po prostu piękny.

Sasuke nie miał pojęcia, jak się tu znalazł. Jakby coś mu to podpowiadało, kierowało nim. I tym razem najwyraźniej pokierowało dobrze. Przed chwilą weszli tu obaj, widział ich już jak wsiadali do windy, a na wyświetlaczu pokazał się szóstka. To było piętro, na którym znajdowała się pracownia graficzna Itachiego w budynku rodzinnej firmy. Sasuke pobiegł schodami, a potem podszedł i szarpnął z całej siły szklane drzwi, jednak okazały się być zamknięte od wewnątrz. Cholera. Skąd w ogóle Naruto miał klucze do tego pomieszczenia? Pewnie Itachi mu dał, on był beznadziejnie naiwny, uwierzyłby chyba we wszystko, więc Naruto mógłby z łatwością go przekonać. Na przykład powiedzieć, że potrzebuje skorzystać z dobrego komputera, żeby zrobić projekt na zajęcia. Albo pograć w jakąś najnowsza grę. Albo… Sasuke warknął wściekły. Niestety, jego brat jakimś dziwnym sposobem bardzo ufał Naruto, mimo że wcale dobrze go nie znał. I przez tę jego cholerną ufność zaraz stanie się coś, co nigdy nie powinno się stać. Widział ich przez szybę… Sai stał za plecami jego chłopaka i coś do niego mówił. Po chwili Naruto odchylił głowę do tyłu, kładąc mu ją praktycznie na ramieniu. Sai objął go ramionami, całując odsłoniętą szyję, a jedna z jego rąk wdarła się pod koszulkę. Podwinął materiał, przeciągając palcami wzdłuż torsu. Naruto chyba westchnął na tę pieszczotę, bo Sai uśmiechnął się lekko. Coś do niego powiedział, coś, na co ten pokiwał głową przyzwalająco. Sai jakby tylko na to czekał. Jego druga ręka chwyciła pasek spodni Naruto i zaczęła go rozpinać. Powoli, jakby miał czas i nigdzie się nie spieszył. Jakby wiedział, że nikt tu nie wejdzie i im nie przeszkodzi. Naruto nie protestował, więc odpiął guzik i rozsunął zamek. Poczynał sobie coraz śmielej,  nie napotykając żadnego oporu. Po chwili zdarł z niego spodnie, a jego ręka powędrowała pod materiał bokserek. Naruto jęknął. I to tak głośno, że nawet on,  stojąc za drzwiami, go usłyszał. Sasuke stał jak wryty i nie wierzył w to, co widzi. Sai zaraz będzie uprawiać seks z jego chłopakiem, który, sadząc po odgłosach, nie miał nic przeciwko. Co więcej, jemu się to chyba nawet podobało. Usłyszał kolejny głośny jęk, gdy Sai poruszył gwałtownie ręka. Potem jeszcze jeden. Urywany, ciężki oddech był niemal widoczny, kiedy jego chłopak otwierał usta i mrużył oczy… Jakby chciał… Nie, jakby desperacko pragnął więcej. Kurwa, Naruto… Kurwa… Naruto wygiął się lekki łuk. Musiało mu być cholernie dobrze. Ramiona unosiły się i opadały, szeroko otwarte oczy błyszczały z podniecenia, a usta z trudem łapały powietrze. Co chwilę wydobywał się też z nich głośny jęk, który Sasuke doskonale słyszał.
–  Kurwa!–  syknął, gdy twarz Naruto wygięła się w grymasie przyjemności. Doskonale znał tę minę. Wiedział, że jego chłopak zaraz dojdzie w ręce tego pierzonego Saia.
–  Sa… –  Naruto tym razem już krzyknął, a na jego twarzy malowała się czysta ekstaza. – Sasuke!
Sasuke otworzył oczy, podrywając się gwałtownie. Co to… Próbował złapać oddech. Serce biło mu nienaturalnie szybko. Co to, do cholery, było? Jeszcze wpółprzytomny rozejrzał się. Był w mieszkaniu Naruto, w jego łóżku, a on spał w najlepsze obok niego. Obok niego! I mamrotał coś pod nosem. Więc to był tylko sen! Sasuke odetchnął z ulgą, ale gdy tylko doszedł trochę do siebie, znów ogarnęło go przerażenie.
–  O ja pierdolę – mruknął, przypominając sobie wczorajszą noc. A właściwie to już dzisiejszą. Naruto, Sai, poker, przegrany zakład… Zakład, przez który miało dojść do tego, co mu się przed chwilą śniło. Ten koszmar miałby się stać rzeczywistością? Przeszły go nieprzyjemne dreszcze.
– Nie dostaniesz go, skurwielu! – Zerwał się z łóżka, szukając swoich spodni. Doskonale wiedział, że musi zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić.

Tego ranka, choć tak właściwie to zbliżało się już południe, Sasuke nie myślał logicznie. Bo gdyby tak było, wiedziałby, że Naruto za nic w świecie nie przespałby się z Saiem. Nie po tym, co się stało z ich związkiem po urodzinach Hinaty. Zresztą, mniejsza o Hinatę… On w ogóle nigdy w życiu by mu tego nie zrobił. Ale Sasuke miał kaca, co w jego przypadku zdarzało się naprawdę bardzo rzadko, poza tym był wściekły, a to trochę zaćmiewało mu umiejętność owego logicznego myślenia. Nie miał pojęcia, czy może w tym momencie prowadzić. Zaryzykował. Wdychając kilka razy mroźne powietrze, wsiadł do auta, już po chwili odpalając silnik. Był Nowy Rok. Prawie nikogo na ulicach, żadnych samochodów, żadnych ludzi. To znacznie ułatwiało sprawę.
Już wcześniej zadzwonił do Nejiego, a potem do Ino, wyrywając ich z posylwestrowego snu, ale nie miał wyboru. Musiał dowiedzieć się, gdzie mieszka Sai. I się dowiedział. Dodał trochę gazu, bo droga była pusta, a po chwili aż syknął, gdy zobaczył radiowóz i policjantkę machającą lizakiem, każącą mu tym samym zjechać na pobocze. No tylko tego brakowało.
–  A dokąd pan się tak spieszy? – Policjantka była młoda i atrakcyjna, ale to Sasuke w tym momencie najmniej interesowało. Tym bardziej, że właśnie podsunęła mu alkomat. Westchnął zrezygnowany, ale dmuchnął i po chwili spojrzał na wyświetlacz. Jego wynik był na pograniczu. Kurwa! Teraz tylko od policjantki zależało, co z tym zrobi. Musiał ją jakoś przekonać. Uśmiechnął się najbardziej zniewalająco, jak tylko w tym momencie potrafił.
–  Przepraszam, ja naprawdę... Brat miał wypadek, spieszę się do szpitala – powiedział cichym, niskim głosem. Wiedział, jak on zwykle działał na kobiety. Tylko że w tym wypadku musiał zadziałać dużo bardziej.
Policjantka też się uśmiechnęła. Mogłoby się wydawać, że przełknęła kłamstwo gładko, ale to nie była prawda. Tylko że Sasuke był naprawdę czarujący, tego nie mogła nie przyznać. Do kogoś się naprawdę bardzo musiał spieszyć, bo w bajeczkę o bracie i wypadku w żadnym razie nie uwierzyła. Słyszała takich historii na pęczki. Jakaś kobieta musiała być niezłą szczęściarą. Mieć takiego faceta… Westchnęła i zresetowała wyświetlacz alkomatu, zanim jej kolega z patrolu zdążył wyjść z radiowozu i na niego spojrzeć.
–  W porządku, może jechać. – Znów uśmiechnęła się do Sasuke, który odwzajemnił się tym samym. Och, dla takiego uśmiechu mogła nagiąć trochę przepisy. Dla takiego uśmiechu, mogłaby zrobić dużo więcej… –  Tylko wjedź na parking i wypij bardzo mocną kawę – mruknęła cicho i ruchem głowy wskazała stację benzynową.
–  Dziękuję – kiwnął Sasuke, wsiadając z powrotem do samochodu. Tak, wiedział, że postąpił głupio, zupełnie jak nie on, ale dla Naruto… Wrzucił bieg i ruszył, po chwili skręcając na podjazd parkingu. Faktycznie chyba potrzebował kofeiny.
Siedząc już przy stoliku w małym bistro, patrzył przez okno na padający śnieg i zastanawiał się, jak rozwiązać tę sytuację.

Rozmowa z Saiem nie była przyjemna. Kiedy Sasuke wszedł do jego studenckiego mieszkania, odsuwając od drzwi chyba jeszcze pijanego współlokatora, po prostu wywlekł go z łóżka. Nie owijał w bawełnę, od razu postawił sprawę jasno. Nie sadził tylko, że ten skurwiel tak go wyprowadzi z równowagi, że ostatecznie uniesie się honorem i zrobi coś takiego. Ale cóż, to tylko rzecz. Wracał teraz do kawalerki Naruto, a śnieg skrzypiał mu pod butami.

–  No gdzieś ty był i dlaczego nie odbierałeś telefonu?! – Naruto niemal rzucił się na niego, gdy otworzył drzwi i wszedł do przedpokoju. – Wyglądasz jak wielki bałwan, jesteś cały w śniegu – stwierdził i otrzepał ręką jego włosy.
–  Szedłem ładny kawałek – Sasuke tylko uśmiechnął się i zaczął rozpinać kurtkę.
– Szedłeś? Przecież widziałem, że nie ma samochodu, musiałeś gdzieś pojechać! – Naruto skrzywił się. Nie podobało mu się, że Sasuke po wczorajszym piciu wsiadł za kierownicę. – A teraz jeszcze… A zresztą… –  Odwrócił się naburmuszony i podszedł do okna, patrząc na parking. Dopiero po chwili zauważył, że nadal nigdzie nie ma Hondy. – Sasuke… Gdzie jest twój samochód?



10 komentarzy:

  1. Dziękuję za życzenia! Komentarz do Rywali jak już obiecywałam, napiszę pod koniec :D No i wiesz, czekam na moją nagrodę z okazji naszego małego zakładu :D Zakłady w realnym życiu, zakłady w Rywalach, Indra, ty hazardzistwo! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Że co? OOO! Odbiło im totalnie. Nie wolno zakładać się o coś takiego. Ale po Naruto można się chyba wszystkiego spodziewać. On tak jak Lee nie powinien pić. I czy ja dobrze zrozumiałam końcówkę? Szczeka mi opadła. Widać, że Rywale zbliżają się do końca, bo pokazujesz juz dosadnie jak im na sobie zalezy. Będzie mi smutno kiedy się skończą.

    Powiedz mi, co trzeba zrobić, żeby też dostawać rozdziały wcześniej, a nie czekać na publikację?

    Hachi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :) Tak, Rywale zbliżają się do końca i to definitywnie.
      Co do pytania - nie wysyłam rozdziałów przed publikacją :)

      Usuń
  3. Jestem. Wróciłam. Byłam w górach i nie za bardzo miałam jak czytać.
    No bez przesady, nie jestem aż takim potworem. Poza tym, wiedziałam, ja po prostu wiedziałam, że jakoś to obejdziesz. Inaczej byś się chyba nie zgodziła. Więc sen... No dobra, podoba mi się, nie będę ściemniać, nawet jeżeli w takiej formie. Widzę, że ładnie się wkopałaś, dwa zakłady przegrane. Z kim ten drugi? I o co? :D
    Ale to i tak na pewno nie przebije zakładu z Rywali. Sasuke, ty idioto. A Naruto jeszcze większy idiota. Ale jak miło się to czytało. Mój sylwester nie była tak dramatyczny jak ich, na szczęście. A i akcja z policjantką dobra. Jak Sasuke chce to potrafi być czarujący :D

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

    Dei

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, inaczej bym tego nie napisała, a już zwłaszcza w Rywalach. O co ten drugi zakład, to wyjdzie później :)
      Dzięki za komentarz

      Usuń
  4. Jestem pewna, że kiedyś już czytałam to opowiadanie, ale długo nie było aktualizowane i przestałam do niego zaglądać. Teraz jednak ponownie na nie trafiłam i nie mogłabym być bardziej szczęśliwa.
    Opowiadanie genialne, a w niektórych momentach wręcz płakałam ze śmiechu. Szczególnie w pamięci utknęła mi sytuacja z policjantem z kiepskim żartem Naruto w pakiecie, pierwsza uwaga Itachi'ego - „Itachi biega po klasie, rzucając w dziewczynki mokrą gąbką. Na pytanie - co robi, odpowiada– znakuję bydło”, Kiba i "rozlany jogurt", a także Inuzuka i jego problemy z orientacją xDDD Myślałam, że padnę czytając to xD
    Oczywiście, w pamięć zapadło mi o wiele więcej momentów, ale te po prostu wgniotły mnie w ziemię xD
    Opowiadanie łyknełam w niecałe dwa dni i naprawdę ciężko mi się było od niego oderwać. Szczególnie wtedy, gdy musiałam sobie powtórzyć przed sprawdzianem z geografii. A i tak odkładałam to tak długo jak tylko mogłam. Odrazu jak skończyłam, ponownie wziełam się za czytanie. I pech chciał, że akurat trafiłam na rozdział, w którym Sasu zerwał z Naru. Przez ten czas, gdy chłopaki byli osobno, czułam jak mi się serce rozrywa. To było takie straszne... Nigdy więcej, proszę.
    Dużo osób zwykle ma coś do Sakury. I jak w wielu ff faktycznie jest z niej, nie przebierając w słowach, totalna suka, tak w mandze wcale nie jest taka zła. Bywa irytująca, szczególnie na początku, ale jednak coś tam w głowie ma. Dlatego nie rozumiem tej nagonki na nią. No, ale to odnoszę się bardziej to tych kilku komentarzy, które wpadły mi w oko, niż do Twojej interpretacji tej bohaterki. Co prawda na początku u Ciebie również nie jest zbyt "miłą", z braku lepszego słowa, osobą, ale później jednak pokazałaś, że nie jest tak do końca zepsuta.
    Miło też, że Sasuke tak prostu z mostu przyznał się swoim rodzicą do relacji jakie go łączą z Naruto. To było naprawdę fajne.
    Gdybym miała jednak wskazać moją ulubioną postać w tym opowiadaniu, to zdecydowanie byłby to Itachi. Chociaż wszyscy bohaterowie mają swoją unikalną osobowość, a główni bohaterowie są wspaniali, to jednak starszy Uchiha jest tak pozytywnie zakręconą osobą, że chyba nie sposób go nie lubić. Mam też nadzieję, że kiedyś w końcu pojawi się Sasori, bo póki co był tylko wspominany i chyba raz pojawił się osobiście w historii na becikowym.
    Co to do tego rozdziału to osobiście mam do chłopaków tylko jedną radę - ogrniczcie spożycie napojów wyskokowych. Naprawdę. Że też oni się jeszcze nie skapli, że to właśnie przez nie najczęściej wpadają w kłopoty (nie licząc tego pierwszego razu na imprezie z okazji Halloween, wtedy wyszło im to na dobre).
    A teraz zabieram się za kolejne Twoje opowiadania.
    Życzę dużo weny i czekam na kolejny rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz, fajnie że ktoś to jednak czyta :) Rywale na pewno zostaną dokończeni i poprawieni, ale teraz chwilowo nie mam na nich weny, bo mam na głowie jeszcze dwa blogi :)

      Usuń
  5. Witam. Dotychczas nie komentowałam żadnych blogów i opowiadań. Cóż... wierna zasadzie, że jak nie można powiedzieć czegoś dobrego, to lepiej się nie odzywać. W przypadku tego bloga nie mogłam się wręcz powstrzymać od wyrazów uznania dla autorki. Pani opowiadania tak mocno mnie zaangażowały w czytanie, że olałam nieco swoje obowiązki zawodowe i "zanurzyłam się" w historię oryginalnej miłości. Bardzo podoba mi się styl Pani pisania. Jest lekki, zabawny i niezwykle barwny. Postacie są charakterystyczne, ale nie przerysowane i pięknie opisane. Każda z postaci ma swoją niszę i miejsce w historii. No, jedynie Sai będący dotąd na obrzeżu wydarzeń, z impetem wkracza na scenę, jako oczekiwane (a może oczekiwane) komplikacje. Musze przyznać, że nastrój w Pani opowiadaniach jest fantastyczny. Lukier nie spływa z ekranu i co najważniejsze wiele scen jest jak z życia wziętych. Imprezy akademikowe (świetnie opisane) przypomniały mi własne zabawy i aż łezka zakręciła się w oku. Relacje między postaciami są bardzo fajne i aż chciałoby się żeby zawsze tak było między ludźmi. Bardzo mi się podoba, że główne postacie są asertywne, są partnerami, potrafią komunikować o swoich potrzebach i czerpią radość ze swojej bliskości. Udało się Pani uniknąć ciężkich dywagacji i rozterek moralnych, co bardzo uatrakcyjniło wszystkie opowiadania na blogu. W wielu dotychczas czytanych blogach zazwyczaj jeden z głównych bohaterów był tak bardzo "kobiecy", przewidywalny, płaczliwy i rozdarty moralnie (typu: chciałabym a boję się), że psuło to przyjemność z czytania. W Pani tekstach tego nie ma. Tam jest MIŁOŚĆ trudna, nietypowa, niezbyt popularna ale prawdziwa ze wszystkimi jej urokami i konsekwencjami. Niezwykle pięknie opisuje Pani sceny seksu – wow. Nie są wulgarne, powierzchowne, udziwnione czy nierealne. Są świetne, pikantne, wysmakowane, działające na wyobraźnię i czasami się zastanawiam, dlaczego w realnym życiu tak rzadko takie emocje się zdarzają (w tym wypadku nie ma znaczenia płeć i orientacja seksualna). Muszę przyznać, że sporo czytam (głównie książki), ale dopiero Pani tekst zawładnął moimi zmysłami i wyobraźnią. Moje gratulację – pani blog to kawał doskonale wykonanej pracy i widać w nim rozwój Pani stylu i olbrzymią dojrzałość.
    Nie przeczę, że najbardziej związałam się z Rywalami (istny majstersztyk), ale SasuNaru - mimo wszystko czy Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób - były również emocjonujące. Najwięcej jednak radości przysporzył mi malutki pastisz Drop your pants!. Akatsuki w takim wydaniu w najśmielszych snach bym się nie spodziewała.
    Cóż .........proszę aby nadal Pani pisała, bo chętnie sobie poczytam (chociaż nie obiecuję komentowania). Ma Pani do tego talent (chociaż tak naprawdę, to nie wiem jak dużo pracy musi to Panią kosztować) i warto go dalej rozwijać. Już wiem, że wrócę powtórnie za jakiś czas do Pani tekstu od nowa, by znowu przeżyć z bohaterami te emocje.
    Pozdrawiam
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, bardzo mi miło. Tak myślę, że w takim razie spodoba się się mój drugi blog SasuNarut pisany razem z Verry. Link obok w zakładce "Moje blogi".
      Rywale będą dokończeni, po prostu mam teraz na głowie trzy blogi do pisania :)

      Usuń
  6. Cieszę się że historia Sasuke i Naruto w Twoim wykonaniu jest dalej kontynuowana. Pogodziłem się już z myślą, iż historia tej trudniej miłości zakończy są na pojawieniu się Akamaru w domu Sasuke, jednak miło się rozczarowałem. Rywale to niezwykle realistyczne ff, nie sposób się od nich oderwać. Zwykle opowiadanie, jednak wywarło na mnie duży wpływ, dziękuję Ci za nich i podtrzymuję tlącą się we mnie nadzieję że będą kontynuowani jak najdłużej Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń