3 grudnia 2016

Lovers - rozdział 1

Lovers to nowy fanfik w realiach mangowych. A tak konkretnie w realiach Boruto, kiedy to bohaterowie są już dorośli. Ktoś mi „delikatnie sugerował”, że powinnam napisać coś w tym klimacie. No i napisałam. Tak więc, Koko, specjalna dedykacja dla Ciebie :)


– A temu co? Zwariował? – Kiba od dobrych kilku minut przyglądał się Naruto, który w ekspresowym tempie stemplował i podpisywał dokumenty. Sterty papierów pojawiały się na biurku i znikały tak szybko, że pracownicy nie nadążali z donoszeniem ich. Oczywiście wszyscy w wiosce wiedzieli, że ich nowy Hokage jest pracoholikiem, ale teraz już przechodził samego siebie. Kiba przeciągnął ręką po swoich zapuszczonych, trochę przylizanych włosach i chwycił szpiczastą bródkę. Jeszcze trochę i prześcignie w długości zarostu stojącego obok kumpla, a wtedy wygra zakład.
– Kiba, jesteśmy w siedzibie Hokage, masz się wyrażać o Naruto z szacunkiem. Ciesz się, że jest zbyt zajęty, żeby w ogóle cię słuchać – westchnął cierpiętniczo Shikamaru.
Taaak, to była jedna z najtrudniejszych rzeczy na liście do zrobienia. I chyba najbardziej kłopotliwa. Co prawda jako główny doradca nie musiał się wcale tym zajmować, miał wiele innych obowiązków, ale chciał. Po prostu chciał. Problem polegał na tym, że Naruto został Siódmym Hokage już prawie pół roku temu, a większość osób, zwłaszcza z ich grupy wiekowej, nadal zwracała się do niego jak za czasów Akademii, zupełnie ignorując powagę funkcji, jaką teraz pełnił. Nie, żeby nie szanowali Naruto, wszyscy mieli świadomość, ja wiele mu zawdzięczają, ale pamiętali jednocześnie dawnego, rozwrzeszczanego blond idiotę, którym kiedyś niewątpliwie był. I teraz Shikamaru musiał się postarać, żeby zmienili podejście. Z kobietami poszło mu w miarę łatwo, one miały więcej ogłady, ale na przykład taki Kiba…
– Dobrze więc. Co napadło szanownego Hokage, że tak się zachowuje? – poprawił się Kiba.
– Sasuke – jedno słowo wystarczyło za odpowiedź. Obaj westchnęli. To, że Naruto zawsze miał obsesję na punkcie swojego najlepszego przyjaciela, było ogólnie wiadome i nikt się tym już za bardzo nie przejmował. Jednak teraz, gdy Sasuke przebywał w szpitalu i właśnie najprawdopodobniej trwał zabieg, który miał zaważyć na jego dalszym życiu, młody Hokage po prostu szalał z nerwów. I to tak konkretnie szalał. Narzucił sobie wariackie tempo pracy, byle tylko się na czymś skupić, a wszyscy dookoła niego musieli nadążać. Co było dość trudne, bo Naruto dysponował niespożytymi pokładami zarówno energii, jak i chakry. Nawet nie złapał zadyszki, kiedy inni słaniali się już na nogach.
– Jak myślisz, ile to jeszcze potrwa? Bo jak tak dalej pójdzie, to wykończy swoich pracowników, a potem sam padnie i … – nie zdążył dokończyć wypowiedzi, bo drzwi do gabinetu otworzyły się z hukiem.
– Hokage! – Ledwo łapiąca oddech kobieta wpadła do pomieszczenia. – Wieści ze szpitala… Operacja zakończyła się sukcesem.
Sterta dokumentów poleciała na podłogę, a Naruto gwałtownie zerwał się zza biurka. Nie trzeba mu było drugi raz powtarzać. Przed oczami osób obecnych w gabinecie śmignął tylko widok jego białego płaszcza, gdy bez słowa wskoczył na parapet. Po chwili już go nie było.
– Hokage wychodzący oknem? To tak nieelegancko – mruknął Kiba, pijąc do wcześniejszej wypowiedzi Shikamaru na temat odpowiedniego wyrażania się o przywódcy wioski. – I w ogóle… – prychnął, nadymając policzki w taki sposób, że przypominał teraz swoją naburmuszoną wersję z czasów Akademii. –  Sasuke ciągle nazywa go idiotą i jemu jakoś nie zwracasz uwagi. – Wyciągnął oskarżająco palec. – Co on, jakiś wyjątek jest?
– Eh, Kiba – westchnął Shikamaru, drapiąc się po głowie. – Jak ty mało jeszcze wiesz o życiu.

Naruto znalazł Sasuke w jednej z sal szpitalnych na końcu korytarza. Leżał na łóżku z niezbyt zadowoloną miną, można by nawet rzec, że wyglądał na poirytowanego. Tuż obok niego, na niskim krzesełku, siedziała Sakura i obierała jabłka, a stojąca tyłem do drzwi młoda medyczka mieszała jakieś lekarstwo.
– Tylko jedna osoba naraz! – Dziewczyna, słysząc nagły ruch w pokoju, odwróciła się, chcąc stanowczo wyprosić dodatkowego gościa. – O… Szanowny Hokage. – Zarumieniła się i skłoniła głowę. – Przepraszam, ja…
– Nie szkodzi. – Naruto w ogóle na nią nie spojrzał. Patrzył na Sasuke, którego wyraz twarzy na jego widok diametralnie się zmienił.
– Naru… – zaczęła Sakura, ale ugryzła się w język. Przy obcych ludziach zawsze używała jego tytułu. – Hokage.
– Młotku. – Kąciki ust Sasuke uniosły się lekko. On nigdy nie bawił się w takie ceregiele i miał za nic wszelkie konwenanse związane z awansem przyjaciela na najwyższe stanowisko w wiosce. Naruto zawsze pozostanie dla niego po prostu Naruto. Choć to „po prostu” już dawno nabrało w ich przypadku innego znaczenia.
– Heh. – Naruto uśmiechnął się jak za dawnych lat, tym promiennym, szerokim uśmiechem, który był kiedyś jego wizytówką. – Sasuke, draniu… Słyszałem, że się udało. – Niebieskie oczy błysnęły radośnie, gdy spojrzał na lewa rękę przyjaciela, owiniętą ciasno grubym bandażem. Więc jednak komórki Hashiramy i w tym przypadku się przyjęły.
– I to dlatego przysłałeś mi klona z gratulacjami? – zakpił Sasuke, ale jego spojrzenie wyrażało zupełnie inną emocję. Doskonale wiedział, że to nie żaden klon, potrafił wyczuć Naruto jak nikt inny. Zawsze rozpoznawał oryginał.
– Ja bardzo przepraszam, ale naprawdę, regulamin… – wymamrotała medyczka i spuściła głowę. W końcu, jakby nie było, miała do czynienia z samym Siódmym. – W tej sali, oprócz personelu, może przebywać tylko jedna osoba odwiedzająca.
Naruto i Sakura spojrzeli na siebie. Żadne z nich nie miało zamiaru się ruszyć.
– Ja jestem jego żoną. – Wzrok Sakury był bardzo wymowny. W końcu nie widywała Sasuke zbyt często, więc teraz, kiedy był wręcz zmuszony spędzić kilka dni w szpitalu, dostrzegała w tym swoją szansę. Nadal, mimo upływu tylu lat, łudziła się, że zmieni nastawienie i zacznie okazywać jej… No właśnie, co? Bo na jakiekolwiek romantyczne uczucia już dawno przestała mieć nadzieję.
– A ja jestem Hokage. – Naruto użył argumentu, który przesądzał wszystko. Do tej pory robił to naprawdę bardzo rzadko, nie lubił wykorzystywać swojej pozycji dla celów osobistych, no ale w tym wypadku nie zawahałby się przed niczym.
Sakura burknęła coś pod nosem i rzuciła mu spojrzenie w stylu „policzymy się później”, jednak w końcu, ociągając się lekko, wstała i wyszła razem z młodą medyczką, która zamknęła za nimi drzwi.
Naruto zerknął jeszcze tylko, sprawdzając, czy na pewno drzwi są zamknięte, a zaraz potem bezceremonialnie przesunął nogą stołek pod ścianę i usiadł na łóżku Sasuke.
– Wiedziałem! Musiało się udać! – Roześmiał się z ulgą i objął go mocno ramionami, chowając głowę w zagłębieniu szyi. Odetchnął głęboko. Zapach Sasuke był nieco przytłumiony przez szpitalną woń, ale nadal wyczuwalny. Naruto był pewien, że przyjaciel jeszcze kilka dni tutaj poleży, Tsunade nie wypuści go, dopóki się nie upewni, że wszystko z nim i jego ręką jest w najlepszym porządku. To był dopiero drugi taki zabieg w historii i musiała go monitorować. Tak samo jak kiedyś ten przeprowadzony na prawej ręce Naruto, który teraz już z własnego doświadczenia wiedział, że Sasuke będzie musiał przez pewien czas przyjmować leki, ale w końcu odzyska pełną sprawność. Westchnął zadowolony i mocniej wtulił się nosem w jego szyję. Po chwili poczuł, jak ciepła dłoń dotyka jego głowy.
– Wiesz, że wolę cię z dłuższymi włosami? – Cichy, niski głos przy jego uchu sprawił, że aż zadrżał. Och, jak ten drań na niego działał. I jak perfidnie to czasami wykorzystywał. Przypomniał sobie ich pierwszy raz. To był dzień, w którym Sasuke został ułaskawiony i opuszczał wioskę, żeby udać się na tę swoją wyprawę. Czekał na niego wtedy, chciał się pożegnać, ale sam na sam, bez obecności Sakury i Kakashiego. Wybrał miejsce, gdzie nie mogli ich zobaczyć. Sam nie wiedział dlaczego, ale coś mu to podpowiadało, że tak będzie lepiej. I było. Ale zrozumiał to dopiero wtedy, kiedy Sasuke, odbierając z jego dłoni swój ochraniacz, zrobił coś, czego się nie spodziewał. Zdecydowanym ruchem popchnął go na pień najbliższego drzewa i splatając ich ręce razem, pocałował go. Mocno, niemal brutalnie, tak, że aż mu się zakręciło w głowie. Dalej poszło już szybko. Leśna polana, podróżny płaszcz Sasuke rozłożony na trawie, a na nim oni. Bez żadnych ubrań, bez żadnych zahamowań, bez żadnego wstydu. Po prostu dali wyraz pożądaniu, które najwyraźniej kumulowało się w nich przez długi czas. Bardzo długi czas. Już wtedy obaj znali odpowiedź na pytanie, którego jednak żaden z nich nie zadał. Bo nie było takiej potrzeby. W tamtym momencie istnieli tylko dla siebie, nikt inny się nie liczył. Naruto pamiętał, jak Sasuke w ekstazie szarpał go za włosy, kompletnie nie panując nad dziką, brutalną żądzą. I mimo że bolało, nie protestował. Chciał tego, chciał Sasuke… Tamta noc była taka ciepła… Westchnął i podniósł rękę, dotykając swoich jasnych kosmyków.
– To da się zrobić – zaśmiał się cicho, unosząc głowę. Sam nie lubił swojej obecnej fryzury, ale przy jego trybie życia była po prostu wygodna. – Swoją drogą, ty też mógłbyś doprowadzić się do ładu. – Złapał między palce jeden ze zdecydowanie za długich kosmyków czarnych włosów. – Przez to twoje chodzenie po lesie trochę zdziczałeś.
– Zdziczałem? – Sasuke uśmiechnął się lekko, zaskoczony takim określeniem. – Ja ci dopiero mogę pokazać, co to znaczy dzikość. Najlepiej gdzieś na odludziu, w innym wypadku twoje jęki obudziłyby pół wioski. – Ugryzł prowokacyjnie wargę Naruto. To się akurat nie zmieniło, zawsze lubił go prowokować. Oczywiście kiedyś, gdy mieli po zaledwie dwanaście lat, miało to zupełnie inny wydźwięk, dogryzał mu, bo reakcja była przewidywalna. Naruto zawsze się wściekał. A wściekający się na niego Naruto, to Naruto, który poświęcał mu całą swoją uwagę. Bez względu na to, co się działo. Sasuke dopiero po latach był w stanie przyznać się, że tak naprawdę przez cały czas pragnął jego uwagi. Gdyby wtedy nie był takim dupkiem, gdyby został w wiosce… Chociaż… nie. To by niczego nie zmieniło. Chyba po prostu musieli przejść przez to wszystko, żeby teraz było między nimi tak dobrze. Żeby w końcu się odnaleźli, zrozumieli i zaakceptowali.
– Zaraz to ktoś inny będzie jęczał albo raczej wrzeszczał, jak nas zastanie w takiej sytuacji. – Naruto pocałował go mocno i odsunął się trochę, nadal jednak nie zszedł z łóżka. Zawsze tak siedział i chyba wszyscy zdążyli się do tego przyzwyczaić.
– Sugerujesz, że ktoś tu będzie miał czelność wejść i przeszkodzić Czcigodnemu Hokage? – parsknął kpiąco Sasuke, jak zawsze, gdy go tak nazywał, bo robił to tylko po to, żeby mu dogryźć. Naruto mógłby sobie zostać najznamienitszą personą nawet na księżycu, a i tak niczego by to nie zmieniło. Dla niego już zawsze będzie po prostu przyjacielem, kochankiem i najważniejszą osobą w życiu. I nie zamierzał go w żaden sposób tytułować, bo to by wyznaczało pewien dystans. A między nimi od dawna nie było już żadnego dystansu.
– Personel może i nie, ale Sakura… – Naruto wzdrygnął się lekko, gdy uświadomił sobie, co przyjaciółka mogłaby mu zrobić za pomocą swojej pięści, gdyby dorwała go podczas macania Sasuke. Zresztą, macanie to jeszcze nic. Były inne, dużo ciekawsze rzeczy, które razem robili, a o których nikt nie mógł się dowiedzieć. Spojrzał profilaktycznie w kierunku drzwi, a potem z powrotem na przyjaciela.  – Wiesz, twoja żona…
Sasuke skrzywił się na te słowa.
– Nie nazywaj jej tak, kiedy jesteśmy sami – syknął, lekko poirytowany. Tak, to jednak nie był dobry temat. Teraz dopiero Naruto przypomniał sobie, że kiedy tu przyszedł, zastał go w niezbyt dobrym humorze. Wiedział, dlaczego tak się działo. To był właśnie ten problem, którego nie umieli i nie mogli rozwiązać. Obaj mieli rodziny. Żony, dzieci… Ale tę decyzję podjęli wspólnie trzynaście lat temu. Byli wtedy jeszcze bardzo młodzi. Sasuke chciał odbudować klan, a na swojego przyjaciela i kochanka w tej kwestii nie mógł – z wiadomych powodów – liczyć. Sam Naruto zaś dążył do zrealizowania swojego największego marzenia – pragnął zostać Siódmym Hokage. Dlatego ich związek nie miał wtedy przyszłości, obaj postawili na pierwszym miejscu własne cele. Czy tamta decyzja, te trzynaście lat temu, była słuszna? Właściwie on i Hinata mieli na tyle przyjazne stosunki, że spokojnie mógł udawać, że wszystko jest w porządku. Tym bardziej, że i tak prawie cały dzień spędzał w pracy, a kiedy wracał do domu, po prostu szedł spać. Jednak relacje Sakury i Sasuke nigdy nie były jakoś wybitnie dobre. Co prawda on zawsze był jej księciem z bajki, tym jedynym, wymarzonym, ale ona zazwyczaj go irytowała. I to się nie zmieniło, choć w jakiś sposób przyzwyczaił się do niej. Oczywiście też doceniał ją, nie mógł przecież udawać, że nie widzi jej siły i umiejętności. Jednak gdyby nie ta jego mania odbudowy klanu, to nigdy by się z nią nie ożenił. W ogóle by się nie ożenił. Naruto dobrze pamiętał dzień jego ślubu. Czuł się strasznie, choć przecież wiedział, że nie traci go na zawsze. Sasuke też udzielała się nerwowa atmosfera między nimi, bo cały czas chodził wkurzony i warczał na innych, a kiedy w końcu było po wszystkim, zwyczajnie się schlał. Naruto znalazł go rano w swojej kawalerce, wyglądał okropnie. Zapadnięte policzki, przekrwione oczy, do tego śmierdział sake. Pół dnia doprowadzał go do porządku, bo w takim stanie nie mógł się raczej nigdzie pokazać. A musiał przecież wrócić do swojego nowego domu. Ociągał się z tym jak tylko mógł i takim sposobem jednoosobowe łóżko Naruto zostało wyeksploatowane tak, jak jeszcze nigdy, bo Sasuke najzwyczajniej w świecie nie chciał wypuścić swojego przyjaciela i kochanka z rąk. Był brutalny, zaborczy i tak namiętny, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata. Nie, żeby to Naruto jakoś specjalnie przeszkadzało…
Z upływem czasu, przez kolejne tygodnie, wszystko jakoś wróciło do normy. Sasuke już przed ślubem postawił sprawę jasno: jedyne, na czym mu zależy, to odbudowa klanu. Nie popisał się wtedy wrażliwością, ale to było raczej do przewidzenia. Powiedział wprost, że nie będzie żadnych romantycznych gestów, żadnego trzymania się za rączkę, żadnego całowania. I Sakura na to przystała, chociaż przez cały czas łudziła się, że może jednak będzie inaczej. Trzymała się nadziei, że kiedy zamieszkają razem, uda jej się do niego zbliżyć, że w końcu dostrzeże w niej kogoś więcej niż koleżankę z drużyny. Ale tak się nie stało. Kiedy tylko urodziła się Sarada, Sasuke, z poczuciem spełnionego obowiązku, znów opuścił wioskę, by kontynuować swoja podróż.
W przypadku Naruto sytuacja wyglądała dużo mniej dramatycznie. Można by nawet powiedzieć, że miał w domu sielankę, bo Hinata była osobą, z którą dało się spokojnie żyć. Nie wymagała prawie niczego, dobrze zajmowała się dziećmi, a że była nieśmiała, to ich kontakty fizyczne ograniczały się do minimum. To było Naruto naprawdę na rękę. Tym bardziej, że przez te wszystkie lata regularnie spotykał się z Sasuke. Miejsca były różne, ale nigdy nie Konoha. Wioska przywodziła im obu na myśl osoby, z którymi jednak byli związani, a oni chcieli mieć siebie na wyłączność. Przynajmniej przez jedną noc. Przynajmniej na chwilę…
– Słuchaj... – Naruto przygryzł nerwowo wargę. – Zrób coś, żeby Sakura poszła na noc do domu i zostaw uchylone okno.
Sasuke w odpowiedzi tylko chwycił go i jeszcze raz przyciągnął do siebie.
– O drugiej – wyszeptał mu do ucha, drażniąc je swoim niskim głosem i gorącym oddechem. – Nie spóźnij się.

Kiedy drzwi pokoju uchyliły się i wyszedł zza nich młody Hokage, Sakura szybko rozejrzała się po korytarzu, oceniając sytuację. Nikogo nie było w pobliżu. Cudownie…
– Naruto… – uśmiechnęła się diabolicznie – …chodź no tu – warknęła, naprawdę nieźle wkurzona i przywołała go palcem.
Naruto przełknął nerwowo ślinę. Wiedział, że nie odpuści mu tamtej sytuacji, w końcu przez niego musiała odejść od łóżka Sasuke. Jednak decydując się na wyjście drzwiami, a nie ucieczkę oknem – co początkowo chciał zrobić, miał nadzieję, że jej tu nie zastanie albo że oprócz nich na korytarzu będą jacyś inni ludzie. W takiej sytuacji nigdy by się nie odważyła na jakikolwiek odwet, miała szacunek dla stanowiska Hokage. Niestety, gdy byli sami lub wśród przyjaciół, potrafiła dać mu niezły wycisk. Wkurzona Sakura od zawsze była jak tajfun, a jej odwety w żadnym wypadku do najprzyjemniejszych nie należały. Naruto przekonał się o tym już pierwszego dnia w Akademii, kiedy tak mu przywaliła za ten przypadkowy pocałunek z Sasuke, że miał spore problemy ze wstaniem z podłogi. Potem było jeszcze gorzej. Ona miała coraz większą siłę, a on coraz częściej od niej obrywał. Nigdy się z nim nie patyczkowała. Dobrze przynajmniej, że od czasu wojny używała swoich pięści już tylko do innych celów, a jego głowę sobie odpuściła. Teraz to nawet Kurama by go nie uratował.
– No chodź, chodź. Nic ci nie zrobię, tylko sobie pogadamy. Jak za dawnych czasów. – Sakura zbliżała się do niego powoli.
– Serio? – Zrobił kilka kroków w jej kierunku. Niestety, z tej naiwności nigdy się chyba nie wyleczy.
– A jak ci się wydaje?! – wrzasnęła i doskoczyła do niego, łapiąc za poły płaszcza. Po chwili poczuł, jak niemal nadludzka siła przyciska go do ściany. – Jak śmiesz wykorzystywać swoje stanowisko do takich rzeczy. Jesteś Hokage, do cholery, a zachowujesz się jak rozwydrzony gówniarz!
– Sakura! Du… dusisz mnie – wychrypiał, czując, że traci oddech. – Puść – jęknął słabo. Oczywiście mógłby z łatwością uwolnić się sam, ale nigdy nie używał przeciwko przyjaciołom swojej mocy. Nie zaryzykowałby zrobienia im krzywdy.
– Naruto… – Sakura rozluźniła nieco chwyt, a wyraz jej twarzy się zmienił. – Daj mi pobyć z nim chociaż trochę. Wiem, że jesteście najlepszymi przyjaciółmi i jedyne, co go ostatnio obchodzi, to ty, ale zrozum… – westchnęła i pokręciła smętnie głową, jakby zastanawiając się, w jakie słowa ubrać to, co chciała powiedzieć. – Naruto… Ty nie stworzysz z nim więzi silniejszej niż przyjaźń. A ja mogę.
Naruto poczuł, jak nogi się pod nim uginają. Nie, nie z powodu ściskających go rąk Sakury, które już wcześniej puściły płaszcz. Ale te słowa: „Ty nie stworzysz z nim więzi silniejszej niż przyjaźń”… Przecież już dawno ją stworzył. Razem z Sasuke ją stworzyli. Od wielu lat oszukiwali Sakurę, Hinatę i wszystkich innych ludzi. Tak naprawdę istnieli głównie dla siebie, Naruto nie miał co do tego wątpliwości. Mimo że nadal nazywał Sasuke swoim przyjacielem, to uczucie do niego miało trochę inne określenie. To uczucie było tym, którego tak rozpaczliwie pragnęła Sakura.
– Hokage, czy coś się stało? – z drugiego końca korytarza rozległ się krzyk jakiejś kobiety. Nic dziwnego, w końcu opierał się o ścianę i wyglądał, jakby zaraz miał się po niej osunąć.
– Wszystko w porządku, nic mu nie jest – odkrzyknęła Sakura i podciągnęła go lekko, udając, że otrzepuje poły jego białego płaszcza. – Tylko się trochę pobrudził.
– Sakura, co ty…
– Daj mi kilka dni i nie kręć się w jego pobliżu, proszę cię. I tak zostanie w wiosce na dłużej, jeszcze będziecie mieli czas się pokłócić i nawet pobić, jeśli to wam sprawia taką przyjemność. Naruto… – Spojrzała mu prosto w oczy, a jej wzrok wyrażał determinację. Kiedy nic nie odpowiedział, uznała to za milczącą zgodę i odsunęła się od niego. Naruto patrzył, jak idzie korytarzem, a potem otwiera drzwi pokoju, w którym leżał Sasuke i znika za nimi. Pokręcił tylko głową i poszedł w stronę wyjścia ze szpitala. Miał jeszcze trochę pracy.

Równo pięć po drugiej w nocy lekki szelest zasłon wyrwał Sasuke z zamyślenia. Spojrzał w stronę okna i uśmiechnął się lekko.
– Spóźniłem się? – Stojący w półmroku Naruto potarł ręką włosy na karku, zerkając na zegar.
– Owszem. Czekałem na ciebie aż zbyt długo.



16 komentarzy:

  1. Ok, so I'll be first. Uso, uso.
    Kurcze, jak mi się dziwnie komentuje po polsku. Po pierwsze, już od początku zastanawiałam się nad tym, jak rozwiążesz sprawę z dziećmi... Dalej nie do końca to widzę, tj. Naruto TAK JAWNIE ignorującego swoje pokłosie... ale przecież widzieliśmy to w Boruto, że mimo własnego, jakże smutnego, dzieciństwa, ojcem roku nie został.
    However...
    Pierwsze, o czym pomyślałam(wiem, jestem nieromantyczną, irytującą, realistką) to to, jak Sasuke z Naruto uprawiali (jakże namiętny) seks na polanie... gdy Uchiha był ciągle bez ręki. Raczej musieliby się hamować... Tak samo z "szarpaniem za włosy", choć możliwe(swoją drogą, z rozbawieniem pomyślałam, że Uzumaki miał dość szarpania i dlatego ściął włosy... Albo Sasuke tak mu je nadwyrężył xD).
    Sama raz, czy dwa, wyobrażałam sobie jak Sakura i Hinata nakrywają swoich mężów - chcąc zrobić im niespodziankę - w kryjówce Sasuke, ale zawsze myślałam, ża ze swoją miłością do przyjaciół, Naruto, chcąc ich szczęścia, poświęciłby swoje. Dlatego, gdy Sakura go tak błagała, myślałam, że po 2 Sasuke się go nie doczeka, że Naru zacznie się zachowywać trochę dziwnie... bo szczęście Haruno/Uchihy jest tak ważne dla niego.
    Miłość miłością(ok, ja jestem osobą, która winna się na TAKI temat najmniej wypowiadać, jako iż czuć jej nie potrafię xD), ale jak dla mnie, Naruto zachowuje się niegodnie. Jak cichodajka, chociaż zawsze dla jednego mężczyzny, szczerze oddany... Ale okazuje nie tylko brak szacunku Hinacie, ich dzieciom, Sakurze, Saradzie... Ale też spłyca się "związek" jego i Sasuke, w jakimś stopniu.
    To nie są ich początki, mieli czas by spłodzić dzieci, mogli rzucić żony, albo próbować się powstrzymać dla dobra "swoich misji". Takie uprawianie seksu po kontach, po nocy... jak dla mnie bardzo zle o nich świadczy, tak samo jak o ich poszanowaniu dla "partnerów". Ok. Sasuke, rozumiem, ma gdzieś Sakurę(chociaż ją, jak dla mnie, szanuje i widzi w końcu jako "część rodziny w drużynie 7"), ale... Sarada? Ona jest dla niego ważna, po TO mu w końcu była Sakura, by mała Sałatka miała opiekunkę.
    Z NARUTO sprawa wygląda już TOTALNIE dziwnie. Sakura, jego szczenięca miłość, jego najlepsza przyjaciółka, towarzyszka na drodze ninja i bardzo dobry shinobi... Uzumaki ją szanuje, kocha(jak rodzinę) i na pewno, nawet gdy nie udałoby mu się po długiej walce ze sobą powstrzymać uczuć do Uchihy, nie upadlał by jej do tego stopnia, by uprawiać seks z jej świeżo-po-operacji mężem, w miejscu, gdzie każdy może ich nagle nakryć. Sama świadomość, że Haruno/Uchiha jest w pobliżu, by go zniechęcała...
    A jego "żona"(czyt. obowiązek opieki nad nią, który sam sobie nałożył, gdy Neji mu padł na rękach) i ich dzieci? Naruto może ojcem roku nie jest, ale NAPRAWDĘ nie wyobrażam sobie, by celowo mógł tak upodlić swoją (nawet jeśli oficjalnie tylko z Hinatą jest 'rodziną', dzieci są jego) no i "była nieśmiała, to ich kontakty fizyczne ograniczały się do minimum" - mogę się zgodzić, ale dwójka dzieci z tych "minimalnych" kontaktów jest...

    Mimo tak ostrej recenzji, nie myśl, że mi się NIE podoba... po prostu chciałabym by w Naruto było więcej Uzumakiego, a mniej zafiksowanej na punkcie Uchihy panienki. Świetnie napisane, fajnie prowadzone... Ale takie zachowanie dorosłym samcom już nie przystoi... Tak, wychodzi ze mnie ramol. xD

    Pozdrawiam i czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Gdybyś zobaczyła pierwszą wersję, to dopiero byś mnie zjechała
      No cóż, Boruto jest jakie jest. Tam już mają żony i dzieci. I teraz zrobić z tego Sasunaru... Ale ja po prostu musiałam to napisać w taki sposób. Bo dla mnie te małżeństwa, jak doskonale wiesz, to jedna wielka pomyłka.
      Co do ojców. Ja nie mówię, że mają gdzieś swoje dzieci (jeszcze ich nawet nie wprowadziłam), choć w filmie tak właśnie robią, a w Gaidenie Sasuke myli własną córkę z wrogiem, bo nie ma pojęcia jak wygląda.
      Motyw zdrady. Oba paringi NH i SS są bardzo bardzo mocno naciągane (dla NaruHina musieli aż film stworzyć, inaczej byłoby to wręcz nieprawdopodobne). Odwołując się do fragmentu komentarza: Neji „wcisnął” Naruto Hinatę (tak w skrócie), a Itachi tak samo "powierzył" mu Sasuke. Z tym że Itachi był pierwszy :D
      Hmm. A co to za problem uprawiać seks mając tylko jedną rękę? Nią też można szarpać włosy:)
      Podsumowując, wiesz, jak bardzo lubię twoje szczere opinie, bo dzięki temu kilka odcinków Rywali podciągnęłam lub w ogóle napisałam:)
      Ale jeżeli chodzi o ten fanfik, tak właśnie to chciałam przedstawić. Zresztą, jakby się zagłębić w to, jak zachowują się Sasuke i Naruto w filmie, to i tak by wyszło, że obie rodziny są patologiczne :)
      Ja naprawdę nie znoszę tego zakończenia, to chociaż fanfikami poprawiam sobie humor:)

      Usuń
    2. Haha, nie wiem dlaczego to "delikatne sugerowanie" znalazło się w cudzysłowie, bo wydawało mi się, że naprawdę byłam bardzo delikatna w "zmuszaniu" Cię do pisania Boruto. No i jestem zaskoczona (i jak najbardziej szczęśliwa!), że opublikowałaś je tak szybko. Dziękuję za dedykację :)

      Zanim skomantuję ogólnie rozdział, chciałam się jeszcze odwołać do komentarza Sasame, bo - nie ukrywając - chcę obronić kilka rzeczy.
      Sasuke i Naruto są porywczy, ich relacja opierała się w dużej części na walce i rywalizacji, a biorąc pod uwagę jakimi koksami stali się po Czwartej Wojnie, brak ręki Sasuke (jak też widzimy w Boruto) nie stanowi dla niego problemu. Z nią czy bez niej, wciąż był potężny. I stać go było na namiętny seks. Przynajmniej tak uważam.
      Co prawda jeszcze nie obejrzałam całego anime, ale ani przez moment nie uważałam, że Naruto jest altruistą. Okej, stawiał przyjaciół na szczycie, ale nigdy nie odpuścił sobie przez nich stołka hokage, ani nigdy nie odpuścił też Sasuke (chociaż, gdyby był altruistą, wybrałby rozwiązanie najlepsze dla wioski i swoich przyjaciół. Sakura w końcu z jakiegoś powodu chciała zabić Uchihę, Naruto nie odpuścił). To chyba słowo klucz. Naruto nie odpuszcza, a, według mnie, altruista to ktoś, kto odpuszcza, poświęca swoje dobro i marzenia kosztem innych. To nie Naruto. Ale oczywiście, Sasame, to Twoja wizja.
      Nigdy też nie nazwałabym Naruto "cichodajką". Ich relacja nigdy nie była normalna - bo który przyjaciel chce zabić drugiego? A Sasuke chciał zabić Naruto do samego końca anime. Więc ich relacja też nie będzie normalna - nie będzie domu, otwartego związku, czy porzucenia rodzin. Myślę, że Sanu świetnie to przedstawiła:
      "– Dobrze więc. Co napadło szanownego Hokage, że tak się zachowuje? – poprawił się Kiba.
      – Sasuke – jedno słowo wystarczyło za odpowiedź. Obaj westchnęli. To, że Naruto zawsze miał obsesję na punkcie swojego najlepszego przyjaciela, było ogólnie wiadome i nikt się tym już za bardzo nie przejmował."
      Wszyscy przyzwiczaili się, że Sasuke jest kimś wyjątkowym w życiu Naruto. I, biorąc pod uwagę wszystko co spotkało Naruto i Sasuke, mogą zachowywać się egoistycznie. Zwłaszcza względem siebie. Nie są męczennikami. Jak już Sanu pisała, Sasuke nawet nie wiedział, jak wyglądała Sarada, nie interesował się nią za bardzo, widać to nawet w Boruto. Między nimi jest porozumienie, ale żeby to była córeczka tatusia? Nie nazwałabym tego tak.
      Na 13 lat małżeństwa 2 celne strzały to jeszcze nie dowód, że Naruto i Hinata są kochającą się parą ze świetnym życiem erotycznym ;)
      Dla mnie, jak już mówiłam Sanu, połączenie Sasuke i Naruto z kobietami i stworzenie im rodzin, daje mnóstwo możliwości. Oni są trochę egoistami (mogą), zapatrzonymi w siebie, więc dla mnie ani jeden, ani drugi nikogo nie upodla. Zwłaszcza że twórcy nie przedstawiają relacji SS i NH romantycznie.

      No, musiałam napisać tę odpowiedź. Nie zgadzam się z Sasamę, ale chciałam to napisać przede wszystkim ze względu na Sanu. Autorowi najlepiej się pracuje, gdy widzi różne opinie. Bo wie, że jedną rzecz można postrzegać zarówno jako coś negatywne i pozytywnego. On sam musi zastanowić się, co leży najbliżej jego wizji opowiadania.

      Usuń
  2. A ja zacznę od czegoś innego.

    TWÓJ STYL!!!!!!!!!!!!!!! Czytając to miałam wrażenie, że połączyłaś styl z Rywali z tym z Kłamstwo nie staje się prawdą (tu głównie te wspomnienia Naruto). I wyszło ci naprawdę coś genialnego. No stylistycznie ten rozdział wymiata! I czytając nie znalazłam żadnego błędu. Wiem, że nie masz bety, dlatego chapeau bas.

    Co do treści, ja się nie zgodzę z panią powyżej. Jak Naruto mógł się kochać z Sasuke mimo że był żonaty? To się nazywa romans. Dlaczego potajemny? Właśnie dlatego, że ma dzieci. I nie chce, żeby się o tym dowiedziały. Jeżeli to jest takie upadlanie, to robi to duzy procent ludzi na całym świecie. No niestety, takie zycie.

    Boże, nie mogę doczekać się dalszego ciągu. Naruto tu wprost uwielbiam.
    - Ja jestem jego zoną.
    - A ja jestem Hokage.
    No zaczęlam się smiać jak głupia. I te wspomnienia, że Sasuke prowokował Naruto, żeby go rozwścieczyć, bo wtedy on zwracał na niego całą uwagę. Naprawdę ciekawi mnie co dalej.

    Wena i innych cudów pomagających pisac.

    Dei

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dei, dzięki za komentarz.
      Co do stylu, szczerze mówiąc nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu pisałam. Ale jak teraz przejrzałam ten fragment, o którym mówisz, to faktycznie, taka relacja z jego perspektywy jak w Kłamstwie.

      No tak, to się nazywa romans, choć w ich przypadku ta relacja jest trochę bardziej złozona i specyficzna. Tak jak oni sami:)

      Cieszę się, że Ci się podobało.

      Usuń
  3. A teraz przechodząc już do komentowania rozdziału:

    Jest cudowny. Absolutnie się zakochałam, ale chyba wiesz to po reakcji na przesłane fragmentu. Wypisałam Ci tyle perełek, że miałam wrażenie, że kopiuję co drugie zdanie.
    Już dawno niczym się tak nie ekscytowałam jak twoim fikiem do Boruto. Cud, miód i orzeszki <3


    "– Kiba, jesteśmy w siedzibie Hokage, masz się wyrażać o Naruto z szacunkiem. (...) – westchnął cierpiętniczo Shikamaru. Taaak, to była jedna z najtrudniejszych rzeczy na liście do zrobienia.(...)
    Co prawda jako główny doradca nie musiał się wcale tym zajmować, miał wiele innych obowiązków, ale chciał. Po prostu chciał. Problem polegał na tym, że Naruto został Siódmym Hokage już prawie pół roku temu, a większość osób, zwłaszcza z ich grupy wiekowej, nadal zwracała się do niego jak za czasów Akademii, zupełnie ignorując powagę funkcji, jaką teraz pełnił. Nie, żeby nie szanowali Naruto, wszyscy mieli świadomość, ja wiele mu zawdzięczają, ale pamiętali jednocześnie dawnego, rozwrzeszczanego blond idiotę, którym kiedyś niewątpliwie był. "

    Tak trochę smutno mi się zrobiło, czytając ten fragment. Bo rzeczywiście - Naruto osiągnął swoje marzenie, ale przez swój sposób bycia, swoją lekkość i niekonfliktowość, w końcu poczucie humoru, nie był traktowany poważnie. Naruto ma dopiero półroczny staż w byciu hokage, więc być może z czasem ludzie zaczną do niego inaczej podchodzić - przestawią się na trym "Szanowny Hokage" a nie Naruto, ale ten fragment właśnie pokazuje, że chociaż Naruto wypracował sobie pozycję i szacunek, to ziarno protekcjonalności (chociaż to nie do końca to słowo, może lekceważenia?) zostało.
    Shikamaru jest naprawdę kochany. Chociaż nie musi walczy z tą postawą. Tak jak mówiłyśmy wcześniej, stał się jego mądrym bratem (już nie tylko doradcą) i to widać. A Kiba to w ogóle wieśniak i prostak, o.

    Już wcześniej cytowałam ten fragment, ale nie mogę nie zrobić tego jeszcze raz, bo to chyba największa perełka w tym rozdziale. Miałam takie awww jak to przeczytałam:
    "– Dobrze więc. Co napadło szanownego Hokage, że tak się zachowuje? – poprawił się Kiba.
    – Sasuke – jedno słowo wystarczyło za odpowiedź. Obaj westchnęli. To, że Naruto zawsze miał obsesję na punkcie swojego najlepszego przyjaciela, było ogólnie wiadome i nikt się tym już za bardzo nie przejmował."
    Co napadło Naruto? Sasuke. No i fajnie, cytując ten tekst z reklamy. To tak proste, a jednocześnie wyraża wszystko. Wg bardzo spodobało mi się to zdanie "obaj westchnęli". Przed oczami od razu widziałam takie starsze wersje Shiki i Kiby, którzy patrząc na Naruto w szale pracy i wzdychają cicho, z taką rezygnacją. No bo Sasuke przecież. Jak już wcześniej pisałam, wszyscy wiedzieli, że Naruto miał obsesję na punkcie Sasuke, nikt nic nie mówił, ale każdy pod skórą czuł, że coś jest na rzeczy. Nikt równocześnie nie miał zamiaru tego w jakiś sposób podważać albo komentować. To po prostu było, a Naruto i Sasuke byli zbyt dużymi koksami, żeby ktoś ośmielił się to zrobić. Szach mat :D

    "– Hokage wychodzący oknem? To tak nieelegancko – mruknął Kiba, pijąc do wcześniejszej wypowiedzi Shikamaru na temat odpowiedniego wyrażania się o przywódcy wioski."
    Dobra, Kiba to prostak i cham, ale jednak poczucie humoru ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. "– I w ogóle… – prychnął, nadymając policzki w taki sposób, że przypominał teraz swoją naburmuszoną wersję z czasów Akademii. – Sasuke ciągle nazywa go idiotą i jemu jakoś nie zwracasz uwagi. – Wyciągnął oskarżająco palec. – Co on, jakiś wyjątek jest?
    – Eh, Kiba – westchnął Shikamaru, drapiąc się po głowie. – Jak ty mało jeszcze wiesz o życiu. "
    Uwielbiam Twoje poczucie humoru. I ta końcówka, w punkt. Do tej pory się z tego śmieję, chociaż czytałam to już dobre pięć razy.

    "Tuż obok niego, na niskim krzesełku, siedziała Sakura i obierała jabłka, a stojąca tyłem do drzwi młoda medyczka mieszała jakieś lekarstwo."
    Wiem, że to raczej ieistotny fragment, ale spodobał mi się starsznie ten szczegół z jabłkami. To pasuje do tej stylistyki mangowej. Tutaj urządzenia, tutaj ninja i techniki z kosmosu, ale często w tym wszystkim robią tak prozaiczne rzeczy jak obieranie jabłka... Plotę trzy po trzy, no ale to jabłkko naprawdę mnie urzekło :D


    "– O… Szanowny Hokage. – Zarumieniła się i skłoniła głowę. – Przepraszam, ja…
    – Nie szkodzi. – Naruto w ogóle na nią nie spojrzał. Patrzył na Sasuke, którego wyraz twarzy na jego widok diametralnie się zmienił."
    Już widzę Naruto, który mógłby teraz załatwiać nawet sprawy wagi państwowej i nie spuściłby wzroku z Sasuke. Taki przeszywające spojrzenie, w którym jest wszystko <3

    "– Młotku. – Kąciki ust Sasuke uniosły się lekko. "
    W poprzedniej wersji nie było usuratonkachi?

    OdpowiedzUsuń
  5. "Naruto i Sakura spojrzeli na siebie. Żadne z nich nie miało zamiaru się ruszyć.
    – Ja jestem jego żoną. – Wzrok Sakury był bardzo wymowny. (...)
    – A ja jestem Hokage. – Naruto użył argumentu, który przesądzał wszystko. Do tej pory robił to naprawdę bardzo rzadko, nie lubił wykorzystywać swojej pozycji dla celów osobistych, no ale w tym wypadku nie zawahałby się przed niczym."

    Miazga, uwielbiam ten fragment. Jest na drugim miejscu zaraz po tym "co się stało Naruto? Sasuke." Swoją drogą jestem ciekawa, w jakich jeszcze innych sytuacjach Naruto mógłby się posłużyć swoim tytułem.

    "– Wiesz, że wolę cię z dłuższymi włosami? (...)
    – To da się zrobić – zaśmiał się cicho, unosząc głowę. Sam nie lubił swojej obecnej fryzury, ale przy jego trybie życia była po prostu wygodna. – Swoją drogą, ty też mógłbyś doprowadzić się do ładu. – Złapał między palce jeden ze zdecydowanie za długich kosmyków czarnych włosów. – Przez to twoje chodzenie po lesie trochę zdziczałeś."
    Hehe, chyba mówiłaś, że odniesiesz się do ich wyglądu i rzeczywiście trafnie podsumowałaś Sasuke. Zdziczał jak nic. Swoją drogą podobają mi się te ingerencję - tu Sasuke ma rękę, tu (mam nadzieję) szykują się zmiany fryzury. Może autorzy mangi przeczytają Loversów i wyciągną z nich jakieś wnioski. Powinni.

    Odnosząc się do ich pierwszego razu - ja wyobrażałam sobie go zupełnie inaczej, ale Twoja wizja też mi się bardzo podoba. No bo bądźmy poważni - Sasuke właśnie to powinien zrobić, gdy Naruto dał mu ten pieprzony ochroniacz. Pocałować go!

    " Bez żadnych ubrań, bez żadnych zahamowań, bez żadnego wstydu. "
    Ten fragment też mi się bardzo podoba (3 miejsce).

    Fajnie wytłumaczyłaś ich kłótnie. To racja, że wtedy mieli całą swoją uwagę, dlatego chyba aż tyle się kłócili. I racja, że musieli przez to wszystko przejść. Sasuke musiał znaleźć siebie, Naruto udowodnił, jak silny i nieustępliwy jest. W końcu udowodnił też to, że nie odpuści Sasuke tak łatwo, nie zginie i nie zrezygnuje. Piękne to po prostu i tyle.

    "Naruto mógłby sobie zostać najznamienitszą personą nawet na księżycu, a i tak niczego by to nie zmieniło. Dla niego już zawsze będzie po prostu przyjacielem, kochankiem i najważniejszą osobą w życiu."
    Ten fragment też uwielbiam. Jest jednocześnie taki kochany i zabawny. Bo jest w nim taka śmieszna rozbieżność. A bądź sobie nawet i królem świata, dla mnie będziesz po prostu najważniejszą osobą w MOIM życiu <3 No roztapiam się.

    " – Wiesz, twoja żona…
    Sasuke skrzywił się na te słowa.
    – Nie nazywaj jej tak, kiedy jesteśmy sami – syknął, lekko poirytowany."
    <3

    Teraz opis ich związków naprawdę mi się podoba. Jest jednocześnie wyważony, przemyślany i logiczny.
    "Dlatego ich związek nie miał wtedy przyszłości, obaj postawili na pierwszym miejscu własne cele. "
    Mógł być między nimi wybuch kumulowanej przez lata namiętności, mogli się w końcu odnaleźć i zrozumieć swoje uczucia, pokochać z tą świadomością, że kochają się naprawdę, ale nie mogli odpuścić marzeń, które motywowały ich wtedy przez całe życie - osiągnięcie tytułu hokage i odbudowa klanu.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Pół dnia doprowadzał go do porządku, bo w takim stanie nie mógł się raczej nigdzie pokazać. A musiał przecież wrócić do swojego nowego domu."
    Jestem ciekawa jak Sakura na to zareagowała, że jej mąż nie spędził z nią nocy poślubnej. I jak sobie to tłumaczyła, to też byłoby ciekawe :P

    "Był brutalny, zaborczy i tak namiętny, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata."
    O tak, taki Sasuke jest na pewno najlepszym Sasuke <3

    Sceny z Sakurą i Naruto nie czytałam, ale zaskoczyłaś mnie nią. Nie sądziłam, że Sakura pokaże pazurki.

    "Oczywiście mógłby z łatwością uwolnić się sam, ale nigdy nie używał przeciwko przyjaciołom swojej mocy. Nie zaryzykowałby zrobienia im krzywdy. "
    To jest w stylu Naruto. A nie męczeństwo i bycie Chrystusem ninja.

    "Wiem, że jesteście najlepszymi przyjaciółmi i jedyne, co go ostatnio obchodzi, to ty, ale zrozum… – westchnęła i pokręciła smętnie głową, jakby zastanawiając się, w jakie słowa ubrać to, co chciała powiedzieć."
    Po tym fragmencie widzę, dlaczego wcześniej tak wybuchła. Jaką ona musi czuć frustrację, kiedy widzi, jak łatwo Naruto przychodzi nawiązanie więzi z Sasuke, a ona jest jak ta piłeczka kałczukowa, którą się uderza o ścianę, tylko się od niej odbija i później podskakuje napędzana siłą tego wcześniejszego rzutu. Sakura też taka trochę jest.

    " – Naruto… Ty nie stworzysz z nim więzi silniejszej niż przyjaźń. A ja mogę.
    Naruto poczuł, jak nogi się pod nim uginają. Nie, nie z powodu ściskających go rąk Sakury, które już wcześniej puściły płaszcz. Ale te słowa: „Ty nie stworzysz z nim więzi silniejszej niż przyjaźń”… Przecież już dawno ją stworzył. Razem z Sasuke ją stworzyli. "
    No to tutaj pojechałaś.
    " Tak naprawdę istnieli głównie dla siebie, Naruto nie miał co do tego wątpliwości."
    I jeszcze to zdanie <3 Ono w zasadzie tłumaczy wszystko, nie trzeba dodawać nic więcej. Jestem ciekawa, jak zaplanowałaś kolejną akcję i czy Sakura będzie miała okację się przekonać, że jednak Naruto udało się stworzyć z Sasuke coś, czego ona nigdy nie będzie miała, czego w zasadzie nawet nie liznęła, może tylko formalnie przez tytuł jego żony.

    "– Daj mi kilka dni i nie kręć się w jego pobliżu, proszę cię. I tak zostanie w wiosce na dłużej, jeszcze będziecie mieli czas się pokłócić i nawet pobić, jeśli to wam sprawia taką przyjemność."
    Czy ona coś planuje? Hmm...


    "– Spóźniłem się? – Stojący w półmroku Naruto potarł ręką włosy na karku, zerkając na zegar.
    – Owszem. Czekałem na ciebie aż zbyt długo."
    O tak, zdecydowanie za długo! No i Naruto jednak perfekcyjnie olał Sakurę i jej prośbę. Tak by właśnie zrobił. Wie, że Sasuke go kocha, dlaczego miałby niby poświęcać się dla dobra związku, który nie ma przyszłości? Wie, że jedynym celem Sasuke była odbudowa klanu, a nie stworzenie szczęśliwej rodziny. W końcu w Boruto ani Sasuke, ani Naruto nie są podręcznikowym przykładem szczęśliwej rodzinki.

    No, komentarz wyszedł mi całkiem długi przez te cytaty, ale nie mogłam się powstrzymać. Chciałam wyłowić z rozdziału wszystkie perełki.
    To mój punkt widzenia, jak już wcześniej pisałam. Dla mnie rozdział był świetny, wszystko dobrze wyjaśniłaś i trzyma się kupy.
    Już się nie mogę doczekać kolejnej części!
    Pisz ją szybko!

    "– Co napadło szanownego Hokage, że tak się zachowuje?
    – Sasuke"
    Rozpływam się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie masz pojęcia jak się fajnie czytało Twój komentarz. Wiedziałam, że ci się podoba, ale nie że aż tak. Cieszę się:)

      „Tak trochę smutno mi się zrobiło, czytając ten fragment. Bo rzeczywiście - Naruto osiągnął swoje marzenie, ale przez swój sposób bycia, swoją lekkość i niekonfliktowość, w końcu poczucie humoru, nie był traktowany poważnie.”
      No niestety, to nawet widać w ostatnim odcinku, że Naruto, mimo że jest już legendą ma duże braki wiedzy. Nie jest wtedy oczywiście Hokage, sama jego reakcja na fakt, że ma się uczyć jest zabawna. I tak trochę po prostu nie wyobrażam sobie, żeby nagle koledzy zaczęli go tak na serio tytułować. Znają się w końcu od dziecka i dla nich to zawsze był po prostu Naruto.

      Co do Shikamaru, no on już wtedy w Shippu (mimo jego wrodzonego lenistwa) sam się zgłasza do Kakashiego żeby odbyć staż jako doradca Hokage, żeby potem pomagać Naruto. Uwielbiam tę postać.

      Jeśli chodzi o związek Naruto z Sasuke, to nie tak że każdy się domyśla co jest między nimi, ale każdy wie, że oni mają specyficzną relację i dla niego Naruto stanie na głowie.

      Tak, w pierwszej wersji było Usuratonkachi, ale zrezygnowałam jednak z japońskich zwrotów.

      „-Ja jestem jego żoną.
      - A ja jestem Hokage
      Miazga, uwielbiam ten fragment.”
      Widzę, że już drugiej osobie się spodobał :) Mi też – chociaż sama go napisałam:D

      Co do włosów, wiesz jak „kocham” ten ich obecny wygląd, dlatego muszę go zmienić.

      „A bądź sobie nawet i królem świata, dla mnie będziesz po prostu najważniejszą osobą w MOIM życiu <3 No roztapiam się. „
      Tak, właśnie to miałam na myśli.

      „Jestem ciekawa jak Sakura na to zareagowała, że jej mąż nie spędził z nią nocy poślubnej. I jak sobie to tłumaczyła, to też byłoby ciekawe :P „
      Co do tego wątku mam pewien pomysł:D

      ”To jest w stylu Naruto. A nie męczeństwo i bycie Chrystusem ninja. ” – Oj tak!

      „Jestem ciekawa, jak zaplanowałaś kolejną akcję i czy Sakura będzie miała okację się przekonać, że jednak Naruto udało się stworzyć z Sasuke coś, czego ona nigdy nie będzie miała, czego w zasadzie nawet nie liznęła, może tylko formalnie przez tytuł jego żony. „
      Do tego dojdziemy, jeszcze sama nie wiem jak to będzie.

      "– Daj mi kilka dni i nie kręć się w jego pobliżu, proszę cię. I tak zostanie w wiosce na dłużej, jeszcze będziecie mieli czas się pokłócić i nawet pobić, jeśli to wam sprawia taką przyjemność."
      Czy ona coś planuje? Hmm...
      Tak, planuje. Zagadka dla Ciebie. W jaki jedyny sposób Sakura może znów zbliżyć się do Sasuke?:D

      „O tak, zdecydowanie za długo! No i Naruto jednak perfekcyjnie olał Sakurę i jej prośbę. Tak by właśnie zrobił. Wie, że Sasuke go kocha, dlaczego miałby niby poświęcać się dla dobra związku. „
      Olał a jednocześnie nie olał. Zobaczysz.

      "– Co napadło szanownego Hokage, że tak się zachowuje?
      – Sasuke"
      Rozpływam się <3
      Ten fragment to ci się widzę naprawdę wybitnie spodobał

      Jeszcze raz dzięki za komentarz i postaram się zabrać dzisiaj za ten drugi rozdział:D

      Usuń
  7. Nowe opowiadanie bardzo mi się podoba. Chcę zebyś wiedziała że czytam każdy rozdział jaki tu publikujesz. Podoba mi się tu relacja Naruto i Sasuke. Boruto nie oglądałam, ale obejrzę. No i czekam na kolejny odcinek Rywali.

    Sanu mam takie małe pytanie do ciebie, bo mnie to zastanowiło. Czy ty i Koko znacie się BARDZO dobrze? Mozesz się domyślic o co mi chodzi. Zawsze kojarzyłam jedną z drugą, teraz nagle wróciłyście po latach obie w jednym czasie i nawet piszecie coś podobnego. Jeszcze tematyka w jakiej piszecie. Tak tylko pytam.

    Hachi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy się jak Chidori i Rasengan ;)

      Fajnie, że nowy fanfik się podoba.


      Usuń
    2. Haha, czyli jak Sasuke i Naruto, wiedziałam, że coś jest na rzeczy :) Super :)

      Usuń
    3. Wybacz, wolę facetów, tęczy nie będzie.

      Usuń

      Usuń
  8. Tak naprawdę Sanu to taki Shikamaru, a ja jestem jak Brewka i mnie interesuje tylko wiosna młodości.
    Koko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,
    wspaniały rozdział, Naruto jest w wirze pracy, i ta relacja ich łącząca... ciekawe czy Shikamaru czegoś się domyśla ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń